online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
Sto lat dla Nuncjusza!
jasno
Tajemnicze obiekty w Polsce Piramidy Kurhany Kamienne Kręgi Starożytne Cmentarze
<
Zyndyk czyli Wolność i demokracja na wsi
>

TW #1 Zemsta jest rozkoszą bogów

 TW #1

 

 Postać: Energiczny major

 Zdarzenie: Napad na bank na Dzikim Zachodzie

 Efekt: 92. W Twoim opowiadaniu pojawia się krwawa scena.

 

 Fort Arizona. Kwiecień 1865 roku. Armia Konfederatów. Major John Walker siedział na drewnianym krześle i patrzył na stojącego naprzeciw sierżanta. Jego pułk praktycznie już nie istniał rozbity w dwóch bitwach przez wojska Unii, a teraz ukryty w górach, w starym forcie starał się jakoś przeżyć.

 Wojna była przegrana, wojska secesyjne południa już praktycznie nie istniały. Takie resztki jak jego pułk nie znaczyły już nic.

 Walker miał pod sobą nie więcej jak koło setki żołnierzy, a do tego, co dzień dochodziło do dezercji. Ludzie wiedzieli, że wszystko już się skończyło, a dalsza walka nie ma sensu. Wojna z północą była przegrana i teraz trzeba było się znaleźć w nowej rzeczywistości.

 Sierżant John Mark patrzył na majora przenikliwym wzrokiem. Oficer był jednym z tych, którzy jeszcze niedawno byli pełnymi wiary w zwycięstwo żołnierzami południowych stanów. Kiedy zbuntowali się przeciw północy, wydawało im się, że szybko pokonają wojska Unii i spokojnie zrealizują to, co sobie założyli.

 Niestety wszystko poszło nie tak. Po chwilowych sukcesach przyszły klęski, przegrane bitwy i kiedy wojska konfederacji przegrały wielką bitwę pod Gettysburgiem, gdzie dotąd niezwyciężony generał Lee, będący ikoną południa został pobity i zmuszony do wycofania, wiadomo już było, że sen prysnął i wszystko skończone.

 Teraz major Walker patrzył na sierżanta wzrokiem starego sępa, który w swoim życiu widział już wszystko. Jednak postanowił go wysłuchać.

 ‒ No dobra sierżancie co chcecie mi powiedzieć – zapytał tonem, w którym nie było nawet odrobiny zainteresowania.

 Mark wciągnął powietrze i zaczął mówić, starając się patrzeć majorowi w oczy.

 ‒ Panie majorze, ja wszystko rozumiem, wojnę już przegraliśmy to jasne. Jednak teraz musimy się jakoś obłowić, tak żeby było z czym wracać do swoich, bo tak z gołą dupą jakoś głupio. Musimy zdobyć złoto i dlatego tu jestem. Kiedy byłem w Jork City, usłyszałem od znajomego, że stacjonujący tu 10 korpus unii, wie pan który, to ten, któremu złoiliśmy dupę pod Gotardem i którego goniliśmy aż tutaj, zostawił w miejskim banku złoto na żołd dla swoich żołnierzy. Jest tego podobno prawie tona i to wszystko spokojnie czeka w mieście. Na razie nie ma tam żadnego wojska Unii, więc możemy spokojnie wejść tam sterroryzować miasto i że tak powiem ukraść to złoto. Czyli musimy zrobić napad na bank. To dziki zachód i nie wierzę, żeby poza szeryfem i może 2/3 zastępcami ktokolwiek nam zagroził.

 Major nie wyglądał ani na zaskoczonego, ani nawet zainteresowanego. Ten stary wiarus jakoś nie mógł pogodzić się z klęska. Zawsze był energiczny i pewny siebie. Teraz, jednak kiedy patrzył na resztkę swoich ludzi, na ich brudne, zmęczone twarze, podarte, czasami pokrwawione mundury powoli dochodziło do niego, że to koniec.

 ‒ Czyli chce pan napaść na bank? - w jego głosie nie było żadnych emocji.

 ‒ Tak panie majorze. Ma pan tu wystarczającą ilość ludzi, żeby zamknąć miasto. Musimy to zrobić szybko, a potem podzielić kasę i zniknąć.

 ‒ Gdzie pan służył?

 ‒ U Van Dorna w Armii Tennessee

 Major patrzył na podoficera dłuższą chwilę, po czym rzekł smutnym głosem.

 ‒ To pewnie słyszał pan o Milwer Stone

 Sierżant tylko kiwnął głową.

 ‒ To była głupota i niepotrzebna masakra. Moi ludzie byli tuż po bitwie i cieszyli się ze zwycięstwa. Szliśmy przekonani, że miasto będzie puste i będzie można spokojnie odpocząć. Niestety okazało się, że nagle z okien, dachów, krzaków zaczęto do nas strzelać.

 Dowodzący kapitan został postrzelony a wraz z nim kilku innych żołnierzy. Nasi odpowiedzieli ogniem i ruszyli do ataku. Okazało się, że to nie było wojsko, tylko mieszkańcy, którzy postanowili stawić opór. Nawet trudno to nazwać walką, bo tych straceńców było nie więcej jak dwudziestu. Jednak za ich głupotę zapłaciło całe miasteczko. Kiedy już zabito wszystkich, żołnierze zaczęli wyciągać ukrytych cywilów, zabijać i gwałcić. Potem spalono wszystko to, co się chciało palić.

 Niestety przybyłem za późno, żeby to zatrzymać. A wie pan, dlaczego to panu mówię? - Walker westchnął i nie czekając na odpowiedź, ciągnął dalej.

 ‒ Po tym pogromie mają mnie sądzić i wiem, co mnie czeka, jak dorwą mnie unioniści.

 ‒ Wiem – John przerwał mu dość ostro.

 - Właśnie dlatego potrzebuje pan złota. Żeby zniknąć, trzeba mieć trochę szczęścia, a złoto takiemu szczęściu może pomóc i to bardzo. Wystarczy dwudziestu ludzi. Wpadamy do miasta, wchodzimy do banku, bierzemy ile damy rade i wiejemy.

 Major patrzył swoimi zmęczonymi oczami i jakby rozważał za i przeciw. Nie był bandytą, jakich wielu pojawiło się wśród niedobitków południa. Był oficerem, który nie chciał porzucić swoich nawet w tak beznadziejnym położeniu. Czuł się za nich odpowiedzialny. Jednak z drugiej strony wiedział, że to jego ścigają i kiedy zniknie, reszta oddziału ma szansę przeżyć. Westchnął i po chwili rzekł cicho, głosem, który ledwie był słyszalny.

 ‒ Zgoda. Rzeczywiście złoto mi się przyda. Wezmę dziesięciu ludzi, samych weteranów, to wystarczy. Przejedziemy bez hałasu, wpadamy do banku, a potem odjedziemy kawałek, podzielimy złoto i każdy pojedzie w swoją stronę. Mam tu jeszcze kilka spraw do załatwienia, ale za dwa, trzy dni możemy ruszać.

 ‒ Najlepiej pojutrze, bo jest niedziela i większość ludzi będzie albo w domu, albo w kościele, a bank będzie pusty. Drzwi wysadzimy, kraty także. Nim się kapną, co się dzieje, już nas nie będzie.

 Po tych słowach odszedł. Walker patrzył, jak odchodzi, po czym znów westchnął i odszedł do swojej kwatery. Żołnierze przyrządzali posiłek złożony z bizona, którego udało się upolować. To niby nic dla prawie setki ludzi, ale z drugiej strony każdy dostanie, chociaż kawałek mięsa, którego już dawno nie jedli. Reszta odpoczywała i nikt nie zauważył, kiedy Mark oddalił się poza zasięg wzroku i coś powiedział do małego Indianina, który tylko kiwnął głową i szybko odjechał na koniu.

 

 Kiedy wjeżdżali do miasta, zastały ich puste ulice i brak nawet jednej żywej duszy. O dziwo to nie zaniepokoiło ani majora, ani jego podwładnych. Podjechali do siedziby banku, zsiedli z koni i podeszli do drzwi. Te oczywiście były zamknięte. Podłożyli dynamit i po chwili nastąpił wybuch, który wyrwał drzwi razem z kawałkami futryny. Weszli do środka i wtedy ich oczom ukazał się widok przynajmniej dwudziestu karabinów wymierzonych w ich stronę. W banku było kilkudziesięciu żołnierzy Unii i mierzyło prosto w nich. Wszelki opór w zasadzie nie miał sensu.

 Walker od razu zrozumiał, że to zasadzka i choć kusiło go, żeby wyciągnąć bron, wiedział, że to nie ma sensu. Powoli chwycił rewolwer i rzucił go na podłogę. Jego podwładni postąpili podobnie. Walka nie miała sensu.

 Otwarły się drzwi i wyszedł oficer Unii. Spojrzał i uśmiechnął się.

 ‒ Witam pana majora. Jestem pułkownik Dowson. Pewnie moje nazwisko nic panu nie powie, ale Milwer Stone już pewnie tak. Długo szukałem resztek pana pułku, aż w końcu trafiłem na wasz ślad. Czas wyrównać rachunki. Mój pułk pochodzi z samego miasta i okolic.

 W tej chwili z jednego z pokoi wyszedł oficer w stopniu kapitana.

 ‒ Poznaje pan? To nie jest sierżant waszej armii, a kapitan Max Wolker, któremu w Milwer zabiliście żonę i syna.

 Major popatrzył w oczy kapitana i dostrzegł w nich tylko nienawiść. Nagle naszła go myśl, że nie będzie żadnych sądów, ani rozpraw. Wyrok już został wydany.

 Jakby na potwierdzenie tych słów usłyszał śmiech pułkownika.

 ‒ Co Walker hahahaahaha pewnie myśli pan, że zostanie dostarczony do sądu – jego głos był niczym grom, a nienawiść wręcz buchała z jego słów.

 ‒ Niestety nie. Wyrok już został wydany, a sędziami byli ci, którzy tu stoją. Za to, co zrobiliście w Milwer, kara musi być tylko jedna.

 Major słysząc te słowa, w odruchu samozachowawczym próbował sięgnąć po broń.

 Niestety nie zdążył, bo pułkownik właśnie krzyknął.

 ‒ Ognia!!!

 Dziesiątki luf wypluło setki pocisków. Nie sposób było nie trafić, toteż ciała konfederatów były siekane ołowiem tak, że nim umarli kule odcinały im ręce i masakrowały twarze, nogi i resztę ciała. Ta krwawa scena trwała nie dłużej niż minute, może dwie. Żołnierze Unii strzelali tak długo, aż skończyła im się amunicja. Podobnie było na zewnątrz, gdzie konfederaci ginęli od setek kul.

 Kiedy skończyli nastała mroczna cisza. Z luf dymiło, a niektórzy nadal naciskali na spusty.

 Dowson patrząc na zmasakrowane trupy, rzekł cicho.

 ‒ Wyrok wykonany. Ci zbrodniarze zostali należycie ukarani. Ciała spalić a resztki wyrzucić na pustynię. Niech po tych śmieciach nie zostanie nawet ślad.

8613 zzs

Liczba ocen: 3
71%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ^Ozar
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 78

Opis:

Dodano: 2021-03-12 12:10:52
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
z wykopem
Nawet ciekawe opowiadanie historyczne, aczkolwiek fabuła mogła by być bardziej zawoalowana. Pozdrawiam
Odpowiedz
^Ozar 3 m.
MarekAdamGrabowski no masz rację ale ograniczało mnie ilość znaków.
Odpowiedz
Ozar rozumiem, że takie były zasady konkursu.
Odpowiedz
^Ozar 3 m.
Kufa pisze to samo 4 raz bo mnie wujebalo już 3 razy. Gdybym miał do dyspozycji tak 3 razy tekstu to wszystko by wyglądało inaczej


Odpowiedz
Uszanowanko,

tak na samym wstępie, to „ TW#1” powinno być zawarte w tytule opowiadania, ale to drobnostka : )
I tak „ Fort Arizona. Kwiecień 1865 roku. Armia Konfederatów.” oddzieliłabym enterami
- „ Jego pułk praktycznie już nie istniał rozbity w dwóch bitwach” – przecinek po „istniał”
- Takie resztki jak jego pułk nie znaczyły już – wydzielone „jak jego pułk”
Walker miał pod sobą nie więcej jak koło setki żołnierzy, a do tego, co dzień dochodziło do dezercji. – to zdanie zgrzyta mi niesamowicie. Zwłaszcza zwrotu „nie więcej jak koło setki” . Na dodatek piszesz z perspektywy narratora wszechwiedzącego i nawet jeśli nie chcesz wyznaczyć konkretnej liczby żołnierzy; jeszcze tak zmiennej, to mimo wszystko potoczny zwrot „coś koło tego” mi nie pasuje. Ale to tylko dygresja

Niestety wszystko poszło nie tak. – przecinek po „niestety” i tyczy się to także dalszych przypadków. W takiej sytuacji: O dziwo to nie zaniepokoiło - , po „o dziwo”

Po chwilowych sukcesach przyszły klęski, przegrane bitwy i kiedy wojska konfederacji przegrały wielką bitwę pod Gettysburgiem, gdzie dotąd niezwyciężony generał Lee, będący ikoną południa został pobity i zmuszony do wycofania, wiadomo już było, że sen prysnął i wszystko skończone.
<- śmiało tnij zdania na krótsze. Rozbiór gramatyczny tego mógłby uchodzić za niezłą karę dla uczniów A tak na poważnie, masz jeszcze w jednym zdaniu powtórzone „bitwa”, „przegrać”. Osobiście, „niezwyciężonego generała Lee” opisałabym już w kolejnym zdaniu.

‒ No dobra sierżancie co chcecie mi powiedzieć – zapytał tonem – „No dobra, sierżancie, co chcecie mi powiedzieć?”
– stacjonujący tu 10 korpus unii – czy to nie jest aby nazwa własna? W takiej razie z wielkiej litery.
I liczebnik zapisałabym słownie, ale to czysta dygresja
Kiedy byłem w Jork City, usłyszałem od znajomego, że stacjonujący tu 10 korpus unii, wie pan który, to ten, któremu złoiliśmy dupę pod Gotardem i którego goniliśmy aż tutaj, zostawił w miejskim banku złoto na żołd dla swoich żołnierzy. < - to jest jedno zdanie. Tnij, proszę pana, tnij jakby jutra miało nie być. Dziel i rządź zdaniami

więc możemy spokojnie wejść tam sterroryzować miasto – przecinek po „tam”

Czyli chce pan napaść na bank? - w jego głosie nie było żadnych emocji – myślnik zamiast półpauzy i dalej z wielkiej litery

Potem spalono wszystko to, co się chciało palić. – taki wtręt, ale zamieniłabym „chciało” na „dało”

‒ Po tym pogromie mają mnie sądzić i wiem, co mnie czeka, jak dorwą mnie unioniści. – w jednym zdaniu 3 razy powtórzyłeś „mnie”. Zdecydowanie przydałoby się jakoś inaczej ułożyć to zdanie

damy rade – ę

Major patrzył swoimi zmęczonymi oczami – zbędny zaimek. Wiadomo, że nie patrzył cudzymi : )

Po tych słowach odszedł. Walker patrzył, jak odchodzi, po czym znów westchnął i odszedł do swojej kwatery. – za dużo tych „odejść”

‒ Co Walker hahahaahaha pewnie myśli pan, że zostanie dostarczony do sądu – jego głos był niczym grom, a nienawiść wręcz buchała z jego słów.

- Co, Walker (tutaj to „hahaha” zabija mi atmosferę, dałabym wtrącenie, że się zaśmiał), haha, pewnie myśli pan, że zostanie dostarczony do sądu. – Jego głos był niczym grom
„niż minute” – ę

I tyle, większość to kosmetyka.
Całkiem nieźle, łatwy pieniądz zawsze ukarze


Odpowiedz
^Ozar 3 m.
Hiraeth Dziękuje bardzo za tak fachowy komentarz. Co mnie dziwi, to, to że przepuściłem ten tekst przez Ortograf.pl i ten program powinien wyłapać brak przecinków czy kropek. Nie będę teraz tego poprawiał, bo jak myślę podczas konkursu TW nie można poprawiać tekstu, a nawet jeśli można uważam to za działanie nie fair. Jak konkurs dobiegnie końca oczywiście poprawie wszystko według twoich zaleceń.
Odpowiedz
*marok 3 m.
z wykopem
Fajne, historyczne opowiadanie. Z tego co pamiętam to ja cię obdarowałem zestawem i stwierdzam że zadanie zostało wykonane. Fabuła dosyć prosta, ale nie prostacka, to na plus i sporo akcji, więc się nie nudziło. A poza tym to ja lubię opowiadania z nutką historii, zawsze to fajne urozmaicenie
Odpowiedz
^Ozar 3 m.
marok Dzięki za przeczytanie i komentarz. No chyba Ty mi dałeś ten zestaw i nie powiem przypasił całkiem dobrze.
Odpowiedz
Panie ozar, dopisz pan w tytule TW#1
"‒ Wiem – John przerwał mu dość ostro." - po tej wypowiedzi, jeśli dobrze skumałem, jest znów kwestia sierżanta, ale powiem szczerze, że musiałem kilka razy czytać, żeby się upewnić, kto co mówi. Jest dwóch Johnów i użycie imienia w takim dialogu może nieco skołować. Zamiast "John przerwał mu ostro", dałbym np. "sierżant", co ułatwiłoby odbiór. I trochę przeszkadzają mi akapity w wypowiedziach bohaterów. W dialogach to trochę mąci i nie wiadomo za każdym razem, czy jest to już wypowiedź narratora, czy bohater nadal ciągnie swoją kwestię. Ale to sprawy techniczne, do ogarnięcia.
Poza tym podobał mi się klimat. Sam planuję napisać powieść osadzoną w klimatach Dzikiego Zachodu, więc fajnie było przeczytać coś w tym stylu
Masakra na końcu niezła. Jak u Tarantino
Odpowiedz
^Ozar 3 m.
CptUgluk Dzięki za komentarz. Już dodałem TW1 do tematu. Na razie nie poprawiam, bo moim zdaniem to nie fair w tym momencie. Jak się wrzuca tekst na TW to inni mają go oceniać takim jaki jest, a nie po poprawkach.
Odpowiedz
Ozar myślę, że to też nie do końca o to chodzi z tym poprawianiem - jeśli idzie o interpunkcję, babole językowe, ortografię itd. to myślę, że nie ma się co przed poprawkami wzbraniać. Ja osobiście na bieżąco koryguję, jak mi ktoś wytknie takie rzeczy. Inna sprawa wstawianie tekstu, a potem zupełna przebudowa, bo logicznie coś nie styka, a inna poprawki kosmetyczne, by polepszyć jakość i odbiór
Odpowiedz
^Ozar 3 m.
CptUgluk No dobrze jeśli tak mówisz , to poprawię tekst. Dzięki!
Odpowiedz
Konfederaci napadający na bank? Dobre, dobre. Ogólnie opowiadanie fajne, ale sporo potknięć interpunkcyjnych (i takich tam), które nawet takiego ignoranta, jak ja, odrobinę wystraszyły Podobnie, jak CptUgluk, momentami gubiłem się w dialogach - musiałem krzyczeć "wróć!" i czytać od nowa Trochę szkoda pana majora, tak bez sądu... Rzeźnia na końcu to - wypisz, wymaluj - Kill Bill na Dzikim Zachodzie
Odpowiedz
^Ozar 3 m.
Zdzislav Dziękuje za wizytę i koment. Co do interpunkcji to niestety moja jakby wada od wielu, wielu lat, ale tym bardziej jest to dziwne że przepuściłem ten tekst przez Ortograf.pl i ten powinien wyłapać wszelkie błędy interpunkcyjne. Co do majora. No cóż w armii jest tak, że za błędy podwładnych odpowiada dowódca i kropka. Tu także tak jest.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
Cześć Ozar, czytamy!

"Fort Arizona. Kwiecień 1865 roku. Armia Konfederatów" - bardzo dobry start, lubię takie podanie lokalizacji i umiejscowienie w czasie od progu

John Walker powiadasz Okej, łatwo zapamiętać! Nie wiem czy to są jakieś historyczne nazwiska, skojarzenie mam z alkoholem i odbieram jako mrugnięcie okiem do czytelnika, a poczucie humoru wskazane w snuciu opowieści

"Na razie nie ma tam żadnego wojska Unii, więc możemy spokojnie wejść tam sterroryzować miasto i że tak powiem ukraść to złoto" - haha, noo, taa, proste, brzmi jak plan!

Ok, masz sporo literówek, ale widzę, że już Hiraeth wyłapała, więc nie będę dublować. Generalnie to Twoja pięta Achillesowa, rozumiem, że błędów niektórych możesz sam czasem nie wyłapywać, ale gdzieniegdzie brakuje nawet kropek na końcu zdań. Warto przed publikacją na spokojnie przeczytać chociaż raz, nie skupiając się na fabule, a stricte na technikaliach, wtedy można sporo wyłapać.
Plusem jest tu żywiołowość fabuły, ja bardzo lubię, jak jest akcja, jak coś się dzieje, a tutaj jest super Dziki Zachód, sensacja, dynamit i rozstrzeliwanie No i super, myślę, że oddałeś westernowy klimat. Momentami było ciut chaotycznie, mimo to czytało mi się dobrze
Odpowiedz
^Ozar 3 m.
Ritha Dziękuje bardzo za tak fachowy komentarz. Co mnie dziwi, to, to że przepuściłem ten tekst przez Ortograf.pl i ten program powinien wyłapać brak przecinków czy kropek. Nie będę teraz tego poprawiał, bo jak myślę podczas konkursu TW nie można poprawiać tekstu, a nawet jeśli można uważam to za działanie nie fair. Jak konkurs dobiegnie końca oczywiście poprawie wszystko według twoich zaleceń.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
Ozar z ortograf.pl jest tak, że jak wrzucisz tam za dużą połać tekstu to nie wyłapie niczego (!) lepiej wklejać po akapicie, albo chociaż po max stronie
Odpowiedz
^Ozar 3 m.
Ritha Ok nie wiedziałem. Pewnie dlatego tak wyszło.
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Ozar tak, spróbuj wrzucić jeden akapit na próbę i zobaczysz
Odpowiedz
Zdecydowanie na plus jest tu dynamika. Trochę tematycznie to nie moja bajka, ale jest bardzo w porządku
Odpowiedz
Cześć

Lecimy

"Teraz major Walker patrzył na sierżanta wzrokiem starego sępa, który w swoim życiu widział już wszystko." - wzrok starego sępa hahaha dobre

" ‒ Co Walker hahahaahaha pewnie myśli pan, że zostanie dostarczony do sądu – jego głos był niczym grom, a nienawiść wręcz buchała z jego słów." - Bychawa nienawiść czy zanosił się śmiechem? A może szydził? Tu się pogubiłem przez to "haahaahaha"

OK, pełno tu energii, wojny, wojska, broni... Twoje klimaty.
Pozdrowionka


Odpowiedz
Dziękujemy za wzięcie udziału w tej edycji TW
Zapraszamy do głosowania:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Pozdrawiamy
Zespół TW
Odpowiedz
z wykopem
Językowo troszkę mógłbyś "dopieścić". Masz kilka literówek +
"Dowson patrząc na zmasakrowane trupy, rzekł cicho." - jeśli inicjujesz wypowiedź dialogową, to drukropek bardziej.

Co do tekstu, to napisane w mojej ulubionej, westernowej scenerii. Sam pomysł aż prosi się o rozwinięcie, ale rozumiem restrykcje limitowe. Dość dobrze się czytało. Spoko tekst.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.