online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 9
<
TW#1 – Ofiara Piołunu
>
Tagi: #stalker #czarnobyl #zona #anomalia #mutant

S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 8

 Link do części 7: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=6466

 

 

 [Sytuacja opanowana. Wcześniejszy kontakt niemożliwy z powodu zakłóceń elektromagnetycznych wywołanych Emisją. Wszyscy cali, udało się znaleźć bezpieczne schronienie. Raport niedługo – szukamy miejsca na nocleg. W kontakcie.]

 

  Profesor Ilczuk wyraźnie się ożywił. W jego szarych zwykle niewiele wyrażających oczach pojawił się rzadko spotykany błysk.

  Czekał na wiadomość od swoich ludzi z niecierpliwością. Pikov, Sorokin i Taran byli w Zonie już prawie od czterech dni. Niby niewiele, ale tyle się tam teraz pozmieniało. Zona jakby zdziczała, stała się jeszcze bardziej nieobliczalna niż zwykle. O ile wcześniej wyprawy badawcze przebiegały raczej gładko, to teraz trzeba się było spodziewać wszystkiego. Naturalne więc, że jego trio nie spieszy się i wykazuje szczególną ostrożność. Jeszcze ta wczorajsza Emisja...

  Ilczuk długo nie otrzymywał od chłopaków żadnych wiadomości. Nie mógł się skupić na pracy, więc z nerwów pół dnia spędził na przedreptywaniu z miejsca na miejsce i mechanicznym parzeniu i popijaniu herbaty – żadnych innych używek uczony nie uznawał. Parzenie, popijanie, parzenie, popijanie.

  Wiedział, że Taran (swoją drogą nazwisko pasowało jak ulał – był to kawał dobrze zbudowanego chłopa), główny ochroniarz ekspedycji na pewno zadbał o bezpieczeństwo swoich kolegów, a Pikov ze swoim niespotykanym opanowaniem i ogromnym doświadczeniem przewodnika znajdzie wyjście z każdej sytuacji, ale niepewność i obawy zawsze i tak odzywały się po cichutku gdzieś z tyłu głowy.

  W końcu wyczerpany intensywnością ostatnich dni i zmęczony nieustannymi wędrówkami Ilczuk odstawił na bok laseczkę i przysnął przy biurku w swoim gabinecie. Wieczorem obudził go sygnał komunikatora – Sorokin przysłał wiadomość:

 

 [Meldujemy się. Nocujemy nieopodal opuszczonej fabryki w Dolinie Mroku. Punkt 6 rano ruszamy z powrotem. Raport: próbki pobrane [P-G2, P-G3, P-G6, P-R1, P-R2, P-R5, P-W1], preparaty zabezpieczone [Ar-K5, Ar-B4, +Ar-N0+], wszystkie odczyty sprawdzone. Cele misji zrealizowane. W kontakcie.]

 

  Na końcu wiadomości znajdowały się współrzędne kryjówki, którą ekipa wybrała sobie na nocleg. Uczony odetchnął z ulgą, przespał się jeszcze dwie godziny, tym razem już na wygodniejszej kanapie i postanowił, że popracuje jeszcze trochę, zanim pójdzie do łóżka.

  Wiadomość od chłopaków sprawiła, że poczuł spokój i satysfakcję z dobrze wykonanej roboty. Miła odmiana od doświadczanego ostatnio stresu i napięcia w obliczu stawianych wobec niego wymagań.

  W ostatnim czasie odnotowano pojawienie się kilku nowych typów anomalii, zaczęły się też pojawiać nieznane artefakty. Profesora cieszył fakt, że dzięki temu było co robić i prace naukowe wrzały, ale z drugiej strony martwiła go myśl, jakie jeszcze paskudne niespodzianki Zona szykuje w kolejnym swoim kaprysie.

  Tak czy inaczej, udało im się ostatnio zdobyć i poddać badaniom kilka świeżutkich artefaktów, nie można jednak powiedzieć, żeby były to jakieś specjalnie wyjątkowe okazy. Obiekty wykazywały właściwości podobne do wcześniej już znanych tworów Zony. Niektóre z nich potrafiły jednak zaskoczyć. Trafił się na przykład zielonkawy, kulisty artefakt, który sprawiał wrażenie twardego i ciężkiego, natomiast dotknięty jakimkolwiek narzędziem zachowywał się jak rzadka galareta. W momencie, gdy instrument badawczy przestał stykać się z powierzchnią obiektu, ten natychmiast wracał do swojego pierwotnego kształtu i konsystencji. Doprawdy osobliwa rzecz. Udało się ustalić, że artefakt generuje dość silne promieniowanie, a jednocześnie zwiększa wytrzymałość na ból fizyczny. Badania nad jego pozostałymi potencjalnymi właściwościami trwają. Na razie zielonkawy twór nie otrzymał nazwy oficjalnej, ale w Instytucie badacze pieszczotliwie nazwali go Żółwikiem, ze względu na charakterystyczny wzór na powierzchni przypominający nieco żółwiową skorupę.

  Wyglądało na to, że i tym razem trafiła im się jakaś swieżynka. Jeden z artefaktów, o których zameldował mu Sorokin, nie został przez znalazcę zidentyfikowany, co pozwala z dużą dozą pewności stwierdzić, że jest to jakiś nowy, nieznany egzemplarz. Wśród pozostałych zbiorów nie było więcej niespodzianek, jednak razem z odczytami i pobranymi przez ekipę próbkami nawet te znane i zbadane już artefakty będą z całą pewnością stanowić cenny materiał badawczy w kontekście ostatnich zmian zachodzących w Zonie. Mówiąc w skrócie – będzie co robić.

  Od pracy oderwał go sygnał komunikatora.

 

 [Meldunek – stan alarmowy. Pikov zniknął bez śladu. Straciliśmy sygnał jego PDA. Trwają poszukiwania. W kontakcie.]

 

  Cholera, co Sorokin może mieć na myśli, pisząc „zniknął”? Ilczuk znał młodszego kolegę już kilka ładnych lat i wiedział, że tamten zwykle jest w swoich stwierdzeniach ostrożny, a słowa dobiera tak, żeby były możliwie najbardziej adekwatne do sytuacji. Rzeczowy i dokładny do szpiku kości. Gdyby był jednym z apostołów to na pewno Tomaszem, który żeby uwierzyć, musiał zobaczyć. Tym bardziej treść tej krótkiej wiadomości tak zelektryzowała profesora. Od razu po przeczytaniu informacji od podwładnego przystąpił do formułowania odpowiedzi, zawierającej przy okazji sporo pytań. Co to znaczy zniknął? Czy dokładnie sprawdzili obiekt? Czy zauważyli jeszcze coś niepokojącego?

  Kolejne minuty dłużyły mu się niemożebnie. Znów zaczął nerwowo kuśtykać w tę i nazad po gabinecie nie będąc w stanie usiedzieć w miejscu. Piknięcie komunikatora oznaczające nową wiadomość sprawiło, że niemal stanęło mu serce.

 

 [Meldunek – Pikov prawdopodobnie wpadł w anomalię czasoprzestrzenną. Twierdzi, że jest w okolicy Sarkofagu. Kieruje się na południe. Prosimy o dalsze instrukcje. W kontakcie.]

 

  Ilczuk patrzył na ekran. Jego twarz przypominała teraz kamienną płaskorzeźbę – była blada i nieruchoma. Nie wiedział co myśleć, a tego stanu bardzo nie lubił. Ogarnęły go jednocześnie lęk i złość. Jeśli to prawda i jeden z jego najlepszych ludzi znalazł się nagle w samym centrum tej śmiertelnie niebezpiecznej i nieprzewidywalnej krainy, to sytuacja jest dramatyczna. Strefa pełna mutantów, anomalii i żołnierzy Monolitu z jednej strony, a z drugiej stalker-badacz wyposażony w stosunkowo lekki osprzęt nieprzeznaczony do wypraw w głęboką Zonę. Ufał w doświadczenie i intuicję Pikova, ale nawet on w takiej sytuacji miał niewielkie szanse na samodzielne wydostanie się stamtąd.

  No dobrze, ale jak w ogóle do tego doszło?! Przecież byli tam we trzech, stanowili zgraną ekipę, uzupełniali się i pilnowali nawzajem, a tu nagle jeden znika bez śladu i ląduje pod samą Elektrownią? Jak to logiczne wytłumaczyć? Anomalia czasoprzestrzenna?! Ilczuk oczywiście wiedział, że coś takiego istnieje, ale ani on, ani koledzy po fachu z innych instytutów badawczych nie dysponowali wieloma informacjami na temat zasad działania takiego zjawiska. Jedyne co było wiadome to fakt, że anomalia miała swoje wejście i wyjście i zwykle działała jak bilet w jedną stronę. Nie wiadomo czy istnieje jakaś prawidłowość w pojawianiu się tych anomalnych przejść, nie wiadomo czy połączenie jest przypadkowe, czy zależy od jakichś konkretnych parametrów, nie wiadomo do końca czy wpływa w jakikolwiek sposób na obiekt „transportowany”, nie wiadomo też, gdzie ów obiekt zostanie przeniesiony. Najgorsze, że anomalia jest niewidoczna.

  Ilczuk polecił Sorokinowi, by razem z Taranem pozostali na razie w miejscu i trzymali się razem, a następnie złapał za telefon i zaczął wydzwaniać do pozostałych członków zarządu stosunkowo nowo uformowanego „wydziału do spraw przekształceń Zony” w celu zwołania porannego nadzwyczajnego zebrania. Trzeba będzie zorganizować ekspedycję ratunkową!

  Komórka, której nadano nazwę „Falochron”, została stworzona już jakiś czas temu, ale dopiero w ciągu ostatnich dni zaczęła faktycznie działać prężnie i intensywnie, dorosła również w pełni do swojej nazwy. Jej skład stanowili kompetentni i szanowani specjaliści od różnych dziedzin nauki. Kogo tam nie było – fizyk, chemik, biolog, botanik, zoolog, psycholog i jeszcze kilka innych mądrych głów, których wiedza i umiejętności mogły być nieodzowne w procesie poznawania i w bardzo pożądanym przez naukowców efekcie okiełznania Zony.

  Po serii gorączkowo wykonanych telefonów uczony przykazał parze przebywających w Strefie podopiecznych wyruszać o świcie w drogę powrotną. Teraz mieli odpocząć, żeby marsz rozpocząć ze świeżą głową – wygląda na to, że Zona zaczęła grać jeszcze bardziej nieczysto, stopień uważności jego ludzi powinien więc być na najwyższym możliwym poziomie.

  Było późno, a Ilczuk spodziewał się, że kolejny dzień będzie długi i wyczerpujący, zrezygnował więc z łóżka i postanowił położyć się i spróbować zdrzemnąć na kanapie w gabinecie – chciał być gotowy do podjęcia ewentualnych działań. Był cały spięty i czuł, że będzie miał trudności z zaśnięciem, ale wiedział również, że nie ma wyboru, jeśli chce, żeby jego mózg jakkolwiek funkcjonował w ciągu dnia.

  Uczony ustawił budzik na godzinę do przodu – planował przespać resztę nocy, ale musiał też być w gotowości na okoliczność kontaktu ze strony jego ludzi lub któregoś z członków wydziału. Postanowił, że seria drzemek będzie kompromisowym rozwiązaniem. Zamknął oczy i starał się rozluźnić.

  Z płytkiego snu wyrwał go wysoki dźwięk. Profesor prędko usiadł, szybkim ruchem sięgnął po okulary i jedną ręką nasuwając je na nos, drugą już sięgał po komunikator.

  Wiadomość od Pikova, wreszcie syn marnotrawny się odezwał! W meldunku podał współrzędne, opisał swój stan zdrowia. Cholera, skręcona noga i poparzenia chemiczne, to dobrze nie wróży – myślał Ilczuk. Każda kontuzja obniżała szansę na przetrwanie w głębokiej Zonie, nawet u doświadczonych stalkerów.

  Poza podaniem informacji lokalizacyjnych i dotyczących stanu zdrowia Pikov wspominał jeszcze o jakimś osobliwym obiekcie. Ze względu na silną, czasem wręcz chorobliwie nieznośną naukową ciekawość, uczony z największym zainteresowaniem czytał właśnie tę część raportu. Złotawy, metaliczny kolor, kształt czaszy, gładka powierzchnia, wypustki, emitowanie własnego światła – Ilczuk przetworzył te dane w głowie. Listę odkrytych artefaktów znał na pamięć i z miejsca był w stanie wyrecytować szczegółowe informacje na temat każdego z nich, jednak z takim okazem, jak opisywany w komunikacie od podwładnego jeszcze nie miał do czynienia.

  Uczony przerwał czytanie i sprawdził, czy do raportu nie dołączono aby zdjęcia tego skarbu, ale z rozczarowaniem stwierdził, że wiadomość zawierała tylko tekst. Wrócił do czytania i po chwili zrozumiał, dlaczego Pikov nie uraczył go fotografią. Silny negatywny wpływ na elektronikę sugeruje, że artefakt zaburza pole elektromagnetyczne w pewnym promieniu od siebie. Bardzo ciekawe, choć potencjalnie niebezpieczne. Może też nastręczać poważnych trudności w trakcie prób zbadania obiektu. Jednak tym naukowcy będą martwić się później.

  Najbardziej zaskakującym i elektryzującym odkryciem było jednak coś innego, a mianowicie wpływ obiektu na anomalie występujące w Zonie. Oczy naukowca rozbłysły z podniecenia. Badacz poczuł, że dostaje gęsiej skórki. Jego oddech przyspieszył, a niemłode, bo ponad sześćdziesięcioletnie już serce zakołatało energicznie.

  On i jego zespół liczyli na coś takiego przez cały czas. Wystarczy pomyśleć jakie możliwości otwiera przed nimi wejście w posiadanie obiektu, który neguje działanie anomalii! Można by było dostać się do miejsc dawniej niedostępnych. A może zaburzanie działania anomalii jest tylko jedną z użytecznych cech? Może artefakt wpływa też na promieniowanie? A Emisja, która jest skondensowaną falą zabójczej, anomalnej energii? Może znalezisko pozwoli na przetrwanie i prowadzenie działań w Zonie niezależnie od tych cholernych Zwarć?

  Ilczuk wiedział, że to wszystko jest tylko gdybaniem i wcale nie musi mieć odbicia w rzeczywistości. Był jednak naukowcem, a każdy szanujący się naukowiec stawia hipotezy i sprawdza je wszelkimi dostępnymi środkami. Ilczuk był również człowiekiem z wyobraźnią, w którego głowie same pisały się już różne scenariusze. Miał jednak świadomość, że na więcej informacji będzie musiał poczekać do, daj Boże, powrotu Pikova lub choćby do czasu otrzymania kolejnej wiadomości od tego wspaniałego nieszczęśnika. Był też całkowicie pewien, że do tego momentu orzeźwiająca mieszanka niepokoju i ekscytacji nie pozwoli mu zmrużyć oka.

  Rzeczywiście, uczony nie mógł przestać myśleć o odkryciu Pikova. Czyżby wreszcie trafili na coś, co może pomoże zrozumieć, a może nawet okiełznać Zonę? Miał nadzieję, że już niedługo dowie się więcej, a tymczasem pozostało mu tylko czekać na odpowiedź zagubionego stalkera i na powrót reszty oddziału.

  Ilczuk uznał, że do tego czasu zajmie się pracą. Zaczął analizować raporty i dokumenty zawierające zebrane w Zonie w ciągu ostatnich wypraw dane. Regularnie jednak zerkał na ekran komunikatora, żeby w razie przyjścia wyczekiwanej z niecierpliwością wiadomości, mógł natychmiast odczytać treść.

  Mijały godziny. Uczony w miarę upływu czasu robił się coraz bardziej niecierpliwy i nerwowy. Nie mógł skupić się na pracy, wrócił więc do swojego herbacianego rytuału. Już świtało, a komunikator nadal milczał.

  Napój w dużych ilościach działał pobudzająco, nie był jednak obojętny dla nerek, toteż Ilczuk regularnie zachodził do toalety. Podczas którejś z takich wizyt, na pół godziny przed zwołanym na szybko nadzwyczajnym zebraniem „Falochronu”, z jego biura dobiegł długo wyczekiwany dźwięk wiadomości.

  Uczony z wrażenia zapomniał o laseczce, wykuśtykał w pośpiechu z łazienki, prawie łamiąc sobie nogę. Dopadł z grymasem bólu do biurka, podświetlił ekran i odczytał wysłaną przez Pikova notatkę.

  Wiadomość była rwana, chaotyczna i usiana licznymi skrótami. Z treści wynikało, że stalker jest unieruchomiony i ciężko ranny. Napisał, że znajduje się gdzieś niedaleko Czerwonego Lasu, na poddaszu opuszczonego budynku, gdzie z resztą ukrył pojemnik z artefaktem. Na szczęście załączył też współrzędne, które ułatwią ekipie ratowniczej lokalizację. Cholera, fatalnie. Czy zdążą na czas? Czy Pikov ma wystarczającą ilość leków? – zastanawiał się Ilczuk. A co jeśli…

  Urządzenie stojące na biurku uczonego uaktywniło się, a podłączona do niego drukarka wypluła zapełnioną danymi kartkę – informacje o rozpoczynającej się właśnie w Zonie Emisji.

  Ilczuk był załamany. Wiedział, że osłabiony i ranny Pikov nie jest w stanie przetrwać Zwarcia, tym bardziej siedząc na poddaszu zrujnowanego budynku. Uczony zacisnął powieki i westchnął ciężko. Wiedział to, czuł w kościach, że jego zaufany współpracownik właśnie w tym momencie kończy swój żywot, a on nie jest w stanie zrobić nic, w żaden sposób nie może pomóc.

  – Ile to jeszcze potrwa? Ilu ludzi musi jeszcze stracić życie? – Retoryczne pytania wypowiedziane słabym głosem uczonego rozbrzmiały cicho w pustym gabinecie.

  Ilczuk siedział tak jeszcze przez dłuższą chwilę, po czym doczytał treść wiadomości od z pewnością nieżyjącego już Pikova. Choć był przybity i zrezygnowany, to w miarę czytania chaotycznej notatki na jego twarzy zaczęły pojawiać się wypieki, a czoło i skronie pokryły kropelki potu. Okazało się bowiem, że artefakt roboczo nazwany przez Pikova Graalem mógł mieć do zaoferowania więcej, niż z początku sądzili.

  Być może był to klucz, który do tej pory pozostawał nieuchwytny, a który teraz odnalazł się przypadkiem. Klucz, z którego pomocą będą mogli zatrzymać niekontrolowany rozrost Strefy, wstrzymać jej ekspansję. A może nawet… Może nawet tym kluczem będzie można Zonę raz na zawsze zamknąć! Zetrzeć z powierzchni ziemi. Być może zbliża się koniec Zony, a Ilczuk przejdzie do historii jako jeden z tych, którzy odesłali ją w niebyt.

  Pomimo odczuwanego zmęczenia wynikającego z bezsennej nocy i wewnętrznego bólu po stracie zaufanego człowieka, w profesorze obudziło się uczucie nadziei. Nadziei, której Ilczuk kurczowo się złapał i nie zamierzał łatwo puścić.

  Może jest szansa, że wszystko się wreszcie wyzeruje...

 

 

 Link do części 9: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=6992

16296 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~CptUgluk
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 50

Opis:

A co mi tam, wrzucam jeszcze kawałek

Dodano: 2021-03-19 01:44:39
Komentarze.
^Ozar 4 m.
z wykopem
Całkiem dobry tekst. Przeleciałem jak burza. Tym razem to w zasadzie same opisy, ale mimo tego fajne. Chętnie poczytałbym dalej hahahahaha, bo urwane jakby tuż przed akcją. Generalnie trzymasz wysoki poziom.
Odpowiedz
Ozar Fakt, ta część opiera się głównie na opisach i pokazuje akcję z prologu z perspektywy "mózgu operacji". Dopiero po tym fragmencie wchodzi główny bohater i tak naprawdę zaczyna się część właściwa Trochę rozciągnąłem ten początek, tak myślę z perspektywy czasu. Ale tak czy siak jestem zadowolony z całości. Uważam, że wiele się nauczyłem, pisząc.
Dziękuję Ci pięknie za wizytę Cały czas się waham, czy pokazywać dalsze losy, ale kto wie, może się złamię i polecę dalej Pozdrowienia!
Odpowiedz
^Ozar 4 m.
CptUgluk Czyli dobrze wyczułem hahhaha. Wrzucaj i nie przejmuj sie, że jest jeden czy dwa komentarze. Zobacz moje audio major Kuzniecow. To moja ulubiona seria poprawiana wiele razy którą pisze już chyba ze 3 lata i po ostatnim audio chyba nie mam nawet jednego komenta. Jednak wrzucam dalej i może coś się zmieni. Co do Stalkera ja będę zawsze hahahha.
Odpowiedz
Ozar hm, może nie chodzi o ilość komentarzy, a bardziej o to, że ciągle żyję nadzieją, że Fabryka Słów mi odpisze i powie: "Ej, chcemy pana wydać"
Hm, kurczę, muszę do Ciebie wpaść tych audio posłuchać, ale problem taki, że mi łatwiej czytanie przychodzi niż odsłuch Ale już kiedyś miałem wstąpić i obadać, znajdę chwilę i któregoś dnia się pojawię
Dzięki, panie Ozar, myślę, że w niedługim czasie wrzucę kolejny fragmencik. Pozdro!
Odpowiedz
"gdzie z resztą ukrył pojemnik" - zresztą;
Wyczuwam akcję właściwą, która się właśnie zawiązała! Fajnie połączyłeś tę pierwszą, niejako wstępną część, z drugą, która zapewne stanowi docelową historię. Lubię, kiedy wszystko się tak ładnie zazębia, więc przyznaję, że czytało mi się bardzo przyjemnie. Jakby wydali, to bym kupiła, tak tylko mówię...
Odpowiedz
alfonsyna bardzo mi miło, choć docelowa historia wjedzie dopiero teraz
Ojaa, w alternatywnym świecie, w którym wydają mojego stalkera, daję Ci piękną dedykację na stronie tytułowej. Mam nadzieję, że alternatywna alfonsyna jest zadowolona
Odpowiedz
CptUgluk oczywiście! Niealternatywna też zadowolona z takiej dedykacji będzie.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.