online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW#7 – Gorąca linia
<
TW#5 – Disasterrhea
>

Opis:

Tym razem musi wystarczyć coś takiego.

Tagi: #treningwyobrazni #karaluch #szalenstwo #kara

TW#6 – Fala świadomości

 Postać: Otruty

 Zdarzenie: Zagłada

 Efekt: 97. Jaka jest przyszłość? Odpowiedz na to pytanie w swoim opowiadaniu.

 

  Jaka jest przyszłość? Co nas czeka? Co czeka mnie jako jednostkę i nas jako ludzkość? Jak duży jest wszechświat? Co leży za jego granicami? Czy w ogóle ma jakieś granice?

  Zawsze lubiłem pobujać w obłokach, pozastanawiać się nad tym wszystkim. Uwielbiałem egzystencjalne, filozoficzne pytania, szukanie odpowiedzi, których tak naprawdę nie spodziewałem się znaleźć. Byłem zafascynowany samym procesem myślowym. Pomysły, teorie, hipotezy – dobre ćwiczenie dla mózgu, dla wyobraźni. Szczególnie ciekawe wnioski przychodziły do głowy po spożyciu kwasu czy psylocybów. Mózg się otwierał, mogłem dostrzec zupełnie nowe drogi, podążyć nieodkrytymi wcześniej ścieżkami myślowymi. Mówią, że podróż jest ważniejsza niż cel. Zgodzę się z tym stwierdzeniem. Choć nie ukrywam, że mimo iż ceniłem sobie wielce wędrówki po filozoficzno-metafizycznym labiryncie, cel podróży nigdy nie pozostawał dla mnie obojętny.

  Zupełnie się jednak nie spodziewałem, że jedną z odpowiedzi na frapujące od lat pytania poznam w taki sposób.

 

  Wiem już, jaka jest moja przyszłość. I okazuje się, że rację miał ten, kto powiedział: „im mniej wiesz, tym lepiej śpisz”. Bo jak tu spać, kiedy wiesz, że lada moment na zawsze zakończysz swoją wędrówkę po ziemskim padole? Jak żyć z myślą, że za chwilę umrzesz?

 

  Oprawcy złapali mnie znienacka. Już wtedy czułem, że to się dobrze nie skończy. Nie znałem ich, ale wyglądali, jakby należeli do jakiegoś gangu czy mafii. Wszyscy nosili podobne ubrania, byli dobrze zorganizowani. Ani się obejrzałem, a już leżałem na ziemi przyciśnięty boleśnie kolanem, a za chwilę byłem wleczony za łokcie. Nie mogłem się postawić, nie miałem się jak bronić – krzyczałem tylko, wierzgając nogami, ale oni nic sobie z tego nie robili. Zostałem wrzucony do samochodu i wywieziony nie wiadomo dokąd.

  Mój mózg nie pracuje najlepiej w stresie, na dokładkę mam problemy z pamięcią. Nie pamiętam już całej akcji, wiem jednak, że byłem ostro przepytywany, a potem trzymany w zamknięciu. Próbowali mnie złamać? Wydobyć jakieś informacje? Słyszałem o różnych metodach przesłuchań – tortury, „dobry i zły glina”, głodzenie. Nie przypominam sobie, czy je stosowali. Wiem jednak, że chcieli mnie wziąć na przeczekanie.

  Problem w tym, że nie wiedziałem, czego chcą. Karmili, poili, nie byłem bity. W mojej głowie zaczynały się dziać dziwne rzeczy, ale nic im nie mówiłem. Nie mogłem dać oprawcom satysfakcji.

  Nocami nawiedzały mnie karaluchy. Nawiedzały moje sny. Przez nie budziłem się zlany potem. W powtarzającym się niemal co noc koszmarze wracałem do domu z pracy. Wchodziłem, zamykałem drzwi i gdy siadałem zmęczony w fotelu przed telewizorem, nagle pojawiały się one. Wielkie jak świnie, hałaśliwe i agresywne. Robale zbliżały się, wyjąc i próbując kąsać. Najgorsze, że nie były to zwykłe karaluchy. Te z moich koszmarów miały ludzkie twarze. Powykrzywiane w grymasie wściekłości, z wyłupiastymi, przekrwionymi oczami i wyciekającą z zębatych paszcz śliną. Nie wiedziałem co robić, ale nie mogłem pozwolić, by sparaliżował mnie strach. We śnie, podobnie jak w rzeczywistości, nosiłem w kieszeni gaz pieprzowy. Wykorzystywałem go, by porazić obrzydliwych owadzich napastników, a następnie chwytałem ogromny, leżący na ziemi kapeć i tłukłem je bez opamiętania. Nie pamiętam jak kończył się sen, za każdym razem budziłem się mokry i zasapany.

  Oprawcy nic sobie nie robili z moich próśb o środki nasenne. Byłem sam, uświadomiłem sobie, że nie mogę liczyć na żadną pomoc. Zdałem sobie sprawę, że muszę być twardy i pokazać im, że nie dam się złamać. Myślałem, że może zwrócą mi wolność, gdy zobaczą, że nie są w stanie nic ze mnie wyciągnąć.

  Mijały dni, tygodnie, może miesiące – nie wiem, straciłem rachubę. Czułem, że coraz bardziej odrywam się od rzeczywistości. Zdarzały się co prawda chwile, w których doświadczałem czegoś w rodzaju fali otrzeźwienia. W takich momentach miałem wrażenie, że odzyskuję kontrolę, odzyskuję zmysły. Wydawało mi się wtedy, że siedzę w celi. Ale dlaczego, za co? Czy to więzienie? Zrobiłem coś złego? Nigdy nie zdążyłem złożyć tych puzzli w całość. Zanim zbliżyłem się do rozwiązania zagadki, ponownie moją głowę zajmowały majaki i koszmary. We śnie czy na jawie – przestałem dostrzegać różnicę.

  Pewnego dnia zostałem niespodziewanie wyciągnięty z klatki. Nieznajomi ludzie prowadzili mnie opustoszałymi korytarzami, a ja nie miałem pojęcia, gdzie się udajemy. Kolejna próba wyciągnięcia informacji? A może wreszcie dotarło do nich, że marny mają ze mnie pożytek i odzyskam wolność?!

  Okazało się, że moje przypuszczenia nie do końca się sprawdziły. Za drzwiami, przez które przeszliśmy, znajdował się gabinet lekarski z jednym łóżkiem stojącym w centrum pomieszczenia i umieszczoną obok aparaturą medyczną. Pomyślałem, że może poddadzą mnie badaniom przed puszczeniem wolno, żeby upewnić się, że jestem zdrowy i mieć w razie potrzeby dowód na to, że nie byłem źle traktowany? A może… Może jeśli nie chciałem mówić po dobroci, zastosują jakieś środki chemiczne, by rozwiązać mi język? Ale co ja im mogę powiedzieć, do cholery?!

  Zostałem przypięty pasami do łóżka. Nieznajomy mężczyzna wszedł do sali, ale zamiast wykonać badania, zaczął coś mówić. Czytał z kartki, a ja starałem się zrozumieć, o co chodzi. Mówił coś o bezprawnym wtargnięciu i morderstwie jakiejś rodziny. Dwoje dorosłych i dziecko. Szczególne okrucieństwo. Prawdziwa rzeź. Gaz pieprzowy, nóż, tłuczek do mięsa. Kara śmierci, śmiertelny zastrzyk. Co tu się dzieje, do cholery?!

  Wtem zalała mnie fala świadomości. Zesztywniałem z przerażenia.

  Mój koszmar, karaluchy z ludzkimi twarzami to nie był tylko zły sen. To się stało naprawdę. Widocznie za dużo przyćpałem, pomyliłem domy i… i potem już poszło. Ściągnąłem zagładę na niewinną rodzinę i na siebie samego.

  Łzy napłynęły mi do oczu. Chciałem krzyczeć, ale gardło miałem ściśnięte tak mocno, że nie mogłem nawet pisnąć. Ja, mordercą?! Ja? Morderca? Ja – morderca? Ja. Morderca.

  Ja. Morderca.

  Fale świadomości miały to do siebie, że zwykle szybko odpływały. Ta jednak, jak na złość, odpłynąć nie zamierzała.

 

  Patrzę na wenflon sterczący mi z ręki. Widzę, jak zbliża się facet w maseczce i stroju lekarza. Wiem już, jaka jest przyszłość, moja przyszłość. Na jedno z filozoficznych pytań, które tak uwielbiałem sobie zadawać, znalazłem wreszcie odpowiedź. Zostanę otruty. Uśmiercony zastrzykiem. To kara za straszne rzeczy, których dokonałem. A może kara za zbytnią ciekawość? Za drążenie dziury w kloszu okrywającym największe tajemnice świata? A może i za to, i za to? Nie wiem. Ale widocznie tak być musi.

  Lekarz uruchamia pompę infuzyjną. Pierwsza dawka trucizny zaczyna krążyć w moich żyłach.

  Zasypiam. Karaluchy z koszmarów znów wychodzą na żer. Tym razem jednak pozwalam im robić swoje.

6882 zzs

Liczba ocen: 3
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 50

Dodano: 2021-07-03 10:50:35
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
TreningWyobrazni tajes!
Odpowiedz
Bardzo dużo w tym opowiadaniu "mnie" i pochodnych. Co najmniej połowę da się wykosić małym nakładem siły.
Zamysł fajny, ale ciężko się czyta przez powyższe.
Odpowiedz
pkropka dzięki za wizytację, przyjrzę się w wolniejszej chwili i okroję ze zbędnych "mniów"
Odpowiedz
pkropka hah, pozaznaczałem sobie wszystkie "mnie" i widzę, że rzeczywiście popłynąłem
Odpowiedz
CptUgluk troszkę
Też to przerabiałam. Narracja pierwszoosobowa jest trudna pod tym względem
Odpowiedz
Cześć CptUgluk:-)
Aj, opis "musi wystarczyć coś takiego" nie zapowiada przyjemniej lektury:-(
Muszę przyznać, że mam mieszane wrażenia. Z jednej strony pomysł na karaluchy bardzo fajny, w połączeniu z tajemniczym porwaniem zapowiadał grubą inwazję czy właśnie zagładę, która została Ci przydzielona w zestawie.
Pogubiłam się, gdy pisałeś o uwięzieniu i metodach przesłuchania. No bo co oni mu właściwie robili? Przepytywali go? To czemu bohater nie wiedział, czego od niego chcieli? Brali go na przetrzymanie? Po co, skoro na końcu dowiadujemy się, że dokładmnie wiedzieli, co zrobił?
Nie rozumiem przypuszczenia, które wysuwa bohater, że śmierć przez zatrucie może być karą za zbytnią ciekawość. Czemu ciekawość?
Podoba mi się za to pomysł na zwidy, omamy, które doprowadziły do morderstwa.
A także opisy utraty kontaktu z rzeczywistością.
Szkoda, CptUgluk, mogłeś jeszcze do jutra poprawcować nad tym tekstem, bo potencjał był!
Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
Olciatka Tak, opis brutalny, ale szczery.
Bohater był w zamyśle gościem nieco oderwanym od rzeczywistości, lubiącym bujanie w obłokach i rozważania, niestroniącym przy tym od używek. Dałem też w tekście sugestię, że gość wiele rzeczy nie pamięta i częściej jest w "swoim świecie" niż w tym rzeczywistym, stąd wątpliwości co do przesłuchania i odsiadki. Paranoiczne myśli miały zaciemnić trochę obraz, żebym mógł wyjawić wszystko w końcówce
A przypuszczenie, że śmierć może być karą za ciekawość? Kolejne urojenie bohatera, który doszukuje się wyjaśnień, próbuje za pomocą swojej pokrętnej logiki zrozumieć to, co się dzieje.
Rozumiem jednak, że pewne rzeczy mogły Ci się wydać niejasne. Możliwe, że po prostu słabiej mi to wyszło Dopracować zawsze można, pewnie. Obawiałem się jednak, że nie wyrobię się w czasie. Poza tym jakoś nie do końca "poczułem" ten zestaw. Cóż, jest, jak jest
Dzięki bardzo za wizytę i opinię. Fajnie, że opisałaś wątpliwości, wyciągnę wnioski! Pozdro!
Odpowiedz
z wykopem
Myślę, że koniec i środek są tu mocnymi punktami. Podobało mi się to, że dało się odczuć nieco te punkty kulminacyjne i emocje się kumulowały. Myślę, że gdyby dodać scenkę, w której wywracasz wszystko o 180 stopni, to byłby niezły zabieg. Tragedii nie ma, jak żeś to sugerował
Odpowiedz
Adelajda Łoj, już nie wiedziałem, co by można odwrócić o 180 stopni Chociaż muszę przyznać bez bicia, że to najkrótsze opko z moich dotychczasowych tekstów spod szyldu TW. Zwykle muszę kroić, żeby zmieścić się w limicie, tym razem było mi ciężko do niego dociągnąć. Widać, zestaw nie trafił na najżyźniejszy grunt tym razem. Nic to, jedziemy dalej, oby w dobrą stronę.
Dzięki za komentarz, miło Cię było gościć
Odpowiedz
z dużym wykopem
Hej!

Tak sobie myślę, że chyba nic bym nie zmieniła w tym opowiadaniu. Jasne, można było bardziej odpicować tekst i tak dalej, ale cała historia mnie wciągnęła i miała to coś.

I mam takie wrażenie, że karaluchy w twoim opowiadaniu to tak naprawdę nie karaluchy, a ludzie, który w jego mniemaniu chcą go zniszczyć. Olciatka pisała, że pogubiła się, gdy czytała o więzieniu i metodach przesłuchań, ale moim zdaniem to miało sens więc i tego bym nie zmieniała. Zwłaszcza że mówimy o osobie, która myśląc, że zabijała karaluchy, mordowała ludzi, a podejrzanego czy oskarżonego o morderstwo zawsze się przesłuchuje, więc całość ma sens.

PA!

Odpowiedz
MHSchaefer O, cieszę się bardzo, MHSchaefer, że znalazłaś w tekście coś, co przytrzymało Twoją uwagę
Fajnie, że zrozumiałaś też mój zamysł co do bohatera. Otóż to - chodziło o osobę oderwaną od rzeczywistości, niezrównoważoną psychicznie, dręczoną przez wizje i koszmary. Stąd te wszystkie domysły, wątpliwości i nie do końca jasny tok rozumowania. Mimo wszystko pewnie mogłem to lepiej opisać, znaków wszak pozostało sporo
Dziękuję bardzo za wizytację, pozdrowionka!
Odpowiedz
Może w istocie nie jest to Twoje najlepsze, ale też nie jest wcale w moim odczuciu złe czy kiepskie. Podoba mi się sam pomysł, czyli pokazanie rzeczywistości przez pryzmat ewidentnie splątanego, zwichniętego umysłu - sama zresztą sięgnęłam po podobny patent którymś razem, gdy nie wiedziałam, jak ugryźć zestaw. Fajne jest to bawienie się trochę w kotka i myszkę z czytelnikiem, sugerując, że to bohater jest tu niewinną ofiarą, co napędziło akcję aż do końcowego zwrotu. Zastanowiło mnie tylko pod koniec, że bohater zna fachowe określenia typu pompa infuzyjna, na które ja bym raczej nie wpadła, zwłaszcza w sytuacji, w której się znalazł - choć być może był oczytany i na tyle inteligentny, że łatwo takie rzeczy przyswajał. Tak czy owak - dobrze, że walczysz, nie narzekaj!
Odpowiedz
alfonsyna Dziękuję, istotnie - cały ten chaos wcześniej był po to, żeby można go było wyjaśnić w samej końcówce Pisanie o wariatach jest ciekawe, można trochę zaszaleć.
Co do pompy infuzyjnej, rzeczywiście zastanawiałem się przez chwilę, czy używać tego określenia. Uznałem jednak, że bohater, mimo że ćpun i obłąkaniec, nie musi być głupi i w chwilach, w których świadomość wraca na miejsce, orientuje się w świecie, w którym żyje poza tym jako gość, który z narkotykami i substancjami pochodnymi jest obeznany całkiem dobrze, może znać podobne urządzenia (tak uznałem, czy trafnie? Nie wiem). Ale powtórzę to, co napisałem innym komentującym - pewnie mogłem opisać wszystko lepiej.
Dziękuję ślicznie za wizytację, madame
Odpowiedz
Rozpoczynamy głosowanie w obecnej edycji TW!

Serdecznie zapraszamy do oddania głosu:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Pozdrawiamy
Zespół TW
Odpowiedz
Hej, hej,


fajna historia, taka mocno kafkowska momentami. Te wątko kafkowskie bym pociągnał, niewinna jednostak dojeżdżana przez system, nie wiadomo za co, dlaczego. Twist nieco naiwny w kontekście potencjału, który widzę Ale to tylko moje zdanie.

I jeszcze dodam, skoro już czepiania czas, że wstęp przegadany, IMHO. Zalecam wywalenie pierwszego akapitu

I jeszcze jedno:


"We śnie, podobnie jak w rzeczywistości, nosiłem w kieszeni gaz pieprzowy. Wykorzystałem go, by porazić obrzydliwych owadzich napastników, a następnie chwyciłem ogromny, leżący na ziemi kapeć i tłukłem je bez opamiętania. Nie pamiętam jak kończył się sen, na każdym razem budziłem się mokry i zasapany."

Tutaj coś mie nie pasuje czas przeszły dokonany, no bo sen się powtarzał, nie powinno tutaj być coś w rodzaju czasu orzeszłego niedokonanego - raziłem napastników, chwytałem kapeć?

Dodatkowo literówczeka: "za każdym razem".

Pozdrawiam ciepło!

Odpowiedz
KluczDoPiwnicy
Oddać karaluchom wolność!
A tak na serio to też pomyślałam o Kafce, bo wiadomo, wspomniane już karaluchy, no i "Proces".


Odpowiedz
KluczDoPiwnicy szczerze mówiąc, nawet mi do głowy Kafka nie przyszedł podczas pisania
Nie tylko Ty wspominasz przegadany wstęp, postaram się wyciągnąć z tego lekcję.
Hmm, tu mi dałeś do myślenia tym przeszłym niedokonanym Muszę to na spokojnie przetworzyć, ale może faktycznie, skoro sen powracał kilkakrotnie, lepiej by pasowała zaproponowana przez Ciebie wersja? Dzięki za wyciągnięcie tego na światło dzienne. Tak samo jak literówki
Miło, żeś wpadł i zostawił konkretny ślad Pozdro!
Odpowiedz
Nie spodziewałam się zakończenia.
Tak jakoś spodobał mi się ten ciąg z "ja, morderca?".
Nic więcej mądrego tu już nie wymyślę.
Odpowiedz
szopciuszek bywa i tak, dziękuję zatem za to mądre, coś wymyśliła Fajno, żeś zajrzała, pozdro!
Odpowiedz
~oidrin 3 m.
z wykopem
Gdyby nie lekko przegadany wstęp, to bym tu nic nie zmieniała. Może strumień świadomości płynie czasem w meandry weirdu bliskiego Kafce, ale daje to radę w tej kompozycji. Pomysł z karaluchami i nieświadomością bohatera też bardzo fajny.
Odpowiedz
oidrin O kurka, czyli nie wyrosłem jeszcze z przegadywania niektórych fragmentów. No nic, będę miał to na uwadze. Dziękuję uprzejmie, fajno, że nie jest do końca tak źle, bo muszę przyznać, że tekst powstał w dość krótkim czasie i bałem się, że będzie gorzej. Dzięki za wizytę, pozdro
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.