online: 2 zarejestrowanych
jasno
Zniewolony wilk (kiedy we śnie przebieram łapami)
<
Teatrzyk cieni
>

Krzem # Inwazja bizarro na T3

 Część 1 Fiat lux

 

 Jestem Bogiem.

 Tak, tym, który stworzył znany wam Świat. Jest jeszcze wiele innych, nieznanych, ale nie chwalę się tym, pragnąc pozostać tym Jedynym. Informacja o tym, że dokonałem tego w sześć dni jest mocno przesadzona. Owszem, jestem bytem ponadczasowym, a więc czas mnie nie dotyczy. Ewolucja jest procesem tworzenia życia, choć wy odbieracie ją milionoletnim w czasie, a mimo to twierdzicie, że życie powstało w sześć dni. Dla mnie to jest wszystko jedno, bo sam jestem czasem.

 

  Był kiedyś, za głębokiego peerelu, serial "Kapitan Sowa na tropie". Kryminalny, a grał mój ulubiony aktor, Wiesław Gołas. Tak tak, ten co śpiewał w "Polskę idziemy". (tu wrzucam wdzięcznie link, bo to przebój nie tylko muzyczny, ale i obyczajowy. https://www.youtube.com/watch?v=NAc )

 

  Sorry. Ale jakoś tak od przebudzenia mam jakieś tam wizje dotyczące fragmentów mojego trwania.

 Podobno jestem wieczny. Mówiłem już to? Ale przecież chyba powstałem, a więc to zewnętrzna granica na tej wieczności. Niby posiadam pamięć obejmującą całą wieczność, również tę profetyczną, choć okazało się, że przyszłość jest jednak zmienna przez ingerencje z innych, nie moich światów. Akurat przebudziłem się na chwilkę i spoglądałem na kontrowersyjny, zagubiony w swojej przynależności do Środkowej Europy, kraj. Serial był beznadziejny. Ja zaś myślałem tylko o smokach i lewiatanach. Czułem ich nadchodzącą obecność. A'propos polowania na smoki, które sugerował Anioł, Jagódka z Jagodolasu. Taki jeden z poniższej hierarchii płomienistych. Jednak jeden z moich ulubionych. Powinienem go awansować na Archanioła. Ofiarować ognisty miecz, którego tak pożąda. Ubili ścierwo w końcu. Mówię o smoku. Oczywiście użyli owczej skóry - eko. Taki plusz z gwarancją nierozróżnialności od oryginału.

 Durnie, wzięli się za to odrobinę za późno. Albowiem smok poległ psychicznie dużo wcześniej od wyziewów fałszu. Jednakowoż przez czas jakiś jego echo grało. Przedostało się krzemowirusami przez ekrany monitorów. To ludzie stworzyli elektronikę i informatykę. Nie podpowiadałem im Ja ani żaden z Aniołów. Początkowo krzemowirusy były tylko zwykłymi wirusami komputerowymi. Złośliwymi cząstkami oprogramowania, którymi ludzie obrzucali się właśnie z czystej złośliwości. Powstawały nawet kryteria piękna tych wirusów.

 A wiadomo przecież, że prawdziwie piękna to była Helena. Prawdą było, co powtarzała sobie żona Menelaja przed zwierciadłem, że jest Jedynym Centrum Zainteresowań. Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie. Przez to jednak doprowadziła Trojan i część Achajów do zguby. Parys też się na to nabrał. Onanizował się pod przestawiający ją rysunek, po czym porwał do Troi.

 Pamiętam, bo Ja też się pod ten rysunek onanizowałem, kiedy nie sprzeczałem się z bóstwami helleńskimi, zwłaszcza z niejakim Zeusem.

 Stworzyłem życie z węgla, bo był najodpowiedniejszym pierwiastkiem do biogenezy.

 Tymczasem na Ziemi ludzie poczęli życie z krzemu. Inwazja elektroniki w 21 wieku. Media społecznościowe. Centra gier. Elektroniczna, informatyczna rzeczywistość rozszerzona. Wreszcie rzeczywistość wirtualna nie do odróżnienia od mojej Boskiej rzeczywistości.

 Powstawały coraz to nowe centra gier oferujących, zarówno rzeczywiste, jak i te generowane przez VR, a więc dostępne z domowych pieleszy najróżniejsze dziwaczne światy. Wspominałem, że jestem wieczny? Myliłem się, bowiem Moja rzeczywistość umierała. Po stworzeniu świata poszedłem spać, zostawiając rzeczywistość Aniołom. Spieprzyli sprawę przez swoją miętę do ludzkich kobiet. Ze związków powstali Nefilimowie, którzy byli artystami i sami zaczęli zajmować się tworzeniem.

 Z ekranów komputerów przedostał się, ze świata informatyki do zewnętrznego świata wirus, który zyskał materialność. Krzemowirus, który do softwaru dobudował pierwiastek krzemu z hardwaru i zyskał zdolność namnażania się w organizmach węglowych, zmieniając ich strukturę w krzemoorganiczną.

 Tymczasem jako byt ponadczasowy (tworzyłem w milionoleciach przez ewolucję lub chwili dla was. Powiedzmy sześciu dni, z siódmym do odpoczywania)) zdałem sobie sprawę, że już umarłem. To ten siódmy dzień czyli odpoczynek Narodziłem się stworzyłem, stwarzam, umieram, umarłem, wypocząłem siódmego dnia.

 

 Nie zostawię was samych, chociaż wy już pozostawiliście siebie. Nikt nie wie, że Anioły są pierwszymi moimi dziećmi. Powstali jednak ze światła, z energii, chociaż zgodnie ze wzorem E = MC2 są również materialne.

 Obserwuję tworzenie się innego Boga. Nieprzynależnego do universum krzemu, choć z niego się wywodzącego.

 Informatyka, jako medium pracy, zabawy, nauki, stała się przez rzeczywistość rozszerzoną i rzeczywistość wirtualną światem nie tylko postrzeganym, ale już jedynym, nawet dla form nieskrzemowanych krzemowirusem.

 Nikt nie wie, chyba że Anioły, że dla ludzkiego intelektu tworzyłem fizykę na bieżąco. A więc Ziemia była płaska, kiedy wydawało im się, że jest płaska. Podtrzymywana wymiennie przez słonie, żółwie lub Atlasa. Stała się okrągła zgodnie z ludzkimi potrzebami, tkwiąc w centrum wszechświata. Dla Kopernika i Galileusza ruszyłem nią wokół słońca. Tworzyłem prawa fizyki zgodnie z potrzebami odkrywców.

 Nagle nauka stała się alternatywną religią. Podrzucałem więc pomysły na grawitację, prawa dynamiki. Ostatnio stworzyłem mechanikę kwantową. Zrobiłem to złośliwie, bo fizykom wszystko wydawało się już takie proste i ujmowalne w prawa. Muszę jednak przyznać, że Einstein wymyślił Teorię względności zupełnie sam, bez mojej pomocy. Bez mojej pomocy powstała też informatyka. To raczej niedopatrzenie Aniołów, których pozostawiłem do opieki nad ludzkością. Informatyka czyli zmierzch Boga. Aniołom dałem wolność wyboru. Mogli odejść ze Stwórcą lub skrzemować się w nowym świecie.

 

 Pojawienie się krzemowirusa zaowocowało jako pandemia Rzeczywistości, skutkująca najpierw różnymi obostrzeniami, maseczkami z tytanu i takimi tam, wzorując się na koronawirusie, który groźny był mniej niż ostra grypa, a spowodował zamieszanie ekonomiczne, które niemal całkiem powaliło światową gospodarkę.

 W przypadku krzemowirusa to było tylko nieistotne naśladownictwo. Nieistotne, bo przestały istnieć materialne czynniki zawiadujące światem. Tenże zastygł materialnie. Trwał informatycznie wewnątrz struktur. Krzemowirus odmieniał świat przenosząc aktywność do wirtualnej rzeczywistości. Ale to nie była rzeczywistość układana scenariuszami przez ludzi. Osobowości, które tam utkwiły, możemy nazwać je duszami doświadczały piekła chaosu niekiedy zbierającego scenariusze najstraszniejszych horrorów, generując życie nieodróżnialne od poprzedniego, z dokładką kiepskiej literatury. Nie miały już szans na uzyskanie ciała innego niż to generowanego przez krzem.

 Miasta zamieniły się w krzemowe termitiery.

 Źle skrzemowani ludzie objawiali się, z kolei, jako zombi. Pozorne ożywienie wynikało z konfliktu pomiędzy węglem a krzemem, chociaż oba pierwiastki należały do tej samej IV grupy układu okresowego.

 Pozostało już tylko kilka enklaw węglowej ludzkości. Jedna z nich, całkiem spora obszarem znajdowała się w Australii. Należała do pewnego Aborygena, który bronił się przed krzemem za pomocą bumerangu. Próbowałem zajrzeć mu do umysłu ale był odporny, widocznie we mnie nie wierzył. W zasadzie nie wierzył w nic i niczemu, chociaż wyczułem u niego odciski najstarszego mitu, Czasu snu. Co najciekawsze to u tego aborygena wyczuwałem cząstkę boskości. Kolejny Bóg. Mój następca.

 Tymczasem po Ziemi przetaczały się stada niedokrzemowanych Walking dead i androidy oraz ich łowcy. Zostało kilka zmniejszających się enklaw węglowców. Australijska, o dziwo, zgarniała nowe tereny, wyspy.

  Część 2

 Bumerang i Czas snu

 

 *Nullach na chwilę odłożył bumerang, który służył mu za każde narzędzie. Właśnie skończył orkę pod pszenicę oraz ryż.

 Kukurydza już dorastała wielkimi kolbami.

 

  - Kiciu przemień się, bo chcę pogadać. I nie tylko to kocico. No wiesz, myślę o zimnych prześcieradłach.

 Kicia wydobyła z siebie głębokie – miau, i z rudej kocicy przemieniła się w rudą seksbombę, która była jego żoną. Zostawiła sobie tylko kawałek kociego futerka u zbiegu ud. Nullach dawno przywykł do magii. Była powszechna u jego przodków w Czasie snu. Posługiwał się nią, aby odciąć się od świata krzemu. Jedyna działająca magia. Wykupił wyspę na Allegro, kiedy już niemal nikogo nie obchodziły materialne fragmenty świata. Była chroniona bumerangiem. Bumerang był prawdziwy, spoza czasu i ze snu. Wyglądał jak zwykły bumerang aborygenów australijskich. Pochodził z czasu Wielkiego snu. Zdjął go ze ściany jaskini. Mógłby sobie tak iść i zdobywać kolejne terytoria, bo rzucony bumerang wracał do niego za każdym razem, powiększając enklawę normalności. Powiedzmy, że względnej normalności. Ale jemu było tu dobrze z KOTKĄ i nie wysilał się na zagarnianie świata. Niech tam sobie chodzą żywe trupy i niby żywe androidy. Tu nie wlezą bez zaproszenia. Przywykł do samotności. Od czasu, kiedy poznał i odkrzemił Rudą Kicię, kotkę, która doświadczyła światów wirtualnych, pozwalających po odkrzemieniu doświadczać ich w rzeczywistości, doświadczał samotności we dwoje.

 Kotka stała się ponadbytem. Jedynym takim oprócz boskich. Tylko że boskie chyba przepadły.

 Podobała mu się w obydwu postaciach, choć tylko jedna z nich dawała mu przyjemność obcowania. 

  - Kapusta obrodziła, Kocie. Ukisimy i zrobimy sobie bigos, kiciuniu, bo króliki po tej stronie nieźle się rozmnażają. Jak to króliki.

 W sam raz na potrawkę do bigosu. Choć u europejskich krewnych dodawało się do bigosu wieprzowinę. Brak mi odrobinę drobiu.

 Złapiesz mi trochę kuropatw bez zabijania? Wiem, że to dla ciebie trudne. Ale wyhodujemy sobie więcej. Świnie są całkiem skrzemowane i zdigitalizowane, teraz to durne, świńskie komputery, połączone z siecią innego świata. Ale odrobina drobiowych ptaszków po tamtej stronie wciąż polatatuje. Wymykają sie krzemowym wirusom. Może mają odporność przez ptasią grypę? Będę cię asekurował z bumerangiem. Przecież też lubisz ptaszki. Mojego lubisz. 

  - Lubię i chętnie bym odgryzła. Tak nakazuje mi instynkt, ale powołana inteligencja mówi mi, że to byłoby ostatnie takie śniadanie. Dobrze, kurwopatwy mogą być, choć zachowało się też kilka czystych bażantów. 

  - To zrobimy sobie również bażanciarnię. Może nawet odkrzemujemy kilka świń. Tylko o czym będziemy z nimi gadać przed ubojem?

  Raz skrzemowane uzyskują intelekt nawet po dedigitalizacji. Chyba że zrobimy im lobotomię? Haczykiem przez ryj to proste. 

  - A dlaczego nie zrobisz lobotomii mi?! Bo co? Pokochałeś mnie, zoofilu?  

  - Kochałem Ciebie w każdej postaci, tylko inaczej. Kiedy jednak odczarowałem do ludzkiej formy, i poznałem inteligencję, oraz twoją miłość do mnie... i to ciało. 

  -No, oczywiście! Intelekt oraz postać rudej modelki. 

  - Wcale nie, możesz zostać w tej dawnej postaci, ogrzewając moją pierś, na której się wylegiwałaś swojego czasu. A modelki to

  chude szczapy. Ty masz sporo obłego ciałka.

 - Bo poluję na myszki. Jest jeszcze sporo nieskrzemowanych przez swoją ruchliwość. Ja jestem jednak bardziej ruchliwa. Przyznasz.

  - Kiciu! Powołałem Ciebie jako marzenie, a ty się pojawiłaś. Dla mnie to zwiastun, że też mnie kochałaś. 

  - Bo tak było, choć uświadomiłam to sobie dopiero, kiedy mnie odkrzemiłeś bumerangiem. 

  - A więc wyruszymy na polowanie, kocico?! 

  - Lubię cię lizać, ale lubię też polować z tobą.  

  - Ja też uwielbiam twoje futerko. Jak myślisz? Może trochę powiększymy nasz świat? Myślę, żeby rzucić bumerang do gwiazd.  

  -To niebezpieczne. Nie poznaliśmy jeszcze jego napędu. 

  -Z całą pewnością jest pierdolenie magiczny. 

  -Jestem może tylko kotką, której dałeś umysł i wspaniałe, kobiece ciało. Dałeś mi też jednak inteligencje dwóch, a nawet wielu światów. Wiemy, że są jeszcze inne i inni Bogowie. Ten bumerang to niezupełnie magia. Coś tu śmierdzi. To jakaś technologia. Magia jest wyrafinowaną technologią. Nie wierzysz w Boga i Bogów, ale to Bogowie stworzyli nas. Może też byli nadmiernie technologiczni, wynikając z Wielkiego Wybuchu, przed którym być może było miliardy światów i innych Wielkich Wybuchów.

  - Czuję jednak, że to neptki, którym zdarzył się początek, a potem odpowiednie słowa. Rzućmy bumerangiem do gwiazd. Może zapoczątkujemy swój Własny Wybuch. Ale tym razem w parze. Kotka i człowiek, który kocha kotkę.

  Na początku będzie słowo i światłość, która otworzy się na stonogi spod kamienia, na karaczany kochające domostwa ludzkie, od jaskiń po blokowiska. Tym razem to będzie prawdziwy raj symbiozy pomiędzy gatunkami. Będziemy się zjadali tylko za obopólną zgodą. Świętowali wszy, oraz gnidy na czuprynach, bowiem każde stworzenie zasługuje na miłość. Byle nie ta krzemowa zaraza. Życie nie oparte na węglu, tylko na krzemie to jakaś parodia życia.

 

  I rzuciłem bumerangiem wzwyż, w czarne niebo. A on, cholera, zagarnął gwiazdy i nie wrócił.

  Walking Dead szybko się zorientowały, enklawa przestała być chroniona. Musiałem więc z moją kocicą przebijać ich martwe mózgi. To było oczyszczające. Tak spieprzona digitalizacja krzemowców działała na jakąkolwiek inteligencję węglowców. Przemieniała ludzi w martwiaków, szwendaczy, albo androidów udających normalnych ludzi. Dla równowagi przemieniała też kilka procent populacji w łowców androidów, które też były androidami, choć nie zdawały sobie z tego sprawy.

  Na szczęście mieliśmy odrobinę ostrych narzędzi. Kotka pozostała w ludzkim ciele na stałe, posiadając jednak też cechy tego zwierzęcego. I to było dobre.

  Androidy pozostawiliśmy ich łowcom. Krzemoświnie ryły w poszukiwaniu krzemożołędzi, przez co byliśmy poza zasięgiem ich zainteresowania.

 Świat się kurczył.

 

  Pomyślałem, że jednak powinienem stać się Bogiem. Umówiliśmy się z Rudą na Dualizm Teistyczny. Pieprzyć bumerang. Miałem w zapasie niewielką czarną dziurę ukrytą w jednym z najgłupszych wierszy. Taka maskarada na widoku.

  Wskoczyliśmy z kociczką w studnię grawitacyjną osobliwości. Wypowiedzieliśmy Słowo. Dwa Słowa.

  Ale zdradziła mnie niecnotka, bo gdy ja wypowiedziałem “niech się stanie światło”, czyli "fiat lux, na starą modłę, Ona powiedziała “mięciutkie futerko”. "Ne a suppliciis revertatur ad furrure".

 

  Gwiazdy stworzone przez nas wyglądały dziwnie. Świeciły niby, ale promieniami z wyrafinowanego mięciutkiego futerka. Jednak kochałem ją za ten bunt i niezależność. Wybraliśmy odpowiednią planetę, zasialiśmy protonukleotydy dla życia (takie pierwotne RNA i DNA) i cierpliwie czekaliśmy na działanie ewolucji.Jako Bóstwa mieliśmy całą wieczność na czekanie. Ale spędzaliśmy ją figlarnie, tworząc coraz to nowsze Anioły. Wyczułem, gdzieś tam z kąta nieskończoności, schizofreniczny umysł, który podglądał nas z zazdrością. Stetryczały Bóg miał czego zazdrościć. Nasze Anioły miały futerka i ogonki. Płomienistego rudzielca nazwałem Lucyfer. Tam na dole trwał właśnie Kambr. Płytkie, ciepłe morza. Trylobity próbujące wychodzić na ląd. Śmieszne, ale były porośnięte mięciuchnym futerkiem. Stworzyłem sobie nowy bumerang z zasięgiem międzygalaktycznym. Niech mi się tu nie wpierdalają żadne Multiversa powołane przez gostka, który Adama stworzył z gliny, a Ewę z jego żebra. Przez swoją gnuśność pozwolił na krzemowe objawienie, podczas gdy to miało być tylko narzędziem, a nie zapaścią intelektów. Wiem, jego rodzina była toksyczna. Kopulował z Leviatanami, bo dureń nie pomyślał o samicy swojego gatunku.

  Zamknę swoje granice. A przynajmniej wprowadzę surowe przepisy celne. Na jednej z planet kociczka hoduje kapustę, bo lubimy bigos świąteczny. Jednak odpowiednich Świąt jeszcze nie wymyśliliśmy. Na pewno nie przybiję swojego syna z nieprawego łoża do Krzyża, by świętować zmartwychwstanie, a wcześniej tegoż Narodzenie. Właściwie to wymyśliliśmy jakieś święta, święta, które były rocznicą naszego poznania z kociczką w jej ludzkiej wersji. Widzimy czas nieliniowo, ale czasem z przyzwyczajenia podłączamy się pod liniowość, niekiedy tylko podkręcając czas. Tak się składa, że to My jesteśmy tu czasem. Ja i Kotka. Z nostalgii odtworzyłem enklawę w Australii i szwendających się poza jej granicami szwendaczy. Parę krzemoświń dla autentyczności obrazka. Chodzimy se z kociczką na polowania na kurwopartwy, podczas, gdy kambr i protozoik zmienia się w kolejna erę. Posmakujemy dinozaurów, jak już trzonopłetwe wyjdą na ląd. Lucyferek jest bardzo grzecznym aniołkiem, choć wciąż kłoci się z Michałkiem. Te ich walki na patyki z płonącego krzewu...

 Lilith, ich siostrzyczka, jest bardzo zamknięta w sobie. Normalka bo wciąż się masturbuje. I to nie tylko dłonią...

 

 *Nullach - popularne u aborygenów imię oznaczające wojopwnika.

 

  

16666 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: groteska

Liczba wejść: 26

Opis:

Napisany jako pewne TW, jednak spóźnione oraz z przekroczonym limitem znaków. Musiałem zmienić kategorię. Zostało przeze mnie poprawione, bowiem było haniebnie skażone przez brak znaków diakrytycznych z powodu używania starego kompa. Zmieniłem kategorię i postanowiłem przedstawić jako bizarro z racji groteskowej treści.

Dodano: 2021-04-25 19:03:25
Komentarze.
*marok 9 d.
Coś kojarzę coś kojarzę
Odpowiedz
marok
Ja też pamiętam, jak mnie rugałeś, że nie nadaje się do czytania.
Ale przecież po oczyszczeniu daje się czytać.
Nie zmieniałem treści.
Nie twierdzę, że to jest dobre.
Miałem przyjaciółkę, poetkę z Wielkiej Brytanii, która najpierw wysyłała do mnie swoje prace (erotyki), abym poprawił znaki diakrytyczne. Wtedy jeszcze miałem komputer z dobrym, polskim programem. Dopiero po mojej poprawce wstawiała swoje wiersze.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.