online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
A kto umarł, ten pamięta #1
>
Praca Wyróżniona
Tagi: #tw #treningwyobrazni #bladystrach

TW #3 Zła się nie ulęknę

 Postać: Gość z obrazu

 Zdarzenie: Ostatni dzień lata

 

 

 ~ Ostatni dzień wiosny ~

 

 – Entliczek… – krok naprzód – pentliczek… – a za nim kolejny – czerwony… – i jeszcze jeden – stoliczek… – wspólnie złożyły się w spacer, który stopniowo nabierał prędkości. – A na tym stoliczku… – półobrót na skraju wąskiej barierki skończył się nagłą utratą równowagi – pleciony koszyczek!

 Trzask łamanych kości usłyszeć mogły tylko zrywające się do lotu ptaki.

 

 ***

 

 – Zwolnij! Hej! Co z tobą?! Czekaj!

 – Chodzi lisek koło drogi! – Przyspieszyła, pedałując coraz bardziej zawzięcie, by zostawić wszystko i wszystkich w tyle.

 – Że co?!

 – Nie ma ręki! – Zakręt był ostrzejszy niż się wydawał, a ona przecięła go równie gładko, jak nóż wchodzi w masło. – Ani nogi!

 Spotkanie z wielotonową przeszkodą zabarwiło czerwienią połać rozgrzanej słońcem drogi, nie pozostawiając żadnej ręki, a tym bardziej nogi.

 

 ***

 

 – Z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruga. – Płomień przeskoczył żwawo z zapałki na knot świecy. – Chodź, opowiem ci bajeczkę, bajka będzie… – palce zanurzyły się w ogniu, jakby niewrażliwe na jego ciepło – …dłuuuga.

 Nie minęło wiele czasu, nim wzbierająca fala pożogi z nagłym zapałem pochłonęła zarówno martwą, jak i dopiero umierającą naturę. Bajka była krótka, choć szalenie zajmująca.

 

 ***

 

 ~ Ostatni dzień lata ~

 

 Znowu śniło mu się, że umiera.

 Dławił go strach, nienazwany żadnym imieniem, a jednak bardziej realny nawet od bólu zbyt mocno zaciskanych pięści. Ciężką natłokiem myśli głowę oblepiała gęsta sieć niepokoju, który podkradał się cichym krokiem pająka, szeptem obiecując, że obaj zostaną tu na zawsze. Razem.

 Przeważnie właśnie wtedy zaczynał krzyczeć.

 – Stul dziób albo urżnę ci cholerny jęzor. – Groźba powtarzała się za każdym razem, choć uwierzył już za pierwszym. Wierzyłby, nawet nie poznawszy przelotnie metalicznego posmaku ostrza. Wciąż go pamiętał, zapomniał jednak, kiedy to się tak naprawdę zaczęło. A jak długo trwało? Całą wieczność. Jakieś kilkaset wieczności.

 Ciemność smakowała wtedy krwią, pachniała stęchlizną i opowiadała wciąż te same smutne historie. Wiele wieczności później powtórzył je wszystkie swojemu terapeucie, który kiwał tylko głową jak nakręcana zabawka.

 „Trauma to nie katar, nie mija samoistnie po siedmiu dniach” – tylko tyle umiał rzec. „Ani nawet po siedemset siedemdziesięciu siedmiu” – Stach uzupełnił w myślach jego wywód. Zrozumiał wówczas, że kleszcze własnego lęku są gorsze od więzienia – nie wiesz nawet, na ile cię skazano i nie możesz liczyć na złagodzenie wyroku za dobre sprawowanie.

 Dziś znów zbudziły go wynurzające się z pamięci krzykliwe nagłówki gazet i tytuły telewizyjnych programów sprzed paru miesięcy. Widząc je po raz pierwszy, nawet pozwolił sobie na uśmiech – takie wydawały się kuriozalne. Potem zaczęły dawać do myślenia, a teraz wracał do nich o każdej porze dnia i nocy.

 „Zbiorowa histeria czy dzieło przypadku?”, „Śmiertelna wyliczanka”, „Fala samobójstw zalała Polskę”, „Epidemia odwagi. Czy można zarazić się szaleństwem?”.

 Cała sprawa przestała go bawić, gdy ta dziwna „epidemia odwagi” stanęła z nim ramię w ramię. Waldek, który trzy miesiące temu pojechał do Strachówki zamiast Stacha, wykorzystując jego szansę na świetny artykuł, bał się pływać do tego stopnia, że unikał nawet basenów. W ostatnich zaś słowach nucił z zachwytem znaną piosenkę, „Ach, jak przyjemnie, kołysać się wśród fal”, podziwiając złocistą od słonecznych promieni taflę Wisły, zanim ta porwała go w bezpowrotną podróż.

 Wszystkich zaczął z wolna ogarniać lęk – paradoksalny, niezrozumiały strach przed odwagą. A nic nie rozprzestrzenia się szybciej od strachu. „Witajcie w moim świecie” – chciał im wówczas powiedzieć Stach, który nie zaznawszy w życiu nawet jednego dnia bez lęku, właśnie wtedy po raz pierwszy odkrył nadzieję. I po raz kolejny srogo się przeliczył.

 Teraz wreszcie zrozumiał, że musi sam sięgnąć po swoją ostatnią deskę ratunku. Góra nie przyszła do Mahometa, więc Mahomet jest już gotów, by wyjść jej na spotkanie.

 

 ***

 

 – Kości mi trzeszczą, podaj no maści, dziecko.

 Hania bez słowa sięgnęła po słoiczek. Ręka znała jego położenie na pamięć.

 – Na szczęście już ich nie mylisz. – Staruszka nabrała nieco mazi na poskręcane artretyzmem palce i zaczęła smarować nią stawy. Po chwili znieruchomiała, a na twarzy odmalował jej się wyraz nagłego olśnienia. – Wiesz, Haneczko, to chyba dziś.

 – Co dziś, babciu? – Dziewczyna nawet nie podniosła na nią wzroku, zajęta składaniem świeżo zebranego prania. Spojrzenia obu kobiet spotkały się dopiero wtedy, gdy za odpowiedź posłużyło niepewne pukanie do drzwi.

 – Dzień dobry. – Lekko zachrypnięty głos i nieśmiały uśmiech. – Czy zastałem panią… – Przelotne zerknięcie na ekran telefonu. – Hannę Chmielnik?

 – Jeżeli przyszedł pan zaproponować jakiś cudowny zestaw superostrych noży albo instalację paneli fotowoltaicznych, to dziękuję, nie jestem zainteresowana.

 Zadziwiająco szybkim i pewnym ruchem przytrzymał drzwi, gdy Hania próbowała je zamknąć.

 – Przepraszam, nie przedstawiłem się – odrzekł, jakby to miało wszystko wyjaśnić. – Stanisław Bojar, jestem…

 – Raczej nie z policji – skonkludowała, lustrując go uważniejszym spojrzeniem. – Pewnie z prasy albo radia, ale spóźnił się pan. Najświeższe kąski już dawno połknęli pańscy koledzy po fachu. Wiem, pewnie pisze pan książkę i skończyły się panu własne pomysły. Przykro mi, tu pan nic nowego nie znajdzie.

 Stach nie mógł powstrzymać uśmiechu.

 – Uprzedzali mnie, że jest pani nieprzystępna i uparta, ale miałem nadzieję, że dostanę choć szklankę wody, zanim zatrzaśnie pani za mną drzwi.

 – Chyba wiem, kto panu to powiedział. – Hania odwzajemniła uśmiech i dostrzegalnie się rozluźniła.

 – Myślałem, że jest pani nieco starsza – wyznał, coraz bardziej ośmielony rozmową. – Przyznaję, że spotkała mnie miła niespodzianka.

 Odpowiedź Hani uprzedził zniecierpliwiony głos z głębi domu:

 – Dziewczyno, wpuśćże go wreszcie do środka!

 

 ***

 

 Woda smakowała lekko słodkawo, zaś powleczone bielmem oczy staruszki zdawały się przewiercać go niewidzącym spojrzeniem. Wiedział już, że obie mieszkające tu kobiety dzieliły wspólne miano Hanny Chmielnik i były zadziwiająco chętne do rozmowy.

 – Ma pan ochotę na ciasto? – zagaiła Hania. – Domowej roboty.

 – Dziękuję, może później – odrzekł równie uprzejmie. – I proszę mi nie panować, jestem młodszy niż wyglądam. Wystarczy Stach.

 – Prawie jak strach – podchwyciła starsza Hanna. – To przez niego tu jesteś, co?

 Zaskoczenie na chwilę odebrało Stachowi mowę, więc w sukurs przyszła Hania:

 – Zostawię was samych, porozmawiacie swobodnie.

 – Zostań, dziecko. – Babcia złapała ją delikatnie za nadgarstek. – Przydasz się. – Dziewczyna bez słowa przysiadła na krześle, a staruszka zwróciła się w stronę gościa: – Widziałeś zapewne obrazy Henryka, co?

 – Wielokrotnie, choć nigdy na żywo – przyznał Stach. Malarstwo Henryka Huberta Hellera, miejscowego artysty, media już dawno łączyły w jakiś tajemniczy, nadprzyrodzony sposób z zapoczątkowaną w Strachówce falą samobójstw. Jego rodzina nigdy tego nie skomentowała, Stach był więc zdziwiony, że starsza pani sama podjęła temat. – Muszę przyznać, że są bardzo… realistyczne, pomimo tematyki, którą podejmują.

 – Dlatego nazywali go malarzem demonów. – Hanna pokiwała głową. – I wcale nie mam na myśli tych wszystkich diabłów i potworków, od których zaczynał. Chodzi mi o demony ludzkiej duszy.

 – Wiem, ponoć tworzył portrety w oparciu o bardziej duchową niż fizyczną część natury człowieka i można w nich było ujrzeć prawdę o sobie. Niekoniecznie przyjemną.

 – Dlatego były takie drogie. – Starsza kobieta krzywo się uśmiechnęła. – I takie przerażające. Nie jesteś chyba wierzący, co? – Nie zaczekała na odpowiedź, jakby uznała ją za oczywistą. – Nasza rodzina wręcz przeciwnie. Kiedy byliśmy dziećmi, ojciec co wieczór pilnował, byśmy na klęczkach odmawiali różaniec. Jeśli któreś z nas nie było uważne, zaczynaliśmy modlitwę od nowa. Dwóch moich braci zostało potem księżmi, zaś Henryk… poszedł zupełnie inną drogą.

 – Myśli pani, że miał dar od Boga?

 – Myślę, że miał dar, ale nie od Boga. – Świst wciąganego i wypuszczanego powietrza zapełnił chwilę milczenia, po której kobieta podjęła: – Długo modliłam się o nawrócenie dla Henryka, potem o ratunek dla jego duszy, aż wreszcie o mój własny spokój. I Bóg mnie wysłuchał. Odebrał mi wzrok, bym nie mogła oglądać rodzącego się bluźnierstwa.

 – Ludzie nie lubią naszej rodziny – wtrąciła niespodziewanie Hania. – Babcię nazywają wiedźmą, a o wujku Henryku od dawna mówili, że zaprzedał duszę diabłu w zamian za długie i dostatnie życie. Współczesnym Matuzalemem nie został, ale przeżył dziewięćdziesiąt sześć lat, dorabiając się niezłej fortuny. Fortuny, której nikt z nas nie chce, bo dla wiernej tradycji i Bogu rodziny stanowi ona judaszowe srebrniki.

 – Słyszałem… – Stach odrobinę się zawahał i pociągnął spory łyk wody. – A właściwie to gdzieś czytałem, że ostatnim dziełem w dorobku Henryka Hellera są wizerunki Czterech Jeźdźców Apokalipsy, każdy na osobnym płótnie.

 – To nasi goście – odparła swobodnie staruszka. – Goście z obrazów. – Uśmiechnęła się nieznacznie. – Mieszkają z nami już trzeci miesiąc, ale nie dokładają się do rachunków. Henryk twierdził, że we właściwym sobie czasie wyjdą z ram i zapoczątkują koniec świata.

 – Epidemia odwagi – mruknął pod nosem Stach, jakby zaczynając rozumieć. Któż mógł się spodziewać takiej apokalipsy?

 – Haneczko – babcia położyła rękę na przedramieniu dziewczyny – możesz mu pokazać.

 

 ***

 

 Stach nigdy w życiu nie widział niczego podobnego. Oto miał przed sobą opus magnum Henryka Hellera – cztery okryte płachtami materiału obrazy wysokości przeciętnego człowieka, ukryte głęboko w cuchnącej stęchlizną piwnicy, niedaleko worków z ziemniakami i marchewką.

 – Dlaczego ich nie sprzedacie? – Hania posłała mu wymowne spojrzenie, jeszcze zanim skończył pytać. – Wiem, że nie chcecie jego majątku, ale to… Zamierzacie je tak zostawić?

 – Babcia mówi, że nie powinny ich oglądać obce oczy.

 – Naprawdę wierzysz w tę apokalipsę? – Palce zaczęły go świerzbić ochotą na zerwanie brudnego materiału i zaspokojenie ciekawości.

 – To ty przyjechałeś tu w poszukiwaniu zarzewia tajemniczej epidemii. – Dziewczyna wzruszyła ramionami. – I to nie po to, żeby ją powstrzymać, ale żeby stać się jej częścią. Wierz mi, świat mógłby skończyć o wiele gorzej.

 Hania niespodziewanie odsłoniła pierwszy obraz, a Stach instynktownie zrobił dwa kroki wstecz.

 – Co to niby jest? – wykrztusił, rzucając towarzyszce zdziwione spojrzenie.

 – Ciemność – odparła ze spokojem dziewczyna. – Jej gość już tu nie mieszka, opuścił swój obraz jako pierwszy.

 – Stroicie sobie ze mnie żarty? – Nagłe oburzenie wytrąciło Stacha z pozornej równowagi. – Czego ja się w ogóle spodziewałem? – Pokręcił głową, śmiejąc się z własnej głupoty.

 – Czekaj. – Delikatnie złapała go za rękaw, gdy odwracał się ku wyjściu. – Powiedz mi tylko, jaki był twój sposób na strach.

 – Słucham?

 – Twoja tarcza, ochrona, coś, dzięki czemu się uspokajałeś w chwilach największej trwogi. Jakoś musiałeś sobie dotąd radzić, więc co takiego robiłeś?

 – Wyliczanka… – Uzmysłowił sobie to niespodziewanie, jakby dostał obuchem w głowę. – Jako dziecko powtarzałem wyliczankę…

 – Dodawała ci odwagi? – Hania po raz pierwszy naprawdę długo i wymownie spojrzała mu w oczy. – Czułeś się dzięki niej silniejszy?

 – Tak… Chyba tak, nie pamiętam. – Stach na chwilę ukrył twarz w dłoniach, a potem wrócił spojrzeniem w stronę ziejącego mrokiem płótna.

 – Więc dlaczego przestałeś z niej korzystać?

 – Nie jestem już dzieckiem.

 – Podobno Śmierć jest kobietą – szepnęła Hania, a Stach w tej samej chwili ujrzał, jak światło samotnej lampy podkreśla półcieniami bladość jej cery. – Nic dziwnego, wszak kobiety zawsze mają ostatnie słowo.

 Melodyjny śmiech dziewczyny rozbrzmiał tylko na krótką chwilę, urywając się, gdy ręka Stacha pochwyciła kolejną pajdę materiału.

 – Nie boję się śmierci – stwierdził, również ściszając głos. – Już nie.

 Lekkie szarpnięcie pozwoliło materiałowi łagodnie opaść na podłogę. W tej samej chwili oko jedynej żarówki wpierw cicho mrugnęło, po czym zamknęło się na dobre, pozwalalając, by stara przyjaciółka zamknęła Stacha w swoich ciasnych, lepkich objęciach.

12505 zzs

Liczba ocen: 11
99%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *alfonsyna
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 154

Opis:

W opowiadaniu znajdziecie fragment wiersza J. Brzechwy "Entliczek, pentliczek", tekstu piosenki "Ach, jak przyjemnie", znanej rymowanki "Chodzi lisek koło drogi" oraz kołysanki "Bajka iskierki". Tekst tyle razy poprawiałam, że na pewno są błędy, no ale cóż - nie umiem w te krótkie formy zupełnie. XD

Word pokazuje, że sam tekst ma 11998 zzs, żeby nie było. ;)

Dodano: 2021-05-01 18:32:32
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph
Odpowiedz
TreningWyobrazni zrobione!
Odpowiedz
~Alchemik 12 d.
alfonsyna
Alfonsyna, przyznaj się, że jesteś poetką, która nie lubi krótkich form.
Zagłębię się w tekst, a jestem uznanym czytelnikiem i recenzentem. Gdzieś tam uznanym.
Przelecenie tekstu zrobiło na mnie wrażenie. Teraz muszę przeczytać dogłębnie.
Odpowiedz
!jacek79 12 d.
z dużym wykopem
....ooooo... tyle mogłem powiedzieć po zakończeniu...tak samo reagowałem jak kończyłem „Ręka mistrza”Kinga... i to nie jest słodzenie ..... początek i jak powiązane są wyliczanki z „epizodami” wspaniałe... a później jeszcze lepiej ... lubie motywy związane z malarstwem i ich „tajemnica” .... i koniec choć się spodziewałem to i tak zrobił ogromne wrazenie ... Wroce jeszcze nie raz do tego tekstu!!!!
Odpowiedz
jacek79 wielkie dzięki, nie spodziewałam się aż tak dobrego odbioru, niezmiernie mi miło!
Odpowiedz
~jotka 12 d.
z dużym wykopem
Alfonsyna, coś Ty tu nawywijała. Jakie to dobre! Przeczytałam na szybko, później drugi raz staranniej i chciałabym jeszcze trzeci, ale muszę wrócić do swoich zajęć🤣 Świetne te miniatury z rymowankami, historia, ogólnie klimat opowieści. Ty to jesteś taka babka od rozmaitych powtórów, strachów itp
Jedno mam w sumie tylko do zarzucenia, że to nie jest część pierwsza z iluś tam 🙄
Odpowiedz
jotka a wiesz, że tak naprawdę to z tego miała być kiedyś dłuższa forma, nieco inaczej skomponowana i poprowadzona. Ja bym z miłą chęcią rozciągnęła to na coś dłuższego, bo uwielbiam dłuższe formy, no ale tak się złożyło, że na potrzeby TW musiałam jakoś to ująć w ramę. Niewykluczone, że kiedyś przerobię i rozwinę. Bardzo dziękuję za dobre słowa!
Odpowiedz
~Alchemik 12 d.
Kim jest podmiot?
Gość z obrazu?
Apokalipsa już poza zdarzeniami fizycznymi?
Teraz obecnie dusze powtarzają dawne czynności przed pożogą.
Nie wiem czym była pożoga. I to jest dobre.
Wyliczanki śmiertelne.
Ja kiedyś użyłem wyliczanki Wojtusia do pokazania pewnej miłości.
Pewnie nie jesteś zaciekawiona ale...

Użyłaś wyliczanek dla dzieci, aby sponsorować mrok. Jestem pod wrażeniem.
Twoja apokalipsa nadchodzi niewidzialna.

(A tak przy okazji związane z moim egocentryzmem. Hanna Chmielnik to prawie Alchemik.)

Czy można zarazić się szaleństwem?
Pewnie można, albo nie można.

Kim jest Stach?
Ostatni, który nie czytał wyliczanek.
Ostatni w ogóle.
Babcia, wcześniej Hania.
Smierć musiała przybyć po ostatniego.

To opowiadanie jest super.
Nie szukam zadnych aberracji stylistycznych, gramatycznych, interpunkcyjnych, bo to Ty alfonsyno jesteś od tego.
W kwestii używania wyliczanek i bajek rymowanych.
Ja użyłem Wojtusiowej wprost przeciwnie do Twojej. Do ukazania ognia miłości. W pewnym żartobliwym wierszu o miłości do mojej Rudej.https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php
Odpowiedz
Alchemik no proszę, nie wpadłam na to, że Hanna Chmielnik może się kojarzyć z Alchemik, więc fajnie, że wynalazłeś taką ciekawostkę.
A tak w ogóle to podoba mi się Twoja interpretacja - miałam nadzieję, że opko nie wyszło mi takie do końca oczywiste i chyba tak właśnie jest. Lubię wyliczanki, ten pomysł, żeby ich użyć tak naprawdę przyszedł mi do głowy na samym końcu. Jak widać wyliczanki też są wielowymiarowe.
Dzięki za przybycie i pozytywny odbiór!
Odpowiedz
~Alchemik 12 d.
alfonsyna
Nieprzypadkowo nadałem sobie taki nick - Alchemik.
Wcześniej miałem inne, ale od czasu, kiedy zacząłem publikować, jako względnie prawdziwy poeta, nadałem sobie nick, który oznacza pracę z żywiołami. Alchemia oznacza też pokrewieństwo, np. pokrewieństwo dusz. Alchemiczny związek. Dlatego na wielu portalach byłem poszukiwany jako komentator poezji. Potrafiłem wczuć się i wskazać możliwości interpretacji. W poezji jest ich wiele. To było zanim straciłem nogę. Teraz powoli wychodzę z depresji. Nie szukam tylko kamienia filozoficznego. Szukam takich opowieści jak Twoje.
Twoje opowiadanie połknąłem jako niesamowitą prozę poetycką.
Powiedz prawdę, czy pisałaś kiedyś wiersze?
Z całą pewnością będę głosował za Tobą.
Dlaczego?
Bowiem opowiadanie jest nie tylko na zadany temat.
Jest oddzielnym swoistym dziełem sztuki.
Wzrósł mi puls, kiedy przeczytałem. Pomimo braku akcji i innego sztafażu prozy.
Wiem, wiele opowiadań już napisanych jest bardzo dobrymi.
I z przyjemnością je czytałem. Sam napisałem całkiem niezłe, ale brak w nim poezji.
Jednak Twoje jest alchemicznie spokrewnione z moim czuciem.
Malarka demonów.
Nie spodziewałem się tego po Tobie, alfonsyno.
Uważam, że inni też odnajdą prawdziwą sztukę w Twoim obrazie, alfonsyno.

Interesuje mnie jak Twoje opowiadanie zinterpretują inni. Szkoda, że byłem pierwszy. I tak nie sugeruję się poprzednimi komentarzami, ale obawiam się, że koledzy mogą sugerować się mną i postąpić zgodnie albo przeciw. To taka reakcja psychologiczna.
I już czuję, jak dostaję wpieprz od Cana za takie sugestie.
Na początku byłem tu czarnym koniem. Przez niezręczne wejście niezależne ode mnie.

Odpowiedz
Alchemik szczerze - zupełnie nie nadaję się do pisania poezji, nie czuję poezji, nie nadaję się też do jej czytania czy interpretowania - w większości przypadków po prostu ona do mnie nie trafia. Więc nie, wierszy nie piszę, zdarzało mi się pisywać rymowanki, ale bardziej dla zabawy niż na poważnie.
Co do głosowania - sama nie wiem, jak zagłosuję, jutro mogą wpaść kolejne opka, może ktoś jeszcze jakoś zaskoczy?
Ale nie spodziewałam się, że może Ci się spodobać to moje opowiadanie, więc też mam dziś niemałe zeskoczenie!
Odpowiedz
~Zdzislav 12 d.
z dużym wykopem
Cudo! Dzisiaj od rana pęka mi łeb, ale i tak nie mogłem się oderwać od Twojego tekstu. Świetny początek (od razu złapałaś mnie na haczyk), genialna końcówka. Rewelacyjna klamra z wyliczankami. W ogóle pomysł na fabułę to cacko.

Dużo tu smaczków, które dobrze działają na zmysły.

"Ciężką natłokiem myśli głowę oblepiała gęsta sieć niepokoju, który podkradał się cichym krokiem pająka, szeptem obiecując, że obaj zostaną tu na zawsze." - super! (choć sam napisałbym "Ciężką od natłoku myśli...", ale z drugiej strony wcześniej masz "od bólu", więc taka pewnie przyczyna).

"Wiele wieczności później..." - lux

"– Myślę, że miał dar, ale nie od Boga." - świetne podbicie zainteresowania czytelnika (przynajmniej na mnie podziałało, jak szpila).

"Długo modliłam się o nawrócenie dla Henryka, potem o ratunek dla jego duszy, aż wreszcie o mój własny spokój. I Bóg mnie wysłuchał. Odebrał mi wzrok, bym nie mogła oglądać rodzącego się bluźnierstwa." - rewelacyjny fragment.

"– To nasi goście – odparła swobodnie staruszka. – Goście z obrazów. – Uśmiechnęła się nieznacznie. – Mieszkają z nami już trzeci miesiąc, ale nie dokładają się do rachunków." – ten fragment też. Niby żartobliwy (ze strony babci), ale zapowiada niezłą grozę i smakowitą ucztę, która następuje później.

Wypisałbym jeszcze kilka fajnych rzeczy, ale... głowa

Jednak drobna uwaga:
"pojechał do Strachówki zamiast Stacha" - tu napisałbym "pojechał do Strachówki zamiast do Stacha" (jakoś tak bardziej płynnie by mi się czytało), ale... w sumie sam nie wiem.

Bardzo mocne opko!
Odpowiedz
Zdzislav a miałam takie wątpliwości, czy to opko wyszło jako tako, ale widzę, że chyba niepotrzebnie.
Z tym natłokiem myśli tak było, jak piszesz - chciałam uniknąć powtórzenia, więc chyba musi zostać jak jest, o ile nie wymyślę na to lepszego sposobu.
A że "pojechał do Strachówki zamiast Stacha" to chodziło mi o to, że to Stach pierwotnie miał tam jechać, ale pojechał jego kolega, chyba że to jakoś nie wynika z kontekstu, to będę musiała o tym pomyśleć.
Dzięki bardzo za budujący komentarz i współczuję bólu głowy, mam nadzieję, że niedługo minie bezpowrotnie, dobrze się dziś wyśpij! Dziękuję jeszcze raz!
Odpowiedz
~Zdzislav 12 d.
alfonsyna, o rany, masz rację z tym "zamiast Stacha". Wszystko pięknie gra. Gupi jestem i tyle A ból chyba niestety covidowy, do zniesienia, ale upierdliwy bardzo
Odpowiedz
Zdzislav znam ja poniekąd ten ból, więc tym bardziej życzę szybkiego powrotu do zdrowia! Trzym się mocno!
Odpowiedz
~Zdzislav 11 d.
alfonsyna, wielkie dzięki!
Odpowiedz
~Alchemik 12 d.
z dużym wykopem
Aaa, nie oceniałem jeszcze, bo wpisywałem się bezpośrednio do odpowiedzi.
Nie musz e mówić wiele wiecej.
Alfonsyna!
Odpowiedz
~Hiraeth 11 d.
z dużym wykopem
"Opowiem Ci bajeczkę.
Był sobie król, był sobie paź
i była też królewna.
Żyli wśród róż, nie znali burz (...)
Tragiczny los, okrutna śmierć
w udziale im przypadła.
Króla zjadł kot, pazia zjadł pies,
królewnę myszka zjadła." < - najlepsza kołysanka ever

No, no, dowaliłaś do kotła tym opowiadaniem. Bardzo klimatyczne, zwłaszcza środek, w którym kumuluje się napięcie. Chciałabym dodać coś merytorycznego, ale nie za bardzo wiem co. W każdym razie - w pytkę, choć mogłoby być wincyj


Odpowiedz
Hiraeth o rany, też uwielbiam tę kołysankę, pamiętam ją dobrze z dzieciństwa. "Z cukru był król, z piernika paź, królewna z marcepana". :3
Dziękuję bardzo, bardzo. W sumie to sama bym chętnie pokusiła się na wincyj, ale na potrzeby TW musi być tyle, bo więcej nie można i o. Może kiedyś rozwinę temat. Jeszcze raz dzięki!
Odpowiedz
Hiraeth uwielbiam tę bajkę

Odpowiedz
z dużym wykopem
Przemasakrycznie mocna edycja, ale niestety zmuszony jestem Cię nienawidzić. Chodzi o pomysł z tymi samobójstwami i wyliczankami. Kurde, żałuję bardzo, że na to nie wpadłem. Musimy Cię zabić.
Kapitalny tekst. (Nie pierwszy w tej edycji).
Odpowiedz
Canulas oj, dajcie chociaż chwilę przewagi, żebym się mogła ukryć!
Hm, teraz to nie wiem, czy mam dziękować, czy nie, ale no... Dzięki.
Odpowiedz
alfonsyna trza Cię zabić, niestety. Szanowne kolegium od schodowych zepchnięć już spisało dekret.
Odpowiedz
Canulas dobra, to będę jeździć windą!
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
z dużym wykopem
To. To opowiadanie powinno wygrać. Dziękuję, do widzenia.
Odpowiedz
Ritha szanse są marne, ale dziękuję, się zawstydziłam aż!
Odpowiedz
Ritha P.S. Tam są polskie imiona przecie!
Odpowiedz
alfonsyna po próżnicy, milejdi hałaputą rzeczysz. Przecie już pobiegła. Jeszcze przecie wypięta z kłacząt wstążeczka powiewa na wietrze. Chodakowy dwutakt odbić w błotnisku wybity kierunkuje cel jej kolejnych wizyt. Na próżno Polskość przywołujesz w krzyku. Już zamilknij. Przestań.
Za późno.
Rita łodbiegła, floretować punkciszcza we sprawiedliwości własnej, dawać oligarchom naszej wioski, co i tym maluczkim.
Odpowiedz
Canulas No i po ptokach, nawet Polskość nie taka straszna jak jo malujo! Idem zmilczeć.
Odpowiedz
~jotka 9 d.
Ritha
Jestem tego samego zdania, trzymam za alf dwa kciuki 😁

Odpowiedz
*Ritha 8 d.
Can

No tak, Polskość jest tu minusem, Alfonsyna, ale mimo wszystko :P
Odpowiedz
z dużym wykopem
Chyba odkryliśmy nowe prawo, zgodnie z którym jeśli ktoś jęczybuli, to oznacza, że prawdopodobnie stworzył coś godnego uwagi. Tak przynajmniej jest w tym przypadku.
Świetny motyw, takiej apokalipsy jeszcze nie było. Wyliczanki, motyw z malarzem demonów i wizytą Stacha u Hani i Hanny – myślę, że swobodnie mogłabyś to rozszerzyć i stworzyć dłuższe, jeszcze smaczniejsze opowiadanie. Zwłaszcza, że krótkie formy są Ci nie w smak. Przemyśl to
Odpowiedz
CptUgluk widzisz, coś w tym jest - we troje najwięcej narzekaliśmy na swoje opka, a ostatecznie okazało się, że publika jest im znacznie bardziej przychylna, więc może trzeba jednak trochę ponarzekać?
To miało być dłuższe opowiadanie, w każdym razie pierwotny pomysł był na dużo dłuższe opowiadanie, na potrzeby TW nie mogłam aż tak szaleć, ale niewykluczone, że się pokuszę, by to rozbudować, bardzo mnie motywuje pozytywny odbiór do takich działań. Dzięki wielkie!
Odpowiedz
CptUgluk aaaa i dzięki za zestaw, na który też początkowo trochę marudziłam, ale to było dawno i nieprawda!
Odpowiedz
alfonsyna no widocznie trochę ponarzekać nie zaszkodzi, grunt, żeby nie przesadzić, bo słuchacze tez mają swoje granice
Jak masz pomysł, to rozbudowuj, publika, jak widać, aprobuje
A z tym marudzeniem, to może i dawno, ale na pewno prawda!
Odpowiedz
CptUgluk oj tam, oj tam
Dla publiki wszystko, więc za jakiś rok będzie z tego powieść!
Odpowiedz
alfonsyna o kurka, myślałem, że opowiadanie, wówczas rok to by był dlugi czas oczekiwania. Ale jak celujesz w powieść... czas start
Odpowiedz
CptUgluk jak się bawić to na całego, co se będę żałować
Odpowiedz
alfonsyna Świetny tekst !
Odpowiedz
behemot48 dziękuję bardzo
Odpowiedz
Dużą przyjemność z czytania tego opowiadania miałam.
Odpowiedz
Jozefina bardzo się cieszę, dziękuję serdecznie!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Świetne opko, takie naturalne, nienachalne, bardzo lubię Twój styl pisania. Bardzo wciągająca historia, bardzo klimatyczna. Wgl. cały początek sobie śpiewałam, początek jest tu mocnym kopem.
Odpowiedz
Adelajda bardzo się cieszę, że się spodobało, ja sobie w sumie trochę nuciłam przy pisaniu.
Dziękuję!
Odpowiedz
Gratulacje
Odpowiedz
jacek79 dziękuję!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Gratki
Odpowiedz
behemot48 dzięki!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Podobno jeden obraz wart więcej niż tysiąc słów... Cholera, to te 11998 zzs jest warte więcej niż nie jeden obraz!!! Świetne!!! Ależ Ty potrafisz zbudować nastrój... No dobra nie będę się rozpisywał, bo pisać nie umiem... To znaczy, dopóki nie przyszedłem na ten portal, wydawało mi się, że pisać umiem, nauczyli mnie w podstawówce.... Teraz już wiem, że stawiam tylko znaki, które są tylko liczbą w liczniku zzs... Więc nie siląc się na więcej niż potrafię, napiszę: Wyborne!! Gratuluję Alfonsyno!
Odpowiedz
WSzaniawski niezmiernie mi miło i bardzo dziękuję za tak pozytywną opinię, na pewno będzie dla mnie motywacją do dalszych starań!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.