online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Bizarro: Pan Lucjan na zawodach
>
Tagi: #TW

TW#3 Nie rozmawiaj z Nieznajomymi

 Postać: Ogolona owca

 Zdarzenie: Nie było kawy

 Efekt: 35. Narratorem jest jeden z bogów

 

 Sten kończył strzyc ostatnią owcę. Otarł dłonią spocone czoło i z głośnym wydechem klepnął zwierzę w zad.

  – No, mała, koniec. Mamy już święty spokój.

  – Kawę byś chociaż postawił, a nie tak od razu klepiesz – parsknęła gniewnie ogolona owca. Mężczyzna odskoczył jak oparzony.

  – No, stary, co ty. Stało się coś? Słuchaj, znamy się tyle lat, a jedna kawa mogłaby pomóc w budowaniu naszej relacji. To co?

  – Ja… nie mam. Nie mam kawy.

  Jeszcze nikt nie patrzył na staruszka z taką pogardą. Owca w milczeniu odwróciła się i poszła do stada.

  – Sten, wpuść nas.

  Mężczyzna gwałtownie odwrócił się, słysząc niski, chrapliwy i przepełniony nienawiścią głos. I stanął oko w oko z potworem. Czarna, humanoidalna postać z długimi szponami tkwiła naprzeciwko niego. Nie miała twarzy czy pyska, tylko puste miejsce na podłużnej, bezwłosej czaszce.

  – Sten, pokażę ci co się stanie, jak nas nie wpuścisz – powiedziało stworzenie. Uniosło pazur, wskazując miejsce za staruszkiem. Ten od razu się odwrócił. Przed domem leżał jego wnuczek, Cody. Miał rozerwany brzuch i próbował wepchnąć wypływające jelita z powrotem na miejsce. Uniemożliwiała to matka chłopca, Mary Ann. Z jej pustych oczodołów wypływała gęsta, ciemna krew. Ona sama zajęta była pożeraniem wnętrzności dziecka.

  Starzec wrzasnął z przerażenia i gwałtownie otworzył oczy. Spojrzał na drewniane krokwie na suficie. Poczuł ulgę, choć serce wciąż histerycznie dygotało. Jeszcze nigdy tak się nie ucieszył, że znajduje się w łóżku.

  Podparł się na łokciach i z niepokojem dostrzegł, że jedna z desek, którymi zasłaniał co wieczór okna, spadła na podłogę. Jasne, księżycowe światło wdzierało się do pomieszczenia i stanowiło prawdziwe zagrożenie. Sten zerwał się, szybko chwycił za deskę i oniemiał, patrząc przez szparę w oknie na to, co czekało na zewnątrz. Czarna, humanoidalna sylwetka stała nieopodal. Rozwinęła długie szpony i uniosła łapę.

  Nieznajomi wrócili.

 *

  – Słuchajcie, nie ma na to dowodów. Mojemu ojcu coś się przyśniło, to jeszcze nie powód do paniki. Przemyślmy to jeszcze raz, na spokojnie. – Mary Ann była urodzoną przywódczynią. Na zebraniu rady mówiła spokojnie, co rusz rzucając uśmiechy politowania własnemu ojcu. Choć jej ogromną wadą było to, że nigdy nie spotkała się wcześniej z Nieznajomymi.

 – Może… może masz rację – przyznał Sten, rumieniąc się ze wstydu. – Niepotrzebnie biłem na alarm, po prostu… – Zamilkł, nie wiedząc, co mógłby dodać. I nie musiał mówić nic więcej, bo drzwi do świetlicy rozwarły się. Oczy wszystkich zwróciły się w stronę bladego ze strachu, zdyszanego przybysza.

  – Jack… Jack nie żyje! Powiesił się w stodole!

  – O bogowie! Czyli jednak wrócili! – krzyknęła w panice staruszka, wykonując znak krzyża.

  – Wybiją nas wszystkich!

  – Spokojnie! POWIEDZIAŁAM „SPOKOJNIE”. Takie rzeczy się zdarzają. To niewątpliwie tragedia, ale Nieznajomi nie mają z tym nic wspólnego. – Próbowała przekonywać Mary Ann.

  – On… on… – Przybysz rozglądał się po sali, jakby oczekując ataku. – Najpierw zabił żonę i dziecko. Zatłukł ich. A potem… musiał wydłubać sobie oczy. Wisi tak, nie zdejmowałem go.

  Mary Ann nie była w stanie powstrzymać fali paniki, która wybuchła w pomieszczeniu.

 

 *

  Patrzyłam na to wiedząc, że jako bóstwo opiekuńcze, zawiodłam całkowicie. Nieznajomi rozerwali moje ciało i już nie mogłam zrobić nic innego, prócz przyglądania się, jak te potwory rujnują wszystko, co przysięgałam chronić. Żałuję, że przegrałam wojnę już podczas pierwszej walki. Są winy, których nie da się odkupić.

  Więc patrzyłam.

  Tylko to mi pozostało.

  Mary Ann zdawała się mieć siłę. Była gotowa rzucić wyzwanie całemu światu w obronie bliskich.

 Biedna, biedna, głupia Mary Ann.

  Jej syn, Cody, pewnego dnia dostrzegł te istoty. Gdziekolwiek się odwrócił, tam były. Biegł więc, na krótkich, pulchnych, dziecięcych nóżkach i wpadł w gnojowicę przy chlewni. Utonął, a gdy Mary Ann pokazano ciało, załamała się całkowicie. Była niczym gruby sęk, który nie gnie się przed niczym. Tylko pęka z głośnym trzaskiem.

 

 *

  Mary Ann wyglądała, jakby nie spała od dawna. Wychudła, przestała upinać włosy w eleganckie koki, co zazwyczaj robiła, i na radę miasteczka przyszła w pogniecionej, poplamionej sukni.

  – Spalimy Przeklęty Las. Pozbędziemy się go. Wypalimy do gołej ziemi. Nieznajomi spłoną wraz z nim – rzuciła od razu, a wszyscy zamarli.

  – Nie wolno dotykać lasu!

  – Każdy, kto ośmieli się podnieść na niego rękę, umiera!

  – Nieznajomi zemszczą się!

  – A może być gorzej? – zapytała Mary Ann. – To sprawa życia lub śmierci. To NASZA sprawa.

  Kobieta zwróciła się do młodych, całkowicie ignorując pokolenie własnych rodziców i dziadków.

  – Nie pozwólmy dłużej się tu trzymać. My mamy siłę, możemy się im przeciwstawić. A jeśli oni… – Dłonią wskazała część osób. – Chcą tu siedzieć i dawać się zarzynać, to proszę bardzo.

  Zaakceptowali jej decyzję.

 Sten wiedział, że musi wybić córce ten pomysł z głowy. Dogonił ją, gdy tylko wyszła z obrad i wręcz zaciągnął do swojego mieszkania.

 – Musisz mnie wysłuchać, błagam! – Spojrzał w jej puste, nieprzyjazne oczy i zląkł się.

 – Słucham, ojcze – warknęła. – Cóż to takiego masz do powiedzenia?

 – Nie wolno dotykać Przeklętego Lasu, nie ro…

 – To wszystko? Jeśli tak, to nie mam czasu. Może tobie jest wszystko jedno. Może nawet nie zauważyłeś, że twój wnuk nie żyje. Ale mi nie jest. Do widzenia.

 Złapał ją za rękę i postanowił, że nie puści za wszelką cenę.

 – Nie chcę stracić i ciebie – szepnął. – My już raz stoczyliśmy taką walkę. Starszyzna o tym nie mówi, ale… Nieznajomi wracają. Zawsze. Ich się nie da pokonać, ich się nie da zwalczyć. Las ich chroni. Las jest ich częścią. Mary Ann, to nie będzie wojna. Ty sprowadzisz na nas prawdziwe piekło.

 Kobieta wydęła pogardliwie usta.

 – No proszę. Co jeszcze wiesz? Co ukrywacie? Wy, przekonane o własnej wielkości, staruchy?

 – Wiemy… – Zignorował jej obelgę. – Wiemy więcej niż byśmy chcieli. Wiemy, że nie ma innych osad. Że jesteśmy jedyni. Te istoty… mogłyby nas wybić od razu, gdyby chciały. Straszne rzeczy działy się z tymi, którzy podnieśli pięść na las. Ale te stworzenia nas… trzymają.

 Mary Ann zmarszczyła brwi.

 – Dlaczego? – rzuciła krótko.

 – Bo się nami żywią.

 Sten widział, jak córce gniewnie drgają nozdrza.

 – Świnie hodowane na rzeź, tak?

 Nie odpowiedział.

 – Szkoda, że mówisz mi o tym tak późno. – Gwałtownie wyrwała dłoń z jego uścisku. – Jutro las zacznie płonąć. Świnie wyruszą na wojnę.

 Nic nie było w stanie jej zatrzymać.

 

 *

 Osadnicy podzielili się na tych, którzy popierali plan Mary Ann i na tych, którzy nie mieli siły się im przeciwstawić. Sten próbował powstrzymać tych pierwszych. Chwycił za siekierę jednego z mężczyzn, próbując ją wyrwać.

 – Wynoś się, staruchu! – warknął tamten, popychając Stena na ziemię. – Odejdź, bo zabiję.

 Sten nie miał wyjścia. Podniósł się, a wśród gapiów znalazł wrogą twarz Mary Ann. Zrozumiał, że stracił ją na zawsze.

 – Musimy się ukryć – rzucił do garstki, która nie popierała planu wycięcia Przeklętego Lasu. Głównie starcy i dzieci. Zaprowadził ich do schronu, w którym dawno temu przetrwał ostatnie próby wojny z Nieznajomymi.

 – Spotkamy się tutaj. Niech każdy przyniesie zapasy żywności, wody i leków.

 *

 Wyszli dopiero po trzech dniach. Zmasakrowane trupy bliskich rozrzucone były po całej osadzie. Sten nie miał najmniejszej ochoty im się przyglądać. Wiedział, że znalazłby tam i córkę. Poszedł w stronę stodoły, w której trzymał owce. Z obojętnością przyjął fakt, że wszystkie żyją. Mimo to wyciągnął rękę do chrap jednej z nich i zaraz odskoczył. Zwierzę pokryte było czarnymi, pulsującymi wybroczynami.

 Każda z owiec je miała. Skulone w kącie pomieszczenia parskały boleściwie. A potem zaczęły się rozpadać. Gnijące mięso odrywało się od ich ciał i z obrzydliwymi plaśnięciami spadało na podłogę.

 Sten wybiegł ze stodoły. Z bolesną pewnością, co tam spotka, ruszył do przydomowego ogródka. Wszystkie rośliny toczyła zgnilizna. Obumarły, a śmierdzący szlam skapywał z nich na równie zniszczoną glebę. Wszędzie lęgły się tłuste, białe robaki. Zboże, które Sten trzymał w spiżarce, zgniło, pokryte śliskim osadem. Wszystko, co było do jedzenia, przepadło.

 *

 – Sten, musicie nas przeprosić. Bardzo. Ładnie. Przeprosić. Wpuść nas, to porozmawiamy.

 – Jesteś głodny, Sten? Chyba wszyscy jesteście. Możemy temu zaradzić.

 – Czy twoje owce chcą pić kawę?

 – Sten, pokażę ci, co się stało z twoją córką. Popatrz sobie.

 Sten

 S

 

 t

  e

 

  n

 

  Nie uciekniesz od nas.

 *

  Głodowali i byli już tylko o krok od żywienia się zmarłymi. Starzec był przekonany, że część osadników już zaczęła to robić. Gdy kolejnej nocy Nieznajomi krzyczeli w jego głowie, zapytał.

  Co mam zrobić? Chcemy was przeprosić.

  Przeraził się, gdy usłyszał odpowiedź. Ale wiedział, że zrobi to bez wahania.

 *

  To było prostsze niż myślał. Z łatwością zwabił do swojego mieszkania piątkę dzieci. Ogłuszył je, związał, załadował na wózek i pod osłoną nocy ruszył do Przeklętego Lasu.

  Wiedział, że Nieznajomi go nie zaatakują. Czuł na karku ich nienawistne, złośliwe spojrzenia.

  Zostawisz dzieci na polanie, na której znajdziesz kamienny krąg. My o nie zadbamy. Ale zatroszczymy się również o was. W dziupli spróchniałego drzewa znajdziesz dwa tobołki. Pod żadnym pozorem ich nie otwieraj, bo znowu się pogniewamy. Zakop je w osadzie. Jeden w ziemi uprawnej, drugi tam, gdzie pasą się zwierzęta.

  Zrobił, co kazali. Żaden krzyk i płacz nie był w stanie sprawić, by zmienił zdanie. By się zawahał. Została w nim już tylko pustka i obojętność.

 *

  – To cud! – wykrzyknęła kobieta, patrząc na swoje grządki. Przez noc wyrosły na nich wspaniałe, dorodne warzywa i owoce.

  Każdy odnajdywał na własnym podwórku niezwykłe rośliny, zdolne wykarmić całą osadę.

 Sten brzydził się ich dotknąć.

  Następną niespodzianką było pojawienie się u bram osady nowych zwierząt. Nikt nie miał pojęcia, jakim cudem krowy, świnie, owce i ptactwo mogły tak po prostu czekać, aż otworzą im przejście. Gdy to zrobili, zwierzęta zwyczajnie poszły, jakby w zastępstwie po swoich poprzednikach, na właściwe miejsce. Stodoła Stena zapełniła się owcami.

  Ich także nie chciał dotykać.

  Kolejną rzeczą, która była gwoździem do ich trumny, było to, że moje sprofanowane przez Nieznajomych ciało Sten zakopał na terenie osady. Nic już nie było w stanie oddać mi mocy.

  Do tej pory się jeszcze łudziłam.

  Że może jednak jakimś cudem się uda, a ja – ich opiekunka – będę w stanie pomóc.

 Teraz… przysiadłam przy Stenie, wpatrzona w ucztujących osadników. Kilka osób rozpaczliwie poszukiwało zaginionych dzieci. Reszta była zbyt głodna, aby czymkolwiek się przejąć.

  Staruszek nagle dźwignął się, słysząc przeraźliwe beczenie owiec.

 Starych nawyków nie da się tak łatwo pozbyć.

 Zwierzęta stały w kręgu, potrząsając łbami, jakby próbowały odgonić roje much. Sten dotknął jednej z nich, a gdy ta uniosła pysk, mężczyzna przewrócił się, przerażony tym, co zobaczył.

 Owce nie miały oczu, nozdrzy ani warg. A mimo to przemówiły.

 – Dziękujemy, że nas wpuściłeś, Sten.

 

 

 

11239 zzs

Liczba ocen: 10
96%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Hiraeth
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 104

Opis:

Dodano: 2021-04-24 13:03:18
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph
Odpowiedz
~jotka 17 d.
O! Zabieram się za czytanie. Lubię do Ciebie wpadać.
Odpowiedz
~jotka 17 d.
Ojej. Wyżej pisałam, że lubię wpadać, bo u Ciebie zawsze niebanalne pomysły i faktycznie się nie zawiodłam. Na początku miałam wrażenie, że nieco wszystko za szybko, zbyt pośpiesznie, ale później nieco zwolniło. Przyczepiłabym się jeszcze do synonimów. Sporo tego Stena, zwłaszcza w pierwszej części. Może udałoby się czasem podmiot domyślny albo jakiś zamiennik.


Twoim atutem niewaptliwie jest intryga. Zawsze coś niebanalnego, a nawet jeśli banalne to opleciesz to takimi bohaterami i wydarzeniami, że człowiek myśli, wow, fajnie, jak na to wpaść?

Podobało się. Fajna klamra z tym wpuszczaniem. Trochę straszno, trochę śmieszno. Super.
Odpowiedz
~Hiraeth 17 d.
jotka Bardzo dziękuję! I za dobre słowo, i za chwilkę czasu. Wiesz, jak to jest z limitem znaków - zawsze się trochę pędzi
Teraz jak zwróciłaś uwagę na "steny" to faktycznie już wszędzie je widzę ;x Zabieram się za odstenowywanie.

Do usłyszenia!
Odpowiedz
"– No, co tak leci? Stało się coś?" - nie czaję trochę tego "co tak leci" w tym kontekście, chyba że to jakaś gwara, albo ja jestem nie teges;
"stanął oko w oko z potworem. Czarna, humanoidalna postać z długimi szponami stanęła naprzeciwko niego" - stania tu nieco w nadmiarze;
"Osadnicy podzieliła się na tych" - podzielili;
"Gnijące mięso odrywało się od ich ciał i z obrzydliwymi plaśnięciami spadały na podłogę" - spadało;
"krowy, świnie, owce i ptactwo mogły tak po prostu mogły czekać, aż otworzą im przejście. Gdy to zrobili, zwierzęta po prostu poszły" - masz tam dwa razy "mogły" i jeszcze powtórzenie "po prostu";
No i proszę, opko jak dla mnie świetne - jest klimat, jest tajemnica i jest mrożące krew w żyłach zakończenie - ja nic więcej nie potrzebuję, żeby być zadowolona. Za dobrze piszesz, moja droga, jesteś nie do zatrzymania!
Odpowiedz
~Hiraeth 17 d.
alfonsyna Ooo! Bardzo dziękuję <3 I jak zwykle miło mi, że ktoś wyłapał baboki, idę poprawiać, bo troszku ich wpadło i zawstydziłam się, że tekst nieco rozczochrany
Odpowiedz
Hiraeth ni ma za co, rachunek przygotuję później
Odpowiedz
~Alchemik 17 d.
Hiraeth
Raczej nie sprawdzam u Ciebie technikaliów. Ty możesz to robić w moich tekstach, bo masz większe doświadczenie w prozie. Poza tym, Ty pojawiłaś się przy moim tekście jako pierwsza. Wielce mi pomogłaś.
Ja zjawiłem się u Ciebie po alfonsynie, a ta wyciąga z tekstu większość nieprawidłowości stylistycznych i gramatycznych. Jotka odSteniła Cię nieco. Można przeginać w dwie strony. To Ty wypominałaś mi zdania bezpodmiotowe lub z podmiotem zaimkowym, sugerując, żebym nadał imię bohaterowi. Tak zrobiłem.
Ty, z kolei, pozbywałaś się nadmiaru Stena.
Czy wiesz, że Sten to był brytyjski pistolet maszynowy z poziomym uchwytem, a w Powstaniu Warszawskim używano polskiego Stena wyprodukowanego w fabryce łóżek?
Zastanawiam się, jak w takim horrorystycznym opku można wstawić humorystyczne wstawki, które wywołują parsknięcia śmiechu.
Ta osada ludzka wygląda mi na rodzaj ZOO, obszerną klatkę dla ostatnich ludzi na Ziemi. Nieznajomi są strażnikami tego miejsca. Nie wiadomo kto zacz? Czy to agresorzy czy tylko ochrona przydzielona przez agresorów. A może agresorzy to nie agresorzy, tylko międzywymiarowi ogrodnicy, którzy skopują działkę i zostawili klomb z ludzkością. Od czasu do czasu spryskując pestycydami, chroniąc przed szkodnikami. pestycydami.
Tak, tak, to nie demony ale, istoty pozawymiarowe. Stąd inna fizyka, postępowania metafizyczne. Dla ludzi to bez znaczenia. Bogini, czyli bóstwu opiekuńczemu nie za wiele pozwoliłaś na działanie.
Zastanawiam się, czy postacie z opka nie żałują, że nie posiadają kawy.
Tekst może z lekka rozczochrany, ale to wymagane przy takim rodzaju tekstu. To nie jakaś tam zwykła rzeczywistość. Poza tym istnieje Alfonsyna czyli pogotowie przeciwbabolowe.

Bardzo interesujące opowiadanie. Interesujące to złe słowo. To opowiadanie jest niebanalne, nieprzylegające do nudy i wyobraź sobie, znalazłem w nim nawet pewne przesłanie filozoficzne.

Jerzy



Odpowiedz
~Hiraeth 17 d.
Alchemik Bardzo dziękuję za komentarz i poświęcony czas Wiesz, jak to jest - w cudzych tekstach wyłapuje się błędy szybciej niż własnych, więc dobrze, jak ktoś inny rzuca okiem.
O broni wiedziałam, choć przy nadawaniu imienia bohaterowi towarzyszyła mi wyjątkowo prozaiczna myśl; najpierw był Stanem, ale niezbyt mi się dobrze kojarzył stan Stana, to zmieniłam.
Masz ciekawe rozważania, oby więcej takich
Co do postaci... myślę, że żałują innych rzeczy, a za kawą tęsknią przede wszystkim owce
Odpowiedz
~Ogonisko 17 d.
Zestaw, chyba ode mnie. Już się wczytuję
Odpowiedz
~Ogonisko 17 d.
z dużym wykopem
Wow. Bardzo dobra historia. Ale tego się spodziewałem, gdyż zazwyczaj wybierane przeze mnie motywy pobudzają autora i zawsze, ZAWSZE, powstają dobre opka. Postać Marry Ann gites, Sten - ciućmok.
Dziękuję.
Odpowiedz
~Hiraeth 16 d.
Ogonisko Bardzo dziękuję Trochę się ciochałam z zestawem i początkowo powstawało kilka wersji opek z wykorzystaniem go, ale cóż, nic tak nie pobudza jak owca bez kawy
Odpowiedz
z dużym wykopem
Mimo pierwszej w nocy i siedzenia nad raportem na laborki z chemii i próbami nie zaśnięcia w oczekiwaniu na przemielenie danych przez Excela, który strasznie się zacina przy zbyt dużej ilości danych, czytając Twoje opowiadanie od razu odechciało mi się spać. Kawał dobrej roboty.
Odpowiedz
~Hiraeth 16 d.
MHSchaefer Kurde, co za nieludzka pora na cokolwiek produktywnego! :O Choć miło, że mogłam pomóc Ci nie zasnąć przy tabelkach
Bardzo dziękuję za dobre słowo i odwiedziny
Odpowiedz
~Zdzislav 16 d.
z dużym wykopem
No i właśnie w takim wydaniu lubię Cię najbardziej Od razu polubiłem Nieznajomych - swoje chopoki (a może dziołchy... ). Fajny pomysł i realizacja. Wszystko poukładane tak, żeby niepotrzebnie nie wyhamować. Już na początku rozwaliła mnie scenka z kawą - świetna. Połknąłem haczyk i popłynąłem dalej. Całkiem spoko wplotłaś w tę historię bóstwo opiekuńcze, choć - biorąc pod uwagę jego skuteczność - był moment, że pomyślałem: takie z ciebie bóstwo opiekuńcze, jak ze mnie dusza towarzystwa Bardzo miło przeczytać było
Odpowiedz
~Hiraeth 15 d.
Zdzislav Bardzo dziękuję, miło to słyszeć Taa, ze mnie jest podobna dusza towarzystwa; ważne, że jeszcze nie poćwiartowali za to
Odpowiedz
coś ma
" Biedna, biedna[,] głupia Mary Ann."
" Utonął, a gdy Mary Ann pokazano ciało, załamała się całkowicie. Była niczym gruby sęk, który nie gnie się przed niczym. Tylko pęka z głośnym trzaskiem." - bardzo ładne porównanie.

"– Nie pozwólmy dłużej się tu trzymać. My mamy siłę, możemy się im przeciwstawić. A jeśli oni… – Dłonią wskazała część osób. – Chcą tu siedzieć i dawać się zarzynać, to proszę bardzo."

to chyba powinno być inaczej zapisane, bo następna partia dialogowa kontynuuje zdanie:

– Nie pozwólmy dłużej się tu trzymać. My mamy siłę, możemy się im przeciwstawić. A jeśli oni… – Dłonią wskazała część osób – chcą tu siedzieć i dawać się zarzynać, to proszę bardzo.

"Osadnicy podzielili się na tych, którzy popierali plan Mary Ann i na tych, którzy nie mieli siły się im przeciwstawić"

to jest w ogóle fajne zdanie, ocieka ironią i pokazuje, że żadnego podziału de facto nie było.

"Sten wybiegł ze stodoły. Z bolesną pewnością, co tam spotka, ruszył do przydomowego ogródka. Wszystkie rośliny toczyła zgnilizna. Obumarły, a śmierdzący szlam skapywał z nich na równie zniszczoną glebę."

obumarły (i) śmierdzący, bo "a" sugeruje jakąś przeciwstawność albo niespodziewaną informację. I imho byłoby lepsze.

"Zewsząd lęgły się tłuste, białe robaki. " (dalszy ciąg tego akapitu) -> "wszędzie" jest lepszym rozwiązaniem, bo "zewsząd" to inaczej "z każdego miejsca". A lęgnąć się, podobnie jak się rodzić, można gdzieś, a nie skądś.

"Kolejną rzeczą, która była gwoździem do ich trumny, było to, że moje sprofanowane przez Nieznajomych ciało, Sten zakopał na terenie osady."

Tu dwa przecinki niepotrzebne:

"Kolejną rzeczą, która była gwoździem do ich trumny było to, że moje sprofanowane przez Nieznajomych ciało Sten zakopał na terenie osady."

Całkiem całkiem to opowiadanie. Czytało się dobrze, z zainteresowaniem, choć to nie moje klimaty. Szczególnie końcówka jeży włosy na głowie. Fajny tekst.
Odpowiedz
~Hiraeth 15 d.
Enchanteuse Bardzo dziękuję za uwagi i komentarz. Czasami zastanawiam się, czy pisaniu wydrapuję sobie oczy, że potem nie widzę takich oczywistych baboków Ale każdemu się zdarza, to zabieram się za poprawę
Odpowiedz
Hiraeth oczywiście, że tak. Ja też jak coś wrzucam i potem widzę jakie błędy popełniłam, to się łapię za głowę
Warto przeczytać jeszcze raz po jakimś czasie od napisania (jeśli się go ma oczywiście), wiele można wtedy wyłapać.
Odpowiedz
~CptUgluk 15 d.
z dużym wykopem
Powiem Ci, że widząc zestaw, pomyślałem, że czeka Cię ciężka przeprawa. Wybrnęłaś jednak i to w świetnym stylu. Zapowiadało się śmiesznie, wyszło dramatycznie i strasznie, ale to dobrze. Czytałem z przyjemnością.

Tak w ogóle czytając, miałem w głowie mix filmu "Osada" z powieścią "Metro 2033". Nie wiem, czy któreś z tych dzieł stanowiło dla Ciebie inspirację, ale skojarzenie było automatyczne W ogóle już drugie opo u Ciebie kojarzy mi się z "Metrem". To i któreś z poprzednich, w których dwie grupki ludzi ruszały na eksplorację opuszczonego mieszkania i też jakiś stwór tam grasował. Opis bardzo uproszczony, ale pewnie będziesz wiedziała, o co cho.
Wykopsy
Odpowiedz
~Hiraeth 15 d.
CptUgluk Jedna z wersji tego opowiadania była całkowicie śmieszkowa i była o tym, jak bóstwo w ciele owcy, o mentalności rozpieszczonej nastolatki przemierza zrujnowany świat dwunogów Także sporo zmieniałam w opku.
Ale dobrze wiedzieć, że ostatecznie wybrałam "nieco pod prąd" dobrze i przyjemnie się czytało.

"Metro" mam już na półce, w kolejce do przeczytania - wiem tylko, że to postapo i że autorem jest Rosjanin - zatem koniecznie muszę nadrobić "Osadę" znam i troszku się bałam, czy nie trącić to będzie zbyt wielkim podobieństwem, ale hej, zawsze się trochę upodabnia

Jeszcze raz dziękuję za odwiedziny, trzym się
Odpowiedz
~CptUgluk 15 d.
Hiraeth Obrana droga okazała się dobra A podobieństwo z "Osadą" nie śmierdziało plagiatem, a (jak dla mnie) zapachniało lekką inspiracją. W pełni kontrolowaną i nienachalną

Ja też od "Metra" specem nie jestem, bo na razie tylko pierwszą część łyknąłem. Ciekaw jestem Twojej opinii. I tego, czy wyłapiesz, o co mogło mi chodzić w kwestii skojarzeń z Twoimi tekstami
Odpowiedz
*marok 15 d.
z dużym wykopem
Początek zwiastował coś zupełnie innego. Gadająca owca - może jakieś bizarro, a jednak nie! Czy to źle? Jestem w stanie odciąć się od swojej bizarrowej duszy i nie brać pod uwagę tego
Tekst ogólnie jest bardzo dobry. Klimacik, fajna zagadka, gęsta atmosfera - wszystko na miejscu. Do tego czytało się mega szybko.
Patrząc na zestaw no to wybrnięcie brawurowe i nie tak oczywiste. Wykopki oczywiste
Odpowiedz
~Hiraeth 15 d.
marok Zewu bizzaro nie da się uciszyć Wielkie dzięki za komentarz i miłe słowo. Z zestawem podchodziłam jak pies do jeża, ale całe szczęście, zaprzyjaźniliśmy się
Odpowiedz
*marok 15 d.
Hiraeth w końcu wyszło jednak tak jak trzeba. Ja miałem podobnie ze swoim jednym tekstem w lidzie poprzedniej, w końcu ostateczną wersję napisałem w sobotę przed końcem i podobno wyszło bardzo spoko
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
z wykopem
"Przed domem leżał jego wnuczek, Cody. Miał rozerwany brzuch i próbował wepchnąć wypływające jelita z powrotem na miejsce. Uniemożliwiała to matka chłopca, Mary Ann. Z jej pustych oczodołów wypływała gęsta, ciemna krew. Ona sama zajęta była pożeraniem wnętrzności dziecka" - umiesz uwieść

"Każda z owiec je miała. Skulone w kącie pomieszczenia parskały boleściwie. A potem zaczęły się rozpadać. Gnijące mięso odrywało się od ich ciał i z obrzydliwymi plaśnięciami spadało na podłogę" - ach, kolejne mięsiste

Ok, mam tak, że jak kilka dni nie komentuję, to potem przez moment jestem drewniana w wypowiedzi. Na Ciebie trafiło, Hilareth, bo czuję, że komentarz będzie drewniany. Spróbujmy jednak, a więc! Ma świetne momenty to opowiadanie, dobry horrorowy klimat i końcówkę bardzo w dechę. To plusy, minusem jest z kolei dość mocne ciachanie – zarzut będący z mojej strony hipokryzją, bo sama tak robię, niemniej jednak nim zdążyłam się zaczepić w danej scenie, kadrze, dialogu, już wskakiwał kolejny. Poza tym drobnym czepialstwem, to mi się podobało
Odpowiedz
Ritha E tam, żadne drewno, dzięki za odwiedziny i komentarz O, myślałam, że ciachanie jest jakby "mniej widoczne" niż w innych moich opkach.
Kiedyś nadejdzie dzień, gdzie walnę serią, w której nie będę patrzeć, czy licznik znaków dobija do 12k, zobaczysz!
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
Hiraeth heh, są mi te globalne problemy licznikowe obce, bo ja nigdy nie patrzę, zawsze mam zapas, minimalizm & lakoniczność rulez Zazdroszczę nawet umiejętności rozpisywania się, dobre do pisania książek Powinniście pisać!
Odpowiedz
z dużym wykopem
U Ciebie coś znaleźć, do czegoś się przyjebać - ciężko. Jednak, po przecież po takim wstępie powinno być jakieś jednak: " – Wiemy… – Zignorował jej obelgę. – Wiemy więcej niż byśmy chcieli." - wyeliminowałby dookreślenie "jej". Scena jest tak rozpisana, że chyba wiadomo czyja to obelga.

" – Szkoda, że mówisz mi o tym tak późno. – Gwałtownie wyrwała dłoń z jego uścisku. – Jutro las zacznie płonąć. Świnie wyruszą na wojnę.

Kurde, bardzo mocne, bardzo dobre opko. Naprawdę kolejny raz robisz robotę.
Lubię takie teksty.
Nic nie było w stanie jej zatrzymać." - świnie wyrusza na wojne - PRZEZAJEBISTA SCENA!


Odpowiedz
Canulas Aaa, zawsze coś się znajdzie do poprawy Dzięki za komentarz, świnie muszą walczyć
Odpowiedz
z dużym wykopem
Chociaż raz to nie człowiek jest hodowcą. Role się odwróciły. Super się czytało. Zakończenie bardzo satysfakcjonujące uwielbiam takie
Odpowiedz
MagdalenaElJot Bardzo dziękuję za odwiedziny! Tak, lubię taką "odwróconą konwencję", może wtedy ludzie zrozumieliby, jakich zbrodni się niekiedy dopuszczają
Odpowiedz
z dużym wykopem
Wow! Zajebiste opowiadanie! Jestem urzeczona.
Odpowiedz
Adelajda Dziękuję <3 Miło słyszeć
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.