online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Mała sztuka w siedmiu aktach — Cykl 23 starocie (7)
<
Odejście największej z gwiazd — Cykl 23 starocie (5)
>
Tagi: #gołębie #pojebane #niedlaciebie #takietamo

Dachowa gildia — Cykl 23 starocie (6)

 

 Albert miał lat szesnaście, Krystian o dwa i pół mniej. Chodzili do tej samej brudnej szkoły, wdychając pastę do podłóg i wstrzymując oddechy w zasranych kiblach. To ich łączyło.

 Pierwszy miał zadatki na humanistę. Lubił czytać Sienkiewicza, Marksa i Sapkowskiego. A kiedy raz się upił, krzyczał, że Bóg nie żyje. Ewę zaś nazwał dziwką, przez której chciejstwo cierpią wszyscy mężczyźni. Na dłoniach malował swastyki czarnym flamastrem, ciesząc się, że nawet pod gorącą wodą nie chcą zejść. Czasem wykradał z pobliskiej szopy gołębie i wpychał je do słoików po ogórkach. Potem zakręcał i tak po prostu zostawiał. Miewał erotyczne fantazje o młodszej siostrze.

 Drugi był tylko powłoką. Opasłym pisklęciem, zatrzaśniętym w skorupce internetu. Bolał nad swoim e-życiem, a zwłaszcza nad tym, że musi je współdzielić z innymi. Te wszystkie nakazy, zakazy i postulaty. No i to słońce. Czemu ma służyć to wszystko?

 Pierwszy się masturbował, wpisując w wyszukiwarkę słowa takie jak: raped, forced, czy abused. Drugi w swym prawdziwym życiu był czarodziejem Beltorem. Level czterdzieści osiem, jego mać.

 Pierwszy się strasznie podjarał, kiedy ściągnął Mein Kampf w PDF-ie. Życie nabierało sensu z każdą ze stron. Drugi podprowadził startowe kody do visy i gdy matula usnęła, zamówił sobie ze stronki Wiedźmiński miecz. Przedmiot był zdobny, lśniący i bardzo ciężki. Do tego miał oczywiście certyfikat. Najlepiej wydane cztery stówy w jego żywocie.

 Pierwszy na imię miał Albert, a drugi Krystian. Pamiętacie?

 

 *

 Albert nie ufał sprzedającym bez twarzy.

 Z giełdy na Kole przywiózł niemiecki bagnet i starą czapkę uszatkę. Jeszcze tego samego wieczoru poobcinał głowy wszystkim gołębiom, jakie tylko udało mu się złapać, malując uprzednio na ich ciałach gwiazdy Dawida. Tej nocy nie mógł zasnąć bardzo długo, ale kiedy już usnął, spał bardzo dobrze, śniąc o komorach gazowych i wielkich, wściekłych psach. Obudził się z wielką erekcją, a zamiast kapci odnalazł stopami krew. Była wszędzie i prowadziła do drzwi.

  — A więc się stało — wyszeptał. — Zrobiłem to.

 Zamknął na chwilę oczy, napawając się tym wydarzeniem, a gdy je znowu otworzył jego trzynastoletnia siostra stała nad nim z tasakiem w chudziutkiej rączce, choć jemu się wydawało, że to tylko paletka do ping-ponga. Czerwona Stiga, której oryginalność poznawało się po tym, że szarpie włosy.

 Albert się głupio uśmiechnął, myśląc, że to tylko małe, niewinne nic. Ale to nie było małe, niewinne nic i jego głowa potoczyła się w kierunku biurka, zatrzymując nieopodal adidasów. Angela wyszła, zabierając ze sobą krwawiący czerep. Kiedy zamykała drzwi, odprowadzały ją skrzydlate brawa ptaków, usadowionych długim rzędem na parapecie.

 Minęła zarżniętą matkę i zakutego ojca. Następnie dała susa ponad ciągle czołgającą się babką i odświeżyła monitor.

  — I jak? — spytał ją mistrz.

  — Zrobio... — wystukała, a widząc, że krew strasznie zlepia klawisze, umyła pod kranem ręce. Następnie usiadła na krześle, dopisała (ne) i nacisnęła enter.

  — Ile trupów? Czym?

  — Cztery. Trzy tasakiem. Jeden nożem.

  — Muszę wszystko obliczyć. Poczekaj!

 Czekała. Jednak po pięciu minutach się znudziła i poszła dodusić babkę. Kiedy wróciła, wiadomość była przesłana.

  — Velma. Dostajesz trzydzieści sześć tysięcy punktów doświadczenia. Sumując to z wcześniejszymi, masz pięćdziesiąt dwa tysiące. Jeszcze osiem tyś. i będziesz w Gildii. Masz spore szanse. Nabór trwa tylko trzy dni.

 Odpisała, że to straszliwie subcio. Potem wyłączyła komputer i przebrała się w coś stanowczo mniej wilgotnego. Następnie wyszła z mieszkania i rozpoczęła wędrówkę po klatce, dzwoniąc do każdych drzwi. Na dwie pierwsze próby nie uzyskała odpowiedzi, bo zamieszkujący lokale ludzie byli w pracy, jednak przysłowie "do trzech razy sztuka" niebezpodstawnie ma sens.

 Drzwi się uchyliły po drugim dzwonku, a niczego niepodejrzewające osiem tysięcy punktów wpuściło małą do środka.

 Ciach.

 

 *

 Krystian z bloku obok, niczym w cudowny obraz, wpatrywał się w migocący ekran monitora. Zwłaszcza w ten wyśniony, najwspanialszy z napisów.

 "Zdobywasz osiemdziesiąt cztery tysiące punktów, Beltorze i od tej pory stajesz się członkiem Gildii. Gratuluję".

 Uszczęśliwiony i spełniony do granic, odchylił się na fotelu, a głowa ciotki spadła mu z kolan na ziemię. Zamknął oczy. Za jego plecami spoczywało siedem spalonych ciał. Cały stos przekłuwał Wiedźmiński miecz.

 Bach.

 

 *

 Brunatny gołąb uderzał w klawisze Toshiby jak pojebany. Dwa inne się przyglądały.

 ... się członkiem Gildii. Gratuluję”.

 Następnie uderzył dziobem w enter.

  — I voila — zabulgotał do swoich. — Poszło w świat.

  — Bulgululup bub — odparł jego kuzyn. Co miało oznaczać. "I zajebiście".

 Trzeci ptak zupełnie się nie odzywał. Pochodził z parku i nie latał wyżej niż rosły drzewa. Posiedzenie na dachu sześciopiętrowca przyprawiało go o zawrót ptasiego łba.

  — Inpulup bu gulu bulgulub — dodał ptak internauta. Co oznaczało: Internet jest doprawdy zajebisty.

  — Babalulup gu — ponownie zgodził się kuzyn. Potem rzekł:

  — Sranie na ludzi to jedno, ale powołanie do życia gildii małych, popieprzonych psychopatów, to...

 Chwilowo zabrakło mu słów.

  — To?

  — No, bulgulub gub.

5183 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: groteska

Liczba wejść: 24

Folder: 23 starocie
Opis:

Z racji tego, że wyjeżdżam, wstawiam starocia wcześniej. Buziaky. (Tekst powstał też dzieś w okolicy 2013, może później).

Dodano: 2021-06-19 19:11:50
Komentarze.
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.