online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW#2 Zasadzka
<
Erozja
>

Monastyr w Manasterzu

  Młody adept zatrzymał się na progu urokliwie mrocznej, pokrytej bluszczem i mchem świątyni. Dochodzący do nozdrzy zapach stęchlizny i migające za szybami mole spożywcze pobudziły wątpliwą wyobraźnię Centusa.

 – Nie wygląda, jakby miała być tutaj jakakolwiek żywa dusza – pomyślał zerkając przez okienko do środka budynku. Nie dostrzegł zbyt wiele, prócz półmroku i kurzu.

 Obszedł drewniany budynek dookoła, zalegające pod ścianami sterty śmieci wydłużyły jego zwiadowczy obchód. Zatrzymał się ponownie przed wejściem. Palcem naparł na złuszczoną futrynę, z łatwością przebił się przez suche i przeżarte od wewnątrz drewno. Poczuł pod opuszkiem chrupnięcie truchełka zasuszonego robaka. Zgiął palec i delikatnie pociągnął, zgodnie z przewidywaniami od framugi odpadł słuszny kawałek drewna. Pchnął ciężkie drzwi. Od dawna nieoliwione zawiasy zajęczały, a nagrzane, wysuszone i spękane od słońca drewno przyjemnie oddało nagromadzone ciepło na dłonie poszukiwacza.

  Z wolna przesuwał się ku granicy jasności, wyznaczoną przez górną belkę futryny. Ciepłe letnie promienie słoneczne przestały ogrzewać plecy. Ptasie trele zostały wygłuszone przez grube ścienne bale, nadając śpiewom nieco basowych brzmień. Do uszu dobiegł przyjemny szelest. Stanął na czymś kruchym i suchym, z każdym ostrożnym krokiem, stawianym w półmroku, natrafiał na małe suche wałeczki. Jakby ktoś zrolował rośliny, wymieszał z glinką i pozostawił do wysuszenia. Kawałki kruchych, miażdżonych owali trafiały pomiędzy jego stopę a japonki, drażniąco łaskocząc i drapiąc jednocześnie.

 – Staruch albo nie ma sił sprzątać, albo zdechł – zadumał się przez moment, rozglądając po stropie. Drobne dziury w dachu wpuszczały cieniutkie strużki światła, które zatrzymywały się na belkach przy suficie.

 – Stąpaj ostrożnie, gdyż kroczysz pośród zasuszonego gówna człowieku, khie khie khie – piskliwie charczący głos dobiegł zza katafalku. Burzące ciszę zdanie poderwało gołębia, który uwił gniazdo wysoko pod sklepieniem.

 Centus w mgnieniu zmrużonego oka wyrzucił ręce przed siebie przybierając pozycję obronno-kontrującą. Ugiął nogi w kolanach i zaczął kiwać się na boki, zataczając jednocześnie rękoma szerokie kręgi w powietrzu.

 – Wyjdź z mej głowy kreaturo! – krzyknął rozkazująco w stronę skrytej postaci.

 – Wyjść to sobie możesz, ale z kupy, khie, khie, khie..

 – Jednak potrafi czytać w myślach, nie zaprzeczył, że nie umie wnikać myślami do głów. Muszę być czujny. Czujny. Rozważny! – upomniał siebie Centus, gdzieś z tyłu głowy, pomiędzy uszami a kucykiem.

 – Przyszedłeś posprzątać, czy zdjęć porobić na profil? – odezwał się ponownie lokator bożego przybytku. W ciemnościach zarysowała się przygarbiona postać starca. Chłopak dostrzegł, że naciąga sobie spodnie, następnie sięga po leżącą obok laskę. Wspierając się o nią wstał z przykuca, nie wiele zyskując przy tym na wzroście.

 Stuk, stuk, stuk. Drewniana laska głucho zaczęła uderzać o podłoże.

 – Nie będziesz mi mówił jak żyć! Mogę naprawdę sporo! Uuuaaaaa – pomachał groźnie rękoma w powietrzu.

 – Argh – zdegustował się – Kolejny przeklęty influencer. Nie obchodzą mnie wasze recenzje – oburzył się na zachowanie młokosa.

 Chłopak cofnął się w stronę wyjścia, na ugiętych kolanach. Nie przypuszczał, że przeciwnik okaże taką wolę walki. Trzymając gardę zajął kolejne taktyczne stanowisko tuż przy progu. Światło przelewające się zza jego pleców oświetliło wyłaniającego się z mroku wiekowego mężczyznę.

  Ukazał się pomarszczony i zgarbiony starzec, z długą siwą brodą, zwisającymi do ramion krzaczastymi brwiami. Jedną rękę miał skrytą za plecami, w drugiej dzierżył pokręconą laskę. Jego poszarzałą tunikę pokrywały krwawo-czekoladowe plamki. Pod długim i haczykowatym nosem widniał uśmiech samozadowolenia. Wtem starcem wstrząsnął artretyczny spazm. Zza pleców wypadło pudełko ryżu paraboiled. Upadając z niebywale niskiej wysokości, tekturowe pudełko pękło. Na kruszejącym klepisku, które skrywało pod sobą marmurową posadzkę, ukazało się aż osiem saszetek z ryżem. Chociaż na opakowaniu widnieje, że powinno zawierać tylko cztery.

 –Złodziej – zrugał w myślach starca, wiedząc, że ten odczyta co o nim sądzi.

 Senior nie okazał grama wstydu, przeczesał tylko patykowatymi paluchami brodę.

 – To sprzątanie, czy zdjęcia? Jak sprzątanie, to idź po miotłę. Jak zdjęcia, to dwadzieścia do ręki i masz piętnaście minut. Nie ma pieniędzy, nie ma zdjęć. – Centusa zatkało. Ton i konkrety dziadka zbijały go z tropu.

 –Nie, nie. Pewnie chce mnie zblokować psjonicznie.

 – Nauczył się gadać, czy nie? Płaci albo won! Khie, khie, khie.

 Łowca nabrał powietrza do płuc, czuł jak suche drobinki kurzu osiadają mu w krtani. Przełknął ślinę, zniżył głowę i wycedził przez zęby – Czas najwyższy oddać lejce i odejść z tego miejsca starcze!

 – Oooooo – siwobrody uniósł brew, przez cienką warstwę bielma przebiegł błysk – Byli już tu tacy! Spieprzaj w podskokach albo zadzwonię na policję. Mam już dosyć tobie podobnych gagatków.

 Centus sięgnął za pas. Starzec nie dowidział, czy intruz wyciągnął pałkę teleskopową, czy selfie sticka.

 – Nie będę się z tobą cackał młodzieńcze – wiarus lewą ręką zadarł szatę do góry. Przechylił się na prawą stronę, obciążając laskę – Gdzie on jest, gdzie ten telefon – zaczął mruczeć pod nosem. Grzebiąc za kieszenią, łokciem nawinął połę szaty pod pachę. Po krótkiej walce z tekstyliami dłoń zniknęła w znoszonych dżinsach. Centus wzmógł czujność. Zaczął skanować ći oraz ki starca, dopóki pochłaniały go poszukiwania.

 – Co raz większe robią te komórki, a nie można ich przy dupie znaleźć – zastękał.

 Skanowanie nie wiele powiedziało łowcy o tajemniczym dziadku. Postanowił zmienić taktykę i ustawił się do niego bokiem, lewym barkiem wysuniętym ku środka kaplicy.

 – Mam, mam. To jak, wychodzisz czy mam dzwonić?

 – Nie rusza mnie to.

 – Znaczy się dzwonić – matuzal zmrużył oczy i długim, poskręcanym w stawach palcem zaczął kreślić wzór na ekranie smartfona.

 – Iiii...eee...nie widzę, tak ciemno – narzekał staruszek. Nagle światło odblokowanej matrycy eksplodowało w jego twarz, ukazując niezliczone zmarszczki i plamy wątrobowe. Oślepiony senior zmrużył oczy i odwrócił lekko głowę od źródła światła. Zimna poświata osłabiła także wzrok Centusa, który zdążył przywyknąć do pomroku panującego w środku monastyru. – Teraz już za późno młodzieńcze, dzwonię – uniósł telefon do ucha, oblizał wargi. Ciszę przerywał głośny sygnał łączenia.

 Tiiii...tiiii...tiiii....

 – Mało mądry staruch, przystawia do ucha telefon na głośno mówiącym – rozbawienie z nieudolności oponenta szybko zniknęło, gdy chłopak zauważył skupiony wzrok starca. Zimny. Zdecydowany. Bezlitosny. – Przestań udawać i okaż swe prawdziwe oblicze, demonie! – syknął wściekle Centus. Tiiii...tiiii...tiii...

 – No nienormalny, jeszcze mnie zabije – zamruczał pod nosem siwy starzec.

  Gdy łowca zmieniał pozycję z Zanurzonego Aligatora, na Pikującego Żurawia eremita cisnął elektronicznym shurikenem. Telefon przeleciał na wysokości twarzy adepta, przeciął framugę, wzbudzając chmurę żółto-pomarańczowego kurzu i drzazg. Telefon z trzaskiem wbił się w pień wiekowego drzewa, oddalonego od świątyni o dobre dwadzieścia metrów.

 – W końcu zachowujesz się jak na piekielną istotę przystało. Piekielna istoto!

 – Khie, khie, khie – zaśmiał się – Szczęściem uniknąłeś mojego ataku. Przegrałeś w momencie, w którym przekroczyłeś progi tej przeklętej świątyni, w tym przeklętym opactwie, położonym w tym przeklętym lesie hyy...hyy...hyy – demon stracił dech – hyy...hyy... pokrywającym przeklęte bagna hyy...hyy... – napad duszności nie ustępował.

 – Czyżbyś osiągnął swój limit pomiocie?! – zakpił łowca.

 – ...leżące na tym przeklętym płaskowyżu.

 – Daruj sobie te czcze gadki. Ja, Centus, Pogromca Zła, oświadczam, że dostałem na ciebie zabójcze zlecenie i zamierzam je skutecznie wykonać.

 – Niby komu zależy na zgładzeniu Ducha Drobnego Handlu?

 – Twoja podróż tutaj się kończy, nie widzę sensu byś musiał to wiedzieć.

 – Chłopcze, moja droga nigdy się nie skończy. Widzisz – demon wyszczerzył złote zęby w złowieszczym uśmiechu – dopóki ludzie biorą na kreskę, ja będę trwał. – Starzec nagle się wyprostował, przepoczważanie następowało z niechlujnym pośpiechem. Przed Centusem stał teraz Duch Drobnego Handlu w całej okazałości. Trzy metrowa góra mięśni, obwieszona złotymi łańcuchami i innymi kiczowatymi błyszczącymi duperelami, oferowała solidne manto z niewielkim upustem, raczej bez możliwości dalszego targowania. Głowa demona zniknęła gdzieś w mroku, łowca dostrzegał jedynie srebrzyste błyski oczu kreatury i ośmio karatową złocistą poświatę bijącą z ust. Młodzieniec poczuł paraliżujący strach, przypomniał sobie o dwunastu piwach na zeszyt, których do tej pory nie spłacił.

 – Widzę, że rozumiesz i pamiętasz – zarechotał Duch. Jednym susem pokonał odległość dzielącą ich obu. Ujął twarz Centusa w potężną dłoń i uniósł biedaka wysoko nad ziemię. Rozgrzana biżuteria na palcach demona zaczęła wypalać znamiona na skórze młokosa. Długi brunatny owal wyleciał przez szeroką nogawkę spodni zabójcy i z mlaśnięciem pacnął o klepisko.

  Demon sięgnął do jego kieszeni. Sprawnie przeszukał mężczyznę, zza połów kamizelki dobył ulotkę kontraktową na zabójstwo. Monstrum sprawnie rozłożyło zgięty na pół kolorowy świstek. Zmrużył ślepia i czytał mrucząc pod nosem – Holdingowe skurwysyny. – Zmiął papierek, który spłonął w jego dłoni. Przechylił głowę, spojrzał głęboko w oczy Centusa.

 – Przemyt, do mnie! – spod ziemi wystrzeliła jakaś postać. Centus przerażony zauważył, jak przy nogach Ducha łasiła się największa mrówka jaką dane było mu widzieć. Kolos opuścił dłoń ku szczękoczułkom. Owad zassał resztki dymu, pozostałego ze spalonego kontraktu, i zniknął tak szybko, jak szybko się pojawił.

 Chwilę po tym Centus runął na ziemię. Twarz gorała, potraktowana rozpalonym złotem z drogich pierścieni i stopionym plastikiem z tańszych sygnetów. Nie wierzył, że jeszcze żyje.

 – Co zamierzasz ze mną zrobić?

 Demon wyciągnął skórzany kajecik i wpisał do niego imię zabójcy.

 – Dłużników nie zabijam, a ty masz u mnie już dwa.

 

 

 

10270 zzs

Liczba ocen: 2
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Ogonisko
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 58

Dodano: 2021-03-15 22:41:45
Komentarze.
Ritha 8 m.
z dużym wykopem
Świetna opowieść, zajrzałam z ciekawości obwąchać narrację, ale wciągnęło mnie i jednym tchem przeczytałam do końca.
Odpowiedz
Ritha cieszę się niezmiernie
Odpowiedz
Canulas 8 m.
z wykopem
Spoko opko, choć przez wększą część odczuwałem mętlik. Na szczeście pod koniec wszystko się klaruje i okazuje zasadne. Niepowtarzalność Twojeg stylu jest... niepowtarzalna.
Odpowiedz
Canulas zabrzmiało to trochę, jak na szybkości wymyślona pochwała dla kolesia, który zaczepia na ulicy, by pochwalić się, że potrafi upakować do majtek gar żuru
Odpowiedz
Canulas 8 m.
Ogonisko odpowiedzialny za taki stan rzeczy może być pośpiech, koment pisałem w pracy, już pod sam koniec przerwy. To nie jest dla mnie Twój topowy tekst, ale na pewno się broni. 🤷🏻‍♂️
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.