online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Piekielne rewolucje Morgana Mózgojada (Bizarro)
<
Praca Wyróżniona

Teatr Dmuchanych Lalek im. Genowefy Strauss (Inwazja Bizarro)

 Mariolka wygląda na wybitnie wkurwioną. A wybitnie wkurwiona Mariolka nie zwiastuje niczego dobrego.

 – W łeb chcesz? Ośle jeden?

 Tłuczek do mięsa znajduje się w niebezpiecznie bliskiej odległości od jej dłoni. Kto normalny o ósmej rano zabiera się za klepanie schabowych?

 – O co ci chodzi? – pytam jak zawsze, choć tym razem naprawdę nie wiem, co takiego zrobiłem. No dobra, wiem, ale nie sądziłem, że będzie coś podejrzewać...

 – Wróciłeś o czwartej nad ranem a nie czuję od ciebie alkoholu. Czy to wystarczający powód, żeby zdzielić cię w ten głupi czerep? Znowu w hazard się bawisz, czy może wódę na prochy zamieniłeś?

 Sytuacja robi się coraz mniej komfortowa. Kuchenne narzędzie jest już w ręce żony. Ściska go tak mocno, że knykcie jej zbielały. Cholera, trzeba było wypić chociaż jedno piwo przed przyjściem.

 – Skarbeńku, byłem…

 – Nie skarbeńkuj mi tutaj! – Odruchowo cofam się w drugi kąt kuchni, bo tłuczek zaczyna wywijać młyńce. – I lepiej nie kłam, bo nie ręczę za siebie!

 W to nie wątpię. Trzeba coś naprędce wymyślić. Przecież nie powiem, że ją…

 Łup, Łup.

 Coś jednak nade mną czuwa! Mocne łomotanie do drzwi ratuje mi tyłek, przynajmniej na ten moment.

 – Otworzę – mówię i pędzę do przedpokoju.

 Patrzę przez judasza. To tylko listonosz. Szkoda. Komornik albo teściowa zabraliby więcej czasu. Otwieram.

 – Dwa listy mam. Jeden do pana Błażeja, drugi do pani Marioli.

 – Dzięki, Władziu.

 Powolnym krokiem zmierzam w stronę kuchni. Przesyłka do żony to kolejny katalog z ofertą kosmetyków, co powinno ją nieco zająć, ale ten do mnie… jest dziwny. Prócz adresu i mojego imienia widnieje na nim tylko znaczek, na którym jest dmuchana lalka z wielkimi cycami. Pewnie któryś z kumpli robi sobie jaja.

 – Kto to był? – pyta Mariolka tłukąc schabowego. W każde uderzenie przelewa tyle gniewu, że będą to chyba najcieńsze kotlety w historii tejże potrawy. O ile w ogóle coś z nich zostanie.

 – Władek. Masz nowy katalog.

 Rzucam na blat duży, kwadratowy pakunek.

 – A tam co masz? – Wskazuje tłuczkiem na list w mojej dłoni.

 O, już wiem jak zyskać trochę czasu!

 – To jest… coś ważnego. Związane z… nową pracą. Nie mówiłem ci, bo chciałem zrobić niespodziankę.

 – Serio mówisz? – Gdy przestaje się złościć a z jej twarzy znika na moment wkurw, to przypomina mi nawet dziewczynę, w której kiedyś się zakochałem.

 – No, tak! Tylko teraz muszę to przeczytać, zanim powiem ci o szczegółach. To dla mnie ważna chwila, więc pójdę na moment do pokoju. Niedługo ci wszystko wyjaśnię.

 – Łącznie z tym, co robiłeś w tę noc! Nie wywiniesz się!

 Wychodzę z kuchni bo tłuczek znowu zaczyna niebezpiecznie wirować w powietrzu. Zamykam się w pokoju, opadam na brązową wersalkę, otwieram list. Może wygrałem egzotyczną wycieczkę? Albo loterię, której organizatorzy specjalnie dają takie śmieszne znaczki, aby było incognito? Rozkładam złożoną na pół kartkę i czytam:

 

 

  Szanowny Panie Błażeju

 Uprzejmie informuję, że został pan wybrany w naszym plebiscycie. Pańska szczęśliwa liczba to sześćdziesiąt dziewięć! Wygrał pan tym samym bilet na najnowszy spektakl, który odbędzie się dziś wieczorem w naszym teatrze przy ulicy Murowaniec 2. Gdy będzie pan na miejscu, prosimy zastukać trzy razy w żółtą cegłę. Przedstawienie jest dla wybranej elity, dlatego może być pan z siebie dumny. Zapewnimy wrażenia artystyczno-erotyczne, o jakich nawet pan nie marzył.

  Kłaniam się nisko,

  Genowefa Strauss

  Dyrektor Teatru Dmuchanych Lalek

 

 

 Nie no, to muszą być jaja. W żadnym plebiscycie udziału nie brałem. Teatr dmuchanych lalek? Wrażenia artystyczno-erotyczne? Pewnie jakaś sekta, która organizuje orgie za zamkniętymi drzwiami. Naciągajcie starych impotentów!

 

 

 *

 

 

 Stoję na ulicy Murowaniec patrząc na tabliczkę z numerem dwa.

 Odbiło mi?

 Nic z tych rzeczy! Zwyczajnie wyszedłem z domu, mówiąc Mariolce, że czeka mnie dziś jeszcze jedno ważne spotkanie w sprawie tej nowej pracy. Zostawiłem ją samą ze schabowymi i postanowiłem poplątać się po mieście, aby wymyślić wymówkę. A teraz to nawet dwie wymówki, czyli sprawa ostatniej nocy i nowa robota, której przecież nawet nie zacząłem szukać. I tak się jakoś porobiło, że nogi zaprowadziły mnie tutaj.

 Biorę głęboki oddech, zbliżam zaciśniętą w pięść dłoń do żółtej, wytartej cegły.

 Co ja wyprawiam!?

 Sprawdzić nie zaszkodzi. W razie czego wyjdę i już.

 Ale jest jeszcze wcześnie, na pewno nikogo nie ma...

 Puk.

 Puk.

 Puk.

 Przełykam ślinę i czekam. Po krótkiej chwili stare, zaklejone żółtoczarnymi taśmami drzwi, uchylają się ze zgrzytem.

 – Imię – szepcze kobiecy głos.

 – Bła… Błażej – mówię niepewnie, ale teraz już się przecież nie wycofam.

 Drzwi otwierają się szerzej a ja wchodzę do skąpanego w mroku korytarza. Ktoś kładzie dłoń na moim ramieniu. Czuję zapach mocnych, kwiatowych perfum. Nagle pod sufitem zapala się ledowy szyld z różowym napisem:

 

 Witamy w Teatrze Dmuchanych Lalek im. Genowefy Strauss.

 

 

 *

 

 

 Piję koktajl, którego głównym składnikiem jest męskie nasienie.

 Połykam klejącą się do podniebienia spermę bez sprzeciwu. Wcale mnie to nie obrzydza, nie czuję się do niczego zmuszany. Odkąd tylko tu wszedłem, zrozumiałem, że to jest moje miejsce. Że tego całe życie szukałem. Że JEJ całe życie szukałem. Zgodzę się na wszystko, bo to ONA jest teraz dla mnie wszystkim.

 – Wygląda pani czarująco, pani Genowefo – komplementuję dyrektorkę teatru.

 Ma chyba co najmniej siedemdziesiąt lat, ale jaką przy tym klasę! Purpurowy żakiecik ze złotym kołnierzem, błyszcząca brokatem, czerwona suknia, szpilki, lisia kita na szyi, kręcone włosy spięte w fantazyjny kok. Jak królowa!

 – Dziękuję, Błażeju. Możemy sobie mówić na ty.

 Dolewa mi jeszcze trochę tego pysznego napoju. Łapczywie wypijam kolejny kubek męskiego nasienia zalanego wodą.

 – Nazwisko ma pani… to znaczy masz chyba nie polskie, prawda?

 – Prawda. Dziadek był Niemcem. Moje drzewo genealogiczne jest dość skomplikowane, nie warto tracić na nie czasu. Musimy przygotować się do spektaklu.

 Tupię nogami jak mały, podekscytowany chłopczyk. Siedzę na małym i plastikowym, dziecięcym krzesełku przy małym i plastikowym, dziecięcym stoliczku. Kubek, z którego piję, też wygląda na taki dla lalek. Nie specjalnie mnie to zastanawia. Zapach jej perfum już od samego początku sprawił, że wszystko stało się takie naturalne i piękne…

 – Nie mogę się doczekać! – mówię entuzjastycznie.

 Genowefa podchodzi do mnie, głaszcze po rozburzonych, czarnych włosach, schyla się i szepcze:

 – Chodź za mną. Przedstawię ci aktorów.

 – Wspaniale!

 Wstaję z krzesełka uradowany. Zawsze chciałem poznać znanych ludzi. Kulisy teatru są dosyć spore. Kręcimy się po zawiłych korytarzach, mijając dziesiątki zamkniętych na kłódki, ponumerowanych drzwi.

 Sześćdziesiąt siedem.

 Sześćdziesiąt osiem.

 Sześćdziesiąt dziewięć.

 O, w tych ostatnich nie ma kłódki. Zaraz jednak korytarz dobiega końca i wchodzimy do pomieszczenia pełnego kolorów i zapachów. Są lustra, wieszaki na kółkach z całą masą ubrań, i są też… dmuchane lalki.

 – Dzień dobry, panowie. Przedstawiam wam nowego członka zespołu. Błażeju, oto prawdziwi wirtuozi sceny.

 Lalki kłaniają się, biją brawo, jedna nawet podchodzi i wyciąga do mnie dmuchaną rękę. Odruchowo ściskam napompowaną dłoń i potrząsam nią.

 Lalki są najróżniejsze.

 Niektóre wyglądają jak najtańsze zabawki z Allegro, takie za kilka dych, z szeroko otwartą gębą i dmuchanym kutasem zwisającym do kolan. Białe, czarne, wysokie, niskie, a jednak niemal że jednakowe. Są również te ze średniej półki. Ich ręce i nogi nie są już tylko zaokrąglonymi kikutami, a przypominają już nieco prawdziwe kończyny. Egzemplarze te mają zarysowane kaloryfery na brzuchach, noszą peruki na głowach, a w kroczu dyndają, wyglądające na bardziej realistyczne, przyrodzenia. No i są również takie, na które nie każdego stać. Gdybym nie przyjrzał się dokładniej, mógłbym pomylić je z człowiekiem.

 Wszystkie jednak łączy jedno. Zachowują się właściwie zupełnie po ludzku. Chodzą, rozmawiają ze sobą, poprawiają makijaż, grzebią w ciuchach. Tylko dlaczego nie ma wśród nich żadnej cycatej sztuki z trzema otworami?

 – Genowefo, czuję się trochę zmieszany – mówię w końcu, bo tym razem nie do końca wiem, jak powinienem się zachować.

 – Rozumiem, to normalne na początku. Gdy będziesz po swoim pierwszym spektaklu, wszystko z ciebie spłynie. W przenośni i dosłownie.

 Odczuwam napięcie, ale też podniecenie. Tego mi było trzeba. Kolejna noc z dziwką i wieczne okłamywanie żony to było gówno, nie przeżycia.

 – Co znaczy, po MOIM pierwszym spektaklu? – pytam, patrząc jak czarnoskóry aktor nasmarowuje czymś swojego półmetrowego penisa.

 – Nie ma sensu trzymać cię dłużej w niepewności. To twoja nagroda, Błażeju. Nie będziesz na widowni, tylko na scenie. Dzisiaj zostaniesz aktorem. Moim aktorem.

 Czy ona mówi poważnie? W końcu ktoś mnie docenił!

 – Naprawdę!? Nie wiem jak pani… to znaczy jak ci dziękować!

 – Wystarczy, że dasz dziś z siebie wszystko. Widownia będzie pełna, więc nie możemy dać plamy.

 – Zrobię, co w mojej mocy!

 Genowefa uśmiecha się. Połowa jej zębów świeci złotem i srebrem. Czerwone od mocnej szminki wargi są tak kuszące…

 – Znakomicie. Zacznijmy zatem przygotowania. Rozbierz się, Błażeju.

 Robię to, o co prosi. Nie śmiałbym jej przecież odmówić…

 

 

 *

 

 Leżę na zimnej, blaszanej płycie.

 Nad sobą mam pełno dmuchanych twarzy. Aktorzy przywdziali piękne stroje. Kożuchy, płaszcze, skórzane kurtki. Są wymalowani niemal że groteskowo. Przecież to faceci, po co im tak mocny makijaż? Jeden z nich, należący do tych realistycznych, wkłada mi do ust przezroczystą rurkę. Dławię się i krztuszę, ale nic sobie z tego nie robi. Wpycha ją coraz głębiej, a ja czuję, jak przechodzi przez całe gardło.

 W końcu przestaje. Rurka, na swoim drugim końcu, który został na zewnątrz, rozgałęzia się na wiele mniejszych rureczek z ustnikami. Te lądują w rozwartych szeroko ustach dmuchanych lal.

 – Witaj wśród nas, Błażeju.

 Słyszę dochodzący nie wiadomo skąd, słodki głos Genowefy.

 Aktorzy zaczynają dmuchać.

 Pęcznieją mi palce u stóp, chwilę później u dłoni. Moje przyrodzenie rozrywa niemal spodnie w kroku, nabierając rozmiarów, o których nigdy nawet nie śniłem. Przestaję odczuwać zimno, swędzenie, ból pleców. Czuję się taki…

 Lekki.

 

 

 *

 

 

 – Drogie panie, przedstawienie czas zacząć! – grzmi ze sceny Genowefa. Po chwili znika za czerwoną kotarą.

 Wyłaniamy się, jeden po drugim. W kolorowych strojach i mocnych makijażach. Widownia rzeczywiście jest pełna. Pełna kobiet. Klaszczą i wiwatują na przywitanie, po chwili milkną. W końcu w teatrze wymaga się ciszy i skupienia podczas sztuki.

 Szybko nauczyłem się swojej roli. Generalnie jestem dziś główną gwiazdą, ale nie mam żadnych kwestii dialogowych. Zwyczajnie, na dźwięk dzwonka, wszyscy zrzucamy z siebie ubrania, a ja staję na środku sceny. Reszta ma już należeć do pozostałych.

 Dzyń, dzyń.

 Już czas. Zielony płaszcz, który wybrała dla mnie sama Genowefa, ląduje na zakurzonych dechach. Wyglądam jak pozostali. A konkretniej jak ci z kategorii: realistyczny. Dzięki temu nie czuję się inny. Nie czuję się obco. Niezwykle się cieszę, że trafiło mi się ciało z tej najwyższej półki. Perfekcyjnie odwzorowane, o wiele lepsze od poprzedniego. Dyrektorka powiedziała tylko, że zasłużyłem na takie swoimi osiągnięciami w poprzednim życiu.

 Przemieszczam się na środek sceny. Dziesiątki kobiecych oczu patrzy teraz tylko na mnie. Jestem taki podniecony i podekscytowany! Aktorzy okrążają mnie. Gdzieś z góry z łoskotem opadają łańcuchy. Ciekawe, niczego nie wiedziałem o dodatkowej scenerii. Dwóch kolegów zakłada kajdany na moje nadgarstki, dwóch innych na kostki u stóp. Ktoś z góry szarpie za dwa z czterech łańcuchów, unosząc mnie tym samym nad posadzkę. Wiszę poziomo jakiś metr nad sceną, patrząc w podłogę.

 Rozpoczyna się główna część spektaklu.

 Trudno jest opisać wrażenia dmuchanej lalki. Gdy wielki, czarny kutas ląduje w moim odbycie, to nie czuję bólu. Może jedynie lekką obawę, aby niczego nie uszkodził, bo przecież nie chciałbym, aby zeszło ze mnie powietrze. Gdy drugi, tym razem biały i nieco na szczęście krótszy penis trafia do moich ust, nie dławię się, nie krztuszę, nie ślinię. Aktorzy wymieniają się. Gdy tylko ktoś zbliża się do szczytowania, ustępuje miejsca. Nikt we mnie nie kończy. Długo to trwa, nim sześćdziesięciu ośmiu chłopa odgrywa swoje role, ale zdaje się, że właśnie wyszła ze mnie ostatnia dwójka. Teraz wszyscy zataczają wokół mnie ciasny krąg i dochodzą jak na rozkaz. Spryskują moje ciało spermą. Czuję, jak mnie oblepia, spływa leniwie, aż w końcu zaczyna kapać na dechy.

 Widownia wiwatuje.

 Unoszę głowę i przelatuję wzrokiem po zadowolonych z przedstawienia kobiet. Nagle mój wzrok zatrzymuje się na znajomej twarzy. Przecież nie pomyliłbym jej z nikim innym. Genowefa wspominała coś, że wyśle zaproszenie do żony, ale byłem tak zajęty przygotowywaniem się do roli, że nie bardzo ją wtedy słuchałem.

 Mariola siedzi w pierwszym rzędzie i patrzy prosto w moje sztuczne oczy. Nie uśmiecha się. Nie jest też wkurwiona. Jej spojrzenie wyraża wszystko i nic.

 Aktorzy kłaniają się nisko.

 Kotara opada.

 

 

 *

 

 

 – Znakomicie się spisałeś, Błażeju. Jestem z ciebie dumna.

 Genowefa całuje mnie w policzek, zostawiając na nim ślad po czerwonej szmince.

 – Dlaczego to robisz? Poświęcasz życie temu teatrowi, aktorom, sztuce? Jesteś tak wspaniałą kobietą, że chciałbym wiedzieć o tobie wszystko!

 Dyrektorka uśmiecha się i całuje mnie powtórnie.

 – Kiedyś wszyscy mówili do mnie Madame Genowefa. Prowadziłam pewien przybytek, w którym żonaci mężczyźni spełniali swoje fantazje. W końcu coś we mnie pękło. Nie mogłam dłużej patrzeć, jak ci wszyscy ludzie od tak dopuszczają się zdrady. Zamknęłam tamto miejsce i otworzyłam to.

 Zawija na palec loka z mojej czarnej peruki.

 – Poświęciłam resztę życia na szukanie takich niewdzięcznych panów. Tutaj nikogo nie skrzywdzą, a mogą być w końcu sobą. Mogą beztrosko szastać swoim nasieniem, uprawiać stosunki z kim popadnie, i na dodatek nie muszą się kryć. Ba, mogą się tym nawet chwalić na scenie! Tak blisko im do dmuchanych lalek, które można używać ile dusza zapragnie, bo przecież te nic nie czują. Są za to zawsze chętne i uśmiechnięte, nie to co żona. Czy rozumiesz już, dlaczego tutaj trafiłeś, Błażeju?

 – Rozumiem – odpowiadam sucho. Nie czuję się z tym źle. Przecież w końcu jestem w tym miejscu szczęśliwy.

 – Cieszę się. A teraz odpocznij. Wkrótce czeka nas kolejny spektakl, choć w nim nie będziesz już główną gwiazdą.

 Genowefa obraca się i idzie pustym korytarzem. Nie wiem, czy to tylko gra świateł i cieni, ale w pewnym momencie nie widzę dostojnej kobiety na szpilkach, a szczurzego, rogatego stwora z kopytami, którego ogon zamiata brudną podłogę. Chwilę później jednak dyrektorka znika za zakrętem.

 Wchodzę do ciasnego pokoju, w którym jest tylko stara prycza i sterta erotycznych gadżetów. Kładę się i patrzę w zapleśniały sufit. Niczego nie roztrząsam, o niczym nie myślę. Jest tak, jak być miało. Jest cudownie. I nie mogę doczekać się już kolejnego przedstawienia!

 Drzwi z numerem sześćdziesiąt dziewięć zamykają się z łoskotem. Słyszę, jak ktoś po drugiej stronie zatrzaskuje kłódkę.

 Trafił mi się szczęśliwy numer, myślę sobie, nim zapadam w sen.

 

 

 

 

15602 zzs

Liczba ocen: 8
90%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Realuc
Kategoria: inne

Liczba wejść: 127

Opis:

Dodano: 2021-04-09 22:22:53
Komentarze.
z dużym wykopem
Witam,

Świetnie napisane opowiadanie. Widać, że nie piszesz od wczoraj. Ani nawet od przedwczoraj. Masz wyrobionie "pioro"
Umiesz pochwycić uwagę czytelnika i zogniskować na detalach (wirujący tłuczek, ogon zamiatający podłogę itd...). Początek i koniec wymiata. Super lektura
Pozdrawiam

PS. U kogoś już widziałam podobny styl pisania. Nieważne zresztą. Świetny tekst

Odpowiedz
z wykopem
Dobre, ale chyba Mózgojad trochę bardziej mi się podobał. Może przez to, że tu jest trochę mniej humoru, a za dużo płynów ustrojowych Ale całkiem spoko.
Odpowiedz
z wykopem
Dobre pisanie. Starasz się fabularnie uzasadnić te, ekhm, "obrzydliwiści, przez to tekst zyskuje. Bardzo spodobała mi się końcówka, choć większego zaskoczenia nie uświadczyłem.
Pozdrox
Odpowiedz
~Realuc 1 m.
Agnieszko, cześć.
Tak, muszę potwierdzić Twoje przypuszczenia. Nie piszę od przedwczoraj
Cieszę się bardzo, że się podobało.

fanthomasie, hej!
Po wrzuceniu tego tekstu pomyślałem sobie, że właśnie taką opinię od Ciebie przeczytam. Nie chciałem iść jednak utartą przez Morgana drogą, jeno spróbować czegoś innego. Tak więc zamiast w humor, zboczyłem trochę w stronę nastroju, hmm, niepokoju i grozy (chyba). Zaryzykowałem, więc dobrze, że chociaż całkiem spoko

Canulas, cześć.
Generalnie w każdych tekstach, nawet tych w pewien sposób absurdalnych, staram się uzasadniać wydarzenia i poczynania bohaterów. Dzięki za komentarz, Pozdrox również.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Uszanowanko,

nieźle napisane, aż nie chce się wyszukiwać błędów Więc jak najbardziej na plus.
Dodatkowo ciekawy morał i wnioski. Nic, tylko chwalić
Odpowiedz
z dużym wykopem
"Zapewnimy wrażenia artystyczno-erotyczne, o jakich nawet pan nie marzył" - no, rzeczywiście zapewnili, słowa dotrzymali. Honorowi ludzie, trzeba przyznać Mocny tekst, mocno obrzydliwy, kleisty taki jakiś. Znakomicie napisane, wciągające, intrygujące. Czytałem przy porannej kawie, na szczęście nie zabielanej.
Odpowiedz
~Realuc 1 m.
Hiraeth, Zdzislav, dziękuję Wam za komentarze Cieszę się, że mimo kleistości, tekst się podobał :P
Pozdrawiam
Odpowiedz
Realuc wtrącę się od strony technicznej - najlepiej używaj przy odpowiedziach funkcji "Odpowiedz" tak jak ja teraz, wystarczy nacisnąć i wpisać odpowiedź w okienko - wówczas masz pewność, że dany komentujący przeczyta Twoją odpowiedź, gdyż wyświetli mu się powiadomienie. Jeżeli piszesz zwykły komentarz, powiadomienia o nim nie przychodzą. Pozdrowienia!
Odpowiedz
~Realuc 1 m.
alfonsyna dzięki za info. Każdy portal rządzi się innymi prawami, będę pamiętał
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
z dużym wykopem
"Tupię nogami jak mały, podekscytowany chłopczyk. Siedzę na małym i plastikowym, dziecięcym krzesełku przy małym i plastikowym, dziecięcym stoliczku. Kubek, z którego piję, też wygląda na taki dla lalek. Nie specjalnie mnie to zastanawia. Zapach jej perfum już od samego początku sprawił, że wszystko stało się takie naturalne i piękne…" - świetny fragment, naprawdę robi się dziwnie

Ok, dalej potoczyło się jeszcze bardziej zaskakująco i bez granic. Świetny tekst. Bardzo płynna narracja. Sensol?
Odpowiedz
Ritha sensol to sensol
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
fanthomas ok
Odpowiedz
!jacek79 20 d.
z dużym wykopem
Gratulacje!! Opowiedziane z teatrem „osobliwości” oryginalne ..główny bohater myślałem ze będzie się opierał a tu niespodzianka...znalazł role życia
Odpowiedz
z dużym wykopem
Gratuluję!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.