online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Bizarro: Pan Lucjan na zawodach
<
Dramat RPG
>
Tagi: #TW

TW#2 Kochanki gorszego boga

 Postać: Odkrywcy

 Zdarzenie: Poszukiwanie skarbów

 Efekt: 33. Jeden z bohaterów nie umie przejść do sedna i ględzi

 

 Gdy Rupert stanął po drugiej stronie barierki na moście, wiedział, że nie ma już odwrotu. Spada się tylko w dół. Ścisnął w dłoniach modlitewnik, niczym najdroższy skarb. Przez myśl przemknęło chłopcu, że powinien go odłożyć. Rzucić się z nim było wręcz podwójnie bluźniercze. Jednak zacisnął palce na książeczce z całych sił.

 W porządku – pomyślał. – Czasem tak po prostu musi być.

 I wtedy usłyszał pogardliwe parsknięcie, a zaraz po tym szczekliwy głosik.

 – Jeśli to zrobisz, wymordują całą twoją rodzinę. Wiesz o tym, prawda?

 Niedaleko siedziała drobna postać. Migotliwe światło latarni skrywało jej sylwetkę. Rupert odwrócił głowę w drugą stronę.

 – Nie twoja sprawa – mruknął cicho. Jednak nieznajomy usłyszał.

 – Jasne, że nie moja. To żołnierze będą musieli wyławiać twoje poharatane ścierwo i namierzać żyjących krewnych. A, tak na marginesie, tu jest za nisko i za płytko, żebyś miał szybką i łatwą śmierć. Pewnie połamiesz nogi i tyle z tego będzie. A kto cię znajdzie, od razu zgłosi i będą wiedzieć, co zamierzałeś.

 Rupert w swoich najmroczniejszych myślach nieraz rzucał się z mostu. Trochę bólu i po sprawie – wmawiał sobie. Aż do chwili, gdy ktoś wypowiedział na głos jego najgorsze obawy.

 – Idź na Białą, tam jest wyższy most. Albo użyj sznurówek. Albo żyletki. Zawsze jesteś taki niekumaty?

 „Ostatni lot” był dla Ruperta jakąś romantyczną wizją, którą chciał realizować. Wieszać się – było liczeniem na szybkie zerwanie kręgów szyjnych, w przeciwnym razie człowiek mógł dusić się naprawdę długo. Cięcie… krew, ból. To nie było dla niego.

 Nieznajomy zbliżył się do Ruperta i lekko ujął za ramię.

 – Chodź – szepnął. – Nic tu po tobie, chłopcze, który boi się bólu.

 Rupert posłusznie odwrócił się i podążył za obcym, niczym dziecko. Nieznajomy podprowadził go do latarni, a potem zamaszyście uderzył w twarz. Parsknął przy tym radośnie. Rupert nie mógł sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni słyszał tak szczery, niewinny śmiech.

 – Kim ty jesteś? – zapytał, masując policzek.

 – Twoim aniołem stróżem, popierdolony idioto. I możesz mówić mi Pixie.

 Chłopak zmarszczył brwi. Nieznajomy był wysoki i bardzo chudy. Miał dziwny głos, jakby stale próbował go obniżyć. Dopiero gdy Rupert spojrzał w jasne, łobuzerskie oczy wybawcy, a w świetle dostrzegł delikatne rysy twarzy zrozumiał, że ma przed sobą dziewczynę.

 – Chodź, pomożesz mi. – Chwyciła go lekko za rękę i zaraz puściła, jakby było w tym coś niewłaściwego. – No, chodź – ponaglała. – Musimy się śpieszyć. Niedługo świta, a o tej porze są najbardziej pijani.

 – Kto?

 – Żołnierze. Poszukamy skarbów.

 

 *

 – Odkąd zastrzelili Mordechaja, za godzinę policyjną, muszę bardziej uważać. Swoją drogą, mogłeś się zabić, rzucając na nich. Najwięcej punktów dają, gdy trafią w głowę, także pamiętaj, to twoja szansa.

 Spojrzał na nią cierpko, ale nic nie odpowiedział.

 – Twoi starzy są w partii? – zapytała nagle, zerkając czujnie.

 – Nie żyją. – Rupert liczył, że to zakończy temat.

 – Och, ale byli, tak? – Coś w oczach Pixie zalśniło niebezpiecznie.

 Zaprzeczył. Zbyt szybko, zbyt gwałtownie, ze zbytnią stanowczością. Dziewczyna wręcz świdrowała go wzrokiem. Zdawała się wiedzieć.

 Podprowadziła go pod ruiny dawnej redakcji.

 – Podsadź mnie pod to okno. A potem wywab z budynku tylu, ilu się da.

 – Zabiją mnie!

 Pixie zaśmiała się i rozczochrała mu włosy.

 – Więc biegnij zygzakiem. I módl się. Módl, chłopcze, który boi się bólu.

 *

 Po prostu stanął w cieniu i zaczął krzyczeć. Wrzeszczał tak, jakby dzięki temu mógł ocalić świat; siebie, Pixie i wszystkich, którzy musieli żyć w tej ciemności. Odpowiedziały mu strzały. Kula rozorała ucho, a wtedy odwrócił się i biegł. Uświadomił sobie, że chce przeżyć, schować się… i zobaczyć Pixie. Miał ochotę się śmiać. Rechotać jak ta wariatka, która próbowała okraść żołnierzy. Biegł zatem, w tym dziwnym wyścigu o własne życie.

 Uzmysłowił sobie, że nie powiedziała mu, gdzie powinni się spotkać ponownie. Żołnierze byli pijani, Pixie doskonale wiedziała, do którego patrolu i kiedy warto się zbliżyć. Zgubił ich łatwo, bo sam często ukrywał się w kanałach. Ale myśl o tym, że nie zobaczy Pixie – a przecież ona była obietnicą namiastki sensu życia – nie dawała mu spokoju. Pobiegł na most, gdzie zobaczył ją po raz pierwszy. Stała, oparta o barierkę i uśmiechnięta na jego widok. Rozpięła torbę, a Rupert zobaczył, że ta jest wypełniona konserwami, papierosami i tabletkami. Pixie znalazła prawdziwy skarb.

 – Chodź, trzeba ci to opatrzyć – rzuciła wesoło.

 *

 Zaprowadziła go do budynku, który kiedyś był pensjonatem – przynajmniej tyle odczytał z przestrzelonego szyldu. Na obdrapanych drzwiach ktoś napisał „kurwy tu”, a Pixie nacisnęła klamkę i wprowadziła Ruperta do swego królestwa.

 – Mam nadzieję, że nie spotkamy Dyrektora – mruknęła, a gdy chłopak zapytał, pokręciła tylko głową i przyłożyła palec do ust. Był już ranek, do uszu Ruperta wkradały się przedziwne odgłosy. Jęki, połączone z rytmicznym stukaniem i sapaniem, sprawiły, że zarumienił się.

 – Czy to jest…?

 – Tak. – Nie pozwoliła mu dokończyć. Minęli posiniaczoną dziewczynę, której wzrok tylko prześlizgnął się po Rupercie i Pixie. Miała dziwny chód i co chwila nerwowo szarpała własne włosy.

 Pixie wepchnęła chłopaka do pokoju, w kącie którego wesoło bawiła się mała dziewczynka.

 – Gałganka, to Rupert. Rupert, to moja siostra.

 Dziecko tylko uniosło głowę i wróciło do zabawy szmacianą lalką. Pixie bezpardonowo zdjęła koszulę. Chłopak nieśmiało zerknął na jej klatkę piersiową, zaskoczony tym, że dziewczyna bandażuje piersi. Szybko zmieniła ubranie. Zza łóżka wygrzebała starannie ukryte pudełko z opatrunkami. Kazała Rupertowi usiąść koło siebie, a ciepło jej ciała w połączeniu z odgłosami dookoła peszyło i podniecało jednocześnie.

 *

 – Przyniosłaś w końcu coś?! – Drzwi otworzyły się z hukiem, a w progu stanął potężny, włochaty mężczyzna. Zerknął na Pixie, Ruperta i Gałgankę.

 Dziewczyna wyniośle wygrzebała z torby kilka konserw i paczkę papierosów.

 – Masz, to za mnie i za siostrę.

 Jednak wzrok mężczyzny przesunął się na Ruperta.

 – A to kto?

 – Mój… przyjaciel. Nie nocuje tu, nie musi płacić.

 – Każdy musi. Młody, wstań.

 Rupert niepewnie stanął przed nowoprzybyłym. Ten wnikliwie mu się przyglądał.

 – Chodź, przejdziemy się – Zawyrokował w końcu, a wielka łapa opadła na ramiona chłopaka.

 – Twoi starzy są z partii, prawda? – zapytał Dyrektor i zapalił papierosa. Rupert pokręcił nerwowo głową.

 – Nie masz czym się przejmować. Swoich wszędzie wypatrzę, a przed kurwami nie masz czego ukrywać. Powinieneś być dumny. Z partii, z siebie, z rodziców. Inaczej byłbyś taki jak one. Śmieci. Nieludzie. Słuchaj, możemy sobie pomóc. No słuchaj, chłopcze. Ja swoje wiem, ty wiesz swoje. Żołnierze Naszego Pana i Obrońcy Bogini także. Musisz przecież stać po stronie zwycięzców. Chyba nie jesteś… – Przerwał i wskazał na zamknięte drzwi jednego z pokoi. – Jak one? Będziesz się nadstawiał za możliwość żarcia? Nie, ty jesteś ponad to. I widzę to, masz niezłą koszulę. Kto teraz nosi koszule? Tylko ludzie. Te zwierzęta nie mają nic. Zrobimy tak, załatwimy to jak koledzy z partii. Ty mi tylko powiesz, skąd ta kurewka z Odkrywców bierze fanty, a ja ci coś specjalnego załatwię. Co ty na to? Chcesz zabawić się z tymi zwierzakami? Robiłeś to kiedyś z babą? Ja ci wszystko załatwię. I jakie tylko chcesz. Młode, stare. Co tylko chcesz.

 Rupert spróbował wyślizgnąć się z uścisku Dyrektora. Pomogło mu przybycie kolejnych żołnierzy. Włochaty mężczyzna puścił chłopaka, rzucając mu krytyczne spojrzenie i ruszył powitać nowoprzybyłych.

 Jeśli myśl o bliskości Pixie i kobietach, przechadzających się dookoła, początkowo podniecała Ruperta, tak teraz poczuł wstręt do tego miejsca. Dostrzegł Pixie na korytarzu, która z zasłoniętą twarzą i krótko przystrzyżonymi włosami wyglądała jak młody chłopak. Zrozumiał, dlaczego to robi.

 – Zgubiłem modlitewnik – rzucił, macając kieszenie. Pixie wzruszyła ramionami.

 – Pewnie wypadł ci, gdy biegłeś.

 – Kim są Odkrywcy? – zapytał nagle, a Pixie zasłoniła mu usta.

 – Ani słowa – wysyczała. Gdy byli sami, wytłumaczyła.

 – To taka nasza organizacja. Robimy to, co słuszne. I zbieramy skarby.

 – A jak trafiłaś do… Dyrektora?

 – Jakoś żyć trzeba. A tu jest w miarę bezpiecznie.

 

 *

 Rupert często wracał do pensjonatu Pixie, gdzie długo rozmawiali. Niekiedy nawet widziała jak się modlił, a wtedy lakoniczny uśmiech błąkał się po jej ustach, ale nie mówiła nic. Za to ostatni raz widział ją, gdy strasznie krzyczała. Tak strasznie, jakby zawalił się świat. I miała rację.

 – Zamknij się, dziwko! – Rupert rozpoznał głos Dyrektora. – Płacisz za mało, to co się dziwisz? Był chętny, to dostał!

 Odgłos uderzenia i skomlenie. Chłopak otworzył gwałtownie drzwi i stanął w progu.

 – No, kurwa, jeszcze tego tu brakowało.

 Pixie miała podbite oko, a z jej nosa skapywała krew. Jednak o wiele gorzej prezentowała się Gałganka. Dziewczynka leżała rozkraczona na łóżku, zapłakana, z licznymi sińcami. Rupert wytrzeszczył oczy ze strachu. Na małą narzucono białe prześcieradło, było wręcz śliskie od krwi. Pixie naznosiła mnóstwo wat i chustek. Część z nich – czerwoną i zmiętą – wrzucono do wiadra.

 – Przecież twoja matka była lekarką! Musiałaś podłapać fach od niej! – warknął Dyrektor. Pixie spojrzała na niego z tak wielką nienawiścią, że aż się odsunął.

 – Była dentystką. I nigdy nie opowiadała mi, co zrobić w przypadku pękniętego krocza dziewięciolatki.

 Rupert po prostu stał przerażony.

 – Nie wiedziałem, że tak może się stać – rzucił w końcu Dyrektor, jakby oczekiwał od niego wsparcia.

 – Wynoś się. Pierdolony świniaku, wynoś się. – Pixie pchnęła mężczyznę. Nie musiała powtarzać. Gdy drzwi się zamknęły, podkuliła nogi i bujała się w przód, i w tył.

 – Pixie, ja… – Rupert nie miał pojęcia, co powinien zrobić. Spojrzał na bladą twarz Gałganki. Spróbował dotknąć jej dłoni, ale tylko pisnęła i wyrwała rączkę.

 – Spokojnie, to ja – powiedział Rupert drżącym głosem. Ale żadne „to ja” nie było w stanie uspokoić dziewczynki. Wciąż gniotła lalkę. Chłopcu przyszła do głowy tylko jedna rzecz, którą mógłby zrobić. Modlić się. Tak żarliwie, jak nigdy dotąd.

 – Wielka Matko, zwracam się do ciebie w chwili próby. Twoja córka cierpi, zgodnie z twoją wolą. Proszę, ukołysz ją w swych ramionach. Niech odnajdzie spokój i łaskę. Odpuść jej winy i przebacz wszystko to, co uczyniła.

 Pixie uniosła głowę i spojrzała na Ruperta z wściekłością.

  – Zawsze się tylko modlisz, jakbyś słowami chciał zbawić cały świat. A nie ma takich słów.

 Wygrzebała coś z kieszeni i rzuciła mu pod nogi. Po zielonej okładce poznał swój modlitewnik.

 – Nie gap się tak – warknęła. – Ja go wzięłam. Tak żarliwie szeptałeś obce mi słowa, że aż pomyślałam, że może coś w tym jest. Może znajdzie się odrobinę i dla mnie. Ale teraz, gdy widzę, że prosisz swoją boginię o przebaczenie w imieniu zgwałconej dziewięciolatki, to wiem, że cokolwiek to jest, nie chcę tego. – Kopnęła książeczkę i ukryła twarz w dłoniach.

 – Pixie, ja…

 – Ty! Ty! Ciągle ty! I ten pierdolony Dyrektor. I ci wszyscy żołnierze, którzy uważają, że działają w imię boga. Tacy butni, tacy waleczni. Tylko, gdy możecie bezkarnie poznęcać się nad bezbronnymi. I jednocześnie wycieracie obrzydliwe mordy patetycznymi frazesami. Zrób coś, do kurwy nędzy, zrób coś. Nie siedź tak! Przestań!

 Pixie wrzeszczała, a Rupert już nie był pewien do kogo kieruje swe słowa.

 – Myślisz, że nie wiem, skąd przez tyle czasu miałeś takie ładne ciuszki i żarcie? Że nikt tu się nie domyślał? Że nie wpadniemy na to, że twoi starzy musieli być jebanymi sprzedawczykami? Nie? Pierdoleni partyjniacy! Lubicie sobie popatrzeć? Co? Przyznaj się, przyznaj! Wynoś się. I nigdy nie wracaj.

 Więcej nie wrócił. Ze strachu. Za to się modlił. Zwłaszcza za tych, którzy nie modlą się wcale. I którzy wznoszą zapłakane oczy ku niebu, które o nich zapomniało.

 Za to Partia pamiętała.

 

 

12106 zzs

Liczba ocen: 11
85%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Hiraeth
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 136

Opis:

Hit me baby one more time

PS. Nie kasuję znaków, bo word pokazuje, że jest - łącznie z opisem TW - 11 931

Dodano: 2021-03-27 16:04:37
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
z wykopem
Hay.
Podobało mi się, mimo że tekst nieco gorzkawy, jakby jakiś bunt czy żal z niego wyzierał. W jakimś stopniu polubiłem Pixie, Ruperta, wku ten cały Dyrektor. W ogóle dobrze mi się czytało.
Ogółem - całkiem spoko
Odpowiedz
jagodolas
Bardzo dziękuję. Nie no, fazę buntu wszelakiego przeszłam dawno temu. Ot, pomysł na gorzkie opko, ale nie nacechowane jakimś moim podejściem zyciowym
Odpowiedz
z dużym wykopem
Tekst - zwłaszcza świat - bardzo mi się podobał. Mroczny, o dobrze uwypuklonych emocjach, ładny w słowie.
Klimat bardzo zacny, choć mam wrażenie, że historia została zamknięta przez pryzmat obostrzeń w limicie słów.
Odpowiedz
Canulas
Dzięki.
Tu przyznaję, że w zamyśle była to o wiele dłuższa historia i faktycznie, jak patrzyłam na szybko rosnącą ilość znaków, zaczęłam kasować albo pomijać część wątków ;x Może kiedyś wyjdzie z tego coś lepszego
Odpowiedz
"Ruper liczył, że to zakończy temat" - uciekło "t" Rupertowi;
"Och, ale zatem byli, tak?" - wiem, że to dialog, więc niby można sobie pozwolić na większą dowolność, jednakowoż "ale zatem" to takie trochę masło maślane i wydaje mi się, że naturalniej zabrzmiałoby po prostu "ale byli, tak?", ewentualnie "zatem byli, tak?" - pod rozwagę;
"Miał ochotę śmiać się" - podobno nie powinno się kończyć zdania na "się" - oczywiście są jakieś wyjątki od tej reguły, ale generalnie się z nią zgadzam, bo układ: "Miał ochotę się śmiać" wydaje mi się po prostu lepszy i w zapisie, i w brzmieniu - ale to też w sumie pod rozwagę;
"sprawiły, że zarumienił się" - tu także bym zmieniła na "się zarumienił";
"a ciepło jej ciała w połączeniu z odgłosami dookoła peszyły i podniecały jednocześnie" - peszyło i podniecało - bo tyczy się "ciepła", które jest tu głównym podmiotem - to ono peszyło i podniecało, wzmianka o odgłosach to niejako wtrącenie;
"które wręcz było śliskie od krwi" - zmieniłabym szyk na "było wręcz śliskie od krwi" - taka kosmetyka, wg mnie lepiej by brzmiało, ale możesz się rzecz jasna nie zgodzić;
"w imieniu zgwałconej dziewięciolatki z pękniętym kroczem" - usunęłabym to "z pękniętym kroczem" - wydaje mi się, że to da lepszy efekt - wszak to dialog, a Pixie jest wkurzona, więc niekoniecznie miałaby potrzebę uszczegółowiania tego po raz kolejny, w nerwach mówi się zresztą szybciej i raczej stosuje skróty myślowe;
"Więcej nie wrócił. Bał się. Za to modlił się" - znowuż w kwestii "się" dałabym "Za to się modlił", a żeby ewentualnie nie było jakiegoś bliskiego powtórzenia, można zamienić "Bał się" np. na "Ze strachu" czy jakieś podobne określenie - zrobisz jak uważasz.
Ok, teraz sama fabuła - lubię Twoje światy, tak ogółem, bo widać, że bardzo się do każdego z nich przykładasz, starasz się, by były wiarygodne i sensownie zbudowane i to Ci się udaje. Tutaj też wyszło na tyle intrygująco, że czytelnik zostaje ze sporą dozą ciekawości i chęci poznania wszystkich reguł i ciekawostek tego świata. Dla mnie bardzo ciekawa była także kwestia religijności Ruperta i religii w ogóle - lubię takie zagadnienia, religijno-filozoficzne przemyślenia na temat boga i sensu wiary - z tego względu podobała mi się też końcówka i rozpacz Pixie, która szukała pocieszenia, szukała sensu, a po raz kolejny doznała tylko zawodu - to bardzo uniwersalne dla nas wszystkich, w każdym miejscu i czasie. Niemniej przyznaję, że to TW podobało mi się nieco mniej niż Twoje poprzednie - może faktycznie tutaj nie rozwinęłaś tak bardzo skrzydeł, aczkolwiek to żaden zarzut, a jedynie subiektywne odczucie. I tak nadal pozostajesz jedną z najmocniejszych zawodniczek.
Odpowiedz
alfonsyna Wielbię Cię.
Autentycznie, naprawdę.
Bardzo dziękuję za wszelkie uwagi, zabieram się za poprawę - aż mnie zdziwiło, że sama przepuściłam takie baboki, czytając to wiele razy.
Co do "jakości" tego TW też mam tego świadomość, bo męczyłam je bardzo długo, kasowałam, początkowo wyglądało całkiem inaczej... no, aż pomyślałam, że to ten słynny limit twórczy i już więcej nic z siebie nie wykrzesam ;xx Pomijając egzystencjalne bolączki, to cieszę się, że wpadłaś
Odpowiedz
Hiraeth aż tak to nie przesadzajmy, bo się zarumienię!
U siebie zawsze najtrudniej różne takie znaleźć, nawet jak się czyta milion razy, sprawdzone info, większość ludzi tak ma. Nie ma też co się zbytnio przejmować - może akurat teraz po prostu pisało Ci się gorzej, a potem to się odwróci, Ty masz jakość już sprawdzoną, więc można do Ciebie wpadać zawsze z przyjemnością.
Odpowiedz
z wykopem
Opowiadanie dobre, ale ciężkie tematycznie. Przyznaję, że przez takie ciężary emocjonalne nie jest mi łatwo się przebijać. Gdy już jednak dobrnąłem do końca, muszę stwierdzić, że - podobnie jak Alfonsyna - zdecydowanie bardziej wolę Twoją twórczość w wydaniu, jakie zaprezentowałaś we wcześniejszych TW. Tamte teksty to petardy, tutaj zabrakło mi trochę dynamiki. Chociaż może to mnie po prostu przygniotły emocje, które świetnie uwypukliłaś, i zwyczajnie nie podołałem jako czytelnik. Niezależnie od tego, co napisałem, jesteś mistrzynią słowa. Fechtujesz nim tak, że szczęka opada
Odpowiedz
Zdzislav Bardzo dziękuję! Zdecydowanie jesteś dla mnie zbyt łaskawy.
Choć postaram się poprawić przy kolejnych TW - co z tego wyjdzie, zobaczymy
Odpowiedz
z wykopem
Jest ciężko, brudno i emocjonalnie. Lubię teksty, które w jakiś sposób człowieka ruszą. Czy to połechcą humorem, czy dźgną nieprzyjemnymi doznaniami. Ten należał raczej do tych drugich. Odniosłem jednak wrażenie, że o ile wcześniejsze Twoje opka można było traktować jako zamknięte historie, ta wygląda nieco jak fragment większej całości. To znaczy wiadomo, że poprzednie TW też można by było rozbudować i stworzyć naprawdę świetne opowiadania, a nawet powieści, ale to wydało mi się takie jakieś, hm, wyrwane z większej całości. Ale pewnie to tylko moje wrażenie. Wiadomo, że w 12 tys. znaków da się zawrzeć ograniczoną ilość treści, sam mam nieraz problem, żeby zamknąć historyjkę w takich ramach
Napisane, jak to u Ciebie w standardzie, bardzo sprawnie, schludnie i profesjonalnie. Pozdro!
Odpowiedz
CptUgluk
Dzięki, że wpadłeś i za komentarz Nie no, tego TW nie wyrwałam z czegoś, co już tworzyłam. Choć przyznaję, że wyszło... specyficznie, ale i sama łapałam się, że jest "zbyt otwarte", a po kasowaniu oryginalnej wersji - która miała za dużo znaków - trochę się obawiałam, że właśnie wyszło takie nieco wyciągnięte kozie z tyłka ;x W każdym razie uszanowanko, ciągle się uczę
Odpowiedz
Hiraeth o, "otwarte" to jest słowo, którego szukałem nie no, czemu od razu z tyłka. Jest dobrze. A z tym uczeniem się to rozumiem doskonale, sam trwam w tym procesie
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
z wykopem
Ciężki i mroczny tekst. Gwałt na dziewięcioletniej dziewczynce to już przegięcie na całego. Ten twój świat wydaje się być z lekka zboczony a postacie łącznie z tą Pixi jakieś pozbawione normalnych uczuć. Nie dziwie się, że bohater odszedł. To wyzywanie od partyjniaków trochę dziwne bo nie wiadomo czy to jacyś władcy, czy może tak nazywasz po prostu tych, którzy tu rządzą. Z drugiej strony syn owych partyjniaków modlący się jest jakimś dziwakiem, bo takie rządy partii kojarzą się albo z komunizmem, albo z faszyzmem (no jeszcze hitlerowski nazizm).
Trochę tu brakuje ogólnego tła, który by wyjaśniał co i gdzie jesteśmy. Ostatnie zdanie też trochę dziwne, bo nie mamy żadnego odniesienia czyli jaka partia itd.
Ciekawie się czytało, choć tekst w zasadzie niczego nie wyjaśnia, a raczej sorka wygląda na kawałek wyciągnięty z większej całości, tak bez początku i końca. Jednak spokojnie można go dalej pociągnąć i wyjaśnić wszystkie problemy.
Odpowiedz
Ozar Bardzo dziękuję za komentarz i odwiedziny. Pomysł na... dosyć makabryczne rozwiązanie z dziewczynką przyniosły mi rodzinne opowieści, jak to szli żołnierze Armii Czerwonej - pamiętam, jak z taką goryczą było powiedziane o gwałcie na kilkuletniej dziewczynce "dziura to dziura, czego się spodziewać". Tych słów chyba nie zapomnę nigdy, choć zdecydowanie jednak nie powinnam tego używać w opowiadaniu i trochę wyszło zdecydowanie zbyt... dziwnie, kolokwialnie mówiąc. Co do Partii - w głowie miałam czysty fundamentalizm, zacietrzewienie, poczucie wyższości z faktu urodzenia w konkretnej klasie - bez konkretnych odchyłów na lewo czy prawo.
Jeszcze raz dziękuję za uwagi, z pewnością mi pomogą
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
Hiraeth Nie chciałem cię pouczać bo na to jestem zbyt słaby, to raczej ja cię słucham w komentarzach. Ja zazwyczaj nie oceniam pod względem błędów itd, ale pisze jak odczuwam dany tekst. Wiem że czasami takie odczucie też może autorowi pomóc. Co do AC to znam mnóstwo takich opisów. Pewnie nie wiesz, ale zazwyczaj na szpicy ich oddziałów szli często albo tzw. Kałmucy, Tatarzy czy inni bardzo prymitywni ludzie z granic ZSRR, których nie było żal tracić. Oni nie znający ani prądu, ani kanalizacji, zegarków itd. byli dzicy do bólu. Niestety tą swoją dzikość okazywali także w stosunku do podbijanej ludności, a szczególnie kobiet od małych dziewczynek po starsze kobiety. To była dzicz nawet przez Rosjan nazywana "Swołocz". To akurat temat mi znany, więc jak byś kiedyś chciała się poradzić napisz do mnie.
Odpowiedz
Ozar Daj spokój, to nie pouczenia, a wskazówki, a one są potrzebne każdemu Co do wojsk - coś mi się o uszy obiło kiedyś, dawno temu, ale potem do jakiegoś porządku dziennego przyswoiłam informacje, że jednak... zróżnicowanie etniczne tych wojsk było niewielkie i w zasadzie, wszyscy to robili ;x Zapamiętam i jakby co, będę się konsultować
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
Hiraeth Nie. W AC było jak wiem ponad czterdzieści różnych nacji a prawdziwi Rosjanie to nie więcej jak 30-40% żołnierzy. Reszta to taki zbiór z całego ZSRR. Część to byli bardzo prymitywni ludzie. Znam przypadki że strzelali do zegarów myśląc że to bomby. Podobnie reagowali np. na działające radio. temat rzeka więc tylko dwie takie informację dla ciekawości.
Odpowiedz
Ozar Poprawiłam zatem stan swojej wiedzy, dzięki O, niezłe ciekawostki, choć jednocześnie specyficzne i dosyć przykre
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
Hiraeth zawsze do usług.


Odpowiedz
*Ritha 1 m.
z dużym wykopem
Bardzo dobry tekst oparty na kontrowersyjnych motywach. To się zawsze sprzeda – motyw gwałtu w bliskim sąsiedztwie żarliwych modlitw, kwestia tylko jak to przedstawić, by nie było uznane za sięgnięcie po łatwy chwyt za jajca czytelnika. Wiem po sobie, bo sama często tworzę na sprawdzonych motywach. Ty potrafisz sprzedać historię, tutaj znowu bardzo płynna, przyjemna narracja, choć tematyczna gorycz aż wsiąka w człowieka. Ostatnio ustawiłaś sobie bardzo wysoko poprzeczkę i chcąc nie chcąc czytelnikowi nasuwa się porównanie do tamtego opowiadania, któremu ciężko będzie dorównać. A jednak nadal jest bardzo wysoki poziom, świetna robota!
Odpowiedz
Ritha Bardzo dziękuję! Przyznaję, że też się obawiałam, czy nie idę w zbędną kontrowersję na siłę i czy nie wyjdzie zbyt ... "oklepany"? Motyw. Nie wiem, czy to dobre słowo, ale chyba wiadomo, o co chodzi. Cóż - w tamtych TW trafiło się ślepej kurze ziarno, a dobra passa kiedyś się kończy
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Hiraeth nieprawda, nikt nie pisze zawsze jednakowo, zalecam sporą dawkę luzu, jest bardzo dobrze
Odpowiedz
Ritha A wiesz, jak to jest; niby luz, ale egzystencjalne bolączki trapią nas wszystkich
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Hiraeth trapią, oj tak, połowę życia na nie zmarnowałam
Odpowiedz
z dużym wykopem
Zaprawdę powiadam, dobra historia. Klimat bardzo na plus, świat wciąga, Pixie ma wku@#a, a Rupert to pewnie bananiarz. Czytające tekst przypomniał mi się pewien serial, tudzież film o podobnym klimacie i trochę w ten deseń z historią. Fajne to.
Odpowiedz
z wykopem
Cześć,
Bardzo dobre opowiadanie. Przemyślane. Świetnie napisane.
Mocne. Dla mnie za mocne w kwestii krzywd wyrządzonych dziecku (ale to moja prywatna wrażliwość, absolutnie nie zarzut).
Świat opisany jest mroczny, wygląda na postapokaliptyczny.
W każdym razie takim go tu widzę, bo opisałaś do bardzo wiarygodnie, więc realizm poraża.
Kawał bardzo dobrej to roboty.
Pozdrawiam

Odpowiedz
Agnieszka

Hej
Wielkie dzięki za dobre słowo
Odpowiedz
Odpowiedz
z wykopem
Ciężki temat, ale świetnie napisany. Do momentu gwałtu wszystko wskazuje na rozwinięcie fabuły w kierunku szerszego zarysu świata, który przedstawiłaś i relacji pomiędzy Pixie i Rupertem, ale nie mogę powiedzieć, że gwałt pojawił się z matriksa — choćby miejsce, gdzie dziewczyny mieszkają, wskazuje na to, że wszystko może się zdarzyć. Mam tylko taki niedosyt, że po punkcie kulminacyjnym następuje zwrot relacji i szybkie zakończenie. Niezależnie od tego zostałam z kacem czytelniczym po tym opowiadaniu
Odpowiedz
DarkStone Staram się kierować złotą zasadą, że lepiej pozostawić po sobie niedosyt niż przesyt. Często się sprawdza W każdym razie, bardzo dziękuję i za miłe słowo, i za przeczytanie
Odpowiedz
~JarekD 1 m.
z dużym wykopem
Nice. Fajny rytm tekstu, lubię taki. Przez dłuższy czas starałem się zlokalizować jaki to czas, a potem zacząłem zastanawiać się jaki to świat. W końcu doszedłem do wniosku, że chciałbym więcej. Brawo.
Odpowiedz
JarekD Bardzo dziękuję Zawsze staram się tworzyć taki świat, żeby Czytelnik nie zastawiał go z czymś istniejącym obecnie czy rzeczywistym. Także i tym razem to była po prostu moja fantazja
Odpowiedz
Hiraeth dla mnie ten świat trochę się kojarzy z portugalską wersją Dishonored. 🤠
Odpowiedz
Canulas O, tylko kojarzyłam soundtrack. I tak żeby domówić - oczywiście, pewnie jakieś podobieństwa do innych wytworów kulturowych będą, wiadomo. Chodziło mi o to, że nie chcę tworzyć (uj wie, jak z efektem) jakiegoś przekładu, że "oto jest wersja świata, gdy partia > jakaś rzeczywista < wygra wybory", "oto opko jako szykanowanie prawactwa w Polsce"
Odpowiedz
z dużym wykopem
"Miała dziwy chód i co chwila nerwowo szarpała własne włosy." - dziwny

Emocjonalne opowiadanie, oddziałuje na czytelnika i wymusza refleksje, choć do końca nie znamy historii tego świata, dlaczego tak się stało itd. Lubię takie antyutopie, coś jak u Atwood. Dobre opowiadanie, dobra robota 🙂
Odpowiedz
Adelajda Poprawione
Bardzo dziękuję!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.