online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Kara tysiąca cięć - codziennostrzał(20)
<
Syndrom gotowanej żaby (2) - codziennostrzał (18)
>
Tagi: #codziennostrzał #tw #dwadzieściadwiesieroty #MHSchaefer #sieroty #eksperymenty #fantasy #fantastyka #dyrektor #smoki

Dwadzieścia dwie sieroty (2) - codziennostrzał (19)

 Dwadzieścia dwie sieroty (1): https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Dzień 19

  #codziennostrzał #tw

 

  Słysząc głosy, nadchodzących osób, schowałam się pomiędzy lodówkami.

 – Sprawdzamy różne temperatury wygrzewania próbek i czynimy postępy w pracy – głos stawał się coraz głośniejszy, więc wsunęłam się głębiej w szczelinę. – Próbowaliśmy zmniejszyć temperaturę wyklucia się smoków, ale napotkaliśmy na zaburzenia rozwojowe smoczków, które zostały powołane do życia w niższych temperaturach niż tysiąc czterysta osiemdziesiąt stopni Celsjusza. Wszystkie smoki dogrzewane niższą temperaturą wykazały później zaburzenia, które nazwaliśmy syndromem niedogotowanego jajka. – Aksel wraz z cieniami ustał naprzeciwko lodówki, za którą się schowałam. Stał plecami do mnie, jednak widziałam, jak pokazuje coś na eksponacie w klatce. – Wszystkie obiekty, u których zaobserwowano syndrom niedogotowanego jajka, mają znacznie obniżony poziom inteligencji, mniejsze lub prawie zerowe zdolności magiczne i bardzo często występują u nich wady fizyczne, jak chociażby niesymetryczne skrzydła, braki kończyn i wiele innych.

 – Nie potrzebujemy upośledzonych smoków. W walce z zakonem będą bezużyteczne, skoro nie mają szans z ich smokami.

 – Dlatego badania zostały skierowane w stronę wygrzewania jaj w wyższej temperaturze niż smoczego ognia. I te badania powinny państwa szczególnie zainteresować. Smoki wyklute z jaj wygrzewanych w temperaturze powyżej dwóch tysięcy stopni Celsjusza wykazywały wysoką inteligencję, przeciętne zdolności magiczne i w pełni rozwinięte cechy fizyczne. Jednocześnie obiekty powołane na świat w taki sposób wykazywały uszkodzony ośrodek mózgowy odpowiedzialny za asertywność i były w pełni podległe przywiązanym do nich za pomocą magicznego transferu opiekunom.

 – Kiedy będziecie gotowi do testów terenowych?

 – To zależy od liczby zamówionych obiektów.

 – Myślę, że setka na pierwszą turę wystarczy.

 – W taki razie zlecenie powinno zostać zrealizowane w ciągu dwóch lat.

 – To szybko. Spodziewaliśmy się bardziej odległych terminów.

 – Nie szkolimy smoków, które będą w stanie działać samodzielnie to ogromna oszczędność czasu. Potrzebujemy tylko opiekunów dla smoków i możemy rozpocząć działania.

 – Przyślę ludzi w ciągu dwóch tygodni. Jeśli chodzi o szczegóły finansowe…

 – Proszę omówić je z dyrektorem. Mamy zasady, których rygorystycznie przestrzegamy. Cienie zapewne wiedzą, jak może się skończyć odstępstwo od reguł. – Wyjrzałam zza lodówki i ujrzałam naburmuszonego mężczyznę, który mruknął jeszcze kilka słów, podał rękę Akslowi i wraz z towarzyszem odszedł. Widząc, gargulca zmierzającego w moją stronę schowałam się za lodówką i czekałam, aż odejdzie.

 Kiedy kroki ucichły, wróciłam do przeglądania zawartości lodówek, jednak w żadnej nie było, poszukiwanej przeze mnie rzeczy. Przeszłam w stronę klatek, za którymi widziałam inne chłodziarki. Na mój widok jeden ze smoków zaskrzeczał i zaczął się dławić. Z jego gardła wyleciała smuga dymu i kilka iskier, które podpaliły ściółkę w klatce. Otworzyłam chłodziarkę, w której nareszcie znalazłam pięć ciemnofioletowych, niemalże czarnych jajek i w tej chwili włączył się alarm przeciwpożarowy. Z biura wybiegł, trzymający w dłoniach gaśnicę Aksel, który zaczął gasić pożar w klatce obok, a kiedy skończył i wyprostował się, spojrzał prosto na mnie. Wyjęłam jajko, zatrzasnęłam lodówkę i jak gdyby nigdy nic skierowałam się w stronę wyjścia, ale gargulec zabiegł mi drogę.

 – Wyjaśnisz, co tu robisz?

 – A czy to nieoczywiste? – Poprawiłam jajo pod pachą.

 – Oddaj mi jajko.

 – Nie mam takiego zamiaru.

 – Psychodeliki to rzadkie smoki, nie pozwolę ci zabrać ich jaja.

 – Wręcz przeciwnie. – Odsunęłam gargulca na bok i ruszyłam w stronę wyjścia, ale mała kreatura wgryzła się zębami w moją nogę. Próbowałam go strzepnąć, ale tylko mocniej zacisnął szczęki i zaparł się skrzydłem o podłogę.

 – Puszczaj! – Warknęłam. – Ręką zdzieliłam go po głowie, przez co odleciało z niego kilka kamyczków. Syknęłam z bólu.

 – Tyy, ty odyyyywyayaj jayyjo – wycharczał. Wściekła, zaczęłam ciągnąć go za skrzydło, ale nie zamierzał odpuścić. Zrobiłam kilka kroków i puściłam go, idąc dalej zupełnie, jakby w moją nogę nie wbijał zębów pewien wredny gargulec. Z każdym moim krokiem, podskakiwał i uderzał ciałem o kafelki. Zatrzymałam się i spojrzałam w oczy poczwary.

 – Puść mnie albo przestanę zważać na zasady dyrektora i złamię punkt numer jeden regulaminu.

 – Nyye, zryobyyysz tyyyegyo – mruknął.

 – Na twoim miejscu nie prowokowałabym krwawiącego demona – warknęłam, ale gargulec jedynie założył ręce i czekał ze wciąż zatopionymi kłami w moim udzie. – Skoro nie przekonuje cię groźba śmierci, to może spróbujmy inaczej. Jak sądzisz, co zrobi zakon, jeśli dowie się, co robisz ze smokami i za czyje pieniądze to robisz. – Usłyszałam mlaśnięcie, po którym uścisk z nogi zniknął. Rudzielec cofnął się kilka kroków, żeby móc spojrzeć mi w oczy. Splunął krwią i powiedział z niesmakiem.

 – Nie wiem, dlaczego dyrektor trzyma tu takie kreatury, jak ty. Nawet własnych współpracowników sprzedacie, byle wasze było na wierzchu.

 – Nie będzie mnie uczył lojalności zdrajca. – Skrzywił się, ale nic nie powiedział. Wyszłam i szybko przeszłam w stronę mojego laboratorium. Po wejściu zatrzasnęłam za sobą drzwi i położyłam jajo na blacie laboratoryjnym. Ubrałam fartuch i ustawiłam szkło powiększające na statywie nad węższym z wierzchołków jaja. Już miałam obejrzeć dokładnie zdobycz, kiedy drzwi trzasnęły i do środka wszedł Sebastian. Jak zawsze nosił czarny garnitur, choć w laboratorium było to całkowicie niepraktyczne, ale jego sprawa. Podszedł i usiadł naprzeciwko mnie, rozpierając się na krześle, jakby był u siebie.

 – Zakrwawiłaś całą podłogę.

 – Rana zagoiła się, zanim zamknęłam drzwi laboratorium Aksla, więc daruj sobie te drwiny.

 – Niemniej jednak ranna zwierzyna w stadzie drapieżników, zawsze przykuwa uwagę. Dać się zranić. I to komu. – Pokręcił głową. Widziałam na jego twarzy, ten charakterystyczny dla demona drwiący uśmiech i miałam ochotę wyciąć go za pomocą skalpela, który leżał w szafce pod blatem, ale jedyne co zrobiłam, to odwzajemniłam uśmiech.

 – Przyszedłeś w jakimś konkretnym celu, czy tylko ocenić, czy jeszcze żyję, albo czy nie trzeba mnie dobić? – Zaśmiał się.

 – Dyrektor kazał zwiększyć ci budżet.

 – O ile?

 – W tej chwili masz nieograniczony. – Przeniósł ciężar ciała w moją stronę i pochylił się nad stołem. – W pierwszej chwili nie mogłem uwierzyć, że ten gryzipiórek daje komukolwiek nieograniczony dostęp do gotówki i to bez faktur, ale kiedy już przyswoiłem, tę ciekawostkę zacząłem zastanawiać się dlaczego? Co jest aż tak ważne, że dostałaś tyle swobody? – Założyłam rękawiczki i wyjęłam z szafki zestaw narzędzi w jedwabnym futerale.

 – Czy to wszystko Sebastianie? Jeżeli tak, to może przestałbyś wreszcie ględzić i się do czegoś przydał.

 – Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.

 – Wiem. Nie zamierzam odpowiadać i jestem potwornie zajęta. Pomagasz, czy wychodzisz? – Demon, rozciągnął usta w uśmiechu i ubrał rękawiczki. Oczywiście, że zostanie, licząc na, choć strzęp informacji. Dopóki wierzył, że odkryje, jakiś ciekawy kąsek będzie najusłużniejszym demonem we wszechświecie, to powinno przyśpieszyć prace, a dzisiaj i tak nie odkryje nic ważnego dla projektu. Natomiast, jeśli Dyrektor nie zamierzał wtajemniczać Sebastiana, to ja tym bardziej tego nie zrobię.

 

 Dołącz do nas na:https://t3kstura.eu/

  "Codziennostrzał — 200 mililitrów słowa pisanego dziennie" to nowa inicjatywa literacka Treningu Wyobraźni mająca na celu wypracowanie systematyczności i regularności w pisaniu.

 

 Dwadzieścia dwie sieroty (3):

 

7729 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~MHSchaefer
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 20

Opis:

To opowiadanie jest dowodem na to, że inspiracja czyha na każdym kroku. Na pomysł o syndromie niedogotowanego jajka wpadłam o pierwszej w nocy, kiedy obierałam ugotowane przez mojego tatę jajka. Kiedy z obrzydzeniem wybierałam ze skorupki białe gluty z nie do końca ściętego jajka (mój tata uwielbia ledwo ścięte jajka, podczas gdy ja takich nienawidzę) pomyślałam wtedy, że ma jakiś okropny syndrom niedogotowanego jajka, który wynika z jakiejś okropnej traumy. I kiedy tak stałam, myśląc, że będę niedługo jadła to niedogotowane jajko, bo w sumie jest późno, a mi się już nie chce innych gotować, to samo tak jakoś popłynęło.

Dodano: 2021-05-03 00:44:52
Komentarze.
z wykopem
Dajesz w jajo z tym opko.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.