online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Milknięcie
<
Rutinoscorbin
>

TW#2 Tory były złe a lis był dobry

 Postać: biegnący po torach lis.

 Zdarzenie: koniec ludzkości.

 Efekt: Mrówka Pechówka chce towarzyszyć bohaterowi w przygodach.

 

  Pewnego pogodnego dnia zawezwał mnie Henryk Zych-Szych (z tych szych). Kazał rozsiąść się wygodnie w fotelu, odpalił cygaro, zachmurzył twarz i rzekł:

  - Wiesz, że koniec ludzkości jest bliski?

  - Tak panie Henryku Zychu-Szychu.

  - Zapewne wiesz też, że wszystko kindżybał strzeli?

  - Tak wiem, panie Zychu-Szychu.

  - I pewnie myślisz, że już nie ma żadnej nadziei, czyż nie?

  - Tak jest w istocie, Henryku Zychu-Szychu. - Pan Henryk zapadł w zadumę. Po minucie oświadczył:

  - Szkoda. Myślałem żeś światełkiem w tym świecie pełnyk zgryzot i sierot...

  - Znaczy ten... ja jestem właśnie światełkiem tym... jestem, tak.

  - Jak jesteś, jak nie jesteś?

  - Eee, jak nie jestem, jak jestem?

  - Czyli uważasz, że jednak jest jakaś nadzieja?

  - No pewnie, nadzieja jest, o tak.

  - Ech, dziwne czasy nastały. Koniec świata bliski a ja, człowiek, rozmawiam z jakimś lisem, który nie jest pewny swego zdania.

  - Ja nie pewny? Ja pewny, jak widły w gnoju... znaczy ten...

  - Pewny mówisz... wiesz, wydaje mi się, że końca świata można uniknąć. I właśnie ty lisie możesz być tym, który uratuje nas wszystkich.

  - Ja? Niby jak?

  - Musisz... musisz zapierdalać po torach.

  - Co? Po kiego grzybasa?

  - N... nie wiem, ale wydaje mi się, że to coś da.

  - Przepraszam bardzo, ale to gówno da.

  - I z gówna może wyjść jakiś owoc.

  - Jaki owoc? - Henryk zamilkł. Poprawił binokle, wziął olbrzymiego łyka kawy, pogładził brodę. W końcu wydukał:

  - Hmm, no, na pewno jakiś owoc z tego będzie. Gruszka, czy choćby ta... śliwka...

  - Ale dlaczego ja, dlaczego po torach?

  - Po prostu nie zadawaj pytań. Nasz wróg, pan Edmund Kwaczan pragnie zniszczyć świat. Ty przeszkodzisz mu w tym.

  - I mam tylko biec? Po torach? - Henryk wstał, poprawił surdut, kaszlnął.

  - No, to już żeśmy się dogadali. Wiesz co masz robić. Powodzenia i... być może do zobaczenia. - Wyszedłem. Oszołomiony odbytą rozmową, wsiadłem do autobusu numer sto sześć, i z tego wszystkiego zapomniałem skasować bilet. Na szczęście żaden kanar nie zakłócił monotonii jazdy. Po godzinie wysiadłem we wsi Krzakulce i pognałem miedzą do lasu.

  Zaprosiłem do swej nory dzika Stefana i mrówkę Pechówkę. Znaczy mrówki Pechówki nie zaprosiłem, bo przynosiła pecha. Sama przyszła. Wyjąłem z kredensu bimber, nalałem do szklanek. Pechówce nie polałem.

  - Nalejże mi, nie bądź Żyd - marudziła mrówka.

  - Dobra, dostaniesz naparstek, ale żeby nie było, że potem sor, że policja, że izba.

  - Dobra lej, nie gadaj. - Siedzieliśmy a nastrój nie należał do lekkich.

  - Muszę wam coś powiedzieć. Dostałem misję.

  - Jaką? - zapytał dzik.

  - Misję uratowania ludzkości!

  - uuu, grubo.

  - A co musisz konkretnie zrobić? - zagadała ciekawska Pechówka.

  - Zapierdalać po torach.

  - Że co? Po co?

  - Żeby przeszkodzić panu Kwaczanowi, bo pan Kwaczan chce zniszczyć świat.

  - A kto to w ogóle jest ten pan Kwaczan?

  - Cholera wie, jakiś wróg ludzkości.

  - A gdzie ma być meta, gdzie start? I jakie tory, torów w tym kraju jest od groma? - dociekał dzik Stefek.

  - Ja nic nie wiem. Wybiorę jakieś najbliższe i tyle...

  - Pójdę z tobą ratować ten świat - kwiczał mikrob, dość już ululany.

  - Nie ma mowy!

  - Pójdę!

  - Ty pójdziesz, ale na odwyk - huknąłem karcąco w stronę zapijaczonej Pechówki.

  Nastała noc. Świetliki umilały dość smutną biesiadę. Po północy wyszliśmy na las. Mieliśmy już mocno w czubach. Krzyczeliśmy, że jebać Kwaczana i rozbijaliśmy butelki o drzewa. Jakieś sowy zaczęły nas uciszać. Że na policaj zadzwonią, że dziatki przez nas spać nie mogą, i tak dalej. Najgorzej zachowywała się Pechówka. Oddawała mocz na środku ścieżki, wymiotowała, używała najszpetniejszych wulgaryzmów na cha, na jot, na pe. Groziła nawet śmiercią biednym sarenkom. W końcu musieliśmy wiać, gdyż usłyszeliśmy sygnał wilczej policji. Szukaliśmy schronienia w krzakach, matecznikach, moczarach. Zmęczeni i dośc poharatani dotarliśmy na bagna. Zziajany, łapałem oddech. Nie wytrzymałem:

  - Ty cholerna mrówko! Przez ciebie zawsze są kłopoty! Zrozum, że przynosisz pe-cha!

  - peha to masz w ustach - krzyknął mikrorobak, odciachny jak zwykle. Dzik klapnął dupskiem na brzegu bagna.

  - Ciszej, bo zbudzimy Bagienną Babę - strofował. Wtem niepokojący chlupobulgot. Wstrzymaliśmy oddechy. Z zakożuchowanego czekobudyniu powstała wypukłość. Z tej wypukłości wypękła ona - Bagienna Baba. Rozpostarła swe kleiste ciało, powiedziała:

  - Jak śmiecie zakłócać mój spokój! Śmiecie! Odpowiadajcie!

  - Uciekaliśmy przed wilczą policją i przypadkiem trafiliśmy tutaj - próbowałem ratować sytuację głupim tłumaczeniem.

  - Menele - zagulgotała Baba - pluję na was gęstą, toksyczną śliną. Który pierwszy odda mi swe gardziołko?

  - Psze pani, proszę posłuchać - zaczęła grzecznie Pechówka - ten oto lis, to nasz przyszły zbawiciel. On pokona pana Kwaczana i tym samym przywróci temu światu ład i porządek.

  - Mnie to nic nie obchodzi. I tak zginiecie!

  - Ale psze pani! Jeśli zabije pani tego liska, to będzie pani mieć na sumieniu cały świat. Proszę tylko pomyśleć! Zabijając liska, zabije pani dosłownie wszystko!

  - No dobrze, przekonałeś mnie mały owadzie, czy czymkolwiek tam jesteś. Oszczędzę was w drodzę wyjątku. Więc bywajcie i dajcie mi kimać! - potężny chlupot i budyniowa fala zakryła Bagienną niewiastę. Odetchnąłem z ulgą. Chwilkę jeszcze rozprawialiśmy o podnoszących ciśnienie przygodach i zasnęliśmy snem ciężkim, alkoholowym.

  Nazajutrz kac gigant i suchość. Pić! Dzik przyspawał trzy razy i poszedł do domu. Zostałem z mrówką.

  - No cóż, trzeba się brać za misję! - rzekłem, gdy nawilżyłem gardziel wodą ze strumyka.

  - Pójdę z tobą - piskał mikrobek parobek.

  - Powiedziałem już że nie, przynosisz pecha.

  - Ale ja proszę, proszę, proszę!

  - Nie ma mowy.

  - Pamiętasz bagienną? Gdyby nie moja interwencja, nie byłoby już ciebie.

  - I ciebie też. Hmm, faktycznie uratowałaś nam życie. No nie wiem, nie wiem...

  - Strzelę focha, jeśli nie pozwolisz.

  - Dobra. Raz się żyje. Pójdziemy razem.

  - Juhu!!!

  Dochodziło południe. Słońce świeciło jakby w ogóle nie miało pojęcia o nadchodzącym końcu. Dzień jak codzień. Skwar. Tory przecinające łany zbóż. Siedziałem na środku niczym samobójca zwierzęcego pochodzenia, i przygotowywałem się mentalnie do startu.

  - No i co lisku, kiedy startujemy? - pytała Pechówka zagubiona gdzieś w gąszczy mego rudego futra.

  - Czekaj, spokojnie, jeszcze mi kac całkiem nie minął... zachowaj spokój mrówo.

  - Jestem spokojna, lisu.

  - To dobrze. - Zrobiłem parę ćwiczeń w ramach rozgrzewki i ruszyłem. Pędziłem torami ile sił w nogach. Wyobrażałem sobie, że jestem pendolinem i tnę powietrze jak strzała łuku. Biegłem. Mrówka wołała: szybciej, szybciej! Pokonawszy pięćdziesiąt kilosów, postanowiłem odpocząć. Decyzję o podjedzeniu sobie w maku podjąłem, gdy brzuch zaczął wygrywać znaną melodię. Na szczęście śmieciofood znajdował się w pobliżu torów. Zamówiłem wieśmaka a Pechówka wzięła podwójnego drwala i frytki. Zajadaliśmy niczym dzikie zwierzęta, które bekają, mlaskają i tym podobne. Było pysznie i wybornie. Pałaszowanie zakończyliśmy donośnym, zgranym czknięciem.

  - To co lisku, w drogę? - mikrob zaczynał mnie wnerwiać.

  - W srogę. Przecież nie będę z pełnym żołądkiem latał, głupia jesteś czy co?

  - Oj dobrze, nie bądź taki drażliwy. - Popyskowaliśmy jeszcze jakiś czas i wróciliśmy na tory. Biegłem. Krajobraz zmieniał się nieco. Zamiast pól i łąk pojawiły się domki mieszkalne, stodoły, obory i kurniki. Gdy tak sobie trwałem w cwale, Pechówka non stop coś nawijała. Bardzo mnie to irytowało. Gdzieś tak o dwudziestej drugiej, kiedy ciemności zalały świat, zrobiłem taktyczną przerwę.

  - Posłuchaj mnie - rzekłem do mikrobka parobka - albo w tej chwili się zamkniesz, albo zostawie cię tu i dalej pędzę sam.

  - Nie! Jak razem to razem.

  - Ty mnie nie będziesz tu ustawiać. Jeszcze słowo a zrzucę cię z grzbietu.

  - Jeśli mnie zostawisz to popełnie samobójstwo!

  - Ty jesteś chora psychicznie.

  - Nie, to ty jesteś chory, schizofreniczny lisie. A w ogóle to masz wylew.

  - Zamknij się!

  - Chory lis, chory lis, chory lis!

  - Zawrzyj twarz!

  - Schizolis, schizolis, schizolis!

  - Okej, sama tego chciałaś. Żegnam - powiedziałem, poczym zrzuciłem Pechówkę z siebie i ruszyłem w pęd.

  Biegłem bardzo długo - całą noc. Nad ranem, wyczerpany i obolały padłem na trawę by odpocząć.

  Szamając kurczaka w jakiejś knajpie, usłyszałem w radio, że w miejscu w którym zostawiłem Pechówkę wykoleił się pociąg. I że w tym pociągu był pan Kwaczan. Oczywiście zmarł na miejscu. Świat został uratowany, a pan Henryk Zych-Szych w podzięce wprowadził ogólnokrajowy zakaz polowania na lisy. I mrówki. Mrówka Pechówka nosiła jednak do mnie uraz. Kiedyś w lesie dała mi nawet z liścia.

8971 zzs

Liczba ocen: 5
76%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jagodolas
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 103

Opis:

Dodano: 2021-03-23 11:44:49
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
Uszanowanko, ale szybko wpadło nowe TW :O
Z takich przypierdalanek, to zdecydowanie lepiej wyglądają myślniki zamiast półpauz w zapisach dialogowych. Niekiedy sam zapis był błędny. W niektórych miejscach pouciekały też przecinki.

- Jak śmiecie zakłócać mój spokój! Śmiecie! - Jak śmiecie zakłócać mój spokój, śmiecie?!"

Z takich większych błędów to: "niepewny" zamiast "nie pewny" albo "po czym" zamiast "poczym". Nie pasowało mi też "zachmurzył twarz i rzekł". "Zachmurzona twarz" to po prostu określenie na konkretną minę, jakoś lepiej brzmi, że podmiot przybrał groźny wyraz twarzy. No, ale to pierdoła - jak większość uwag.

Dosyć sympatyczna historia, zwłaszcza subtelny antagonista Kwaczan. Humorystyczny Zwierzogród i bojowy quest zapierdalania po torach
Odpowiedz
Hiraeth dzięki wielkie za wyłapanie błędów i w ogóle za pochylenie się nad tym tekstem. Ciesze się (chociaż nie wiem z czego), no i dzięki raz jeszcze.
Odpowiedz
jagodolas Bo masz przygotowane tysiące zestawów z odpowiedziami generowanych komputerowo.
Tu jednak możesz się potknąć na Stowarzyszeniu Niewłaściwego Wykorzystywania Futrzaków. Jak już gadasz z futerkowcem, to niewiadomo co jeszcze możesz mu zrobić. Ponieważ jest jednak względny happy end i happy hour w food smackach, a rachunki opłacane są z liścia, S N W F przymruż oko i przepuszcza opko do dalszej edycji.
Odpowiedz
jagodolas Taki Bordowy, na ten przykład okradł Wiewióra z kity. Myślał, że wykiwa S N W F, imputując chirurgicznie kitę do własnej dupy. Ale istnieje srogi odnośnik, który nie pozwala ludziom na biologiczne mieszanie futerkowców z niefuterkowcami.
To ścisły zakaz. O karach nie wspomnę.
Odpowiedz
jagodolas W karach jest coś o wykitowaniu.
Odpowiedz
Alchemik mam rozumieć, że należysz do tego nieszczęsnego SNWF?
Odpowiedz
jagodolas Niepotrzebny myślnik łączący zdania

Powodzenia i... być może do zobaczenia. - Wyszedłem. Oszołomiony odbytą rozmową, wsiadłem do autobusu numer sto sześć...
Kończymy kropką na ... do zobaczenia.
Następne zdanie od nowego akapitu bez poprzedzającego myślnika.
O przecinkach wspominała już Hiraeth.
Ogólnie spodobało mi się nadzwyczaj przez prostotę korzystania z zestawu.
Żadnych tam metaforycznych wydumek.
Opowiadanie jest świeże i pobudza do śmiechu. Inny sposób na ratowanie ludzkości i świata.

Jagodolas, niestety należę do SNWF, tej organizacji, która broni wiewiórki, lisy, wydry, koty, psy Dalmatyńczyki, a zwłaszcza damskie boberki (jestem przeciwny wygoleniu do samej cipki przednastoletniej prenastolatki). Jestem też jednak podwójnym agentem.
Odpowiedz
Alchemik jeśli mój tekst sprawił, że na Twoim ponurym spragnionym kobiecego przyrodzenia obliczu niedoszłego hipisa pojawił się cień uśmiechu - to żem jest zadowolony niezmiernie
Odpowiedz
coś ma
Hej,
Trochę przecinków, kilka literówek, gdzieniegdzie w dialogach zmieniłabym zapis. A ogólnie dobrze się czytało, niby poważna kwestia, koniec świata, potraktowana z przymrużeniem oka i grupka zbawicieli na skacowanym bohaterstwie
Odpowiedz
DarkStone dziękuję, kłaniam się!
Odpowiedz
z wykopem
He, he, bardzo zabawny, lekki tekst. Trochę (a może bardzo) surrealistyczny, co dodało mu tylko uroku. Dialogi rozłożyły mnie na łopatki. Nie wiem, czy jest to dzieło na miarę NL "Nike", ale przeczytałem z przyjemnością. Na poprawę humoru podziałało idealnie
Odpowiedz
I jeszcze a propos tytułu. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że to nawiązanie do słynnego już "tory były złe i szyny też były złe" Dobrze kombinuję?
Odpowiedz
Nie, jednak źle zapamiętałem. Tamten tekst brzmiał "Szyny były złe, a podwozie też było złe" Kto nie oglądał, polecam
Odpowiedz
Zdzislav masz racje, tytuł nawiązuje do słynnego szyny były złe. dzięki, fajnie że podeszło
Odpowiedz
Egzotyczne masz te teksty. To coś jak łażenie po krzakach w poszukiwaniu pozostałości po azteckich świątyniach. O dziwo, czasami te świątynie naprawdę w tych krzakach są.
Ty to taki: Dom Zły. Mieszasz prozę poetycką z osiedlówką, czasem podlaną "lekko pokaleczoną" bajerą, ale ma to smak. Widać, że jesteś oczytany i na pewno masz swój niepowtarzalny styl.
Ten tekst za bardzo mi nie siadł, odbiłem się, a nawet nie tyle odbiłem, co nie wgryzłem. Szusowałem po tafli, aż dojechałem do ostatnie kropki. No ale warto. Zawsze do Ciebie warto przyjść, bo raz się odbijesz, a raz Cię wyjebie z butów na półtora tygodnia
Odpowiedz
Canulas dzięki. Z tym oczytaniem to mi sprawiłeś radość bo ostatnio mam taki jałowy czas w którym nie czytam nic (nie licząc czasem tekstury), zero jakiegoś intelektualnego rozwoju, dosłownie nic, więc nie ukrywam że ten komentarz mnie nieco podbudował ,
Odpowiedz
jagodolas wisz, nie zawsze miło, ale staram sie mówić jak co widzę. Pozdrox. I nie pierdol z tą jałowością, bo obserwuję Cię już dłuższy czas i lekkimchujem zamiatasz pod czapkę 80% sceny.
Reszta jest wypadkową przypadku w połączeniu z: siądzie lub nie.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
z wykopem
"- Po prostu nie zadawaj pytań. Nasz wróg, pan Edmund Kwaczan pragnie zniszczyć świat. Ty przeszkodzisz mu w tym"

"Po godzinie wysiadłem we wsi Krzakulce i pognałem miedzą do lasu"

"- Nalejże mi, nie bądź Żyd - marudziła mrówka.
- Dobra, dostaniesz naparstek, ale żeby nie było, że potem sor, że policja, że izba"

"- Ciszej, bo zbudzimy Bagienną Babę - strofował. Wtem niepokojący chlupobulgot. Wstrzymaliśmy oddechy. Z zakożuchowanego czekobudyniu powstała wypukłość. Z tej wypukłości wypękła ona - Bagienna Baba. Rozpostarła swe kleiste ciało, powiedziała:
- Jak śmiecie zakłócać mój spokój! Śmiecie! Odpowiadajcie!" - bardzo obrazowo wypukła się Baba Bagienna

Ja mam naprawdę głupkowate poczucie humoru, śmieszy mnie cała masa rzeczy na skraju absurdu i ten tekst był dla mnie po pierwsze dowcipny, po drugie swojski, po trzecie bardzo "jagodolasowy", a po czwarte przeuroczy. Podobało mi się.

Z minusów - masz trochę niedopracowań, z małej litery zaczynasz zdania gdzieniegdzie, literówek trochę, zwróciłabym na to uwagę

Pozdro!
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
A! no i tytuł! tytuł jest świetny
Odpowiedz
Ritha o kurcze Ritha cieszę się bo chciałem coś z humorkiem i lekkiego zapodać tylko nie wiedziałem jak to zostanie odebrane. Fajnie Dzięki!
Odpowiedz
z wykopem
"I z gówna może wyjść jakiś owoc" - to brzmi jak jedna z mądrości życiowych. Jestem, kurna, pewny, że by się mogło przyjąć w szerszym użyciu. Pewny.
"Zajadaliśmy niczym dzikie zwierzęta, które bekają, mlaskają i tym podobne"
Kurka, bardzo jagodolasowe, mocno czuć jagodolasowość. Masz swój styl i pływasz w nim swobodnie. Przyznam, że nie każdy Twój tekst mi podchodzi, ale to raczej kwestia mojego gustu osobistego, nie Twoich umiejętności. Czasem trudno mi się wgryźć w jagodolasowe ramy. Ten jednak odbieram jak najbardziej pozytywnie Są minibabole w kwestii zapisu, ale ogólnie na plus. Pozdro!
Odpowiedz
CptUgluk hahaha no dzięki Kpt dzięki. Co do baboli to staram sięje likwidować jak mi wpada jaki w oko. Ale dzięki zaa pozytywny odbiór
Odpowiedz
z dużym wykopem
urocze
Odpowiedz
Zaciekawiony dzięki Zaciekawiony, ukłony
Odpowiedz
Hej,
Lekkie, sympatyczne, z poczuciem humoru. Chwilami zalatuje leciutko banałem, ale tak dobrze piszesz, że odpuszczam ci te grzeszki
Chwilami się uśmiechnęłam, chwilami ziewnełam (ale leciutko)
Fajna lektura, w sam raz do śniadania
Pozdrowionka
Odpowiedz
Agnieszka bardzo dziękuję. Fajnie że udało się wywołać śmiech a z drugiej strony sorry żem trochę przynudzał. Dzięki!
Odpowiedz
Już od początku było widać, że normalne to nie będzie, lekkie na wieczór w sam raz. Kwaczan przywołał na myśl komiks i w tym wyobrażeniu zostałam do końca. Fajne.
Odpowiedz
SylviaWyka dzięki za wizytę Sylvia, ukłoniki!
Odpowiedz
Odpowiedz
Zwariowane, ale bardzo przyjemne opko. Też się uśmiałam. Jedyne co to dialogi trochę w zapisie różne, ale to już sam musisz podpatrzeć. Ogólnie bardzo przyjemnie się czytało 🙂
Odpowiedz
Adelajda dzięki, chciałem.żeby to było lekkie i takie bajkowe trochę
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.