online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Tagi: #legenda

TW#3 Legenda Ludów Wyspy

  #mag ognia/składanie ciał w ofierze/ efekt - postać ze sceny na scenę się rozpada

 

 Twarz miała utkaną ze zmarszczek poprzeplatanych na czole mocnymi wyżłobieniami co nadawało jej ironicznego wyrazu. Pośrodku iskrzyły się bladoniebieskie oczy, które kryły w sobie historię świata, jednak nikt nie mógł tego dostrzec, bo nikt w te oczy spojrzeć nie śmiał. O jej wzroku, podobnie jak o niej samej, ludzie opowiadali przeróżne legendy, a wszystkie źródło swe miały w strachu jaki wywoływała w innych. Była tak stara jak Wyspa, czasem zdawać się mogło, że ona sama jest Wyspą. Mówiono o niej Ostatnia.

  O mnie też mówiono Ostatnia, ostatnia z Doliny, byłam bowiem ostatnią kobietą o skórze niemal przezroczystej, oczach przejrzystych jak wody w morzu okalającym naszą Wyspę

 i włosach tak jasnych jak pajęczyna. Kobiety takie jak ja rodziły się z kobiet znad morza, ale odbierane były rodzicom i wychowywane były wyłącznie w Dolinie.

  Raz na siedem lat wybierano siedem kobiet z Doliny na ofiarę dla Wyspy. Jako, że w Dolinie z kobiet zostałam tylko ja, zabrano mnie siłą, mnie Ostatnią, by wpierw postawić przed jej oblicze, skoro byłam jedyną do złożenia w ofierze. Ona natomiast była ostatnim z Wielkich Magów Ognia, którzy rządzili na naszej Wyspie. Ona nosiła prastare imię Nea, co oznacza Ta Która Wszystko Widzi, ja natomiast - Ti-Rua, co oznacza Piękno Świtu choć w umysłach większości byłam Ostatnią z Doliny.

  Teraz zostałam wepchnięta do środka jurty Nei, zmuszona do złożenia jej pokłonu i opuszczenia głowy by uniknąć spoglądania w jej twarz. Nea. Jednak przyglądałam się jej spod przymkniętych powiek. Krzątała się wokół niedużego kociołka zawieszonego nad paleniskiem. Była niska, a kształt sylwetki był nieuchwytny. Głowa okolona była setką czarnych drobnych warkoczy, splecionych mocno od nasady czoła i spływających aż do podłogi. Była odwrócona do mnie tyłem i miała majestatyczny wygląd. Widziałam ruch jej dłoni. Były oliwkowe i wytatuowane, tak jak dłonie wszystkich kobiet z Wyspy. Wyjątek stanowiły kobiety z Doliny. My należałyśmy do Wyspy, byłyśmy jej własnością, tylko ona mogła czynić znaki na naszym ciele. Pozostali mieszkańcy tworzyli wspólnotę, mieszkali blisko morza, a my - za Wielkim Lasem w Dolinie. Magowie zaś, mieszkali u stóp Gorącej Góry w jurtach, gdzie wiedli pustelniczy tryb życia. A przynajmniej tak myślałyśmy my, żyjące w Dolinie.

 Przywiedli mnie do niej mężczyźni ze starszyzny. Wrzucili do jurty i oddalili się.

 

 Nea odwróciła się raptownie, czym mnie zaskoczyła, podniosłam wzrok, nasze spojrzenia skrzyżowały się.

 - Harda i zuchwała - powiedziała cierpko idąc w moją stronę z kielichem pełnym napoju. - Wypij. To część rytuału.

 

 Wzięłam kielich, zbliżyłam ostrożnie do ust, nim go przechyliłam, jego zapach zawirował w mych nozdrzach, nie znałam go, nie przywodził na myśl żadnych wspomnień. Zanurzyłam usta, napój ospale spływał mi wzdłuż przełyku. Spojrzałam na Neę i zamarłam. Unosiła się w powietrzu w pozycji siedzącej, ale nie była już tylko jedna Neą, było ich pięć. Obróciłam głowę w bok i zobaczyłam kolejne. Rozejrzałam się bardzo powoli dookoła i wszędzie była Nea, a raczej były jej dziesiątki. Unosiła się w powietrzu i śmiała się chrapliwym głosem. Było mi niedobrze, miałam wrażenie, że mój brzuch staje się balonem, że ktoś w niego dmucha

 i dmucha as on robi się coraz większy i większy. Instynktownie chwyciłam się za brzuch

 i chciałam wybiec z jurty. Nie byłam w stanie, nogi miałam miękkie niczym z plasteliny. Spojrzałam w dół, moje nogi były z plasteliny!? Nie mogąc zrobić żadnego kroku rzuciłam się na ziemię, zaczęłam się turlać, w stronę wyjścia z jurty. Udało się - wypadłam na trawę. Spojrzałam na słońce, miało karminowy kolor, a w dodatku wydawało mi się, że słońce śpiewa żałosną pieśń. Rozejrzałam się, na polanie przede mną stały moje siostry złożone w ofierze wiele lat temu. Ich perłowe twarze tak nieskończenie piękne, ich przezroczyste oczy odbijające strach i ta słodka pieśń na ich ustach, splecione w uścisku, a pod ich bosymi stopami stos ofiarny. Przy nim Nea trzymająca ogień w dłoniach.

 - Poczuj ich strach, spijaj go - dochodzą mnie słowa Nei i choć nie patrzy w moją stronę to wiem, że są do mnie skierowane.

 Nie mogę biec, więc pełznę przez zarośla w ich stronę. Bunt przeciw tradycji naszej Wyspy, przeciw Nei, pcha mnie do przodu. Jest coś jeszcze, czego dotąd nie znałam. My kobiety z Doliny nigdy nie buntowałyśmy się przeciw zwyczajom Wyspy, akceptowałyśmy nasz los, żyłyśmy w siostrzanym kręgu, czerpiąc pociechę z natury. Jednak ja sprzeniewierzyłam się zwyczajom i oddałam serce i ciało mężczyźnie spoza naszej Wyspy, Obcemu, jak zwałyśmy przybyszów z odległych krain, którym udawało się dotrzeć do brzegów naszej Wyspy. I teraz w mym łonie rodziło się życie. Zgodnie z legendą złożenie w ofierze brzemiennej mogło skończyć się rzuceniem klątwy przez Wyspę na jej mieszkańców.

  Pełzne przez zarośla, dłonie pokrywa ziemia, nie przypominają już swej dawnej perłowej postaci. Są dłońmi wojowniczki, brudzę więc twarz ziemią by i ona należała do wojowniczki. Pełznę dalej, a gdy podnoszę twarz znad trawy czuję dotyk szat Nei na policzku. Leżę u jej niewidocznych stóp jak niewolnik. Moje siostry płonące na stosie ofiarnym śpiewają prastarą pieśń o uczuciu, które połączyło pierwszego maga ognia z mieszkanką Wyspy o bladym licu, która zrodziła mu potomka, którego fale poniosły na daleki brzeg.

  Słowa pieśni wzburzyły Neę, jej oczy zaczęły płonąć żywym ogniem. Spojrzała na mnie, wyciągnęła w moją stronę swe długie palce i dotknęła nimi brzucha.

 

 - Czuję w tobie życie.- syknęła, a ogień w jej oczach zniknął, podobnie jak płomień pod stosem ofiarnym.- Oddaj mi go - wychrypiała.

 - Nigdy - krzyknęłam i odepchnęłam jej rękę. Już nie jestem Kobietą z Doliny. Teraz jestem Wojowniczką, jestem wolna, a ty wiesz co to znaczy. Nie czułam już lęku przed Neą, spojrzałam jej prosto w oczy.

 

 Nea pogarbiła się, jej ręce zaczęły drżeć.

 - Nie, nie, nie wolno ci - krzyczała.

 - Ale było już za późno, bo ujrzałam historię Wyspy odbitą w jej oczach. Każde zdarzenie jakie widziałam powodowało, że ciało Nei się wykrzywiało, twardniało, aż stało się drzewem, wierzbą płaczącą . Wiatr zawiał, poruszył liście wierzby, które zanuciły prastarą pieśń.

 W słońcu liście mieniły się perłowo jak cudne twarze mych sióstr.

 

 Zamieszkałam wśród ludzi znad morza, powiłam syna. Wieczorami wygląda powrotu tego, któremu oddałam serce i ciało. Jestem Ostatnia, Wyspa nie zrodzi już więcej kobiet o perłowym ciele i włosach tak jasnych jak pajęczyna. Pozostaną po nas wierzby.

 

 

6587 zzs

Liczba ocen: 2
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Jozefina
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 126

Opis:

Dodano: 2021-05-01 23:22:03
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph
Odpowiedz
Hej, uwaga techniczna: wpisz, proszę, swój zestaw na początku tekstu, żeby każdy mógł od razu zobaczyć, z czego miałaś się wywiązać. Przeczytać wpadnę prawdopodobnie jutro, ale wpadnę na pewno.
Odpowiedz
~Hiraeth 11 d.
Uszanowanko, takie uwagi na początek:
Masz sporo zgubionych przecinków – wypisywanie każdego zgubionego znaku nie ma sensu, bo to pierdołki, ale śmiało na Twoim miejscu przejrzałabym tekst jeszcze raz i wyłapała, co się da.
Ale jedziemy – w drugim zdaniu masz dziwnie rozłożony akapit i ucięte zdanie.

* „ludzie opowiadali przeróżne legendy, a wszystkie źródło swe miały w strachu” - źródła/ można zakombinować, że chodzi o „pierwotne źródło”, czerpiące ze strachu, ale trzeba przebudować całe zdanie

* „ Mówiono o niej Ostatnia.” – „Ostatnia”

Troszku mi to zgrzyta, że „Dolina” czy „Wyspa” to nazwy własne, które na dodatek są… dolinami i wyspami. Kiedyś czytałam książkę, w której miasto nazywało się „Miasto” i nie był to najlepszy zabieg, który spotkałam.

* „przejrzystych jak wody w morzu okalającym naszą Wyspę
i włosach tak jasnych jak pajęczyna.” - > tutaj też się rozjechało zdanie

* „ Kobiety takie jak ja rodziły się z kobiet znad morza” - > to zdanie mi zgrzyta. I nie chodzi tu tylko o zgubione przecinki i powtórzenie. Zmieniłabym na „Kobiety, takie jak ja, pochodziły zza morza”.

* „ale odbierane były rodzicom i wychowywane były wyłącznie w Dolinie.” – powtórzenie „były”

* „Ona natomiast była ostatnim z Wielkich Magów Ognia” – ostatnią

* „Teraz zostałam wepchnięta do środka jurty Nei, zmuszona do złożenia jej pokłonu i opuszczenia głowy by uniknąć spoglądania w jej twarz. Nea.” - > niepotrzebnie to „Nea” na końcu

„. Była niska, a kształt sylwetki był nieuchwytny.” – trochę czepialstwo, ale drugi zwrot w tym zdaniu nie ma sensu. „Nieuchwytny” mógłby być, gdyby bohaterki nie były tak blisko siebie

„ Przywiedli mnie do niej mężczyźni ze starszyzny. Wrzucili do jurty i oddalili się.” Zmieniłabym kolejność zamieszczenia tego zdania; bo gdy dajesz je na końcu akapitu – gdzie już na początku wspomniałaś, że bohaterka została wrzucona do jurty – potem następuje ekspozycja świata przedstawionego i ponownie umieszczasz informację, że postać jest wepchnięta – to nie dość, że powtórzenie, to czytelnik pamięta, co stało się kilka zdań temu

„ Wzięłam kielich, zbliżyłam ostrożnie do ust, nim go przechyliłam, jego zapach zawirował w mych nozdrzach, nie znałam go, nie przywodził na myśl żadnych wspomnień.” - > mnóstwo zbędnych zaimków

* „Nie byłam w stanie, nogi miałam miękkie niczym z plasteliny. Spojrzałam w dół, moje nogi były z plasteliny!?” - > powtórzenie, no i troszku to naprawdę dziwna konstrukcja zdań

„Spojrzałam na słońce, miało karminowy kolor, a w dodatku wydawało mi się, że słońce śpiewa żałosną pieśń.” – powtórzenie „Słońce”

* „Są dłońmi wojowniczki, brudzę więc twarz ziemią by i ona należała do wojowniczki.” – biorąc pod uwagę to, że bohaterka właśnie ma zostać złożona w ofierze fakt, że maluje sobie na twarzy badassowe znaki i … pełznie nabiera karykaturalnego efektu, w którym to, co postać myśli o sobie w ogóle nie przekłada się na to, kim jest

* „ - Nigdy - krzyknęłam i odepchnęłam jej rękę. Już nie jestem Kobietą z Doliny. Teraz jestem Wojowniczką, jestem wolna, a ty wiesz co to znaczy. Nie czułam już lęku przed Neą, spojrzałam jej prosto w oczy.” – zły zapis dialogowy

* „ - Ale było już za późno, bo ujrzałam historię Wyspy odbitą w jej oczach. Każde zdarzenie jakie widziałam powodowało, że ciało Nei się wykrzywiało, twardniało, aż stało się drzewem, wierzbą płaczącą . Wiatr zawiał, poruszył liście wierzby, które zanuciły prastarą pieśń.” – ponownie zły zapis. Wychodzi na to, że całą tę frazę bohaterka mówi, a nie widzi

No dobra, tyle z uwag o charakterze gramatycznym.

Dobrze widzieć, że próbujesz, starasz się opisać historię z własnym światem przedstawionym. Ciągle ćwicz, a będzie coraz lepiej.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to za dużo ekspozycji i nieścisłości – nie ma co łopatologicznie przekazywać zasady uniwersum, jeśli to tylko suche frazy, wplecione w narrację. No i kulminacyjny moment – gdy bohaterka, sztucznie kreowana na jakąś silną i hardą postać, ma zostać złożona w ofierze – po prostu wyczołguje się, mimo że jest naćpana i ma halucynacje (oraz całe życie jest uczona uległości, zostaje zabrana z rodzinnego środowiska) – a jej rywalką jest doświadczona wiedźma (pomijając to, że wystarczyło spojrzeć w jej oczy, by się kobiety pozbyć – toż wszelkie legendy o niepatrzeniu komuś w oczy biorą się z tego, że patrzącemu dzieje się krzywda, a nie na odwrót.)
A potem nadchodzi plot twist – nie można bohaterki zabić, bo jest w ciąży. Nic to, że nagle mężczyźni, którzy zmuszali kobiety z Doliny do bycia złożonymi w ofierze po prostu znikają i nie ma w ogóle konsekwencji tego, że zabita („zmieniona w wierzbę&rdquo zostanie ich… przywódczyni? Główna kapłanka? Jeśli mieszkańcy Doliny byli podlegli wobec mieszkańców Wyspy (wszak na doliniarzy składały się porwane kobiety), to fakt, że bohaterka zwyczajnie ucieka i żyje sobie z dzieckiem, jest… dziwne. Nawet, jeśli ucieka zza morze i nie ma już styczności ani z Wyspą ani z Doliną. No jak to, musiała mieć czas, by to zrobić – larum i tak powinno zostać podniesione.
To dotychczasowe ofiary nie miały żadnego znaczenia, bo wystarczyło zajść w ciążę, żeby uniknąć cyklicznych morderstw niezwykle rzadkiej grupy etnicznej - wszak bohaterka jest „ostatnią” ze swoich? I dlaczego mieszkańcy Doliny po prostu przestają istnieć – wszak żyła tam tylko jedna kobieta; a to jest praktycznie niemożliwe. Chyba, że to jakaś mroczna wizja Smurfów.
Jak widzisz, świat przedstawiony bardzo, ale to bardzo mi się rozjechał. Chyba lepszą opcją byłoby albo dopisanie czegoś – zużyłaś tylko połowę możliwego limitu, śmiało możesz dodać więcej – albo zmienienie kulminacyjnego momentu na inny, który będzie konsekwentnie trzymał się tego, co dotychczas stworzyłaś.

Nie martw się; masz dobre podstawy, całkiem kreatywne podejście, tylko – jak przed każdym – wiele nauki : )


Odpowiedz
Zaczynając od spraw technicznych - jest sporo powtórzeń, zwłaszcza słowa "był" we wszystkich jego możliwych odmianach. Na początku dużo też powtarzasz "kobiety/kobieta" - ogółem warto zwrócić uwagę na to, by szukać jakichś synonimów albo próbować nieco inaczej formułować zdania - wbrew pozorom jest to bardzo istotne dla samej przyjemności i płynności czytania.
Nie będę już powtarzać za wiele po Hiraeth, ale zgadzam się z nią w wielu kwestiach. Zbyt "łopatologicznie" traktujesz świat przedstawiony - niepotrzebnie wyjaśniasz go wprost - tak, jakbyś komuś opowiadała przy ognisku i chciała koniecznie wszystko wyjaśnić, a trochę nie na tym to polega. Świat dużo lepiej pokazywać poprzez akcję, zachowanie i słowa bohaterów, poprzez powolne wprowadzanie czytelników w klimat - nie musisz podawać wszystkiego na tacy, niech czytelnik sam pokombinuje, wówczas bardziej się zaangażuje i uwierzy w Twoją wizję.
Kolejna rzecz - mnie nie przekonałaś, tak po prostu, ani historią, ani bohaterami, a już najmniej zakończeniem, które wydawało mi się nie mieć żadnych podstaw przyczynowo-skutkowych. I to wszystko właśnie wiąże się ze sposobem przedstawienia historii - być może miałaś dobry pomysł, ale nie pokazałaś go wiarygodnie i przekonująco. Mam też taki przykład:
"nogi miałam miękkie niczym z plasteliny" - najpierw wprowadzasz w świat, który wydaje się w pewien sposób fantastyczny, oparty na magii i wierzeniach, bohaterka wchodzi do jurty i bierze udział w rytuale, a tu nagle pojawia się porównanie do plasteliny, która nijak ma się do świata przedstawionego. Podejrzewam, że ludzie mieszkający w jurtach na wyspie mogli nie znać czegoś takiego jak plastelina, a jeśli znają to trzeba by to jednak jakoś poprzeć, uargumentować, wyjaśnić zasadność tego porównania. Na takie drobiazgi koniecznie musisz zwracać uwagę.
Jeszcze na koniec - zapis dialogów nieco kuleje, polecam więc poradnik: https://t3kstura.eu/Pomoc/dialogi.p
Podsumowując: dużo ćwicz, pisz i przede wszystkim czytaj dobre książki - to bardzo ułatwia uczenie się i utrwalanie dobrych nawyków. Doceniam pomysł, musisz jednak doszlifować warsztat.
Powodzenia i pozdrawiam!
Odpowiedz
~Alchemik 11 d.
Będę okrutniejszy.
Tekst nie zrobił na mnie wielkiego poruszenia, choć nie jest zły.
Poszłaś w baśń, a właściwie mit narodu.
To wcale nie oznacza, że Twój tekst jest zły, bo takie opowieści mogą być doskonałe. Jest nieco niedojrzały, a Ty z pewnością napiszesz dojrzalsze teksty, bo zapowiada się na to.
Bo przecież czytałem z przyjemnością, choć czasem musiałem się skrzywić, Józefino.
Bardzo dobrze trafiłaś wstępując na ten portal.
Tu nauczysz się i dojrzejesz.
Bylebyś tylko nie zarzucała takiego pisania.
Przyjrzyj się jednak mistrzom tego portalu.
Mogliby wydawać i zbierać za to tantiemy.

Dążą do tego, choć moim zdaniem przerośli już wielu z wydawanych autorów. Życie jest niesprawiedliwe.
Odpowiedz
Witam,

Opowiadanie jest przesycone poezją, zwiewnymi, klimatycznymi porównaniami, które osobiście uwielbiam, ale i patosem - co nieco zaburza odbiór.
Warto popracować nad budową zdań, przecinkami i powtórzeniami (których lepiej unikać).

Do mnie to opowiadanie trafiło. Nie jest idealne i ma sporo mankamentów, ale jeśli wprowadzi się powyżej wynotowane poprawki, może zauroczyć.
W każdym razie mnie urzekły opisy.
Widzę tu potencjał i mam nadzieję, że w kolejnych opowiadaniach będzie coraz lepiej.
Pozdrawiam
Odpowiedz
~Jozefina 11 d.
Agnieszko, dziękuję za dobre słowo.
Odpowiedz
~Jozefina 11 d.
Hej, dwa słowa ode mnie. Dziękuję za wszystkie uwagi, bezcenne. nie spodziewałam się analizy tekstu.

(i) Zaczęłam pisać w październiku ubiegłego roku.
(ii) jestem prawnikiem więc synonimów nie używam 😉

Odpowiedz
Not great, not terrible. Nawet ciekawy pomysł, może pociągnij pomysł z historią ludu znad morza. Zarys świata jakiś jest, niby mała enklawa, zasnuta mgłą tajemnicy, ze swoimi wynaturzeniami i dziwacznymi zwyczajami - jest o co walczyć Jozefina.
Odpowiedz
coś ma
Helloł
Trochę do roboty jest, ale biorąc pod uwagę staż - jest ok.
Czasem można coś w samej konstrukcji dokręcić, by oddalić zapisowa monotematyczność.
Np: " Teraz zostałam wepchnięta do środka jurty Nei, zmuszona do złożenia jej pokłonu i opuszczenia głowy by uniknąć spoglądania w jej twarz. Nea. Jednak przyglądałam się jej spod przymkniętych powiek." - tutaj masz aż trzykrotne dookreślenie w słowie "jej".

Można sporo wyjąć z tekstu, ale Twój krótki staż jednak powoduje, że nie ma co ładować wszystkich porad na raz. Pisz na spokojnie, publikuj, rozwijaj się.
Pozdrox
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
Myślę, że wszystko już zostało powiedziane o tym opowiadaniu. Tak to jest z pierwszymi opowiadaniami w TW, że jest co poprawiać i nad czym pracować, ale jest też przysypane tym chaosem potencjał. Z chęcią przeczytam kolejne
Odpowiedz
coś ma
Cześć! Wymyśliłaś ciekawy świat, z potencjałem, do tego dorzuciłaś fajną intrygę. Kreatywne jądro jest jak najbardziej na plus. Pozostaje kwestia opisania go słowami. I tutaj można jeszcze odrobinę popracować. Ale to wszystko na spokojnie - praktyka czyni mistrza. Witaj w TW!
Odpowiedz
Tytuł adekwatny – Twój tekst rzeczywiście czytało się jak legendę Ciekawy pomysł z wyspą (oczami wyobraźni widziałem tropikalny, malowniczy ląd otoczony lazurową wodą), jednak tak jak mówili przedmówcy – językowo można trochę dopracować. Rzucają się w oczy powtórzenia, dużo "był"-ów, których można się pozbyć, zmieniając konstrukcję zdań, i "jej"-ów, których w ogóle w niektórych miejscach nie trzeba było wstawiać Warto zwrócić uwagę, bo takie detale bardzo wpływają na odbiór tekstu. Jednak, jak to się mówi, nie od razu Rzym zbudowano, każdy od czegoś zaczyna. Fajnie, że zdecydowałaś się dołączyć do zabawy, wierzę, że wyniesiesz z niej cenne doświadczenie i otrzymasz przydatny feedback. No i mam nadzieję, że w kolejnej edycji również weźmiesz udział. Witaj w TW
Odpowiedz
czytając aż dostałam dreszczy
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.