online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
(cod-06) — Ćwiczenie I
<
(cod-04) — Żołnierzyki co nie miały podstawek
>
Tagi: #OneDayShot #Universum500mil #BrzydkieWyrazy

(cod-05) — Pennywise nie strzela z kapiszonów (II)

 

 Link do części I: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 "Od szesnastu w górę nigdy, ale to przenigdy nie dobieraj" — wpajał mu kiedyś anonimowy bandzior w jednej z tysiąca zapomnianych szulerowni. W buńczucznych latach młodzieńczych Randall Custer lubił iść pod prąd, więc niejako wbrew zdrowemu rozsądkowi, mając już na ręku osiemnaście, postanowił splunąć światu w pysk. Dostał trójkę trefl, podnosząc z blatu trzy i pół patyka. Dwie minuty później stał już obok niego dziany gość wagi może siedemdziesięciu funtów. Ulizany blondas w garniturze ozdobionym złotą muszką przedstawił się jako Rocco. Następnie tonem dobrotliwego wujka spytał, co to do diaska za wieśniacza hochsztaplerka tu odchodzi? Kto, będąc zdrowym na ciele i umyśle dobiera do osiemnastki? Randall odparł, że żadne tam numery tylko fart. Wtedy Rocco, już bez cienia wcześniejszej wesołości, zadał mu pytanie numer dwa. Spytał, czy trzy tysiaki to wystarczające Eldorado, by kłaść za nie głowę pod imadło.

 — To spora suma. — Randall próbował obrócić zajście w żart.

 — Wybierz kartę — poprosił wówczas blondas taką prośbą... nie do końca prośbą. Randall miał już za sobą dwie tłuste zimy tułaczki, więc czytał z ludzi fest. Widział i czuł, że nadchodzi złe.

 — Kartę?

 Napędzone stresem myśli płynęły wartkim nurtem, poszukując wyjścia z sytuacji. Wzrok wodził po miejscach, gdzie nie sięgały światła lamp i załamaniach ścian. W Seven Devil's oprócz klasyki swobodnego przepieprzania fortun takiej jak: blackjack, ruletka czy rzecz jasna poker, odbywały się niekiedy walki psów. Lokal o szemranej reputacji bez swego punku na większości map. Taki wesoły klub gdzie czasami wejdzie trzech, a wyjdzie tylko dwóch.

 Wachlarz kart wisiał mu przed twarzą, czekając na decyzję. Nie widząc innych opcji, dotknął jednej z nich.

 — Pewien?

 Kolejny nerwowy uśmiech.

 — Nie.

 Tuż obok bakarat w wersji chemin de fer kosił żniwa z kredytowych kart. Na środku salki grubas w żółtych szelkach właśnie ładował wagonisko setek na prostokąt z czarną osiemnastką. Stół do pokerowej Omahy tonął w siwych oparach papierosowego dymu. Około trzydziestu aktywnych, na których przypadało osiem do dziesięciu osób z tak zwanej obsługi first contact. Kelnerki kursowały niczym wesołe pszczółki, dodając filuterne uśmiechy do darmowych drinków. Piątka nieprzyjemnych ochroniarzy zalegała przy drzwiach i pod ścianami. Wystarczająco blisko gdyby coś, lecz bez wchodzenia graczom pod powiekę. Środkowe pole szachownicy gniazda os.

 — Jak masz na imię?

 — Randall. O co gram?

 — Randall — powtórzył gość, ignorując zapytanie. — Randallu, właśnie wybrałeś kartę. Widzę ją. Ty jeszcze nie. Tak?

 Wiedział, do czego to zmierza. Nie miał chęci brać w tym udziału, ale i nie bardzo widział możliwości, by się prężyć.

 — Chce pan, żebym ją odgadł?

 I w chwili, gdy gość w garniturze z cynicznym uśmieszkiem odpowiadał, że tak, po prostu to z siebie wypluł. Gangsterowi uśmiech zjechał z ust. Właściwie to wyglądał, jakby mu nagle coś zwężyło twarz.

 — Kolor!

 — Słucham?

 — Podałeś wysokość karty. Teraz kolor!

 — Nie wiem. Pik?

 Wypielęgnowane dłonie mężczyzny z dużą sprawnością stasowały talię. Tłumny jęk zawodu płynący ze środka sali sugerował, że żółte szelki nie zostaną tego wieczoru milionerem. Młoda dziewczyna z silnym akcentem środkowego wybrzeża w głosie krzyknęła: "all in", przesuwając kolorowe krążki na sam środek zielonego stołu. Po lewej fortuna pochłaniała grube setki, niefortunnie tocząc parę kości. Pan Rocco przybliżył karty prościutko pod Randollowy nos.

 — Rok ma pięćdziesiąt dwa tygodnie. Talia składa się z pięćdziesięciu dwóch sztuk. Proszę, weź je!

 — Trafiłem? — zapytał Randall. — Trafiłem? — krzyknął w plecy odchodzącego na zaplecze gangstera.

 

 *

 — Trafiłem — szepnął do siebie teraźniejszej nocy, a patrząc z perspektywy kart od pana Rocco przeszło tysiąc dni później. Reszta talii dawno już przepadła, lecz szóstka pik, złożona na cztery, okupowała tylną kieszeń jeansów. — Trafiłem — powtórzył z nieskrywaną ulgą w drżącym głosie. — Szósta kula, baby. Zajebałem starą rurę kulą pik.

 Do spotkania z Rose ciągle pozostały trzy godziny. Randall Custer przepłukał gardło ostatnim łykiem podle ciepłej Fanty i z grymasem wątpliwości na twarzy przyjrzał się regałom pełnym książek.

 — Sotades — syknął. — Co to, kurwa, jest?

 Potem zaczął szukać.

 

 Link do części III: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 <><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

  Dołącz do nas na: https://t3kstura.eu/

 "Codziennostrzał — 200 mililitrów słowa pisanego dziennie" to nowa inicjatywa literacka Treningu Wyobraźni mająca na celu wypracowanie systematyczności i regularności w pisaniu.

4793 zzs

Liczba ocen: 3
81%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 49

Opis:

Dodano: 2021-04-23 23:59:25
Komentarze.
*marok 17 d.
z wykopem
Krótka część ale dosyć treściwa. Nie nudziłem się, ale pod koniec musiałem trochę mocniej sie skupic, bo pewne rzeczy mi umknęły i wracałem kilka linijek do góry. Ale to efekt mojego nierozgarnięcia. Tekst sam w sobie bardzo przyjemny. I znowu mam wrażenie że sam w sobie broniłby się równie nieźle.
"Od szesnastu w gorę nigdy, ale to przenigdy nie dobieraj" - nie wiem czy nie "górę" winno być. Obadaj okiem
Odpowiedz
*Canulas 17 d.
marok no pewnie, że powinno. Zara dorobię znaczek, tylko znajdę zaciemnione miejsce. Dziękuję pinknie
Odpowiedz
!jacek79 16 d.
z dużym wykopem
Podoba mi się narastające napięcie..sceny hazardowe albo się nudzą albo nie... tutaj to drugie...
Odpowiedz
*Canulas 16 d.
jacek79 planuję długą serię, więc dla zwykłej równowagi pewnie niektóre części będą "o niczym".
Dzienxon
Odpowiedz
!jacek79 16 d.
Canulas to ciekawe.. powiem szczerze ze mam mało czasu na czytanie tekstów tak wpadam w międzyczasie ... muszę sobie jakis weekend wolny na to poświecić żeby poczytać bo jest tutaj wiele pozycji obowiązkowych ...a na komórce złe się czyta...a trochę zbaczając z tematu odkurzyliśmy ”rzeźnia nr 5” i coś pewnie niedługo powstanie
Odpowiedz
*Canulas 16 d.
jacek79 o kurde, no pięknie
Odpowiedz
"Rocco przybliżył karty prościutko pod Randollowy nos" - Randallowy;
To jest dowód na to, że wszystko tak naprawdę zależy nie od treści, ale od sposobu jej podania - bo kogoś może niezbyt interesować jakaś tam scena grania w karty, ale jak to odpowiednio napisać, to i czyta się przyjemnie. Mnie się czytało bardzo przyjemnie.
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
alfonsyna no taaa, literówxon. Dziękuję ślicznie
Odpowiedz
z dużym wykopem
Podziwiam kunszt Twojego, jedynego w swoim rodzaju, sposobu narracji.
To mi szczególnie przypadło do gustu:

,,zadał mu pytanie numer dwa. Spytał, czy trzy tysiaki to wystarczające Eldorado, by kłaść za nie głowę pod imadło."

,,Randall miał już za sobą dwie tłuste zimy tułaczki, więc czytał z ludzi fest."

,,Taki wesoły klub gdzie czasami wejdzie trzech, a wyjdzie tylko dwóch." - to jest cudeńko.


Jest klimat. I czuć dobrą znajomość karcianych tematów, co sprawnie przekłada się na wiarygodność opowieści.
To narazie moja ulubieńsza część.


Odpowiedz
Heparyna a dziękuję. Najulubieńsza z dwóch
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.