online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Pomiędzy sobą a mną
<
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 12
>
Praca Wyróżniona

Opis:

Cóż, wyszło, jak wyszło. Byle do przodu, czy jakoś tak.

Tagi: #treningwyobraźni #apokalipsa #blokowiska

TW#3 – Rogaty

 Postać: Byt z tornada

 Zdarzenie: Zaklinowany

 Efekt: 83. Świat twojego bohatera umiera.

 

  – To dopiero był dzień, prawda? – zagadnął sąsiadkę energiczny staruszek. Tylko czekał, aż którykolwiek z mieszkańców opuści swoje cztery kąty i pojawi się na klatce schodowej. W końcu w radiu ogłosili, że zagrożenie minęło. Padło na babinkę z drugiego piętra. – Ale było! Jak w siedemdziesiątym piątym…

  – Nie pamiętam, żebyśmy w siedemdziesiątym piątym mieli tornado, proszę pana. U nas się wcześniej nie zdarzały – odrzekła odruchowo kobieta, zanim zdążyła ugryźć się w język. Dobrze wiedziała, że ciągnięcie rozmowy z bajdurzącym dziadkiem doprowadzi wyłącznie do konieczności poddania się domowej autoterapii gorącą melisą. Poza tym zęby już nie te, trzeba zważać na to, co się gryzie.

  – No tak, tak, nie było – zgodził się mężczyzna – ale ten huragan, co był, to prawie jak te tornado! Pamiętam dobrze. Taki wiatr był, proszę pani, że rower spode mnie wyciągnął, jak jechałem na ryby. Aż mi się wszystkie haczyki wyprostowały na wędkach!

  – Szkoda, że się panu mózg nie wyprostował – mruknęła pod nosem babinka.

  – Jak?

  – No tak, tak, wiem, proszę pana.

  Niezrażony umiarkowanym entuzjazmem rozmówczyni, staruszek kontynuował, podążając za nią w dół schodów.

  – Ale dziś to normalnie, pani kochana, w kredensie mi się aż skorupy poprzewracały, tak wiało te tornado.

  – No wiało, wiało.

  – A firany to mi tak chodziły, że…

  Gadatliwy dziadek nie zdążył dokończyć, bo zagłuszył go krzyk sąsiadki. Starzec spojrzał na nią, a potem przeniósł wzrok na to, w co wpatrywała się kobieta i zaniemówił. Zastygł w bezruchu z szeroko otwartymi ustami.

  Przez okno na półpiętrze widać było stary, ogołocony z liści dąb, a między gałęziami tkwiło… Coś. Coś strasznego.

  – O Boże – jęknęła kobieta słabym głosem. – W imię Ojca i Syna…

  – Trzeba to zgłosić na milicję. – Dziadek starał się trzymać fason, ale nie mógł opanować drżenia głosu. – To może być niebezpieczne.

  – Tak. Zadzwonić… Zadzwonić… – wyszeptała babcia i osunęła się na podłogę.

 

  Służby zareagowały błyskawicznie. Po godzinie, może trzech, pojawiła się ekipa. Jeden z mundurowych wysiadł z pojazdu i przemówił przez megafon. Wzmocniony głos odbijał się od ścian okolicznych bloków.

  – MIESZKAŃCY! PROSIMY POZOSTAĆ W DOMACH I ODSUNĄĆ SIĘ OD OKIEN. SYTUACJA JEST BARDZO POWAŻNA, ALE MAMY WSZYSTKO POD KONTROLĄ. NIE MA POWODÓW DO PANIKI. PROSIMY STOSOWAĆ SIĘ DO ZALECEŃ I CZEKAĆ NA DALSZE INSTRUKCJE. POWTARZAM: PROSZĘ POZOSTAĆ W DOMACH I CZEKAĆ NA INSTRUKCJE.

  W czasie, gdy wygrzmiewały megafoniczne komunikaty, kilkunastu funkcjonariuszy zajęło się zabezpieczaniem miejsca zdarzenia. Rozciągnięto taśmy, zablokowano osiedlową drogę, przesunięto nawet kiosk z panią Jadzią, która za nic w świecie nie chciała opuścić swojego małometrażowego bastionu, wrzeszcząc wniebogłosy. Tuż za ogrodzoną strefą zaparkowało też kilka furgonetek, z których wysypywali się dziennikarze zarówno lokalnych, jak i ogólnokrajowych stacji telewizyjnych, licząc na materiał życia. Niektórzy od razu zaczęli relacjonować wydarzenia, mówiąc o tajemniczym Bycie, który pojawił się na osiedlu po przejściu tornada.

  Z jednego z pojazdów służb bezpieczeństwa wysiadło dwóch mężczyzn w specjalistycznych kombinezonach. Poziom ich specjalistyczności musiał być ekstremalnie wysoki, bo nawet inni funkcjonariusze spoglądali na nich z rozdziawionymi ustami. Wyglądali jak dwaj kosmiczni saperzy, wybierający się na rozminowywanie marsjańskich ładunków wybuchowych (a przynajmniej takie skojarzenie miała większość obserwujących zza firanek lokatorów, którzy po latach zamieszkiwania na niewielkiej przestrzeni, przesiąknięci specyficznym mikroklimatem, musieli wytworzyć coś w stylu nieuświadomionej wspólnej świadomości).

  Jeden z kosmo-saperów ruszył księżycowym krokiem w stronę odizolowanej strefy. W dłoniach dzierżył co najmniej dwumetrowy pręt z zamocowanym na końcu chwytakiem z metalową siatką. Narzędzie swobodnie nadawałoby się do łapania szablozębnych motyli, gdyby te zdecydowały się zaistnieć w realnym świecie. Jego bliźniaczo wyglądający kolega szedł obok, taszcząc metalicznie połyskujące pudełko, przypominające transporter dla radioaktywnego kota (ewentualnie psa). Mężczyźni przekroczyli barierę z taśmy i wolno, lecz nieustępliwie zbliżali się do drzewa.

  – Co to za cholera? – zapytał ten z tyłu zniekształconym przez filtry w masce głosem.

  – Dysonans poznawczy wynikający z samego faktu istnienia tego obiektu sprawia, że zdefiniowanie go i osadzenie w konkretnych ramach pojęciowych stanowi dla mnie nie lada zgryz.

  Zamykający pochód kosmo-saper przez chwilę przetwarzał odpowiedź.

  – A po ludzku?

  – Chuj wie.

  – To samo mi chodziło po głowie.

  Zbliżyli się do drzewa i zatrzymali, zachowując kilkumetrowy dystans. Wyraźnie widzieli niepokojący Kształt zaklinowany między upiornie powykręcanymi (dla wzmocnienia dramatyzmu sytuacji) gałęziami.

  – Całe szczęście, że jestem półrobotem, inaczej pewnie skalałbym bieliznę – ocenił ten z siatką na kiju.

  – Tak właśnie czułem, że masz coś z Aspergera.

  – Nie, naprawdę jestem półrobotem. Kiedyś mina urwała mi połowę ciała, od tamtej pory jestem prototypowym cyborgiem. Jedyny taki egzemplarz. – W nieco zgrzytliwym głosie dało się usłyszeć nutkę dumy.

  – Ano, chyba że tak. Ja z kolei się nie boję, bo nie mam już nic do stracenia. Została mi tylko praca. Moja rodzina zginęła w pożarze dwa miesiące temu i jest mi wszystko…

  – Ha, ha, co za historia, Mark. A jak tam twoje życie seksualne? – zapytał budżetowy Robocop i zawiesił się na chwilę. – Przepraszam, oglądam dużo filmów, żeby nadrobić zaległości intelektualne, jakich nawarstwiło się od dnia wypadku i czasem automatycznie wypowiadam zapamiętane kwestie. Nie wiem, dlaczego koledzy polecili mi akurat ten tytuł.

  – „The Room” – mruknął towarzysz z miną znawcy (której rzecz jasna nie było widać przez maksymalnie zabudowany kombinezon).

  – Zgadza się.

  Partner westchnął.

  – Mój ulubiony film… Dobra, nie czas na to. Bierzmy się do roboty.

  Bohaterscy funkcjonariusze przygotowali się do akcji. Pierwszy pewnie chwycił pręt i stanął tuż obok drzewa, drugi przykucnął przy transporterze i otworzył ciężkie wieko.

  – Gotowy, możesz zaczynać – zawołał ten siedzący przy pudełku.

  Widzowie przed telewizorami, okoliczni funkcjonariusze i obserwatorzy zza firan z zapartym tchem śledzili akcję.

  Kosmo-saper numer jeden wyciągnął chwytako-siatkę w kierunku Obiektu. Powoli zbliżał narzędzie do tkwiącego w rozgałęzieniu Kształtu. W pewnym momencie drgnęła mu ręka (jeden z wszczepionych w rękę siłowników hydraulicznych nie trafił na czas do serwisu) i chwytak stuknął o konar. Ludzkość zamarła.

  To był tylko błąd. Pomyłka (pół)człowieka. Pozorne nic, zaledwie delikatny wypadek przy pracy. Tak mogłoby się wydawać. Jednak w rzeczywistości zadziałał efekt motyla, zmieniając na zawsze oblicze świata.

  Czas jakby zwolnił. Mężczyźni w kombinezonach patrzyli, jak brązowawy obły Obiekt ze zwężającymi się z obu stron, lekko wygiętymi rogami wysuwa się spomiędzy gałęzi i sprytnie wykorzystując prawo grawitacji, nieuchronnie zdąża w kierunku ziemi. Niemal słyszeli diaboliczny śmiech Istoty.

  Kosmo-saperzy rzucili się do ucieczki. Ich wcześniejsze deklaracje o braku lęku legły w gruzach niczym domek z kart trafiony kopniętą przez Roberto Carlosa piłką. Biegli w panice, na oślep, potykając się i ślizgając na niesprzątniętych przez właścicieli okolicznych psów odchodach.

  Funkcjonariusze obstawiający miejsce zdarzenia porzucili sprzęt, a nawet radiowozy i rozbiegli się, taranując płaczące do kamer reporterki. Mieszkańcy pobliskich bloków wpełzali pod stoły i łóżka niczym dzieci uciekające przed potworem z szafy. Student z Japonii, który wynajmował jedno z mieszkań na osiedlu, popełnił seppuku plastikowym nożem z mającego niedługo otworzyć sezon grillowy zestawu kibica. Zapanował zamęt i chaos, jakiego świat wcześniej nie widział. Rozpoczęło się szatańskie odliczanie.

 

  W niedługim czasie po nieudanej akcji poskromienia nieznanego Bytu, rządy wszystkich krajów padały po kolei jak kostki domina. Reakcji nie dało się zatrzymać. Anarchia, zamieszki, ruchy nihilistyczne, wyznawcy końca świata – kalejdoskop apokalipsy rozkręcał się coraz szybciej, rzucając na planetę Ziemię kolejne plagi i nieszczęścia. Kwestią czasu była wojna nuklearna, która rozgrzała glob do czerwoności. Nikt nie wiedział, kto rozpoczął atomowy koncert, każdy jednak zdawał sobie sprawę, że oto nastał początek końca. Wkrótce świat miał zostać nakryty całunem radioaktywnego popiołu i ułożyć głowę do wiecznego, zimnego snu.

 

  – Uszanowanie, proszę pani, uszanowanie! – wykrzyknął dziadek do schodzącej ze schodów babinki. Mężczyzna zdawał się czatować na klatce schodowej jak dziki kot czyhający na ofiarę. Babci przeszło przez myśl, że mógłby się wreszcie udusić jakąś ością.

  – Ach, to znów pan – odrzekła z bólem. Przypomniało jej się, że zapas melisy wyczerpał się kilka dni temu, a ciężko teraz pod tym całym pyłem i popiołem odnaleźć funkcjonujący sklep.

  – A gdzież to się pani wybiera? – Staruszek nachylił się do sąsiadki i zapytał ściszonym głosem: – Nie boi się pani… tej Istoty?

  – Nie, proszę pana, świat umiera, więc jest mi już wszystko jedno. Idę wyrzucić śmieci, bo w całym domu śmierdzi, proszę pana. Reszta lokatorów też mogłaby wynieść swoje – dodała oskarżycielskim tonem, patrząc surowo na mężczyznę.

  – Prawda, święta prawda. Powinni wyrzucać. Pamiętam, jak raz kiedyś, a było to w osiemdziesiątym ósmym, sąsiedzi nie wyrzucali śmieci, tylko trzymali je pod drzwiami i się, proszę pani, zalęgło robactwo jakieś pełzające, potem much tyle było, że mojego sąsiada, Gienka, żywcem zjadły. Tylko kości zostały, mówię pani.

  – A pan to nie chciałby własnych much wyhodować? – zapytała babcia z rozpaczliwą nadzieją w głosie.

  – Nie, ja zwierząt nie lubię, proszę pani. Jak mnie kiedyś dziabnął jeż w sześćdziesiątym…

  – Rozumiem, proszę pana, ale muszę iść – przerwała mu stanowczo kobieta. – U Jadzi w kiosku się jeszcze świeca pali, idę kupić papierosy. Zanim zamknie.

  – Tylko niech pani uważa na to Coś. Leży u siebie w legowisku pod drzewem. Może w każdej chwili zaatakować.

  Kobieta kiwnęła głową i czym prędzej wyszła z klatki, modląc się w duchu, żeby stary gaduła nie namyślił się i nie poszedł za nią. Ten jednak zbytnio się bał. Od tygodni nie opuszczał bloku. Odwaga pozwalała mu jedynie na snucie się po korytarzu i obustronne kursy po schodach.

  Babcia poczłapała po chodniku, zostawiając wyraźne ślady w zalegającym wszędzie wokół śmiercionośnym puchu. Minęła kiosk Jadzi, która najprawdopodobniej stała się już nieodłącznym elementem budki i podeszła do stojącego na ulicy opuszczonego autobusu.

  Zanim weszła do środka, wyprostowała się i z lekkim wahaniem odrzuciła przybraną przed laty tożsamość osiedlowej staruszki. Aby nieco złagodzić efekt i uniknąć szoku transformacyjnego, zdecydowała się zachować na razie fizyczną formę.

  W środku czekały na nią trzy osoby.

  – Trochę ci zajęło – odezwał się jeden z obecnych.

  – Wiesz jak trudno rzucić rogalik tak, żeby się zaklinował wśród gałęzi? Na dodatek w tornado?

  – No… nie wiem.

  – Więc milcz – odparła ostro babinka. – Zmarnowałam ze trzy paczki Seven-Daysów. No to jak, ruszamy, czy przyglądamy się na siebie?

  – Ruszamy, oczywiście – rzekł drugi z pasażerów i zasiadł na miejscu kierowcy. – Siadajcie, będzie trzęsło.

  Autobus zakasłał, zarzęził, ale odpalił. Wycieraczki z ledwością usunęły z przedniej szyby nuklearny śnieg. Pojazd ruszył przed siebie, a po przejechaniu kilkunastu metrów wzbił się w powietrze i zaczął szybować coraz wyżej.

  Babcia spojrzała przez okno na oddalające się bloki, które po chwili zaczęły wyglądać jak pudełka po zapałkach. Otarła płynącą po policzku łzę.

  – Nadal beczysz, mazgaju? – zadrwił milczący dotąd współpasażer. – Weteranka, a taka miękka.

  – Zamknij się. Po prostu trochę mi żal. Będzie mi brakowało ludzkiej głupoty. Przyzwyczaiłam się.

  – Następna fucha też powinna być ciekawa, zobaczysz – pocieszał kierowca.

  – Mam nadzieję – odparła, po czym szepnęła pod nosem, sama do siebie: – Mam nadzieję…

12279 zzs

Liczba ocen: 12
99%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 141

Dodano: 2021-04-23 20:16:33
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
TreningWyobrazni bydzie, bydzie, spokojnie.
Odpowiedz
*marok 5 m.
Jutro bende, a tymczasem siekam cebulke
Odpowiedz
marok siek siek siek siek siekaj cebulkę zatem!
Odpowiedz
CptUgluk
A Ty, kapitanie, świetnie usiekłeś (Usiekałeś?) historię, która uświadamia naszą (ludzkości) największą zaletę, czyli ludzką głupotę.
Akcja umieszczona w blokowisku nadaje specyficzny wymiar stosunkom międzyludzkim. Zewnętrzne postacie mocno oddzielone "grubą kreską." Choćby specmarsjanie w tym robocop.
Twoje opowiadanie traktuje o apokalipsie, która już trwa, a my jej nie zauważamy, bo się do niej przyzwyczailiśmy.
Potrzebny tylko efekt motyla. Zdarzenie. Odpowiednie zdarzenie, które zgodnie z teorią przyczynowo skutkową pociągnie odpowiednią serię przyczyn i skutków. Ostatecznym skutkiem jest oczyszczenie Ziemi z ludzkoći.
Chociaż mechanika kwantowa ustaliła, że z tą przyczynowością wcale nie jest jednak tak hop siup. Patrz - eksperyment z biednym kotkiem Schrödingera. Okazuje się, że wszystko zależy od obserwatora. Niestety tu obserwatorami byli pasażerowie kosmicznego autobusu. Czyściciele nie dających nadziei cywilizacji.
Zgrabnie napisane. Lekko, bez nadęcia. Żadnych błędów gramatycznych, bądź stylistycznych nie zauważyłem. Na interpunkcję się nie napinam.
Jerzy
Odpowiedz
Alchemik Powiem szczerze, Al, że ta apokalipsa to wyniknęła spontanicznie w trakcie i była zupełnie nieplanowana (tak, jak i cały przebieg opowiadania). Wyjątkowo nie miałem pomysłu na to TW, ale widzę, że nieźle się przyjmuje, a i jest właściwie (to znaczy zgodnie z intencją autora) interpretowane
Dziękuję Ci za wizytę i miły koment, fajno, żeś zajrzał Pozdrowienia!
Odpowiedz
~jotka 5 m.
Haaa! A ja wiedziałam, że to COŚ jest znajome jakieś. Fajnie, że na kanwie tej historii powstała Twoja. Z humorem, lekkie, w sam raz na wieczór.
Odpowiedz
jotka O, miło Cię widzieć po dłuższej nieobecności Dziękuję pięknie za dobre słowo, cieszę się, że nie wymęczyło, bo to wyszedł taki mix nie wiadomo czego Dzięki za wizytację!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Przybyłam, zobaczyłam, ślad zostawiam.

Chciałabym się do czegoś doczepić, ale jedynie rzuciły mi się w oczy zgubione przecinki, a temu trzeba odpuścić
Naprawdę sympatyczne opowiadanie, fajnie napisane - zakończenie nieco mi zgrzytnęło, tak za bardzo na czasie (choć pewnie dla innych będzie to na plus), że aż się przejadłam tym tematem.
Nieco przypuszczałam, że poszedłeś w klimaty Hellboya, albo jakiego chłopka-parobka, czyhającego w buszu, a tu plot twist na miarę XXI wieku
Odpowiedz
Hiraeth Zapomniałam dopisać. Nie spojleruj tak fabuły w tagach xDDD
Odpowiedz
Hiraeth Dziękuję za dobre przyjęcie, bo (jak już dobrze wiesz) nie byłem szczególnie zadowolony z efektu końcowego. Co do zakończenia – podobnie zresztą jak w przypadku całej reszty – powstawało na bieżąco, nie miałem planu (ani nawet konkretnego pomysłu), więc tym bardziej rad jestem z niezłego przyjęcia
Co do tagów, to przy dodawaniu było mi już wszystko jedno Ale może masz rację, zaraz edytuję. Dzięki piękne za pochylenie się nad tekstem!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Kto był, ten wie, co tu się odrogaliło. Czekałem z wypiekami, na twój tekst z TW. Zestaw miałeś pokręcony, niczym obwarzanek. Głowę, jak widać, masz nie od parady i wypączkował dobry pomysł. Nie zdradzę, czy jesteś moim faworkiem w tej edycji
Krakowskim targiem, dam plusa.
Odpowiedz
Ogonisko he, he, ładnieś mi przypieczywił w komentarzu Dziękuję ślicznie za poChlebstwa! Pozdro!
Odpowiedz
Tak tylko spytam: "– O Boże – jęknęła kobieta słabym głosem, w imię Ojca i Syna…" - czy to w imię Ojca to już nie jest dalsza część dialogu? Bo umieściłeś ją w narracji;
"Służby zareagowały błyskawicznie. Po godzinie, może trzech, pojawiła się ekipa" tak, dokładnie tak "błyskawicznie" działają służby w naszym kraju
"wysypywali dziennikarze zarówno lokalnych" - zjadłeś "się" z tego wszystkiego;
Ależ przyjemnie mnie to ubawiło, niepotrzebnie narzekałeś, przecie to świetny tekst, bez nadęcia, na czasie, nie ma się absolutnie do czego przyczepić. Jesteś w dobrej formie, nawet jak nie chcesz być.
Odpowiedz
alfonsyna Masz rację "W imię Ojca" powinno być po półpauzie, nie po przecinku. Zaraz usunę babole, które znów prześlizgnęły się niepostrzeżenie.
Narzekałem, przyznaję, bo wrzucałem bez przekonania. Nadal uważam, że mogło być znacznie lepiej, ale nie będę już marudził i paskudził we własne gniazdo Dzięki za dobry odbiór!
Teraz czekamy na Twoje opo
Odpowiedz
CptUgluk odpuszczone są Twoje grzechy, a teraz idź i nie marudź już więcej!
Tak, to na moje se jeszcze poczekacie...
Odpowiedz
z dużym wykopem
Czytałem wczoraj przed snem i zamiast utulić mnie do snu, Twoje opko, rozbudziło moje endorfiny Świetne, na luzie, bardzo dobre warsztatowo i fabularnie. Dużo fajnych fragmentów w rodzaju:

"Narzędzie swobodnie nadawałoby się do łapania szablozębnych motyli, gdyby te zdecydowały się zaistnieć w realnym świecie" - to boskie jest

Bardzo podobał mi się finałowy motyw z autobusem. Nie opisałeś, co prawda, dokładnie samego autobusu, ale od razu wyobraziłem sobie taki prl-owski, ledwo toczący się rzęch, który samym wyglądem dokłada surrealistyczną cegiełkę do całego opka.
Odpowiedz
Zdzislav He, bardzo mi miło, że Cię rozweseliło Bo jak pewnie zdążyłeś się już dowiedzieć – z mojego wszechobecnego komentarzowego gęgania – tekst powstawał z towarzyszeniem dużego sceptycyzmu.
Co do autobusu, miałem właśnie w myślach takiego starego, zmęczonego całą tą apokaliptyczną zawieruchą rzęcha. Fajnie, że wyobraźnia się załączyła, bo, powiem Ci w tajemnicy, nie zmieściłbym się w znakach, chcąc go opisać Dzięki piękne!
Odpowiedz
z dużym wykopem
"Narzędzie swobodnie nadawałoby się do łapania szablozębnych motyli, gdyby te zdecydowały się zaistnieć w realnym świecie." - zajebisty opis. Me gusta.
W ogóle preludium z gadką dziadka i babci bardzo dobrze utkane.


"Jego bliźniaczo wyglądający kolega szedł za nim, taszcząc metalicznie połyskujące Pudełko" - 2x dookreślenie (Jego/nim). Może: "Bliźniaczo wyglądający kolega szedł za nim, taszcząc metalicznie połyskujące pudełko".
Albo: "Jego bliźniaczo wyglądający kolega szedł obok, taszcząc metalicznie połyskujące pudełko"


Świetne też - budżetowy Robocop.

Świetna historia, o bardzo dobrej puencie.

Bardzo chętnie widziałbym tę historię w alternatywnej wersji bez humorystycznych wstawek o seppuku plastikowym nożem, bo może wtedy wkroczyłaby na nowe rewiry odbiorcze. Ale to dywagacje.
Twoje kwękanie, jak zwykle było bezzasadne.
Bardzo dobry tekst.



Odpowiedz
Canulas Bliźniaczy kolega poprawiony, dzięki. Umknęły mi te jego/nimy

Dzięki bardzo, serio serio się nie spodziewałem tak pozytywnego odbioru. Plastikowy nóż i podobne wstawki miały otaczać opko poduszką niepoważności, łagodzącą brutalne zderzenie z samym tekstem Może jednak trochę się przestrzeliłem w swoich przypuszczeniach.

Miło, żeś podleciał!
Odpowiedz
*marok 5 m.
z dużym wykopem
Nooo, co tu się stało. Bardzo mnie się podobało. Takie mega sympatyczne, zwariowane czasami, jak lubię! No kurde, jest wszystko, może oprócz siekanej cebulki, ale za ten drobiazg nie będę rugał.
We wszystkim szkoda tego japońskiego studenta. Nikt o nim nie wspomina, a przecież facet byłby dobrym viralem na yt.
Łap wykopy, bo się należą jak naszej babince nowa, dobra fucha
Odpowiedz
marok kurczę, wiedziałem, że czegoś brakowało, ale w życiu bym nie zgadł, że cebulki
U japońskiego studenta zbudziły się głęboko zaszyte w duszy wersy kodeksu Bushido, dlatego zareagował instynktownie. Nie miał mu kto łba ciachnąć, żeby dopełnić formalności, ale przodkowie i tak powinni być zadowoleni.
Dzięki wielkie za dobre słowo i sympatyczny koment!
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
"Taki wiatr był, proszę pani, że rower spode mnie wyciągnął, jak jechałem na ryby. Aż mi się wszystkie haczyki wyprostowały na wędkach!"

"Rozciągnięto taśmy, zablokowano osiedlową drogę, przesunięto nawet kiosk z panią Jadzią, która za nic w świecie nie chciała opuścić swojego małometrażowego bastionu, wrzeszcząc wniebogłosy" bardzo obrazowe, pani Jadzia w kioski mi się zwizualizowała

"Wyglądali jak dwaj kosmiczni saperzy, wybierający się na rozminowywanie marsjańskich ładunków wybuchowych (a przynajmniej takie skojarzenie miała większość obserwujących zza firanek lokatorów, którzy po latach zamieszkiwania na niewielkiej przestrzeni, przesiąknięci specyficznym mikroklimatem, musieli wytworzyć coś w stylu nieuświadomionej wspólnej świadomości)" - to też fajne, dobre ujęcie lokalnej społeczności i porównanie do mikroklimatu

"Narzędzie swobodnie nadawałoby się do łapania szablozębnych motyli, gdyby te zdecydowały się zaistnieć w realnym świecie"

"– Dysonans poznawczy wynikający z samego faktu istnienia tego obiektu sprawia, że zdefiniowanie go i osadzenie w konkretnych ramach pojęciowych stanowi dla mnie nie lada zgryz" - no i tu świetnie! palce lizać

"– Dysonans poznawczy wynikający z samego faktu istnienia tego obiektu sprawia, że zdefiniowanie go i osadzenie w konkretnych ramach pojęciowych stanowi dla mnie nie lada zgryz.
Zamykający pochód kosmo-saper przez chwilę przetwarzał odpowiedź.
– A po ludzku?
– Chuj wie.
– To samo mi chodziło po głowie" - haha, tu w całym kontekście też miodzio

Zara wrócę, bo mi się komentarz rozrósł
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
z dużym wykopem
Nazwałeś jednego kosmo-sapera Mark! Brawo! That's the way you do it

"Ich wcześniejsze deklaracje o braku lęku legły w gruzach niczym domek z kart trafiony kopniętą przez Roberto Carlosa piłką" - i tu bardzo fajnie, i wcześnie z opowieścią półrobota też, kurde, Uglubuglu, świetne opowiadanie! naprawdę mi się bardzo podoba, a przez Twoje marudzenie nastawiałam się na kupę!

"– Uszanowanie, proszę pani, uszanowanie! – wykrzyknął dziadek do schodzącej ze schodów babinki. Mężczyzna zdawał się czatować na klatce schodowej jak dziki kot czyhający na ofiarę. Babci przeszło przez myśl, że mógłby się wreszcie udusić jakąś ością" - hahaha

"– Prawda, święta prawda. Powinni wyrzucać. Pamiętam, jak raz kiedyś, a było to w osiemdziesiątym ósmym, sąsiedzi nie wyrzucali śmieci, tylko trzymali je pod drzwiami i się, proszę pani, zalęgło robactwo jakieś pełzające, potem much tyle było, że mojego sąsiada, Gienka, żywcem zjadły. Tylko kości zostały, mówię pani" - hahahhaha

Jezu, jakie to jest świetne opko na poranny rozruch.

"– Nie, ja zwierząt nie lubię, proszę pani. Jak mnie kiedyś dziabnął jeż w sześćdziesiątym…" - hahahhaa
"– Wiesz jak trudno rzucić rogalik tak, żeby się zaklinował wśród gałęzi?" - hahaha, dobre, na czasie

Uśmiałam się, tekst zajebisty! Jakże mocna edycja!
Odpowiedz
Ritha niech mnie kule biją, podwójny komentarz pełen cytatów – toż to powód do wstydliwego zarumienienia policzków i ogromnej dawki wdzięczności!

Cieszę się, że udało mi się rozbawić, bo obawiałem się, że wplatane żarty mogą być odczytane jako rozpaczliwe (i średnio udane) chwytanie się brzytwy Ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczony odbiorem

Wniosek może być dwojaki: albo tekst faktycznie, mimo moich obaw, udał się całkiem nieźle... albo zadziałała nieświadomie użyta technika manipulacyjna, dzięki której czytelnik z góry nastawiał się na kiepściznę, a że nie było aż tak źle, ogólne wrażenie zostało skutecznie podbite. Muszę to rozważyć

Dzięki bardzo za wizytex i krzepiące słowa
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
CptUgluk nie, tekst jest - obiektywnie patrząc - bardzo dobry
Pozdrawiam również
Odpowiedz
z dużym wykopem
"Rozciągnięto taśmy, zablokowano osiedlową drogę, przesunięto nawet kiosk z panią Jadzią, która za nic w świecie nie chciała opuścić swojego małometrażowego bastionu, wrzeszcząc wniebogłosy"

nie do końca wiadomo, do kogo odnosi się to "wrzeszcząc". Czy do tych, którzy rozciągnęli taśmę, czy do pani Jadzi. Trochę wynika to z tekstu, ale jest nieco niezgrabne. Proponuję zastąpić go czasownikiem w innej formie, żeby było bardziej zrozumiale.


Świetnie napisane. Udane nawiązanie do ostatniej głośnej informacji, która pojawiła się w gazetach, telewizji, właściwie wszędzie. I to, że puenta, odsłaniająca źródło Twojego natchnienia i jednocześnie powód całego tego zamieszania pojawiła się na samym końcu - to w rzeczy samej świetny zabieg artystyczny . Językowo też jest super, tekst płynie, a żartobliwość przeplata się z dramatyzmem. Tak, ludzkość bywa strasznie głupia, ale czasem dzięki temu życie nabiera akcentu humorystycznego, jak w tej historii z croisantem.
Idę. Fajnie było u Ciebie zagościć.
Odpowiedz
Enchanteuse Z opóźnieniem, ale odpowiadam
O raju, nawet nie pomyślałem, że to "wrzeszcząc" można przypisać komuś innemu niż pani Jadzi. Dzięki za sugestię, pomyślę nad tym.

Dziękuję ślicznie za dobre słowa, długo nie miałem pomysłu na zestaw i to nawiązanie wynikło tak "z braku laku". Widocznie jednak posłużyło za solidny fundament nie-do-końca-poważnej opowieści A życie? Życie śmieszne jest samo w sobie

Miło było Cię gościć. Wpadaj, kiedy chcesz
Odpowiedz
z dużym wykopem
Przybywam jako jedna z ostatnich, ale brawo. Tekst taki absurdalny, a jednocześnie taki prawdziwy, że na długo pozostanie w pamięci. Pozdrowienia.
Odpowiedz
MHSchaefer mówi się, że ostatni będą pierwszymi ważne, że dotarłaś!
Dziękuję Ci za dobre słowa i wizytę. Miło było Cię gościć pozdro!
Odpowiedz
z dużym wykopem
hahahaha, zabrakło mi efektu zaskoczenia, bo już na samym początku domyśliłam się, że opowiadanie inspirowane słynnym lagunem xd Bardzo przyjemne i zacne opko.
Odpowiedz
Adelajda dziękuję, dziękuję inspirowane, owszem, ale mogło się zdarzyć, że delikatnie podkoloryzowałem dzięki za wizytę
PS fajny żuczek w avku
Odpowiedz
z dużym wykopem
Zarąbiste opowiadanie Gratki
Ps ...milicja ?
Odpowiedz
behemot48 Serdeczne dzięki
Policja, milicja, jak ich zwał, tak ich zwał
Odpowiedz
z dużym wykopem
Gratulacje!! ps...u Jadzi wracają wspomnienia
Odpowiedz
jacek79 a dziękuję, dziękuję
Hm, zważywszy na okoliczności, sam nie wiem czy to dobrze, że wracają wspomnienia. Niektórych rzeczy lepiej nie pamiętać
Odpowiedz
z dużym wykopem
Nie będę się rozpisywał, bo nie jestem od tego (jam od obrazków ) Wobec tego krótko: zarąbiste opowiadanie i gratulejszyn!!!!!
Odpowiedz
WSzaniawski od tego czy od tamtego, każdy wpis jest dla mnie ważny pięknie dziękuję za dobre słowo! Aż dziw szczerze mówiąc, bo to opowiadanie uważałem za jedno ze słabszych, a tu taka niespodzianka
Dzięki za wizytę!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.