online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Cudu w Andach nie było — Cykl 23 Starocie (12)
<
Miastowy — Cykl 23 Starocie (10)
>
Tagi: #para #zawieszenie #trwanie #obłęd

Czarny śnieg — Cykl 23 Starocie (11)

 

 Siedziałem na pniu i myślałem, gdy podeszła, kładąc mi dłoń na ramieniu. Zaskoczyła mnie. Zdrętwiałem.

  — Spokojnie — wyszeptała. — To tylko ja.

  — Wiem — odparłem trochę bardziej obcesowo, niż bym chciał. To nie jej wina, że tutaj była. Że trwała ze mną, pośrodku tego wszystkiego. Ale do jasnej cholery, moja także.

  — Siądź bliżej ognia. Nie ma się co zadręczać.

  — Przyjdę, kiedy dojdę do tego, co się dzieje. Trzask drewna tylko rozprasza.

 Usiadła naprzeciw mnie. Spojrzała w oczy. Moje były tylko smutne. Jej pełne łez.

  — Też ciągle nad tym rozmyślam — rzekła z nieudolnym uśmiechem na wąskich ustach. — Nad tym, kto nam to zrobił. Przecież to...

  — Niedorzeczne? Niemożliwe? Szalone? — wparowałem jej w słowo z buciorami. — Kurewsko nieprawdopodobne? Siedzimy tu, nie wiem ile, bo ktoś odebrał nam czas. Ukradł imiona. Odebrał cholerne życia.

 W chwilowej złości kopnąłem kupkę liści, wzniecając złocisty tuman. Cierpliwie poczekała, aż mi przejdzie.

  — Spójrz! — wskazała niebo. — Zaczyna padać śnieg.

  — I co z tego? Odczuwałaś tu kiedykolwiek zimno?

 Ociągała się chwilę z odpowiedzią.

  — Nie pomyślałam nad tym.

 Drzewa wciąż nie szumiały i nie wiał wiatr. Śnieg zaś opadał wolno. Następnie stykał się z gruntem i zaraz nikł. Jak świat światem, nie ma takiego miejsca, gdzie symetria jest aż tak idealna. Wszystko bliźniaczo podobne do wszystkiego.

  — A ja myślałem — odparłem, przeczesując sękatym badylem glebę. Miałem kilka przypuszczeń, ale dzieląc się nimi, nie chciałem patrzeć jej w oczy.

  — Może to eksperyment? Może jesteśmy teraz w jakimś laboratorium, nafaszerowani po uszy psychotropami. Las nie istnieje. Wszystko jest tylko ułudą?

  — Kiedy wczoraj zasnęłaś, wsadziłem ręce do ognia. Nie wiem czemu. Chyba z braku pomysłu na to wszystko. Nie poparzyłem się wcale. Sama zobacz.

 Spojrzała na mnie ze smutnym rodzajem współczucia.

  — Jak wczoraj? Tu nie ma żadnego wczoraj. Nie ma dziś. Jest tylko teraz.

  — Czy ty mnie słuchasz? Mówię, że się w ogóle nie poparzyłem.

  — Jak mam na imię? — spytała, całkiem zbijając mnie z tropu. Zastygłem. — No jak? I usiądź, bo krążysz jak wrona. To nic nie da.

  — Wiem tylko, że jesteś mi bliska. Że skądś cię znam. I to nie tak ledwie, ledwie. Prędzej jak siostrę.

  — Czuję to samo — szepnęła i mimo że nie odczuwaliśmy zimna, wtuliliśmy się w siebie jak psy.

  — Chodźmy spać. Spróbujmy to jakoś przeczekać.

 Położyliśmy się.

  — A może jesteśmy w raju? — rzuciłem, znajdując się tuż nad krawędzią snu. — Nie czujemy głodu, zimna, pragnienia? Nie musimy nic robić. Tylko po prostu być.

  — Może... — odparła, drzemiąc. — Lecz pomyśl sam. Jeśli to byłby raj, jakie musi być piekło?

 Jej spostrzeżenie odebrało mi senność. Leżałem więc tylko, patrząc, jak ona śpi i doglądałem ogniska, które pewnie i tak by samo nie zgasło. Śnieg ciągle spadał i nikł. Przyjrzałem mu się uważniej. Był czarny.

 I wtedy sobie po prostu przypomniałem.

 

 ..."W pożarze, jaki miał miejsce w jednym z komunalnych domów na obrzeżach miasta, śmierć poniosła dwójka młodych ludzi. Zwęglone ciała zidentyfikowano jako Erica Soball oraz Christinę Soball. Prawdopodobną przyczyną śmierci była awaria elektrycznego piecyka, którym małżeństwo próbowało się ogrzać. Jako że tej zimy nie są to pierwsze ofiary, policja prosi o szczególną ostrożność przy użytkowaniu elektrycznych urządzeń. Jak i niekupowaniu najtańszych modeli, które ostatnio mocno zalały rynek"...

 

 Przysunąłem się bliżej i pogładziłem żonę po czarnych włosach. Chyba musiała śnić koszmar, bo ciurkiem płynęły jej łzy, mieszając się z czarnym śniegiem i strasznie smoląc jej twarz. Otarłem ją rękawem i nie chcąc budzić, ledwie musnąłem ustami.

  — Śpij, mała Christy — szepnąłem. — Już wszystko wiem.

 Potem zamknąłem oczy i odpłynąłem, a ktoś przyszedł i zgasił nasze ognisko. Śnieg zmieszany z popiołem przybrał jeszcze na sile.

 Byliśmy wolni.

3929 zzs

Liczba ocen: 3
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 40

Folder: 23 starocie
Opis:

2013 jakoś (To było w serii pierwotnej: Godzinę krócej od doby. Seria zakładała pisać przez 23 dni krótkie teksty).

Ps. Notka dodana dla Pana Maroka, co by mu nie było smutno

Dodano: 2021-07-08 20:14:11
Komentarze.
z dużym wykopem
Sam pomysł powala… dobre opowiadanie…
Odpowiedz
jacek79 pomysły są... pomysłowe
O proszę, tyle mi zostało obycia i yntelektu o 22:52, gdy siedzę spocony na śmierdzącym fotelu. Taka magia odpowiedzi. Tyle prądu, eh.
Dziękuję.
Odpowiedz
Canulas z racji ze oglądam The Mandalorian niech moc będzie z Tobą tyle o 23:14
Odpowiedz
*marok 2 m.
O nie, brak notki zakresu czasowego powstania. Jak to tak?
Odpowiedz
marok naprawiłem niedopatrzeniowego-baboloka
Odpowiedz
Krótkie i oszczędne w słowach opowiadanie, ale jest w nim moc i pewna delikatność. Niewymuszona końcówka. Piękne.
Odpowiedz
szopciuszek dziękuję
Odpowiedz
z dużym wykopem
Pamiętam to opko, teraz też pozostawiło po przeczytaniu taką samą pustkę, jak ostatnim razem. Cudne.
Odpowiedz
dzienks, miss Adelajda
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
z dużym wykopem
Pamiętam Czarny śnieg, kurde, masz tych opek na zbiór!
Odpowiedz
Ritha staroćków taa
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Can, ale zacne
Odpowiedz
Ritha noo, mam trupów, mam - na kolejny sezon walking dead starczy
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Can
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.