online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
Sto lat dla Nuncjusza!
jasno
Starożytny Egipt Zapomniana cywilizacja
<
Znajomi idą do nas na grilla!
>

TW # 4 – Miraż istnienia

 Postać: Fotograf śmierci

 Zdarzenie: Ucieczka przez labirynt

 Efekt: 97. Jaka jest przyszłość? Odpowiedz na to pytanie w swoim opowiadaniu.

 

 Kiedy tak przechodzę pustym korytarzem, w którym hula wiatr z rozbitych okien zastanawiam się, co ja tu robię, dlaczego rzuciło mnie akurat tutaj, po raz kolejny. Zresztą samo to, że skacze tak po mieście, już nawet przestało mnie dziwić. Dzisiaj tu, jutro tam. Nowe obrazy, nowe wspomnienia, nowa pustka zabitego świata. Tu już nie ma nic. No nie tak całkiem. Są gruzy zasłane pyłem, są kikuty drzew płaczące uschniętymi konarami, są kości – te już dawno nie płaczą, bo nie mają czym.

 Szarość przeplatana popiołami, gruzami i reszkami tego, co kiedyś było moim światem, a dzisiaj jest karykaturą samego siebie.

 Nawet nie wiem, czy żyję, czy jestem jeszcze człowiekiem, czy już tylko cieniem, energią rzucaną po kątach.

 Kto?

 Kiedy?

 Dlaczego?

 Bóg?

 Demon?

 Obcy?

 Już nie zadaje sobie tych pytań. Nikt nie odpowiadał, kiedy pytałem tysiące razy. Na mój krzyk odpowiedzią jest tylko cisza, a im głośniej staram się wołać, tym cisza jest głębsza, jakby zapadała się coraz głębiej, chcąc zagłuszyć swoje sumienie. Czasem zapadam w dziwny trans, po czym budzę się w innym miejscu. Ktoś bawi się mną jak dziecko piłką, nie pytając o zdanie.

 Czas umarł. Nie ma już godzin, minut, sekund ba nawet dni czy miesiące zamarły w bezruchu. Pozostał bełkot zardzewiałych drzwi i czasem chrobot starych okien, czy bram, którymi rzuca na boki beztroski wiatr.

 Teraz stoję i patrzę po raz kolejny na resztki tego, co kiedyś wydawało się niezniszczalne i wieczne. Jednak wystarczył jeden podmuch ciemności, żeby wszystko zamieniło się w ocean szarej smutnej otchłani.

 Nie było alarmu, dzwonka, nikt nie ostrzegał. Tak po prostu pstryk i wszystko zalała fala nicości. Niewidoczne demony wyszły ze swoich nor i teraz już nie dadzą się przegonić, szczególnie że nie ma nikogo, kto by to mógł zrobić.

 Nie ma ludzi, zwierząt. Umarły rośliny, a nawet gdzieś zniknęły karaluchy czy szczury, które miały przetrwać wszystko. Choć może to w nie weszły demony i teraz śmieją się w głos pustymi oczodołami.

 A ja?

 Jestem kimś, może czymś, a raczej tworem, który już dawno nie żyje, choć jeszcze o tym nie wie, bo mu wiedzieć nie dano.

 Oddycham?

 Pije?

 Jem?

 Wydalam?

 Nie!

 Po prostu jestem. Film biegnie kadr po kadrze i tak jak zmieniają się widoczne na nim miejsca, tak ja jestem dzisiaj tu, jutro tam. Już mnie to nudzi, mało tego mam dość biegania wśród nicości, bez żadnego sensu, bez celu.

 Kogo to bawi?

 Kto mści się na mnie?

 Dlaczego po prostu nie da mi umrzeć?

 Nie fizycznie, bo moje ciało jest już tylko mirażem, ale psychicznie.

 Nawet zabić się nie mogę, choć nie raz próbowałem.

 Muszę istnieć i niczym wiatr hulać po czymś, co już nie istnieje. Nie mam już sił i tylko czasem stoję i krzyczę, choć wiem, że nikt mnie nie słyszy albo nie chce słuchać. Czasem mam wrażenie, że jestem tu za karę jako pamiątka tego, co kiedyś nazywano ludzkim światem, a teraz jest tylko morzem niczego, pustą skorupą dawno już zgniłego owocu, czymś, co zostało połknięte, strawione i wyplute, bo okazało się niestrawne.

 Może ja też zostałem wydalony, odrzucony jako coś, co nie umarło wraz z innymi, tylko pozostało i teraz miota się niczym pijany aktor na pustej scenie.

 Tylko kurwa jasna nawet tej widowni jakoś nie widzę, nie słyszę demonicznego chichotu. Nic. Cisza. Pstryk i znowu staję na balkonie domu, który jakoś się uchował. A może po prostu jestem fotografem śmierci, którego oczy niczym pamięć aparatu mają wszystko zapamiętać?

 Moje miasto, moje przekleństwo, moje przeznaczenie... To jak bieg po szalonym labiryncie, albo raczej ucieczka przez labirynt, który nie ma ani początku, ani końca.

 Nie mogę spać!

 Kurwa nie mogę! Leże i patrzę w jakiś zdechnięty sufit albo w gwiazdy, które o dziwo jeszcze są i nic.

 Nic!!! Wiecie jakie to uczucie?

 Wierzcie mi, tego nie da się opisać. Można nie spać jedną noc, dwie, trzy, ale ja nie śpię, od kiedy stałem się kaprysem jakiegoś szaleńca. To chyba kolejna moja kara. Ten chory do bólu twór widocznie stwierdził, że sen nie jest mi potrzebny. Kolejny kaprys Boga, Demona, czy innego cholerstwa, które wymyśliło ten cały cyrk i jak podejrzewam, dobrze się bawi.

 Według „mojego dobroczyńcy” mam trwać odwiedzając co chwila nowe, a właściwie już znane mi miejsca. Sam już nie wiem, jak długo trwa ten teatr jednego aktora i jaki to ma sens. Już nawet nie umiem krzyczeć, płakać ani wyć, wszystko robiłem zbyt wiele razy i tylko echo moich słów czasami do mnie wracało, niczym jakiś szyderczy rechot.

 Jestem. Trwam. Taka megalityczna ironia, kaprys albo szyderstwo już sam nie wiem jak to nazwać.

 A może ten ktoś włączył mój program i sobie poszedł, odlatując na kolejną planetę, gnębić kogoś innego?

 Nie mogę tak myśleć, bo zwariuje. Hahaha! Chciałbym, ale zwariować też pewnie nie mogę.

 Ten sam seans tak dzień w dzień, bo scenografia się nie zmienia. Krajobraz cały czas ten sam, wszędzie tylko zgliszcza jak po ataku jakieś monstrualnej siły, która nie tyle chciała coś zburzyć, czy kogoś zabić, ale raczej dokonać totalnej destrukcji, wymazać ze świata nie tylko to, co żyło, ale także wszelkie budowle, nawet te, które stały setki lat. Już nie raz zastanawiałem się, kto nas tak bardzo nienawidził, że rzucił na nasz świat tabuny oszalałych Demonów, dając im tylko jeden rozkaz: zróbcie tu Armagedon, a one płacząc ze szczęścia, niszczyły wszystko metodycznie krok po kroku.

 Domy, ulice, parki, nawet rzeki czy jeziora wyglądają jak przetrącone rekami oszalałego olbrzyma. Tu nawet trawa już nie rośnie, zasypana tonami pyłu, piasku czy zwykłego kurzu. A może już nie chcę rosnąć? Może wie, że to nie ma sensu.

 

 Pstryk. Ciemność i po raz koleiny znalazłem się na znanej mi od lat ulicy, gdzie kiedyś jeździły tramwaje, samochody a piesi starali się przejść na druga stronę, lawirując między pojazdami. Teraz też mogłem iść slalomem, ale wraki samochodów czy spalony wagon tramwajowy nie stanowiły już żadnego niebezpieczeństwa. Obecnie bardziej przypominały wyschnięte skorupy wielkich żółwi niż wytwory techniki. Spalone, rozbite, a nawet zmiażdżone wyglądały tak, jakby stanęły na drodze Cyklopa, który postanowił pobawić się nimi jak dziecko zabawką. A patrząc, jak teraz wyglądają, jestem przekonany, że musiał być ogromnie zawzięty.

 

 Szedłem środkiem drogi, może raczej szosy będącej teraz bardziej duktem, albo ścieżką wśród morza ruin, gdzie hulał wiatr, pędząc przed sobą tumany pyłu i kurzu. Naokoło widać było tylko sterczące w górę w niemym krzyku resztki domów, z których czas, wiatr, deszcz i słońce wyrwały wszystko, nawet duszę. Zazdroszczę im, bo one już umarły, a ja jeszcze nie.

 

 Nagle jeden z takich powiewów złośliwego do bólu wiatru uderzył we mnie z taką siłą, że zachwiałem się i byłbym upadł, gdyby nie to, że w ostatniej chwili złapałem się wystającego z ziemi metalowego pręta.

 Na chwilę oślepłem, kiedy chmura pyłu zaatakowała moje oczy tak, jakby wiedziała, że to moje najczulsze miejsce. Ten wiatr zdawał się czasami tak dokuczliwy i tak zawzięty, jakby chciał ukarać mnie za to, że ważę się chodzić po tej samej ziemi, którą on w swoim mniemaniu całkowicie zawładnął. Czując wolność i pychę, potrafił kręcić tornada, czasami unosić nad ziemię całkiem spore kamienie i miotać nimi w moją stronę. Widziałem już wiele takich znikąd lecących różnych przedmiotów, którymi nie raz oberwałem i zawsze po tym czułem, jak powietrze wiruje, kręci się pokazując mi jaką radość taka zabawa wywołuje.

 

 Powoli usiadłem, nie bacząc na kamienie i resztki gruzu. Z kieszeni wyciągnąłem coś, co kiedyś było chustką a teraz jedynie starą i brudną szmatą. Delikatnie przetarłem oczy raz, drugi i po chwili odważyłem się otworzyć najpierw jedno oko, później drugie. Na szczęście chyba nic się nie stało. W tej samej chwili zobaczyłem coś, co sprawiło, że wszystkie włosy zjeżyły mi się, stając na baczność jak żołnierz na widok oficera. Przez kilka sekund mój mózg chyba nie pojął, co mu pokazują oczy, bo tylko stałem i gapiłem się jak kretyn.

 W końcu blokada znikła i wtedy doszło do mnie, że nie dalej niż trzy, cztery metry stoi dziewczynka tak na oko mająca osiem, może dziewięć lat.

 - Boże drogi ktoś przeżył – pomyślałem i w tej samej chwili zobaczyłem, że ona nie stoi, a wisi w powietrzu. Jej stopy nie dotykały ziemi. Stanąłem i o dziwo poczułem strach, uczucie mi już prawie nie znane, odkąd skoczyłem z trzynastego pietra, próbując po raz kolejny zrobić na złość komuś, lub czemuś kierującemu tym cyrkiem. Oczywiście nim doleciałem do ziemi, światło zgasło, a kiedy się zapaliło, siedziałem na resztkach chodnika.

 Jak nie mogłem zginąć, to czego miałem się bać!

 Kurwa kolejna ironia losu – człowiek zazwyczaj stara się przeżyć za wszelką cenę, w każdych warunkach, a ja z równym albo nawet większym zapałem staram się zabić.

 Dwa tak odmienne zachowania, ale skutek działania taki sam.

 Nagle naszła mnie myśl, że być może wreszcie ujawniła się istota, która mnie dręczy.

 - Kim jesteś? - zapytałem, ale pytanie zawisło w powietrzu.

 - Kim jesteś? - powtórzyłem dużo głośniej, choć wiedziałem, że wisząca sobie w powietrzu istota musiała mnie słyszeć i słyszała.

 - Kim jestem? - mówiąc to opadła na ziemię.

 - Dawno mnie nikt o to nie pytał – głos był poważny, smutny i jakby dochodził nie z jej ust, ale z daleka, niczym wracające echo.

 - Jestem wszystkim i niczym. Jestem matką i ojcem, bratem i siostrą. Jestem początkiem i końcem. Jestem ogniem i woda, nocą i dniem, miłością i nienawiścią. Jestem pragnieniem i spełnieniem, odwagą i trwogą. Jestem dniem i nocą, bielą i czernią. Jestem smutkiem i radością, ekstazą i płaczem. Tym jestem. Jestem zmęczona, bardzo zmęczona patrzeniem jak kolejne światy giną zniszczone przez głupotę, zawiść, zazdrość, chciwość czy sny o potędze. Zmęczona tym, że choć wołam przez setki, tysiące lat dzień w dzień nikt mnie nie słucha. Przenika mnie ból, który jest krzykiem, złością a czasem tylko szeptem tych, którzy zrozumieli, ale zawsze jest ich zbyt mało. Jestem jak ptak, który śpiewa, ale zagłusza go hałas zagubionych dusz – jej ton głosu sprawił, że poczułem strach i ciarki przeszły mi po plecach. Nie wierzyłem, że umiem jeszcze się bać, wszak nie mogłem umrzeć.

 Istota zamilkła, po czym westchnęła, podeszła do mnie i dotknęła mnie prawą ręką.

 Poczułem ciepło i ogarnęła mnie fala szczęścia. Już wiedziałem jaka będzie moja przyszłość.

10370 zzs

Liczba ocen: 5
77%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ^Ozar
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 71

Opis:

Dodano: 2021-05-18 10:47:43
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
~justyska 25 d.
Witaj. Przeczytałam z zaciekawieniem. Bardzo mroczna wizja tego co może się z nami stać po śmierci, czy może wraz z końcem świata. destrukcja, zagubienie. Obrazowe opisy i fajne zakończenie. Zestaw jest.
Ale, ale jest też ale. Gryzie mnie niekonsekwencja czasów. Początkowo piszesz w teraźniejszym, później przechodzisz w przeszły, ale jakoś bez uzasadnienia. Może rzuć jeszcze okiem na to, od akapitu, który otwiera słowo "Pstryk". Wydaje mi się, że całość w teraźniejszym powinna być.
Zabrakło też kilku ogonków.
np. "Leże i patrzę w jakiś zdechnięty sufit albo w gwiazdy, które o dziwo jeszcze są i nic." leżę
Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
^Ozar 24 d.
justyska Dziękuje za ciekawy i mądry komentarz. Błędy ogonkowe poprawie oczywiście, ale te związane z czasami tak w miarę moich możliwości.
Odpowiedz
~Ogonisko 23 d.
z wykopem
Nawet spoko, chociaż wyliczanka kim jest ów tajemnicza Pani, lekko mnie znużyła.
Pomimo tego lubię takie obrazy. Wizje i poczynania tego ostatniego z nas, zawsze uderzą w jakąś strunę.

Odpowiedz
^Ozar 19 d.
Ogonisko Dziękuje za wizytę i komentarz. Chyba trzeba to lekko skrócić.
Odpowiedz
~Jozefina 22 d.
A jednak w "tej pustej skorupie dawno już zgniłego owocu" znalazło się życie ? Przyjemnie było zobaczyć "ciepło" na końcu tekstu.
Odpowiedz
^Ozar 19 d.
Jozefina Dziękuje za wizytę i komentarz. Nie chciałem kończyć całkowitym smutkiem, więc taki rodzynek na torcie.
Odpowiedz
~Hiraeth 21 d.
Uszanowanko,

Całkiem ładny zapis, widziałam tylko jakieś pierdółki ze zgubionymi przecinkami (zwłaszcza "kurwy" trzeba wydzielić , czy zjedzone ogonki przy rzeczownikach. Ale tak jest dobrze.
Końcowy dialog, a w zasadzie monolog, istoty jest źle zapisany. Drobnostka i tak naprawdę kwestia usunięcia enterów.

Sam tekst jest dosyć specyficzny, osobiście nie przepadam za historiami, które w znacznej mierze składają się na ekspozycji świata przedstawionego "w głowie" bohatera, który wygłasza swoje frazy i troszku zmęczyła mnie ilość stawianych pytań retorycznych oraz przymiotników, ale widać, że się starasz i ciągle idziesz naprzód
Odpowiedz
^Ozar 19 d.
Hiraeth Dziękuje za wizytę i komentarz. Ten tekst jest inny niż ogromna większość tego co pisze. Potraktowałem to jako swoisty eksperyment na własnej twórczości.
Odpowiedz
z wykopem
Ciekawy aczkolwiek osobliwy tekst. Poczułam się po nim trochę zmieszana, ale to chyba jest jego mocna strona więc nawet nie zamierzam się czepiać.

Jako, że muszę zagłosować, to stworzyłam sobie ranking i uwaga, uwaga. Jak na razie jesteś w pierwszej piątce, choć nie wiem czy to komplement biorąc pod uwagę, że na razie wrzucono tylko pięć tekstów tego sezonu TW.

A tak serio całkiem niezła przekąska, więc pozdro i dzięki za miły wieczór.
Odpowiedz
Ruszyło głosowanie w obecnej edycji TW!

Serdecznie zapraszamy do oddania głosu
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Pozdrawiamy!
Zespół TW
Odpowiedz
~Alchemik 19 d.
Ozar, to rzeczywiście ciekawy tekst i taki trochę inny od zwykłej twojej twórczości.
Nie uważam zakłócenia czasów za defekt.
W końcu, bohater zawieszony jest w bezczasie. Jego ruchy po labiryncie mogą się odbywać w różnych czasach wewnętrznych.
Ciekawy rodzaj piekła ta obserwacja i narzucenie cierpienia pozornego życia. A jednak w końcu znajduje jakąś odpowiedź na rzucane wciąż pytania.
Dosyć mistyczną, ale całe opowiadanie przesiąknięte jest swoistym mistycyzmem.
końca i początku, jak uroboros.
Jest jeszcze tyle opowiadań do przeczytania i późniejszej oceny wybranych.
Jednak Twoje opko trzyma niezły poziom.
Odpowiedz
^Ozar 19 d.
Alchemik Dziękuje za wizytę i komentarz. Zastanawiam się cały czas nad tymi czasami, ale też mi się wydaje, że nie trzeba zmieniać. ten tekst to taki mój eksperyment w innym niż dotychczas kierunku, bo zazwyczaj jestem pragmatykiem do bólu i nie czuje się za dobrze w żadnej abstrakcji.
Odpowiedz
~Zdzislav 18 d.
z wykopem
Zupełnie inny tekst, niż Twoje dotychczasowe. I przyznaję, że dobrze Ci wyszedł. Ma w sobie coś, co wciąga. A do tego czuję, że coś łączy Twoje i moje opowiadanie. Nie potrafię wskazać, co to takiego, ale czuję, że istnieje jakaś mistyczna nić. Dziwne uczucie
Odpowiedz
^Ozar 15 d.
Zdzislav Dziękuje za wizytę i komentarz. To rzeczywiście inny tekst i muszę przyznać, że niezbyt lubię tak pisać, bo idzie mi to bardzo ciężko. Czasami jednak nachodzi mnie zapał i wtedy jakoś idzie. Wolę jednak choćby teksty wojenne, bo tam jest wszystko dużo bardziej proste.
Odpowiedz
~oidrin 16 d.
z wykopem
Trochę zbyt mocny strumień jak na mój gust, ale napisany konsekwentnie i poprawnie. Bierzesz na warsztat niepokoje, które targają każdym z nas w pewnych momentach życia i jest to bardzo dobry punkt wyjścia, by wciągnąć czytelnika w tekst.
Odpowiedz
^Ozar 15 d.
oidrin Po pierwsze witam nowego forumowicza bądź forumowiczkę.Dziękuje za wizytę i komentarz. To nie jest mój normalny styl, a raczej eksperyment. Zazwyczaj pisze teksty oparte na wojennych wspomnieniach i to idzie mi dużo lepiej. Przy okazji zapraszam do wysłuchania moich odcinków audio, gdzie można posłuchać o historii, a także jest trochę mojej "normalnej" prozy.
Odpowiedz
~CptUgluk 13 d.
z dużym wykopem
Ozarze, było kilka powtórzeń, zgubiony przecinek by się znalazł i jeszcze parę drobnostek, jednak opowiadanie w ogólnym rozrachunku przypadło mi do gustu. Miałem podobne odczucie, jak przy czytaniu tekstu Zdzislava. I u niego, i u Ciebie pojawił się klimat beznadziei, niepokoju, igrania z losem nieświadomych uczestników spektaklu. Niewidzialna, niewysłowiona siła/istota/moc (?) bawi się bezlitośnie bohaterami. Zdałem sobie sprawę, że bardzo lubię takie klimaty. Czytając, czułem niepokój i dyskomfort, ale to były uczucia, jakie w czytaniu lubię. Bardzo spoko!
Odpowiedz
Hej,
Próbujesz czegoś nowego, w sensie piszesz z flow myślowym. Gratuluję próby. Wyszła nieźle, choć chwilami zbyt patetycznie. Ale to nie wynik warsztatu a punktu widzenia świata. Takiego idealiatycznego. Co samo w sobie nie jest wadą.
Bardzo fajnie podeszłym do zestawu.
Dobry, innowacyjny pomysł i niezłe wykonanie.
Jest ok

Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.