online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno

TW#1 Ku bitwie czterech odmian

 Postać: Wstydliwa kapusta

 Zdarzenie: Prezentacja domu

 Efekt: 52. Poszperaj w mądrościach starożytnych myślicieli. Wybierz cytat i niech będzie on myślą przewodnią opowiadania. ["Jedzenie bobu jest zbrodnią, którą da się porównać ze zjadaniem głów własnych rodziców"]

 

  Ogrodnik schylił się i zdecydowanym ruchem odciął główkę kapusty od korzenia, po czym wsadził ją do małego kosza. Ruszył szybko ścieżką okrążającą grządki, kierując się do wejścia jednopiętrowego domu. Spieszył się. Zbliżał się czas odwiedzin młodej pary zainteresowanej zakupem owej rezydencji, toteż jego pracodawca kazał mu doprowadzić ogródek do stanu perfekcji. Tymczasem biedna kapusta obijała się o ścianki kosza i traciła kolejne liście. Ku uldze warzywa w końcu trafili do odpowiedniej części spiżarni, gdzie ogrodnik wysypał niechlujnie zawartość kosza na podłogę. Następnie opuścił pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi. Minęło jeszcze wiele czasu, zanim kapusta przyzwyczaiła się do nowego otoczenia, aż w końcu otworzyła oczy.

  Otworzyła oczy??! Ale jak to możliwe? Zgadza się, to niemożliwe, ale tylko z ludzkiej perspektywy… Otóż warzywa postrzegają świat nieco inaczej niż przedstawiciele królestwa zwierząt. Nie potrzebują one oczu, żeby widzieć, uszu, żeby słyszeć, czy też ust, żeby mówić. Niestety, nasz język jest zbyt ubogi, aby opisać sposoby porozumiewania się i postrzegania warzyw w inny sposób niż charakterystyczny dla ludzi. Powoduje to wiele uproszczeń, jednak jest to jedyny sposób, aby precyzyjnie oddać klimat wykonywanych przez warzywa czynności. Być może dawniej, epoki temu, kiedy warzywa nie musiały ukrywać swej tożsamości przed ludźmi, istniały odpowiednie ku temu określenia, lecz tamten czas już dawno przeminął…

  Kapusta rozejrzała się. Dostrzegła wokół siebie wszystkich mieszkańców pomieszczenia. Najstarszy z nich stał nieco bliżej niej niż pozostali.

  – Witamy cię w dawnym Królestwie Warzyw Kapustnych – wychrypiała Kapusta Pekińska, kładąc szczególny, bolesny nacisk na słowie „dawnym”. – Miło widzieć odmianę Aubervilliers w naszych szeregach, twoi poprzednicy nigdy nie stanowili dla nas zawodu. – Ton kapusty nieco zelżał i nie był już tak ciężki i przygnębiony. – Zapewne zawiedzie cię tak krótkie przywitanie, lecz na mnie już czas, czekają na mnie obowiązki. Nie martw się jednak. Mój zastępca jest do twojej dyspozycji.

  To rzekłszy, Kapusta Pekińska oddaliła się w stronę najdalszego kąta pomieszczenia.

  Tymczasem do Aubervilliera podeszła Brukselka. Była czymś wyraźnie podekscytowana.

  – No, no, no, a więc to jest ten długo wyczekiwany Aubervillier. Przeszło cztery sezony temu, kiedy twój przodek zagościł w naszej krainie. Był to czas, kiedy Królestwo Warzyw Kapustnych przepełniała duma – powiedziała szeptem Brukselka. Obróciła się nieco i ukradkiem zgarnęła łzę z policzka.

  Na usta Aubervilliera cisnęło się wiele pytań, lecz niektóre wydawały mu się tak absurdalne, że postanowił milczeć. Widząc pytający wyraz twarzy kapusty, Brukselka kontynuowała:

  – Widzisz Kapustę Pekińską? – spytała się. – Wiesz, co teraz robi? Kłania się przywódcy strączków. Schlebia mu. Prosi go o przedłużenie zawieszenia broni, które oczywiście, jak zawsze okaże się nietrwałe.

  – Ale przecież nie brakuje nam krzepy, aby pokonać drobne strączki – wybuchnął nagle Aubervillier.

  – Logicznie prawisz, mistrzu. Wszystko to byłaby prawda, gdyby nie jeden fakt – rzekła równie cicho, jak poprzednio. – Tym faktem są szczurzy jeźdźcy. Wykorzystują oni sprytnie umieszczone dziury w ścianach, aby terroryzować cały dom. My nie mamy dostępu do ich terytorium, lecz oni do naszego mają.

  – Ale… Ale w takim razie, dlaczego oni to robią? Co my im takiego zrobiliśmy? – zająkał się Aubervillier.

  – Nic. – Brukselka westchnęła. – Nasze prześladowania zaczęły się wraz z przejęciem przez bób władzy w Strączkowie. Będziesz miał jeszcze wiele razy okazję ujrzeć ich diabelską naturę. Powiadam ci, wszystko jest winą tych piekielnych pomiotów. Tymczasem teraz, nie ma dla nas nadziei.

  Na te słowa drzwi się otworzyły. Zapanował chaos. Niektóre kapusty w tym Aubervillier zamarły tam, gdzie stały, lecz większość schowała się po worach rozłożonych przy północnej ścianie spiżarni.

  Do pomieszczenia weszły trzy osoby. Dwóch mężczyzn i jedna kobieta. Niższy z nich prezentował pozostałej dwójce wnętrze. Obeszli pomieszczenie parę razy, wymieniając kilka zdań. Właściciel rezydencji był dobrej myśli. Słyszał podniecenie w głosach nowożeńców, toteż był niemalże pewny zawarcia umowy. Był tym tak podekscytowany, że przy wyjściu ze spiżarni, nie zważając na przeciąg, pozostawił drzwi otwarte. Jak się później okazało, ten mało znaczący fakt przeciążył o historii całej rezydencji.

  Kroki trójki ucichły. Nagle dosięgnął Aubervilliera donośny głos Brukselki:

  – Cóż, nigdy nie myślałem, że ten moment nastanie tak szybko po twoim przybyciu, ale to jest ta chwila. Potrzebujemy, aby twoja krew Aubervillierów się w tobie przebudziła. Jeszcze nigdy nikt nie napawał nas, aż taką nadzieją. – Na twarzy Brukselki pojawił się uśmiech. – Pewnie nie dają ci spokoju myśli, czegoż to od ciebie oczekujemy i dlaczego od ciebie. Widzisz, twój przodek trzymał niezwykle dobre relacje z przedstawicielami Psiankowa. A to właśnie tam wiedzie droga przez te drzwi. Jestem pewny, że jeśli dowiedzą się o twoim pochodzeniu, wesprą naszą sprawę, a wtedy… – Głos Brukselki stopniowo wzrastał w siłę. – Wtedy będziemy mieli szansę postawić się strączkom. Wszystko zależy jednak od twojej decyzji.

  O ile wcześniej wzrok wszystkich kapust na Aubervillierze wprawiał go w lekkie zawstydzenie, teraz sprawiał, że chciał się zapaść pod ziemię i zostać w niej na zawsze. Niestety, jego słynna krew nie obudziła się w nim ani na chwilę i najchętniej odmówiłby Brukselce.

  Widział także wiele dziur w tym planie. Przecież jeżeli strączki usłyszały tę głośną rozmowę, mogły w każdej chwili zaszarżować na kapusty. Nagle usłyszał piski szczurów. Obrócił się w stronę dziury w ścianie. Zmroziło mu krew w żyłach. Jego oczom ukazała się ogromna postać Kapusty Pekińskiej blokującej szczelinę. Własnym ciałem osłaniała dawne Królestwo Warzyw Kapustnych, nie bacząc na gryzonie zjadające ją żywcem.

  Aubervillier nie miał wyjścia. Zgodził się.

 

  Po minięciu ogromnych obiektów mających, jak mniemał, służyć ludziom kolejno do spania, siedzenia i przechowywania ubrań, Aubervillier zbliżył się do kolejnych drzwi dzielących Psiankowo z pokojem. Tu spotkał go zawód. Drzwi były zamknięte.

  Aubervillier zapłakał. Pomysł kapust był tak spontaniczny, że pominął wiele problemów, a teraz na jego barkach spoczęło rozwiązanie ich. Postawiony w takiej sytuacji nie wiedział co począć. Wiedząc, że kapusty postawiły na niego ostatnią kartę, nie chciał tam wrócić i ich rozczarować. Wstydziłby się tego do końca życia.

  Nagle Aubervilliera ogarnęła potężna złość. Wściekły rozpędził się i z pełnym impetem wbiegł w drzwi. W miejscu jego zderzenia opadły trzy liście. Wkrótce znalazło się tam ich kilkanaście.

  – Kto śmie zakłócać spokój Księstwa Warzyw Psiankowatych?

  Kapusta podskoczyła. Dotąd sądziła, że umrze pod progiem kuchni. Teraz jednak otrzymała okazję, której nie chciała zaprzepaścić.

  – Jam jest Aubervillier, potomek Aubervilliera starszego – odpowiedziała donośnym głosem kapusta stylem równie oficjalnym. – Przybywam tu, aby prosić o wsparcie w walce ze Strączkami od miesięcy terroryzującymi naszą rezydencję.

  Aubervillierowi odpowiedziała cisza. Wkrótce jednak usłyszał charakterystyczny szczęk klamki. Cztery odbite od niej ziemniaki spadały w stronę podłogi. Aby wydłużyć czas opadania, wykonały w powietrzu kilka piruetów, po czym spadły na solidne karki śnieżnobiałych myszy do tej pory pchających drzwi. Powstała szpara była na tyle duża, że kapuście udało się bez problemów przez nią przejść.

 

  W kuchni Aubervillier nie zabawił zbyt długo. Mimo że warzywa psiankowate obdarzyły go niezwykłą gościną, okazało się, że jego wędrówka nie kończyła się w kuchni. Od przebywającego tutaj Ogórka Siewnego dowiedział się o rzeczy niesłychanej. Otóż na tarasie rezydencji znajdowała się stara, przepotężna Dynia Olbrzymia. Według ogórka znalazły się tam prawie wszystkie warzywa dyniowate. Tylko on został stamtąd zabrany przez ogrodnika do kuchni i nie krył chęci powrotu.

  Warzywa psiankowate już dawno uzgodniły, iż mimo niemałej liczby mysich jeźdźców i tak przeciwko szczurzym nie mają szans, natomiast z pomocą dyń rozgromiłyby bób na drobny mak. Razem z ogórkiem opracowały plan przedostania się Aubervilliera na taras. Był prosty. Jako że jedyną przeszkodą było pokonanie salonu, w którym znajdował się właściciel domu sprzedający rezydencję młodej parze, postanowiono posłać mysich ochotników w te okolice. Z jakiegoś powodu mieszkańcy budowli czuli wstręt do owych stworzeń, więc warzywa liczyły na ich ucieczkę gdziekolwiek, byle z dala od tarasu (prawda, plan opierał się na wielu domysłach, jednak pod presją czasu psiankowate nie mogły wymyślić nic lepszego). Wówczas do akcji mieli wkroczyć Aubervillier i Ogórek Siewny.

  Upewniwszy się, że każdy zna swoją rolę w planie, przystąpiono do działania. Skacząc po półkach, śnieżnobiałe myszy przetransportowały z powrotem na blat cztery ziemniaki, aby powtórzyły swoją akrobację, z tym że teraz na drzwiach oddzielających kuchnię z salonem. Wszystko wyglądało równie efektownie, jak poprzednio. Następnie zaczęto realizację kolejnego etapu planu. Na jego skutek nie trzeba było długo czekać. Z salonu dał się słyszeć krzyk, kilka niecenzuralnych słów i kroki wybiegających na dwór osób.

  Przyszedł czas na wędrówkę Aubervilliera z Ogórkiem Siewnym. O dziwo obyła się bez przygód i nie minęło wiele czasu, nim znaleźli się przy otwartych drzwiach wyjściowych.

  Wraz z przekroczeniem progu Aubervillier zauważył Dynię Olbrzymią w całej swojej okazałości. Zaniemówił. Jeszcze nigdy nie stanął przed obliczem istoty tak potężnej. Ogórek widząc zakłopotanie przyjaciela, przemówił za niego.

  – Panie. – Ogórek się pokłonił i gestem nakazał to samo kapuście. – Zapewne znana jest tobie wieść o tyranii zaprowadzonej przez bób w domu przed progiem, którego teraz się znajdujemy. Tedy prosimy cię o pomoc w pokonaniu wroga, jedynie z twoim wstawiennictwem może nam się to udać. – Czubek nosa ogórka niemal sięgał ziemi.

  Ciężko opisać odpowiedź dyni. Była to mieszanina mruknięcia z chrapnięciem. Dodatkowo miała zamknięte oczy, toteż ciężko rozpoznać czy przypadkiem w tym czasie nie spała. Jednakże znajdujące się wokół warzywa dyniowate zrozumiały to jako konkretny rozkaz.

  – Prowadźcie – rzekło jedno z nich.

 

  Armia warzyw maszerowała w stronę strączkowej części spiżarni. Według papryk stanowiących władzę w Psiankowie do Strączkowa można udać się przez zaplecze znajdujące się w północnej części salonu. Miast drzwi, które dzielą większość pomieszczeń w rezydencji, armia zastała tam ogromną zasłonę. Przekroczyła ją bez większych problemów. Wkrótce dotarła na terytorium strączków. Zawrzała bitwa.

  Aubervillier podczas całej swojej wędrówki stracił wiele liści. Na czas bitwy czuł się osłabiony i szybko na skutek swojej niezdarności odciął się od szeregu zbitej piechoty. Takowa kapusta była łatwym kąskiem dla szczurzych jeźdźców. Poległa na polu walki. Po skończonej bitwie przegranej przez strączki wraz z Kapustą Pekińską został ogłoszony bohaterem narodowym i pozostał w pamięci kapust na zawsze.

 

  Godzinę po bitwie wrócił do domu jego sfrustrowany właściciel. Tak jak wiele osób robi, kiedy jest się zdenerwowanym, zaczął chodzić w kółko. Wkrótce jego stopa stanęła w zachodniej części spiżarni, gdzie były przechowywane warzywa strączkowe. Zamarł. Wyciągnął telefon i wystukał numer.

  – Sam, czy możesz mi powiedzieć, jakie były twoje ostatnie czynności przed opuszczeniem rezydencji? – spytał ze złością ogrodnika.

  – Zabawna sprawa, szefie. Mianowicie zebrałem wyrośniętą kapustę z ogrodu. Zwykła brunświcka, ale liście miała tak przerośnięte, że do złudzenia przypominała odmianę Aubervilliers – odpowiedział z pasją Sam.

  Ciśnienie gospodarza się podniosło. Nie dość, że udało mu się utargować całe nic, jego ogrodnik zdemolował mu dom, to jeszcze teraz stroi głupka. Wywrzeszczał do słuchawki jeszcze kilka słów, po czym zakończył rozmowę teatralnym „zwalniam cię”.

12351 zzs

Liczba ocen: 6
94%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Sniady
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 68

Opis:

Dodano: 2021-03-14 14:38:57
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph
Odpowiedz
Cześć,

Zaczynamy
(będę pisać na raty bo jestem na tel.)

"Miło widzieć odmianę Aubervilliers w naszych szeregach, twoi poprzednicy nigdy nie stanowili dla nas zawodu. " - nie stanowili dla nas zawodu? Nie rozumiem tego... Chodzi o to, że ich nigdy nie zawiedli?
Odpowiedz
"Przeszło 4 sezony temu..." - cyfry w prozie zapisujemy słownie.

OK, doczytałam do końca.
Więc tak, fabularnie, cóż, opko przemyślane, choć czasami nieco mi się dłużyło. Bardzo ładnie natomiast budujesz zdania.
Pozdrowionka
Odpowiedz
~Sniady 1 m.
Cześć, wielkie dzięki za komentarz i wyłapanie w moim tekście błędu z liczebnikiem, który już poprawiłem.
Odpowiedz
Sniady tam gdzieś minął mi jeszcze jeden liczenik. Sprawdź może
Odpowiedz
~Sniady 1 m.
Faktycznie jeszcze miałem w tekście "3 osoby". Jeszcze raz dzięki.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Uszanowanko,
przyszłam się przyczepiać. Generalnie, nie przejmuj się tym, większość to kosmetyka, a ja zawsze staram się czegoś doszukać
na sam początek – mnogość czasowników zwrotnych. Czasami to mocno rzucało się w oczy, czasami mniej. Ale jednak łatwo to może zmęczyć

– zakupem owej rezydencji – tu czysta błahostka, ale wszelkie pochodne „ów” nie wyglądają ani nie brzmią zbyt dobrze: przynajmniej dla mnie, więc to z pewnością nie błąd. Jednak najlepiej jest tego używać, gdy wspominasz o podmiocie już wymienionym. W sytuacji, gdy piszesz o podmiocie pierwszy raz i nazywasz go „ów” mocno to zgrzyta

– Ku uldze warzywa w końcu – wydzielone „w końcu” (wtrącenie)

– Niestety nasz język jest zbyt ubogi – przecinek po „niestety”, w kilku innych miejscach to samo

– Powoduje to niestety wiele uproszczeń – wydzielone „niestety” (w tych zdaniach obok siebie niestety powtarzasz „niestety” : ) )

– Przeszło 4 sezony temu; weszły 3 osoby – liczebniki pisemnie

– - zająkał się Aubervillier. – myślnik zamiast półpauzy

– większość schowała się w worach rozłożonych przy północnej ścianie spiżarni – , po „worach”

– twój przodek Aubervillier starszy trzymał – wydzielone „twój przodek Aubervillier”

– Otóż na tarasie rezydencji znajdowała się stara, przepotężna Dynia Olbrzymia. Według ogórka znalazły się tam prawie wszystkie warzywa dyniowate. – zgubił Ci się podmiot między zdaniami

– nie małej – niemałej

– Według papryk stanowiących władzę w Psiankowie – wydzielone wtrącenie (stanowiące władzę w Psiankowie)

No, no, bardzo fajne. W miły sposób zaskoczyło mnie podejście do całego zestawu i stworzenie świata kapuścianych wojen. I przy tym nieźle napisane, tak trzymać
Odpowiedz
~Sniady 1 m.
Cześć Hiraeth, dzięki za wyłapanie błędów i miło mi, że tekst się spodobał.
Odpowiedz
Ojej, po przeczytaniu cytatu spodziewałam się czegoś innego, ale zaskoczyło mnie to wszystko Ożywienie warzyw jest intrygującym zabiegiem Jest trochę powtórzeń, ale na plus stanowi temat i pomysłowość

Pozdrawiam.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
z dużym wykopem
"Być może dawniej, epoki temu, kiedy warzywa nie musiały ukrywać swej tożsamości przed ludźmi" - haha
"To rzekłszy, Kapusta Pekińska oddaliła się w stronę najdalszego kąta pomieszczenia" - hahaha, fajna narracja, zabawna, lekka
"Tymczasem do Aubervilliera podeszła Brukselka. Była czymś wyraźnie podekscytowana" - hahahaha
" – Nic. – Brukselka westchnęła. – Nasze prześladowania zaczęły się wraz z przejęciem przez bób władzy w Strączkowie" - hahaha
"Wówczas do akcji mieli wkroczyć Aubervillier i Ogórek Siewny"

Poprawiło mi humor to opowiadanie Lekkie, zabawne, charakterystyczna na tyle, że je zapamiętam.
Odpowiedz
Twoje opowiadanie przeszło do drugiego etapu w tej edycji TW, gratulujemy
Zapraszamy do głosowania:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph

Pozdrawiamy
Zespół TW
Odpowiedz
z dużym wykopem
Dla mnie bomba. Lekko, wesoło i z zaskakującym zakończeniem – zwykła brunświcka jako klasyczny bohater z przypadku O koncepcji wojen warzywnych już nawet nie wspominam Dobrze zacząć tydzień od porządnej dawki dobrego humoru. Dzięki za to
Odpowiedz
z wykopem
Od dzisiaj inaczej będę patrzeć na kapustę
Dzięki za dawkę humoru
Odpowiedz
z wykopem
Opko sprytnie łączy w sobie patos, dramatyzm i warzywny humor Czytało się miło i przyjemnie, choć miejscami według mnie czuć było leciuteńkie dłużyzny. Ale ogólnie bardzo na plus, oczami wyobraźni widziałem toczące się po rezydencji warzywa Podobało się!
Odpowiedz
z wykopem
Nawet zacne. Widać reaserch i włożona pracę w detal.

"– Widzisz Kapustę Pekińską? – spytała się. – Wiesz, co teraz robi? Kłania się przywódcy strączków" - samo "spytała" bez "się" wystarczy.
Pozdrox.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.