online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
(cod-05) — Pennywise nie strzela z kapiszonów (II)
<
TW (03) (cod-03) — Pennywise nie strzela z kapiszonów (I)
>

(cod-04) — Żołnierzyki co nie miały podstawek

 

 Powitam.

 Z imienia ojca jestem Jaromir Brvić i mam do ciebie ogromnie wielką prośbę. Wręcz bawolą. Sam nie bardzo umiem to umyśleć, a od stania po kolana w tej strumyczej brei i wklepywania patrzał w jej pomarszczone zwierciadło, nie potrafię się połapać co i jak. Zachodzę w rozum i nic nie potrafię pojąć. Nic ujednać z pomyślunkiem. Nic. Do tego zimnica okropna, choć jeszcze cały tydzień września nam się ostał.

 Datowa bardziej z mych córek, Cicha, za godzinę pewnie się zbudzi i dzielnie pomaszeruje po naukę. Ta młodsza, Czajęta, zostanie w domu z moją umiłowaną, com ją pojął na wszystkie jutra przed Bogiem i aniołami – a co jej imię Borzyna. Ja tymczasem dalej tu zostanę. Znaczy, nie w wodzie, ale pobliżu wody. Nie wiem, co zrobię i gdzie poniosą mnie nogi, ale na pewno będę zachodził w rozum?

 A jak jest z tobą? Możesz mi pomóc zrozumieć?

 W ogóle jesteś?

 Pytanie mam skołtuniałe i dorosłego chłopa nie bardzo godne, ale co mi zostało po tym wszystkim? Ja przecie durak tutejszy, nic z myślą świata nowoczesnego nieobeznany. Tylko karabin w łapy dać i wskazać cel. Może ty tam, szerzej świata pojrzałaś.

 Więc jak, pomożesz mi?

 

 *

 A więc pytanie. Czekaj, niech no się tylko wykaraskam z tej czarciej brei. Ale ziąb. Nijak do miesiąca dziewiątego niepodobny.

 Bo jak i nie wiesz, wrzesień jest najpłodniejszym ze wszystkich i jako taki, winien być wyważony. Trochę swawolny w deszcze, by świat we właściwych barwach dziecięciu wskazać, ale i usłoneczniony, by również do wstąpienia na ten padół je przychęcić. Tak pospołu. Gaworki mawiają przekupnie i z udawanym znawstwem, że kto się powił dziewiątego miesiąca, ten będzie mędrzec, bo tedy właśnie wrota szkolne otwierają się ku temu po naukę. Może i prawda. Ja tam jestem z miesiąca dziesiątego.

 Ale pytanie, już. Tylko koszulę wrzucę na zimny grzbiet. Do kąpieli jej rzecz jasna nie brałem, bom nie durak. Zresztą ja tam nie o czystość zachodziłem, ino o prawdy wyjawienie. Nic to. Wiły ani odmęty nie pomogły, więc może tobie się zechce? Byłbem rad.

 No więc pytanie, jasne. Proszę bardzo.

 Jakie oznaki, wedle rzecz jasna ciebie, winne cechować udanego nieboszczyka? Bo widzisz, tak się nieszczęśnie składa, że ja mam w głowie jedną dziurę paskudną. Nie od parady. Ziejącą czernią, okrwawiającą mi szmaty w lichą czerwień. Nie ognistą, a wątłą czerwień raczej. Jakby krew zgniła albo jej resztki już tylko wykapywały. Tego się bardzo obawiam, bo mimo żem prosty wojak rozumiem, że człek bez krwi to zwykły trup. Jest ona więcej niż paliwo do aut. Prawda?

 Dziura do tego wielka, że jakby się komu chciało i obrzydzenia by nie czuł, mógłby z pomocą kagankowego światła do środka zajrzeć i te wszystkie przekładki pooglądać. Może jakiś medyk miałby przy temu frajdę lub nauczenie?

 Ja tam mogę służyć jakby co.

 No, ale powiedz mi proszę, jak to z tym trupem, bo my tu wystajem we czterech cali potruchli? A nawet, powiem ci w szepcie, wystajem w czterech i pół, bo Sobierad do połowy ucięty. Czy może inaczej: od dolnej połowy Sobier jest wybuchły i uszarpany. Nie ma nic niżej guzika w brzuchu. Żadnych nóg. Zbytnio jednak nie smęci, bo zza firan ogniska domowego to go jedynie wystaje własny cień. Nie ma branki ni smyków, a matkę dawno temu wzięła ziemia. Ojca zaś, jak i nas, porwał wojenny wir. I już nie odda. Nigdy nie oddaje.

 Leży więc tylko Sobierad i popala jakieś niewiadomego uklecenia ścierwodymy. Jakem mu płuca na to wszystko pozwalają, nie wiem sam. Ale, już ci mówiłem, ja miast do mędrkowania, do zadym uchowany byłem. Bać się prawie nie umiem. Strzelam dobrze. Tylko ta głowa licha. Czasem tak bardzo, iż się dziwuję, że nie mam na niej kapuścianych liści.

 Tak w ogóle imię Sobierad pochodzi od bycia rad. Być radosnym. Podobnie jako Bogusrad, Radosław czy Więcyrad. Może więc temu Sobier taki spokojny?

 Jak wiesz już z tego co wyżej, ja z imienia Jaromir. To od jaru. Oznacza mocnego i krzepkiego mężczyznę. Chyba na to imię przypasowałem.

 Jestem wysoki i obrosły w muskuły. Mam byczy kark i łapy niemal do kolan. Biegam szybko, a wytrwałość na zimno czy niejedzenie zachodzi u mnie ogromna. Taki ja kamrat idealny pod rozkaz. Dać cel i nie kazać rozmyślać czemu. Może to kołowaciejne myślenie, lecz tak jest. Takie bestie są niekiedy potrzebne na równi z sowimi łbami, a od wielkiego dzwonu potrzebniejsze. Dyć mędrkować może i każdy niemal, a iść pod ogień już nie. Tutaj potrzeba jajców co najmniej kurzej wielkości.

 No ale co z mym pytaniem? Pamiętasz je?

 Może ja ci przybliżę, co sam wiem, a ty mi to jakoś poskładasz do jednej części? Dobrze by było wiedzieć, czy to tylko kostusze niedopatrzenie, że wśród przeszło trzech setek martwych my we czterech, jak te drzewa po huraganie się zostali? Znaczy pardonka. My we czterech i pół.

 Więc ci podszepnę o naszym podłym stanie i wszystkim tym, co da mi wpędzić na jęzor durny łeb. Ty w ten czas umyślaj, co nam za choróbsko się za cholewy wślizgnęło i jak je pognać w diaboły. Uprzedzam, że samobicie nic nie daje. Gniewomir do łba już razy sobie napukał i dalej stoi. Co prawda niewiele mówi i tylko się tak kołysze, jakby na pacanowcu był rodzony, ale stoi. A Domażyr na wodę zimną skoczył i też nic. Może dlatego, że już dawno temu po Kupale? Kto tam wie? Jakby na to nie patrzeć Kupalnocka była już trzy miesiące temu, ale i tak się dziwuję, że z takiego zaproszenia jawnego topielice skorzystać nie zechciały. Może ich ta nasza martwota też odstrasza? Może martwego nie chcą do siebie brać?

 No nic.

 Jest jeszcze Matuł, ale on to chyba nie wie, że nie dycha. Bardziej durak ode mnie, choć zarazem strzelec niezjednany i na dystans taki, że byś człecze drzewa nie wypatrzył. On widzi. Człek czy baba nawet ci rozróżni. Taki jest. Kochany młodziak, głupol.

 No ale jak tam? Umyślasz, co to za bies nasze dusze odwiedził? Mam nadzieję, że na jakieś tropy w końcu wpadniesz, bo wiatr się wzmaga nielichy. Będzie tej zimy Buran, oj będzie. Może i czubak głowy mam jedynie w połowie, ale kości szumią jako dawniej, a ich zwiastowaniu śmiało można dać wiarę. Nadchodzi zima czterech dziesięcioleci. Mówię ci.

 No dobrze, sokółeczko, rozmyślaj, a i ja ci powiem, co tam wiem.

 

 *

 Zimny to jestem bardzo, ale dużo od tej wody strumyczej i złego wiatru. Krwi zaś w ciele mam mało, lecz nie jest ścięta, zastygła.

 Tak w ogóle, można by powiedzieć, że ja co najwyżej ranny, nie umarły. Że mi się to wszystko tylko od szoku zmyśliło. Od szoku albo ran.

 Można by, tyle że ja oddechu już z płuc nie wypuszczam i nie biorę takowego z powietrza. Stąd wiem, żem trup. Że wszystkie my teraz widma.

 Taka prawda.

 Skóra rąk się żółci, twarz zachodzi bielą, ale żadnego apetytu na ludziznę to ja nie mam. Zjadłbym przecieru na kluskach albo placuchów utytłanych w maśle, lecz człeczynę? Nie. Ni w ząb.

 W wodzie obaczyłem swe odbicie cudnie, więc i wampiryzm trzeba będzie skreślić. Czosnku się nijak nie lękam, a Krzyżem Pańskim nie brzydzę. Nie mam też chęci pospać w grobowej łodzi. Nic a nic.

 Jestem jak człek co przedtem, tyle że martwy.

 Co?

 Nie. Ranny nie jestem mocno, tylko zmarły. Umarły, chodzący trup. Ale każdy zamysł jest potrzebny i się nie zrażaj. Próbuj umyślać dalej co i jak. Ja na ten czas powspominam o tym co mi tam w dziurawej głowie teraz siedzi. Może jakieś z tych wspominek ciebie natchnie i tajemnicę rozgryziesz. Wielce by było to dla nas wszystkich korzystne. Nawet jeśli końcem miałby się okazać czarny dół.

 

 *

 Zabili nas wszystkich cudnie. Pomordowali.

 My nie anioły i także biliśmy wroga, jak się dawało, a że był od nas mrowniejszy i lepiej kosił to już odmienna rzecz.

 Nie wiem, ile się to wydarzenie niosło bom dostał w hajdel sromotnie i owładnęła mnie nieprzestępna czerń. Żadnej Boskości czy diabolicznego warkotu nie posłyszałem, więc po ocknięciu dopatrywałem się jeno odłamczej rany. Jakiegoś byle postrzału czy zadraśnięcia. Upatrywałem ocalenie w farcie albo felerze swego durnego wroga. Nijak nie rozpoznałem, żem umarły. A jak potem rozpytałem po innych, oni też.

 Postrzał. Feler. Cud. Takie tam umyślania.

 Potem żeśmy się wzajemnie opatrzyli i nie było jak tu komu kłamać. Każdy zrozumiał, że trup.

 Jakie to było wzajemne postękiwanie. Modlitwy, lamenty, wygrażanie niebiosom. Utyskiwania na taki podły los i prośby do samej Śmierci o ratunek.

 Tak było.

 Potem Gniewomir w szale puknął sobie w bok głowy. Wielki huk podniósł gawrony z pól, ale on się jedynie zaklekotał. Potemczas nakrzywił z bólu i poszkaradniał na niepięknej gębie, ale chłopina się nawet nie obalił. Tylko tak durnie jojczał calutki czas. A my, cali struchlali – patrzaliśmy.

 I jak tam u ciebie, Gawronko? Masz coś dla mnie?

 Co? Co to za słowo?

 Trudno nawet poobracać we łbie, nie mówiąc, by na jęzor jakoś wywlec. Haludyco...? Halyconujce? Hilacynacje?

 U nas to są omamy jak po czarciej jagodzie albo użarciu przez ośmioczłecza, na wielkich włosistych nogach. I nie. Nie jesteśmy omamieni niczym, a gazów, o jakich gadasz, nie uświadczyłem.

 Ale nie skreślam tego, co umyślasz, bo jak już ci gadałem, padłem szybko. Tak szybko, że pod moje upadnięcie żaden filozof łacińskiej mądrości nie utworzy.

 Ot biegłem przed siebie, pędząc środeczkiem pola jako inni. Z karabinem naszykowanym w ręku oraz kojocim wyciem oblewającym pysk. Sunąłem jak wściekły kiedy to bach i koniec. Przebudzenie truposza.

 

 *

 Czekaj no bo Gniewomir nas na koło zawołuje. Mówi, że siadła mu umyśl jak się wywlec z tego nieszczęsnego nieboractwa Ty myśl, jeśli możesz albo jeszcze lepiej, chodź – posłuchaj sama. Może to co umyślił Gniewomir, jest roztropne.

 Jak widzisz stanęliśmy nad Sobieradem, bo on by do nas nie podszedł. Ciągle tylko popala ścierwojady z tym niezjednanym uśmiechem. Toć chwat dopiero. Pół człeka w metrach schlapane, a on nadal przymilnym tonem do nas gdacze. Toć ci chwat.

 Gniewomir mówi, byśmy stanęli w kółku. Robimy, jako chce, kleszcząc się ciasno nad leżącym pod nami Sobieradem. Ciekawi mnie co to za pomysł każe Sobierkowi tak oczętami wywracać. Pewnie nielicho zmyślny skoro tak się pół chłopiny gorączkuje. Zupełnie jak nie truposz blady, a pannica na tańcach.

 Zaraz. Co on tam trzymi we wnętrzu tego kosmatego łapska?

 Nie no, Sobierad co ty? Bastuj z tym granaciskiem! Szalej ci obsiadł rozum? Opętały cię jakie polne biesy? Może strumyczy wodniak tę pustą łepetynę ci zatruwa?

 Nie! Oszalałeś! Jako śmiesz decydować o tym co nam umyślne? Sobier, nie! Okosmaciło ci ten durny łeb?! Daj nam samym pospisywać losy!

 Sobieeerrrr!

 

 *

 Możesz przestać się już umartwiać, gołąbeczko. Już nie potrzeba rozmyślać. Ten głąb kapuściany, ten dureń skończony, to zrobił.

 Może gdybym ubiegał w jakiś odległy kierunek, by mnie tylko drasnęło? Może gdybym nie przyżelaził w nogach od tego lęku zdołałbym ubiec swoje? Ale nie.

 Byłem zbyt otępiały i słabowity w refleksie, by dać dyla. Dyć rzec, że nie udrobiłem ani jednego kroczku gdy gruchnęło.

 Więc ty się teraz nie męcz, gołąbeczko. Nie pomagaj. Teraz już nie ma komu.

 Nie wiem, jak inni skończyli, ale ze mnie to się jeno ostała uszarpana nierówno, upadła głowa. Nieboraczo okrwawiona łepetyna z jednym łypiącym oczęciem i jakimś ciężkim odłamkiem dobitym w pysk. Tylko to i nic inne. Nic a nic. Pomimo tego nadal wszystek odczuwam. Rozrywające boleści co to je medyk polowy kiedyś nazwał bólami fantomowymi. Mówił, że to jak boli coś, czego nie ma. Co ucięte. I mądre to słowa były, bo rwie mnie wszystko to, czego już nie mam. A w ten krzywo ściosany i osiadły na zapomnianym poletku czerep wieje mi zimne, porywiste wietrzysko.

 I tak jako mówiłem. Ta zima będzie zajadła jak żadna przed nią odkąd wylazłem na świat. Będzie mroźno i wietrznie, mówię ci. Mam co do tego pewnicę. Niejedno bydle umarznie na sopelisko Niejeden człek. A ja tu będę pewnie leżał jako łeb.

 Nie wiem jak długo jeszcze.

 Mam jedynie nadzieję, że to się kiedyś skończy i przestanę odczuwać tę zimnicę. Straszną, niedającą się upleść w słowa, nielichą boleść. Zostaję z wiarą, że w którymś momencie męka po prostu zniknie i przemienię się w najzwyklejszy pył.

 Tymczasem poleguję se na ziemi jako łeb i przez szkarłatną kurtynę łypię na wszystko okiem. Zdaje mi się, że wietrzny Buran – duch nadchodzącej zimy – tańczy pomiędzy nami, choć mało to jest umyślne, bo jak podaje kalendarz, jest to miesiąc narodzin. Miesiąc śmierci, umarcia, nadejdzie dopiero za dwa i siedem dni. Mam więc bardzo dużo czasu, by umyślać nad swym nieszczęsnym losem. Dumać nad sensem albo bezsensem całym. I co też być powinno oczywiste...

 ...z bólu wyć.

 

12412 zzs

Liczba ocen: 3
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 52

Opis:

Helloł. Dzisiejszy OneDayShot zakłada umowną kradzież. Hiraeth poleciła zajebiste opowiadanie H. Ellisona "Nie mam ust a muszę krzyczeć", które zrobiło na mnie wielkie wrażenie i to (przyjamniej jeden) elementy z tego opka chciałbym "przeinaczyć". Może nie tyle z samej fabuły, co niemożności śmierci, I to w innym wydaniu niż nastoletni wampiryzm z sado-maso z uroczymi Bad Boyami w tle. Ps. Tekst zapisany pismem dość frywolnym i eksperymentalnym. Dopuszczam do łba, że się odbijeta, napiętnujeta mnie i będzieta kwękać oraz pluć.

Dodano: 2021-04-22 22:57:45
Komentarze.
~CptUgluk 19 d.
Zaciekawiłeś mnie, bo "Nie mam ust, a musze krzyczeć" poznałem (i ograłem) jako starą przygodówkę, a potem dopiero czytałem opowiadanie (czy tam słuchałem w formie audio). Jako że pierwowzór mocny i emocje budzący, zajrzę i tu z ciekawością. Ale wrócę ze świeższą głową. Do zobaczenia
Odpowiedz
*Canulas 18 d.
CptUgluk nie, nie. To tylko jeden element zaczerpnięty. Nie nastawiaj się na wow, bo możesz zastać kał.
Odpowiedz
~CptUgluk 18 d.
Canulas obiecuję się zatem nie nastawiać, ale zajrzeć i tak zamierzam. Gorzej jak mnie oszukałeś i będzie git
Odpowiedz
*Canulas 18 d.
CptUgluk no dopszzz...

Odpowiedz
~Ogonisko 19 d.
z dużym wykopem
Straszne. Bywa istnienie czyjeś tak nieistotne, że Śmierć zapomniała się upomnieć, tudzież niechlujnie fach swój wypełniła. Zwracając się ku istotniejszym, większym sprawom.
Pasi mi to.
Odpowiedz
*Canulas 18 d.
Ogonisko dzięki za wizytację pod tym egzotycznym tworem, któego to tylko - rozpychająca się w mięsie ciała arogancja pozwoliła mi opublikować.
Odpowiedz
*marok 18 d.
z wykopem
"Jakie oznaki, wedle rzecz jasna ciebie, winne cechować udanego nieboszczyka?" - tutaj szczerze przystanąłem, aby chwile obsmyśleć.

Cóż dla mnie osobiście tekst trudny. Troche trąca sztuką dla sztuki, nie jest to wada, bo szanuję całą formę. Dodatkowo bezdialogowy na taką długośc tekścior, no szacunek. Ogólnie przyswoiłem większość z lekkim trudem, możliwe, że pewne szczegoły umknęły, ale ogólnie podobało mi się.
Na Borzynie prychnąłem i myślałem przez moment, że tekst będzie w konwencji humorystycznej dość.
Odpowiedz
*Canulas 18 d.
marok wiem, że trudny, wiem, że koślawy. Poza OneDayShotem nie zdecydowałbym się na publikację
Odpowiedz
*marok 18 d.
Canulas ja bym wrzucił jako eksperyment społeczno-literacki
Odpowiedz
*Canulas 18 d.
marok noo, może być. Od progu mówię, że nie dla ludzi. I nie, że się unoszę w stylu: Phi, nie zrozumieta - tylko tym razem nawet mi się ciężko edytowało 🤷🏻‍♂️
Odpowiedz
~jotka 18 d.
Chyba se obejrzę Outlandera po tym Twoim tekście. Niewielki ma to związek z treścią, ale język mi o nim przypomniał 😅 A jeśli chodzi o utwór to jak wyżej; trudny. Trzeba uważnie i powoli :x


Odpowiedz
*Canulas 17 d.
jotka wiem, wiem. Noo... wiem 😬
Takie tam, ooo
Odpowiedz
z dużym wykopem
Ależ mnie się ten język i ta narracja bardzo, bardzo podobały, jak dawno nic! Strasznie to dobre, może faktycznie wymagające, ale sama przyjemność czytelnicza. Nawet całą książkę taką bym czytać mogła, a zakończenie jest wybornie tragiczne i pozostawia bardzo gorzki posmak. Ja jestem urzeczona!
Odpowiedz
alfonsyna o kurde, no fajno, fajno. Tak fajni, że aż sam se pół opka przeczytałem.
Dziękuję
Odpowiedz
Canulas całe przeczytaj!
Odpowiedz
*Ritha 5 d.
Przyszłam i tu, ale hm, nie dam rady doczytać sorry, tym razem obok
Odpowiedz
*Ritha 5 d.
(to jest po prostu kompletnie nie moja narracja, subiektywna opinia)
Odpowiedz
Ritha no ja wiem, wiem 😄😄 Nic na chama, spox
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.