online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Uchodźcy
<
TW #2 - Kino Cekinomanekino
>

Historia, która miała być zabawna, ale nie jest

 Kupiłem loda. Nie wiem czemu zrobiłem to akurat w środku zimy. Minus czterdzieści w cieniu. Zacząłem się zastanawiać, co z tym fantem zrobić. To był impuls, jakbym usłyszał z tyłu głowy głos lodziarza. Spojrzałem na trzymany w ręku wafelek z lodem. Nawet nie wiedziałem, co to za smak. Wyglądało jak karmelowy.

 Rozejrzałem się dookoła. Gdzie ja go kupiłem? Nigdzie nie było lodziarni, nawet żadnego sklepu. Otaczały mnie jedynie fabryki kondomów i sprzętu do przeprowadzania gwałtu analnego.

 Jak w ogóle znalazłem się w tej części miasta? Kompletnie straciłem orientację w terenie. Szczerze powiedziawszy nie miałem pojęcia, czy mieszkałem w tym mieście, ani jak ono się nazywało.

 Odruchowo liznąłem loda, którego przecież nie miałem zamiaru kosztować. Okazało się, że jest ciepły i paskudny w smaku. Rozejrzałem się za koszem na odpadki, ale niczego podobnego nie znalazłem, a nie chciałem śmiecić na ulicy. Jeść tego pseudoloda też nie zamierzałem, zwłaszcza w środku zimy.

 Udałem się dalej z nadzieją, że w końcu lepiej zorientuję się w okolicy. Natrafiłem na coś w rodzaju rynku, jednak nie było prawie żadnych ludzi. Stała tam jedynie fontanna i mężczyzna ubrany w ciemny płaszcz. Wpatrywał się w wodę. Podszedłem do niego z nadzieją, że nie jest głuchy i mi pomoże.

 - Przepraszam. Co to za miasto? – zapytałem.

 - Nie rozumiem.

 - Jak nazywa się to miasto?

 - Nie wiem.

 Mężczyzna nie był głuchy, ale najwyraźniej podobnie zagubiony w rzeczywistości co ja.

 - To pan nie mieszka w okolicy?

 - Nie. Nie wiem jak się tu znalazłem. Nawet nie pamiętam kim jestem. Podszedłem do tej fontanny i to co w niej zobaczyłem przyciągnęło mój wzrok.

 - A co pan tam dostrzegł?

 - Proszę samemu zobaczyć.

 Zerknąłem i w wodzie dostrzegłem maleńkie rybki akwariowe pływające wewnątrz. Były ich całe chmary.

 - Niezwykłe.

 

 Nie zdążyłem jednak ani wystarczająco nacieszyć się widokiem, ani dowiedzieć co nieznajomy sądzi na ten temat, gdyż poczułem jak niebezpiecznie i zupełnie bezwiednie przesuwam się w przód, ciągnięty przez niezwykłą siłę. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nawet pływać nie umiem, ale było już za późno na jakąkolwiek reakcję. Znalazłem się w fontannie, jednak to co tam zobaczyłem zupełnie nie przypominało widoku z zewnątrz.

 Znalazłem się bowiem wewnątrz czegoś, co przypominało tunel. Nie było tam rybek, ani wody. Niewiele więcej mogłem o tym miejscu powiedzieć, poza tym, że nie miałem zielonego pojęcia jak się tam znalazłem. Czyżbym po zetknięciu z wodą od razu stracił przytomność, ktoś mnie wyciągnął i przetransportował do nowego miejsca.

 Znów nie miałem zbytnio dużego pola do manewru, gdyż z trzech stron otaczały mnie ściany. Poszedłem więc przed siebie, obiecując sobie, że następnym razem na pewno nie będę zaglądał do żadnej fontanny. W końcu znów natrafiłem na kogoś, tym razem jednak od razu go rozpoznałem. Zresztą on także mnie poznał. Był to Franek, kolega ze szkoły, który wyjechał do pracy zagranicę i słuch o nim zaginął. Ucieszył się na mój widok.

 - Ty też tutaj?

 - Najwyraźniej. A gdzie to tutaj dokładnie jest? Tylko nie mów, że nie wiesz.

 - No jasne, że wiem. Jesteśmy w kosmosie.

 - Co takiego?

 

 Wskazał palcem na okrągłe okienko niczym na statku przez które widać było przesuwające się gwiazdy na tle czarnego nieba.

 - Ale jak… Jak się tu znaleźliśmy?

 - Tego to nawet nie pamiętam. Jestem tu już tak długo, że zacząłem gadać sam do siebie.

 - Czyli masz taką samą amnezję jak ja. Ostatnie co pamiętam to fontanna, do której wpadłem.

 - Serio? Wpadłeś do fontanny? To żenujące. I to drugi raz.

 - Jak to drugi?

 - No jak byłeś dzieciakiem to podobno ktoś cię wepchnął do fontranny. Jakiś wariat. Topiłeś się i zrobił ci się uraz na resztę życia. Nawet nie zbliżałeś się do wody.

 - Nie pamiętam tego. Nie ma stąd wyjścia?

 - Jestem tu cholernie długo i go nie znalazłem.

 - Są tu inni ludzie?

 - Tego też nie wiem. Może są, bo wydaje mi się, że słyszałem głosy dochodzące zza ścian, ale to też mogło mi się przywidzieć. Może ty też mi się przywidziałeś.

 - Nie no, stary. Ja tu jestem, żyję i mówię do ciebie. Tylko za cholerę nie mogę pojąć co ja tu robię.

 - Mam to samo. Wolałbym siedzieć w domu, a tu ktoś zamknął mnie w statku kosmicznym.

 - A może wcale nie jesteśmy w kosmosie, a te widoki za szybą to jakaś podpucha i robią na nas jakiś eksperyment.

 - Nie radzę ci sprawdzać i rozbijać szyby, bo nawet mała dziurka może spowodować, że próżnia wciągnie nas niczym makaron przez słomkę. Zresztą i tak okienko jest za małe, żeby przez nie wyjść, a do tego nie ma go czym rozbić. Całe szczęście bo by mnie kusiło.

 - I co teraz? Co robisz przez cały ten czas?

 - Rozmyślam, a kiedy skończę gadam ze sobą. To takie relaksujące. Teraz do moich codziennych rozrywek będę mógł dołożyć rozmowę z tobą.

 - Cóż za interesujące życie. A co z jedzeniem?

 - Nie muszę jeść. To chyba przez to, że jesteśmy w kosmosie. Żyję, choć nie jem. Mam tylko straszną ochotę na mleko.

 - Czemu akurat mleko?

 - I małe tłuste myszki. Je też z chęcią bym pożarł. Nie jesteś przypadkiem małą tłustą myszką?

 - O czym ty gadasz?

 Zobaczyłem dziwny błysk w jego oku. Dopiero wtedy dostrzegłem, że urosły mu strasznie długie paznokcie. Bardziej pasowałoby tu określenie pazury albo szpony. Zaatakował mnie nimi bez ostrzeżenia, rozcinając skórę na policzku. Krew trysnęła z rany.

 - O, masz w sobie mleczko. Lubię czerwony kolor i jestem bardzo bardzo głodny.

 - Przestań. Co ty wyprawiasz?

 Zdałem sobie sprawę, że nie jestem już człowiekiem, zmieniłem się w coś na kształt szczura. Wyrósł mi ogon, wąsy, zamiast nosa miałem ryjek, natomiast mój dawny kumpel przypominał kota i to takiego, który dostrzegł zdobycz i wie, że już mu nie ucieknie. Rzucił się na mnie, a ja nawet nie mogłem się bronić. Leżałem jak sparaliżowany, kiedy mnie pożerał.

 

 

 

5744 zzs

Liczba ocen: 2
68%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: +fanthomas
Kategoria: groteska

Liczba wejść: 39


Dodano: 2021-04-08 09:59:42
Komentarze.
z wykopem
"Minus czterdzieści w cieniu." - hahaha 😄

"Poszedłem więc przed siebie, obiecując sobie, że następnym razem na pewno nie będę zaglądał do żadnej fontanny." - siebie/sobie.
Może: "Poszedłem więc dalej, obiecując sobie, że następnym razem na pewno nie będę zaglądał do żadnej fontanny."

Opko nie pozbawione - tak charakterystycznych dla Ciebie - walorów humorystycznych, z jazdą na karuzeli pod koniec. Dość... dziwne, z momentami, gdzie humor ustępuję przemyśleniom
Odpowiedz
z wykopem
Lubię groteskę, więc podobało mi się. Nawet zaciekawił mnie "sprzęt do przeprowadzania gwałtu analnego", choć to powinnam zostawić dla siebie xD
Całkiem spoko tekst, choć półpauzy zamiast myślników zawsze niepokoją.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.