online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Sztywny patyk
<
Martwe mile — część II
>

Martwe mile — część III

 Link do części II: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 II – Wstęp o tym, jak dwa różne światy wspólny wózek pchają

 

 Pokój był mały, a przytulny kolor mebli tłumił lęki. Brązowa szafa odstawała od ściany, obnażając niefachowość majstrów kładących kiedyś podłogę. Ta zaś, wyschnięta na wiór, skrzypiała przy najlżejszym nawet kroku. Duże łóżko przykrywała nie pierwszej świeżości narzuta w zgniłym odcieniu zieleni. Pod oknem stała czteroszufladowa szafka z drewnianą lampką przedstawiającą wyrzeźbionego całkiem ładnie Indianina. Pomalowane na niebiesko listewki sznurkowych rolet broniły doniczkowego kaktusa przed zaokiennymi promieniami śmierci. Robiły to jednak nieudolnie, bo sczerniała roślina przepoczwarzyła się w oklapnięty zewłok. Po pomieszczeniu bezczelnie hasały pasy wkurwiającego światła, jednak po kilku chwilach "pracy przy rolecie" pokój utonął w odprężającym półmroku.

 Mężczyzna bardzo ostrożnie postawił plecak na łóżku, wyjął robocze rękawice i latarkę. Następnie obszukał kąty, sprawdzając szafę, szuflady oraz dziury przy ścianach. Na samym końcu bardzo dokładnie przejrzał łóżko.

 I tyle.

 Potem w nim zamieszkali.

 

 *

 Thelma codziennie rano szła na cmentarz, starając się czegoś dowiedzieć. Szło opornie, bo albo pochowani tam zmarli w ogóle nie chcieli gadać, albo, jak już któryś łaskawie zechciał rozbebeszyć zgniłą gębę, pojawiała się bariera lingwistyczna. Dziewczynka wracała poddenerwowana, od progu uroczyście przyrzekając, że to już ostatni raz, więcej nigdzie nie pójdzie i niech se Polip wymyśli co innego, bo ona ma tych umarłych buców serdecznie dość. Dawała się jednak ugłaskać komplementami typu: "Kto, jeśli nie ty?" i pełna nowej wiary wracała. Taki scenariusz powtarzał się przez trzy dni.

 Czwartego – jak w tym kawale – będąc jeszcze za drzwiami, rzuciła, że ma dwie wiadomości: dobrą i złą. Polip zmieniał bandaże i jej żywiołowy pisk go przestraszył.

 — To może wejdź i opowiedz.

 — To może przyjdź i mi otwórz.

 Obmył na szybko twarz w trzydniowej wodzie, wrzucając na grzbiet koszulkę.

 — Cały czas czekam, Polip.

 — Chryste, możesz przejść przez nie. Codziennie rano tak robisz.

 — Żeby cię nie obudzić. A ty codziennie po południu mi otwierasz. To ja odwalam całą zgniłą robotę. Słucham pretensji trupów gadających w połowie po hiszpańsku. Więc skoro nic nie robisz, możesz raz dziennie wstać, przedreptać dwa małe kroki i mi otworzyć. Pokazać, że coś doceniasz.

 Otworzył. Weszła przez ścianę, choć podobno tego nie lubiła, gdyż czuła się przez to "mniej żywa".

 — To jakie te wiadomości?

 Padła na łóżko w akcie udawanego wykończenia, przez sekundę tonąc w odmętach niezmienianej pościeli. Po chwili wypłynęła i z ciągle promiennym uśmiechem przeturlała się na plecy, wsadzając ręce pod głowę. Wtedy zauważył.

 — Chryste. Ty jesteś w dżinsach!

 Uśmiechnięta pomachała nogą, zataczając w powietrzu małe kółka.

 — I tenisówki masz.

 — Noo. I nową gumkę do włosów. Fioletową.

 Rozległo się pukanie, choć drzwi były ciągle niezamknięte. Spojrzał.

 W progu stała Ana, dwudziestokilkuletnia pomoc motelowa od zadań: podaj, przynieś, Chryste, zabij tego pierdolonego pająka czy nagrzej wody. Niska, filigranowa czarnulka o małych, sterczących cyckach i spojrzeniu mówiącym: "krzyczę głośniej, niż odpala twój motor". Ubrana jedynie w czarną koszulkę na ramiączkach z czerwonym napisem: "Who cares?" i białe, sportowe szorty, mogła być zajebistą alternatywą dla braku jakiejkolwiek telewizji. Ramiona obtatuowane w anarchistyczne symbole. W uszach kolczyki z – w panującym półmroku ciężko było mieć pewność – prawdopodobnie odwróconymi krzyżami.

 — Puk, puk — rzuciła, opierając się plecami o framugę. W jednym ręku trzymała talerz z kanapkami, w drugim dwie niegazowane mineralne, choć wedle umowy przysługiwała mu jedna. — Gdzie to dać?

 Odebrał żarcie, czując zapach całkiem przyjemnych perfum. Dekoracyjna sałata zaschnięta, a wędlina niemal całkiem ususzona. Chleb miał przynajmniej dwa dni.

 Stołu nie było, więc odłożył wszystko na parapet, rzucając okiem na leżącą dziewczynkę. Mała gadzina nawet nie próbowała udawać, że nie słucha.

 — Wiesz, że zwierzęta są niedozwolone? — bardziej stwierdziła, niż zapytała Ana, bawiąc się filuternie zapalniczką. — No, chyba że to jest ptasznik lub brazylijski wałęsak, to wtedy... też nie, ale już "też nie" mniej.

 Uśmiechnęła się z ulgą, jak ktoś, kto przygotowywał drobiazgowo jakiś numer i ten numer wypalił. Nie odwzajemnił uśmiechu.

 — Nie mam zwierząt.

 Weszła i bezceremonialnie otworzyła szafę. Pusto.

 — Pssst, Polip. Powiedz, że jesteś artystą i przygotowujesz się do jakiejś sztuki?

 Spojrzał panicznie na łóżko, dostrzegając wesołą minę dziewczynki, choć na pokaz bardzo zdegustowaną.

 — Jestem artystą i przygotowuję się do jakiejś sztuki.

 Pacnęła dłonią o czoło.

 — Nie do jakiejś, tylko konkretnej, matole. Wymyśl tytuł.

 Kobieta spojrzała z wyrazem autentycznego zainteresowania, ubranego w miły uśmiech kokieterii. Splotła przed sobą dłonie.

 — Motocyklista, artysta? — wypaliła. — I... admirał?

 — Zaproponuj jej, żeby usiadła — rzuciła Thelma, podskakując żywiołowo na łóżku. Po każdym takim skoku tonęła niemal po pas, co go przecholernie rozpraszało. W końcu znikła kompletnie, wypływając tuż obok. — I coś do picia — dodała.

 Zgromił zjawę wzrokiem. Potem spojrzał na żywą.

 — Jeśli wierzyć w te wszystkie oznaczenia, to komandor. Dawne, niechlubne czasy.

 — Akurat mam chwilę, by o tych czasach posłuchać.

 Thelma zaczęła skakać, skandując: "usiądź, usiądź!" Polip obiecał sobie, że kiedy będzie po wszystkim, wywiesi za oknem jej gnaty. Trzeba tylko przepłoszyć tę kokietę.

 — Ale ja muszę się przygotować... do tej sztuki, co to się przygotowuję... do niej... teraz.

 Ana zrobiła w jego stronę bardzo wymowny krok.

 — Nie możesz zrobić przerwy? — zapytała.

 — Właśnie, Polip. Nie możesz?

 — Nie — odpowiedział im obu. — Muszę ćwiczyć.

 Oczy dziewczynie zgasły, choć próbowała uśmiechem to maskować. W progu rzuciła, że "szkoda" i tyle po niej zostało. Polip głośno odetchnął.

 — Skończony debil. Numerek mogłeś mieć.

 Przetarł spoconą twarz. Następnie zwinął ręcznik w kulkę i rzucił nim w dziewczynkę. Uchyliła się.

 — Z tobą tuż obok, do tego żywiołowo reagującą? No raczej, kurde, nie.

 Zrobiła bardzo obrażoną minę.

 — Przecież bym wyszła. Chyba.

 Zamknął drzwi na klucz. Następnie wypił całą butelkę wody na jeden strzał.

 — Thelma — rozpoczął, siląc się na to, by głos zabrzmiał poważnie. — Jakim cudem masz na sobie inne ciuchy?

 — Jakim cudem ciągle chodzisz w tych samych?

 — Jak ja cię zaraz palnę w ten pusty...

 — Oj dobra. Mają tam pewien targ. Znaczy, nieoficjalnie, ale można się dogadać na wymianę. No i ja...

 — No i co ty?

 — ...dogadałam się.

 

 *

 Dobrą wiadomością było to, że dziewczynka miała jutro spotkanie z kimś, kto mógł rzucić na całą sprawę nowe światło. Jednak na pytanie, czy ten ktoś to Emilia, pokręciła głową.

  — Z jakimś kurduplem, co mu toporek rozłupał niedawno czachę. Podobno jest w jakiś sposób powiązany.

 — Jakiś kurdupel podobno w jakiś sposób powiązany — przedrzeźnił. — Może nie mędrkuj, tylko się skup na konkretach. Zostały nam tu trzy dni.

 Był pewien, że mała zjawa się obrazi, zaraz zacznie dąsy i w ogóle. Tymczasem nie. Nigdy nie mógł jej rozgryźć.

 — Robię, co mogę, Alex. Alejka za alejką, jak mówiłeś. To nie jest jakiś przypadkowy typ. On oberwał tam, gdzie Coenówna.

 Dopił drugą wodę. Kanapka szła opornie, ale nie było kasy, by wydziwiać. Zostało trzydzieści pięć dolców.

 — Przepraszam, Thelma. Wiem, że bardzo się starasz. No i ten... Ładną masz, kurde, gumkę. Pasuje ci fioletowy.

 Zeskoczyła z łóżka, wyglądając przez szczelinę w rolecie.

 — Gumkę mam ciągle tę samą. Jest osobista. Chyba spadłeś z drewnianego konia, jeśli myślałeś, że na coś się za nią wymienię.

 Nie skwitował. Chwilę milczeli. Jeśli zaś idzie o dwie wiadomości, potem powiedziała mu o "złej".

 — Więc myślisz, że to ode mnie. — Złapał się pod boki. — Śmierdzę tak, że aż o tym gadają na recepcji.

 Skrzywiła twarz, jakby zdziwiona, że musi doprecyzować oczywistość.

 — No wiesz, mnie całe dnie nie ma, a ty się za często nie przebierasz. Woda w misce też pięknie nie pachnie.

 Obwąchał się. Rogalowy uśmiech wypełzł mu na twarz.

 — A nie chodziło im przypadkiem o twoje ciało? O kupkę kości, którą trzymam w plecaku?

 Wzrok jej uciekł w próbie zełgania na szybko.

 — Nie, nie. O ciebie, Alex. Nawet słyszałam, jak o tobie mówili.

 Podroczyli się wystarczająco długo, by, jedząc, nie zwracał uwagi na kwasowość podgniłego mięsa. Czuł się z nią dobrze i ona z nim chyba też. Niestety nigdy nie ma nic za darmo.

 — Dobra, Thelma. Bez żartów. Kończy nam się czas.

 Wzruszenie ramion miało pewnie podkreślić obojętność, ale mina dziewczynki sugerowała, że jest ona autentycznie przejęta spoczywającą na niej odpowiedzialnością. Postanowił dla żartu dokręcić śrubę.

 — Mamy mało kasy, zero żarcia i bardzo dużo roboty. Temperatura też zbytnio nie służy. Jutro naprawdę się skup.

 Usiadła, wstała, ponownie usiadła, by w końcu legnąć na wznak. Żywiołowa dusza tylko w taki sposób zbierała myśli, więc dał jej kilka chwil. Zwłaszcza że, w żartach czy nie, miała rację, mówiąc, że odwala niemal całą robotę. W końcu przemówiła bardzo poważnym, zupełnie nieswoim głosem.

 — Alex, ja to rozumiem. Naprawdę.

 — Tłumaczę ci tylko, że...

 — Wiem — weszła mu w słowo. — Byłeś gotów oddać za mnie życie. W zasadzie nawet je na kilka chwil oddałeś. Pamiętam wszystko, jakby to było wczoraj.

 Zrobiło mu się głupio. Zareagował więc w charakterystyczny dla siebie sposób, mówiąc, że gdyby faktycznie oddał, to przecież by już nie żył. Sądząc jednak po minie, nie dała się łatwo kupić.

 — Nie chcę ci być ciężarem.

 — Nie jesteś żadnym ciężarem — odparł nieco głośniej, niż powinien. Czuł, że z każdą chwilą traci pozycję w rozmowie. Chciał spuentować wszystko humorem o pośmiertnym tunelu, ale w porę uznał to za głupie. — Nie jesteś cholernym ciężarem — powtórzył — ale cholerą tak.

 Uśmiechnęła się.

 Tak zakończyli dzień.

 

 *

 Rano wstał wcześniej z zamiarem otwarcia jej drzwi. Drobny gest, który by z pewnością doceniła.

 Pokój był jednak pusty.

 I tak zostało. Thelma już nie wróciła.

 

 Link do części IV:

10241 zzs

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 64

Opis:

Dodano: 2021-03-08 20:22:19
Komentarze.
*Ritha 2 m.


Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Zajmuje najlepsze miejsce na widowni, ha!
Na szczęście nie ma ani żywego ducha, to nie musiałam się o nie bić
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Ej, tu były inne emoty
Caaan nie zmieniaj mi emot!
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
emoty zwariowały

Odpowiedz
*Ritha 2 m.
TO KLĄTWA EMOT
Odpowiedz
Ritha spokój na sali. Robię małą rewolucję, ale mi się deko krzaczy
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
nuncjusz ok, myślałam, że to Can złośliwie!
Odpowiedz
Ritha wróciłem chwilowo do tego co było, emoty juz są ok. Zostawię to na rano, bo teraz za duży ruch
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
"Mężczyzna bardzo ostrożnie postawił plecak na łóżku, wyjął robocze rękawice i latarkę. Następnie obszukał kąty, sprawdzając szafę, szuflady oraz dziury przy ścianach. Na samym końcu bardzo dokładnie przejrzał łóżko.
I tyle.
Potem w nim zamieszkali" - to Twoje panowanie nad kamerą, człowiek wie, że Ty ją (kamerę) ciągniesz na kółkach, a nie że ona ciągnie Ciebie niczym pijanego kamerzystę na oczepinach

"Szło opornie, bo albo pochowani tam zmarli w ogóle nie chcieli gadać, albo, jak już któryś łaskawie zechciał rozbebeszyć zgniłą gębę, pojawiała się bariera lingwistyczna" (pamiętam to!)

"Otworzył. Weszła przez ścianę, choć podobno tego nie lubiła, gdyż czuła się przez to "mniej żywa" - haha, nie no, bardzo dobry jest ten wątek z Thelmą mimo wszystko, po czasie, gdy człowiek wygłodniały Canulardziej narracji, jeszcze lepiej smakuje

"— I tenisówki masz.
— Noo. I nową gumkę do włosów. Fioletową" urocze

Wklejam i zw
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
z dużym wykopem
Ana! Uwielbiam Anę! Opis dziewczyny świetny!

"— Jeśli wierzyć w te wszystkie oznaczenia, to komandor. Dawne, niechlubne czasy.
— Akurat mam chwilę, by o tych czasach posłuchać"- Polip i Ana, bunga bunga! hihi, skoro Rose w tej ekranizacji tonie w odmętach ołowiu, to trza jakaś panią/rę super, nie daj się prosić! Ana jest super :3

"— Z jakimś kurduplem, co mu toporek rozłupał niedawno czachę" - haha, to ale też cała scena z Polipem "ćwiczącym do sztuki teatralnej" super, umiesz w skecze

Świetna końcówka. Hm, kibicuję im, Thelmie też Dobrze to czytać
Odpowiedz
Ritha helloł, sory, że z opóźnieniem, ale opóźnienie mam w genach. Dziękuję pięknie. Przyjrzałem się dalszym losom i... trochę do korekty mam
Odpowiedz
Thelma i Polip! Świetnie się wraca do tej pary, są najlepsi, czytało się samo, czekam na kolejne, nie leń się!
Odpowiedz
alfonsyna nie lenię.
Odpowiedz
z dużym wykopem
AAAAAaaaa, pamiętam ten fragment, nie tak dokładnie, ale jednak przypomniało mi się wszystko jak czytałam. Zdecydowanie team Polip i Thelma wymiata.
Odpowiedz
Adelajda oo, dzień dobry. Miło żeś wpadła.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.