online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW#6 – Fala świadomości
<
TW#4 – Fura
>
Praca Wyróżniona

Opis:

Tekst, w którym znajdziecie luźne (he he) lub bardziej nachalne nawiązania do pewnej katastrofy z 86' (jak ktoś wychwyci, niech pisze komentarzu, ciekaw jestem). Wskazane podejście z dystansem.

Objętość tekstu wg licznika w wordzie: 11997 zzs.

Tagi: #treningwyobrazni #katastrofa #eskperyment #biegunka #wynalazca

TW#5 – Disasterrhea

 Postać: Wynalazca

 Zdarzenie: Ostatnia burza w jelitach

 Efekt: 55. Pierwszą sceną w opowiadaniu jest konferencja prasowa nawiązująca do wydarzeń zawartych w dalszej części opowiadania jako retrospekcje

 

 

 Sala konferencyjna Uniwersytetu w Bobandy

 26.06.2016, godzina 6:31:22

 

  W pomieszczeniu panował chaos. Wszystkie krzesła były zajęte, a ci, dla których nie starczyło miejsc, kręcili się to tu, to tam lub tłoczyli pod ścianami. W progu dwuskrzydłowych drzwi stały osoby, którym nie udało się wślizgnąć do środka.

  Zgromadzeni w sali konferencyjnej reporterzy wiercili się na siedzeniach, tocząc między sobą ożywioną dyskusję. Gdyby nie przekonanie (słuszne zresztą), że nawet chwilowe powstanie z krzesła będzie równoznaczne z koniecznością permanentnego pożegnania z wygrzanym siedzeniem, niektórzy dziennikarze w ciągu kilku chwil wyrobiliby normę kroków na dany dzień. Wszyscy z niecierpliwością czekali na pojawienie się naukowca.

  Nagle boczne drzwi otwarły się z hukiem i do sali sprężystym krokiem wszedł profesor Knickett wraz z kilkuosobową świtą. Reporterzy, nie czekając, aż uczony zajmie miejsce za mównicą, zaczęli się przekrzykiwać, zadając pytania. Głosy zlały się w jeden niezrozumiały, denerwujący pomruk.

  Knickett, wysoki, pięćdziesięcioletni mężczyzna o krzaczastych brwiach i czujnym spojrzeniu, obrzucił wzrokiem zgromadzonych i stanął za baterią mikrofonów. Na jego twarzy na ułamek sekundy zagościła obawa, profesor jednak szybko wziął się w garść. Uniósł dłoń, prosząc o ciszę i gdy męczący harmider podzielił się na kilka mniejszych ognisk nieco mniej uciążliwego szmeru, uczony przemówił.

  – Witam państwa – zaczął, starając się kontrolować drżenie głosu. – Nazywam się Ethan Knickett, odpowiem…

  – Co się wydarzyło w laboratorium? – przerwała mu brutalnie ruda, kanciasta kobieta w wiśniowym żakiecie. Piskliwy głos dziennikarki nie potrzebował mikrofonu, by boleśnie wwiercić się w bębenki uszne zgromadzonych. – Wiemy, że są ofiary, a przynajmniej jedna.

  – Szanowna pani… – Uczony przytknął do czoła bawełnianą chustkę. – Owszem, mieliśmy mały wypadek, ale…

  – Chyba nie taki mały, skoro nawet w sąsiednim budynku szyby wypadły z okien – nie ustępowała kobieta. – Co tam się stało? Mamy prawo wiedzieć!

  Knickett przymknął oczy i potarł palcami nasadę nosa. Już miał dość, a jeszcze nawet nie zdążył odpowiedzieć na żadne pytanie.

  – Proszę dać mi dojść do słowa! – rzucił poirytowany do coraz głośniej szemrzącego tłumu. – Jak wspomniałem, mieliśmy wypadek podczas eksperymentu. Z początku wszystko szło bez zarzutu, aż do chwili, gdy…

 

 Instytut Gastrologii Stosowanej

 26.06.2016, 1:06:37

 

  – Bernard! Co jest tu z wami?! – rzucił Knickett od progu. Wparował do gabinetu podwładnego z iście marsową miną. – Dlaczego nie odpowiadacie, gdy was wywołuję?

  Michael Bernard spojrzał zlękniony na przełożonego.

  – Przepraszam, profesorze, mieliśmy mały problem z panem Robertem.

  – Ile razy mam przypominać, że podczas eksperymentu posługujemy się przyjętymi na ten czas terminami?! Bądźmy profesjonalni! – zrugał młodego uczonego Knickett. – Robert Beniamin Milford Kinley jest Robertem Beniaminem Milfordem Kinleyem prywatnie, podczas eksperymentu jest „obiektem czwartym”, czy to jasne?

  – Taak, tak, przepraszam, profesorze.

  – Więc mówże wreszcie, jaki to problem mieliście.

  Bernard wskazał na wiszący na ścianie ekran i postukał w klawisze. Na monitorze wyświetlił się półprzezroczysty trójwymiarowy model człowieka. Postać miała niebieskawy kolor, natomiast w jej brzuchu migały i pulsowały czerwono-pomarańczowe punkciki.

  – Aktywność gastryczna wzrasta, profesorze – wyjaśnił uczony. – Odczyty zaczęły nagle niepokojąco szybko rosnąć, dlatego musieliśmy zareagować. Zarządziłem, by obłożyć Robe… „obiekt czwarty” większą ilością lodu. Była chwila stresu, a ja nieopatrznie usiadłem na komunikatorze, dlatego nie odpowiadałem na pańskie wezwaniem, przepraszam.

  Knickett wpatrywał się w ekran w zamyśleniu. Po chwili poklepał podwładnego po ramieniu.

  – Dobrze zareagowałeś. Ale następnym razem pilnuj komunikatora, przepływ informacji jest kluczowy – rzekł, po czym wskazał na monitor. – Trzeba monitorować „obiekt”. Każ mu jeszcze zwiększyć dawkę L-1. Do diaska, poprzednia zmiana nie zgłaszała żadnych trudności w przebiegu doświadczenia… – Knickett ponownie się zamyślił. W końcu zdecydował: – Bernard, przenosimy całą akcję do sterowni. Sytuacja robi się niestabilna, stamtąd będę koordynował akcją. Musimy mieć wszystkich na miejscu. To zaszło za daleko, nie możemy już tego zatrzymać. Nie wolno nam ryzykować. Za dziesięć minut widzimy się na miejscu. Każ ludziom się przygotować.

 

 Sala konferencyjna uniwersytetu w Bobandy

 26.06.2016, 6:40:57

 

  – Eksperyment miał być całkowicie bezpieczny dla otoczenia i ochotnika. Dlaczego nie przerwaliście, skoro widać było, że coś jest nie w porządku? – Oskarżycielski ton kolejnego pytania wprawił Knicketta w jeszcze gorszy nastrój. Czuł, jak z każdą chwilą jest coraz bardziej przyciskany do ściany.

  Profesor znowu otarł z czoła kropelki potu.

  – Owszem, zgodnie z obliczeniami eksperyment miał przebiegać w uporządkowany sposób. Tak też było… do pewnego momentu. Doszło do nieprzewidzianej reakcji organizmu. Zapewniam jednak, że cały zespół zareagował wzorowo, każdy jego członek stanął na wysokości zadania.

  Dziennikarze wymienili spojrzenia. Z tłumu dobiegło nieskutecznie stłumione parsknięcie.

  – Dlaczego nie przerwano doświadczenia? – zagrzmiał potężny reporter, wykorzystując własnoręcznie wyhodowane (zdaje się, że właśnie na taką okoliczność) pudło rezonansowe, umieszczone pod ledwo dopiętą koszulą.

  – Było na to za późno. Rozpoczęła się niekontrolowana reakcja łańcuchowa, której opanowanie graniczyło z cudem – wyjaśnił Knickett, a po chwili dodał z większą pewnością w głosie: – A że jako naukowiec w cuda nie wierzę, robiłem wszystko, żeby zapobiec nieszczęściu.

  – Ale co właściwie zaszło? Ludzie zasługują, żeby wiedzieć! – krzyknął spod ściany siwy dziennikarz o kreciej fizjonomii.

  Profesor drżącą dłonią poprawił okulary.

  – U „obiektu czwartego” stwierdziliśmy zatrucie ksylitolowe.

 

 Instytut Gastrologii Stosowanej

 26.06.2016, 1:18:46

 

  Zgromadzeni w sterowni uczeni, a wśród nich profesor Knickett, obserwowali odczyty aparatury.

  – „Obiekt” słabnie. Podejrzewamy, że może to być zatrucie ksylitolowe.

  Główny naukowiec zmarszczył brwi, jednocześnie wytrzeszczając oczy. Widok był upiorny.

  – Jak to zatrucie? Skąd „obiekt” miał ksylitol?!

  – Przyniósł swoje jedzenie w pudełeczkach, chyba ciasto… Widocznie ogranicza cukier, stąd ksylitol w potrawie. Wie profesor, że doświadczenie trwa od wczoraj, a nasz budżet nie przewiduje posiłków dla…

  – Do jasnej cholery! – ryknął Knickett. – Nie wolno łączyć ksylitolu z podawanymi w trakcie eksperymentu lekami! Jest to dokładnie opisane w dokumentacji!

  Bernard przygryzł wargę i spojrzał z lękiem na przełożonego.

  – Jestem tu dziś na zastępstwie, szefie, nie miałem dostępu do papierów. Dostałem to – rzekł, pokazując rozmówcy plik zadrukowanych kartek – i kazano mi postępować zgodnie z kolejnymi krokami. Mówili, żeby robić wszystko według instrukcji…

  – Jasny gwint! – Profesor splótł dłonie za głową i gorączkowo się nad czymś zastanawiał. Zwrócił się do podwładnego: – Dajcie mi podgląd na „obiekt”. Obraz z kamery, szybko!

  Na monitorze ukazał się widok pokoju testowego. W jego centrum, na składanym krzesełku siedział łysiejący, otyły mężczyzna. Jego brzuch obłożono woreczkami z lodem. On zaś rozglądał się zdezorientowany po pomieszczeniu. Do ręki miał przypiętą kroplówkę, na twarz z kolei założono mu maskę, przez którą dozowano lek wziewny. Z umieszczonej pod sufitem kamery nie widać było dokładnie twarzy, jednak „obiekt” kiwał się na siedzeniu, co mogło wskazywać na osłabienie organizmu.

  – Drugi monitor, obraz przekrojowy, szybko – rozkazał Knickett.

  Na ekranie, obok widoku wnętrza pokoju badawczego, pojawił się trójwymiarowy model badanego, taki sam jak poprzednio. Kolorowe światełka w brzuchu migotały i kotłowały się, jakby w trzewiach mężczyzny panowała burza z piorunami.

  – Dozujcie mu L-1, zwiększ dawkowanie na czternaście procent. Ale chwila… – profesor spojrzał na podgląd pomieszczenia badawczego – co on robi?

  Grupa uczonych obserwowała, jak „obiekt czwarty” wyciąga z kieszeni spodni podłużny przedmiot, manipuluje przy nim chwilę, a potem odchyla maskę, wkłada przedmiot do ust i odgryza kawałek.

  – To chyba batonik – wydusił Bernard słabym głosem. – Pewnie bezcukrowy.

 

 Sala konferencyjna uniwersytetu w Bobandy

 26.06.2016, 6:47:05

 

  – Obiekt badany wniósł na teren badawczy niedozwolone przedmioty. Zatrucie spowodowało reakcję gastryczną w postaci niekontrolowanej burzy jelitowej. Owszem, sami chcieliśmy wywołać tę burzę, ale na naszych zasadach. Pod ścisłą kontrolą. Zrozumcie, państwo, to mogła być rewolucja, która raz na zawsze zamknęłaby temat nieplanowanych posiedzeń w toalecie.

  – Czyli celem badań było wynalezienie skutecznej terapii, leczącej bolesne i dokuczliwe obstrukcje. Dlaczego więc zginął człowiek?

  – Tak jak powiedziałem, wystąpiły niespodziewane komplikacje. Zatrucie ksylitolowe po zjedzeniu ciasta było potężnym zagrożeniem, które ledwo udało nam się opanować. Jednak ten dodatkowy batonik… – Knickett spuścił wzrok i pokręcił głową. – On przechylił szalę. Dodatkowa dawka ksylitolu zadziałała jak zapalnik. Próbowaliśmy zareagować, zrobiliśmy wszystko, co można było zrobić. Nikt nie spodziewał się jednak… – Profesor urwał i zaczerpnął tchu, po czym kontynuował relację.

 

 Instytut Gastrologii Stosowanej

 26.06.2016, 1:23:35

 

  Napięcie w sterowni było tak gęste, że uczeni ledwie byli w stanie się poruszać.

  Brzuch trójwymiarowego modelu na ekranie w zastraszającym tempie wypełniał się czerwonymi punkcikami. Wskaźniki sięgały wartości krytycznych. Na ekranie obok, „obiekt czwarty” wiercił się na krześle, a jego ciało zdawało się falować.

  – Zatrzymaj to! – ryknął Knickett, ale adresat rozkazu, Bernard, ani drgnął. Był cały zesztywniały ze strachu. Profesor zepchnął go z siedzenia i sam zaczął stukać w klawisze i manipulować pokrętłami na terminalu.

  Badany nie reagował, odczyty przekroczyły maksymalne wskazania i wcale nie planowały się zatrzymać. Naukowiec w akcie bezradności nacisnął awaryjny przycisk „gaszenia burzy”, opisany jako AZ-6, który w podobnych sytuacjach miał dostarczyć „obiektowi” wziewnie końską dawkę leku.

  I wtedy dopiero się zaczęło.

  Odczyty na komputerze zaczęły rosnąć tak drastycznie, że po kilku sekundach wyświetlacz wypełnił się dziewiątkami i najzwyczajniej w świecie zgasł. Trójwymiarowy model badanego nie był już pełny czerwonych kropek. Sam stał się ogromną czerwoną sferą. Na drugim ekranie, zamiast „obiektu”, widać było tylko bezkształtną masę z wystającymi z niektórych miejsc kończynami i głową o pełnej zdziwienia twarzy.

  Potem ekrany nagle zgasły.

  Budynek zatrząsł się w posadach. Rozległ się grzmot, a osypujący się z sufitu tynk osiadł na aparaturze i ubraniach uczonych.

  Mimo szczelnie zamkniętych drzwi do pomieszczenia wdarł się odór rozgrzanych do czerwoności fekaliów, które płynęły teraz korytarzami kompleksu badawczego.

 

 Sala konferencyjna uniwersytetu w Bobandy

 26.06.2016, 6:53:09

 

  Dziennikarze – wbrew naturalnemu instynktowi – zamilkli. Knickett kończył swoją wypowiedź.

  – Tak jak wspomniałem, lek, który miał ugasić szalejący w jelitach „pożar”, nie trafił tu, gdzie miał trafić. Badany ściągnął maskę, by zjeść batonik, przez co podawany w stanie gazowym medykament nie trafił do organizmu, a wymieszał się z unoszącymi się w pomieszczeniu gazami gastrycznymi. I o ile w małych ilościach taka mieszanka jest niegroźna, to w takich proporcjach i przy takim ciśnieniu, jakie wygenerował w sali „obiekt czwarty”, stała się zabójcza i ekstremalnie łatwopalna. Samozapłon jelit badanego załatwił resztę…

  Wszyscy czekali w napięciu, aż padnie to, co paść musiało.

  – Nastąpiło stopienie rdzenia gastrycznego. „Obiekt czwarty”, a właściwie Robert B.M. Kinley eksplodował toksycznymi fekaliami. Co więcej, obawiamy się, że każdy, kto miał kontakt z wyziewami, mógł zostać skażony. Jednak…

  Nagle, wśród panującej w sali ciszy, rozległ się złowieszczy bulgot. Dochodził z trzewi profesora.

  – O nie… – szepnął słabym głosem uczony.

  W sali konferencyjnej rozpętało się prawdziwe pandemonium.

12588 zzs

Liczba ocen: 13
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 145

Dodano: 2021-06-13 17:10:03
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
TreningWyobrazni sięrobi, szefu!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Własnie miałem zjeść batonika ...
Odpowiedz
behemot48 hahah, przepraszam
Odpowiedz
CptUgluk Nie przepraszaj dałem wrogowi i z lubością patrzyłem jak go pożera
Batoników już nie ruszę
Odpowiedz
behemot48 Hah, mam nadzieję, że mu smakowało
Spokojnie, batoniki są bezpieczne, byle z umiarem. Słowo Ugluka
Odpowiedz
CptUgluk Nie dzięki ...już nie zjem
Odpowiedz
z dużym wykopem
He, he, świetny tekst, i straszno i śmieszno Rdzeń gastryczny, powiadasz? Dobre Z ksylitolem trzeba uważać, postaram się nie nadużywać A ten batonik, to trochę taka montypyhonowska miętowa czekoladka, cieniuteńka jak opłatek. Czy ktoś zdążył życzyć obiektowi czwartemu bon appetit? Bardzo fajny tekst. Technicznie – jak dla mnie – też wszystko gra. No, jak zawsze u Ciebie
Odpowiedz
Zdzislav z ksylitolem nie ma żartów, no! Hahah, kurka, znalazłeś dodatkowego easter egga, bo nawiązanie do Pythonów wyszło całkowicie przypadkowo
Dziękuję pięknie, choć też pisałem już z deadlinem na karku i wiem, że można by było pewne rzeczy lepiej dopracować/opisać. Ale jest, jak jest
Standardowo – miło było Cię gościć!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Dzień dobry,
Wpierw opis sytuacji: jest poranek, na stoliku mam kawę plus ciastko czekoladowe i głowę pełną wspaniałych pomysłów. Na początek postanawiam poczytać - ooo, CptUgluk coś wstawił - ten gość umie pisać, więc biorę się za lekturę...

Wniosek pierwszy po przeczytaniu: zajebisty tekst, i nie mówię tego jako pracy wnikam służby zdrowia (nomen omen gastrologia jest mi bardzo bliska), ale że względu na pomysł i świetne wykonanie. Tak świetne, że... (I tu przechodzimy do punktu...)
2. Na wspomnienie eksplodujących jelit nie będę miała dziś problemu z utrzymaniem diety

Pozdrowionka
Odpowiedz
Agnieszka Po pierwsze - dziękuję za komplement
Po drugie - cieszę się, że służba zdrowia propsuje!
Po trzecie - nie ma za co

He, a tak poważnie to dzięki za odwiedziny i cieszę się, że miło spędziłaś czas przy porannej lekturze Zawsze miło Cię gościć!
Odpowiedz
Rozpoczynamy głosowanie w obecnej edycji TW!
Serdecznie zapraszamy do oddania głosu:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Pozdrawiamy
Zespół TW
Odpowiedz
Hej

Ciekawy tekst, zabawny.


"każdy jego członek stanął na wysokości zadania."


Takie gromy zwistujące gównoburzę na koniec.
Odpowiedz
KluczDoPiwnicy Hello! Dziękuję za dobre słowo. Ha, "gównoburza", chyba lepiej nie można było tego ująć
Dzięki za wizytę, polecam się na przyszłość
Odpowiedz
z wykopem
Cześć CptUgluk:-) swoją drogą fajny nick, jestem ciekawa co oznacza:-)
Ale do rzeczy, podoba mi się budowa opowiadania i przeplatanie konferencji retrospekcjami. Wiem, że miałeś to narzucone w zestawie, ale faktem jest, że zgrabnie Ci to wyszło.
Odpowiednio budujesz napięcie pod rozlegający się w końcówce złowieszczy bulgot:-)
Wyszło zabawnie i z pomysłem. Samozapłon jelit- dobre:-)
Powodzenia i pozdrawiam
Odpowiedz
Olciatka Hej A dziękuję, nick pożyczyłem od Tolkiena i doprawiłem pirackim wykończeniem
Dziękuję też za dobre słowa. Trochę się obawiałem, czy retrospekcje "siądą" tak, jak zaplanowałem, ale chyba ostatecznie nie wyszło źle. Budowanie napięcia jest dla mnie kwestią bardzo ważną, dlatego staram się je ćwiczyć przy każdej okazji No i fajnie, że bulgot zrobił robotę
Dzięki raz jeszcze za odwiedziny, miło było Cię gościć!
Odpowiedz
z wykopem
Przysiadłam wiedząc, że będzie dobre. Jak ja się zdziwiłam, niby wiedziałam jakie masz zdarzenie 😂 ale...
No i generalnie wszystko fajnie, na miejscu, lekko żartobliwy tekst na oderwanie od smutnej rzeczywistości... I tak tylko się zastanawiam, czy tam właśnie gdzieś na drugiej półkuli nie zjada ktoś zakazanego batonika...
PS. Ksylitol wypieprzyłam do kosza...
Odpowiedz
SylviaWyka he he, zdarzenie wymusiło pojawienie się pewnych substancji... Właśnie zdałem sobie sprawę, że to już chyba drugie moje opowiadanie w tym sezonie TW, w którym pojawia się motyw jelitowych rewolucji. Cholera, nie wiem, czy zmierzam w dobrą stronę
Ha, zniechęcam ludzi do batoników. Wychodzi na to, że przyczynię się chyba do zdrowszego odżywiania społeczeństwa
Aj, szkoda, że wyrzuciłaś ksylitol. Może by się przydał do jakichś doświadczeń...
Dzięki bardzo za odwiedzinki!
Odpowiedz
^Ozar 4 m.
z wykopem
Fajnie się czytało. Ciekawy pomysł i jego wykonanie też superek. Nie wiedziałem że ze sraczki można zrobić zajebisty kawałek tekstu hahahahaha. Ten rdzeń gastryczny + samozapłon jelit to już miodzio pomysł.Bardzo dobrze wybrnąłeś z tej ostatniej burzy w jelitach, bo hasło trudne do opisu. Reasumując szczypta lekko abstrakcyjnego humoru!
Odpowiedz
Ozar Bo kto powiedział, że sraczka musi być nudna?
Dziękuję, cieszę się, że takst był strawmy pomimo tematyki
Z humorem iść przez życie trza, nawet jak ostro w jelitach gra.
Dzięki za wizytę, pozdro
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
z wykopem
Płynne i obrzydliwe Trzy razy próbowałam sklecić merytoryczny komentarz, niestety nie mam prądu, zaznaczam więc tylko, że byłam i że było niezłe
Odpowiedz
Ritha Płynne, indeed
Trudno, jak to mówią: "do trzech razy sztuka", jak nie pykło za trzecim, to bierę, co jest
Dziękuję za bycie i komentarzunek
Odpowiedz
Płynne, indeed
Trudno, jak to mówią: "do trzech razy sztuka", jak nie pykło za trzecim, to bierę, co jest
Dziękuję za bycie i komentarzunek
Odpowiedz
z dużym wykopem
Z zestawu wybrnąłeś śpiewająco i bardzo oryginalnie. Kolejnym Twym atutem, poza rzecz jasna, świetnym reaserchem jest umiejętność żonglowania czasem i pisania odrębnych z pozoru scen, ale nieźle połączonych. Takie lawirowanie - zwłaszcza, jeśli w grę wchodzi czas - bywa dość karkołomne.

Opko wesołe, z przymrużeniem oka, ale napisane w oparciu o taki reaserch, że nie zastanawiasz się, czy wierzysz, bo wierzysz intuicyjnie. Taki trochę odcinek Rick&Morty

Na początku trochę za dużo ozdobników, chyba że późniejszy przytup miał rozpocząć lekki kicz. Chodzi mi o: " Nagle boczne drzwi otwarły się z hukiem i do sali sprężystym krokiem wszedł profesor Knickett wraz z kilkuosobową świtą. _ Nagle - huk - sprężysty krok. - takie ooo.

Możesz też ociosać pod kątem dookreśleń, ale to już po to, żeby zachować uwagę w tym zakresie, niż gdyby opko naprawdę potrzebowało ciosania. To jak porządkowanie ogrodu, który już w sumie jest czysty.
Np tu: " Dziennikarze – wbrew naturalnemu instynktowi – zamilkli. Knickett kończył swoją wypowiedź." - "swoją" jest niepotrzebne.

Ciaox - dobry tekst
Odpowiedz
Canulas Whoa, panie kochany, nie spodziewałem się tak dobrego przyjęcia. Bardzo jest mnie miło!

Rzeczywiście, na początku jest większa ilość ozdobników, bo i opko miało być w całości w takim trochę nadmuchanym, śmieszno-poważnym tonie. Później koncepcja się wyklarowała i trochę to złagodziłem, ale początek został, jaki został. I tak coś tam z niego wykroiłem już pod tym kątem, więc było gorzej

Dookreślenia to coś, co ciągnie się za mną od dawna. Walczę, choć czasem jeszcze wracam na tarczy. A jeśli dobrze pamiętam, nad tym "swoją", o którym wspomniałeś, nawet się przez chwilę zastanawiałem na etapie korekty, ale najwidoczniej zostawiłem, a mogłem nie zostawiać.

Dzięki piękne za merytorykę i krzepiący komentarz
Odpowiedz
z dużym wykopem
O. Mój. Boże. Gastryczny Czarnobyl jak się patrzy!
Widać w tym tekście jednocześnie dopracowanie, ale też pewną lekkość narracji - zupełnie jakby przyszło Ci to wszystko totalnie bez wysiłku. Fajnie oddajesz bohaterów, i głównych, i pobocznych (choćby cały przekrój różnych osobowości wśród dziennikarzy), a cała opowieść z lekkim przymrużeniem oka - akurat tyle, ile trzeba. Mnie się bardzo podobało - jednak właściwy to był zestaw we właściwych rękach!
Odpowiedz
alfonsyna Ha, pierwsza Czarnobyl wspomniałaś (na to liczyłem właśnie). Dziękuję, starałem się nawet tych epizodycznych bohaterów jakoś nakreślić, bo mam wrażenie, że zwykle traktuję ich za bardzo po macoszemu. No i dziękuję za żyzny zestaw
Pozdro!
Odpowiedz
CptUgluk zawsze do usług!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Uszanowanko,

merytorycznie nie będzie, a szkoda, bo to dobry dzień, aby się przyczepić do czegokolwiek Ale nic na siłę.

Patrząc na zestaw przypomniała mi się złota zasada życia "z g*wna bata nie ukręcisz" i zastanawiałam się, co też można z tego zrobić.

Ty jednak pokazałeś, że potrafisz i było w pytkę. Nawet problemy gastryczne były w pełni objęte należytą dawką dramaturgii i humoru
Odpowiedz
Hiraeth Czepiaj się śmiało, jak tylko coś znajdziesz (cholerka, zabrzmiało z deka arogancko, ale mam nadzieję, że wiesz o co cho ).
Problemy gastryczne zwykle są podszyte zarówno dramaturgią, jak i humorem
Dzięki bardzo za wizytację i dobre słowo
Odpowiedz
z dużym wykopem
"Grupa uczonych obserwowała, jak „obiekt czwarty” wyciąga z kieszeni spodni podłużny przedmiot, manipuluje przy nim chwilę, a potem odchyla maskę, wkłada przedmiot do ust i odgryza kawałek.

– To chyba batonik – wydusił Bernard słabym głosem. – Pewnie bezcukrowy." - Popłakałam się ze śmiechu.

Do maksimum wykorzystałeś swój zestaw, a to się chwali.

Gratuluję tak poważno-absurdalnego opowiadania. Była to niezła rozrywka na sobotnie popołudnie.
PA!
Odpowiedz
MHSchaefer jeśli uroniłaś łezkę rozbawienia, jest to dla mnie najwyższa forma komplementu!
Ach, zestaw był jaki był, cóż było robić – absurd musiał się pojawić
Dziękuję pięknie, miło, że Ci się podobało. Fajnie, żeś zajrzała
Odpowiedz
~oidrin 4 m.
z wykopem
Zdecydowanie ciekawy pomysł na specyficzną mieszankę haseł. Lubię takie absurdalne historie z lekką nutką naturalizmu.
Odpowiedz
oidrin Hej ho, dziękuję Ci za miłe słowa. Właśnie tak sobie to zaplanowałem – żeby absurd był ubrany w garnitur realności. Cieszę się, że wyszło
Dzięki za wizytę!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Gratulacje!!...mocny tekst ze szczyptą humoru
Odpowiedz
jacek79 dziękuję bardzo fajnie, że czuć tę szczyptę
Odpowiedz
Gratuluję
Odpowiedz
behemot48 bardzo dziękuję
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.