online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
Sto lat dla Nuncjusza!
jasno
Jesteś ślepa
>

Anastazja (fragment – Część II, rozdział 2)

 Gdy Borys się ocknął, siedział okryty ręcznikiem w zimnym brodziku. Ale nie był mokry. Najwyraźniej, sądząc po niemiłosiernie ścierpniętym ciele, spędził tu dłuższy czas, być może noc, bo przez niewielkie okienko łazienki wpadało już słońce, z drugiej jednak strony nie pamiętał, żeby wchodził pod prysznic.

 Do nosa wdarł się znajomy zapach. Serce podskoczyło najpierw z niedowierzania, a potem z radości. Kawa! Podniósł się w miarę sprawnie, choć przy takim natężeniu ścierpnięcia żaden ruch nie był łatwy, owinął biodra ręcznikiem i dość niepewnie wyszedł z łazienki.

 W kuchni cichutko szemrała muzyka. Usłyszał odgłos rozbijania jajek, a potem ich charakterystyczne skwierczenie na patelni.

 — Co się tak czaisz? — zapytał wesoło ktoś o bardzo dobrze znanym głosie. — Chodź na śniadanko.

 Nie mógł uwierzyć własnym zmysłom. Przy kuchennej płycie, ubrana tylko w jego białą koszulkę z napisem "future of dust", krzątała się najwspanialsza, najbardziej ruda i gorąca kobieta na świecie – Anastazja.

 Zapach jajecznicy kusząco wirował w nosie. Borys był straszliwie głodny. Chrząknął i podrapał się po głowie. Podszedł do stołu, gdzie stały już talerze, koszyk z pieczywem, dwa kubki z bajecznie pachnącą kawą. Usiadł. Ziewnął.

 — Chciałeś mi się utopić? — Uśmiechnęła się.

 Nie bardzo wiedział, jak zareagować. Wzruszył tylko ramionami, miał ochotę zanurzyć całą twarz w kubku z kawą – sam smak to za mało jak na obecne potrzeby. Zerknął na Anastazję, ale natychmiast uciekł wzrokiem do kubka. Jaki cudny był jej uśmiech, jaki ciepły; ileż było w nim seksu. Czy on, taki pospolity, byle jaki Borys, ma prawo patrzeć na coś tak czarodziejskiego? W jednej chwili jego i tak już nadwątlona pewność siebie prysła jak mydlana bańka.

 Anastazja tymczasem podeszła, przykucnęła obok krzesła i spojrzała mu głęboko w oczy.

 — Wszystko dobrze? — zapytała.

 Nie do końca zrozumiał. Przywołał kilka wymijających odpowiedzi i wybrał na szybko:

 — Jakoś. — Wzruszył ramionami. Nie spuszczał oczu z kubka. Wziął go w obie dłonie, przybliżył do ust jak najświętszą relikwię, wciągnął najcudniejszy aromat świata. Kubek mocno parzył, ale to był drobiazg. Dmuchnął w powierzchnię kilka razy i błogo siorbnął. Pierwszy łyk gorąca spowodował natychmiastową czkawkę.

 Anastazja odeszła na chwilę, a po chwili znów stała przy nim, lecz tym razem z patelnią pełną jajecznicy.

 — Takie to sobie na kaca. — Z niewinnym uśmiechem wzruszyła ramionami. — Ale prawie nic nie masz w tej swojej lodóweczce. Widać od razu, że mieszkasz sam.

 „Mieszkasz sam” – to stwierdzenie podziałało jak wytrych do sejfu zapomnianych skojarzeń. Nagle poczuł się w tej kuchni bardzo dziwnie. Niby wszystko było doskonale znajome, ale coś tu się nie zgadzało. Jakby po latach wrócił do domu z dzieciństwa, w którym nikt nic nie zmieniał, tylko że pamięć zakodowała wszystko tak, jak chciała, a nie tak, jak było faktycznie. Niby te same ściany wyłożone dębowymi klepkami, niby ten sam wielki klosz z miedzi w kształcie płaskiego stożka na grubym łańcuchu, niby te same fronty szafek z drobnych deseczek z ponawiercanymi otworkami różnej wielkości, przez które widać było grube zielone szkło – niby wszystko ok. Nawet rozkładany turystyczny stół, który nigdy tu nie pasował, tak jak i krzesła, były doskonale znajome, a jednak lodowato obce. Miał wrażenie, że znalazł się w specjalnie ustawionych dekoracjach, za którymi, w mroku i kurzu, czai się coś strasznego. Jedynie Anastazja była tak realnie swojska.

 Pomyślał, że wypicie kawy duszkiem mogłoby pomóc. Powstrzymało go widmo czkawki, która zawsze atakowała, ilekroć zaczynał pić coś gorącego.

 Kolejny łyk upił bardzo ostrożnie.

 — Hej. — Anastazja bacznie mu się przyglądała. — Na pewno wszystko w porządku?

 — Tak.

 Zaśmiała się melodyjnie.

 — Wczoraj cię nie poznawałam.

 — Dlaczego niby? — Wyjął jej patelnię z dłoni, nałożył sobie solidną porcję, powstrzymując się przed nałożeniem wszystkiego. Głód niemal miażdżył mu trzewia. Zje i wszystko wróci do normy, z kuchnią włącznie.

 — Ty, taki zawsze cichy. Dziewczyny cię nieraz zaczepiały, a ty nic. Nos do góry, pełna powaga. Bierz sobie, bierz, ja śniadań nie jem. Napiję się kawy.

 Pocałowała go w policzek, usiadła naprzeciw. Patrzyła mu w oczy, wodząc palcem po krawędzi kubka. Udawał, że tego nie zauważa, postanowił skupić się na łapczywym pożeraniu, potrzebował tego teraz jak powietrza. Odstawił patelnię i zaczął pakować do ust ogromne kęsy chleba i jajek, popijając je raz po raz kawą. Witalność powoli wracała.

 — Ty się nie boisz? — zagadnęła Anastazja po dłuższej chwili, najwyraźniej znudzona odgłosami intensywnego mlaskania, przełykania i siorbania.

 Przestał żuć, jedzenie wypełniało mu policzki jak chomikowi. Musiał chyba głupio wyglądać, bo roześmiała się szczerze. Jesteś cudem, który miał się nie zdarzyć, pomyślał, słysząc ten śmiech. Łzy nabiegły do oczu. Nie chciał się rozpłakać, ale ta nagła myśl o cudzie była tak prawdziwa, i tak dojmująca! Przełknął z trudem, aż zabolała go szyja.

 — Czego… — zaczął, ale głos uwiązł mu w gardle, więc odchrząknął, rejestrując jednocześnie, czy ona niczego nie zauważyła. Wyglądało, że nie, więc zapytał: — Mam się czegoś bać?

 — No co ty?! — Zrobiła wielkie zdziwione oczy. — Wczoraj zabrałeś z degustacji siedem butelek. Przedwczoraj pięć. Koordynator nie będzie tego liczył?

 Z degustacji? Z jakiej degustacji? Jaki koordynator?! Z trudem powstrzymał się, żeby nie zapytać. Powtórzył za to tylko w myślach kilkanaście razy: zjem i wszystko się samo wyjaśni.

 Odłożył ostrożnie widelec, jakby nie chciał kogoś obudzić, wstał od stołu, zajrzał do lodówki. Butelki wódki stały równiutko, uśmiechając się niemalże. Przeliczył je szybko – było dokładnie dziesięć.

 — Dorabiasz na tym? — Nie spuszczała z niego wzroku. — Sprzedajesz?

 — Nie... — zawahał się, bo właśnie dotarło do niego, o jakiej degustacji mówiła. Zamknął lodówkę i ciężko usiadł przy stole. Zakręciło mu się w głowie. W jednej chwili stracił chęć na jedzenie. Wspomnienia chyba zaczęły wracać, chociaż w sumie, im bardziej się starał, tym bardziej się zacierały. Co pamiętał? Nic konkretnego, coś na kształt wsysającej wszystkie obrazy, nim dostatecznie się wyostrzą, czarnej dziury z Anastazją w centrum. Jak to się stało, że taka kobieta zwróciła uwagę na coś takiego jak on? Napuściły ją dziewczyny? Śmieją się za plecami, szepczą coś między sobą, a kiedy on do nich podchodzi, milkną. Wkurzało go to od samego początku, teraz zaczynał to rozumieć – śmiały mu się w nos, a ona (aż strach pomyśleć, ale jednak) wraz z nimi.

 Pamiętał na pewno, że wczoraj pił przy niej na tej degustacji, nawet jej nalewał wódkę do plastikowego kubeczka. Wszystkie dziewczyny zresztą piły. Tej wódki jest, że ho, ho! Koordynator Lech Adamiec przywiózł ją w kartonach, wypełniały cały bagażnik, a co nie weszło, ustawił na tylnym siedzeniu swojej granatowej Škody; było tego tyle, że jeszcze zostanie, komu będzie się chciało to liczyć? Każdemu respondentowi powinni napełniać kieliszeczki góra do połowy, ale jednemu leje się równo pół, a drugiemu trochę mniej – oni przecież nie wiedzą, ile mają dostać. Niektórzy, cwani, chcą powtórkę, bo niby trudno im wyrazić opinię po tak małej ilości wódki.

 — Taka kropelka tylko człowieka rozdrażnia — powiedział wczoraj jeden facet.

 Zresztą sam Adamiec zaczął. Tego dnia, kiedy tylko przyjechał z całym tym arsenałem, rozpracowali we dwóch dwie półlitrówki, czego Borys omal nie przypłacił wizytą w szpitalu. Wymiotował krwią i miał straszne skurcze żołądka, a koordynator trzymał go za głowę nad sedesem i powtarzał:

 — Wyrzuć to z siebie, chłopie, ulży ci.

 No i Borys posłusznie wyrzucał. Z całkowitym oddaniem.

 Następnego dnia umierał na kaca. Kolejnego też, bo kac okazał się wersją kilkudniową, a na trzeci dzień zaczęła się degustacja, trzeba więc było przerwać umieranie i zając się obowiązkami. Znów opróżnili z Lechem pół litra, a może i więcej. Kiedy jednak koordynator zaczął po chamsku podrywać Anastazję, Borys nie wytrzymał. Chwycił ją za rękę i wyprowadził z budynku. Ale zanim to zrobił, wpakował do plecaka pięć pełnych butelek. Bardzo jej się to spodobało – do tego stopnia, że wylądowali w jej mieszkaniu. Potem w jej łóżku. Dawno tak się nie kochał! Zresztą w ogóle dawno się nie kochał, mógłby nawet powiedzieć, że nigdy, chyba że sam ze sobą. Ale „sam ze sobą” w zasadzie nic nie oznacza! Teraz dostał od losu prezent: stuprocentową, absolutnie fantastyczną kobietę, która doskonale wiedziała, do czego służą dłonie i usta. Wiedziała i nie wahała się ich używać. On też się nie wahał. Przywoływał w myślach wszystkie pornofilmy, jakie tylko mógł sobie przypomnieć i starał się wcielać w życie to, co z nich zapamiętał. Wódka dodawała mu skrzydeł, odblokowywała wyobraźnię, zwalniała hamulce. Anastazja nie pozostawała mu dłużna. Kochali się do rana, jedząc w przerwach kanapki z salsą i popijając małymi łyczkami alkohol ze szklanek koniecznie z grubym dnem, tak jak w filmach piją whisky. Chyba cały budynek słyszał, jak bardzo byli szczęśliwi. I to nie raz. Ale co tam! Niech wszyscy zazdroszczą! Niech się dowie cały świat, jak należy postępować z kobietami, żeby ich szczęście słychać było w całym budynku!

 Na degustację dotarli na godzinę przed wszystkimi. Zaczęli od mocno zmrożonego klina (wódka przechowywana była w chłodni na zapleczu i cały czas uzupełniania, respondent nie mógł dostać ciepłej) potem obowiązkowo czarna kawa z masą cukru. Później, w przerwie, wyskoczyli na pizzę i zimny sok żurawinowy. Tego dnia Borys schował w swoim płóciennym plecaku aż siedem pełnych butelek. Nie bardzo wiedział, po co je wynosi – grunt, że Lech tego nie ani nie widział, ani nic nie podejrzewał – to była ogromna satysfakcja, nie licząc darmowych drinków prawie bez ograniczeń przez cały dzień. I absolutnie fantastycznego seksu z Anastazją, rzecz jasna. Tym razem po pracy poszli do niego. Wyznała mu, że jest półsierotą i zapytała, czy ojciec Borysa żyje. Borys jednak nie pamiętał ojca w ogóle, może odszedł, może zmarł, w jego życiu zawsze była tylko matka, która opuściła ten świat lata temu. I okazało się, że z Anastazją jest podobnie – ojciec chyba kiedyś był, bo jakiś być musiał, jednak wychowywaniem zajmowała się nieżyjąca już od dwóch lat mama. Nie mogli uwierzyć, że aż tyle ich łączy! Kochali się przez to jeszcze zapalczywiej, jeszcze bardziej ostatecznie, jakby chcieli się w ten sposób wynagrodzić za wszystkie niespodzianki od losu.

 Ale co się działo potem? Miał poczucie czegoś strasznego, jakby otworzył się przed nim jakiś ukryty wymiar. Pamięć działała mętnie i bez sensu, pojawiały się obrazy i zdarzenia kompletnie irracjonalne. Kiedy ocknął się pod prysznicem, jakieś ponure wizje tliły się jeszcze chwilę w jego głowie, a o degustacji nawet nie pamiętał. Wystarczył jednak gorący zapach kawy. I cudny uśmiech Anastazji. I jej wspaniałe smukłe ciało tuż przed nim, z leciutko zaokrąglonym brzuszkiem i gorącymi sutkami, rysującymi się pod koszulką. Jakże wspaniale było pieścić je, całować, zlizywać z nich cały cud, jakim były! Jakże wspaniale byłoby zrobić to teraz! Na samą myśl przeszedł go słodki dreszcz.

 Chwycił widelec, nabrał dużą porcję jajecznicy. Dziś trzeba będzie wziąć więcej butelek. Może faktycznie da się na tym jakoś zarobić. Ludzie na pewno poszukują taniej wódki. Do degustacji dzień w dzień ustawiały się kolejki. Wystarczy szepnąć temu czy owemu, że jest tania wóda do kupienia i zarabiać! Zarabiać, ile wlezie! Jak długo można wegetować za jakieś resztki od Lecha Adamca! Albo pożyczać od Sergiusza, żeby potem nie mieć jak oddać! Jak długo jeszcze?! Czas na zmiany!

 Włożył jajecznicę do ust i oddał się beztroskiemu przeżuwaniu. Narastała w nim błogość. Anastazja popijała gorącą kawę małymi łyczkami. Po każdym wysuwała na chwilę koniuszek języka, by zlizać jakieś niewidzialne resztki napoju z górnej wargi. Jakże słodko to wyglądało. Uśmiechnął się, żując.

 — Co? — Przyglądała mu się z lekkim rozbawieniem. — Czemu tak patrzysz?

 — Bo patrzę na ciebie. — Starał się odpowiedzieć na tyle romantycznie, na ile pozwalały mu wypełnione usta.

 — Uważaj. Bo wykorzystasz limit i zniknę. — I znowu ten różowy koniuszek języka na górnej wardze.

 — Jaki limit?

 — Na patrzenie i komplementy.

 Pokręcił głową. Skąd u niej takie pomysły?

 — Chciałabyś. — Zagryzł pachnącym chlebem.

 — Wcale bym nie chciała.

 — Nie? A w sumie to, po co ci taki nijaki ktoś… jak ja?

 — Po co?! — Zdziwiona, wlepiła w niego oczy i odstawiła kubek na stół.

 — Pewnie się nabijacie ze mnie z dziewczynami, nie?

 — Nieprawda.

 — Obgadujecie mnie, przecież wiem.

 — Dlaczego ty tak mówisz?! Ja bym za tobą w ogień skoczyła!

 Poczuł falę nagłego gorąca, która przelała się od brzucha do serca. To pewnie od kawy i jajecznicy. W ogień?! Za mną?!

 — Skoczyłabym, Borys — powiedziała cicho, nie odrywając od niego lazurowych oczu; jakby usłyszała jego myśli. — A ty? Skoczyłbyś za mną?

 Pewnie, że by skoczył. Tyle mieli wspólnego – praca, nieżyjący rodzice, wódka, ten sam szef, teraz jeszcze, chyba można tak było powiedzieć, razem pomieszkiwali – jakże mógłby nie skoczyć?!

 — Na samo dno piekła — powiedział, nie mogąc ciągle uwierzyć w jej urodę, łagodność, kobiecość.

 — Oszukujesz.

 — Naprawdę!

 — To jeszcze może powiesz, że się zakochałeś we mnie?

 Przeszył go dreszcz. Do oczu znów nabiegły łzy. Zakochałem się? Kocham ją? Ja?! Taki nijaki nikt?! Czy ja umiem w ogóle?!

 — Nic nie powiesz? — lekko naciskała.

 Jak to powiedzieć tak najszczerzej, jak tylko można? Żeby nie miała wątpliwości. Jak to zrobić?

 — Aha. No i tyle w temacie. — Pokiwała głową. Spoważniała.

 — Nie… — Teraz albo nigdy; albo do końca życia będziesz małym Brysiem, którego dzień w dzień rozjeżdżają samochody. — Ja po prostu nie umiem… Nigdy tego jeszcze nie mówiłem. Przynajmniej nie pamiętam. Ale tak.

 — Ale co „tak”?

 — Kocham — powiedział jakoś tak nienaturalnie i cichutko. Chyba dlatego się zaśmiała. Zabolało go to. Zareagował zaczepnie: — Takie to jest śmieszne?

 — Nie, nie! Nie to jest śmieszne. To znaczy nie to, co mówisz. Ale zrobiłeś to tak bezradnie, że mnie rozczuliłeś. I żeby ci się tu nie rozmazać, zaśmiałam się. Po prostu. Bo ja też się zakochałam…

 We mnie! We mnie! We mnie! Ale jak to… we mnie?!

 — W kim? — Drżały mu ręce, głos też drżał. Przecież nie mogło chodzić o niego! Taka dziewczyna, Taka KOBIETA, nie mogłaby…!

 — No — chrząknęła — w tobie chyba.

 — Oszukujesz.

 — A jest tu jeszcze ktoś?

 Takiego gorąca w sercu nie czuł jeszcze nigdy; takiego spokoju, pewności, że wszystko, ale to absolutnie wszystko, się ułoży; nawet kac już nic nie znaczył, a w ogóle to wcale nie było już żadnego kaca i nie była to wyłącznie zasługa wspaniałej kawy z jajecznicą i świeżutkim pieczywem. Zakochała się we mnie! Ona jest we mnie zakochana!

 

 Nie szedł tego dnia do pracy. Biegł do niej! Niemal leciał! Z nią przy boku. Obejmował ją podczas drogi, trzymał za rękę, gładził delikatne długie palce i wnętrze dłoni.

 — Nie jesteśmy gówniarzami, daj spokój — mówiła, ale oczy wyrażały zupełnie coś innego. Więc dalej obejmował, trzymał za rękę, szeptał do ucha żarciki tylko po to, by dotknąć ustami jej zaróżowionej skóry.

 Nim spostrzegł, doszli już na przystanek. Gdzieś po drodze, na obitej z tynku ścianie, mignął mu czarny mural, wielkie litery, które podświadomie ułożył sobie w napis "future of dust". Na chwilę go to zaniepokoiło, błysnęła w głowie jakaś myśl, coś z dawnych, dawnych czasów, a może ze snów; a może widział to w jakimś filmie i dlatego zrobił sobie kiedyś koszulkę z takim napisem?

 Wsiedli do autobusu, kwadrans później potem wysiedli, przeszli przez kompletnie pusty mimo wspaniałej wiosny Plac Litewski. Borys dla żartu wbiegł w całe stado łażących po chodniku gołębi, wyłącznie po to, żeby ją rozbawić, żeby jej wspaniałe lazurowe oczy zalśniły beztroską, żeby zobaczyć i potwierdzić w nich miłość do siebie. Uciekała stamtąd schylona, z rękami nad głową; krzyczała, że gołębie zaraz zaczną się wszystkie na raz załatwiać prosto na nią. Ale śmiała się przy tym. Nawet, kiedy potknął się o gumową wycieraczkę w wejściu do holu restauracji Europa, wtedy też się śmiała. Podtrzymała go, żeby nie wylądował głową na ladzie przed szatnią, bo popędził na złamanie karku właśnie w tę stronę. Ocaliła mu zdrowie, może nawet życie, kto wie? Ważne było to, że nikt jeszcze do tej pory czegoś podobnego dla niego nie zrobił, przynajmniej niczego takiego nie pamiętał! Ona była tak wspaniale, tak cudownie pierwsza! Nie miał jej za złe tego śmiechu, kiedy się potknął – wiedział, że to nie z niego, a po prostu ze szczęścia.

 

16754 zzs

Liczba ocen: 2
81%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~AdamTe
Kategoria: romans

Liczba wejść: 23

Opis:

Fragment powieści Anastazja, wersja jeszcze robocza, trochę długi i wyrwany kompletnie z akcji, ale sam w sobie, myślę, może stanowić całość. Ponieważ Anastazja jest horrorem, a ten fragment nijak ma sie do horroru, stąd kategoria "romans".

Dodano: 2021-06-09 17:13:26
Komentarze.
*Ritha 2 d.
Jezu, czy to jest Grzęzawisko???
Wrócę, zalogowałam się specjalnie, jak zobaczyłam tytuł i skojarzyłam!
Odpowiedz
~AdamTe 2 d.
Ritha czuj się jak u siebie😉😉😉.
Odpowiedz
^Ozar 2 d.
z wykopem
Czytałem i całkiem ciekawie to wygląda, jednak rzeczywiście ten jak mniemam wyciągnięty z większej całości fragment nie jest horrorem. Jak podejrzewam owa Anastazja jest pewnie jakimś demonem albo czymś podobnym, może wiedźmą. Jak możesz to wrzuć dalsze albo wcześniejsze odcinki chętnie poczytam jako większą całość.
Odpowiedz
~AdamTe 2 d.
Ozar nie jest demonem, ani wiedźmą, chyba że trochę wiedźmą w tym dawnym, dawnym, słowiańskim znaczeniu,czyli wszystkowiedzącą, ale też nie do końca. Będą jeszcze inne fragmenty, ale w sumie Anastazja jest hybrydą gatunkową, więc z czystym horrorem może być różnie. Dzięki żeś zajrzał do mnie.
Odpowiedz
*Ritha 3 godz.
z dużym wykopem
Future of dust, powiadasz Zaskakująco sielankowo i miłośnie, narracja bardzo Twoja – wieki jej nie czytałam i bardzo mnie cieszy, że wrzuciłeś fragment i mogłam poniuchać, choć, muszę to powiedzieć, liczyłam na ciut flaczków ciut mięska ciut, ciut, ale to moja fanaberia
Przyczepić się oczywiście nie ma czego, błędów nie wychwyciłam
Pozdrawiam
Odpowiedz
~AdamTe 2 godz.
Ritha No właśnie nie chcę epatować tymi flaczkami od razu. Ale będzie jeszcze parę fragmentów, mocniejszych (może akcja z księdzem, bo to tak bardziej na czasie, a może finałowa scena w garażu, gdzie się wyjaśni, co to za licho to "future of dust". Ale generalnie Anastazja będzie o miłości, zaborczej, twardej czasem, ale o miłości. Dzięki, że zajrzałaś.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.