online: 16 zarejestrowanych
jasno
Prześwity
<
Gwiezdna bielizna
>

Mimo wszystko wydoić krowę (TW#3)

 Postać: Weterynarz odkrywający spisek

 Zdarzenie: Słoneczniki, mały pies i wisielec w tle

 Efekt: 93. Twój bohater może cofnąć się w czasie i zmienić swoje życie.

 

 

 Na wyjątkowo ostrym zakręcie zwolnił i wtedy reflektory SUVa wyłoniły zwisającą  z gałęzi drzewa sylwetkę człowieka. Serce podeszło Jerzemu do gardła. Miał nieodparte wrażenie déjà vu

 Po chwili zorientował się, że to tylko wzrok spłatał mu figla. Zwykła gra świateł i cieni. Sięgnął do torebki po garść słonecznika. Łuskanie i pogryzanie tych nasion uspokajało. Ostatnio pochłaniał je w wielkiej ilości, wręcz przerzucił się na dietę słonecznikową, jakby od tego zależało jego życie. Uśmiechnął się. A może zależało?

 

 *

 

 Z Andrzejem znali się od lat chłopięcych. Razem kończyli podstawówkę. Razem zaczynali liceum, uczęszczając do jednej klasy. Wspólnie chodzili na wyprawy do morenowego lasu. Rzucali się naprzeciwko falom jeszcze w październiku i na początku listopada, kiedy to bałtycka woda była już bardzo chłodna, a fale wysokie i groźne. Zjeździli Polskę autostopem. Jednym słowem, przyjaciele na całe życie. Tak się wtedy wydawało. Kiedy jednak przyszła pora wybierać studia, znowu zrobili to razem. Chociaż nie bez pewnych zgrzytów. Andrzej postawił na weterynarię, Jerzy miał początkowo nieco inne plany, ostatecznie uległ przyjacielowi. Przystępując wspólnie do egzaminów w Olsztyńskiej Akademii Rolniczo-Technicznej, nie potraktowali sprawy zbyt poważnie. Z tych czasów pamiętał ćmy w akademiku, mnóstwo ciem, które wlatywały przez uchylone okno, zwabione światłem.

 Pamiętał jeszcze brzydkie dziewczyny, które odkryli w swoich łóżkach po ostrej popijawie dnia poprzedniego. A egzamin właśnie miał się rozpocząć. Musieli przystąpić do niego na ostrym kacu.

 Wczorajszego dnia, już na haju, zaczepili dziewczęta, a może to one zaczepiły ich. Strzelnica i wiatrówki. Właściwie nigdy nie trzymał żadnej broni w dłoniach. Przechwalał się, że jednym strzałem strąci pluszowego misia. I, nieoczekiwanie, tak się stało. Dalej mgła niepamięci.

 Potem egzamin na kacu. W oczekiwaniu na wyniki, szaleli po Kortowie i w jeziorze kortowskim. To był początek rozejścia się przyjaciół na całe życie. On sam zdał egzamin minimalną ilością punktów. Andrzej, niestety, odpadł. Poszaleli jeszcze trochę aż do rozpoczęcia roku akademickiego.

 Potem ich drogi się rozeszły. Na pewien czas. No właśnie. Czas. O co chodzi z tym czasem?

 

 *

 

 Ponownie zapuścił silnik i ruszył powoli. Po chwili jednak, znów się zatrzymał. Nagle zdał sobie sprawę z nierealności sytuacji. Właściwie nie miał pojęcia, co tutaj robi i dokąd się wybiera. Przecież nie dostał żadnego wezwania. Rozejrzał się po okolicy na tyle, żeby zorientować się w sytuacji. W zasięgu reflektorów jego wozu widniała mała, przydrożna kapliczka. I wtedy poczuł chłód oraz ściśnięty z niewytłumaczalnego lęku żołądek. To była droga do jednego z najzamożniejszych gospodarzy prowadzącego, niemal, wzorową hodowlę bydła dojnego wraz z nowoczesną udojnią.

 Oczami wyobraźni ujrzał nagle zwłoki hodowcy, Antoniego, z którym był prawie na stopie przyjacielskiej, bowiem regularnie przyjeżdżał doń na inspekcje. Pod powiekami, niemal jak na jawie, widział Antka leżącego przy automatycznym sprzęcie do udoju, zagryzionego przez własne krowy. Zagryzionego przez krowy? Zachichotał nerwowo. Te przeżuwacze o wielu żołądkach nie tkną niczego oprócz trawy, ewentualnie kiszonki z tejże. A jednak zaczynał sobie zdawać sprawę z tego, że nie pierwszy raz znajduje się w tej sytuacji.

 W jakiej sytuacji? To było jak pamięć przyszłych wydarzeń, albo zdarzeń już raz przeżytych. No właśnie. Już raz przeżytych. Przeżutych. Znów zachichotał, bowiem wracała mu pamięć. Znał też historię przyszłych wydarzeń, gdyż przeżył je do pewnego momentu w swojej wewnętrznej czasoprzestrzeni. Stąd nasiona słonecznika. Tylko słonecznika, który dojrzewał tego lata. Tknięty powszechną zarazą, był chyba jedyną rośliną, która zamiast zabijać produkowała antidotum.

 

 

 *

 

 Ni z tego, ni z owego, po latach, Andrzej znowu wpłynął w jego życie. Jeszcze za szkolnych lat fascynowały ich różne historie dotyczące spraw spiskowych, tajemniczych. Uwielbiali czytać książki von Dänikena o paleostronautach.

 Kręgach zbożowych, obszarze 51, rozbiciu UFO w Roswell. Byli pewni, że rząd amerykański zatuszował sprawę. Wynajdowali wzmianki o światłach na niebie. Ich ulubionym serialem był Z archiwum X.

 Przypadkiem natknął się na portal zajmujący się teoriami spiskowymi. Nie był specjalnie zdziwiony, dowiadując się, że prowadzi go Andrzej. Postanowił się z nim skontaktować. Powitali się serdecznie. Czas trochę ich odmienił. W zasadzie, zamienił posturami. On, który w latach szkolnych posiadał ksywkę smukły, roztył się nieco, co było ceną za nieograniczony dostęp do mięs i wędlin, jakie otrzymywał w ramach podarunków od gospodarzy, u których przeprowadzał inspekcje lub zabiegi zwierząt.

 Andrzej schudł, wydawał się jakiś nerwowy. Tuż po powitaniu ściszył głos i powiedział (Jerzy wiedział już, że to były prorocze słowa) – Jurek! Jesteśmy inwigilowani. Jestem niemal pewien, że to wstęp do kolonizacji. Prowadzę tę stronę i wypisuję różne bzdety, bo to zmyłka dla przeciwnika. Przeniknęli właściwie wszędzie. Nie mam pojęcia jak wyglądają. Może potrafią się kamuflować. A może wysługują się ludźmi. Z całą pewnością są jednak agresywni. Nie przypuszczam, żeby chcieli zachować ludzki gatunek. Są cierpliwi i bezwzględni. Na pewno nie myślą tak jak my. Nie wiem, czy pochodzą z kosmosu, choć wiele na to wskazuje. A może to jakaś ziemska forma życia. Nie znamy przecież dna oceanów. Nie wiemy, jak może myśleć zmutowane mrowisko jako organizm. To w zasadzie nieistotne, choć powiadają, że wroga należy poznać. Gorzej jednak, gdy wroga nie widać, a on już działa i być może jest na końcowym etapie inwazji.

 Jerzego zmroziło, ale nie zobaczył w oczach Andrzeja szaleństwa. Niczego poza lękiem. Rozstali się nieco nieufnie.

 Na pożegnanie Andrzej rzekł – wątpię, aby ludzkość miała szansę wyjść cało z tej konfrontacji. Jurek poczuł dyskomfort, żegnając się z byłym przyjacielem. Nie sądził, że go jeszcze spotka.

 A jednak. I to w bardzo dziwnych okolicznościach.

 

 *

 

 Zawsze lubił pogryzać słonecznik. A w tym roku wyrosły osobliwe. Ogromne, na łodygach zdrewniałych, by móc utrzymać ciężar kwiatostanu. Nasiona też były wielkie i naprawdę smaczne. Trochę jak kokos z posmakiem czekolady. Nie zdawał sobie sprawy, że to przedsmak nadeszłej już apokalipsy.

 Pierwszym zauważonym przez niego symptomem była Czika, złośliwa, wiecznie obszczekująca, mała suczka sąsiadki. O dziwo teraz była spokojna. Bardzo spokojna. Wydawało się nawet, że chce się połasić. Spostrzegł jednak pianę i krew na pysku. W jej ruchach było coś nienaturalnego. Z racji zawodu nosił przy sobie broń na wściekłe zwierzęta, bo i takie zdarzały się w jego pracy. To był pistolet, wiatrówka na sprężone CO2 z nabojami, ampułkami wypełnionymi ketaminą. Pocisk, który powinien był uśpić wołu, nie zrobił żadnego wrażenia na Czice. Władował drugi pocisk, ale też bez rezultatu. Czika ruszyła na niego, popiskując jak szczenię. To też było bardzo niepokojące, więc wycofał się z ganku do sieni. Suczka wyraźnie ruszyła do ataku. Sięgnął po stojący tam szpadel, który wcześniej przygotował do okopania ogródka. Uderzył w nią kilka razy niemal odrąbując połowę tułowia. Przestała się ruszać dopiero, kiedy uciął suce łeb.

 Delikatnie zapukał do drzwi stojącego nieopodal domku sąsiadki. Potem głośniej. Cisza była niepokojąca. Ostrożnie zajrzał do środka. To co tam ujrzał, było makabryczne. Ciało sąsiadki zostało niemal rozwłóczone po całym pokoju. Jak maleńkie zwierzę mogło dokonać czegoś takiego?

 Z komórki próbował zadzwonić na numer alarmowy ale telefon padł. Włączył telewizor, gdzie właśnie histerycznie obwieszczano apokalipsę. Z nieznanych powodów ludzie w jednej chwili pozmieniali się w dzikie bestie pożerające siebie nawzajem. Ptaki i psy atakowały ludzi i siebie. Szczury wyszły z kanałów. Zaobserwowano nawet atakujące króliki. Zresztą, tv też nagle wysiadło.

 Zrozumiał przepowiednię Andrzeja. Usiadł więc tylko, czekając na przemianę. Zastanawiał się, czy nie strzelić sobie w łeb przed zdziczeniem. Jednak instynkt samozachowawczy mu na to nie pozwalał. Nagle z wyrazistością przypomniał sobie słowa Andrzeja.

 - Jerzy, z całą pewnością są agresywni, nie sądzę też, żeby chcieli zachować ludzki gatunek, są cierpliwi i bezwzględni. Na pewno nie myślą tak jak my.

 A on potraktował go jak szaleńca. Andrzej miał zawsze błyskotliwy umysł. Jak doszedł sam do wniosku o takim globalnym spisku? Czy brali w nim udział ludzie? Nieświadomie z pewnością tak. Ale czy mogli istnieć świadomi zdrajcy ludzkiej rasy? Próbował sobie przypomnieć ówczesną rozmowę. Nagle poczuł jakby zapadał się w siebie...

 

 *

 

 Znowu stał naprzeciw Andrzeja, który wykładał mu swoją teorię spiskową. Czuł się bardzo dziwnie. Jakby posiadał dwie świadomości. Ówczesną i tę sprzed chwili, a właściwie sprzed laty w przyszłości. Przerwał Andrzejowi.

 - Nie weź mnie tylko za wariata, Andrzeju. Właśnie przybyłem z przyszłości. A właściwie przybyła tylko moja świadomość. W tej chwili walczy ze świadomością teraźniejszą. Nie wiem, która zwycięży. Z całą pewnością masz jednak rację. Apokalipsa nastąpiła, a właściwie dopiero nastąpi. To rodzaj jakiejś choroby, która zmienia wszystkie stworzenia w dzikie bestie wzajemnie siebie pożerające. Nie wiem dlaczego tu jestem. Co takiego sprawia, że mogę w tej chwili rozmawiać z tobą i przekazać tobie tę wiadomość?

 Andrzej spoglądał z niedowierzaniem i wyraźnym powątpiewaniem.

 - Oczywiście robisz sobie ze mnie jaja, bo zaufałem tobie i wyznałem swoją sekretną wiedzę. A uważałem ciebie za przyjaciela.

 - Naprawdę nie, Jędrek. Przecież masz otwarty umysł. Spróbuj na chwilę przyjąć, że to co mówię jest prawdą. Zastanówmy się razem, co sprawia, że się nie przemieniłem, a co dziwniejsze jestem tutaj. Byle szybko, bo czuję, że za chwilę odejdę wypchnięty przez prawowitą świadomość tego czasu.

 - No dobrze, zróbmy takie założenie – Andrzej przyglądał mu się nieufnie. Jeżeli to choroba, jakaś epidemia, to musi być przenoszona przez nieznany czynnik. Powiedzmy wirus. To ty jesteś lekarzem. Choć niespecjalnie widzę wirusa, który aktywuje się u wszystkich praktycznie w jednym momencie. Czynnik musiał być rozniesiony już wcześniej. Na co byś postawił, Jerzy?

 - Na jakiś obcy element raczej pochodzenia quasi organicznego. Jakiś specjalny rodzaj białka. Czekaj! No jasne! Priony. Jakiś specyficzny rodzaj prionów. Słyszałeś o chorobie szalonych krów? Powodowana jest przez zmianę strukturalną pewnych białek w tkance nerwowej, bez zmiany chemicznej.

 Coraz bardziej czuł się spychany przez prawowitego właściciela z tego czasu.

 - Można przez lata rozsiewać pewne niegroźne białka z aktywatorem zmiany strukturalnej. Na sygnał, powiedzmy, elektromagnetyczny czy jakieś promieniowanie, struktura zmienia się naraz u wszystkich organizmów. To wyjaśnia jednoczesność epidemii.

 Ale, nie brak przemiany u mnie i przybycie mojej świadomości? Spróbujmy dojść do tego jak najszybciej, bo już odchodzę, a może uratować ciebie i wielu innych w przyszłości.

 - To raczej byłoby tylko przedłużenie agonii dla niewielu. Zacznijmy od czynników podstawowych. Co z ciebie za lekarz, Jerzy?

 - Noo, weterynarz. Czekaj. Czynniki podstawowe, to przede wszystkim dieta. Jakieś antidotum spożywane z pokarmem.

 - Co takiego spożywałeś ostatnio, co różniłoby się od dotychczasowego jedzenia.

 Pacnął się w czoło.

 - No jasne, słonecznik. Wyrosły bardzo dziwne, niezmiernie smaczne. Ogromne, na zdrewniałej łodydze. To będzie w roku... Zapadł się w sobie...

 

 *

 

 Znajdował się w swoim SUVie, wiedział, co zastanie za następnym zakrętem. Zagryzione przez krowy ciało Antoniego. Z naprzeciwka nadjechał jakiś pojazd. Zamrugał światłami. Zatrzymał się. Trzaśnięcie drzwiami. Mężczyzna podszedł do niego. - Andrzej?

 Uścisnęli się. Jednak przyjaciele na całe życie.

 - Zapamiętałem twoją gadkę o słonecznikach. Wyśledziłem cię w necie.

 Obydwaj, zatwardziali, starzy kawalerowie, spoglądali w wieczne gwiazdy.

 - Przyjemniej jest chyba pożegnać ten nasz zasrany świat we dwójkę.

 

12177 zzs

Liczba ocen: 7
89%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 68

Opis:

Te 167 znaków ponad 12000, to wpisany, na prośbę Alfonsyny, przydzielony mi zestaw, ponad tekstem. Teraz po poprawkach wskazanych mi przez Hiraeth 175 znaków. Na początku miałem równo 12000. A zauważyłem, że wiele zależy od ułożenia spacji.

Postanowiłem opisać apokalipsę nieco z ubocza. Przez tajemnice spisku. I niemniej tajemnicze jego objawianie dla weterynarza. Przez historię zachwianej w pewnym momencie przyjaźni. W oprawie z lekka obyczajowej, wykorzystując wszystkie zadane mi parametry, co nie było wcale takie łatwe przy podobnym zestawie, tak żeby opowiadanie nie zawierało zbyt dużo krwawego miszmaszu, a jednak wieściło koniec ludzkości.

Dodano: 2021-04-22 00:03:40
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph
Odpowiedz
Panie, daj Pan te wytyczne zestawu na górę, nad tekst, żeby nie trza było scrollować tam i z powrotem, bardzo proszę!
Odpowiedz
~Ogonisko 14 d.
Ahaha, widzę, że obaj skorzystaliśmy z tego samego zabiegu, by zmieścić się w ilości znaków xD
Odpowiedz
~Hiraeth 14 d.
z dużym wykopem
Dobziu, tak klasycznie się przypierdalając – trochę na szybko – to:

* Na wyjątkowo ostrym zakręcie zwolnił i wtedy reflektory SUVa wyłoniły zwisającą z gałęzi drzewa sylwetkę człowieka. Serce zabiło mu gwałtownie. Miał nieodparte wrażenie déjà vu < -- Na wstępie zgubiłeś podmiot. Wychodzi na to, że gwałtownie zabiło serce człowieka zwisającego z gałęzi, a nie innego bohatera, który opowiada, co go spotkało.

* Wyszczególnianie wszystkich, pojedynczo zgubionych przecinków jest bezsensem i każdemu się zdarza, ale tutaj: „Jednym słowem przyjaciele na całe życie.” bardzo potrzebuję jakiegokolwiek znaku przestankowego

* Kiedy, więc, przyszła - > tutaj wysypało się coś dziwnego :O O wiele poprawniej i mniej boleśnie wygląda konstrukcja „Więc kiedy” (bez przecinków)

* Andrzej postawił na weterynarię, a on sam miał nieco inne plany. – tutaj z kolei ostrzem, skierowanym we własną stronę, jest ciągłe niedookreślenie właściwego podmiotu. Konstrukcja „on sam” złośliwie mogłaby wskazywać na Andrzeja, mimo że wiemy, że chodzi o kogoś innego. Śmiało zamieniłabym na „Andrzej postawił na weterynarię, ale/lecz/mimo że/choć > on < miał nieco inne plany”

* Nigdy, właściwie, nie trzymał żadnej broni w dłoniach. – zły szyk z „właściwie”. Choć zdecydowanie jest ono zbędne


* (teraz wiem, że to były prorocze słowa) < --- skąd ta zmiana narratora? Wywalić haniebne wtrącenia w niewłaściwej osobie


* Na pożegnanie Andrzej rzekł – wątpię, aby ludzkość miała szansę wyjść cało z tej konfrontacji. Czuł pewien dyskomfort, żegnając się z byłym przyjacielem. Nie sądził, że go jeszcze spotka.


Wychodzi na to, Andrzej powiedział dosyć długą frazę. Yep, zgodnie z zapisem, ta całość to dialog.
„Na pożegnanie Andrzej rzekł:
– xxxx.
> nieszczęsny, zgubiony podmiot < Czuł pewien dyskomfort


Ogólnie, opowiadanie bardzo dobre, widać, że sporo nad nim pracowałeś. Fajnie się czyta, całkiem płynie, jest zamysł, dobrze poprowadzony.
Jednak zdecydowanie... schludniej i przystępniej byłoby, gdybyś nazwał swojego bohatera i z użyciem synonimów go określał - uniknął byś wtedy sporo gramatycznych baboków. No, ale mimo to miodzio. Tak trzymać


Odpowiedz
~Alchemik 14 d.
Hiraeth
Poprawiłem wszystko zgodnie z Twoimi zaleceniami. Poszukam więcej baboli stylistycznych.
Te moje wtrącenia i zmiana szyku wynikają z pewnych przyzwyczajeń poetyckich, kiedy wymagana jest tak zwana inwersja, przestawienie. We współczesnej poezji to też zaczęło być przestarzałe i nie akuratne. Niemniej pewne nawyki zostają. Upodmiotowiłem bohatera. Ma na imię tak jak ja, czyli Jerzy.
Jutro imieniny.
Takie komentarze lubię. Pomocne, nakierowujące.
Robiłem korektę, ale głównie pod kątem interpunkcji.
Gramatyka i stylistyka została pominięta, bo wciąż mi się wydaje, ze potrafię zachować owe cechy w tekście. Ale nie ma tak dobrze. Przeoczenia i babole zdarzają się każdemu. A postronne oko wyłowi więcej niż oko autora.
Bardzo dziękuję
Jerzy
Odpowiedz
~Ogonisko 14 d.
z wykopem
Opowiadanie równe, od początku do końca. Ciekawa intryga, z nieznanym wrogiem i pieskiem w tle. Może to inwazja wybudzonych słoneczników?
Niczym w "Edge of Tomorrow", tylko, że u Ciebie główny bohater zjadł alfa słonecznik, a nie został zbryzgany mazią z alfa gagatka. Spodziewałem się mocnego zakończenia, ale ile słuszności dawać słowom, że ostatni ludzie muszą odejść z hukiem?
Odpowiedz
~Alchemik 14 d.
Ogonisko
Dzięki, Ogonisko. Nieznany wróg dodaje smaczku.
W zasadzie nie ma z kim walczyć, bo wojna odbyła się po cichu, poza zasięgiem. Aktywacja prionów, to już tylko naciśniecie detonatora.
Tak, zastanawiałem się nad jakimś mocniejszym zakończeniem. Ale tu jest bez sensu. Ludzie już przegrali.
Przyjaciele mogą, co najwyżej, odejść godnie. Może przyglądali się następnemu krokowi agresora? Może zastanawiali się jak, mimo wszystko, wydoić krowę?
Odpowiedz
*marok 13 d.
z wykopem
Naprawdę mi się podobało. Od początku fajna intryga, wszystko ładnie się klei i końcówka też w porządku. Wątek z krowami według mnie ciekawy w swojej tajemniczości, ale może to tylko ja tak mam że lubie tego typu oryginalne wstawki. Patrząc na zestaw zadanie nie było wcale proste a tu proszę: zdane i wcale nie jak nieszczęsny melanżownik Jerzy, ledwo
Odpowiedz
Od strony technicznej można by było jeszcze co nieco poprawić, bo są dosłownie drobiazgi do wygładzenia, ale poza tym jest bardzo w porządku. Powiem Ci nawet, że chyba po raz pierwszy tak dobrze mi się czytało Twoją prozę - wyzbyłeś się gdzieś takiego chaosu, który miałeś w swoich prozatorskich początkach, nie ma zbędnych udziwnień, manieryzmów, jest całkiem przyjemna historia przyjaciół, ubrana w otoczkę postapokaliptyczną. I mnie to odpowiada, więc idź tą drogą, jest dobra.
Odpowiedz
*Canulas 13 d.
z dużym wykopem
"Ostatecznie uległ przyjacielowi. Przystępując wspólnie do egzaminów w Olsztyńskiej Akademii Rolniczo-Technicznej" - zrobiłbym z tego jedno zdanie. Przemyśl.

Ok, przeczytane.
Z całą pewnością to nie tylko Twoje najlepsze TW, ale i najlepsza proza. Z całą pewnością. Z całą. Całą. Nie daję tego pod rozwagę. Stwierdzam to.
Bardzo dobry tekst. Widać pracę, ale też pierwiastek wiedzy ogólnej.

Odpowiedz
~Alchemik 13 d.
Canulas
Oczywiście, pójdę za Twoją radą, Can.
Coraz lepiej łapię to, co w prozie ważne.
Przestawiam się z nieobliczalności poezji.
A przecież wiesz jak krótko to pisałem.
Nie chciałem zdradzać, że wcale się nie przykładałem i nie pracowałem z mozołem nad tekstem.
U mnie tak jest. Jak zacznę pisać, to pisanie ciurka, ciurka.
Przecież jednak nie jestem całkiem zielony. Też jestem literatem. Wiele wyniosłem z poezji, choć muszę trochę ponaginać to co wyniosłem.
Przysiadłem fałdów i potoczyło się.
Dziękuję, Can.
Jestem bardzo zadowolony z Twoich uwag.
Zwłaszcza z Twoich.
Odpowiedz
*Canulas 13 d.
Alchemik nie no, trza iść do przofu, więc mówimy, jak jest. Tytuł podobał mi się bardziej pierwszy. No ale to już fanaberia moja.
Odpowiedz
~Alchemik 13 d.
Canulas

Przemyślę jeszcze tytuł. Mam sporo czasu. Tymczasem zapraszam do "Mrocznego bluesa", który właśnie wstawiłem.
https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

https://www.youtube.com/watch?v=2yc
Odpowiedz
~Zdzislav 12 d.
z wykopem
Teorie spiskowe, to tematy, od których zazwyczaj trzymam się z daleka, ale jeśli chodzi o kosmitów, to i owszem, zawsze, chętnie, dlaczegóż by nie... Dlatego wbiłem się w tekst, jak w masło Fajna historia z ciekawym wątkiem zagięcia czaso-przestrzennego (lub czegoś w tym rodzaju). Dobrze się czytało

"Szczury wyszły z kanałów. Zaobserwowano nawet atakujące króliki." - nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale ten fragment jest mi niezmiernie bliski
Odpowiedz
~Alchemik 12 d.
Zdzislav
Zdzislavie, może lubisz puchate króliczki? Te z opka najpierw rzucały się do uszu. Odgryzały je, potem nos. Oczy wydrapywały "króliczymi łapkami."
To dziwne, szczury wyszły z kanałów, ale nie rzucały się na przechodniów. Być może obce priony działały na każdy organizm w inny sposób. Szczury znajdowały większe place i tworzyły ze swoich ciał labirynty, w których gubiły się koty. Koty mocowały się na ogony. Zwycięzca dopadał swojego byłego właściciela i odgryzał mu grdykę. Bociany polowały na niemowlęta, które po rozczłonkowaniu zostawiały ropuchom produkującym na skórze halucynogenną wydzielinę dla pisarzy żegnających świat między jednym kęsem a drugim, przełykając poetów. Poeci. Poeci znęcali się nad kochankami, przypadkowymi prostytutkami, którym gwoździem pisali na plecach wiersze.
Nie mogłem tego wstawić do tekstu, bo przekroczyłbym limit znaków. Szkoda, bo gdybym wstawił, to dostałbym potrójnego wykopa do Archiwum X.

Jerzy


Odpowiedz
~Zdzislav 12 d.
Alchemik, a ja zaglądałbym regularnie do tego Archiwum, w poszukiwaniu Twoich tekstów
Odpowiedz
~Alchemik 12 d.
Zdzislav
* królicze łapki - zasuszone łapki króliczków albinosów (na szczęście), przewodników Alicji do króliczej norki i Krainy Czarów. *Kraina Czarów - planeta z drugiej strony lustra i Metagalaktyki alternatywnej Rzeczywistości. Ojczyzna Agresorów Ziemi, twórców prionów z aktywatorem.
Szalony Kapelusznik - Ja w kapeluszu i odświętnej protezie - doradca Cesarzowej Agresorów Ziemi, Królowej Kier.

Autor Opowiadania
Odpowiedz
~Zdzislav 12 d.
Alchemik, ło matko, właśnie zaczynam się gubić Chyba z rana tu wrócę i będę ogarniał punkt po punkcie, że tak powiem, na świeży umysł Dzięki i nocki dobrej życzę, po tej lub tamtej stronie lustra - wedle uznania, zasług i indywidualnych preferencji
Odpowiedz
~CptUgluk 11 d.
z dużym wykopem
"Łuskanie i pogryzanie tych nasion uspokajało" - myślę, że swobodnie mógłbyś wywalić to "tych", bo w poprzednim zdaniu mówiłeś o słoneczniku, więc czytelnik w domyśle dobrze wie, o które ziarenka chodzi.
"...o paleostronautach" – po tym masz kropkę i od nowego akapitu wymieniasz dalej, wydaje mi się, że powinien być tam po prostu przecinek
"Jakby posiadał dwie świadomości. Ówczesną i tę sprzed chwili, a właściwie sprzed laty w przyszłości" - to "sprzed laty w przeszłości" to fajny zabieg, wymusza chwilowe zatrzymanie, żeby sens dotarł do mózgownicy
No, powiem Ci, że zgadzam się z Canulasem – to chyba najlepsza proza, jaką u Ciebie czytałem, a i z poprzednim opkiem spod szyldu TW całkiem nieźle sobie poradziłeś. A zestaw był naprawdę pokręcony. Gratuluję zgrabnego wybrnięcia i dobrego tekstu
Odpowiedz
*Ritha 11 d.
z dużym wykopem
Alchemik to jest najlepsze Twoje opowiadanie, jakie czytałam. Wow!
WOW!
Bardzo mi się podobało, narracja bez chaosu, płynna, konsekwentna, po obranej linii fabularnej, klimat fajny, wszystko klarowne, sceny obrazowe, spójne zakończenie, jest koncepcja, jest wykonanie, brawo!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.