online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
TW#2 – Małpi figiel
<
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 8
>
Tagi: #stalker #czarnobyl #anomalia #mutant #zona

S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 9

 Link do części 8: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=6923

 

 

  Obudziłem się w niewielkim pomieszczeniu, które już od pewnego czasu pełniło dla mnie funkcję domu. Był to mały, oświetlony mrugającą raz na jakiś czas jarzeniówką pokoik o gołych ścianach. Jego wystrój stanowił kibelek z miniumywalką, mały, prosty stolik, w miarę stabilne krzesło i wąska, nieco przytwarda prycza, na której co rano siadałem i rozglądając się po tym gustownym apartamencie, przypominałem sobie o błędach, które doprowadziły do moich przymusowych przenosin w to miejsce. Taki los spotykał stalkerów, którzy zostali złapani przez wojsko na terenie Zony bez przepustki.

  Chociaż w sumie i tak nie było źle – żołnierze mogli potraktować mnie mniej uprzejmie. Wtedy moja kwatera znajdowałaby się pod powierzchnią ziemi w hoteliku zwanym cmentarzem, gdzie można by było mnie znaleźć w jednym z zimnych, ciemnych, wilgotnych pokoików określanych czasem jako trumny. Tyle że wtedy nie miałbym możliwości okazać gościnności potencjalnym odwiedzającym, jeśli oczywiście takowi w ogóle by się zjawili.

  Z tej perspektywy patrząc, moje aktualne położenie nie wydawało się aż tak złe. Jednak, jak pewnie nietrudno się domyślić, cela więzienna nie jest miejscem, w którym miałbym ochotę przebywać. Tęskni mi się za własnym mieszkaniem, ale i (choć nie potrafię tego wyjaśnić) trochę za Zoną.

  Właśnie, Zona – dawno mnie tam nie było. Półtora roku, a czuję, jakby minęło z pięć lat. Z jednej strony tęskniłem za nią, z drugiej zawsze cieszyłem się, gdy udało mi się z tego syfu wygrzebać. Nie do końca wiedziałem, z czego wynika moja fascynacja: czy chodzi tu o szukanie wrażeń, sprawdzenie swoich granic, adrenalinę, czy może bardziej o ciekawość? Prawdopodobnie o wszystko po trochu.

  Katastrofa w Czarnobylu to temat, który interesował mnie od dawna, właściwie to od momentu, gdy moja mózgownica była już w stanie rozumnie go objąć. Radiacja, niebezpieczeństwo, którego nie widać, nie słychać. Czuć dopiero, jak już człowiek przyjmie na klatę zbyt duże dawki. Wyludniona Prypeć – miasto widmo, pospiesznie opuszczone przez tysiące ludzi. Awaria w elektrowni – słowa, które wcześniej pewnie tylko wywołałyby grymas irytacji na twarzy wąsatego kierownika zmiany. Słowa, nad którymi przeciętny człowiek przeglądający codzienną prasę zatrzymałby się na moment, a chwilę po przeczytaniu artykułu wyrzuciłby z pamięci tę nieistotną informację – mało to awarii codziennie w zakładach się zdarza? Słowa, które ostatecznie nasiąknęły niesamowitą grozą po awarii czwartego energobloku Elektrowni Czarnobylskiej. Słowa, które sprawiają, że cały świat zamiera w obawie o zdrowie własne i bliskich. Wreszcie słowa, które dzielą ludzi na zwolenników lub zaciekłych przeciwników atomu.

  We mnie historia awarii w Elektrowni wyzwoliła ciekawość, fascynację. Zacząłem bać się niewidzialnych cząsteczek, które mogą doprowadzić do śmierci w męczarniach, ale i miałem ochotę poznać temat bliżej, dowiedzieć się więcej. Tym bardziej że był to problem stosunkowo mi bliski geograficznie.

 

 ***

 

  Moja matka była Polką, a ojciec Ukraińcem. Lata młodości spędziłem w jego rodzinnej miejscowości niedaleko zachodniej granicy Ukrainy. Pewnego dnia firma, w której pracował ojciec, upadła. Tata przez dłuższy czas nie mógł znaleźć sensownego zatrudnienia i zaczynało być krucho z kasą. Wtedy właśnie rodzice podjęli decyzję o przenosinach do Polski, w strony matki.

  Zamieszkaliśmy w niewielkim miasteczku niedaleko gospodarstwa dziadków. Tak się złożyło, że kuzyn mamy przenosił się do większego miasta i planował sprzedać swoje mieszkanie na tamtejszym osiedlu. Rodzice wykorzystali okazję i postanowili to mieszkanie od niego wynająć. Tata z kolei znalazł zatrudnienie w warsztacie, który prowadził przyjaciel dziadka. Dzięki temu mogliśmy w miarę spokojnie stanąć finansowo na nogi. Dziadkowie również bardzo nam w tym czasie pomogli. Mimo to pamiętam, że tata po przeprowadzce zmienił się – zrobił się cichszy i bardziej spięty. Miałem wtedy nie więcej niż sześć czy siedem lat.

  Pomimo trudniejszych chwil i niechęci do totalnej zmiany otoczenia dobrze wspominam dzieciństwo. Dość szybko się zaadaptowałem. Pamiętam, że dużo czasu spędzałem na świeżym powietrzu, a rodzice w pracy. Dziadkowie mieszkali tuż za miastem, więc często bywałem ich gościem – zdarzało się, że wakacje i ferie w całości spędzałem u nich. Mieli niewielkie gospodarstwo, po którym lubiłem buszować. Babcia i dziadek na szczęście nie mieli nic przeciwko mojej wścibskiej naturze. Sprawdzałem więc różne zakamarki, szukałem potencjalnych kryjówek albo ukrytych skarbów. Wypisz, wymaluj, młody stalker.

  Po sąsiedzku mieszkał dzieciak, z którym dość szybko się zakumplowałem. Pewnego ciepłego sierpniowego dnia rzucałem kamieniami do puszek ustawionych na płocie, a on kręcił się w okolicy. Podszedł bliżej, popatrzył chwilę z boku, rzucił krótkie „poczekaj”, po czym za minutę czy dwie wrócił z jakąś lalką i szerokim uśmiechem na twarzy. Odpowiedziałem uśmiechem – pomyślałem, że będzie to miła odmiana od ciągłego dewastowania aluminiowych puszek.

  Przez jakiś czas ciskaliśmy w nieszczęsną lalę kamieniami i kawałkami cegieł. Wesoła zabawa skończyła się, gdy nakryła nas siostra mojego nowego pomysłowego kolegi. Dziewczynka zauważywszy, co jest celem na naszej zaimprowizowanej strzelnicy, podniosła pisk i z płaczem uciekła do domu poskarżyć się matce. Dzieciak pociągnął mnie za rękę i śmiejąc się, zaczęliśmy uciekać w stronę pobliskiego lasu (tak nazywałem niewielką kępę drzew i krzewów rosnącą nieopodal), żeby ukryć się w gęstwinie. Tam, siedząc za grubym dębem i odpoczywając po krótkiej, acz intensywnej ucieczce, chłopiec spojrzał na mnie, wyciągnął rękę i przedstawił się z szerokim uśmiechem:

  – Igor Tymczuk.

  Tak właśnie poznałem mojego przyjaciela, gościa, który kilkanaście lat później wprowadził mnie do Zony.

 

 ***

 

  Gdy doszło do pierwszej Emisji w 2006 roku, moje zainteresowanie Zoną, zwaną też przez wielu Strefą Wykluczenia lub po prostu Strefą, zaczęło rosnąć jak pasek rtęci w termometrze wrzuconym do gorącej herbaty przez szkolnego symulanta. Zacząłem szperać, szukać informacji, śledzić doniesienia. Nie mieściło mi się w głowie, że praktycznie tuż pod moim nosem znajduje się kraina, która śmieje się w twarz logice i której samo istnienie podaje w wątpliwość wiele niepodważalnych dotąd praw fizyki. Czytałem o stalkerach – szaleńcach, którzy ryzykując własnym życiem, zaczęli przenikać do zamkniętej strefy i wynosić z niej tak zwane artefakty – zagadkowe, ale i często niebezpiecznie dla użytkownika twory o rozmaitych właściwościach. Balansowali na krawędzi nieznanego niebezpieczeństwa, ale o dziwo – zazdrościłem im.

  „Stalkerstwo” było nielegalne, oczywiście, ale ciekawość wzięła górę. Pomyślałem, że jako weteran wyjazdów survivalowych, bądź co bądź doświadczony i obeznany z różnymi trikami i technikami przetrwania w trudnych warunkach, spróbuję się tam dostać, zbadać teren. Długo szukałem nowych wyzwań. Zaliczyłem już ekstremalne biegi z przeszkodami, paintball, wspinaczkę, skoki na bungee, ale to mi nie wystarczało. Miałem w głowie różne plany, jednak w porównaniu z pomysłem zagłębienia się w tajemniczą Zonę, wszystkie wyblakły i odpłynęły niezauważalnie daleko na wody zapomnienia. Byłem w wielu miejscach, na wielu obozach przetrwania, po raz pierwszy jednak pojawiła się tak niepowtarzalna i podniecająca okazja, która w moim mózgu rozjarzyła się niczym wyjątkowo jaskrawy neon krzyczący „CHCĘ”. Była to dla mnie możliwość sprawdzenia swoich umiejętności w nieznanym otoczeniu, skonfrontowania się z nowymi niewygodami i niebezpieczeństwami, takimi jak choćby osławione pułapki nazywane anomaliami.

  Głupi byłem, myślałem o tym, jak o zabawie i o czymś, co mógłbym dopisać do mojej listy ekstremalnych osiągnięć. Nie miałem pojęcia, z czym to się tak naprawdę wiąże. O tym dowiedziałem się już później, doświadczając Zony na własnej skórze. Jednak zanim jeszcze doczekałem się chwili przekroczenia jej tajemniczej granicy, minęło sporo czasu.

  Mój głód wrażeń przytemperowała nieco świadomość, że Strefa Wykluczenia, do której tak bardzo chciałem się dostać, była jednym z najlepiej strzeżonych miejsc na świecie. Nie mogłem pojawić się na progu Zony z plecakiem pełnym konserw, kiełbasy turystycznej i sprayu na komary, dzierżąc w dłoniach kijki do nordic walkingu i z harcerską pieśnią na ustach zażądać umożliwienia mi wkroczenia do środka (a może właśnie w tym szaleństwie jest metoda?).

  Żeby wejść na teren zamknięty, należało okazać żołnierzom specjalną przepustkę, której rzecz jasna nie wydawano byle komu. Można było niby próbować przekraść się do Strefy cichcem, ale nie chciałem tego robić na łapu-capu – trzeba by najpierw dobrze wiedzieć co, gdzie i jak, żeby nie zakończyć podróży jeszcze zanim się ona na dobre rozpocznie. Konieczne było także przygotowanie teoretyczne – w końcu nie wybierałem się na biwak, a prawdopodobnie na najbardziej bezwzględny i niebezpieczny obóz przetrwania, jaki mogłem sobie wyobrazić. Postanowiłem więc, że postaram się uzbroić w cierpliwość, zebrać jak najwięcej informacji i opracować sensowny plan.

 

 

 Link do części 10: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=7031

9354 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~CptUgluk
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 43

Opis:

rozpoczynamy akcję właściwą

Dodano: 2021-03-26 12:11:18
Komentarze.
Akcja właściwa, z nowym bohaterem, zaczęła się bardzo obiecująco. Fajna, doprawiona humorem narracja powoduje, że z miejsca kibicuje się temu biedakowi i ma się ochotę spojrzeć na Zonę jego oczami. Ciekawie wypadła też taka w pewnym sensie pamiętnikarska wstawka ze wspomnieniami z dzieciństwa, które jednak w żadnym razie nie są przypadkowe, bo nawiązują bezpośrednio do fabuły i pchają ją naprzód.
Jestem na bieżąco, możesz wrzucać dalej.
Odpowiedz
alfonsyna O, cieszy mnie dobry odbiór, bo nie ukrywam, że trochę się zżyłem z bohaterem, poza tym wydaje mi się, że od tego momentu powinno być po prostu lepiej niż wcześniej Część "pamiętnikarska" jest tu bardzo ważna, można rzec, że buduje bohatera, pozwala poznać jego historię i zrozumieć motywację (tak, jeszcze będą takie fragmenty ;P). Bardzo mi miło, że dalej śledzisz, może jutro dorzucę coś jeszcze
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
z wykopem
Jak widzę Zona idzie dalej. Ciekawy odcinek, choć myślałem ze zacznie się konkretna akcja a tu wątek wspomnieniowy, co oczywiście nie szkodzi a nawet przybliża czytelnikowi losy bohatera.
Tak szczerze mówiąc chęć wejścia do Zony jest dość osobliwa delikatnie mówiąc, bo zrozumiałbym to gdyby bohater był dajmy na to komandosem, który od lat jest związany czy to ze stresem czy z różnymi akcjami służb specjalnych. Jednak taki zwykły człowiek, może i zwolennik survivali itd., fajnie, ale strefa to nie przeżycie gdzieś na pustyni tylko prawdziwa wojna gdzie ludzie są wcale nie najgorszymi przeciwnikami. Do tego dochodzą anomalie i emisje, czyli można spokojnie powiedzieć że gość wszedł powiedzmy gdzieś w środek bitwy pod Kurskiem z tą różnicą że obaj wrogowie walczący ze sobą jego mają za wroga.
Dziwny gość co by nie powiedzieć, ale ma co chciał. Fajnie że dałeś kolejny odcinek, bo ta seria jest jedną z moich ulubionych na T3. Chętnie poczytam dalej.
Pozdrawiam Ozar.
Odpowiedz
Ozar Bardzo mi miło, że wytrwale towarzyszysz mojemu stalkerowi Ozarze, naprawdę Uznałem, że powrzucam jeszcze trochę, co mi tam. Skoro ktoś chce czytać, to mogę się tylko cieszyć.
Bohater jako zwykły człowiek, pragnący zagłębić się w Zonę, faktycznie może wydawać się nieco dziwny i szalony. Ale w trakcie opowiadania mojej historii postarałem się bardzo dobrze uzasadnić jego postępowanie i motywy, którymi się kierował. Mam nadzieję, że wyszło to wiarygodnie i że uda mi się przekonać Ciebie jako czytelnika
Może dziś wrzucę kolejny kawałeczek, będzie mi miło, jak zajrzysz. Dzięki za wpadnięcie
Odpowiedz
Bardzo mi miło, że wytrwale towarzyszysz mojemu stalkerowi Ozarze, naprawdę Uznałem, że powrzucam jeszcze trochę, co mi tam. Skoro ktoś chce czytać, to mogę się tylko cieszyć.
Bohater jako zwykły człowiek, pragnący zagłębić się w Zonę, faktycznie może wydawać się nieco dziwny i szalony. Ale w trakcie opowiadania mojej historii postarałem się bardzo dobrze uzasadnić jego postępowanie i motywy, którymi się kierował. Mam nadzieję, że wyszło to wiarygodnie i że uda mi się przekonać Ciebie jako czytelnika
Może dziś wrzucę kolejny kawałeczek, będzie mi miło, jak zajrzysz. Dzięki za wpadnięcie
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
CptUgluk Kurde super! Czekam!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.