online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Kohorta wzgardzonych kochanek (1) - codziennostrzał
<
TW #1 - Kiedy światła zgasną, zrozumiesz
>
Tagi: #nacukrowymhaju #Morbus #Bellum #Mori #śmierć #wojna #zaraza #jeżdcyapokalipsy #bunt #żałoba #zamach #wrożbita #TW #MHSchaefer #fantastyka #apokalipsa #fantasy #dullahanowie

TW #2 - Na wojnie nie ma jeńców

 Postać: Energiczny major

 Zdarzenie: Połów czarnych pereł

 Efekt: 70. Niech Twój bohater ze sceny na scenę coraz bardziej się rozpada.

 I

 

 Grzmot rozchodzący się echem po polanie zagłuszył słowa Morbusa. Może to i dobrze, chyba wolałam nie wiedzieć, co przed chwilą powiedział. Brodząc w błocie, usiłowaliśmy dotrzeć do centrum dowodzenia, które znajdowało się dobre dziesięć kilometrów przed nami. Opite wodą ubrania nie ułatwiały zadania, a krępująca cisza ciążyła bardziej niż ciężka odzież. Deszcz, którego krople przecinały powietrze, niesione na silnym wietrze prosto w twarz był w tej chwili najmniejszym zamartwieniem. Bardziej przejmowałam się Zarazą, który szedł z tyłu. Czułam na plecach palące spojrzenie, które mówiło, że prędko nie wybaczy zatajenia przed nim kilku drobnych faktów. Gdyby znał drogę, puściłabym go przodem. Tak dla bezpieczeństwa.

 Po dwóch godzinach marszu dotarliśmy do fortecy, którą od miesięcy przygotowywałam wraz z wojownikami. Jeden ze stojących pod twierdzą strażników otworzył wrota i wpuścił nas do środka, nie posyłając nawet jednego pytającego spojrzenia. Major musiał ich nieźle przeszkolić w czasie mojej nieobecności. Natychmiast skierowałam się w stronę salonu na piętrze, w którym lubił spędzać czas. Pluskające po podłodze buty Morbusa sygnalizowały, że idzie za mną, więc nawet nie oglądałam się za siebie.

 – Mogłaś od razu nas tu przywieźć.

 – Już ci tłumaczyłam. Myślałam, że jesteś szpiegiem Księcia Ciemności.

 – Co się zmieniło? Co cię przekonało? – Odwróciłam się w stronę przyjaciela i patrząc na niego, westchnęłam. Stał kilka schodków niżej, ale jego oczy i tak były kilka centymetrów wyżej.

 – Widziałam, jak cierpisz po śmierci Agnieszki. Tego nie da się udawać. Naprawdę nie sądziłam, że Książe może być tak głupi i próbować zabić jedyną osobę, która była w stanie cię dotknąć. – Widziałam w jego oczach, że nie ma już rzeczy, której by nie powiedział i również nie zamierzał już więcej mówić. Odwróciłam się i ruszyłam dalej, ale jego słowa sprawiły, że na chwilę zamarłam.

 – Gdybyś mi zaufała, ona nadal mogłaby żyć.

 – Wiem. – Spuściłam głowę i ruszyłam dalej.

 

 II

 

 Otworzyłam drzwi saloniku, które trzasnęły, odbijając się od ściany. Krasnolud poderwał się z fotela przy stoliku i wyciągnął miecz gotów stawić czoła każdemu wrogowi.

 – Bellum! – Zerwał się i energicznie podszedł w naszą stronę. – Myśleliśmy, że nie żyjesz! – zagrzmiał.

 – Od ośmiu tygodni uciekamy przed oddziałami Dullahanów.

 – Najważniejsze, że wróciłaś. – Zmiażdżył mnie uściskiem, z którego ledwo się uwolniłam.

 – Czy jest coś, o czym muszę wiedzieć?

 – Żołnierze zaczęli wątpić, że wrócisz, więc wielu z nich rozważało odejście, ale teraz powinni się uspokoić.

 – Znaleźliście go?

 – Nikt o nim nie słyszał, odkąd odeszłaś.

 – O kim mówicie? – Spojrzałam na Morbusa, ale nie byłam w stanie mu tego wyjaśnić.

 – Jak idzie werbunek?

 – Kilka osób z listy jest chętnych przyłączyć się, ale najpierw chcą zobaczyć się z tobą. Próbowałem grać na czas, ale nawet nie wiedziałem, czy wrócisz.

 – Sprowadź ich jak najszybciej. Dullahanowie to poważny problem musimy jak najszybciej zebrać ludzi.

 – Oczywiście, oczywiście, nawet kilka oddziałów mogłoby nas wybić, a… – mówił zupełnie jakby…

 – Znowu jadłeś cukierki! – Zmieszana mina Majora i fakt, że nie potrafił ustać w miejscu, cały czas dreptając, były dostateczną odpowiedzią. Nie musiał nawet nic mówić. – Przecież obiecałeś! Nie możesz wiecznie chodzić na cukrowym haju. Potrzebuję przytomnych ludzi, którzy potrafią wytrzymać pięć minut w jednym miejscu!

 – Czekaj, czekaj. – Morbus wszedł między mnie i krasnoluda. – Mówiłaś, że masz armię, która może pokonać Księcia Ciemności, a on mówi, że nawet kilka oddziałów Dullahanów mogłoby was wybić. – Milczałam, ale on nie zamierzał odpuścić. – Ilu was tak właściwie jest?

 – Mogłam trochę podkoloryzować sytuację.

 – Jak bardzo?

 – Odrobinę.

 – Ilu was jest?! – Spojrzałam ponad głową Morbusa prosto w oczy Majora, ale ten nie zamierzał pomóc i jedynym co był w stanie zrobić to dreptać od stolika do fotela i z powrotem. Zdrajca odwrócił się w stronę okna i pozwolił nam wszystko załatwić między sobą.

 – Coś około trzystu.

 – Trzystu?! Chcesz iść na kilkumilionową armię z trzystoma żołnierzami?!

 – Stworzyłam kilkumilionową listę wrogów i przeciwników Księcia. Pracuję nad naszą liczebnością.

 – Kiedy mówiłaś, że masz armię, myślałem, że masz ją naprawdę, nie na papierze!

 – Musiałam coś powiedzieć, żeby wyciągnąć cię z rynsztoka!

 – Innych też tak zamierzasz werbować? – warknął.

 – Jesteś tu. Jeśli z innymi też tak pójdzie to mamy całkiem niezłe szanse. – Widziałam w jego oczach wściekłość. Zacisnął szczękę i pięści, po czym ruszył w stronę drzwi. – Daj spokój Zarazku! Naprawdę będzie dobrze! – Odpowiedziało jedynie trzaśnięcie drzwi. Jak tak dalej pójdzie, to nie wytrzymają długo.

 – Co z połowem czarnych pereł? – zapytałam olbrzyma, kiedy byliśmy już sami.

 – Ustaliliśmy miejsce pobytu połowy osób z listy. – Major przydreptał w moją stronę. Obserwowałam, jak skubał skórki, próbując ustać w miejscu i miałam ochotę na niego krzyczeć. Jego ręce trzęsły się, a w oczach miał obłęd, zupełnie, jakby roznosiło go od środka.

 – Co z wróżbitą?

 – Jest w niebieskim pokoju gościnnym.

 – Na jakim jest etapie?

 – Odpadły mu już kończyny, jak ostatnio go widziałem, miał połowę tułowia i głowę.

 – Pójdę do niego, a ty wytrzeźwiej. I od jutra żadnych cukierków, zrozumiano?

 – Oczywiście, oczywiście. Będę trzeźwy, daję słowo. – Już miałam wyjść, ale krasnolud podbiegł do drzwi i zatrzymał się w nich. – Możemy ufać Zarazie?

 – Nie wiem. – Przesunęłam krasnoluda naładowanego energią niczym piorunochron i ruszyłam na piętro. – Majorze?

 – Tak. – poderwał głowę zdecydowanie zbyt szybko. Pokręciłam głową zdegustowana. Jak dorosły mężczyzna mógł tak szaleć na punkcie słodyczy?

 – Nie wiem, czy możemy mu ufać, ale na pewno nie możemy na nim polegać. Nie, dopóki nie pozbiera się po śmierci dziewczynki. Poucz ludzi, żeby nie mówili za dużo. Kto wie, co może wypaplać w stanie upojenia. – Major pokiwał energicznie głową.

 

 III

 

  W niebieskiej sypialni panowała upiorna cisza, którą przerywało jedynie skrzypienie fotela na biegunach, w którym kołysała się kobieta w średnim wieku dziergająca na drutach.

 – Zostaw nas samych. – Opiekunka uśmiechnęła się, odłożyła druty na stolik i wyszła. Podeszłam do łóżka z baldachimem i spojrzałam na popiersie starca otoczone popiołem, kośćmi i paznokciami. Usiadłam na łóżku, z którego wzbiła się chmura popiołu.

 – Czekałem na ciebie Bellum.

 – Dziękuję, że zgodziłeś się pomóc.

 – Nie za darmo. Pamiętaj, co mi obiecałaś. – Milczeliśmy. Obydwoje wiedzieliśmy, jaką cenę przyjdzie zapłacić za jego przepowiednię. Nie wiedzieliśmy jeszcze kiedy, ale wiedzieliśmy, co się z tym wiąże. – Jesteś pewna, że chcesz znać przyszłość?

 – Nie mam wyjścia. Popełniłam już jeden niewybaczalny błąd, kolejny może pociągnąć nas na dno.

 – Nie łatwo być jedną z czterech. – Zmęczone oczy starca patrzyły prosto w moje. – Mimo to, każdy, kto igra z przyszłością i przeznaczeniem, nie kończy dobrze. Zostało jeszcze trochę czasu, zanim się rozpadnę na atomy i będę mógł wejrzeć w przyszłość. Wykorzystaj ten czas i zastanów się dobrze czy nie ma innego wyjścia.

 – Książe Ciemności niejednokrotnie korzystał z twoich usług. – Obserwowałam, jak kosmyk włosów spada na łóżko i zmienia się w popiół.

 – I zawsze za to płacił.

 – Znam cenę.

 

 IV

 

 Patrzyłam wściekła na Morbusa. Od tygodni znosiłam jego humorki i żałobę, ale tego było już za wiele.

 – Mieliśmy stawić czoła Księciowi Ciemności, a ty co robisz!? Bawisz się w jakiś połów czarnych pereł! Na cholerę ci perły!

 – To się nazywa strategia! Usłyszałeś jedynie nazwę misji, o której nic nie wiesz

 i dopowiedziałeś sobie resztę, tworząc absurdalną historię, w której to ja jestem odpowiedzialna za całe zło tego świata!

 – W takim razie wyjaśnij mi! A może znów muszę udowodnić, że jestem godny zaufania!?

 – A jesteś? Nie mówię, że zdradzisz celowo, ale panujesz nad sobą na tyle, żeby móc zagwarantować, że nie zdradzisz strategicznych informacji? – Czekałam, mając nadzieję, że coś do niego dotarło, ale nic nie mówił. Zdenerwowana wyszłam z tawerny, w której znalazłam go po kilkugodzinnych poszukiwaniach. Dosiadłam konia i ruszyłam w stronę stolicy Arche, w której znajdowała się jedna z osób, którą Książe Ciemności mógł wyznaczyć na moje miejsce do dowodzenia armią. Liczyłam na to, że Zarazek pojedzie ze mną, ale nie mogłam czekać, aż się pozbiera, a okazja mogła się nie powtórzyć. Czas było zlikwidować jedną z czarnych pereł i nie mogłam liczyć na wsparcie Zarazka. Niech bogowie mają mnie w opiece.

 

 V

 

 

 

 W momencie, kiedy głowa demona potoczyła się po dywanie, brudząc go krwią, usłyszałam krzyki i odgłosy walki. Otworzyłam drzwi, rozglądając się po korytarzu. Nikogo nie było, więc wyszłam. Ostrożnie schodziłam po schodach, ale widok, który zostałam w gospodzie, sprawił, że cofnęłam się z powrotem w stronę pokoju. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i podeszłam do okna. Na ulicy zobaczyłam kilku Dullahanów, ale było ich mniej niż na dole. Naciągnęłam kaptur na głowę i zeskoczyłam na ulicę. Próbowałam przemknąć niezauważona, ale jeden z nich ruszył za mną. Kiedy zniknęłam za rogiem, rzuciłam się biegiem w stronę konia, ale na drodze stanął inny jeździec.

 Wyciągnęłam miecz, którzy rozjarzył się światłem i przecięłam Dullahana na pół. Krew opryskała pelerynę i twarz. Poczułam metaliczny posmak krwi na ustach, który sprawił, że wzrok w jednej chwili się wyostrzył, dźwięk zwiększył swoją intensywność, a nogi zaczęły poruszać się niczym w tańcu. Z uliczki naprzeciwko zaczęli wypływać kolejni Dullahanowie, ale kiedy byłam już w transie, nie mogli mnie powstrzymać. Dźwięk stali uderzającej o stal, krew spływająca po ulicy i słodki zapach śmierci unoszącej się w powietrzu sprawiały, że byłam niepokonana. Minęły minuty, a może godziny i stałam pośrodku placu zasłanego ciałami i turlającymi się głowami. Nikt kto porwał się z mieczem na Wojnę, nie mógł tego przeżyć. Ruszyłam w stronę czarnego konia, który nerwowo przebierał kopytami. Byłam już niemal u celu, kiedy kątem oka dostrzegłam błysk stali, ale było już za późno na wyciągnięcie miecza. Próbowałam się odsunąć, ale jeździec skorygował cios i niemal poczułam ostrze na szyi, kiedy czyjaś dłoń zza pleców chwyciła ostrze, które w jednej chwili przemieniło się w popiół. Widziałam zdezorientowane spojrzenie Dullahana, który w jednej chwili odwrócił się i zaczął uciekać. Poczułam znajomy zapach prochu, wody i wiatru, który boleśnie kojarzył się z jedną osobą. Odwróciłam się i spojrzałam w czarne oczy przypominające jezioro bez dna.

 – Mori. – Szepnęłam, ale ten tylko się odsunął. Widziałam w jego oczach zmęczenie i wahanie. Kiedy rękaw szaty podwinął się, zobaczyłam na nadgarstku rany, które ktoś musiał wypalać wodą życia, skoro się nie zagoiły. – Szukałam cię.

 – Nic nie mów.

 – Proszę, posłuchaj.

 – Zostawiłaś mnie. Odeszłaś i nawet nie pomyślałaś, żeby uprzedzić o swoich zamiarach. Wiesz, co mi zrobił, kiedy się dowiedział? – Widziałam w jego oczach cierpienie. Chciałam, żeby krzyczał, ale mówił tak spokojnym głosem, że nie byłam w stanie tego znieść. Poczułam ukłucie w sercu na myśl o nim zdanym na łaskę naszego Pana.

 – Choć ze mną.

 – Nie zdradzę go. Mam już tylko jego.

 – To nieprawda. Nie chcę, żebyś do niego wracał, zasługujesz na więcej. Wszyscy zasługujemy. – Kiedy się odwrócił, postanowiłam spróbować inaczej. – Nie możesz tam wrócić. Jeździec wszystko mu powie, a wtedy cię nie oszczędzi.

 – Nie zdąży nikomu powiedzieć, że cię uratowałem. – Podeszłam do niego i chwyciłam za nadgarstek, próbując zmusić do spojrzenia na mnie, ale stawiał opór, którego nie mogłam pokonać.

 – Skoro nie chcesz odejść, dlaczego mnie uratowałeś? – Czułam, jak jego całe ciało się spina. Po chwili spróbował się uwolnić z uścisku, ale tym razem nie zamierzałam na to pozwolić.

 – Nie wiem. Długo zastanawiałem się, czy to zrobić. – mruknął jakby sam do siebie. Wtedy uderzyła mnie pewna myśl, która była wręcz paraliżująca.

 – Widziałeś moją śmierć. Prawda? – Nie musiał odpowiadać. Puściłam go, wiedząc, że prędzej czy później do mnie dołączy, ale najpierw musiał przeżyć.

 

12353 zzs

Liczba ocen: 4
84%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~MHSchaefer
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 101

Opis:

Co, jeśli nie zaufasz osobie, której zaufać powinieneś? A, co jeśli zostawisz kogoś, kogo zostawić nie powinieneś? Co, jeśli zechcesz poznać przyszłość, której znać nie powinieneś? Zapłacisz za to i będzie to gorzka pigułka do przełknięcia. Bellum przekona się o tym najlepiej i nikt nie pomoże jej tego naprawić, ponieważ na wojnie nie ma jeńców.

Dodano: 2021-03-28 23:21:19
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
z dużym wykopem
Uszanowanko!

Już na wstępie zaznaczę, że wow - Twój warsztat z tekstu na tekst jest coraz lepszy. Chciałam dla zasady, na szybko znaleźć jakieś popierdołki
"Minę minuty, a może godziny i stałam pośrodku placu zasłanego ciałami i turlającymi się głowami." - i wypatrzyłam tylko to. A tak? Gramatyka całkiem miodzio, przeszłam jak Mojżesz przez morze.

Tylko jedno zastrzeżenie - w poprzednich tekstach bodajże było wspomniane, że nawet Bellum nie mogła dotknąć Zarazy bez - ba dum tss - zarażenia się. A na końcu tego tekstu, bez wahania go nie tylko łapie, ale i przytrzymuje, a buba (jeszcze?) się jej nie dzieje.
Odpowiedz
Muszę przyznać, że miałam wątpliwości czy zaakcentowałam to w tekście wystarczająco, ale w końcowej scenie Bellumnie nie łapie Zarazę a kogoś innego. Wtedy próbuje złapać osobę, którą szukała, odkąd tylko sprzeciwiła się Księciowi Ciemności. W części II jest taki fragment "– Znaleźliście go?
– Nikt o nim nie słyszał, odkąd odeszłaś." I to jego znajduje Bellum w ostatniej scenie.
Odpowiedz
MHSchaefer Kurde, to przepraszam, miałam jakieś zaćmienie i potraktowałam "Mori" jako "Mór"/Morbus - od Zarazy, nie od Śmierci, i potem poszłam tym skrótem myślowym już do końca ;xx
Odpowiedz
z dużym wykopem
Kolejna opowieść z wymyślonego przez Ciebie uniwersum i kolejna bardzo przyjemna dla mnie lektura. Powiedziałbym nawet, że jeszcze przyjemniejsza niż pozostałe - jakoś tak znacznie łatwiej przepływałem przez fabułę. Coś jest w tym, co napisała Hiraeth, że Twój warsztat z tekstu na tekst jest coraz lepszy. Poza tym niesamowite jest to, jak łatwo tworzysz kolejne spójne części jednej historii, z tak różnych zestawów TW.

Z rzeczy, które moim zdaniem do poprawy, tylko taka pierdółka:
"To nie prawda" - tu zapisałbym raczej łącznie (to nieprawda).

A z rzeczy rewelacyjnych:
- Cukrowy haj majora
- Major, skubiący skórki

Bardzo fajne opowiadanie
Odpowiedz
Zdzislav "to nieprawda" już poprawiona. Dzięki za opinię, miód na moje serce.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Hej, pierwsza rzecz to zauważalna poprawa panowania nad warsztatem, brawo! Duży progres jeśli chodzi o dopracowanie treści, nadal mam jednak momentami wrażenie lekkiego przegadania i lekkiego chaosu, ale nie od razu Rzym i tak dalej. Jesteś na dobrej drodze, a jak wiadomo wszystkie do Rzymu prowadzą heh, nie ma to jak bełkoczący czytelnik
Czytanie o krasnoludach jest trochę jak jedzenie czekolady
Odpowiedz
Ritha miejmy nadzieje, że jak już dotrę do Rzymu, to przynajmniej nie minę się z Papieżem. I zdecydowanie zgadzam się, że czytanie o krasnoludach jest trochę jak jedzenie czekolady. Ale pisanie o krasnoludach jest zdecydowanie jak jedzenie lodów o smaku słonego karmelu.
Odpowiedz
Zgadzam się po trochu z wszystkimi przedmówcami. Widać, że się rozwijasz, to plus. Drugi plus i szacuneczek za trzymanie się jednej historii mimo różnych zestawów. Zawsze budzi to mój podziw. Kiedyś sam myślałem o tym, żeby z TW zrobić sobie serię podchodzącą pod jedną, konkretną opowieść. Potem jednak stwierdziłem, że nie chcę się tak ograniczać i wolę popróbować różnych smaków Ale pomimo tego szanuję takie podejście i gratuluję zachowania spójności.
Miejscami czułem lekki chaos fabularno-zapisowy, może to pora czytania wzmogła wrażenie, nie wiem. Nie umiem Ci powiedzieć konkretnie z czego wynikał, tak mi się po prostu momentami mieszało. Ale tak jak wspomniałem - może to wina mojej obniżonej koncentracji, czort wie. Tak czy inaczej, gratuluję sprawnego zrealizowania zestawu
Odpowiedz
CptUgluk lekki chaos fabularno-zapisowy może wynikać z tego, że łapię się na tym, że w 12 000 zzs chcę przekazać zdecydowanie za dużo. W sumie to nabrałam sentymentu do tej historii i rozważam kontynuowanie jej poza TW bez ograniczeń znaków, a na TW pisanie mniejszych tekstów osadzonych w jednorazowym uniwersum. No cóż, zobaczymy...
Odpowiedz
MHSchaefer o widzisz, to jest pomysł. Mogłabyś pociągnąć historię dalej, nieskrępowana ograniczeniami wynikającymi z zestawów TW. Oczywiście to Twój wybór. Fajnie, że działasz i się rozwijasz. Powodzenia dalej
Odpowiedz
CptUgluk dzięki
Odpowiedz
coś ma
Na pewno - przynajmniej półmilowy - krok, jeśli idzie o estetykę zapisu. Rozwój zauważalny. Treść ok, ale nie wiem czy pasująca do TW z racji tego, iż ewidentnie widać, że jest to wycinek większej całości, gdzie chociażby takie rzeczy, jak opisy są już zakorzenione i można polegać na pamięciowych skojarzeniach. Nie mający tej bazy czytelnik, nie bardzo może te luki sam powypełniać, więc opko na tym trochę traci, wydając się napisane nieco powierzchownie, jednak to właśnie kwestia dopasowania. Mając niezmąconą wytycznymi (jak np. limit) przestrzeń zapewne tekst byłby bogatszy informacyjnie.
No ale i tak: progresik jest.


Możesz troszkę wyciąć nadmierne dookreślenia. Np:

"Ostrożnie schodziłam po schodach, ale widok, który zostałam w gospodzie, sprawił, że cofnęłam się z powrotem w stronę pokoju. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i podeszłam do okna." - "z powrotem" oraz "za sobą" do wyrzucenia.

Odpowiedz
Canulas dzięki za kolejną wskazówkę techniczną, pewnie sama bym jej nie dostrzegła, biorąc pod uwagę to, jak popadam w samo zachwyt nad każdym moim kolejnym tekstem, a taka informacja zwrotna to niezwykle cenny łup.

Jeżeli chodzi o uniwersum i całą historię to zdążyłam się już do niej przywiązać, choć muszę przyznać, że limit znaków mnie w niej uwiera, więc możliwe, że zrezygnuję z pisania jej w ramach TW. Niemniej jednak na pewno z samej historii nie zrezygnuję.
Odpowiedz
Witam,
Fajnie poprowadzone opowiadanie. Ciekawe uniwersum, przemyślana fabuła. Porządnie opisane i dopracowane sceny walki.
Podoba mi się
Pozdrowionka
Odpowiedz
Odpowiedz
~JarekD 1 m.
z dużym wykopem
Wow, czyta się to naprawdę dobrze. Kolejne uniwersum kuszące pojemnością. To co mnie irytuje, to fakt, że tworzysz właśnie ciekawy, abstrakcyjny świat, ale imiona postaci są tak strasznie wymieszane i momentami sztampowe (Książę Ciemności), że to aż boli w oczy. Jasne, nie każdy musi silić się na wymyślanie nowych zestawów imion, do których czytelnik musiałby się przyzwyczajać, ale tutaj zwyczajnie nie pasuje mi to jakoś. Potrzebowałbym więcej egzotyki.
Odpowiedz
JarekD Dzięki za dobre słowo na początek. I taaaak, wymyślanie imion godnych opowieści to istna mordęga, którą zazwyczaj staram się podjąć. Jednak w tym opowiadaniu pomyślałam, że skoro piszę ulepszony i bardzo zmieniony, ale jednak odgrzewany motyw apokalipsy, antychrysta i jeźdźców apokalipsy to równie dobrze mogę zostawić oklepane imiona postaci jak choćby Książe Ciemności jako Antychryst. Czy popełniłam błąd? Całkiem możliwe jednak nie jest to nic czego nie można zmienić jeśli zacznie mi to bardzo przeszkadzać, albo zechcę uczynić z opowieści coś bardziej ambitnego.
Odpowiedz
Troszkę ciężko się odnajduje w takich klimatach, ale zdecydowanie widać postęp. Tak, odczuwa się delikatny chaos, ale nie jest on specjalnie odczuwalny, aby wpływał jakoś drastycznie na odbiór. Fajne jest z jednej strony to, że cały czas coś się dzieje i nie sposób się nudzić 🙂
Odpowiedz
Adelajda zawsze pisząc teksty, w których dużo się dzieje w małej ilości tekstu zastanawiam się czy aby na pewno nie za dużo hasam z akcją. Mimo usłyszeć, że nie przeszkadza to aż tak bardzo, że nie da się czytać tekstu. Pozdro
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.