online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
Sto lat dla Nuncjusza!
jasno
Jolanta — cykl 23 starocie (2)
<
Tagi: #pojebane #horror #karłyzkutasami #niemieckieogrodnictwo

Ogrodnicy — cykl 23 starocie (1)

 

 Sir Edmond Benneth, zwany w pewnych kręgach Długą Lancą, zaparkował pojazd pod sklepem. Następnie zsunął się z poduszek, które pozwalały mu jako tako widzieć drogę i odpiął specjalistyczne przedłużacze do butów, dzięki którym mógł w ogóle sterować wozem. Wziął portfel i paczkę gum jagodowych. Potem wysiadł.

 I myślę, że zaczniemy właśnie tu.

 Naprawdę nazywał się Derek Ivo Komoninsky, zrodzony z matki Angielki i ojca Serba. Przyznacie jednak, że Sir Długa Lanca, ewentualnie Sir Edmond Długa Lanca, brzmi dostojniej. A jeśli nie dostojniej, to już z całą pewnością wyraziściej. Jako zwyczajny Derek w branży porno nie miałby szansy zaistnieć.

 A tak, proszę. W portfelu dwanaście kart i kilka setek gotówką. Na ręku i szyi złoto. W uszach muzyka. Metr dalej sportowe auto. Który karzeł może sobie pozwolić na coś takiego?

 Bo Sir Edmond z całą pewnością był karłem. Najprawdziwszym. A że karłem, zawodowym jebaką, to inna sprawa. Każdy gra takimi kartami, jakie ma.

 Postawił więc nogę (rozmiar dziecięcy) na chodniku i zamknął drzwi od Lotusa. Następnie wrzucił do paszczęki kilka gum i ciesząc się zawartą w nich kwasowością, odpalił nową płytę Eminema. Lubił ten moment, kiedy mógł wejść do sklepu i kupić, co mu tylko wpadnie w oko. To było dla niego niczym psychoterapia. A czasami nawet trochę tańsze.

 Kiedy więc usłyszał za sobą "Przepraszam pana" wiedział, że może się spodziewać prawdopodobnie dwóch rzeczy.

 Albo go rozpoznają i będą chcieli autograf, wychwalając łóżkowe popisy, albo nazwą pieprzoną pomyłką natury. Cudakiem, potworkiem i anomalią.

 Nastrój miał dobry, więc naszykował długopis. Odwrócił się. Wtedy jego wystudiowany uśmiech trafił szlag.

 Było ich dwoje, ale to kobieta zagadała. Stary stał tylko obok i jopił się jak szpak w wiadome miejsce. Sir Długa Lanca podrapał swą kozią bródkę.

 Różne są dziwy na świecie, ale żeby rozpoznawali go emeryci? Choć, jakby nie było, to w końcu Niemcy. Dokładnie Koeln. Tutaj sprawy nieetyczne czy dziwaczne mogły być codziennością. Kto tych cholernych szwabów tam zrozumie? Grunt, że sypią kasą. Że płacą krocie za jego machanie kuśką. I nawet pomimo tego całego internetu, wciąż może żyć na poziomie. Żyć, kupować i pieprzyć, co tylko chce.

 — Przepraszam pana — ponownie zagaiła chuda staruszka. Jak gdyby to, że się zatrzymał i odwrócił, nie było wystarczającym dowodem na to, że ją usłyszał. Może starość miała i swoje prawa, ale on ich po prostu nie rozumiał. A jako że nie rozumiał, nie zamierzał przestrzegać.

 Odwrócił się więc i ruszył w swą własną stronę. Trudno. Najwyżej się wkurzą i nie kupią jego nowego filmu. Staruszka jednak złapała go mocno za ramię.

 — Do pana mówię, młodzieńcze. Nie słyszy pan?

 Babcia wyrażała swoje myśli w angielskim, spod którego pobrzmiewał niemiecki akcent. Wszystko to dawało wymiar jakiejś komicznej, flegmatycznej twardości. Sir Długa Lanca odłączył słuchawki od telefonu.

 — Słucham? — odparł, wcale nie ukrywając irytacji. Fani, fanami, ale łapanie za ręce, to już gruba przesada. Dalej co? Może każą sobie jeszcze pokazać jajca?

 — No bo się pan odwrócił — jęknęła babcia, najwyraźniej zbita z pantałyku. Jej kompan dziadek był łysy, żylasty i niski. Na nosie zaś miał tak ciemne okulary, że powinni je sprzedawać w pakiecie z psem przewodnikiem. Ubrany w jasną kurteczkę przeciwdeszczową i spodnie nie od kompletu. Do tego zielone kalosze.

 Mimo wszystko euro, to jednak euro. A jak to się zwykło mawiać: „Klient nasz pan".

 — Gdyż się spieszę, kochana — odparł Edmond, próbując ucałować jej dłoń.

 Niech mnie, jeśli jej od tego nie zadrżą sflaczałe suty – pomyślał, zwijając usta w dziób. Babcia jednak nie pozwoliła mu na to, wkładając w wyswobodzenie się od groma siły. Siły, jaką nie powinna dysponować.

 — Więc o co chodzi, najmilsza? — dopytał karzeł, starając się nie stracić swojego wdzięku. Czaru, który pomimo jedynie stu osiemnastu centymetrów wzrostu pozwalał mu otwierać każde drzwi i ściągać kobiecą bieliznę. Nie, żeby teraz miał chęć.

 Zanim staruszka udzieliła odpowiedzi, dziadkowi zadzwonił telefon. Ten wyjął go spod kurtki i powiedział do kogoś, imieniem Henrich, żeby zadzwonił później, bo chyba znaleźli kolejnego. Dokładnie tak. Sir Lanca postanowił skończyć z tą kurtuazją.

 — Fajne spotkanie przyjaciele, ale obawiam się, że muszę iść. Wiecie. Terminy, zdjęcia, nagrania i takie tam.

 Wtedy babcia go zapytała o wzrost.

 W pierwszej chwili nie bardzo wiedział, jak się do pytania ustosunkować. Potem jednak uznał, iż lepiej, że staruszkowie widzą w nim tylko pokrakę i dziwadło, niż mieliby być odbiorcami jego sztuki. Perspektywa, że nadzy oglądają jego popisy, a może potem i sami, na przykład w kuchni, na stole... Brrrrrr. Już lepiej niech go biorą za cudaka.

 — Więc ile? — ponowiła staruszka. — Bo chyba niewiele ponad metr?

 Bezpośredniość babci go wkurzyła i postanowił ją za tę bezczelność skarać. Zakłopotanie lub nawet zaszokowanie starszej pani wydawało się karą odpowiednią.

 — Nieco mniej, niż sto dwadzieścia centymetrów, proszę pani. Mój wzrost to długość kutasa przemnożona przez pięć. Tak, mniej więcej.

 Nic z tego. Spłynęło po niej jak deszcz po małej żabce.

 — Czyli, poniżej stu dwudziestu? Tak czy nie?

 Pierwsze ze zdań było jeszcze angielskie, flegmatyczne. Za to drugie? Ho-ho. Takim tonem można by zaganiać żydów do gazowych komór. I kto wie, czy jej ojciec lub dziad...

 — Tak czy nie, knypie?! Nie migaj się!

 — Będzie poniżej — odpowiedział po chwili. — Wszystko?

 Babcia spojrzała na dziadka. Gdy odwróciła głowę, sir Edmond dostrzegł na jej szyi wyblakły tatuaż pająka. Fuj, pomyślał. Staruszkowie nie powinni mieć tatuaży, pomalowanych paznokci ani kolczyków w języku. Rozstępy, owrzodzenia i mysie łatki, jak najbardziej, ale dziary i metal? Nie dajmy się, kurde, zwariować.

 — Coś jeszcze, pani Hitler? Podać inne wymiary?

 — Nie — odparła babuszka. — To wystarczy!

 Następnie skinęła głową, a w ręku jej (pomocnika) pojawił się klucz do opon.

 Sir Edmont Długa Lanca zdążył pomyśleć, że to są chyba, kurwa, jakieś żarty. Nie zdołał jednak przekuć tej myśli w słowa, bo dostał metalem w czaszkę.

 Nie był także przytomny, gdy staruszkowie ciągnęli go za ręce do samochodu.

 

 Obudził się w pięknym ogrodzie. Słoneczniki, marchew rosnąca w rzędach, kolorowe kwiaty i mnóstwo drewnianych rzeźb. Do tego kamienna studnia oraz przepiękny mostek, pod którym to przepływała mini rzeczka. Połacie zielonej trawy, utrzymanej doprawdy po mistrzowsku.

 Był przykuty do kamiennego murku i ubrany jak błazen.

 Żółte spodenki, trzy-czwarte i sweter w pieprzone prążki. A buty w typie lakierków. Jak jakiś, kurde blaszka, krasnoludek.

 Do tego w usta wetknięto mu brudną szmatę i by nie zdołał jej wypluć, dzieło uwieńczono zatrzaśniętą na kłódkę, skórzaną maską. Na głowę zaś nałożono czerwoną czapeczkę, à la stożek. Włosy pod nią miał lepkie. W ustach krew.

 Wtedy zauważył, że nie jest w ogrodzie sam.

 Byli tu inni, podobni. Tak samo jak on przykuci i ucharakteryzowani na ogrodowe krasnale. Ośmiu, może dziewięciu. Połowa martwa i rozkładająca się w złocistym, lipcowym słońcu. Ci żywi byli tu chyba długo, bo z ich oczu wyzierało zrezygnowanie. Trzy karły. Jedno to kobieta.

 Wokół ogrodu zbudowano wysoki mur z cegieł i rzecznych głazów. Mur, zza którego nie słychać było dźwięków wielkiego miasta.

 Stara opalała się na kocu, leżąc w samym bikini. Dziadek zaś pod trzepakiem kopał dół. Gdzieś nieopodal dobiegało Sir Lancę głośne szczekanie psa, a zaraz po nim nieznośnie piskliwe: „Babciu! Już wstałem!"

 — O matko — zakwilił jeden z karypli, który był już tak słaby i wyniszczony, że oprawcy zrezygnowali z zatykania mu ust. — Matko jedyna — dodał, błagalnym tonem. — Ten pojebaniec znowu się obudził.

 Potem, kierując swą pozbawioną oczu oraz większej części nosa twarz, zwrócił się bezpośrednio do Sir Lancy.

 — Zapnij pasy, koleżko — wybełkotał. — Zaraz znowu się zacznie.

7884 zzs

Liczba ocen: 4
78%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: groteska

Liczba wejść: 27

Opis:

W przybliżeniu 2010-2011

Dodano: 2021-06-03 23:08:40
Komentarze.
*marok 8 d.
Brawo. Jutro wpadnę. Do tego jeszcze taki staruszek. W 2011 ja oglądałem Bakugany i jarałem się zaledwie piętnastominutowym ładowaniem filmów na youtube. A ty już pisałeś o karłach z kutasami.
Odpowiedz
marok tak na oko. Mogłem się machnąć o jednego mikołaja
Odpowiedz
z wykopem
Zdecydowanie poyebane. Ale fajne i przyciągające uwagę.
Odpowiedz
Zaciekawiony kiedyś widziałem film, w którym dzieciak miał abolutną władzę nad myślą, przez co stworzył sobie creepy-Disney-house, terroryzując wszystkich.
No i tak powstało.
Odpowiedz
*marok 8 d.
z wykopem
Noo, czuć, że twoje ale jakby nie do końca. Gdybym tak dostał bez autora, to może jedynie humor w pewnych miejscach dałby wskazówkę. Fajne, podobało mje się. Dwaj wincyj staroci bo dobra rozrywka
Odpowiedz
*marok 8 d.
No i piękne tagi. W punkt
Odpowiedz
marok haha, tagi taaa. Noo, już kryzys egzystencjonalny trochę za mną. Czwartek-ndz
Odpowiedz
z dużym wykopem
Koniec „otwarty” ... spodziewałem się innego wiec z zaciekawieniem się czytało... temat i całość oryginalne
Odpowiedz
jacek79 tooo, starociek taki, ale postanowiłem zacząć właśnie od nich.
Dziękuję.
Odpowiedz
Canulas zanim się dokopałem do staroci to były „porządki”
Odpowiedz
jacek79 noo tak, tak się zadziało,ale tera się oddzaje 😁
Odpowiedz
z dużym wykopem
Podoba mi się
Odpowiedz
VampirzycaElonna dzienx
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.