online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Zębowa wróżka
<
TW#1 – Dar
>

TW#2 – Puszka Heleny

 Postać: Babcia opowiadająca bajkę

 Zdarzenie: Jak chomik uratował świat

 Efekt: 69. Niech w Twoim tekście pojawi się duch.

 

 

 – I właśnie wtedy, drogie dzieci... – Babcia Helenka zrobiła pełną napięcia pauzę. – Pojawił się on.

 Przez salę mauzoleum przetoczył się szmer ekscytacji wymieszanej z oczekiwaniem na wyjawienie tajemnicy.

 – Tak, tak... – Babcia przesunęła wzrokiem po zebranych dzieciach, potakując głową dla wzmocnienia wiarygodności wypowiedzianych słów. – Mówili o nim... profesor.

 – PRO-FE-SOR. – Gromkie westchnienie, wyrażające udawane zaskoczenie i teatralny lęk, wzbiło się ponad grupkę słuchających.

 – Ale powiem wam, tak między nami… – Babcia wychyliła się do przodu i ściszyła głos. – Był z niego kawał drania.

 – Babcia Helenka ma świetny kontakt z młodymi. – Beniamin nachylił się nad uchem stojącego tuż obok Huberta, drugiego opiekuna szkolnej grupy. – Nie wiem, co zrobimy, gdy jej zabraknie.

 – Tak, potrafi zbudować napięcie – przytaknął ściszonym głosem Hubert, zerkając ostrożnie, czy aby nie zakłócają wykładu. – I naszą tożsamość, a przecież tylko dzięki niej mamy szansę przetrwać.

 – À propos, słyszałeś, że szczury znowu podeszły pod granice?

 – Taa... Który to już raz w tym miesiącu?

 – Nie pamiętam, ale coraz śmielej sobie poczynają.

 – Damy im radę, jak zawsze.

 Beniamin milczał.

 – Damy, prawda?

 – Profesor wymyślił sobie, że torturując jednych, uratuje innych. – Babcia Helenka kontynuowała swą opowieść, nie zwracając uwagi na szepczących w kącie opiekunów grupy. – A czy to ładnie, drogie dzieci, czy tak można?

 – Nieeeee!!! – Chór piskliwych głosików nie pozostawiał wątpliwości.

 – Wezwali mnie – Beniamin kontynuował rozmowę. – Mobilizują grupy samoobrony.

 – Co?!

 – Mam stawić się jutro rano przy północnej bramie.

 – Cholera, czyli to nie żarty. Tym razem musi być naprawdę źle. – Hubert spojrzał w oczy starszego kolegi, szukając iskry optymizmu, którą zawsze tam odnajdywał. – Ja nic nie dostałem.

 – Dostaniesz. Potrzebują wszystkich.

 – Nasz świat zamienił się w piekło. – Opowieść babci Helenki nabrała mrocznego kolorytu, wywołując ciarki u najmłodszych słuchaczy. – Oczy wyżarte przez substancje chemiczne, skóra spalona kwasem, przełyk i żołądek podziurawione toksycznymi oparami, tak wyglądał nasz dzień powszedni.

 Zapomniała dodać o mieszaniu genów i przeszczepie ludzkich neuronów – pomyślał Beniamin.

 W grupce dzieci podniosły się pojedyncze płaczliwe popiskiwania.

 – Wiem, to brzmi strasznie, ale tak właśnie żyliśmy. – Babcia niemal uroniła łzę. – Wiele moich sióstr i braci nie przetrwało kolejnych spotkań z profesorem.

 Tym razem ponad głowy wzbił się pomruk gniewu.

 – Może powinniśmy przerwać wykład? – Hubert myślał już tylko o mobilizacji, zapowiadającej zbliżające się zagrożenie.

 – Przecież teraz będzie najważniejszy moment. – Beniamin uśmiechnął się. – Chyba nie odbierzemy frajdy dzieciakom?

 – I... kiedy wydawało się, że nadzieja umarła... że nic nas już nie uratuje… – Babcia zawiesiła głos.

 Cisza, która przez chwilę zawładnęła salą, niecierpliwym słuchaczom wydała się wiecznością.

 – Napoleon! – Babcia wskazała na wypchaną i zakonserwowaną skórę chomika, stojącą na postumencie w centralnym punkcie mauzoleum. – Wykazując się ponadprzeciętnym sprytem, doprowadził do zwarcia instalacji elektrycznej, uwolnił nas z klatek i pod osłoną ciemności wyprowadził z niewoli. Rozumiecie? Nie poddał się i uratował nasz świat! Dał nam wolność!

 W śmierdzących kanałach – Beniamin dopowiedział gorzko w myślach.

 – NA-PO-LE-ON! NA-PO-LE-ON! – Pojedyncze skandowanie babci po chwili rozciągnęło się na całą salę, która zaczęła falować niesiona radosnymi okrzykami młodych słuchaczy.

 *

 – Szczurze pomioty grupują się przy granicach. – Generał nakreślił członkom sztabu obraz sytuacji. – Mają miażdżącą przewagę liczebną. Jeśli czegoś nie wymyślimy, zaleją nas jak fala cuchnących ścieków.

 – Czy w tej sytuacji, da się w ogóle cokolwiek zrobić? – Kapitan nie miał złudzeń.

 – Przecież wiesz, że nie mamy wyjścia, otaczają nas z każdej strony. – Generała wyraźnie zdenerwowała defetystyczna postawa podwładnego. – Napoleon, sprowadzając nas tutaj, założył, że kanały są bezpiecznym miejscem. Dziś wiemy, że równie dobrze mogliśmy wsadzić sobie w tyłki bomby z opóźnionym zapłonem. Ale stało się. Fakty są takie: albo się obronimy, albo… Znacie szczury, nie biorą jeńców.

 – Poprośmy o pokój.

 – Pamiętasz, co spotkało dyplomatów, których ostatnio posłaliśmy na rozmowy?

 – Ech, już po nas.

 – Weź się w garść, żołnierzu! – Generał tracił cierpliwość. – Gdybym tylko miał taką możliwość, nakazałbym taktyczny odwrót, ale przecież nie mamy, gdzie uciekać. Wszystkie drogi są odcięte.

 – Cholerne kanały! – syknął kapitan.

 – Daj spokój, Filipie. Napoleon sprowadził nas do miejsca nieprzyjaznego, wilgotnego i śmierdzącego, a do tego otoczonego przez wrogów. Zgadza się. Jednak tu jest teraz nasz dom.

 – Który wcześniej podstępem wydarliśmy szczurom.

 – To prawda – przyznał generał po chwili namysłu. – Ale czy jest to wystarczający powód, żebyśmy teraz tak po prostu dali się wyrżnąć w pień? A może wolałbyś wrócić do laboratorium tego psychola z opowiadań pani Heleny?

 Cisza.

 – Dziś stawką jest wszystko – podsumował generał. – Przetrwamy albo nie zostanie po nas nawet kosteczka.

 – Może mam pomysł… – odezwała się babcia Helenka, która dotychczas, jako honorowy doradca sztabu, w milczeniu przysłuchiwała się naradzie.

 *

 Zza zakrętu jajowatego kolektora ściekowego wychylił się tępo zakończony szczurzy pysk, skanując otoczenie, w poszukiwaniu potencjalnego oporu. Jednak ciemność, która wypełniała pomieszczenie krzyżówki arterii, trwała w bezruchu i cichym szumie leniwie płynącego strumienia. Za zwiadowcą niecierpliwe popiskiwania przechodziły w szaleńczą kakofonię dźwięków, wydawanych przez łaknące krwi szczurze hordy. W końcu nadszedł czas zemsty. Smak chomiczej krwi, którą dziś utoczą bez umiaru, był niemal namacalny.

 Obok zwiadowcy pojawił się duży, brunatnoszary samiec. Dowódca. Przez chwilę wpatrywał się w ciemność. Zaciągnął się zatęchłym powietrzem i ruszył przed siebie. Za nim, w asyście mrożącego krew wrzasku, potoczyły się szczurze kohorty. Wylewały się ze wszystkich arterii nieprzebraną masą. Mroczne cienie przesuwały się wzdłuż ceglanych ścian kolektora, wskakiwały na półki, zajmowały kolejne poziomy. Potężne zębiska czekały, żeby przebić skóry znienawidzonych wrogów i wyrywać z nich kolejne kawały mięsa. Do pełni szczęścia zabrakło tylko jednego elementu tej sadystycznej układanki – chomików. Odcinek kanałów, który kilka lat temu wydarły szczurom i zaadoptowały na swoją siedzibę, teraz świecił pustkami.

 Szczury nerwowo kręciły się we wszystkich kierunkach, węszyły, strzygły uszami, trzaskały ogonami i miotały w ciemność obelżywe piski. Chomiki najwyraźniej opuściły swoją ziemię obiecaną. Pytanie, jak mogły tego dokonać, skoro wszystkie drogi były zablokowane? Dowódca był wściekły. Pędził jedną z bocznych arterii, brutalnie rozpychając zdezorientowane grupki podkomendnych. Czyżby mieli dzisiaj nie zakosztować wrogiej krwi?

 Z impetem wpadł do sali, której centralny punkt zajmował postument z zastygłym na nim w pomnikowej pozie chomikiem. Skóra! Tylko skóra, warknął w myślach dowódca. Widok martwego gryzonia sprawił, że poziom szczurzej irytacji sięgnął zenitu. Znał to miejsce z opowiadań. Znajdowali się w mauzoleum Napoleona. Tego, który sprowadził chomiczą zarazę do ich kanałów, na ich terytorium, który rozczłonkował ich ojcowiznę. Wypchany zewłok był kiedyś samym Napoleonem. Świry zostawiły go sobie na pamiątkę, pomyślał dowódca, krążąc wokół postumentu, niczym rekin, bawiący się widokiem samotnej małej foczki, która za bardzo oddaliła się od stada.

 Wkrótce w sali zgromadziła się większość szczurzych oddziałów. Widok zdezorientowanych podkomendnych wywołał w dowódcy równie skrajne emocje, co dumna postawa wypchanego chomika. Szczur był już tak naładowany agresją, że w przypływie bezradności zbełtanej wściekłością rzucił się na skórę Napoleona, zatapiając w niej szkaradne zębiska. Kilku pobratymców ruszyło w jego ślady, dając upust frustracji wywołanej niepowodzeniem inwazji. Wtedy z otworów wygryzionych w skórze Napoleona zaczęły z sykiem wydobywać się obłoki białego dymu. Zaskoczone szczury zastygły w bezruchu. A potem... rzuciły się na siebie.

 W pierwszej kolejności szaleństwo ogarnęło szeregi, które stały najbliżej Napoleona. Po kilku minutach walczyły ze sobą już wszystkie szczury, znajdujące się w pomieszczeniu. Mauzoleum wypełniło się wściekłymi piskami i powarkiwaniami przeplatanymi agonalnym kwileniem pokonanych. Odgłosy łamanych kości, wyszarpywanych kawałków mięsa i trucheł rzucanych o ziemię, stanowiły przejmujący akompaniament dla rozgrywających się tu krwawych igrzysk.

 – Zaczęło się – wyszeptał kapitan do generała, zerkając ukradkiem na stłoczoną w tajnej arterii wystraszoną społeczność chomików.

  – Babcia Helenka miała rację. – Generał przytaknął. Teraz wystarczyło poczekać w ukryciu.

 Po godzinie było po wszystkim. Na stygnącym cmentarzysku, związanym świeżo zakrzepłą krwią, dwa pozostałe przy życiu szczury tańczyły w śmiertelnym pojedynku. Dowódca i imponujących rozmiarów szeregowiec stali naprzeciwko siebie, dygocząc i krwawiąc obficie z licznych ran. Wpatrywali się w siebie z maniakalną zaciekłością. Obaj widzieli w swoim przeciwniku… chomika, znienawidzonego wroga, wobec którego dokonanie aktu zemsty był ich świętym obowiązkiem. Z dumą przyglądali się zmasakrowanym trupom, zalegającym dookoła. Nie widzieli tu jednak swoich pobratymców, ale chomiczy pomiot, który właśnie dokonał nędznego żywota.

 Szczury z furią skoczyły ku sobie, złączyły się w morderczym uścisku i zatopiły zęby w ciele przeciwnika. Zbite w kulę przetoczyły się przez salę, nie zwalniając uchwytu i kąsając się nawzajem. Dopiero gdy z ogromną siłą uderzyły w ścianę, oddzieliły się od siebie. Szeregowiec leżał martwy. Dowódca stał jeszcze chwilę, wpatrując się triumfalnie w jego truchło, po czym upadł tuż obok. Z ran, które odniósł, nie mógł już się wylizać. Gdy życie wypływało z niego wraz z ostatnimi mililitrami krwi, a wzrok przesłaniała woalka agonalnej mgły, zobaczył unoszące się pod sufitem zjawy Napoleona i człowieka w białym laboratoryjnym kitlu, które chorobliwie chichocząc, zerkały na niego i przybijały sobie piątkę.

 – Zaraza… – wycharczał wraz z ostatnim tchnieniem.

 *

 – I właśnie wtedy, drogie dzieci... – Dziadek Beniamin zrobił pełną napięcia pauzę. – Pojawiły się one.

  Przez salę mauzoleum przetoczył się szmer ekscytacji wymieszanej z oczekiwaniem na wyjawienie tajemnicy.

 – Tak, tak... – Dziadek przesunął wzrokiem po zebranych dzieciach, potakując głową dla wzmocnienia wiarygodności wypowiedzianych słów. – Nazywaliśmy je szczurami.

 – SZCZU-RY. – Gromkie westchnienie, wyrażające udawane zaskoczenie i teatralny lęk, wzbiło się ponad grupkę słuchających.

 – Wymyśliły sobie, że odbiorą nam dom. – Dziadek Beniamin kontynuował swą opowieść. – A czy to ładnie, drogie dzieci, czy tak można?

 – Nieeeee!!! – Chór piskliwych głosików nie pozostawiał wątpliwości.

 – I... kiedy wydawało się, że nadzieja umarła... że nic nas już nie uratuje… – Dziadek zawiesił głos.

 Cisza, która przez chwilę zawładnęła salą, niecierpliwym słuchaczom wydała się wiecznością.

 – Helena! – Tutaj dziadek wskazał na wypchaną i zakonserwowaną skórę, stojącą w centralnym punkcie mauzoleum. – Wykazując się ponadprzeciętnym sprytem, obmyśliła plan ratunku. Za jej namową dowództwo wysłało tajnym kanałem, grupkę żołnierzy, która przedostała się do laboratorium znienawidzonego profesora. Tam udało im się wykraść ampułki z toksyczną substancją, która mieszała zmysły, wywoływała halucynacje i prowadziła do szaleństwa. Babcia sama doświadczyła jej działania, gdy była więziona przez profesora. Ampułkami wypchano skórę Napoleona. Co się stało później? Opowiem wam następnym razem. Pani Monika daje mi znak – tutaj Beniamin puścił oko do opiekunki grupy – że zbliża się pora podwieczorku. A zatem, drogie dzieci, do widzenia i smacznego. Widzimy się w przyszłym miesiącu. No chyba, że zaatakują nas szczury… Żart, he, he – Beniamin pamiętał, że dobry kontakt z młodymi to podstawa.

12366 zzs

Liczba ocen: 6
89%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Zdzislav
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 97

Opis:

Jak nie króliki, to chomiki, caramba!

Dodano: 2021-03-31 07:47:31
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
z dużym wykopem
"Dziadek Beniamin kontynuowała swą opowieść" - chyba miało być "kontynuował"
No no, ciekawie ugryzłeś temat! Nie spodziewałem się chomiczej perspektywy. Z początku pomyślałem, że pójdziesz w bajkowe klimaty, zestaw to wyraźnie sugerował. I istotnie zaserwowałeś nam bajkę, ale taką mroczną, brutalną (choć podszytą futerkiem ). Pod kątem języka i umiejętności składania zdań nie ma się do czego przyczepić, widać, że siadając do pisania, wiesz, co robisz. Przyjemne opowiadanie, co prawda (moim skromnym zdaniem) nie przebija "Daru", ale to już kwestia osobistych preferencji. Zestaw świetnie zrealizowany!
Odpowiedz
CptUgluk, wielkie dzięki Literówkę poprawiłem, bo faktycznie jakiś babol wyszedł Przyznaję, że w pierwszym odruchu też myślałem o klasycznej - mniej więcej - bajce. Ale stwierdziłem, że to będzie nuda "Dar" stanowił spore wyzwanie jeśli chodzi o risercz, a w przypadku chomików, z konieczności, tego typu pracy było już zdecydowanie mniej. Fabularnie są to na pewno lżejsze klimaty od "Daru", ale mam nadzieję, że dramatu nie ma (no chyba, że dla szczurów ). Dzięki za odwiedziny! Pozdrowionka!
Odpowiedz
Zdzislav dobrze, że poszedłeś tą, nieco mroczniejszą, drogą dramatu nie ma, w żadnym razie! Ale o to, wchodząc tu, byłem raczej spokojny
Odpowiedz
z dużym wykopem
Uszanowanko,
oto moje uwagi, trochę ponaciągane, jak gacie na wielkim tyłku

– I właśnie wtedy, drogie dzieci... – babcia Helenka zrobiła pełną napięcia pauzę – pojawił się on. –
Zły zapis dialogowy! „Babcia” z wielkiej, kropka, a dalsza część dialogu z dużej litery. W kilku innych miejscach podobny błąd – chociażby tu („ – Ale powiem wam, tak między nami… – Babcia wychyliła się do przodu i ściszyła głos – był z niego kawał drania.” – dalsza część dialogu występuje już jako nowe zdanie)
– Babcia Helenka ma świetny kontakt z młodymi – Beniamin (&hellip - zgubiona kropa
Oczy wyżarte przez substancje chemiczne, skóra spalona kwasem, przełyk i żołądek podziurawione toksycznymi oparami, tak wyglądał nasz dzień powszedni. < -- Babciu, how dare you?! Niezbyt makabryczne dla dzieciaczków? ;> A zresztą, niech się hartują

I tyle wypatrzyłam; popraw dialogi, a będzie jeszcze bardziej w pytkę

Ogólnie, bardzo fajna historia, masz talent do puchatych opowieści

Odpowiedz
Hiraeth, o rany, odpowiedziałem Ci poniżej, ale bez kliknięcia "Odpowiedz". Przepraszam, przepraszam, przepraszam
Odpowiedz
Cześć! Dzięki za uwagi (wcale nie naciągane ).
Hiraeth, czy z tymi dialogami jesteś absolutnie pewna? Pytam jak najbardziej poważnie, bo trochę zgłupiałem i jestem odrobinę zagubiony (heeeeeelp me!). Zawsze myślałem, że taki zapis (narracja wpleciona w wypowiedź) też można stosować, gdy w zamyśle autora całość jest jednym zdaniem (jedną wypowiedzią). Zazwyczaj stosuję zapis dialogów dokładnie tak, jak Ty zaleciłaś, ale sądziłem, że od czasu do czasu mogę to zrobić inaczej. Jednak jeśli jesteś absolutnie pewna, że zrobiłem to źle, bez marudzenia to poprawię (chociaż chyba właśnie marudzę ).

Cieszę się, że mimo wszystko tekst się spodobał. Nie chciałbym powiedzieć, że gryzonie to moja specjalność, ale chyba się w tym temacie rozkręcam Bardzo dziękuję za odwiedziny. Pozdrowionka!
Odpowiedz
Zdzislav W sensie, śmiało możesz stosować taki zapis dialogowy - mi chodziło o błędy z brakującymi kropkami/braku wielkiej litery.

– Tak, tak... – Dziadek przesunął wzrokiem po zebranych dzieciach, potakując głową dla wzmocnienia wiarygodności wypowiedzianych słów. – Nazywaliśmy je szczurami. < - Tutaj masz jak najbardziej poprawnie, miodzio.

– I właśnie wtedy, drogie dzieci... – babcia Helenka zrobiła pełną napięcia pauzę – pojawił się on. – < - Tutaj natomiast jest błąd, ponieważ pierwsza część dialogu jest zakończona; ciągłość byłaby, gdybyś napisał jakiś czasownik, opisujący mówienie (powiedziała, wyszeptała, wykrzyczała) itd. Natomiast, gdy opisujesz inne działania podmiotu, potrzebna jest wielka litera. Następnie zamykasz to wtrącenie, a kolejną część dialogu rozpoczynasz już wielką literą:

Powinno to wyglądać tak:

– I właśnie wtedy, drogie dzieci... – Babcia Helenka zrobiła pełną napięcia pauzę. – Pojawił się on.

Analogicznie tutaj:

– I właśnie wtedy, drogie dzieci... – dziadek Beniamin zrobił pełną napięcia pauzę – pojawiły się one.

A powinno być:

– I właśnie wtedy, drogie dzieci... – Dziadek Beniamin zrobił pełną napięcia pauzę. – Pojawiły się one.

To serio drobnostka

Odpowiedz
Hiraeth, WOW, jesteś wielka!!! Poprawiam zatem. I dziękuję jak nie wiem co
Odpowiedz
"– Zapomniała dodać o mieszaniu genów i przeszczepie ludzkich neuronów – pomyślał Beniamin" - ja bym zrezygnowała z zaczynania myśli bohaterów od myślnika, bo to mimo wszystko wygląda wówczas jak element dialogu i jest nieco mylące;
"złączyły w morderczym uścisku" - chyba brakuje mi tam "się"; kawałek dalej jest też powtórzenie "uścisku" w następnym zdaniu - może dałoby się to zmienić;
"Tutaj dziadek wskazała na wypchaną i zakonserwowaną skórę" - chyba "wskazał";
Podoba mi się ta klamra - początek i koniec, ładnie się to wszystko zgrywa. Ty chyba lubisz gryzonie, bo było już o królikach, a teraz mamy chomiko-szczurzy konflikt na tapecie. Swoją drogą, też lubię gryzonie, akurat bardziej szczury niż chomiki, no ale mówi się trudno. Historia bardzo sprytnie obmyślona, ładnie wybrnąłeś z zestawu, który nie wydawał się wszak łatwy, a Ty to zrobiłeś z taką lekkością, że tylko pozazdrościć!
Odpowiedz
Alfonsyna, ale mi się tego uzbierało. Dzięki za wyłapanie, zaraz wszystko poprawię i wbiję sobie młotkiem do głowy, żeby następnym razem wstydu nie było Przyznam, że gryzonie nigdy nie były mi jakoś szczególnie bliskie, ale rzeczywiście, chyba mam do nich szczęście. Zresztą, co tu kryć, to wdzięczny temat. Kto wie, może następnym razem to szczury będą górą? Cieszę się, że opowiadanie się spodobało. Dziękuję za odwiedziny i cenne rady. Pozdrawiam!
Odpowiedz
^Ozar 5 m.
z wykopem
Dobre, a nawet bardzo dobre choć moim zdaniem lekko gorsze od Daru. Jak widzę masz też ciekawe pomysły i potrafisz je przelać "na papier". Masz tu wsio wstęp rozwiniecie i ciekawe i sensowne zakończenie. Chyba bedę twoim fanem hahahahaha.
Odpowiedz
Ozar, dziękuję. Też czuję, że jest ciut gorzej, a może po prostu... inaczej. Sam już nie wiem. Zwierzaki w opowiadaniu zawsze zalatują jakąś infantylnością. Króliki, chomiki - przecież to takie słodkie stworzonka... Opowiadanie z nimi w roli głównej trudno traktować jakoś mega poważnie. Chociaż z drugiej strony Orwellowi udało się to w "Folwarku..." wyśmienicie. Tak czy owak, mam pełną świadomość że piszę nierówno, choć serca nigdy nie żałuję. "Dar" był poprzedzony ciężkim researchem i już to samo w sobie wzbogaciło tamto opowiadanie. W przypadku "Puszki Heleny" ten research był zdecydowanie mniejszy, bo i szkic fabuły nie wymagał jakiegoś pogłębionego rozeznania. I domyślam się, że to właśnie jest tutaj bardzo odczuwalne. Niemniej mam nadzieję, że i tak dobrze się ten tekst czyta. Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna. Jeszcze raz dziękuję. Pozdrawiam!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Helloł. Jadymy

Nie jestem ekspertem, ale:
" – I właśnie wtedy, drogie dzieci... – Babcia Helenka zrobiła pełną napięcia pauzę. – Pojawił się on." - wydaje mi się, że to wtrącenie można potraktować tak, by nie szatkować na dwa zdania.
W sensie: " – I właśnie wtedy, drogie dzieci... – Babcia Helenka zrobiła pełną napięcia pauzę – ...pojawił się on. (Czy cuś w ten deseń. Nie umiem tego ubrać w słowa, bo jestem przedawkowany pierogami, ale wiem, że o coś mi tu chodzi. W sensie dziwne to drugie zdanie tak z wielkiej.

I to tyle kwękań, to opko (cóż za nowość) świetne.
Bardzo dopracowane z pomysłem i polotem.
Silny gracz jesteś na tej naszej scenie


Odpowiedz
Canulas, cześć!

Ano widzisz, pierwotny zapis tych wypowiedzi, był nieco inny od obecnego. Trochę różnił się od zaproponowanego przez Ciebie, ale idea była taka sama - nie szatkować. Przykładowo wspomniany przez Ciebie fragment wyglądał oryginalnie tak: "– I właśnie wtedy, drogie dzieci... – babcia Helenka zrobiła pełną napięcia pauzę – pojawił się on". Jednak Hiraeth zwróciła uwagę, że taki zapis nie jest poprawny (pogadalim o tym wyżej). No, a że ja też nie uważam się za eksperta w tej dziedzinie, to poprawiłem grzecznie zgodnie z sugestią Koleżanki, której uwagi bardzo sobie cenię

Ale to w gruncie rzeczy pikuś. Grunt, że wiadomo o co chodzi. Najważniejsze, że opowiadanko się spodobało. To cieszy mnie najbardziej. Wielkie dzięki za odwiedziny i dobre słowo. Pozdrawiam!
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
z wykopem
Hello, podobała mi się szczurza zadyma, ale gdzieś mi się momentami gubiło skupienie na początku (bardzo możliwe, że to kwestia chwili niefortunnej skupieniowo-komentatorsko czy coś). Zestaw wykorzystany solidnie (nie chciałabym bajki, brr). Narracja też wysokich lotów, w zasadzie nie mam się do czego przyczepić, czego mi brak więc? Nie wiem. Możliwe, że przewraca mi się w dupiszczu. Zostawiam wykopy
Odpowiedz
Ritha, Hej! Tak sobie myślę, że... może faktycznie brakuje tu tego czegoś? Ale czego? Hm... Sam już nie wiem. Będę próbował zdemaskować to w swoich kolejnych opkach. Może metodą prób i błędów w końcu trafię. A gdy już trafię, to... no... piknie bydzie Wielgaśnie podziękowania za odwiedziny! Pozdrawiam!
Odpowiedz
Zapraszamy do głosowania!
https://www.t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=treni

Pozdrawiamy
Zespół TW
Odpowiedz
O maj good! Żeś panie pojechał po bandzie - jak nie przepadam za tego typu opowieściami (ze zwierzątkami w roli głównej, bo zaraz mam przed oczami "czipa i dejla" albo inną kreskówkę z dzieciństwa) tak tutaj wartka akcja, sprawnie poprowadzona narracja zrobiły na mnie wrażenie.
Duuuże wrażenie.
Pozdrowionka

Odpowiedz
Agnieszka, he, he, przyznaję, że ja też, jako czytelnik, omijam takie fabuły szerokim łukiem No, ale jakoś tak mi się te gryzonie pod pióro wślizgnęły Fajnie, że Ci się spodobało. Dzięki za odwiedziny! Pozdrawiam!
Odpowiedz
z wykopem
Dobrze że te szczury zostały pokonane. Tylko szkoda chomika. Chociaż w sumie chomik to taki ładniejszy szczuras...
Fajny miałeś pomysł i wykonanie też przednie. Może jakoś bardzo mnie nie wciągnęło, ale pozytywne wrażenie pozostało
Odpowiedz
Jagodolas, mam nadzieję, że moje następne opki będą bardziej wciągające Chociaż z tym nigdy nie wiadomo. W każdym razie wciąż się uczę i zakładam, że - o ile czegoś spektakularnie nie schrzanię - będzie coraz lepiej. Dzięki za wizytę w moich skromnych progach. Pozdrawiam!
Odpowiedz
Zdzislav będę śledził po cichu twe poczynania bo na podstawie tego tekstu mogę śmiało stwierdzić żeś bardzo pomysłowym twórcą
Odpowiedz
jagodolas, bardzo Ci dziękuję. Będę się starał
Odpowiedz
Hahahaha, no rzeczywiście jak ni króliki to chomiki. Masz szczęście do gryzoni. Co do samego opka, to woo, sporo się tu dzieje, nie ma co. Dobrze żeś sobie z tym poradził 👌🙂
Odpowiedz
Adelajda, dzięki za odwiedziny, przeczytanie i dobre słowo. Pozdrawiam!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.