online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno

TW#3 - Mniejsze zło

 TW#3 - Mniejsze zło

 Postać: Sanitariusz

 Zdarzenie: Nocne schadzki

 Efekt: Nadchodzą tysiące Zombie. Ostatni twój zachód słońca, schodzisz do bunkra, być może na zawsze. Opisz co czujesz.

 

 Wcześniej

 Doskonale pamiętam ostatni raz, kiedy zroszony potem, krwią i żółcią schodziłem po spękanych schodach do schronu. Słońce zatapiało się powoli w cudnym oceanie, a wraz z nim ja nurzałem się w nędznej otchłani ciemności – schronieniu wszystkich, którzy nieśli pomoc w zarazie oraz ozdrowieńców. Liczyłem na to, że następnego dnia, tak jak słońce wyjdę na powierzchnię, by rzucić ciepłe, zbawienne światło na oblicza tych wszystkich, którzy cierpieli z powodu choroby - zgnilizny. Chciałem zapewnić im jeszcze wiele wschodów i zachodów słońca. Wszczepić w nich wolę walki. Wybić im z głowy umieranie.

 Podczas gdy ja walczyłem z zarazą opanowującą ich ciała za dnia, oni musieli mierzyć się ze swoimi zmartwychwstałymi bliźnimi nocą.

 Wszyscy ci, którzy postanowili poddać się przedwcześnie, popełniali samobójstwo, by nocą powstać z martwych. Jeden mieli cel. Zrekrutować swoje zdrowe rodziny do ich chorej i zepsutej armii. Z obcymi walczyli chorobotwórczą żółcią, natomiast z bliskimi słowem. I wbrew wszystkiemu co o tym myślicie, nie to pierwsze było najgorsze. Słowo zabijało najszybciej, jeżeli tylko padło na żyzną glebę. Słowo, to obietnica, że gdy przestaniesz walczyć o życie na ziemi i zgodzisz się na samobójczą śmierć, wtedy przestaniesz cierpieć. Przestaniesz już być szkaradną istotą z gnijącym ciałem, staniesz się zombiakamiem, zupełnie innym niż te, które ukazywane są w licznych horrorach. Wpółumarli, bo tak ich nazywamy, przypominali bohaterów z Mody na sukces, wszyscy mieli idealnie białe zęby i towarzyszyła im jakaś dziwna poświata. Ci których choroba pokonała w sposób naturalny, po prostu ulegali rozkładowi, zasilali ściółkę leśną pobliskiego lasu. Ozdrowieńcy zaś, zamieszkiwali nasze bunkry. Właściwie nigdy nie opuszczali schronów. Chcieli przeczekać te ciężkie czasy w podziemiach miasta.

 

 Skąd wiedziałem jak wyglądali wpółumarli, skoro nam - sanitariuszom nie wolno było wychodzić nocą, podczas ich ataków? No cóż, trochę Was okłamałem. Nie do końca byłem jak słońce. Bo słońca nocą nie uraczysz, a mnie i owszem. Tylko błagam… Ani słowa pozostałym sanitariuszom z mojego bunkru. Nie jestem pewien, czy byliby skłonni mi wybaczyć złamanie zasad, zwłaszcza, że robiłem to po to, by nocami spotykać się potajemnie z Leną. To ona niegdyś była ordynatorem interny, na której większość z nas pracowała, nim skończył się normalny świat. Gdy zaraza opanowała pół globu, Lena zdradziła nas w najokrutniejszy możliwy sposób. Uwierzyła jednemu z nich i zakończyła swoje męki popełniając samobójstwo. Na usprawiedliwienie naszych zakazanych schadzek nocnych, powiem tylko, że Lena będąc po drugiej stronie chciała ocalić ludzkość. Ta piękna zombiaczka planowała zdradę swych zmartwychwstałych braci. Wiem, co powiecie, kto raz zdradził… Bla, bla, bla. Ale ja jej uwierzyłem. W jej przedwczesnym odejściu ze świata żywych wyczuwałem bowiem jakieś drugie dno. Zdrada zupełnie mi do niej nie pasowała.

 

 Pewnej nocy, gdy się z nią spotkałem, wyjawiła mi największy sekret zombiaków. Całą tę apokalipsę można jeszcze odwołać. Według Leny zgniliznę można powstrzymać w jedyny sposób: zabić przywódcę wpółumarłych, którego w myślach nazwałem Zgniłkiem. By to uczynić, zdrowy człowiek musiałby wyjść nocą i stawić mu czoła.

 Wyznała mi, że na tamtą stronę sprowadził ją sam Zgniłek, lecz nigdy nie wyjawiła mi jego tożsamości. Było jej wstyd, że zdradziła mnie i całą ludzkość z tak okrutnym bytem. Nie potrafiłem jej współczuć. Myślałem tylko o tym, że oddawała się temu potworowi podczas gdy my kryliśmy się w schronie.

 Ostatnia nasza schadzka na powierzchni, a zarazem ostatnia moja wizyta poza bunkrem przebiegła w nerwowej atmosferze. Lena zerwała ze mnie fartuch i wszystko odbywało się szybciej niż zwykle. Agresywnie i machinalnie. Nie było w tym nic pociągającego. Wręcz przeciwnie, poczułem, że jest to sprawa, którą chce odbębnić dając mi równocześnie odczuć, że to moja fanaberia, którą ona spełnia tylko po to by mieć spokój.

 -To dziś – westchnęła przeczesując dłonią czarne sprężyste loki.

 -Co dziś? – zapytałem.

 -Dziś powiem ci, kto doprowadził ten świat do ruiny.

 Lena nie patrzyła mi w oczy. Wstała i otuliła się moim brudnym fartuchem.

 -To dziś dowiesz się, dlaczego ludzie gniją jeszcze przed śmiercią, dlaczego zżera ich robactwo, choć oni jeszcze czują i myślą…

 Coś było nie tak. Wyczułem niepokojącą satysfakcję w jej głosie. Jakby to, że zaraza opanowała cały świat miało być powodem do dumy.

 -Prawda jest taka, że to ci umierający i gnijący ludzie są wysłannikami władcy zniszczenia świata. Wiesz o czym mówię? Wiesz dlaczego was zdradziłam? Nie wiesz? To ja ci powiem, leczyliśmy to co, zżera naszą planetę od zewnątrz. To oni ostatecznie zaatakują. Oni! Jako ozdrowieńcy rozumiesz?

 Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiałem, co do mnie mówi ta kobieta. Nagle wydała mi się całkowicie obca. Zmieniło się również jej oblicze. Ujrzałem na jej twarzy pogardę. Nie do końca wiedziałem, do kogo żywiła tak ogromny wstręt. Miałem nadzieję, że nie chodzi o mnie. Że to wszystko, co nas łączyło było prawdziwe. Miałem nadzieję.

 -Tak, tak – pokiwała palcem wskazującym jakby mnie przed czymś przestrzegała – Ci, którzy rzekomo wygrali z zarazą. Ci których chronicie w bunkrach. Tak, to właśnie oni doprowadzą do ostatecznego starcia. Hodujecie dorodne żmije na własnych piersiach, Wasyl.

 Zacząłem podejrzewać, że Lena stosuje na mnie tę całą ich manipulację.

 -Myślisz pewnie, że próbuję cię przekabacić na stronę żywych trupów – zaśmiała się gorzko – Ale czy chociaż przez chwilę zastanowiłeś się, dlaczego sanitariuszom i lekarzom nie wolno wychodzić nocą z bunkrów?

 Nie odpowiadałem.

 -Żebyście nie poznali prawdy – odpowiedziała po czym zdjęła mój brudny fartuch i rzuciła wprost pod moje stopy.

 - A może zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego ozdrowieńcy, mimo nabytej odporności nie opuszczają schronienia? Przecież mogliby was wesprzeć.

 Nadal milczałem. Wiedziałem już, że te wszystkie nasze nocne schadzki były jedną wielką próbą urobienia mnie. Czułem wściekłość, lecz czara goryczy miała się dopiero przelać.

 -Dołącz do nas, a powiem ci, kto był, i kto jest władcą tej zarazy.

 Lena wyciągnęła do mnie dłoń, na powierzchni której pojawiły się małe igiełki. Gdybym zdecydował się ją dotknąć, chorobotwórcza żółć natychmiast wypełniłaby moje żyły, wypierając z nich krew. Zakażenie sanitariusza było możliwe tylko nocą, bo tylko wówczas, jego odporność była uśpiona, a pory skóry rozszerzone. Lena znała to z autopsji. Sama w ten sposób znalazła się po tamtej stronie.

 -Dalsza walka już nie ma sensu, Wasyl. Dołącz do nas i bądź ze mną.

 Z kieszeni spodni wyciągnęła brzytwę. Chciała bym dołączył do grona wpółumarłych.

 Kochałem ją naprawdę mocno, jednak ludzkość okazała się dla mnie ważniejsza. Nie mogłem dać się zmanipulować. Przysięgałem na początku tej zarazy, że nigdy nie przejdę na tamtą stronę. Nie chciałem być zdrajcą jak ona, dlatego pokręciłem smętnie głową nie patrząc jej w oczy. Odwróciłem się na pięcie i zmierzyłem w kierunku bunkru. Następnego dnia o poranku, wyruszyłem nieść pomoc jakby nigdy nic. Wiedziałem, że to mój ostatni dzień na powierzchni. Postanowiłem schronić się w bunkrze na jakiś czas. Przed czym? Przed Leną? A może przed całą tą zarazą? Byłem tchórzem.

 Teraz

 Nie opuszczam bunkru ani nocą, ani za dnia. Zupełnie jak ozdrowieńcy. Chcę im się przyjrzeć, a z drugiej strony nie chcę spotykać się już z Leną. Czuję, że ona chce mnie przeciągnąć na stronę przegranych. Pozostali sanitariusze każdego dnia wyruszają nieść pomoc gnijącym ludziom, podczas gdy ja obserwuję tych, którzy zdołali pokonać chorobę.

 Nie wyglądają najlepiej. Całymi dniami poddają się rehabilitacji. Większość z nich nie ma kończyn. W trakcie choroby zgniłe części ciała często odpadały samoistnie, albo rozkładały się jeszcze na pacjencie zostawiając na wierzchu blade kości.

 Zastanawiam się, dlaczego właściwie ozdrowieńcy nigdy nie wychodzą na powierzchnię. Przecież przeszli już chorobę i wedle ostatnich badań powinni być odporni na zgniliznę. A może Lena miała rację? Może oni właśnie przez tą rehabilitację szykują się do ataku na sanitariuszy?

 Próbuję z nimi rozmawiać, lecz żaden z nich nie chce wdawać się ze mną w dyskusję. Szybko orientuję się, że nie cieszę się wśród nich estymą. Jeden nawet pluje mi w twarz i twierdzi, że to moja wina, że jest kaleką i zachorował na zgniliznę. Inny obwinia mnie o całe zło tego świata. Najwidoczniej choroba doprowadziła u nich również do częściowego zgnicia mózgu. Niewdzięcznicy…

 W nocy nie mogę spać. Myślę o tych wybrakowanych ludziach, którzy żyją w podziemiach jak tchórze i bluzgają na swojego bohatera. Byłego bohatera. Uświadamiam sobie, że od ostatnich kilku dni ja również jestem jak oni. Ukrywam się przed Leną niczym tchórz w bunkrze, bo wiem, że ta kobieta jest o krok od doporowadzenia mnie do upadku.

 Słyszę łomotanie w drzwi schronu. Bezszelestnie wstaję z materaca i na boso podbiegam do drzwi prowadzących na schody, wbiegam po stopniach i otwieram drzwi wyjściowe z naszego ukrycia. Za nimi stoi Lena.

 -Dziś będzie prawda i tylko prawda – oświadcza na powitanie, a jej oczy błyszczą - Wpuść mnie.

 Przez chwilę się waham, ale moje wątpliwości mijają, gdy czuję dotyk jej ciepłych dłoni na policzkach. Obejmuje moją twarz i wpatruje się w nią badawczo. Odsuwam się by mogła wejść do środka. Lena przekracza próg. Wiem, że nie ma już odwrotu. Jeśli zechce, zabije mnie lub zarazi zgnilizną wbijając maleńkie igiełki, które gdy zechce pojawią się na powierzchniach jej dłoni. Schodzę po schodach, by zamknąć drugą parę drzwi. Stoimy między dwoma światami.

 -Nie zarażę cię – obiecuje kładąc rękę na piersi – Nawet gdybym chciała, to nie jest to możliwe.

 Nagle dociera do mnie, że ta kobieta oszukuje mnie bez przerwy. Od początku naszej znajomości. Kiedy jeszcze była normalnym człowiekiem wymykaliśmy się ze schronu do lasku nieopodal bunkru, by uprawiać miłość. Już wtedy musiała mnie zdradzać. Potem podczas tych wszystkich nielegalnych spotkań, kłamała obiecując, że powie mi jak pokonać Zgniłka. Później próbowała mnie przekabacić na ich stronę wmawiając mi, że zombiaki są uosobieniem dobra, a chorzy i ozdrowieńcy chcą zagłady świata. Wyrzucam jej to wszystko i otwieram drzwi wyjściowe z bunkru, by ją przepędzić. Zawiodła moje zaufanie.

 -Chciałam cię chronić – szepcze, nie ruszając się z miejsca.

 -Chyba przed samą sobą – cedzę przez zęby.

 -Wiesz dlaczego przeszłam na ich stronę? – robi pauzę jakby czekała na odpowiedź – Z miłości do ciebie!

 Prycham zniesmaczony. Szarpię ją za ramię. Chcę jak najprędzej wyrzucić ją ze schronu. W ogóle nie powinienem był jej tu wpuszczać.

 -To ty byłeś ich władcą – wyrywa się z uścisku – Możesz tego nie pamiętać, Wasyl, ale to właśnie ty wszystko zapoczątkowałeś. To było w tobie.

 Nie chcę jej słuchać, odwracam twarz, lecz ona się nie poddaje.

 -Nie powiedziałam ci, bo boję się o naszego syna.

 Czuję jak moje policzki płoną, a wnętrzności podchodzą do gardła.

 -Syna? – słyszę swój słaby głos.

 -Tuż po moim przejściu na stronę wpółumarłych, na świecie pojawił się nasz syn. To on przejął pierwiastek zarazy. To on jest władcą. Nie chciałam ci o tym mówić, bo bałam się, że go zabijesz. Jego i siebie.

 Powoli zaczynałem rozumieć jej ostatnie postępowanie. Tamta manipulacja to była zwykła gra. Chciała sprawdzić co jest dla mnie ważniejsze. Bała się.

 -Pozwolisz na to by świat się skończył, czy zabijesz niewinne dziecko? –zapytała drżącym głosem – Swoje dziecko.

 Nie odpowiadam. Przytulam ją mocno, licząc że zdecyduje za mnie i wbije igiełki z chorobotwórczą żółcią w moją skórę. Niestety nic takiego się nie dzieje. Tę decyzję muszę podjąć sam. Mam okazję ocalić życie na ziemi, ale cena jest wysoka. Cokolwiek postanowię, wybaczcie mi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

11978 zzs

Liczba ocen: 3
68%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~MagdalenaElJot
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 59

Opis:

Świat opanowała zaraza. Wpółumarli atakują chorych nakłaniając ich do popełnienia samobójstwa i dołączenia do ich armi.

Dodano: 2021-05-02 18:33:28
Komentarze.
*Ritha 11 d.
Hej, hej, jedna rada na gorąco (jeszcze nie czytałam) - zmień kategorię na Trening Wyobraźni
Odpowiedz
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph
Odpowiedz
Ritha dzięki za radę zmieniłam
Odpowiedz
~CptUgluk 11 d.
MagdalenaElJot też jeszcze nie czytałem (jednak wpadnę na bank!), ale druga rada na gorąco: używaj opcji "odpowiedz" pod wybranym komentarzem, żeby ten, komu odpowiadasz, otrzymał powiadomienie o odpowiedzi. Inaczej może się zdarzyć, że nie zauważy komenta
Odpowiedz
CptUgluk haha dzięki Nie ogarnęłam...
Odpowiedz
~CptUgluk 11 d.
MagdalenaElJot spoko luz, teraz już wiesz
Odpowiedz
"staniesz się zombiakamiem, zupełnie innymi niż te" - coś tu się podziało dziwnego, chyba powinno być "staniesz się zombiakiem, zupełnie innym niż te";
"a za razem ostatnia moja wizyta poza bunkier" - "zarazem" i "bunkrem";
"na mnie tę cała ich manipulację" - całą;
"Całym dniami poddają się rehabilitacji" - Całymi;
"właśnie przez tą rehabilitację" - tę;
Od strony technicznej można by jeszcze przyjrzeć się interpunkcji, no i przede wszystkim dialogi są zapisane niepoprawnie. Tu znajdziesz poradnik, jak powinny wyglądać: https://t3kstura.eu/Pomoc/dialogi.p
Kurczę, niby zamysł fabularny jest dość oryginalny jeśli chodzi o samą koncepcję zombie - u Ciebie wygląda to zupełnie inaczej i to mi się spodobało, mimo wszystko jednak trochę się w tym świecie pogubiłam. Nie do końca wyłapałam zasady, na jakich działa właściwie ta zaraza, trochę zbyt duży chaos się tu wkradł, a ja za nim nie nadążyłam. Nie rozumiem też, dlaczego niby sanitariusze nie mogą zarazić się za dnia, dlaczego w ogóle są odporni? Albo nie zostało to wyjaśnione, albo nie dostrzegłam tego wyjaśnienia, a jego brak ujmuje całości sporo wiarygodności. Pamiętaj, że czytelnik nie siedzi w Twojej głowie, więc jeżeli nie przekażesz pewnych treści wystarczająco jasno i przekonująco, on tego po prostu nie załapie. Przez chwilę myślałam, że chcesz pójść trochę w taką historię z przymrużeniem oka, trochę może pastisz filmów i opowiadań o zombie, ale chyba nie o to Ci chodziło, więc tym bardziej powinnaś popracować nad wiarygodnością całości. Końcówka nie wyjaśniła mi właściwie nic, bohaterowie również mnie nie przekonali.
Podsumowując - pomysł był obiecujący, ale wykonanie chyba zbyt mało przemyślane i niedopracowane. Ale nie zniechęcaj się i pracuj dalej, pisz i czytaj dużo dobrych książek, każdy wszak od czegoś zaczynał, życzę więc powodzenia w dalszej drodze.
Odpowiedz
alfonsyna dzięki za szczerą ocenę . Jakoś nigdy nie kręciły mnie zombie i inne niestworzone historie, więc pewnie zajmie mi trochę czasu żeby odnaleźć się w takich gatunkach. Chciałam spróbować czego nowego i cieszę się, że wyraziłaś swoją opinię, bo dzięki niej mogę pracować nad swoimi tekstami, nie tylko z tego gatunku To było dla mnie świetne ćwiczenie. Dzięki raz jeszcze Pozdrawiam.
Odpowiedz
MagdalenaElJot może próbuj zatem coś w klimatach, w których czujesz się lepiej i swobodniej, żebyś mogła rozwinąć skrzydła, a potem już będzie Ci łatwiej przejść w inne klimaty. W każdym razie, nie ustawaj w próbach - tylko w ten sposób można się rozwijać.
Odpowiedz
Witam,
No, wow, jest tu na pewno pęd, przeczytałam jednym tchem - choć nie brak i literówek, i innych potknięć (wyżej już widzę, ze je wynotowano, więc nie będę się powtarzać).

Fabularnie trochę zbyt pokręcone (trochę mi się rozjeżdża droga zakażania), trochę też zbyt patetyczne, ale... dobrze się czyta to opowiadanie. Nie lubię nużących, nic nie wnoszących opisów i dłużyzn - tu na szczęście ich nie ma.
Jest konkret. Pomysł i wykonanie.
Mam nadzieję przeczytać tu inne Twoje opowiadania
W coraz lepszym wykonaniu - bo widać tu potencjał
Pozdrowionka

Odpowiedz
Agnieszka dzięki, Kochana dobrze wiedzieć, że jest jakieś światełko w tym pokręconym tunelu teraz to dopiero czuje motywację do pracy nad sobą! Oczywiście będę pracować nad warsztatem i haosem Pozdrawiam
Odpowiedz
MagdalenaElJot chaosem xD
Odpowiedz
~Zdzislav 10 d.
z wykopem
Cześć! Widzę tutaj bardzo oryginalny pomysł na zombiaki. I to jest fajne. Ale momentami fabuła jest, jak dla mnie, przekombinowana. I złapałem się na tym, że nie za bardzo podążam za intrygą Leny, ale może zombiaki tak już mają, że czasem trudno skumać, o co im chodzi Ostatecznie chyba zrozumiałem, ale do tego konieczne był powrót do kilku fragmentów. Lena - jeśli dobrze ogarniam - robiła to wszystko, żeby ratować syna, tak? No jeśli tak właśnie jest, to wprowadziłaś tu niesamowity, piękny motyw, chyba niespotykany w świecie zombiaków. Twoje opowiadanie na pewno wymaga dopracowania, tak w kwestii fabuły, jak i narracji. Ale to wszystko jest do wyuczenia. Im więcej będziesz pisać (i czytać teksty innych), tym będzie coraz lepsza. W tym opowiadaniu pokazałaś, że masz serducho do pisania i kreowania. Jak na początek, to bardzo dużo. Dlatego... pisz, pisz, pisz! I witaj w TW!
Odpowiedz
Zdzislav dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie tego tekstu. Co do zombiakow, to nie wiem czy można im ufać... Nieźle namieszali mi w głowie i fabule Czy Lena chciała ratować syna? Jeśli wierzyć temu co powiedziała to tak. W prawdzie zdarzało jej się kłamać,zdradzać ludzkość i nie tylko, ale co tam, do trzech razy sztuka. I zgodnie z Twoimi zaleceniami (heheszki) będę pisać nieustannie, na szczęście już nie do szuflady, a tutaj Świetne miejsce!
Odpowiedz
MagdalenaElJot, to prawda, miejsce jest świetne, a ludzie jeszcze świetniejsi, choć bywa, że czasem ktoś komuś wbije szpilę Ale to jest, wiesz, taka szpila z zastrzykiem energii i motywacji Ja swoją przygodę z pisarstwem zacząłem właśnie tutaj, i do tego, całkiem niedawno. Przed TW napisałem jakieś trzy opowiadania, ale w wir pisania i nieustającej pracy nad warsztatem, wpadłem dopiero tutaj. Jeśli kiedyś znany na świecie producent filmowy za obrzydliwie duże pieniądze wykupi prawa do ekranizacji mojej książki, to u podstaw tego sukcesu będzie stała cała ekipa TW
Odpowiedz
z wykopem
Ciekawy pomysł na zombie, tacy bardziej ludzcy. Zamiast bezmyślnej agresywnej rządnej mięsa hordy, podstępni akwizytorzy w gajerach. Postępowi i humanitarni, w sumie to pewnie dałbym się namówić.
Odpowiedz
Ogonisko dziękuję za przeczytanie tekstu i docenienie mojej wizji zombie 🧟‍♂️
Odpowiedz
MagdalenaElJot

Z pewnością będę się powtarzał za kolegami.
Sam jeszcze nie opanowałem prozy, bowiem moją domeną jest poezja, której sporo odnajduje tutaj we fragmentach. W innych jest przekombinowanie.
Nie przepadam za zombiakami, toteż nie mam o nich takiego pojęcia jak Ritha.
Ale te, które myślą?
Wciąż są dla mnie potworami.
Ale ja należę do rasy ludzkiej jeszcze nie zmienionym przez wirusa, czy przez coś tam.

No więc...
Wszyscy tu piszemy o niemożliwym.
A jednak przez artystyczne ujęcie niemożliwego umożliwiamy nawet trawienie zombiego mięsa na obiad.

Niezły wkład w T3 i TW3.
Pewne pomysły, które gdzieś tam pozostaną.
Odpowiedz
coś ma
" Przestaniesz już być szkaradną istotą z gnijącym ciałem, staniesz się zombiakamiem" - zombiakamiem?

Opowiadanie przypomina mi, noo trochę, ukochany film Pontypool. Tam z kolei zmiana w "zombi" następowała przez słuchanie radia.

U Ciebie mam wrażenie, że bohaterowie są nieco "rekwizytowi". Zostali trochę zdominowani przez historię.

Trochę kłopotów w dialogach.
Jeden przykład:
" -Tak, tak – pokiwała palcem wskazującym jakby mnie przed czymś przestrzegała – Ci, którzy rzekomo wygrali z zarazą. Ci których chronicie w bunkrach. Tak, to właśnie oni doprowadzą do ostatecznego starcia. Hodujecie dorodne żmije na własnych piersiach, Wasyl." - "pokiwała" nie odnosi się do sposobu wypowiedzi i jako takie powinno być z wielkiej i po kropce. Również po zamknięciu wtrętu narracyjnego powinna być kropka.

-Tak, tak. – Pokiwała palcem wskazującym (,) jakby mnie przed czymś przestrzegała. – Ci, którzy rzekomo wygrali z zarazą. Ci (,) których chronicie w bunkrach. Tak, to właśnie oni doprowadzą do ostatecznego starcia. Hodujecie dorodne żmije na własnych piersiach, Wasyl.

Tutaj masz to ładnie wyłożone: https://t3kstura.eu/Pomoc/dialogi.p

Pozdrox


Odpowiedz
*Ritha 9 d.
Na pewno jest tu ciekawy pomysł, zapis jednak mocno chaotyczny – do wyszlifowania w kolejnych opowiadaniach Sporo przemyśleń bohatera w pierwszych akapitach, co często się zdarza przy pierwszoosobowej narracji i trzeba na to uważać. Gdzieniegdzie brakuje klarowności, niemniej ciekawy start w TW
Odpowiedz
Dotarłem wreszcie i do Ciebie W sumie mam podobne spostrzeżenia co przedmówcy (na których komentarze pobieżnie spojrzałem). Historia jest intrygująca przez zupełnie inne od utartego w popkulturze podejście do tematu zombie. Duży plus za kreatywność i za to, że nie kopiujesz schematów (sam mam rozgrzebaną powieść, w której pojawiają się zombie, ale też w nieco innej postaci niż zwykle ) Jednak pogubiłem się nieco w całym tym procesie "zombifikacji", troszkę też zamieszałaś tym twistem między bohaterami na końcu. Myślę, że efekt zaskoczenia byłby większy, gdyby udało Ci się zachować wcześniej wyższy poziom klarowności fabularnej. Ogólnie jednak dobrze się czytało, nie było jakichś dłużyzn czy nudy. Fajnie, żeś dołączyła do zabawy i mam nadzieję, że że nie był to tylko jednorazowy wybryk i dasz się porwać na dłużej Im nas więcej, tym fajniej
Odpowiedz
Przeczytałam, dziękuję 🙂
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.