online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Tagi: #TW #Kalia #Ojedenkamieńzamało #śmierć #tortury #satan #demon

TW #3 — O jeden kamień za mało

 Postać: Siostra diabła

 Zdarzenie: Torturowanie głównego bohatera

 Efekt: 4. Wszyscy bohaterowie giną

 

 Ciemny płomień przebijał się przez ziemię. Szorował ostrymi brzegami kamienie i rozdzielał się na kawałki, by przebrnąć przez większe grudy. Sprawnie przenikał przez błotnistą powierzchnię. Przesiąknął wilgocią i zapachem świeżej ziemi, gdzie ocierał się cząsteczkami mroku. Materia przeobraziła się w dwie dłonie. Wiedziała, że ludzkie palce sprawdzą się lepiej niż jej uszkodzona masa. Łapska ryły glebę, czując pierwszy przepływ powietrza. Wynurzał się na światło dzienne i zaczęło przypalać go od środka. Sczerniałe ręce rozerwały karton bez problemu. Był ostatnią przeszkodą, by znów mógł dryfować na wietrze.

 Ziemia rozsypała się wokół. Płomyk wił się obok dziury, którą wykopał dla niego Cole. Niestety uciekł zbyt szybko i zepsuł całą zabawę. Cząsteczki migały w stronę morza. Czuły jego zapach. Zapadały się w dół i unosiły zawiedzione, że ani on, ani dziewczyna nie mogli zobaczyć, jak wygrywa ich grę. Czekały go długie godziny rozkosznych zabaw z jego ludzkim stworzeniem.

 Płomyk nagle urósł, wybił się, chcąc dosięgnąć nieba. Rozszerzył i skopiował z pamięci poprzedni wygląd. Stał się człowiekiem. Czerń pokryła jasna skóra i ubrania zduplikowane od ludzi z miasta. Ponownie rozjuszyły go mokre oczy i zęby. Wbijały się w ciało, gniotąc cząsteczki, zmuszone, aby stać się mięsem. W końcu dotknął pieprzyka na nosie. Wypukła kropka pozwoliła przypomnieć mu o ostatnich dniach. Prawie poczuł się jak w domu. Ciało, które opętał, od zawsze mu się przecież podobało.

 Satan wrócił do swojej formy.

 Rozejrzał się. Otaczał go tylko piasek z ziemią, drzewa za rzadkie, żeby uznać je za kryjówkę. Fale szumiały, a morze wzbierało i chłodziło nagie stopy. Chłopak otworzył usta i strzelił chrząstkami żuchwy. Przekręcił plecy. Kości łamały się na pół, odbijając głuchy dźwięk. Wyszarpał z brzucha część materii. Natychmiast zaczęła się wyrywać i walczyć w jego dłoniach, póki nie zamknął jej w pięści. Gdy poczuła znajomy dotyk, a ten posłał jej ciepły uśmiech, rozluźniła się. Satan musiał stworzyć swoją siostrę. Kogoś na wzór siebie, by razem odszukać Cola i powtórzyć jego zabawę. Trząsł się z ekscytacji, na co materia odpowiadała drganiem. Nie mógł się doczekać, żeby zobaczyć, czy ludzki chłopiec poradzi sobie tak dobrze, jak on.

 Nie mógł powstrzymać wyginania warg. A gdy materia zaczęła tlić się w postać kobiety, wypuścił z gardła niemy krzyk. Pustka wżerała się we wnętrzności i paliła sztuczne płuca. Żołądek napełniał się jak balon, czymś ciężkim i bolesnym, a oddech na zmianę stawał i przyspieszał. Nie był przyzwyczajony do tak długiej rozłąki z ofiarami. Czuł się w obowiązku, by o nich dbać. Została mu tylko dwójka. Diana i Cole. Tęsknił także za Caroline, jednak co miał poradzić na to, że zmusił ją do rzucenia się z klifu?

 Spojrzał na siostrzyczkę. Piękna materia, stworzył ją na podstawie dziewczyny Cola. Dotknął jej długich blond włosów i patrzył w zielone oczy. Przytulił ją, odsuwając kosmyk przy uchu i wyszeptał:

 — Spodobasz się Cole'owi. Teraz już zawsze będziemy bawić się we trójkę.

 

 Cole podsadził Dianę przy wyższym stopniu. Fałdy pagórka układały się w nierówne schody, ciągnące się na całej długości szczytu. Ostatnia szansa, by wypatrzeć zgubioną łódź. Wiatr sypał piachem po oczach, szumiał w uszach i świstał ich po plecach. Poruszył najwyższymi gałęziami i zrywał liście tuż nad głowami pary. Cole czuł, jak kości z każdym kolejnym wysiłkiem coraz bardziej strzykają. Nogi odmawiały posłuszeństwa. Czasem pomiędzy trzymaniem się na wodzy, by nie patrzeć w dół i uważaniem na Dianę, myślał o zrywach powietrza jak o biczu. Chłostał żebra i dawał sygnał swoim wyciem, żeby się pospieszyli. Demon musiał się już uwolnić. Był blisko, chciał wyszeptać szum.

 Rana Diany zaczynała krwawić. Ziemia ocierała się o rozciętą nogę i prawie pokryła ją całą.

 — Musimy jak najszybciej to opatrzyć. — Przytrzymał dziewczynę za ramię, a ona wzdrygnęła się na mocniejszy dotyk. Wzrok skakał ze zsuwających się kamieni i nieba, spadając, gdzie znów przypominał sobie o przerażeniu. Wpatrywała się w skały, kilkanaście metrów pod nimi i w te dziesięć centymetrów, dzielących ją od nabicia się na ostrza. Doliczając kilka sekund spadania i prawdopodobieństwo przeżycia, jeśli nie spadłaby na głowę, mogła konać tam aż do wykrwawienia.

 Patrzyła wszędzie, tylko nie w jego oczy. Trzęsła się, choć nie zwracała uwagi na krew kapiącą wzdłuż łydki i podskakiwała w panice, gdy jej włosy muskały ramiona. Przez kilka godzin szła w milczeniu. Cole wątpił, że uda im się powrócić do dawnej relacji. Że jeśli uciekną stąd żywi, wszystko będzie tak, jak dawniej.

 Musiałby się nie urodzić, by temu zapobiec. To nie była jego wina.

 Chciałby zrozumieć jej uczucia, doznać tych samych dreszczy i suchości w ustach. Poczuć garstkę dawnej empatii i spojrzeć na Dianę jak na miłość swojego życia. Lecz nie potrafił się otrząsnąć. Uważał, by stawiała stopy w odpowiednich miejscach i łapał, gdy się wahała. Pustka rozchodziła się po jego ciele i zabija strach. Jeszcze chwilę temu próbował dodać jej otuchy, przytulał i pocieszał. Dotrzemy na górę, znajdziemy łódź i zdobędziemy ostatni kamień. Wtedy będziemy wolni.

 A w międzyczasie postaramy się szybciej przebierać nogami, nie nabić się jak szaszłyki i pod żadnym pozorem nie spotkać Jego.

 Diana nie słuchała. Parła do przodu, jak gdyby cały ból wstrzymywała w środku, by zaraz wybuchnąć.

 — Wda się zakażenie — dodał i chcąc przełknąć ślinę, zorientował się, że język był wysuszony. — Zatrzymamy się przy tych drzewach i od razu zejdziemy po łódź, zgoda?

 Pogłaskał dziewczynę po plecach, ale odpowiedział mu tylko gwałtowny łomot. Powietrze przeszywał świst, wiatr, który ledwo przepuszczał słowa. Mimo to pragnął wierzyć, że właśnie usłyszał jej serce.

 — Twój kamień powinien być… — Zatrzymał wzrok na drugim brzegu wyspy. Gęstwina zasłania teren błyszczącymi koronami, odbijając słońce na liściach. Wszystko wyglądało to niczym z bajki. Szkoda tylko, że rozgrywał się tu niskobudżetowy horror. — między grotą. Jeśli staruch nie kłamał.

 Próbował przypomnieć sobie wygląd wyszlifowanego bursztynu. Szybko jednak myśli zrzucały go na drugi plan, jeżdżąc wzorkiem w pamięci po pomarszczonej skórze mężczyzny. W rzeczywistości okalały ją blizny. Bitewne szramy, na które wskazywał palcem, mówiąc, jak oszukał przeznaczenie Demona i zniszczył go kamieniami. Kawałkami czegoś, z czego potwór narodził się ponownie.

 Szramy wyżłobiły potężne szpony. Materia potrafiła również przemieniać się w kły.

 Cole czuł, że był blisko. Coraz bliżej.

 Zatrzymali się na pobliskim wzgórzu. Teren był równy, zagęszczony drzewami i starymi kłodami pokrytymi mchem. Prędzej dorwałby ich po zapachu niż z lotu ptaka. Dwie sylwetki poruszające się za liściastą poduszką wtapiały się w otoczenie jak dzikie zwierzęta. Dianie od dłuższego czasu nie dawał spokoju żołądek. Burczał i wykręcał się do góry nogami. Lecz Cole nie mógł nawet pomyśleć o potrzebach fizjologicznych, gdy widział, jak nogi dziewczyny słabną z każdym krokiem. Kołysała się i potykała o wystające korzenie.

 Gasła.

 Wymruczała pod nosem, że idzie sprawdzić, czy jagody na tamtych krzakach są jadalne. Chłopak nie usłyszał w jej głosie niczego, co przypominałoby dawną Dianę. Stała się obca. Nieważne, jak bardzo bolało go serce, zdławił to w sobie i nic więcej nie powiedział. Wiódł za nią oczyma, a myślami znów wybiegał do kamieni. Swój, brylant, zaciskał w kieszeni obok noża. Mógłby zgnieść go teraz i uwolnić się od Demona. Została jeszcze jednak Diana. Nie potrafił jej porzucić. Nie po tym wszystkim, co przeszli. Ściskał go coraz mocniej w razie czego, jak gdyby na plecy miał wyskoczyć mu potwór.

 I stracił ją z oczu. Jasne włosy, które przed chwilą majaczyły wśród zwisających lian, zniknęły. Głos ugrzązł mu w gardle. Bał się wydać z siebie jakikolwiek odgłos.

 — Diana? — szepnął, ale dźwięk porwał wiatr.

 Czekał tak przez chwilę, aż w końcu z innej strony wyłoniła się postać dziewczyny. Trzymała w misce z rąk garść jagód. Patrzyli na siebie, zaczęła biec w jego stronę, a Cole cofnął się, nie mogąc powstrzymać wzbierającego strachu. Lecz na twarzy Diany nie malowała się tamta pustka czy martwota. Widział iskierki w jej oczach, jakby naprawdę była żywa.

 Rzuciła się na szyję chłopaka. Z owoców została tylko czarna plama na jego bluzie.

 — Coolee — jęknęła, zawyżając głos. — Musimy zawrócić. Wiem, gdzie jest łódź. Chodź za mną.

 Po raz pierwszy jej usta wygięły się w uśmiechu. Nogi Cola wrosły w ziemię. Diana zaciskała palce na spiętych ramionach.

 — Co się stało? Gdzie byłaś?

 Wyglądała jak Diana, brzmiała jak ona z przeszłości, ale wrażenie obcości przykrywało jej wcielenie. Choć nie potrafił dostrzec żadnej różnicy, miał przed sobą kogoś zupełnie innego. Zaniepokoił go jeden szczegół. Na nodze nie została nawet blizna.

 — Będziemy wolni! Tylko ty i ja. Wybudujemy dom, weźmiemy ślub i będziemy razem już na zawsze — wyśpiewała, chichocząc. — Będziemy mieli trójkę dzieci, psa i chomika, którego nazwiemy—

 Położył dłoń na jej ustach. Teraz wszystko wydało się jasne. Jagody były trujące, a biedna Diana miała halucynacje.

 — Lepiej już chodźmy. — Objął ją ramieniem i tym razem zareagowała na dotyk, jak gdyby nie widzieli się wieczność.

 — Tak? Tak! Tak!

 Krzyczała i skakała, kręcąc się obok niego i zahaczając dłońmi o żebra. Cole zadrżał, widząc oczami wyobraźni, jak przez hałas przyciągają Demona. Albo nagła ekstaza dziewczyny doprowadza ją do utraty przytomności.

 Znów przycisnął palce, by ją uciszyć.

 — Co się stało z twoją nogą?

 Spojrzała mu prosto w oczy, mrugając swoimi ze słodkim uśmieszkiem. Przekręciła głowę na bok.

 Dianę zawsze denerwował ten ruch.

 — Gdzie rana?

 — Jaka rana? Zagoiła się.

 Chwyciła go za rękę, tnąc paznokciami skórę. Pociągnęła chłopaka w chaszcze, dokładnie w odwrotną stronę niż wcześniej zmierzali. Ze wszystkich sił próbował ją zatrzymać, zapierał się nogami, jednak na szlaku pozostał tylko rów błota. Diana szarpała nim przed siebie i obijała o gałęzie. Nie zwracała uwagi na krzyki. Rzuciła nim do przodu i wylądował kilka metrów przed niedawno wykopaną dziurą. Rozerwany karton i przesunięty głaz wskazywały na to, że Demon uwolnił się niemal natychmiast.

 Dół był pusty.

 A on właśnie zarył szczęka o ziemię, klęcząc przed mroczną materią. Ta sama twarz. Ten sam szyderczy pieprzyk na nosie, udający, że jest ludzki.

 Satan podniósł go za kołnierz i przycisnął do siebie. Serce Cola stanęło na kilka sekund, a pot i łzy zaczęły mieszać się z nadzieją, że nie zabije go z marszu. I że prawdziwa Diana również miała jeszcze szansę. Demon przekręcił głowę Cola zimnymi łapskami i bardzo szybko uśmiercił wszelkie błagania. Diana leżała w rozkroku z rozłożonymi ramionami, nie ruszała się, a klatkę piersiową otwierało chirurgiczne cięcie. Krew wciąż tryskała w górę, narządy wylewały się z jej ciała i unosiły odór do nozdrzy Cola. W czerwonym morzu pływała zmarnowana kupa mięśni.

 Jej serce.

 Łzy nie zdążyły popłynąć po policzkach.

 — Jak śmiałeś przede mną uciekać? — Satan wymierzył cios prosto w żołądek i puścił Cola na ziemię. Skulił się, próbując chronić kark i głowę, ale dostał po plecach. Pazury darły policzki niczym papier i wyszarpywały pukle włosów. Kopał go i okładał, czym tylko się dało. Wnętrze paliło go żywym ogniem. Płomień wniknął po jego skórę. Nie słyszał nawet własnych wrzasków.

 — Będziemy razem, rozumiesz? Razem. Na zawsze. Jesteś mój — warczał przez zęby, a siostra dumnie stanęła u jego boku.

 Potwór nie trudził się, by dłużej udawać Dianę i w szale zaczął zakopywać Cola. Był sparaliżowany. Ziemia dostała się do ust, nosa i uszu, czuł ją pod powiekami. Nagle spadł głaz i sprawił, że chłopak nie mógł wziąć oddechu. Szarpał się, ale ziemia wpadała głębiej do gardła. Słyszał już tylko szmery histerycznych krzyków i nawoływań o wieczności.

 Wiedział, że to koniec. Pogodził się z tym, jak gdyby czekał na ten moment od początku.

 — Zabawę czas zacząć — warkot siostry dobiegł go jak szept.

 Ogarnął go spokój. Zniszczył brylant ostatnią siłą. Na górze zapadła cisza.

 Cole wycelował nóż w tchawicę. Wtopił się w niego, jakby uderzył się małym, ostrym kamykiem.

12216 zzs

Liczba ocen: 3
53%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Kalia
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 83

Opis:

Dodano: 2021-05-01 11:00:55
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph
Odpowiedz
~jotka 12 d.
Jakaś nowa twarz. Zabieram się za czytanie 😊
Odpowiedz
coś ma
Podoba mi się pomysł lekko szalonego Satana i jego siostrzyczki. Naprawdę świetny i trafia w moje gusta czytelnicze. Jedyne co mogłabym zarzucić to, że moim zdaniem akcja toczy się trochę wolno i jakby mało dynamicznie, ale to tylko moje odczucie, bo jestem zwolennikiem pędzących (czasami nawet zbyt bardzo) wydarzeń. Czytało się to naprawdę przyjemnie.
Odpowiedz
~Kalia 8 d.
MHSchaefer Dziękuję!
Odpowiedz
~Ogonisko 12 d.
Obadam jutro. Pozdro 9000!
Odpowiedz
Napisane w sumie bardzo schludnie, może jakaś literówka się gdzieś trafiła, ale w naprawdę niewielkim stopniu. Uważałabym tylko na podmioty, bo trochę je mieszasz czasem, przez co wprowadzasz zamęt, przykładowo tutaj:
"Uważał, by stawiała stopy w odpowiednich miejscach i łapał, gdy się wahała. Pustka rozchodziła się po jego ciele i zabija strach. Jeszcze chwilę temu próbował dodać jej otuchy, przytulał i pocieszał" - z tego fragmentu wynika, że Cole próbował dodać otuchy pustce, która rozchodziła mu się po ciele, a nie, jak zapewne było w zamyśle, Dianie;
Pilnuj też czasów, by się nie mieszały, np.:
"Zatrzymał wzrok na drugim brzegu wyspy. Gęstwina zasłania teren" - generalnie piszesz w przeszłym, a tu masz jedno zdanie w teraźniejszym - "Gęstwina zasłania teren";
Jeśli chodzi o samo opowiadanie - pomysł całkiem ciekawy, myślę, że mógłby przykuć moją uwagę na dłużej, gdyby dobrze go rozwinąć. Początkowo miałam jednak wrażenie pewnego chaosu narracyjnego - niezbyt mogłam sobie wykombinować, do czego tak naprawdę zmierzasz i co się właściwie dzieje. Pamiętaj, że pewne rzeczy mogą wydawać Ci się oczywiste, gdy o nich piszesz, bo znasz swoją historię, masz ją w głowie, ale czytelnik nie zna Twoich myśli, musisz więc starać się przekazać je tak, by nie czuł się zmieszany i niepewny w trakcie czytania. Ostatecznie - jest tu potencjał, jest też nad czym popracować, do czego zachęcam. Jak na debiut w Treningu Wyobraźni, jest całkiem dobrze. Pozdrawiam.
Odpowiedz
~Kalia 8 d.
alfonsyna Dziękuję za rady, fakt, mam nad czym pracować. Chaos prawdopodobnie jest przez to, że niedopracowałam fabuły, a o czasach wiem, to jedno zdanie musiało mi się wymknąć przy poprawianiu. Następnym razem przyłożę się bardziej.
Odpowiedz
~CptUgluk 11 d.
Hello! Zestaw był wymagający, ale dałaś radę i poradziłaś sobie Miejscami, zgodnie z tym co wyżej pisała Ci Alfonsyna, czuć lekki chaos. Trzeba się skupić, żeby wyłapać sens i zwizualizować sobie przebieg wydarzeń (przynajmniej ja tak miałem podczas lektury). I mimo że w opowiadaniu była akcja, według mnie można by było bardziej ją zdynamizować, by zaangażować czytelnika emocjonalnie. Ale to może tylko moje wrażenie i marudzę
Co mi się rzuciło w oczy:
"Poczuć garstkę dawnej empatii" – średnio mi pasuje wyrażenie "garstka empatii". Jeśli już w ten deseń, to bardziej bym użył "smak empatii". Luźna sugestia, do rozważenia.
"Potwór nie trudził się, by dłużej udawać Dianę i w szale zaczął zakopywać Cola. Był sparaliżowany" - tu brzmi trochę tak, jakby potwór był sparaliżowany. Kilka podobnych momentów w tym stylu miałaś, uważaj na to, by dobrze zaznaczyć podmiot. Tu pomogłoby choćby dodanie "chłopak" przed "był sparaliżowany". Do przemyślenia.
Ogólnie widać potencjał Mam nadzieję, że będziesz się dalej z nami bawić i weźmiesz udział w kolejnej edycji
Aha, no i witaj w Treningu Wyobraźni
Odpowiedz
~Kalia 2 d.
CptUgluk Hej, dziękuję, zapamiętam i następnym razem się poprawię. Co do dynamiki, to z nią mam większy problem, bo nie bardzo wiem, jak ma dokładnie wyglądać.
Odpowiedz
~Zdzislav 11 d.
z wykopem
Cześć! Witaj na TW! Całkiem fajny pomysł na fabułę. Mam wrażenie, że zostało to pomyślane jako fragment większej całości, bo mamy tu opisany jakiś rodzaj gry, ale bez wyjaśnienia zasad i bez zagłębiania się w info o pochodzeniu graczy, o tym jak trafili do gry i jakie są między nimi relacje. Ale jest to element tajemnicy, który miewa swój urok w opowiadaniach, więc absolutnie się nie czepiam, po prostu mam wrażenie, że to opowiadanie jest częścią większej historii.

Przyznaję, że Twój tekst przeczytałem dwa razy, bo sporo było takich miejsc, w których gubiłem się w narracji i musiałem wracać. Tutaj - moim zdaniem - powinnaś się skupić na większej klarowności (również jeśli chodzi o podmiot).

Jeszcze odnośnie fabuły - zupełnie nie zrozumiałem, o co chodzi z tym kartonem, który pojawia się na początku tekstu (i chyba, gdzieś w środku). Co to karton? Bardzo mnie to frapuje

Ogólnie opowiadanie spoko, ale do doszlifowania. Ja też ciągle się uczę i właśnie dlatego tutaj się znalazłem. Piszę od niedawna i długa literacka droga przede mną, ale dzięki feedbackowi w komentarzach, wiem co robię źle, gdzie powinienem coś poprawić, na co zwrócić uwagę. Trening Wyobraźni, jak sama nazwa wskazuje jest treningiem i tak należy go traktować. Jeśli z nami zostaniesz z pewnością będziesz pisać coraz lepiej

Witaj!
Odpowiedz
~Zdzislav 11 d.
Oczywiście miało być "Co to za karton?", a nie "Co to karton?"
Odpowiedz
~Kalia 2 d.
Zdzislav Cześć, trochę mi zeszło, żeby odpowiedzieć, ale dziękuję za opinię. Tak, historia ma swój większy zamysł i w opowiadaniu ujęłam jej zmodyfikowany wycinek. Mam w planach napisanie całości, a jeśli chodzi o karton to pomysł był taki, że Cole i Diana przed zagrzebaniem Satana żywcem, wpakowali go w kartonową "trumnę", żeby nie wydostał się tak łatwo. A tak przynajmniej myśleli.
Jeszcze raz dziękuję i na drugi raz postaram się poprawić wszystkie błędy i wyszlifować fabułę i warsztat. Na pewno zostanę na dłużej, bardzo mi się spodobało.
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
Jest dość statycznie, w obrębie jakby jednej sceny, czy też jednego aspektu/myśli/sprawy, trochę mi brakuje akcji, ale to nie jest jakimś wymogiem dla narracji, że owa akcja musi być. Po prostu jestem minimalistką, a 12 tys. zzs to duże pole pod to, aby działo się sporo, a jeśli mniej, to nie musi być to kotłowane do limitu. Obcięłabym część opisów/przemyśleń na rzecz konkretów.
Niemniej jednak ciekawy start, z chęcią przeczytam kolejne opowiadania.
Odpowiedz
~Kalia 2 d.
Ritha Cześć, następnym razem postaram się o więcej akcji i poprawię błędy. Muszę przyznać, że przy tym opowiadaniu szybko skończyły mi się znaki.
Dziękuję za opinię.
Odpowiedz
Interesująca treść.
A jednak, to tylko scena.
Chociaż i scenę można rozciągnąć w nieskończoność.
Oj, powtarzam, się za Rithą, chociaż nie chciałem.
Masz w sobie mnóstwo dynamicznej wyobraźni, Kalia.
Moim zdaniem będziesz coraz lepsza w kolejnych odsłonach TW.

A swoją drogą pomyślałem sobie, żeby jedną scenę rozciągnąć w czasie, z akcją wychodzącą poza czas.

Jerzy Edmund Alchemik

Też uczę się zapisu w prozie.
Odpowiedz
~Kalia 2 d.
Alchemik Hej, dzięki. Mam tendencję do rozciągania scen, aż za bardzo. Postaram się poprawić.
Odpowiedz
Akcja toczy się wolno, więc to bardziej jak rozdział książki, niż zamknięty twór.
Językowo bardzo ładnie i poprawnie. Emocjonalnie obok tarczy z moim gustem.
Pozdrox
Odpowiedz
~Kalia 2 d.
Canulas Dzięki za opinię, wiem, że mogło być lepiej. Ale mam nadzieję, że wyjdzie mi następnym razem.
Odpowiedz
coś ma
podoba mi się
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.