online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
TW#1 Taniec życia Xianmei* na Ziemi
<
Krucjata Baśki cz.4
>
Tagi: #fantastyka #sciencefiction #komedia

Krucjata Baśki cz.5

 Krucjata Baśki cz.4: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 

 Snujący się wokół miałki zapach destylatu ocucił ją nieco, jednak nie na tyle, by do reszty wyrwać umysł ze swoistej alkoholowej matni, z której z wolna wynurzała się jej jaźń.

 Wybudzała się powoli, pozwalając przytłumionym bodźcom rejestrowanym przez przeczulone alkoholowym ustrojstwem unerwienie, drążyć misterne kanaliki ku świadomości. Dryfowała biernie wśród fal czasoprzestrzeni pijackiego amoku. Makabryczne kołowanie w głowie budziło niepokój, a mdłości jakie temu towarzyszyły, trudno było okiełznać.

 Otworzyła oczy i z tępym wyrazem twarzy wpatrywała się w panel sterowniczy. Kolebanie na łajbie rozdygotanego błędnika wzmagało się jednak, więc szybko ponownie je przymknęła i zapadła w rozkołysaną głębię umysłowego oceanu.

 Przez dłużą chwilę przenikała ją aura bolesnego wyczekiwania, aż przeskok z trybu pijackiej emfazy na wyższy level bolesnego kaca dobiegnie końca, pozwalając na zestrojenie organizmu z psychicznym odczuciem własnego jestestwa.

 Problemy z czasoprzestrzenną lokalizacją sprawiały jednak, że trwała biernie na granicy samoświadomości i niebytu. I gdyby nie drażliwe bodźce dźwiękowe, które coraz natarczywiej kaleczyły przeczulony zmysł słuchu, dalej kontemplowałaby nad swoim podłym samopoczuciem. Wsłuchana w irytujące nawoływania z przerażeniem skonstatowała, że stanowią one pewne nowum w dotychczasowych pijackich doświadczeniach. Wibrująca fonia narastała, to znów cichła, aby po chwili rozlewać się po skołowanym umyśle biednej kobiety ze zdwojoną energią.

 Nie do końca rozumiejąc, co to za omamy dźwiękowe, postanowiła je w sposób stanowczy uciszyć:

 – A weźcie, kurwa, spływajcie! – wypaliła, nie bardzo wiedząc do kogo i czknęła okrutnie, jakby na potwierdzenie wypowiedzianych właśnie słów. Następnie opadła na oparcie fotela kapitańskiego i beknęła przeciągle.

 Po kilku chwilach, schlana pani Barbara z ulgą skonstatowała, iż osobliwe nawoływania ustały i w kokpicie transportowca ponownie zaległa śmierdząca cisza.

 

 ***

 

 Dowódca Superjednostki Wojennej Maczuga, Komandor Hieronim Czarnecki, brew staraniom, nie dość skutecznie zdołał ukryć zaskoczenie, jakie poczuł, gdy z głośników wybrzmiała odpowiedź z transportowca. W oczekiwaniu na wyjaśnienia, uniósł więc jedną brew. Rozejrzał się po rozległym, zalanym migotliwym półmrokiem, mostku i wśród pełniących służbę podkomendnych wyszukał wzrokiem oficera łącznościowego. Po kilku sekundach spędzonych na kontemplacji niepokojącego odzewu niejakiej Barbary Szczepanowskiej, skinął na podwładnego, aby ten ponownie ją wywołał.

 Może to jakieś zakłócenia na łączach? – Przeleciało mu przez myśl, gdyż nie nawykł do tonu, w jakim została udzielona odpowiedź.

 Snujący się obrzeżami Układu Słonecznego transportowiec namierzono przez przypadek. Był to jeden z dwóch statków, których obecność zarejestrowano w strefie niezidentyfikowanego źródła strumieni szybkich elektronów i pozytonów. Drugi pojazd, który zarejestrowały stacje nawigacyjno-kontrolne tej strefy, szybko znikł im z pola widzenia.

 Komandor, powołany do zbadania źródła emisji szybkich strumieni cząstek elementarnych skupił się więc na transportowcu. W początkowym etapie prac patrolowych, z ukrycia kontemplował zadziwiającą taktykę fedrowniczą Przedsiębiorstwa Wydobywczego Szczepanowskiej. Wtedy szybko okazało się, że ciągłe kluczenie tego górniczego pojazdu, nagłe zwroty, a nade wszystko obłąkańcze bombardowanie torpedami wszystkiego co stawało mu na drodze, stały się nie lada zagwozdką dla dowództwa superjednostki.

 Obserwując furiackie i kompletnie nieprzewidywalne zachowanie górniczego molocha, Komandor zaczął się domyślać, co też mogło spotkać drugi, niezidentyfikowany pojazd, który tak nagle zniknął.

 

 – Tu Statek Wojenny Maczuga. Powtarzam, Statek Wojenny Maczuga. Do transportowca Przedsiębiorstwa Wydobywczego. Komandor Czarnecki żąda rozmowy z dowódcą jednostki. Powtarzam… – Od dobrych kilkunastu minut, po mostku Superjednostki rozchodziły się komunikaty z nieudanych próby wywołania transportowca.

 – Ale, że kto, kurwa? – W końcu chrapliwy głos wybrzmiał z głośników, ponownie wprawiając w konsternację załogę potężnej machiny wojennej.

 – Powtarzam, Komandor żąda rozmowy z dowódcą transportowca! – Oficer łącznościowy wyraźnie starał się nie stracić cierpliwości.

 – Ale, że żądza? Jaka żądza? Jeśli seksu, to ja odpadam. Boli mnie głowa…

 

 ***

 

 Zdenerwowała się. Omamy słuchowe powróciły i stały się jeszcze bardziej natarczywe, niż wprzódy. W związku z tymi zdumiewającymi nawoływaniami sączącymi się z głośników, Baśka jakby na chwilę oprzytomniała, otworzyła szeroko oczy a następnie zamrugała. Namierzyła półprzytomnym wzrokiem głośnik i popadła w głęboką zadumę. Po chwili odzyskała dawny animusz, zrobiła wymach ręką, jakby chciała odgonić jakąś natrętną muchę, po czym pochyliła się do przodu i już, już miała coś odpowiedzieć, gdy nagłe zachwianie sprawiło, że straciła równowagę i przywaliła głową w blat panelu sterowniczego.

 – Kurrrrwa! – wymskło się jej wprost do mikrofonu. Następnie beknęła okropnie i wyczerpana takim nagłym zwrotem akcji, opadła ponownie na oparcie fotela.

 Dwie sekundy później doniosłe chrapanie zasygnalizowało, iż zapadła w pijacką drzemkę.

 

 ***

 

 Niezręczna cisza, która zalała mostek kapitański Superjednostki Maczuga, po zaskakującym komunikacie nadesłanym z górniczego transportowca, przerwał nieśmiało oficer łącznościowy:

 – Może mają jakąś awarię na pokładzie?

 Nikt jednak nie odniósł się do tej koncepcji i niezręczna cisza trwała nadal.

 Komandor Czarnecki, wysoki, szczupły mężczyzna, znany ze swojej wyjątkowej cierpliwości, tym razem poczuł wyraźnie, iż zaburzono mu harmonię wewnętrzną. Zamknął więc oczy, wziął głęboki oddech, po czym nie zwlekając dłużej, wydał rozkaz przejęcia całej załogi transportowca Przedsiębiorstwa Wydobywczego Barbary Szczepanowskiej.

 

 "Przejęcie całej załogi trwało sześć i pół minuty, bo i całą załogę stanowiła jedna osoba, to jest pani Barbara Szczepanowska. Niestety, stan upojenia alkoholowego pani Szczepanowskiej sprawił, iż wzięła ona postępowanie służb mundurowanych za akt agresji i, mając do obrony dekiel od wiadra i maczetę, przystąpiła do szturmu. Poza kilkoma siniakami, nikt nie odniósł większych obrażeń. Niestety, kontakt z panią Szczepanowską zdołano nawiązać dopiero po upływie marsjańskiej doby, gdy – częściowo – wytrzeźwiała w izolatce […]. PS. Zalecenia końcowe: w związku z nieobliczalnym i absolutnie niezrównoważonym zachowaniem zatrzymanej, podczas ewentualnych kolejnych interwencji sugeruje się udział żołnierzy w pełnych osłonach i uzbrojeniu." – brzmiał wycinek zapisu w raporcie.

 

 ***

 

 Wrażenie bolesnego lawirowania na krawędzi życia i śmierci nie opuszczało jej ani na moment. Z każdym uniesieniem głowy wracały iskrzące wyładowania, które zdawały się rozsadzać obolały mózg Baśki.

 Sięgnęła dłonią poza legowisko. Macała podłogę i macała, i macała, jednak ku swemu rozgoryczeniu nie napotkała w miejscach macanych nawet jednej flaszeczki samogonu. Uchyliła więc wolno powieki i mozolnie powiodła wzrokiem po otoczeniu. Ascetyczny wystrój pomieszczenia, z pryczą i jednym stolikiem, osnutego półmrokiem przeławicanym wątłym światłem sączącym się z luku okiennego wprowadził ją w stan lekkiego oszołomienia. Postanowiła więc zadziałać.

 – No, dalej Baśka! Rusz dupsko! Kolejne asteroidy czekają na rozpierdolenie! – zmotywowała się więc twardo i zwlekła ciało z leżanki. Odrzuciła splątane, długie włosy z twarzy, zadarła bojowo głowę i ruszyła w kierunku, jak sądziła, drzwi wyjściowych.

 Pogniecione ubranie, brudna koszula i obwisłe, poszarpane w nogawkach spodnie, nieco utrudniały ruchy. Nie powstrzymało jej to jednak, parła przed siebie dotąd, aż dopadła drzwi śluzy. Uchyliła je zawadiacko i z rozmachem wtoczyła się do środka kolejnej, ku swemu zdziwieniu, nieco mniejszej kabiny. Beknęła, jakby na powitanie i rozejrzała się buńczucznie.

 – Ki czort? – zbaraniała i zrobiła kilka kroków, aż zatrzymała się na ścianie. Kątem oka dostrzegła, jak coś błysnęło z boku, szczęknęło w suficie i z nad głowy pani Szczepanowskiej trysnął strumień lodowatej wody.

 W jednej chwili powietrze rozdarł ryk tak potężny, że niesiony instalacją wentylacyjną po sporej części statku wojennego, wzbudził niepokój załogi.

 – Niech no tylko dorwę chuja, który mi to zrobił! – rozdzierające okrzyki pani Szczepanowskiej oznajmiały jednoznacznie, iż lodowaty prysznic bardzo szybko postawił ją do pionu.

 

 ***

 

 – Nigdy więcej, nigdy więcej, nigdy… – mamrotała pod nosem, zataczając się lekko i pocierając obolałą głowę. Wilgotne, rozczesane rękami włosy spływające zawadiacko na plecy i cywilny uniform, jaki jej sprezentowano, nie zdołał zakryć opłakanego stanu właścicielki Przedsiębiorstwa Wydobywczego. Stąpając ostrożnie, tuż za plecami prowadzącego ją żołnierza, czyniła nieudolne wysiłki zmierzające do poruszania się w linii prostej. Na analizowanie zaistniałej sytuacji nie było już miejsca w skołowanym i obolałym umyśle skacowanej kobiety. – A chuj! Co ma być, to będzie – konkludowała. – Grunt, to optymistyczne nastawienie. – Machnęła ręką w powietrzu i nastawiwszy się zuchowato, przyspieszyła kroku.

 Wejście na mostek kapitański nieco ją jednak zestresowało. Wobec ogromu sztabu oficerskiego, uwijającego się przy różnorodnych stanowiskach, uleciała z niej cała buta. Nie dała tego jednak po sobie poznać i idąc omiatała zapracowaną kadrę mundurowych gryzipiórków zuchwałym spojrzeniem.

 Prowadzący ją żołnierz zatrzymał się tuż za śluzą wejściową wydzielonego na obrzeżach mostka, przeszklonego boksu i zasalutował. Baśka, do reszty skupiona na utrzymaniu ciała w pozycji pionowej, nie zdołała wyhamować i z impetem wylądowała na jego plecach. Zaskoczony kadet zachwiał się i wygiął niebezpiecznie do przodu, ale ostatecznie zdołał utrzymać równowagę i powrócił do poprzedniej pozycji. Tymczasem, zakłopotana pani Szczepanowska rozejrzała się wkoło, w nadziei, iż to jej niefortunne wejście pozostanie niezauważone. Niestety, szusując wzrokiem po rozległej kabinie, napotkała kilkadziesiąt wlepionych w siebie par oczu. Co najmniej kilku oficerów sprawiało wrażenie wyraźnie zainteresowanych jej przybyciem. Niektórzy nawet do tego stopnia, że oderwali się od swoich zajęć i zgromadzili wokół biurka, przy którym rozkazano jej usiąść.

 Siadała powoli uznając, że chełpienie się swoją arogancją i obnoszenie z wyższością chwilowo wsadzi sobie w kieszeń.

 Tymczasem po drugiej stronie biurka usadowił się jeden z oficerów i zaczął wertować przyniesione ze sobą zapiski.

 Baśka, obserwująca go pilnie ale ze zblazowaną miną, co chwila głośno przełykała ślinę. Ponieważ, w jej mniemaniu, cisza nienaturalnie się przedłużała, postanowiła ją nieco rozładować:

 – A tym razem, to za co dostanę ten mandacik? Bo chyba nie za te kilka wyeksploatowanych planetek. Mam pozwolenie na działalność wydobywczą…

 – Wyeksploatowanych? – Oficer oderwał się od dokumentacji i spojrzał na nią badawczo. – Przecież rozwaliła je pani dokumentnie.

 – Tak, właśnie. – Broniła się dzielnie. – Bo wie pan, ja testuję nowe rozwiązania wydobywcze, mogące mieć zastosowanie w górnictwie kosmicznym. Konkurencja i postęp technologiczny wymuszają na mnie takie działania – stwierdziła dobitnie, bekając na koniec. – O, pardon.

 Oficer prowadzący przesłuchanie spojrzał na nią z politowaniem.

 – Dobrze, przejdę więc od razu do konkretów. Jak się pani udało wytropić ten statek?

 – Eee… wytropić? – zająknęła się, nic nie rozumiejąc. Postanowiła jednak brnąć dalej. – No wiecie panowie, mam radary, różne czujniki i pełno innych takich na swoim transportowcu. No użyłam ich i wytropiłam. Ale właściwie o co chodzi? – Rozejrzała się niepewnie.

 – Więc kiedy się pani zorientowała, że cel, który dosięgły pani torpedy, to najprawdopodobniej statek obcej cywilizacji?

 – Ah tak, cóż… – Baśka plątała się w zeznaniach. Oficer pozostawał jednak nieugięty:

 – Miała pani w ogóle tego świadomość?

 – No, no wie pan… Cóż – jęczała, a jej ciało oblewały siódme poty. Kac stawał się nie do zniesienia. Spojrzała na przesłuchującego ją młodego człowieka w sposób wymowny, ale nie dostrzegłszy wyrazu zrozumienia na jego twarzy, wypaliła zaczepnie. – A nie zaproponował mi pan jeszcze nic do picia.

 W całym pomieszczeniu ponownie zaległa cisza, a na twarzach niektórych z przysłuchujących się osób można było dostrzec konsternację pomieszaną z osłupieniem. Komandor, który stał z boku, okryty cieniem, uniósł lekko brew i wziął głęboki oddech, ale nadal pozostawał niewzruszony. Tymczasem oficer prowadzący rozmowę spuścił głowę w geście rezygnacji, po czym jednak zebrał w sobie resztki cierpliwości, podszedł powoli do dystrybutora i nalał wody do pokaźnego kubka.

 Baśka odetchnęła. Szybko przechyliła naczynie. Czknęła, zostawiając sobie łyk wody na koniec, po czym, już w znacznie lepszym nastroju, zaczęła beztrosko:

 – Więc w sumie, można powiedzieć, dobrze się stało, że uwaliłam ten ich ufoludkowy statek, tak? – wyrzuciła z siebie, znów czkając. Otarła rękawem usta i ciągnęła dalej. – Bo o ile sobie przypominam, to sprawiał wrażenie okopconej planetoidy. Wiecie panowie – nakręciła się, przypominając sobie tamtą sytuację – siedzę w kabinie, relaksuję podniebienie, a tu mi jakaś skała, to znaczy, ufoludkowy najeźdźca pcha się na cel. W tej sytuacji, sami panowie rozumieją – rozejrzała się po pokoju, bezskutecznie szukając u obecnych w nim oficerów zrozumienia – to ja musiałam jakoś stanowczo zareagować! Taki okopcony statek, to sami panowie rozumieją. Niebezpieczny był jak byk! A że tam czaili się jacyś wojowniczy kosmici? – zrobiła wymowną pauzę. – W sumie można by rzec, że się broniłam. – Zakończyła triumfalnie swoją wypowiedź, po czym głośno dokończyła picie wody, czkając okropnie na koniec.

 Nieco osłupiały oficer spojrzał na Komandora, który tymczasem zdążył unieść drugą brew, i nie widząc przeciwskazań, ostentacyjnie zamknął dokumentację, dając do zrozumienia, iż odpowiedź Baśki wyczerpała całą pulę pytań.

 Zdecydowano, że do czasu wyjaśnienia tej sprawy, pani Szczepanowska pozostanie na pokładzie statku wojennego, a transportowiec zostanie wzięty na hol. Póki co więc, odprowadzono ją do tymczasowej kwatery, w której legła na wyrku i natychmiast zasnęła.

 

 

 ***

 

 

 Ciemne pomieszczenie, w którym znajdował się tylko okrągły stół z migotliwym wyświetlaczem na środku, otoczony wyściełanymi krzesłami, zapełniony był teraz gromadą oficerów i dowódców Floty Kosmicznej, którzy dyskutowali nad strategią dalszych działań podejmowanych w przestrzeni Układu Słonecznego i poza nią. Narada w Sztabie Dowodzenia Floty Zjednoczonych Sił Kosmicznych wchodziła w kulminacyjny moment, w którym dyskusja wywoływała sporo emocji. W zależności od problematyki, zmieniali się mówcy i uzgodnienia.

 – Te niezidentyfikowane obiekty na obrzeżach Układu to duży problem. I nie mówię tu o przemytnikach czy piratach zaczajonych w asteroidalnych dziurach – oschły ton perorującego mieszał się z cichym szumem wentylatorów i dyskretnym brzęczeniem migotliwego ekranu, pokazującego skalę omawianych zagrożeń. – Tu przedstawiono wszystkie dane. – Wskazał na rozpostartą nad centralnym punktem stołu mapę.

 – Majorze, proszę jaśniej – Przewodniczący posiedzenia zwrócił uwagę mówcy. – Mówi pan o rzekomych Obcych?

 – Sprawa jest bardziej złożona. Mamy dwa raporty o niezidentyfikowanych źródłach strumieni ultraszybkich elektronów i pozytonów w Obłoku Oorta. Według mądrych głów mogą to być ujścia tuneli podprzestrzennych. Mają to powyliczane i mówią, że to możliwe. Za tym twierdzeniem nasuwa się wniosek, że może są to wrota, którymi wlatują do nas Obcy.

 – Skąd pomysł, że to tunele a nie jakieś naturalne zjawiska?

 – Oczywiście, nie możemy tego wykluczyć – konkludował Major. – Trwają jednak próby wyjaśnienia raportów, jakie ostatnio otrzymaliśmy. Jeden pochodzi z transportowca górniczego należącego do Przedsiębiorstwa Wydobywczego Kapitana Szczepanowskiego. Informuje on, iż natknął się na, tu cytat… – Major zerknął w dokumentację – …watahę jebanych Obcych, pierdolących coś śpiewnym językiem i atakujących znienacka. Koniec cytatu. – Odłożył dokument i wziął drugi. – A teraz mamy informację o drugim transportowcu, tej samej firmy zresztą, tyle, że należącym już do Barbary Szczepanowskiej, który nie tyle został ostrzelany, co sam ostrzelał, i tu kolejny cytat z raportu: …ostrzelałam torpedami atakujący mnie, okopcony statek zjebanych Ufoli. Koniec cytatu.

 – Ciekawy zbieg okoliczności z tymi Szczepanowskimi – wtrącił Przewodniczący. – Oboje mieli wyjątkowego pecha.

 – Albo podobne zwidy alkoholowe…

 Komandor Czarnecki przysłuchiwał się wygłaszanemu raportowi tylko pobieżnie. Od dawna znał sytuację i miał swoją teorię na ten temat. Powtarzające się napady na statki transportowe stanowiły duży problem w przestrzeni międzyplanetarnej Układu Słonecznego, jak i poza nim. Jednak nie w działaniu Obcych, a zwykłych piratów i innych kosmicznych przestępców wolał upatrywać zagrożeń. Postanowił więc zabrać głos:

 – Przypominam, że przesłuchanie pani Szczepanowskiej nie potwierdziło informacji o statkach Obcych – Komandor ważył słowa. – Na chwilę obecną mamy więc tylko teoretyczne wyliczenia odnośnie możliwych źródeł tych szybkich strumieni cząstek elementarnych, gdzie jednym z nich, być może – podkreślił wątpliwości, cedząc wolno słowa – jest ujście tunelu podprzestrzennego, oraz – zrobił wymowną pauzę – mamy jedno zgłoszenie dotyczące rzekomego ataku Obcych na transportowiec pilotowany przez Kapitana Alfreda Szczepanowskiego, które, podobnie jak zeznania pani Szczepanowskiej, z pewnych względów można uznać, za nie do końca wiarygodne. W każdym z omawianych przypadków nie mamy natomiast żadnych namacalnych dowodów istnienia statków Obcych w naszej przestrzeni, bo służby przybyłe na miejsca zdarzeń zastały jedynie drobny pył, który pozostał po niszczycielskich działaniach ładunków wybuchowych, jakimi dysponowali oboje Szczepanowscy.

 Gorąca dyskusja, która rozgorzała wśród oficerów, nie wróżyła szybkiego wyjaśnienia sprawy.

 Komandor Czarnecki nie zabierał więcej głosu. Podjął już pewne decyzje, a argumentacja i wnioski użyte przez uczestników narady tylko utwierdziły go co do ich słuszności.

 

 

 

 

18364 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Agnieszka
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 50

Opis:

Dodano: 2021-03-06 20:15:40
Komentarze.
^Ozar 1 m.
z wykopem
Kolejny ciekawy opis "życia" Basi. Bab jak widzę nikogo się nie boi, nawet wojska. Jednak rzecz tylko lekko mi zgrzytnęła i muszę o tym napisać. Otóż sam fakt, że nasza Pani potraktowała torpedami obcych nie oznacza chyba, że nie pozostały żadne ślady statku. Trochę mnie dziwi, że wojskowi przeszukali całą okolicę zdarzenia i niczego nie znaleźli. No chyba że po uderzeniu nastąpiła całkowita anihilacja statku obcych czy coś podobnego. Być może nie doczytałem. Twoja bohaterka ma tupet i zawzięcie wielkości Tyranozaura hahhaha.
Odpowiedz
Ozar Bardzo ciekawa uwaga. Wiesz, to faktycznie może być zastanawiające z tymi szczątkami??
Dzięki, że zwróciłeś uwagę, bo to trzeba by było przemyśleć...

Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.