online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Nocne zimowe klimaty!
<
Ktoś podobno umarł, a nagle po siedemdziesięciu latach ożył...
>

TW#2 – Łucznik

 TW#2 – Łucznik

 Część I

 Postać: Sponiewierany żołnierz

 Zdarzenie: Przychodzą tylko, gdy zaczyna padać śnieg

 Efekt: 51. Napisz opowiadanie w formie pamiętnika (dziennika) głównej postaci.

 

 

 Jeśli czytacie te słowa, to znaczy, że mój pamiętnik przetrwał i nie został zniszczony. To, co tu znajdziecie, to opis życia kogoś, kto pod koniec życia postanowił spisać swoje dzieje. Pewnie brak mi talentu i umiejętności pisania, ale mimo tego może kogoś zainteresujw opisana przeze mnie historia. Nie chciałem tego, ale pan na zamku Dilmasz Hrabia Montener, któremu przy kominku opowiadałem swoją historię, nalegał, żebym wszystko opisał. Dzięki niemu siedząc w ciepłej komnacie, mogłem przelać na papier to, co dzisiaj możecie przeczytać.

 Nie wiem, ile czasu mi jeszcze zostało, więc staram się wykorzystać każdą chwilę, żeby napisać, choć kilka zdań.

 Jak twierdził mój mentor najważniejsze to konsekwencja i regularność. Hrabia był pod tym względem wyjątkowo surowy. Codziennie rano czytał to, co napisałem wieczorem i omawiał ze mną treść. Z tego powodu chcąc czy nie musiałem pisać i pewnie dlatego powstał mój pamiętnik.

 Jednak to, co tu czytacie, to moje osobiste wypowiedzi, w których opisuje również samego hrabiego i z tego powodu tego tekstu nie pokazałem mu nigdy.

 Nie wiem, kiedy ujrzy on światło dzienne, ale tak dla zasady wstawiłem datę rozpoczęcia, czyli 11 marca 1211 roku według kalendarza nowej ery.

 

 Mojego dzieciństwa nie wspominam zbyt dobrze. Kiedy miałem osiem, może dziesięć lat do wioski gdzie mieszkałem, dotarła zaraza. Zmarli prawie wszyscy moi krewni. Przygarnął mnie kowal chyba tylko dlatego, że był sam i potrzebował kogoś do pomocy. Tak zacząłem prace w kuźni.

 Nie było to na początku nic przyjemnego, bo tam każda praca wymagała sporej siły. Młot, który dostałem, chociaż o połowę mniejszy niż ten, którego używał kowal, był o wiele za ciężki dla mnie.

 Nie raz byłem załamany, nie mogąc podnieść do góry tego cholernego żelastwa. Pamiętam, jak z bólu płakałem przez wiele nocy, a rano budziłem się przerażony, że znowu muszę iść do kuźni.

 Jednak powoli nabierałem siły, z dnia na dzień coraz lepiej radziłem sobie z ciężką pracą.

 Po kilku latach byłem już w miarę dobrym kowalem, a siłą prawie dorównywałem mojemu opiekunowi.

 Potrafiłem już robić miecze, topory, tarcze nie mówiąc już o tak prozaicznych pracach, jak podkuwanie koni, czy naprawy różnych sprzętów dla mieszkańców wioski.

 Praca była ciężka, ale dość ciekawa. Jednak mój opiekun nie był tylko kowalem. Jak się okazało, przez wiele lat był żołnierzem. Tu muszę wam koniecznie opowiedzieć o jego jakby dodatkowym zajęciu czy może raczej czymś, co robił, żeby sobie umilić życie. Tym czymś było strzelanie z łuku.

 Któregoś dnia zaprowadził mnie na tyły swojej kuźni, wyciągnął łuk, zawiesił tarcze i stwierdził krótko, że od dzisiaj będę się uczył strzelać.

 Nie powiem, byłem bardzo zdziwiony, głównie tym, że przez kilka lat nie wiedziałem, że ten prosty człowiek potrafi nie tylko strzelać z łuku, ale był w tym bardzo dobry.

 Kowal stwierdził krótko, że człowiek z mojego stanu może być albo piechurem, albo łucznikiem.

 

 Pamiętam jego słowa „Piechur jest dla swojego pana nikim i w każdej bitwie będzie rzucany w najgorsze miejsca. Jak zginie nic się nie stanie. A dobry łucznik to co innego, bo szkolenie takiego kogoś trwa długo, czasem kilka lat, a to kosztuje. Z tego powodu łuczników się szanuje i oszczędza w walce. Jeśli nauczysz się dobrze strzelać, masz większe szanse na przeżycie”

 Miał rację, choć o tym przekonałem się kilka lat później.

 Oprócz łuku kowal uczył mnie również walki mieczem czy toporem. Najpierw jednak musiałem

 sobie wykuć broń. Pamiętam, jak kułem stal z wielką radością, wiedząc, że robię coś dla siebie. Mój miecz był ciężki o długim ostrzu, ale byłem już na tyle silny, że władanie nim nie przedstawiało większej trudności.

 Co do łuku, to okazało się ku mojemu zdziwieniu, że radze sobie z nim całkiem dobrze. Jak stwierdził mój opiekun mam do tego talent. Powoli, po wielu dniach treningu kowal przesuwał tarczę coraz dalej, a w końcu zaczęliśmy trenować w lesie, bo teraz strzelałem do celu oddalonego o dwieście kroków. Na początku nawet nie trafiałem w tarczę, ale w końcu zacząłem sobie radzić i zdarzało mi się nawet trafić w środek. Kowal był zadowolony i dał mi nowy większy łuk, a później pokazał jak taką broń zrobić. Od tej pory prawie codziennie ćwiczyłem, aż doszedłem do sporej wprawy, co bardzo się przydało później.

 Kiedy już w zasadzie pogodziłem się z tym, że będę kowalem wybuchła wojna. Na nasze księstwo najechały tysiące barbarzyńców. Było to o tyle dziwne, że zazwyczaj robili to zimą, nawet nazywano ich tymi, którzy przychodzą, gdy zaczyna padać śnieg. Tym razem było inaczej i chyba dlatego zaskoczyli wszystkich.

 Nasza wieś znalazła się na drodze jednej takiej hordy. Nikt nas nie uprzedził, więc kiedy ponad setka tych zdziczałych żołnierzy, choć trudno ich tak nazwać wpadła do wsi, niewielu mieszkańców zdążyło choćby sięgnąć po broń. Nasza kuźnia znajdowała się dość daleko na końcu wsi, więc obaj mogliśmy złapać za łuki i miecze i wybiec na podwórze, gdzie już było pełno napastników. Nie było jednak łatwo celować, bo we wsi wręcz się kotłowało. Mimo tego kowal co chwilę wypuszczał strzałę i prawie każda trafiała. Niestety najeźdźcy bardzo szybko pokonali wszystkich tych, którzy próbowali się bronić.

 Zostaliśmy tylko my dwoje. Strzelaliśmy tak szybko, jak tylko się dało. Barbarzyńcy padali jeden po drugim, lecz było ich zbyt wielu, żebyśmy mogli zabić wszystkich.

 W pewnym momencie, a pamiętam to dokładnie, kowal odwrócił się do mnie i krzyknął.

 - Uciekaj chłopcze, ja ich zatrzymam przez chwile – po tych słowach odrzucił łuk i wziął do reki olbrzymi młot kowalski i stanął gotowy do walki. Widząc to, stanąłem jak wryty i w moich oczach pojawiły się łzy.

 - Uciekaj do cholery! - wrzasnął i zamachnął się tak potężnie, że stojący już blisko barbarzyńcy cofnęli się. Dwóch zrobiło to o ułamek sekundy za późno. Młot uderzył w nich z taką siłą, że oderwał obu głowy. W tej chwili zrozumiałem, że to ostatnia szansa. Rzuciłem się do ucieczki. Biegłem tak szybko, jak tylko mogłem. Znałem tu każdy krzak, każde drzewo, więc kiedy już trochę ochłonąłem i stanąłem, dysząc potężnie, okazało się, że nikt mnie nie gonił. Postanowiłem iść do pewnego miejsca, w którym jak mniemałem, na pewno mnie nie znajdą. To była mała wyspa pośród bagien tak głębokich, że każdy, kto nie znał drogi, musiał utonąć, próbując je przejść.

 

 Gdy tam dotarłem padłem na trawę i natychmiast zasnąłem. Jak długo spałem, nie wiedziałem, kiedy się ocknąłem, postanowiłem zaczekać jeszcze dwa dni, nim powoli ruszyłem w stronę wioski. Gdy doszedłem, ujrzałem resztki dopalających się chat i mnóstwo trupów. Niedaleko kuźni znalazłem kowala. Wokół niego leżało kilkanaście ciał tych, którzy napadli na wieś. Widać mój opiekun nim został zabity, posłał na śmierć sporo barbarzyńców. Jego ciało starego żołnierza było sponiewierane, widać było wiele ran od mieczy czy toporów. Prawa ręka praktycznie odrąbana trzymała się już tylko na resztkach skóry, podobnie jak lewa noga odcięta leżała obok ciała. Widać było, że barbarzyńcy musieli znęcać się na nim już po śmierci.

 Postanowiłem pochować kowala w ziemi. Resztę zostawiłem, bo bałem się, że w każdej chwili mogą tu trafić kolejni barbarzyńcy. Z kuźni niewiele pozostało, ale znalazłem kilka swoich rzeczy, które jakimś cudem się uchowały.

 Postanowiłem schować się w lesie i tam przeczekać tyle, ile się da. Nie wiem, jak długo żyłem wśród drzew i krzewów, polując na wszystko to, co udało się ustrzelić. Za każdym razem, kiedy moja strzała dosięgała sarny, ptaka czy królika dziękowałem w duszy mojemu opiekunowi, za to, że nauczył mnie strzelać. Gdyby nie to, pewnie ciężko byłoby mi przeżyć.

 Któregoś dnia zobaczyłem na trakcie, przy którym się ukryłem oddział wojska, liczący około pięćdziesięciu chłopa. Ku mojej wielkiej radości byli to żołnierze księcia Ernesta. Wyszedłem z

 ukrycia i już po chwili opowiedziałem dowódcy oddziału o napadzie na wieś. Podałem się za łucznika, ale młody oficer z początku nie chciał mi uwierzyć. Nie pozostało mi nic innego, jak pokazać co potrafię. Wybrałem drzewo stojące jakieś sto kroków dalej, przymierzyłem i wystrzeliłem. Strzała trafiła w prawie w sam środek, co spotkało się z wybuchem radości wśród żołnierzy.

 Tak mówiąc w dużym skrócie, zostałem łucznikiem. Dowódca jak pamiętam, był młody, ale nie głupi i zdawał sobie sprawę, że taki ktoś jak ja na pewno mu się przyda. Niestety jak się okazało, bardzo szybko musiałem się wykazać, choć jak wiecie moje doświadczenie to raptem jedna walka i do tego bardzo krótka. Na szczęście nienawiść do tych stworów była we mnie tak wielka, że zabijała strach.

 

 Kilka dni później trafiliśmy dość przypadkowo na obóz barbarzyńców. Nie spodziewali się, że ktoś może ich napaść i nawet nie wystawili wart. Rod Ewars, bo tak nazywał się dowodzący nami rycerz, bez zastanowienia dał rozkaz do ataku. Nim jednak ruszyliśmy, podszedł do mnie i zapytał, czy dam radę strzelać z drzewa. Przytaknąłem, więc pokazał mi stojący niedaleko dąb i kazał bardzo cicho wejść na niego. Nim ruszyłem, powiedział, żebym szukał ich dowódców, a poznam ich albo po wielkich hełmach z rogami, albo bogatym stroju. Po chwili byłem już gotowy. Delikatnie wyciągnąłem strzałę i nałożyłem na cięciwę i zacząłem szukać kogoś opisanego przez Ewarsa.

 Po chwili dostrzegłem stojącego tak mniej więcej 150 kroków ode mnie olbrzymiego barbarzyńcę w srebrnym pancerzu i hełmem z rogami, który trzymał w ręce. Wiedziałem, że muszę trafić. Przymierzyłem i po chwili strzała pomknęła ze świstem. Trafiłem i to całkiem nieźle, bo prosto w szyję, czyli miejsce nieosłonięte praktycznie niczym. Olbrzym przez chwilę stał w bezruchu, po czym padł na trawę. W tym momencie żołnierze ruszyli do ataku.

 Barbarzyńcy zaskoczeni śmiercią swojego wodza praktycznie zamarli i nim się opanowali, spora część już nie żyła. Ja dalej siedziałem na gałęzi i starałem się strzelać, jak mogłem najszybciej.

 Nawet dzisiaj po wielu latach pamiętam, jaka mnie wtedy ogarnęła złość i zawziętość.

 Czy się bałem? Nie. Chyba nie, bo widziałem, że to właściwie nie była walka, a raczej pogrom.

 Kiedy zabito już wszystkich, zszedłem z drzewa i powoli podszedłem na pobojowisko.

 Zwycięstwo było całkowite i do tego okupione tylko lekkimi ranami kilku żołnierzy. Jak się okazało, moje strzały zabiły ośmiu barbarzyńców, co w dużym stopniu pomogło mi zyskać szacunek tak dowódcy, jak i reszty oddziału. Niestety był to dopiero początek krwawej wojny.

 Ruszyliśmy dalej, a to, co się później wydarzyło, opisze wam w kolejnym rozdziale.

10644 zzs

Liczba ocen: 2
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ^Ozar
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 79

Opis:

Dodano: 2021-03-31 10:46:12
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
"Po chwili dostrzegłem stojącego tak mniej więcej 150 kroków ode mnie olbrzymiego barbarzyńcę" - tu raczej powinna być liczba zapisana słownie
Fajna historia, lubię takie średniowieczne tematy. Łucznicy, wojownicy, przyjemny klimat. Jest parę baboli interpunkcyjnych, ale to się zdarza Jeśli miałbym się czegoś czepić, to byłby to wstęp - mam wrażenie, że takie troszkę masło maślane wychodzi. Jest kilka akapitów, które traktują praktycznie o tym samym, czyli pisaniu pamiętnika. Radziłbym to troszkę skondensować, ale to tylko moje subiektywne zdanie.
Poza tym zapis wydaje się momentami nieco chaotyczny, jednak myślę, że to można wytłumaczyć nieco pamiętnikowym zapisem historii, w którym to główny bohater jest narratorem i opowiada, często pod wpływem emocji, przebieg tych wszystkich wydarzeń.
Ciekawy jestem, co będzie dalej, w części II
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
CptUgluk Tu mnie zaskoczyłeś bo wcale nie miałem zamiaru pisać II części, bo potraktowałem to jako wyzwanie TW i nic więcej, ale może jest sens pociągnąć to dalej?
Odpowiedz
Ozar jeśli masz pomysł i chęci, to nie widzę przeszkód. Widać, że lubisz militarne historie, a cofnięcie się o kilka wieków wstecz to może być miła odmiana
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
CptUgluk Tak to rzeczywiście temat do przemyślenia.
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
Ozar Ale część II już bardziej na audio!
Odpowiedz
Ozar o, to by było ciekawe. Ja z audio jestem trochę na bakier, ale muszę kiedyś wpaść do Ciebie i posłuchać czegoś, no muszę
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
CptUgluk No zapraszam bo jest tego juz chyba z 15 odcinków. Tak proza jak i historia.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Uszanowanko, takie luźne uwagi na początek:
To, co tu znajdziecie, to opis życia kogoś, kto pod koniec życia postanowił spisać swoje dzieje. – Trochę za dużo tych „żyć”
mimo tego może kogoś zainteresujw < -- chochlik podmienił „e” na „w”
opisana przeze mnie historia. – zdanie dalej masz „ opowiadałem swoją historię”; trochę za blisko są te „historie”
zacząłem prace – ę
Nie raz – nieraz
nazywano ich tymi, którzy przychodzą, gdy zaczyna padać śnieg – Nazywano ich „Tymi, którzy przychodzą (&hellip
setka tych zdziczałych – tutaj, ale i w kilku innych miejscach wyrzuciłabym śmiało zbędne zaimki
Uciekaj chłopcze, ja ich zatrzymam przez chwile – po tych słowach odrzucił łuk i wziął do reki olbrzymi młot kowalski i stanął gotowy do walki. – Ogonki przy „ę” się pogubiły. I kropka na końcu dialogu, a potem to już z wielkiej litery

Młot uderzył w nich z taką siłą, że oderwał obu głowy. – tutaj taka luźna dygresja, ale czy broń obuchowa, nawet użyta z wielką siłą i wprawą, może coś oderwać? Bardziej mi tu pasowałoby „zmiażdżyć”

Takie drobiazgi. Ogólnie, bardzo fajna formuła, widać, że idzie Ci coraz lepiej Z początku myślałam, że nawiązujesz do Brama Stokera i "Draculi", ale te wojskowe klimaty, połączone z klasyczną przygodówką także mi podpasowały
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
Hiraeth Dzięki za wizytę i ciekawy komentarz. Co do TW to mam lekkie objawy wyparcia. Zazwyczaj nie trafiam z hasłami i potem muszę na siłę coś pisać. To mnie trochę przestaje bawić. Nie moje klimaty. Jak mawiał pułkownik Sztirlitz "materiał do przemyślenia" na przyszłość. Głebokiego przemyślenia.
Odpowiedz
z wykopem
Pamiętnik, jak się patrzy. Fajna historia. Motyw śmierci kowala i cały fragment, rozgrywający się wokół tej sceny - bardzo udany. To taki klasyczny motyw, który u faceta (z zakodowanym w genach archetypem bohaterskiego, altruistycznego obrońcy) wywołuje ciarki, a nawet skrytą łzę, gdy jest już po wszystkim. To bardzo filmowa scena, z tych, co to zapamiętuje się na długo.

Z rzeczy, które na pewno bym poprawił, to skrócenie wstępu, dotyczącego pisania pamiętnika. Mam podobne odczucia, co CptUgluk - warto byłoby tutaj trochę skondensować, bo teraz jest ciut rozwleczone.

Dobrze się czytało. No i rzeczywiście aż prosi się o ciąg dalszy
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
Zdzislav Dzięki za wizytę. No cóż musiałem coś wymyślić na TW, choć przyznam szczerze że już mi to lekko obrzydło. Co do dalszego ciągu to postaram się wrzucić drugi odcinek ale już nie jako TW a do tego jako audio.
Odpowiedz
Wypisz, wymaluj fabuła Kingdom Come Deliverence.
Sprytnie się bronisz w tekście tym, że ledwie nauczyłeś (jako postać) się pisać, dając tym niepisane przyzwolenie babolom. No niestety, tych jest sporo. Brakuje ogonków, dość dużo dookreśleń, typu: moje, swoje. To wszystko do wycinki.
Tekst ok, ale łba mi nie urwał.
Stać Cię na wincyy.
Sorex, szczerze.
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
Canulas Dzięki za odwiedzinki ale przyznam szczerze że mam coraz większe obiekcje co mojej dalszej produkcji pod hasłami TW. ja mam swoje klimaty a to, co muszę wymyślać jest zazwyczaj do d...
Odpowiedz
Ozar eee, fabularia nie są złe, mości Ozar. Mówię o detalach, bo to też składowa opowiadania i chcę być szczery. Plus jest taki, że to są pierdołki, które mnożna wyeliminować, a samo story całkiem zacne, więc nie kwękaj.
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
Canulas Dzięki, może masz rację ale ja zazwyczaj jak wiesz jestem trochę marudny hahahaha.
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
Ozar To już pewnie cecha wieku!
Odpowiedz
Odpowiedz
Hej
"Część I" - czyżbyś planował cd...?

Lecimy z czytaniem:

"...może kogoś zainteresujw" - zainteresuje literówka

Ok, fajnie, płynnie napisane "wspomnienia". Dobrze się je czyta.
Nie ma tu wymuskanej naiwności, jest za to trochę akcji, trochę opisów nauki. Jest dobrze
Pozdrowionka
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
Agnieszka Dziękuje za wizytę i komentarz. Co do c.d. Tak. Zarówno kapitan jak i Zdzislav piszą mi że fajnie by było pociągnąć to dalej. Jednak ponieważ mam tu serie Arlim i Sza (to o gościu z wilczycą), postanowiłem połączyć oba wątki w jeden, czyli obaj panowie się spotkają. Wrzucę to dzisiaj albo jutro jako audio: Arlim i łucznik.
Odpowiedz
Ozar no proszę. I dobry pomysł
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
Agnieszka No mam nadzieję hahahahaha
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Całkiem fajnie Ci to wyszło, nieco chaotycznie momentami i trochę baboli (czasami zdania przeskakują wers niżej w połowie), ale ogólnie całkiem spoko
Odpowiedz
Trochę potknięć jest, jakaś literówka, powtórzenia, ale jedno Ci powiem, że jak wcześniej męczyłam się przy Twoich opkach z narracją, tak teraz bardzo lekko mi się Twoje opowiadania czyta i jest to fajne, moim zdaniem to duży progres. Pomysł również ciekawy 🙂
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
Adelajda No fajnie że się podobało. Ja zawsze się meczę z TW, bo mam swoje klimaty głównie wojenne, a reszta mi idzie trudno. Zapraszam do wysłuchania moich audio, gdzie nie ukrywam ćwiczę się do bycia lektorem!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.