online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Kiedy świnie zaczną latać
<
Misio #10
>
Tagi: #pierdololo #prespula

Prespula #1

 44:00 

 Cyfry błysnęły na wielkim ekranie. Jeszcze godzinę temu przestraszone spojrzenia uważnie obserwowały przemijające minuty, a ciche modlitwy i błagania wypływały z ust tutaj obecnych. Zwyczajny klub przez krótki czas pełnił istnie sakralną rolę, odpuszczał grzechy, dawał ukojenie. Jednak wszystko się zmieniło, gdy jeden z gości podszedł do baru, chwycił za otwartą butelkę wódki i wykrzykując "Imprezę czas zacząć" wyzerował zawartość szkła.  Wzięto go za Mesjasza, zbawcę zagubionego, przerażonego ludu. W kilka minut nowa religia zawładnęła wszystkimi. Ludzie pili, ćpali i ruchali się na stołach. Puściły wszelkie hamulce, chyba ktoś kogoś zadźgał nożem. Wrzaski, jęki, odgłosy tłuczonego szkła zmieszały się z głośną muzyką tworząc nową melodię - Koniec aktu. 

 Ryu, trzymając w dłoni pustą butelkę, patrzył na leżącą dwa metry od niego dziewczynę. Znał ją, pracowała w kwiaciarni. Kilka razy kupował od niej pojedyncze czerwone róże. Zawsze uśmiechnięta, miła dla klienta. Kiedyś próbował ją zaprosić na randkę, ta jednak odmówiła mu mówiąc, że woli porządniejszych mężczyzn. A teraz z podciągniętą do góry spódnicą leżała pod brodatym facetem w średnim wieku i wbijając mu w spocone barki paznokcie głośno jęczała. Faktycznie, porządny. Idealnie dobrani. 

 - Idziemy? - głos zakapturzonej postaci wyrwał go z zamyślenia. 

 - Tak, nic tu po nas.

 Spojrzeli na ekran. Dwadzieścia trzy minuty. Ryu odłożył butelkę na blat, a chwilę później niesiona namiętnością para zwaliła ją na podłogę. Relikwia została zniszczona. 

 Po opuszczeniu budynku wyciągnął z kieszeni paczkę fajek. Jednego papierosa wcisnął między wargi, a drugiego i zarazem ostatniego podsunął pod nos swojemu towarzyszowi. Ten przyjął go lekkim skinieniem głowy.

 - A tak właściwie... - bezgłośnym zaklęciem podpalił oba pety - .. to kiedy Rada planuje się zająć tą kometą? 

 - Prawdopodobnie już to zrobiła, ale śmiertelni są obecnie zbyt zajęci uciechami by zerknąć w te swoje teleskopy. 

 Przez chwilę milczeli. Tej nocy miasto żyło pełną piersią. W końcu wszyscy byli przekonani, że za klika minut wszelkie istnienie na tej planecie po prostu zniknie. Ryu wypuścił ogromny kłąb dymu z płuc. 

 - Ja pierdole! - zachichotał - Widziałeś co tam się odjebało? Już zwierzęta mają więcej klasy. 

 - W pośpiechu musiałem sprowadzić kilka dusz. Nawet nie zauważyli, że nie żyją. - Papieros zniknął w cieniu. -  A miałem mieć dzisiaj dzień wolny. 

 - Po pięćdziesięciu latach robienia u Żniwiarza dopiero teraz miałeś wychodne? Co z prawami pracownika? 

 Jego przyjaciel ściągnął z głowy kaptur. Śnieżnobiałe włosy zalśniły w świetle księżyca. 

 - Mnie obowiązują średniowieczne. Nie pracujesz, nie masz środków do życia. 

 - Stary, jaka chujnia. 

 - Oj tak. 

 Pozostało kilka minut do umownego końca świata. Dźwięki cichły. Widocznie ludność przejrzała na oczy. 

 - Wiesz co Haden? Tak szczerze, to ja bym nic nie robił. Niech ginie ta cała popierdolona powierzchnia. Nas chronią potężne zaklęcia, które żadne bóstwo by nie złamało. 

 - Jakby nic nie zrobili, to bym się zaharował na śmierć. Choć po dzisiejszej nocy i tak będę miał wiele roboty. 

 Siwy mężczyzna ciężko westchnął i wyrzucił niedopałek. Papieros wystarczył mu na trzy buchy. 

 - Samobójstwo? Śmierć ze wstydu? 

 - Lub ofiara dla sił wyższych. Śmiertelni lubią takie pierdoły. 

 Ludzie wyszli z domów. Na zewnątrz przywitał ich zimny wiatr i bezchmurne, nocne niebo. Znowu apokalipsa ich ominęła. 

 - Myślisz... - Ryu kątem oka zauważył ludzi wychodzących z klubu - ... że możemy sobie jeszcze strzelić po maluchu? 

 - Czemu nie? - Haden naciągnął kaptur na głowę - Życie też trzeba czasem opić. 

 Wrócili do ogrzanego pomieszczenia, po drodze omijając karawan wstydu i rozpaczy. 

 Brutalna rzeczywistość w końcu powróciła. 

 

 

 

 

3769 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~CyberWiedzma
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 59

Opis:

Ło panie! Nie pisałam nic od czterech miesięcy.

Dodano: 2021-03-29 23:08:33
Komentarze.
*marok 5 m.
Łooo. Ogiń... Ale jutro
Odpowiedz
marok, ooookej?
Odpowiedz
z wykopem
Uszanowanko,

błagania wypływały z ust tutaj obecnych. - > „tutaj” bardzo mi nie pasuje. Piszesz w czasie przeszłym, w narracji trzecioosobowej; zatem niezbyt jest miejsce na to słowo

Mała pierdoła – ale masz półpauzy w zapisie dialogowym, a to taka trochę fujka.

Cała historia lekka i sympatyczna; zwłaszcza dwaj bohaterowie. Jak na pierwszy rzut całkiem udane, choć trzeba czekać na więcej - zwłaszcza w kontekście określenia, kim są ci dwaj panowie.

Odpowiedz
Hiraeth, no hej.

Nie rozumiem. "Tutaj" dotyczy miejsca, a nie czasu.

Musiałam sobie wygooglować co to są te półpauzy. Tego raczej nie zmienię, gdyż teksty piszę na mailu, a nie w programie.

Dziękuję za komentarz.
Odpowiedz
Jezuuu obszyty pączkowym nadzieniem, wraca coś, co kiedyś bardzo ostro rozkmniniałem, piękny bilet w przeszłość.
Masz kilka pierdół przy zapisie dialogów i inne, małe upiorki, ale to nic w obliczu radości z tak nieoczekiwanego powrotu.
Odpowiedz
Canulas, oooooo dziękuję. Jakoś ostatnio napęczniałam literacką weną i musiałam to z siebie... wydalić.
Odpowiedz
CyberWiedzma wydalaniu zawsze byłem przychylny
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.