online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
1 Maja Międzynarodowe Święto Ludzi Pracy które dzisiaj jest zupełnie pozbawione sensu
<
Nawiedzone zamki i pałace Duchy i zjawy
>

Batalion karny: Mapa śmierci (TW #3)

 Postać: Kapitan i jego mapa

 Zdarzenie: Wielka wyprawa

 Efekt: 87. Unikaj powtórzeń

 

 Batalion karny Mapa śmierci (TW #3)

 

 Kapitan Zajcew wychylił się z okopu. Było to dość ryzykowne, zważywszy na snajperów, ale pozwalało spojrzeć na pole. Zobaczył czołgi Panzer IV, przynajmniej dwadzieścia i rozrzuconych w tyralierę Niemców. W pełnym słońcu widać było odbijające się na ich pancerzach promienie. Byli nie dalej jak pięćset, może sześćset metrów od nich. Spojrzał na linie obrony i zobaczył, że jego ludzie walczą, strzelają, ale było ich coraz mniej. Jego czwarty Batalion Karny przydzielony do 74. Dywizji piechoty odpierał ataki Niemców już trzeci dzień. Z czterystu pięćdziesięciu ośmiu ludzi jego Batalionu pozostało nie więcej jak stu pięćdziesięciu. Z czterech przydzielonych im dział przeciwpancernych kaliber 76 mm, sprawne pozostało jedno. Za mało, żeby zniszczyć te wszystkie stalowe potwory, które właśnie się zbliżały.

 Zajcew wiedział, że jego ludzie są skrajnie wykończeni, amunicji coraz mniej, a do tego większość z dowódców kompanii czy plutonów już nie żyła. Nie miał innego wyjścia jak zawiadomić po raz kolejny sztab dywizji o tragicznym położeniu. Musieli mu pomóc, wysłać wsparcie, albo chociaż obłożyć przedpole ogniem artylerii.

 − Markow! – krzyknął – łącz z dowództwem Dywizji!

 − Halo, halo, melduje się kapitan Zajcew. Tak. Trzymamy się, ale mamy ogromne straty, pozostało około stu pięćdziesięciu ludzi, z czego część ranna. Sprawne jedno działo. Amunicja się kończy – krzyczał do słuchawki, starając się, żeby jego głos był słyszalny, bo naokoło wciąż wybuchały pociski.

 Zastępca 74. Dywizji do spraw politycznych pułkownik Miedochin ledwie słyszał, co kapitan do niego mówi.

 ‒ Musisz się utrzymać. Tak wiem. Rozumiem. Jutro dostaniesz posiłki. Zajcew ja wszystko rozumiem, ale musisz wytrzymać do wieczora. To rozkaz – Miedochin odłożył słuchawkę i westchnął, spojrzawszy na dowódcę dywizji generała majora Kuzniecowa.

 ‒ Wiem, wiem, co myślisz, ale nic nie mogę zrobić. Nie mam kogo tam posłać. Rozumiesz! Wszyscy już walczą, nawet kucharze. Muszą wytrzymać. Czekamy na posiłki. Podobno już są w drodze.

 ‒ Towarzyszu generale obaj wiemy, że żadne posiłki nie przyjdą. Niemcy przerwali nasze linie na odcinku stojącej obok 143. Dywizji i tam wysłano wszystko, co się dało. A Batalion Zajcewa nie dość, że najsłabszy w całej Dywizji, to broni się trzeci dzień praktycznie bez wsparcia czołgów i z kilkoma działami przeciwpancernymi, przeciwko całej niemieckiej 4 Dywizji pancernej.

 Generał sięgnął po butelkę i dwie szklanki. Polał do połowy i wypili duszkiem.

 ‒ Co kurwa mam zrobić, nasze słabe dywizje bronią odcinka szerokiego na trzydzieści kilometrów, a naprzeciw mamy cały Korpus Pancerny. Meldowałem o tym dowódcy 65 Armii i dobrze wiesz, co mi odpowiedział.

 ‒ Kuzniecow dasz radę. Szykujemy cały Korpus Zmechanizowany do kontrataku, ale potrzebujemy jeszcze kilka dni. To wszystko. Tyle wytrzymacie.

 − To może damy im choć wsparcie artylerii?

 − Nie mogę, cała artyleria wspomaga 143. Dywizję.

 − Proponuje, choć kilkanaście salw z czterech baterii.

 − Zwariowałeś! Dowódca armii nas zabije.

 − Nie. Jeśli się dowie, że z Batalionu została Kompania, z jednym działem.

 − Jasna cholera, czasami mam ochotę cię zastrzelić. Ty coś za mocno starasz się pomagać temu Zajcewowi − Kuzniecow pokiwał palcem.

 − Bo to nasz najlepszy oficer i towarzysz generał o tym wie. Nikt inny nie utrzymałby się z takim oddziałem przez trzy dni – Miedochin powiedział to takim tonem, że generał aż się wzdrygnął i już chciał wybuchnąć, ale się powstrzymał.

 − Niech cię cholera! Dobra łącz z Zajcewem, niech poda koordynaty, ale dziesięć salw.

 − Dwadzieścia!

 − Ja cię, kurwa, naprawdę zastrzelę albo nie, wyślę cię do Zajcewa i może tak jakiś Niemiec zlituje się nade mną i odstrzeli ten twój zawzięty łeb.

 Miedochin już nie słuchał. Znał swojego dowódcę i wiedział, że wygrał. Podszedł do telefonu i zażądał połączenia z batalionem karnym, mając tylko nadzieję, że tam będzie jeszcze kto miał odebrać telefon.

 Kapitan Zajcew podbiegł do stojącego kilkanaście metrów od jego stanowiska działa przeciwpancernego. To była jedyna szansa, choć bardzo niewielka. Odsunął celowniczego i sam zaczął mierzyć, kierując lufę ku najbliższemu czołgowi. Musiał trafić za pierwszym razem, bo drugiej szansy może już nie mieć. Delikatnie kręcił gałką, aż w końcu przestał. Pocisk już był załadowany, więc odpalił. Po chwili pocisk trafił w czołg, ale ten jakby nigdy nic jechał dalej.

 W tej samej chwili podszedł do działa jeden z żołnierzy.

 − Towarzyszu Kapitanie ja będę celował. Byłem dowódcą baterii, znam to działo.

 Nie było czasu na dyskusję. Zajcew wiedział, że spora część przysłanych mu żołnierzy, to byli oficerowie, którzy zostali zdegradowani i wysłani do takich batalionów jak ten.

 Po chwili armata wystrzeliła i pocisk trafił, unieruchamiając czołg. Po chwili lekki obrót lufy i kolejny pocisk zniszczył następnego stalowego potwora. Niestety Niemcy musieli dostrzec, skąd trafiają ich pociski i w stronę działa skierowało swoje lufy kilka kolejnych czołgów, które wystrzeliły niemal w tej samej chwili. Nastąpiła seria wybuchów, jedne dalej drugie całkiem blisko, ale dwa pociski trafiły niemal w samo działo. Odrzut wybuchu cisnął kapitanem kilka metrów dalej. Jego ciało uderzyło w wielkim impetem o ziemię i oficer stracił przytomność.

 Po kilku minutach podbiegło kilku żołnierzy i wyniosło dowódcę z linii ostrzału. Zanieśli go do ziemianki i położyli na łóżku. Ktoś wyciągnął menażkę i próbował wlać w jego usta, choć kilka kropel. Zajcew powoli otworzył oczy. Świat wokół niego wirował i minęła dłuższa chwila, nim dał radę usiąść i przecierając spoconą twarz zobaczyć, gdzie jest. Świadomość powoli wracała, choć nadal nie do końca rozumiał, co się stało. Kiedy usiłował wstać, o mało nie upadł, ale złapał się za poręcz łóżka i wyprostował się. Bolała go głowa, robiło mu się niedobrze, ale poza tym wyglądało na to, że nic mu nie jest. Krok po kroku podszedł do siedzącego w kącie podoficera, który obsługiwał radiostację. Ten widząc dowódcę, krzyknął.

 − Towarzysz kapitan żyje! Myśleliśmy, że już po was, bo granat wybuchł tuż przy was.

 Zajcew odetchnął kilka razy i cichym głosem odparł.

 − No Saszka jakoś żyje! Widać jeszcze nie nadeszła moja godzina!

 Po chwili dobiegł go głos kaprala.

 − Dowódco, sztab Dywizji na linii

 Kapitan powoli podszedł do niego i drącą ręką odebrał słuchawkę.

 − Melduje się Zajcew. Rozumiem. Już podaję namiary – po tych słowach spojrzał na kaprala.

 − Saszka gdzie mapa?

 Kapral spojrzał na dowódcę wzrokiem, w którym widać było tylko zdziwienie.

 − Towarzyszu dowódco nie mamy map. Wysłano nas tu, ale nikt nam nie dał żadnej mapy.

 Zajcew spojrzał na niego dziwnym wzrokiem. Pamiętał, że kiedy wezwał go generał, dostał jakąś mapę, wraz z rozkazem objęcia tego odcinka.

 Dowódca Dywizji ujął sprawę bardzo krótko.

 − Masz przejść do ataku, opanować pierwszą linię niemieckich okopów i tam zostać. To nie jakaś wielka wyprawa, tylko zdobycie transzei, które pozwolą ci się bronić. Tu masz mapę. Nie jest zbyt dokładna, ale lepsza taka, niż nic. Jest co prawda jeszcze carska, ale lepszej nie mamy. Jedyna, którą dostaliśmy ze sztabu armii, pojechała do artylerzystów.

 

 − Gdzieś musi być do cholery – pomyślał. Rozejrzał się po ziemiance. Po chwili go olśniło.

 − Sasza gdzie jest mój mapnik? tam powinna być mapa.

 Kapral wzruszył tylko ramionami. Po czym wskazał na stół.

 − Towarzyszu kapitanie, wszystko, co znaleźliśmy przy was leży na stole.

 Dowódca Karnego Batalionu odwrócił się i podszedł do stołu. Na widok mapnika uśmiechnął się. Otworzył go i ze środka wyciągnął mapę. Przyglądał się jej przez dłuższą chwilę, po czym przejął słuchawkę i rzekł głośno.

 − Przekazuje namiary. Kwadrat 51, kwadrat 42, kwadrat 38 – mapa zlewała mu się w oczach. Nie był pewien czy dobrze odczytuje koordynaty kwadratów naniesione ołówkiem na starą mapę.

 − Dziękuje towarzyszu pułkowniku, ten ostrzał pomoże nam odeprzeć atak. – Odłożył słuchawkę.

 − Sasza! − Krzyknij po linii, że zaraz zacznie ostrzał naszej artylerii, niech wszyscy schowają się w okopach.

 Pociski nadleciały już po kilku minutach. Jednak pierwsza salwa trafiła idealnie w pozycję obrońców. Ostatnią rzecz, jaką zobaczył kapral, był kapitan i jego mapa.

 Kolejna salwa również trafiła wprost na pozycję Batalionu. Oficer przerażonym wzrokiem patrzył, jak jego ludzie wręcz rozpadają się na kawałki trafieni pociskami z haubic. To były istne ognie piekieł, apokalipsa. Wybuchy zabijały znacznie lepiej niż ogień Niemców. Widok przeraził go, powodując szok tak wielki, że Zajcew przez kilka minut stał kompletnie zszokowany, ale w chwilę później dokładnie w to miejsce, gdzie stał, trafił pocisk. Zajcew poczuł, jak olbrzymia siła wyrzuca go w powietrze. To była ostatnia rzecz, jaką zobaczył, bo nagle ogarnęła go ciemność.

 Kiedy się ocknął, wstał i wyszedł z ziemianki. Spojrzał na transzeje i zobaczył jak własna artyleria, zabiła tych, którzy przetrwali trzy dni walki z Niemcami. Naokoło widać było obraz totalnego zniszczenia, kawałki ciał, rozbite skrzynki z amunicją, a także zniszczone ostatnie działo. Resztki batalionu przestały istnieć przez niego. Zrozumiał, że podał złe namiary. Pomylił się, a jego błąd zabił ponad stu ludzi. On sam ocalał jakimś cudem, pewnie tylko dlatego, żeby zobaczyć swoje dzieło. Teraz patrzył na to i łzy płynęły mu po policzkach.

 

9449 zzs

Liczba ocen: 8
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ^Ozar
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 97

Opis:

Dodano: 2021-04-23 09:54:15
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph
Odpowiedz
*Canulas 19 d.
Dej jaki dwukropekw tym tytule, kreskę czy cuś.
Np. Batalion karny: Mapa śmierci
Batolion karny - Mapa śmierci

Odpowiedz
^Ozar 19 d.
Canulas Aaaaa już poprawiam.
Odpowiedz
^Ozar 19 d.
Ozar Już jest!
Odpowiedz
~Hiraeth 19 d.
z dużym wykopem
Uszanowanko, takie luźne pierdoły rzuciły mi się w oczy:

Na samym wstępie i żeby nie powtarzać: nazwy własne – a tymi są nazwy dywizji czy pułków, trzeba zapisać z wielkiej litery.
* Spojrzał na linie obrony i zobaczył, że jego ludzie walczą – zgubiłeś podmiot. Jeśli zdania wcześniej piszesz o Niemcach, a potem chcesz wrócić do „właściwego” bohatera, musisz to zaakcentować gramatycznie

* Jego czwarty batalion karny przydzielony do 74. dywizji piechoty odpierał ataki Niemców już trzeci dzień. Z czterystu pięćdziesięciu ośmiu ludzi pozostało nie więcej jak stu pięćdziesięciu. < -- tutaj można się czepić, że nie wiadomo, czy zwrot „ludzi” dotyczy Niemców, czy też ludzi w batalionie karnym ; )

* Odsunął celowniczego i sam zaczął celowanie – tu śmiało dałabym synonim „wziął na muszkę”, „namierzył” czy coś w ten deseń

* położyli na łóżko – łóżku

* Świadomość powoli wracała, choć nadal nie do końca rozumiał, co się stało. Kiedy usiłował wstać, o mało nie upadł, ale złapał się za poręcz łóżka i wyprostował się. Bolała go głowa, robiło mu się niedobrze -> za dużo czasowników zwrotnych na tak małej przestrzeni!

* − Sasza gdzie jest mój mapnik? - tam powinna być mapa. --> niepotrzebny, dziwny minus w dialogu

* − Przekazuje namiary. Kwadrat 51, kwadrat 42, kwadrat 38 – mapa zlewała mu się w oczach. - > zły zapis dialogowy

Ktoś wyciągnął menażkę i próbował wlać w jego usta, choć kilka kropel. < -- to już na marginesie i nie błąd gramatyczny, ale wlewanie czegokolwiek do ust nieprzytomnej osoby jest bardzo niebezpieczne, mimo dosyć powszechnej kwestii, że to dobry sposób na cucenie. Nic podobnego – prędzej zadławimy osobę, niż jej pomożemy

To tyle z pierdół.
Powiem Ci, że - pamiętając Twoje ostatnie TW - to zrobiłeś ogromny postęp :O Oczywiście, to jak najbardziej na plus, ten tekst czyta się bardzo dobrze, płynnie, nie ma wielu błędów, jest myśl przewodnia.
Oczywiście, zakończenie mocno w eastwoodowskim stylu, bohater ostatniej akcji, ale całkiem nieźle to sprzedałeś


Odpowiedz
^Ozar 18 d.
Hiraeth Sorka ale na razie wyjaśniam drobne sprawy z alfonsyną a na koment do twojego komentarza przyjdzie czas jak bomby przestaną lecieć i opadnie kurz bitewny który by tylko zaciemniał normalną dyskusję.
Odpowiedz
^Ozar 17 d.
Dziękuje za obszerny i mądry komentarz.

Napisałaś " Spojrzał na linie obrony i zobaczył, że jego ludzie walczą – zgubiłeś podmiot. Jeśli zdania wcześniej piszesz o Niemcach, a potem chcesz wrócić do „właściwego” bohatera, musisz to zaakcentować gramatycznie"
Tu nie za bardzo kumam o co idzie. Bo to chyba logiczne, że dowódca patrzy na linię obrony i widzi co i jak?

Napisałaś "Świadomość powoli wracała, choć nadal nie do końca rozumiał, co się stało. Kiedy usiłował wstać, o mało nie upadł, ale złapał się za poręcz łóżka i wyprostował się. Bolała go głowa, robiło mu się niedobrze -> za dużo czasowników zwrotnych na tak małej przestrzeni!

Tu nie za bardzo wiem co zrobić? Wywalić część?

Napisałaś "Przekazuje namiary. Kwadrat 51, kwadrat 42, kwadrat 38 – mapa zlewała mu się w oczach. - > zły zapis dialogowy
Tu nie rozumiem o co chodzi? Pokazuje namiary, ale mapa mu się zlewała. Kiedy wybuchł obok niego pocisk nie ma w tym nic dziwnego.

Ktoś wyciągnął menażkę i próbował wlać w jego usta, choć kilka kropel. < -- to już na marginesie i nie błąd gramatyczny, ale wlewanie czegokolwiek do ust nieprzytomnej osoby jest bardzo niebezpieczne, mimo dosyć powszechnej kwestii, że to dobry sposób na cucenie. Nic podobnego – prędzej zadławimy osobę, niż jej pomożemy
Co do wlewania czegoś do ust pewnie masz rację, ale tak zazwyczaj robią wszyscy.

To nie żadne estawoodowskie , ani jak napisała Alfonsyna hollywoodzkie zakończenie. Ten tekst powstał na podstawie historii która się wydarzyła faktycznie. Ja 95% moich tekstów o wojnie także prozy opieram na znanych mi faktach a zazwyczaj zmieniam tylko nazwiska i dodaje nieco fabuły. To nie ma nic wspólnego z amerykańskimi pierdołami o wojnie, bo amerykańcy nie umieją kręcić filmów wojennych a robią tylko takie bzdety typu Rambo, które mają tyle wspólnego z wojną co ja z lotami na Marsa.
Resztę poprawiłem według twoich uwag.
Hiraeth
Odpowiedz
~Hiraeth 17 d.
Ozar
Wybacz Ozar za ten zarzut "eastwoodskiego" zakończenia. Teraz doczytałam, zresztą, to Ty rządzisz i decydujesz, co i jak przedstawić

Co do uwag, przy pierwszej owszem - jest to logiczne, ale gramatyka rządzi się swoimi prawami. Jeśli piszesz o podmiocie 1, potem opisujesz, co robią inne podmioty, a potem bezosobowo wracasz do podmiotu 1, to choć można wywnioskować, że to chodzi o podmiot 1, tak powinieneś go zaakcentować - "Dowódca", "imię bohatera" spojrzał i od razu nikt się nie czepi.

Świadomość powoli wracała, choć nadal nie do końca rozumiał, co się stało. Kiedy usiłował wstać, o mało nie upadł, ale złapał się za poręcz łóżka i wyprostował się. Bolała go głowa, robiło mu się niedobrze < --- tutaj chodziło o nagromadzenie zwrotu "się". W 2 zdaniach masz aż 4 czasowniki z "się", niby nie jest to bardzo duża ilość, ale już człowiek łapie się na tym, że je liczy. Gdy tylko to możliwe, unikałabym umieszczania dwóch "się" obok siebie. Niektóre z tego fragmentu można śmiało wyrzucić, a inne przerobić na takie formy, że zwrotnik nie będzie już potrzebny. Ale to tylko taki luźny frazes

"Przekazuje namiary. Kwadrat 51, kwadrat 42, kwadrat 38 – mapa zlewała mu się w oczach. - Tu pierdoła, ale chodziło tylko o kropkę po "kwadrat 38" i rozpoczęciu nowego zdania (które nie jest częścią dialogu) z wielkiej litery



Odpowiedz
^Ozar 16 d.
Hiraeth Dziękuje za ciekawy i obszerny komentarz. Zaraz poprawię błędy. Co do "się" to taka moja bolączka stała ze tak powiem, jakoś zapominam o tym. Zmieniłem końcówkę wg. komenta Rithy i teraz jest lepiej.
Odpowiedz
Technicznie niestety do poprawy jest sporo, od interpunkcji, poprzez literówki, pogubione ogonki, czasem stylistyka, no i tych powtórzeń tak do końca też się nie wyzbyłeś - można by jeszcze tekst mocno przeczesać. Od strony fabularnej - przyznaję, że zupełnie nie moje klimaty, więc mnie nie porwało i nie wciągnęło, zakończenie też jak dla mnie za mocno hollywoodzkie, wolałabym coś bardziej przyziemnego, taką zwyczajną beznadzieję - ona z całą pewnością mocniej by na mnie zadziała niż ostatni akt poświęcenia. Ale z plusów mogę Ci rzec, że chyba mniej masz chaotyczną tę narrację tutaj, jakąś mimo wszystko płynniejszą, więc możliwe, że idzie ku dobremu - w każdym razie trzymam kciuki, żeby tak właśnie było.
Odpowiedz
^Ozar 18 d.
alfonsyna Na początku pewna uwaga. Otóż jak wiesz, a jak nie to już oświecam ogromna większość moich opowiadań wojennych czyli prozy jest napisana na podstawie mojej wiedzy o II wojnie (dość dużej jak sądzę), a także na podstawie głównie wspomnień tych którzy to piekło przeszli i przeżyli.
Nigdy nie pisze żadnych hollywoodzkich pierdół, bo amerykanie nie umieją kręcić filmów wojennych wcale (tylko takie bzdety jak Rambo). Opisana przeze mnie historia jest prawie w 100% autentyczna (zmieniłem w zasadzie tylko nazwiska). Rzecz dotyczyła kapitana Siergieja Woroncowa dowódcy 74 batalionu karnego, który rzeczywiście podając błędne dane doprowadził do zagłady resztki swoich ludzi. Jego ciało znaleziono po bitwie kilka kroków od spalonego czołgu niemieckiego.
Napisałaś „zakończenie też jak dla mnie za mocno hollywoodzkie, wolałabym coś bardziej przyziemnego, taką zwyczajną beznadzieję - ona z całą pewnością mocniej by na mnie zadziała niż ostatni akt poświęcenia"
To albo żart albo nieznajomość historii. Ten oficer czyli Woroncew na podstawie którego powstało moje opowiadanie, przeszedł w więzieniu NKWD istne piekło (na pewno gorsze niż gdyby znalazł się w siedzibie niemieckiego gestapo). Ten człowiek zdawał sobie sprawę co go czeka jeśli jako jedyny przeżyje. To nie był akt poświęcenia, to była ucieczka w śmierć, ale nie za darmo, bo zniszczył choć jeden czołg. Dla mnie taka postawa to bohaterstwo, a nie hollywoodzkie pierdy. To trzeba umieć rozdzielić bo między nimi jest ogromna przepaść.
Co do reszty, no cóż brzmi bardzo kiepsko. To nie jest nowy tekst, bo napisałem go kilka lat temu, a teraz tylko przez dwa tygodnie poprawiałem. Mało tego przepuściłem go 2 razy przez Ortograf. Pl, który podobno wyłapuje co większe błędy. Wydaje mi się, ale tylko wydaje, że to taka przeciętna opowieść o wojennych losach, ani lepsza, ani gorsza od moich tekstów z tej bajki. Może jednak rzeczywiście powinienem zostać przy pisaniu artykułów i ciekawostek i dać sobie spokój z prozą. Może, ale ja to lubię wbrew wszystkiemu co tu nie raz czytam i będę pisał dalej.

Odpowiedz
Ozar nie twierdzę, że tak nie było, bo może i było, nie jest to moja działka, żeby grzebać w historii, gdyż nie czuję się w tym względzie kompetentna. To tylko moje subiektywne odczucie, że końcówka jest w stylu hollywoodzkich bohaterów, którzy ostają się sami na polu walki, co swoją drogą jest ograne już na wszystkie sposoby i dlatego do mnie nie trafia, więc subiektywnie mogę się czuć tym zawiedziona i nie znać przy okazji tej czy innej historii tego czy innego konkretnego człowieka. Właśnie na tym polega różnica - Ty znasz i patrzysz przez pryzmat tego, że znasz, czytelnik może nie znać, więc patrzy tylko przez pryzmat tego, co przeczytał i nie jest jego zadaniem szukanie wyjaśnienia czy jakiejś innej prawdy historycznej. Opowieść musi bronić się sama. Ale, jak mówię, nie jest to mój świat, wedle woli możesz uznać, że się nie znam i głupio gadam - co nie zmieni faktu, że tej opowieści nie czuję. Gdyby mnie pytać, choć może się nie znam, dużo lepiej wychodzi Ci pisanie prozy właśnie wtedy, gdy nie jest związana z wojną. Potrafisz ciekawie snuć różne gawędziarskie opowieści, stworzyć i właściwie wykorzystać fajnych bohaterów, więc nie uważam, że nie powinieneś pisać prozy. Ja po prostu nie jestem jej odbiorcą w takim wydaniu jak tutaj i mówię to wszystko szczerze, bez napinki.
Odpowiedz
^Ozar 18 d.
alfonsyna Dziękuje za odpowiedź. Nie było moją intencją jakaś pretensja czy złośliwa odpowiedź, choć nie powiem pisałem pod wrażeniem.
Napisałaś " Ozar nie twierdzę, że tak nie było, bo może i było" Nie może, ale było na prawdę. Czy końcówka jest ograna czy nie mam gdzieś, jeśli pisze coś, co wydarzyło się prawdziwie. Być może mój błąd polegał na tym, że powinienem napisać na wstępie, że opko jest oparte na faktach a nie jest wymysłem autora.
Napisałaś "Gdyby mnie pytać, choć może się nie znam, dużo lepiej wychodzi Ci pisanie prozy właśnie wtedy, gdy nie jest związana z wojną" No właśnie nie, bo ja pisze tylko fantasy i wojnę, a fantasy mojego prawie nikt nie czyta, a nawet jak to mam takie sobie opinię, więc pozostaje wojna.
Napisałaś "Potrafisz ciekawie snuć różne gawędziarskie opowieści" tak, ale w artykułach czy ciekawostkach, ale nie w prozie.
Alfonsyna dajmy sobie spokój z opisem mojej prozy. Ja pisze ją od 25 lat i jak widzę poczyniłem niewielkie postępy w odróżnieniu od artykułów które teraz są o niebo lepsze od tych sprzed powiedzmy 20/30 lat i sam to widzę. Trzeba mieć dystans do swoich tekstów i ja go mam. Teraz dużo łatwiej idzie mi napisanie np. o jakimś fakcie historycznym, jakimś człowieku, jakieś bitwie czy kampanii, niż napisanie prozy. Jestem na TW raczej siłą rozpędu niż sensem i mam coraz większe wrażenie , że to dalej nie ma sensu tak na poważnie. Mało tego nie rozwijam się, albo idzie mi to tak jak choremu Leniwcowi na anemię, który do tego dźwiga słonia na plecach. Sam to widzę. Ale ok. Mam może jakiś tam talent do pisania publicystyki czy nagrywania audio, ale do prozy niestety nie i trzeba się z tym pogodzić!!! Trudne, ale prawdziwe, bo to zaczyna przypominać pchaniem łańcucha do przodu, co jak wiesz jest zupełnie bezsensowne. Ja mam już ponad 50 lat i odkrycie że gówniany ze mnie pisarz, a w miarę dobry publicysta i może też dobry lektor jest i powinno być czymś w rodzaju przestrogi a także drogowskazem który pokazuje mi w jaką stronę powinienem iść, a jaką omijać, bo jest tylko stratą czasu.
To co napisałem to tak prosto z serca, może zbyt szczerze, ale prawdziwie.

Odpowiedz
Ozar a wiesz, powiem Ci jedną jeszcze rzecz, która wg mnie mogłaby sprawić, że przykładowo takie osobniki jak ja lepiej przyjęłyby to opko. W gruncie rzeczy niewielka i dość prosta modyfikacja nie samego zakończenia, a jedynie sposobu przedstawienia go. Mianowicie gdybyś na końcu zrezygnował z tych fragmentów dialogowych, gdzie bohater wprost mówi, co czuje i zamierza (mam na myśli konkretnie to: "Dlaczego oni wszyscy musieli zginąć, a ja do cholery żyję! - jego krzyk rozbrzmiał niczym wystrzał z armaty. Opadł na kolana i złapał się rękami za głowę.
- Nie! Nie poddam się! Zginę, ale pociągnę za sobą choćby jeden czołg – ta myśl przeniknęła jego umysł i zawładnęła nim.
- Nie poddam się! Nie zrobię tego samego błędu po raz drugi" - one mają w sobie sporo patosu, który w dodatku podany jest bardzo wprost, co mnie zepsuło odbiór, a zatem gdybyś z nich zrezygnował, skupiając się tylko na czynach tego człowieka, pozostawiając jego wewnętrzne bóle i rozterki w domyśle, uderzyłoby to mocniej. Przykładowo piszesz tylko: Łzy spłynęły mu po policzkach w cichej bezradności. Chwilę później wiedział już, co powinien zrobić." - i dalej opisujesz już tylko akcję, jego działania, bez wchodzenia głębiej - wtedy czytelnik sam bardziej się angażuje, bo rozmyśla nad tym, co przeżywa bohater, że zdolny jest do takich czynów.
Cóż, być może masz rację, że bardziej leży Ci publicystyka, każdy może być przecież dobry w czym innym i mieć taki obszar, w którym najlepiej się porusza. Ale też nie chcę, byś z tego powodu zniechęcał się do prozy, kilka Twoich TW czytałam i stąd wnioskuję, że są też jasne strony.

Odpowiedz
^Ozar 17 d.
alfonsyna Dobry pomysł choć na razie nie mam pomysłu jak to ogarnąć, ale samą idee chyba kumam. Mniej akcji i opisów a same działania. Czyli jakby większe pole do namysłu dla czytelnika. Dziękuje za te podpowiedzi. Postaram się to zmienić. Mam nadzieje że mój pierwszy komentarz nie obraził cię, bo rzeczywiście pisałem go trochę pod wrażeniem słowa hollywoodzki. Ale jakby co przepraszam za może zbyt emocjonalny przekaz.
Odpowiedz
~Ogonisko 17 d.
Ozar za waszą dyskusję, z alfonsyną, dałbym maksymalną ilość punktów w następnym glosowaniu TW.
Odpowiedz
~Zdzislav 17 d.
z wykopem
Dla mnie fajnie opowiadanie, takie ala Wołoszański. Nie wiem, czy gustujesz w twórczości tego jegomościa, ale ja wyrastałem na jego "Sensacjach XX wieku" i tak mi się po prostu skojarzyło. Ciekawa i zarazem wstrząsająca historia. Dobrze się czytało.
Odpowiedz
^Ozar 17 d.
Zdzislav Dziękuje za komentarz. Znam Wołoszańskiego i lubię go słuchać, szczególnie że omawia znane mi rzeczy całkiem ciekawie. To, co czytałeś jest oparte na faktach. Był taki dowódca Batalionu Karnego który podał złe namiary i przez to własna artyleria zabiła prawie wszystkich jego ludzi. Cóż na każdej wojnie zdarzają się takie historie i jak mi się wydaje warto je opisywać.
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
z wykopem
Hello, Ozarro

"Po chwili armata wystrzeliła i pocisk trafił, unieruchamiając czołg. Po chwili lekki obrót lufy" - tutaj masz powtórzenie 2x "po chwili"
"Kapitan powoli podszedł do niego i drącą ręką odebrał słuchawkę" - drżącą*

"Teraz patrzył na to i łzy płynęły mu po policzkach" - tutaj to opowiadanie powinno się skończyć. Bach! Ciach! Koniec, finito. Gwarantuję Ci, że ludziom by wtedy zostało w głowach (!) Byłoby wtedy idealnie ucięte, Ozarro. Potem już pędzisz przez przyszłe wydarzenia zbyt podręcznikowo, a pomyłka Zajcewa łapie za serce i dalsze wydarzenia już nie mają znaczenia, nie ważne co się wydarzyło dalej, jak było, jak nie było, ważne jest to, co się działo w tym okopie w tamtej chwili. Clue jest właśnie tam, w tym rozczarowaniu, w tej strasznej pomyłce, w tamtym momencie. To idealne zakończenie historii.

Poza tym tekst mi się podobał, wciągnął mnie, ja lubię wojenny klimaty, stare westerny i hollywoodzkiego Rambo też lubię Szeroki wachlarz, jeśli tylko są te rzeczy odpowiednio podane. Tutaj, poza zakończeniem, mamy według mnie jeden z ciekawszych Twoich tekstów, ponieważ tam, w tym okopie, są prawdziwe emocje, prawdziwe rozczarowanie, prawdziwy żal.

Pozdrówki
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
Ozar, jeszcze dwa zdania, tam, gdzie są niedopowiedzenia, tam najbardziej działa wyobraźnia. Ty masz taką manierę historyka biegu po wydarzeniach, że się zdarzyło to, to, to, tamto, siamto.
A pisanie prozy to - jak w piosence - to są chwile, chwile... tak ulotne jak motyle...

Bądź własnym czytelnikiem. Przeczytaj to opowiadanie jeszcze raz i zatrzymaj się na zdaniu:
"Teraz patrzył na to i łzy płynęły mu po policzkach".

Dalej już nie czytaj. Wejdź w opcję edytuj i usuń całą resztę, skopiuj gdzieś z boku, bo to dobry materiał do rozwinięcia na osobne opowiadanie. To kończy się w tamtej chwili, tak ulotnej jak czarny motyl.

Miłego tygodnia, Ozar

Odpowiedz
^Ozar 16 d.
Ritha jak wiesz bardzo sobie cenię twoje zdanie. Nie bardzo, a najbardziej. Jeśli twierdzisz że w tym miejscu powinienem zakończyć to tak będzie i kropka. Dziękuje za pomoc. Już zmieniam.
Odpowiedz
^Ozar 16 d.
Ritha Już wywaliłem resztę. Jesteś jedyną osobą której zdanie może spowodować u mnie wywalenie nawet połowy tekstu, bo nigdy jeszcze nie zawiodłem się na twoim komentarzu czy poradzie. Dzięki wielkie.
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
Ozar słuszna decyzja! Kurcze, teraz to mnie zawstydziłeś! :O Nigdy bym Ci nie poradziła czegoś, czego sama bym nie zrobiła.
Odpowiedz
^Ozar 16 d.
Ritha Jesteś wielka i masz do mnie ogromną cierpliwość bo przecież kiedyś burzyłem się i wkurzałem na twoje komentarze. Mimo tego nie obraziłaś się. Cóż wiek to jedno, a zrozumienie to drugie. Jednak w końcu do mnie dotarło że jak coś piszesz to tak musi być i wsio haraszo hahahahaahah.
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
Ozar kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień, ja też nie jestem święty user Jest git, Ozarro
Odpowiedz
^Ozar 16 d.
Ritha Haahahaha prawda. Zresztą prawda jest taka jak mawiał Platon "Albo się słuchasz mądrych, albo na zawsze pozostaniesz głupim" Coś w tym jest. Tylko trzeba do tego dorosnąć.
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
Ozar przeceniasz mnie, majorze Ozar (czy tam kapralu)
Odpowiedz
^Ozar 16 d.
Ritha Nie. Jesteś dla mnie największym autorytetem zarówno kiedyś na opowi, jak i tu na t3. Niestety żeby do tego dojść trzeba było sporego okresu czasu co jednak potwierdza moje zdanie.
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
Ozar ok, dziękuję, bardzo mi miło, niemiernie, choć to budzi poczucie sporej odpowiedzialności za przyszłe losy Twoich opowiadań oraz świata
Odpowiedz
^Ozar 16 d.
Ritha Hahahahaha no szczególnie świata hahahaah.
Odpowiedz
*marok 16 d.
z wykopem
Noo widać, że historię ogarniasz fest, łatwo operujesz tą wiedzą, co dobrze ci służy. Tekst ogólnie pod tym kątem jest bardzo ciekawy, lubię historię, choć nie mam dużo wiedzy, ale zawsze takie teksty są dla mnie interesujące. Do tego ciekawa akcja. Było nieco powtórzeń gdzieniegdzie, ale poprzednicy wypunktowali, więc ja nie będę już marudził.
Swoją drogą nazwisko Zajcew kojarzy mi się osobiście z pewnym panem i jego Regułą Zajcewa z chemii. Ale to tak tylko tytułem osobistej dygresji, wzięło mnie na licealne wspominki
Odpowiedz
^Ozar 1 d.
marok No co do historii to siedzę w niej a szczególnie w II wojnie już cirka chyba z 25 lat, więc coś tam wiem. Zajcew to akurat bardzo popularne nazwisko w Rosji, dlatego go użyłem.
Odpowiedz
~CptUgluk 10 d.
z wykopem
Widać, że historyczne tematy to woda na Twój młyn Ciekawa historia, dramatyczna tym bardziej, że oparta na prawdziwych wydarzeniach. Nie wyobrażam sobie nawet, co mógł czuć Zajcew, patrząc na efekty swojej pomyłki i mając świadomość tego, co się stało w wyniku jednego błędu. Pewnie żałował, że jeden z pocisków nie był przeznaczony dla niego. Wojna to straszny żywioł.
Już wcześniej zerknąłem tak pobieżnie na Twój tekst. Było to jeszcze przed cięciem. I uważam, że dobrze zrobiłeś, usuwając końcówkę, którą za bardzo podałeś "na tacy". W prozie liczą się nie tylko wydarzenia opowiedziane wprost przez autora, ale też te niedopowiedziane, w których czytelnik może się wczuć w przeżycia bohatera. Kiedy może sobie wyobrazić te emocje, obrazy. Czasem mniej znaczy więcej. Myślę, że tak jest i tu
Odpowiedz
^Ozar 1 d.
CptUgluk Dzięki za koment kapitanie. No cóż fakt że przeżył wałcząc z kilkuset ludźmi przeciw całej praktycznie dywizji pancernej (tak było faktycznie, choć oczywiście atakował go pewnie co najwyżej batalion, czy dwa na raz, ale to i tak w sumie kilkadziesiąt czołgów). Co do zakończenia Ritha miała rację i dlatego uciąłem resztę.
Odpowiedz
z wykopem
Hej,
No kuźwa, ale końcówka! Żeś pojechał po bandzie. Świetny tekst - choć nie bez błędów - ale to wyżej ci wynotowano + masz w nim sporo powtórzeń, i za dużo dookreśleń typu: mój, swój itp. - niemniej, akcja świetna.
Koniec - to najlepszy koniec jaki u ciebie czytałam.
Super. Dopracuj tekst wg wskazówek powyżej i będzie git )
Pozdrowionka
Odpowiedz
^Ozar 1 d.
Agnieszka Fajnie że ci podpasił tekst. No tym razem miałem ułatwione zadanie bo po pierwsze tekst jest oparty na faktach (poza szczegółami i nazwiskami), a po drugie napisałem go już dawno, a teraz tylko poprawiłem.

Odpowiedz
z dużym wykopem
Helloł, mesje. Jadymy.

Z jednej strony wojna, czyli wiadomo, Twoje klimaty i kolejny odcinek zmagań na polu bitwy.
Z drugiej strony bardzo, ale to bardzo poprawiłeś sferę techniczną i dynamikę w dialogu. Naprawdę umiesz już wyczuwać tempo i je przenosić. Nie jest to suche. Jest dynamiczne i żywiołowe. Bardzo dobrą robotę robią te wtręty, jak np: wszyscy już walczą, nawet kucharze. Niby jedno zdanie, pięć wyrazów, a pogląd daje za całą kartkę tekstu.
Jeden dialog bym tylko podmienił, bo brzmi w niezamierzony sposób śmiesznie.

" − Towarzysz kapitan żyje! Myśleliśmy, że już po was, bo granat wybuchł tuż przy was. " - już po waz, bo przy was, tak śmiesznie wyszło, moim zdaniem.

Akcja z opka ok, choć bez szału. W zasadzie to siłą tego opka, nie jest ono, a Twój progres.

Odpowiedz
Dla mnie bardzo fajne wojenne opowiadanie
Odpowiedz
z wykopem
Ozar w swoim żywiole Ale opko jest zgrabnie napisane, płynnie, przyjemnie się to czyta. Nawet lekko. Dobry postęp, w dobrą stronę.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.