online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW#3 – Rogaty
<
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 11
>
Tagi: #stalker #zona #mutant #anomalia #Czarnobyl #artefakt

S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 12

 Link do części 11: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=7048

 

 

  Ten, który stał pośrodku, trzymał w dłoni pistolet i był niechybnie przywódcą bandy, bo zachowywał się najpewniej i tylko on do nas gadał.

  – Dokąd to chłopaki? Zatrzymajcie się na chwilę. – Chociaż twarz miał zasłoniętą i widać było tylko jego oczy, wiedziałem, że skurwysyn się uśmiecha. Był dumny, że zasadzka się udała i przekonany, że za chwilę skroi kolejnych frajerów. – Łapy z dala od broni, bo chłopaki zrobią wam sieczkę z dupy.

  Nerwowe ruchy i latający wzrok jego kompanów sugerowały, że lepiej będzie na razie grać według ich zasad i nie prowokować ich do zgięcia palca wskazującego. Sytuacja była nieciekawa, ale trzeba było zyskać na czasie i czekać na sposobność do zrobienia czegokolwiek.

  Zamaskowany rozmówca wskazał na budynek starego młyna.

  – Przejdziemy się tam. Tylko bez numerów. – Pogroził nam palcem. – Nikt nie musi dzisiaj zginąć. Od was zależy czy wrócicie do domu. Idziemy, powoli.

  Nie musieliśmy nic do siebie mówić, obydwaj z Timonem wiedzieliśmy, że próba ucieczki czy sięgnięcia po broń w zakończyłaby się przyjęciem na plecy kilku gramów szkodliwego dla zdrowia ołowiu. Szliśmy więc w milczeniu i chociaż gotowało się we mnie ze złości, musieliśmy słuchać poleceń bandytów.

  Poprowadzili nas do bliższego budynku, który chyba służył kiedyś jako magazyn. Dwuskrzydłowa, otwarta na oścież brama zapraszała do przestąpienia przez próg. Wewnątrz, konstrukcja była podtrzymywana przez centralnie ustawione grube filary. Do środka, przez dziury po brakujących płytach eternitu w pokryciu dachowym wpadały ostatnie promienie światła. Podłoga usłana była śmieciami, fragmentami cegieł i gruzu. Nasz przewodnik kazał nam stanąć pod ścianą. Miałem niefajne skojarzenie z plutonem egzekucyjnym, a ja i mój towarzysz znajdowaliśmy się po nieodpowiedniej stronie strzelb.

  – Plecaki i broń na ziemię, już! – rozkazał przywódca grupy.

  Wykonaliśmy polecenie. Przeszło mi przez myśl, żeby wykorzystać moment i wystrzelać sobie drogę do wolności, ale nadal w najlepszym przypadku były dwie lufy do trzech – zbyt duże ryzyko. Jeden z podkomendnych nie spuszczając z nas wzroku, schylił się i sięgnął najpierw po broń, a potem po plecaki, odsuwając je poza nasz zasięg. Szef ruchem głowy wskazał na odebrane nam przedmioty, po czym tamten jedną ręką zaczął przetrząsać nasze graty, przez cały czas trzymając krótkolufową śrutówkę w drugiej.

  – Widzicie jak ładnie? Można być grzecznym? Można – zadowolenie w głosie bandziora sprawiało, że miałem ochotę rzucić się na niego i wydłubać mu te świńskie oczka.

  – Weźcie nasze artefakty – zaproponowałem drżącym z emocji głosem. Strasznie nie lubiłem w sobie tego, że w nerwach nie potrafiłem go opanować. – Jest tam Kotlet, Kamienny Kwiat i Korale Mamy.

  – Bądź pewien, kolego, że weźmiemy. Ale wiem, że macie też pendrive, na którym nam zależy. Wrona was sprzedał.

  Wymieniliśmy z Timonem spojrzenia i zmarszczyliśmy brwi. Obydwaj pytająco popatrzyliśmy na gościa z pistoletem.

  – Nie znamy żadnego Wrony, kolego. Mamy tylko parę artów i to wszystko.

  Bandyci popatrzyli po sobie. Ich szef wyglądał na nieco zbitego z tropu. Szybko jednak odzyskał rezon. Postąpił gwałtownie o krok naprzód i wrzasnął:

  – Nie pierdol mi tu głupot! Mamy, kurwa, pewną informację, że miało być, kurwa, dwóch stalkerów z jebanym pendrivem. Rozpierdolę was tu na miejscu, jak nie dasz mi tego, co chcę.

  Atmosfera mocno zgęstniała. Nie wiedzieliśmy co robić, ale czuliśmy, że zaraz możemy stracić życie w wyniku jakiegoś dziwnego nieporozumienia.

  Słońce zaszło i robiło się coraz ciemniej. Wtem z zatopionej w mroku głębi budynku dało się usłyszeć chrzęst, jakby ktoś nadepnął butem na kawałek skruszonej cegły. Bandyci spojrzeli w tamtym kierunku, a ten, który przed chwilą przetrząsał nasze plecaki, wycelował obrzyna w kierunku źródła dźwięku i pociągnął za spust. Chłopak od początku wyglądał na nerwowego, więc przypuszczam, że idiota zadziałał szybciej, niż pomyślał. Ułamek sekundy wynikający z tego zamieszania wystarczył, żebyśmy z Timonem wymienili się znacząco spojrzeniami. Trzeba było zagrać va banque. Czy byliśmy tymi, których szukali czy nie, najpewniej i tak skończylibyśmy pod ścianą, podziurawieni kulami.

  Rzuciłem się na gościa ze strzelbą, podbijając jego broń do góry, dzięki czemu wystrzał zamiast w moim brzuchu wyrwał dziurę w pozostałościach sufitu. Jednocześnie mój kompan chwycił naszego agresywnego rozmówcę za nadgarstek dłoni, w której ten dzierżył pistolet i naparł na niego, wywracając go na ziemię. Całej tej błyskawicznej akcji towarzyszyły rozbłyski światła i ogłuszająca kanonada wystrzałów z broni palnej. Mocując się z bandytą i próbując wyrwać mu strzelbę, rzuciłem okiem w głąb magazynu i zauważyłem, że w naszą stronę wolno, lecz zdecydowanie przesuwa się kilka uzbrojonych postaci.

  – Timon, spierdalamy! – krzyknąłem do przyjaciela, który łokciem przemeblowywał twarz oponenta.

  Wiedziałem, że jedyny scenariusz, w którym mieliśmy szansę skończyć cało, przewidywał jak najszybsze opuszczenie budynku. Puściłem strzelbę bandyty i próbowałem wyskoczyć przez wrota, ale potknąłem się i runąłem na twarz. Obróciłem się szybko na plecy i zobaczyłem jak gość, z którym przed momentem walałem się po ziemi, klęczy przodem do mnie, a po chwili z przerażeniem w oczach i z sikającą krwią dziurą w szyi przewraca się do tyłu. Strzały ucichły, a nade mną stanął żołnierz i celując do mnie z karabinu, darł się, żebym się nie ruszał. Po chwili pojawił się przy mnie drugi. Obrócili mnie na plecy, założyli kajdanki i podnieśli do góry. Obejrzałem się i zobaczyłem jeszcze dwóch żołdaków, a w świetle ich latarek ujrzałem resztę martwych bandytów i leżącego na ziemi bez ruchu Timona. Pył pod jego głową nasiąkał czerwienią, a krwawa plama centymetr po centymetrze zwiększała swoją powierzchnię.

  – Timooon! – wrzasnąłem przerażony, ale po chwili dostałem kolbą w brzuch i zgiąłem się w pół. Żołnierze postawili mnie do pionu i ostatnim co zobaczyłem podczas tej akcji była szybko zbliżająca się ku mojej twarzy kolba karabinu. Poczułem wstrząs i ktoś nagle zgasił światło.

  Ocknąłem się z bólem i zawrotami głowy na tylnym siedzeniu wojskowego samochodu. Czułem otępienie i dezorientację, nie do końca wiedziałem, co zaszło. Próbowałem dowiedzieć się czegoś od eskortujących mnie żołnierzy, ale tylko kazali mi się zamknąć. Musiałem poczekać aż dotrzemy do celu, gdziekolwiek to miało być.

  Na wpół przytomnego doprowadzili mnie potem do pomieszczenia, w którym przeszedłem przymusową dekontaminację, a dalej trafiłem pod ostrzał pytań. Podczas serii przesłuchań przemaglowali mnie tak, że pod koniec nie wiedziałem, jak się nazywam. Na deser odwiedzili mnie jeszcze przedstawiciele Instytutu. Oni również chcieli się dowiedzieć wszystkiego ze szczegółami i oznajmili, że w wyniku całej tej akcji nasza współpraca oczywiście musi się definitywnie zakończyć.

  Zostałem sam. Wiedziałem, że niedługo przeniosą mnie do aresztu tymczasowego. Następnie miałem zostać osądzony i ostatecznie po upłynięciu określonego okresu przeniesiony do regularnego zakładu karnego. Żegnaj wolności.

  Udało mi się też dowiedzieć nieco więcej o kulisach mojej ostatniej przygody w Zonie. Okazało się, że ten cały Wrona, o którym mówił szef bandziorów, był żołnierzem, który z nieznanych mi powodów zdezerterował. Gość uciekł do Zony, gdzie od jakiegoś czasu się ukrywał. Dowiedział się o pendrivie z jakimiś cennymi danymi, który miał być transportowany przez dwójkę stalkerów i przemycony do Świata Zewnętrznego. Wrona, licząc na zysk, poszedł na układ z bandytami i sprzedał im informację o tym przeklętym nośniku, więc ci zaczaili się niedaleko młyna. Wojskowi z kolei znaleźli się tam w tym samym czasie i o tej samej porze, ale czego tam szukali, tego już nie udało mi się dowiedzieć. Może też chcieli tego pendriva, może kogoś ścigali, choćby tego dezertera? Nie wiadomo, tajne przez poufne, sprawy wojska.

  W każdym razie cała akcja skończyła się dla mnie tak, jak się skończyła. Dla Timona z kolei koniec był definitywny…

  Zastanawiałem się, dlaczego wyszedłem z tej akcji cało. W moim mniemaniu uratował mnie fakt, że gdy wkroczyli żołnierze, ja znajdowałem się najbliżej wyjścia. Zostałem jako ostatni żywy na placu boju, więc wojskowi zgarnęli mnie w celu przesłuchania. Pewnie pomogło mi też to, że nie udało mi się odebrać broni bandycie, z którym walczyłem – gdybym wtedy siedząc na ziemi dzierżył w dłoniach strzelbę, to teraz z pewnością byłbym trupem. Jak Timon…

 

 ***

 

  Długo nie mogłem sobie poradzić ze śmiercią przyjaciela. Wiedziałem, że choć nigdy do niczego go nie zmuszałem, to i tak ponoszę odpowiedzialność za to, co się stało. To przeze mnie i mój adrenalinowy głód zaczęliśmy chodzić na te akcje „na boku”. To ja zainicjowałem ten nieszczęsny wypad. To ja powinienem zginąć. Życie bywa niesprawiedliwe, ale i konsekwentne – doprowadziłeś do tego, więc zmagaj się z konsekwencjami. Nie przeszło mi jednak przez myśl, że tą konsekwencją będzie utrata długoletniego przyjaciela i (dopiero wtedy to do mnie dotarło) jednocześnie najbliższej mi osoby na całym tym zasranym świecie.

  Ilczuk cenił Timona i wiedziałem, że ma do mnie ogromny żal za to, co się stało. Tym bardziej zdziwiło mnie, że to do mnie się zgłosił. Tak desperacki krok sugeruje, że Instytut z jakichś powodów znalazł się pod ścianą.

  Zaintrygowany stwierdziłem, że wysłucham szczegółów propozycji. Podświadomie też czułem potrzebę odpokutowania za błędy z przeszłości, chociaż wiedziałem, że nie ma uczynku, który swoją dobrocią zmazałby wyrządzone szkody i moje wyrzuty sumienia.

  – To jak będzie, Dawidzie? – ponowił pytanie uczony.

  – Tak, chętnie dowiem się więcej.

  – Świetnie. Tylko ostrzegam cię, nie marnuj mojego czasu – ostrzegł profesor. – Sytuacja nagli, więc trzeba działać szybko, nie ma miejsca na pomyłki. Wstępnie ustaliłem już warunki twojego zwolnienia z aresztu. Załatwimy formalności i jutro z samego rana zostaniesz odeskortowany do Instytutu, gdzie poznasz wszystkie niezbędne szczegóły. Dobrze się wyśpij i pomyśl o mojej propozycji jako o formie zadośćuczynienia rodzinie Igora. Tak to potraktuj. Do zobaczenia jutro.

  Uczony wstał, chwycił swoją laskę opartą o biurko i podpierając się nią, podszedł do drzwi.

  – Profesorze…

  – Tak? – Uczony znieruchomiał z ręką na klamce.

  – Czy pan Tymczuk, ojciec Igora jeszcze…

  – Wiktor odszedł z Instytutu po śmierci syna – przerwał mi Ilczuk. – Już nie pracuje. Do zobaczenia, Dawidzie.

  Pociągnął za klamkę i wyszedł z gabinetu, gdy tylko strażnik przestąpił próg. Ulżyło mi, że nie będę musiał patrzeć w oczy ojcu Timona, nie wiedziałbym jak się zachować.

  Zostałem odprowadzony do swojej celi, gdzie usiadłem na pryczy i próbowałem pozbierać ponownie do kupy świeżo odgrzebany żal i wyrzuty sumienia.

10886 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~CptUgluk
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 31

Dodano: 2021-04-03 12:29:43
Komentarze.
"czy sięgnięcia po broń w zakończyłaby się przyjęciem" - jakieś dziwne "w" tam jest;
"Obrócili mnie na plecy, założyli kajdanki i podnieśli do góry" - chwilę wcześniej sam się obrócił na plecy, więc nie wiem, czy nie chodziło tu o odwrotną sytuację, że odwrócili go na brzuch, żeby za plecami założyć kajdanki?
Biedak, wiadomo, że będzie miał poczucie winy i to poczucie winy popchnie go dalej do robienia głupot. Abstrahując od nieprzyjemnych konsekwencji, bardzo fajna, obrazowa była ta akcja z bandytami. Może nie skończyło się szczęśliwie, ale emocje były!
Odpowiedz
alfonsyna a tak, prawda. Chodziło o obrócenie na brzuch. Czytałem to tyle razy i nie zauważyłem babola :/
Fajno, miło mi, że udało się wzbudzić trochę emocji zobaczymy, jak dalej
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.