online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW #2 Dziecko Księżyca
<
Krucjata Baśki cz.6
>
Tagi: #fantastyka #sciencefiction #komedia

Krucjata Baśki cz.7

 

 „…I wtedy, dzięki szperaczom i moim niezwykłym zdolnościom oraz nadzwyczajnemu instynktowi, oczywiście całkiem przez przypadek, bo przecież przyleciałam tu tylko posprzątać, udało mi się wytropić statek piracki. Natychmiast przypuściłam srogi atak, w wyniku którego wróg obsrał się sromotnie. Na koniec użyłam wymyślnego fortelu, który sprawił, że te korsarskie miernoty szybko się poddały.”

 – Ha, piękny raport. Piękny! – zamlaskała zachwycona, kończąc zapis w Dzienniku transportowca. Uznała, że należy go sklecić przed całą akcją, bo potem może nie być czasu. – No, to teraz ten fortel. Będzie to iście innowacyjne podejście do taktyki wojennej. – Potarła ręce w samozachwycie. Jeszcze raz skontrolowała wykaz poszczególnych urządzeń w hangarze i upewniwszy się, co do słuszności swojego wyboru, rozsiadła wygodnie za panelem sterowniczym.

 – Na pohybel skurwysynom! – wrzasnęła i położyła rękę na przekładni zwalniającej zaczep wyrzutni. Zmrużyła przebiegle oczy, przygryzła dolną wargę i wyczekawszy na odpowiedni moment, energicznie zacisnęła dłoń na mocowaniu.

 Kilkanaście sekund później, jak z procy, w kierunku pirackiej fortecy, wystrzeliła… laserowa obrabiarka.

 Tego to chyba atakujący kompletnie się nie spodziewali, bo po kilku chwilach z komunikatora wybrzmiała salwa szyderczego śmiechu. Baśka nie dała się jednak zbić z tropu.

 – Śmiech to zdrowie, panowie. Śmiejcie się więc, póki macie wszystkie zęby – odburknęła i z bocznego panelu uruchomiła silniki manewrowe pędzącej machiny górniczej.

 – Chyba nie chcesz nas staranować tą maszynką do lepienia pierożków? – kolejna zgryźliwa uwaga utonęła we wrzawie głośnego rechotu.

 – Ależ śmieszne! No, doprawdy. Niedługo skończy się to wasze rumakowanie – odpyskowała i w ślad za obrabiarką, posłała salwę torped.

 

 ***

 

 Spowitą półmrokiem kwaterę Komandora Czarneckiego przesycała aura ponurego wyczekiwania. Dowódca siedział skupiony przy masywnym biurku i przeglądał dane wyświetlane w migotliwym, półprzeźroczystym ekranie. Nowych wieści nie było. Skonsternowany stagnacją, wstał i włożywszy ręce do kieszeni oficerskiego uniformu, w zamyśleniu zaczął przechadzać się wzdłuż obszernej kwatery.

  Strategia pozwalająca na wytropienie piratów przez rozlokowanych w całym Układzie szpiegów nie przynosiła spodziewanych efektów. A w każdym razie nie takich, i nie na taką skalę, jakby sobie tego życzył. Kosmiczni bandyci stawali się coraz bezczelniejsi, sprytnie unikając patroli i grabiąc nieraz i całe konwoje. Na myśl o tym, zacisnął pięści i…

  Smętne rozmyślanie przerwało pukanie.

 – Wejść – mruknął i ponownie zasiadł za biurkiem. Do kwatery tymczasem wszedł młody podoficer z elektroniczną depeszą w dłoni i przekroczywszy próg, stanął wyczekująco. – No, dalej, co tam masz? – Zachęcony przez Komandora odtworzył treść głosowego komunikatu:

 

 „Ratunku! Pomocy! Help ! Pomogite ! Tasukete kudasai !, Hilfe ! [czknięcie] Ops, kurwa… No, tego, co to ja chciałam? Aaaa, więc tak, kiedy właśnie porządkowałam przydzielony mi sektor, zupełnie niespodziewanie napotkałam statek piracki. W związku z tym, uprzejmie proszę o interwencję. Najlepiej zbrojną. I pilną, nim mnie tu do reszty zajebią. Albo ja ich. [czknięcie] Eee, sorki. Cóż, to chyba tyle. Ślę koordynaty. Uszanowanie Panu Komandorowi. Basia.”

 

  – To Szczepanowska? – Czarnecki upewnił się, nieco zaskoczony treścią swoistego wezwania pomocy.

  – Potwierdzam. Informację nadano z przydzielonego jej sektora.

  – To ciekawe – ocenił z wyraźną ironią. – Co na to patrole?

  – Żaden nie potwierdził tych rewelacji.

  – Zagońcie kolejne, niech jeszcze raz powęszą. Nim wyślę tam pół floty, muszę mieć pewność, że nie jest to jakieś kolejne – zrobił wymowną pauzę – delirium tremens szanownej pani Basi.

  – Tak jest. A co mamy jej odpowiedzieć?

  – Nic – zdecydował stanowczo, a wspominając jej ostatni pijacki amok, dodał po nosem. – Możliwe, że jeszcze byśmy ją obudzili…

 

 ***

 

 Niecierpliwiła się. Sromotnie. I nudziła też w sumie, czego wyrazem było choćby przeciągłe ziewanie. Niezupełnie tak wyobrażała sobie zacięty pojedynek. Nawet wysłanie kolejnego wezwania pomocy, informującego tym razem, dla wzmocnienia przekazu, o chordzie wrogich i okrutnych Obcych, naruszających przestrzeń Układu Słonecznego, nie przyniosła spodziewanych efektów, w postaci przybywających jej na ratunek statków Floty Kosmicznej. Była szczerze rozżalona tym faktem. Komandor najwyraźniej ignorował jej wołania o pomoc. A tego Baśka nie potrafiła mu wybaczyć i w odwecie słała rozpaczliwe SOS we wszystkich możliwych językach, kierunkach i częstotliwościach. Jedyny efekt był taki, że piraci zaniepokojeni jej słanymi w kosmos alertami, zintensyfikowali swoje działania. Na szczęście, sunąca niepostrzeżenie w kierunku pirackiego ścigacza laserowa obrabiarka szybko przestała przyciągać uwagę korsarzy. Baśka zresztą co jakiś czas wyrzucała w ich kierunku zasłonę dymną pod postacią serii torped, albo zabawiała dialogiem, którego główny trzon stanowiły raczej mało wyszukane inwektywy.

  Wbrew pozorom, czas działał na korzyść obu stron. Piratów, bo skryci w chmurze asteroid nie lękali się wykrycia przez nikogo z zewnątrz i spokojnie wyczekiwali momentu, aż w transportowcu skończy się całe uzbrojenie. A dla Baśki – bo wyczekiwała momentu, aż obrabiarka dotrze do celu, bo na pomoc Floty przestała liczyć.

  – Umiesz liczyć? Licz na siebie – mruczała i co kilka chwil zerkała w teleskop. – Jest! W końcu! – zakrzyknęła, widząc jak obrabiarka niepostrzeżenie zbliżyła się do bocznej dyszy ścigacza. – No, to teraz zobaczycie, co moja maszynka do lepienia pierożków potrafi – zadrwiła i przyciągnęła ku sobie boczny panel. Pilnie monitując przelot górniczego osprzętu wzdłuż kadłuba ścigacza, przy użyciu prostych komend wprowadzanych do komputera, miękko osadziła i przyssała obrabiarkę na krawędzi osłony. Następnie zainicjowała wyciągnięcie wysięgnika i ustawiła go iglicą do wnętrza dyszy pirackiego statku.

  Skręciła podziałkę na maksymalną moc.

 Policzyła do trzech.

 Uśmiechnęła się wrednie i…

 Odpaliła laser.

 

 ***

 

 – Mówię ci Dżozefie, co to był za widok! – śmiała się w głos do komunikatora, z którego udało jej się w końcu połączyć z Tawerną na Marsie. – Gdybyś ty widział, jak pierdolnęło! No, chyba z pół kadłuba im wyjebało w kosmos!

  – Tak, rozumiem. Czyli samopoczucie szanownej pani jest bardzo dobre?

  – A powiem ci, że nawet wyśmienite. Właśnie se wyglądam przez teleskop i obserwuję, jak się bidoki pozbierać nie mogą. No, gdybyś ty to widział!

 – Widział. Ah, tak. Rozumiem. Czyli plan się powiódł.

 – A jakże. Bo, wiesz, Dżozefie…

 

 ***

 

 Na mostku Superjednostki Wojennej Maczuga huczało. W związku z szaleńczymi nawoływaniami dowódcy zaatakowanego górniczego transportowca, Komandor Czarnecki naciskany odgórnie, gdzie również dotarły informacje o wtargnięciu i ataku rzekomych Obcych, tudzież swoich, piratów, musiał podjąć zdecydowaną interwencję.

 Podobne decyzje zapadły na jeszcze dwóch okrętach – SW Syrena i SW Michalkiewicz .

 Niestety, przez wzgląd na zakłócający charakter zawiesiny pyłowej i mnogość asteroid w rejonie, dokładna weryfikacja współrzędnych miejsca nadania komunikatów SOS sprawiła sporo trudności. Dopiero eksplozja, która rozsadziła boczne poszycie pirackiego statku, ściągnęła uwagę detektorów.

 Zgiełk i zamieszanie poczynione przez wybuch, skutecznie zagłuszyły przybycie trzech jednostek Floty. Ich przylot na miejsce tunelem podprzestrzennym dokonał się w momencie, gdy Szczepanowska łączyła się z Tawerną na Marsie.

 Dzięki skoordynowanym działaniom i wykorzystując nieuwagę piratów, okręty rozproszyły się i zakamuflowały wśród asteroid, na pozycjach wokół miejsca zdarzenia.

 Stamtąd Komandor Czarnecki wydał polecenie natychmiastowego kontaktu ze Szczepanowską, celem usunięcia jej transportowca z linii ognia.

 

 – Nie możemy nawiązać połączenia! – Oficer łącznościowy ponawiał bezskuteczne próby.

 Komandor uniósł jedną brew. Zaczyna się – pomyślał, a głośno zdecydował:

 – Nadawać priorytetem, jako połączenie alarmowe!

 – Tak jest, ale wygląda na to, że pani Szczepanowska jest zajęta…

 – Zajęta? W takiej chwili? Czym?

 – Przechwyciliśmy jej rozmowę z niezidentyfikowanym odbiorcą na Marsie.

 – Wrzuć na fonię…

 

 „…bo wiesz, Dżozefie, oni mi mówią, że ta maszynka, co ją wystrzeliłam w ich kierunku, to się nadaje do lepienia pierożków. A ja im na to, że jak trochę poczekają, to im ulepie takie pierożki, że gały im powypadają. A oni mi na to, że gadać to każdy potrafi i w ogóle…”

 

 Oficerowie obecni na mostku zamilkli i nieco zdezorientowani, popatrzyli po sobie.

 Komandor uniósł drugą brew.

 Po chwilowej konsternacji wydał polecenie oficerowi łącznościowemu:

 – Wyślij wiadomość do pozostałych jednostek. Zarządzam wyjście z ukrycia i regularny ostrzał pirackiej jednostki, dopóki ta się nie podda.

 – Co z transportowcem?

 – Cóż, najwyraźniej zmasowany ostrzał leży poza zasięgiem zainteresowań pani Szczepanowskiej. Nie będziemy jej więc przeszkadzać w gotowaniu. Skoro tak lubi te pierożki – odpowiedział i wydał rozkaz otwarcia ognia.

 

9168 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Agnieszka
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 54

Dodano: 2021-03-23 14:14:47
Komentarze.

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.