online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
#(Cod-01) — Hycle z Willow Canyon — część I
<
Sztywny patyk
>
Praca Wyróżniona

TW 02 — Siedem martwych psów

 Postać: Szalony myśliwy

 Zdarzenie: Podróż autostopem w głąb Rosji

 Efekt: Niech żywioły wprowadzą chaos w miejscu opowiadania

 

 

 Rok 2014. Jakucja.

 Istnieje pewna doktryna, wedle której każdego człowieka można określić poprzez użycie jedynie trzech przymiotów. Jak silna więź łączy go z kolebką opiekuńczych duchów, jak traktuje brać ze świata zwierząt oraz czy dogaduje się ze swym gatunkiem.

 Wyboru należy dokonać spośród:

 — czystej obojętności

 — kalkulacyjnej zmienności

 — oraz pierwotnego zła

 I właśnie taką garścią tajemniczych słów Olaf Heyerdahl, jedyny wnuk Thora Heyerdahla, spróbował roztopić lody konwersacji. Jego towarzysz ciągle jednak milczał.

 — Wychodzi na to, że ci, co ten cyrk wymyślili, nie bardzo wierzyli w ludzi. Trzy możliwości, a żadna wesoła. Nie uważacie?

 Kierowca, rzecz jasna, był jeden, ale Norweg najwidoczniej wyszedł z założenia, że należy wysławiać się per "wy". Zapewne chciał zabrzmieć miło i przyjaźnie albo też reklamujące Rosję periodyki, w których tak namiętnie tonął przed przyjazdem, nie odtajały do końca z trujących oparów komunizmu.

 Cisza.

 W ogóle kierujący obdrapaną Ładą Nivą typ wyślizgiwał się lichym standardom. Bryłowata głowa osadzona na czubku olbrzymiej sylwetki, nawet gdy ten się garbił, dotykała dachu. Trzydziestostopniowy mróz zdołał już rozciągnąć pajęczynę lodu na czarnej brodzie trepa oraz gęstych włosach umięśnionych rąk, jednak gość zdawał się w ogóle nie odczuwać zimna. Ogromna, podobna kowadłu szczęka, bardziej żuła, niźli ćmiła peta. Olaf Heyerdahl spoglądał na to z nielichym uznaniem, dochodząc do wniosku, że pomimo pozornej oschłości jego towarzysz skrywa masę ciepła. Całość skojarzyła mu się z pluszowym misiem, którego jakiś niepokorny dzieciak osadził w domku dla lalek swojej młodszej siostry.

 O wiele za duży miś.

 O wiele za mały domek.

 — Więc co z tym waszym żartem? — Norweski podróżnik nie chciał złożyć broni. — Opowiecie?

 Rozległe mokradła pomieszane z Tajgą, niemal nie do przejścia nawet latem, co dopiero późnym październikiem. Wokół dziesiątki powalonych drzew, fragmenty odłupanych skał czy ukryte w grzęzawisku bagna. Każda z tych rzeczy wymuszała ogromne skupienie nawet mimo bardzo wolnej jazdy. Zdradliwy teren, co nie zwykł brać jeńców.

 — To nawet nie żart. Przypowieść.

 — Opowiecie?

 Trep łagodnie skręcił. Kierownica w monstrualnych dłoniach przypominała spodeczek do kawy, co miało w sobie szczyptę upiorności. Uschnięte gałęzie powalonych drzew zaskrzypiały w starciu z karoserią. Jedna z nich, sucha i dorodna, zajrzała do okna. Przewodnik odezwał się dopiero wtedy, gdy miał pewność, że zakończył manewr.

 — Stare bajanie, mocno już wytarte — zaczął, pozostając we wzrokowym kontakcie ze zdradliwą wstęgą krętej drogi. — U nas gadają, że gdyby spytać dziesięciu syberyjskich mechaników, jaki polecają na te ziemie wóz, dziewięciu od razu popuka się w czerep, przysięgając, że takiego nie ma. Jeden się zawaha, ale po namyśle też przyzna im rację.

 Pasażer spytał, jak ma to rozumieć.

 — Nijak — burknął trep. — Mówię tylko, że nie powinniśmy tutaj być. Za późny miesiąc. Zbyt posunięty w swym rozkładzie rok. Jeno wyglądać pierwszych oznak zimy i towarzyszących jej ciężkich Buranów. Nawet w maju, czerwcu jest tu przecholernie niebezpiecznie. Ewankowie nadkładają tygodni wędrówki byle tylko nie iść koło rzeki. Tak, dokładnie. Nawet oni. Nikt nie chce podróżować blisko rzeki Wiluj. Nie na darmo zamiejscowi ochrzcili te tereny Ziemią Śmierci. Nie na wyrost.

 — Doliną — doprecyzował pasażer. — Doliną Śmierci.

 — Dolina czy ziemia, ale ciągle śmierci. Mówię tylko, że powinniśmy wszystko jeszcze raz przemyśleć.

 — Dolary spasowały, to może tyle nie ględźta i nie straszta — żachnął się wnuk jednego z najsłynniejszych podróżników. Widząc jednak, że Heyerdahlowie pozostają w oczach giganta dość "anonimowi" nabrał haust powietrza, by nieco przybliżyć ich świetność. — Mój dziadek w pięćdziesiątym drugim własnoręcznie zorganizował i poprowadził wyprawę archeologiczną na niezbadane ziemie Galápagos. Trzy lata później sfinansował ekspedycję prościutko na Wielkanocną Wyspę. A jeszcze później – w sześćdziesiątym dziewiątym – razem z budowniczymi znad jeziora Czad zbudował replikę papirusowej łodzi, by zademonstrować, jak starożytni Egipcjanie dotarli do Ameryki przez Atlantyk.

 Samochód stanął, lecz wcześniej podróżowali na tyle wolno, że rozemocjonowany filantrop w ogóle tego faktu nie skojarzył.

 — W Polinezji zbudował tratwę z Balsy, panie Bora. Najlżejszego drewna znanego wówczas nauce. W czterdziestym ósmym – ledwie trzy lata po wojnie światowej – razem z Panem Fawleyem Mowatem odkrył nagrobne kopce po zaginionej wiosce Agnikuni. Po tym zdarzeniu obaj byli na pierwszych stronach wszystkich znanych gazet. Dawali wywiady do radia i tv.

 Wtedy spojrzał. Głos uwiązł mu w gardle.

 — Co z...? — Sięgnął dłonią pod pazuchę kurtki, ale olbrzym w porę go powstrzymał. Uścisk jak do miażdżenia awokado. Zabolało.

 — Puśćtaże!

 Młody mężczyzna szarpnął. Nie pomogło. Spojrzał przed siebie. Stali.

 — Puśćtaże w końcu! — syknął. Drobiny szklanych łez wypełniły oczy. Twarz mutowała, kursując pomiędzy dwiema pobliskimi emocjami. Strachem i bezsilnością.

 Zbyt duzi czasem tak mają, że mimo gołębich serc coś komuś zmiażdżą. Kamienna miłość nie wierzy kompromisom. Bora Emelianenko gołębiego serca nie posiadał, za to rozum i obeznanie tak. Dawniej pracował w armii i nie siedział w tej robocie za biurkiem. Znał się na tym i owym. Rozróżniał tonację krzyku matki natury, pilotował rozmaite maszyny i dobrze radził sobie z karabinem. Słowem: "człowiek orkiestra do tańca i do modlitwy".

 Ale teraz drżał.

 — Puśćta, mówię!

 Bora posłał zdawkowy uśmiech gromadce niewysokich istot, jednak w kontakcie wzrokowym pozostał z najwyższą. Strzelistą, zakapturzoną i w nienaturalny sposób uśmiechniętą. Wyglądała na kobietę, której zamiast włosów wypływały spod kaptura kępy traw, a dopasowany płaszcz, koloru rozchlapanego błota przydawał jeszcze smukłości. Były wojskowy rozluźnił nieco uchwyt, zniżając głos do szeptu.

 — Dwa pytania.

 Norweg nie reagował, obserwując, jak gromada... "chyba dzieci" zbliża się do wozu. Pierwsze z nich wdrapało się na maskę.

 — Dwa pytania i puszczę. Szybko. Po żołniersku.

  Odpowiedziało mu skinięcie głowy.

 — Jeden, co widzisz? Dwa, co zamierzasz zrobić?

 Młody Heyerdahl wolną dłonią odchylił rąbek kurtki, ukazując chromowaną kolbę rewolweru. Stary model, choć wskrzeszony do życia iście po mistrzowsku. Kierowca cenił kunszt tej fachowości, lecz sam preferował coś o szybszym tempie ognia i nie aż tak uciążliwym ładowaniu. Nie było czasu dłużej się certolić, więc bezceremonialnie wskazał na kobietę.

 — To Paralenka i jej siedem karłów. Jeśli strzelisz, komisarze nie poznają nas nawet po zębach. Zachowaj umiar, a puszczę.

 Norweg nie odpowiedział, więc nie można uznać, że okłamał. W każdym razie coś w jego wyrazie twarzy musiało dać świadectwo temu, że zgadza się i rozumie. Bora puścił, przenosząc obie dłonie z powrotem na kierownicę.

 — Zachowajmy rozwagę, a jeszcze z tego wyjdziemy. Ja będę mówił, ty siedź.

 Olaf Heyerdahl strzelił mu z bliska w skroń.

 — czysta obojętność

 — kalkulacyjna zmienność

 — i pierwotne zło

 

 *

 Wysiadł powoli. Z ciepłą krwią na twarzy i szczątkami czaszki, dostającymi się pod poły kurtki. Spokojny. Wyluzowany.

 Stare dzieci obiegały go, szarpiąc za nogawki. Łasiły się, obejmując nogi. Jedno oddało mocz. Inne zaczęło wyjadać ochłapy prościutko z głowy zastrzelonego trepa.

 Potomek sławnego Thora Heyerdahla, podszedł do swej słowiańskiej Nefertiti, biorąc ją w objęcia. Spojrzał w czerń oczu, z których wyzierały pospołu chaos i entropia. W jego odbijało się szaleństwo. W jej bezkresny kosmos.

 Gdzie gwiazdy.

 Gdzie obłęd.

 — Eony — szepnął, składając gnijące usta do pierwszego od bardzo dawna pocałunku. I mimo że to wcale nie był koniec, wszystko wokół zaczęło zamarzać.

 

 — i czyste

 — i kalkulacyjne

 — i pierwotne

 — cZŁOwiek

 

 

8000 zzs

Liczba ocen: 9
98%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 180

Opis:

Dodano: 2021-03-26 00:32:52
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph
Odpowiedz
TreningWyobrazni dziękuję bocisławie
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
O i TW wpadło, pięknie
Odpowiedz
Ritha taaa poecmy
Odpowiedz
Prrzeczytałem i zdziwiony jestem że tak łatwo mi się czytało. Łatwo w sensie że pamiętam Twoje teksty że musiałem parę razy wrócić dk jakiegoś zdania aby wyłapać dno (tak było w tym tekście, kurde nie pamiętam tytułu, gdzie akcja była w Warszawie, tam z jakimś hemrafrodytem coś bło - tak swoją drogą myśle że tzw bajera jest wynikiem wpływów lokalnych, że taczej tdudno tu mowić o uniwersalnej stąd problemy - chgyba, ale mniejsza.
No fajny tekst ale bez wow, czy czegoś w tym rodzaju. krwaay jak to u cb no i generalnie tyle. Wykop idzie
Odpowiedz
jagodolas aha jeszcze cZŁOwiek - kurde ale w deske to
Odpowiedz
jagodolas taaa, w zasadzie z bajerą to racja. Dziękuję za odwiedzinix (tekst, o którym wspominasz, to Hrban. Zgadza się. Za mocno tam popłynąłem). Pozdrox
Odpowiedz
z dużym wykopem
Niesamowicie budujesz klimat, zagęszczając powoli akcję, która trzyma aż do kulminacji. Choć przy Twoich tekstach niejednokrotnie zdarza mi się mieć wrażenie, żem nie do końca wszystko skumał i wyłapał. Jest w nich jakaś tajemniczość, enigmatyczność, której węzełków często nie jestem w stanie skutecznie rozplątać. Tak jak choćby końcówka "Siedmiu martwych psów". Ale to też ma swój urok. Daje pole do interpretacji.
Tekst git.
Odpowiedz
CptUgluk no widzisz, a ja paradoksalnie czuję się z tym opkiem kurewsko źle dlatego, że bije po oczach odcięty kupon. To jest opko na 40-60stron, a z racji (nawet nie limitów) czasu, lenistwa i natłoku zajęć, jest jak jest.
Dziękuję za wizytę
Odpowiedz
Canulas noo, powiem Ci, że jakbyś to rozbudował o te kilkadziesiąt stron, to mógłby wyjść mocny towar
Odpowiedz
CptUgluk no tak, ale to już kuriozum mieć tyle pootwierane. Niestety świadczy to o pewnej niegospodarności, tak więc, noo

Odpowiedz
"i pierwotnego zło" - pierwotne - tam już pod koniec;
"prościutko z głowy zastrzelonego trepa" - zjadłeś tam kropkę na końcu zdania;
"i pierwotnego" - tu już na samym końcu - czy tam nie powinno być "pierwotne", skoro jest "i czyste; i kalkulacyjne"?
Ależ sztos klimatyczny! Narracja też nie dawała się oderwać, świetnie się z nią płynęło, masz dar do takiego właśnie opisywania świata i bohaterów, w których się wierzy i którzy łatwo materializują się i zagnieżdżają w wyobraźni. Dzięki temu tworzysz takie właśnie gęste klimatycznie opka, gdzie faktycznie można wkopać się bardziej w głąb. Zestaw potraktowany nietuzinkowo, podobała mi się też tak klamra, która spięła początek z końcówką. Mocne wejście w tę edycję!
Odpowiedz
alfonsyna popieprzyłem, fakt, ale naprawiłem. W dniu, w którym nie znajdziesz u mnie żadnego błędu, chyba wyjdę oknem na dach i zatańczę.
Dzięki śliczne.
Odpowiedz
Canulas to następnym razem postaram się nie znaleźć!
Odpowiedz
Specyficznie i klimatyczne. Chyba lepszego określenia nie wymyślę, a jakieś błędy niezbyt rzuciły mi się w oczy. Choć przyznaję, że początkowo miałam lekki "da fuq" i musiałam wrócić do jednego momentu w tekście
Odpowiedz
Hiraeth kusi mnie ten moment "da fug", ale gdyby miało być to wyjaśnione, to by było. Dziękuję za łagodny wymiar kary, choć u mnie (to naprawdę nie kokieteria) nie trza się krępować, jeśli nie siądzie, bo mam świadomość pewnego spierd... eee, specyficzności.
Dziękuję za odwiedzinix
Odpowiedz
z dużym wykopem
Zacznę od Thora Heyerdahla. Super patent. Przypomniała mi się czytana wieki temu "Wyprawa Ra" - książka, która bez wątpienia rozbudza wyobraźnię. To samo robi Twoje opowiadanie. Zwłaszcza jego końcówka, tak mniej więcej od fragmentu: "Wysiadł powoli. Z ciepłą krwią na twarzy...". Przyznaję, że od tego momentu moja osobista maszyna deszyfrująca nie dała rady Lubię tajemnice w beletrystyce, ale Ty zaserwowałeś sekret najwyższych lotów. To intryguje, ale jednocześnie chciałoby się nieco bardziej uchylić drzwi, za którymi ukrywa się wyjaśnienie. No bo, cholera, ciekawi mnie, kto to jest Paralenka, i kim tak naprawdę jest Olaf!

A już abstrahując od końcówki. Opowiadanie świetnie napisane. Widać, że Ty rządzisz słowem, a nie na odwrót. W co najmniej kilku miejscach zatrzymywałem się, myśląc sobie: to jest naprawdę dobrze napisane. W momencie, gdy "Olaf Heyerdahl strzelił mu z bliska w skroń", pomyślałem coś w rodzaju: ożeż Ty! Bardzo przyjemna lektura. Wciąga i działa na emocje
Odpowiedz
Zdzislav nie wiem, czemu nie odpisałem, przecież czytałem (kilkukrotnie) Twój koment. Musiało mi ulecieć z dziurawego łba.
W każdym razie - po czasie, czy nie - dziękuję bardzo za budujący koment. Co do enigmatyczności, pocięcia tekstu, to chyba najbardziej trafne jest to, co napisałem pod Uglukiem.
Pozdrox
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
z dużym wykopem
Klamra z tych trzech stwierdzeń - na początku i po wystrzale - złoto. Cały ostatni akapit jest mocno metafizyczny, narracja Twoja, Canulardzia, a ja jestem obecnej wygłodniała tej narracji, podobało mi się bardzo, skończyło się szybko i zostałam z niedosytem. Jak czytam Twoje opowiadania to czas płynie szybciej, niż jak czytam inne. Szybciej czytam jedynie własne, bo pamięciowo, ale Twoje jakby... półpamięciowo. Nie muszę się wiele zastanawiać, żadne światełka mi nie gasną jak Ozarowi wręcz przeciwnie
Umiejscowienie dobre, wraz z narracją zrobiło mega klimat, postaci intrygujące, choć to nazwisko cholernie trudne - nie zapamiętam! Czekam na kolejne porcje Twojej narracji, obyś nie kazał długo czekać
Odpowiedz
Ritha ło Chrysusie Panie na eco bananie, nie odpisałem jakimś cudem i Tobie. Toć, kurwa, u mnie widać feler na felerze, felerem pogania.
Dziękuję miss Ritha. Kolejny kamycek milowy w budowaniu mego (kosmicznego) ego. I to Twoja wina bydzie jak się stanę napuszony bucok
Odpowiedz
*Ritha 1 m.

Odpowiedz
Dziękujmy za zagłosowanie w bieżącej edycji!

Pozdrawiamy
Zespół TW
Odpowiedz
TreningWyobrazni spoczi-loczi

Odpowiedz
z dużym wykopem
Jakuckie legendy leżały onegdaj w centrum moich zainteresowań. Wciąż w zasadzie są, ale już chyba wszystko przeczytałam, co było do przeczytania na naszym rynku wydawniczym.
No nic, przejdźmy do lektury, bo zdajesie, nie planujesz brać jeńców

...

I nie wziąłeś.



Odpowiedz
Agnieszka hmm🤔 nie wziąłem? A to nie wiem, musiely się gady przyczepić, te jeńce.
Odpowiedz
~JarekD 1 m.
coś ma
Bardzo ciekawe, choć nieco pogmatwane. Miałem problem z tonem wypowiedzi i jej poziomem. Z jednej strony kierowcę opisujesz jako wielkiego trepa, a z drugiej mówi pięknym językiem i wielokrotnie złożonymi zdaniami.

Niemniej opowiadanie jest ciekawym tripem kończącym się narkotyczną kulminacją. Myślę, że w dłuższej formie miałoby szanse powalić na kolana.
Odpowiedz
JarekD hellol
Zarzut, o którym wspominasz, z tą "kwiecistości", to jeden z moich prywatnych demonów i zmor. Bardzo często popełniam błąd, czy to zbytniego uelokwiętniania, czy właśnie, że wypowiedzi różnych postaci się od siebie nie różnią. Tutaj jednak starałem się tego pilnować i jak teraz na szybko przeleciałem - nie bardzo mogę zdiagnozować, gdzie w tej kwestii przesadziłem.

Z tym, że opko urwane nagle, nie polemizuję. Wiem, że przez to Grande Finale wyszło na burzę w szklance wody.
Noo... niestety, tak już wyszło 🤷🏻‍♂️

Pozdrox serdeczny i dzięki za odwiedziny.
Odpowiedz
~JarekD 1 m.
Wiesz, myślę że każdy z nas ma tą opcję, że wraca do swoich tekstów i edytuje je po milion razy. Tutaj mówimy, o tekście, na który nie dość, że masz nałożone ścisłe wymagania co do ilości znaków (moim zdaniem jest to mega krótka forma), z drugiej ramy czasowe nie pozwalają nabrać dystansu, żeby wrócić i edytować na świeżo, nie będąc spaczonym swoją pracą.
Każdy powinien mieć swój indywidualny styl i o niego dbać. Jeżeli pisze Ci się dobrze kwiecistym językiem, pracuj nad tym i nie próbuj tego zmieniać, a co najwyżej wygładzać. Nie ma więc "niestety" Co zaś się tyczy indywidualnego języka postaci, dla mnie przynajmniej jest to coś, co muszę zobaczyć sam, mając właśnie dystans i jest to etap drugiej, trzeciej i każdej następnej edycji. Nie wiem, jakim geniuszem trzeba być, albo mega doświadczonym pisarzem, żeby z biegu tak różnicować język postaci, żeby każdemu czytało się gładko.
Odpowiedz
JarekD wraca się do tekstów, wiadomka. Kiedyś żarliwie, dziś już troszkę rzadziej. Pisze mi się ok w kwiecistości i nie ingeruję w to sztucznie, ale też każda sugestia to mini-alert dla łba.
To że opko jest krótkie i na tym traci, to modelowy przykład rozterkowego rozdroża. Mogłem to ogarnąć, ale opko miałoby 50stron. I z perspektywy czasu powinno tak się stać, to pseudo enigmatyczna końcówka jest trochę tandetna. Tyle że widzę to dopiero dziś.
Wypowiedzi kierowcy-trepa starałem się nieco regionalizować przez pryzmat fonetyczny, ale na pewno nie chciałem z niego zrobić oracyjnego, krasomówczego szermierza. Przejrzę jeszcze dokładniej, jak już mnie się odklei od poduchy drugie oko, ale gdybyś mógł wskazać na konkretną wypowiedź/wypowiedzi, które "nadkwieciłem" troszku by mi to ułatwiło
Odpowiedz
z dużym wykopem
Jest gęsto i dziwnie, ale klimat podobny do pocztówek.Trochę to wygląda tak, jakby miało mieć dalsze rozwinięcie, no ale klamerka też jest. Może to opko nie zostanie na długo w mojej pamięci, ale jest to zacne wojowanie ze słowem.
Odpowiedz
Adelajda do pocztowek? A to heca Ci. 😳
Dziękuję za przybycie. Zacny maraton.
Odpowiedz
Canulas no tak deczko traci klimatem, ale nie, że tak samo 🙂
Odpowiedz
!jacek79 27 d.
z dużym wykopem
Gratulacje!! Pierwotnie dobre
Odpowiedz
*Canulas 26 d.
jacek79 dziękuję pięknie
Odpowiedz
Widzę Jakucję i już oblizuję się na myśl o czytaniu o "moich" terenach, jeśli o krąg klimatyczny.
Wrócę tu koło wieczora/nocy.
Odpowiedz
coś ma
Jestem.

"Wyglądała na kobietę, której zamiast włosów wypływały spod kaptura kępy traw, a dopasowany płaszcz, koloru rozchlapanego błota przydawał jeszcze smukłości. Były wojskowy rozluźnił nieco uchwyt, zniżając głos do szeptu."

przecinek przed "koloru" jest zbędny, chyba że cała ta informacja ma być wtrąceniem, wtedy dodatkowy przecinek po "błocie"

"Wyglądała na kobietę, której zamiast włosów wypływały spod kaptura kępy traw, a dopasowany płaszcz koloru rozchlapanego błota przydawał jeszcze smukłości. Były wojskowy rozluźnił nieco uchwyt, zniżając głos do szeptu."

" Potomek sławnego Thora Heyerdahla, podszedł do swej słowiańskiej Nefertiti, biorąc ją w objęcia. "

tu też przecinek przed "podszedł" zbędny, bo nie oddzielamy podmiotu od orzeczenia.

Przyjemny tekst, widać w nim kunszt, ale tym razem obok mnie.
Odpowiedz
*Canulas 15 d.
Enchanteuse maszabsolutną rację i nie wiem jakie zacimnienie nie pozwoliło mi ogarnąć tego samemu. Poprawię.
Dziękować
Odpowiedz
Canulas oj, przestań. Wiadomo, że własny tekst ciężej zredagować . Proszę bardzo
Odpowiedz
z dużym wykopem
Szukałem u Ciebie obrazków... No czegóż się spodziewać po gościu od obrazków właśnie... Ale skoro nie znalazłem, trzeba zajrzeć "wgłąb człowieka" w inny sposób... Wybrałem losowo jeden z słupków, padło na ten.... Zacząłem nieśpiesznie czytać, aha, pierwsza myśl, jakiś miłośnik Kołymskich klimatów... Zapowiada się ciekawie... I sobie głupio pomyślałem, że może coś w stylu Hugo Badera... Powiem, szczerze, że ten tekst mnie pociągnął: najpierw zbudował, klimat, potem pobudził emocje... Ciekawy tekst. Pozdrawiam.
Odpowiedz
*Canulas 11 d.
WSzaniawski niee, obrazy, yo nie. Rysować nie umiem, a na 80% zrobionych zdjęć występuje własny kciuk.
Hugo B. czytałem i nawet lubię, choć moja sympatia do niego nieco zmalała odkąd z kilku niezależnych źródeł zaczęły do mnie docierać wieści, że lubi czasem coś przykolorować.
Dziękuję za odwiedzinix
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.