online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Wyobraźnia (2z2) — Cykl 23 Starocie (14)
<
Cudu w Andach nie było — Cykl 23 Starocie (12)
>
Praca Wyróżniona
Tagi: #głusza #chata #woda

Wyobraźnia (1z2) — Cykl 23 Starocie (13)

 Wyobraźnia — część I

 

 I

 Miał dziewięć lat, kiedy powiedział swojej matce „zaraz wracam”.

 Nie, nie. On raczej rzucił „za godzinę będę” albo „niedługo będę”. W każdym razie było to coś w tym stylu. Będąc grzecznym chłopcem, zatrzymał się w progu i czekał na pozwolenie. Drobny gest dzielił go od wyjścia na zewnątrz.

 Małe nieznaczne „tak”.

 Matka, jedyna dysponująca potężną mocą zatrzymania i obracania świata, zawahała się, jakby wiedziona zarezerwowanym wyłącznie dla rodziców przeczuciem. Popatrzyła po nim, chętna znaleźć jakiekolwiek naruszenie norm, które jednoznacznie mogłyby przekreślić jego wyjście.

 Czapka, szalik, rękawiczki z koźlej skóry. Wszystko było na miejscu. Ubrał nawet nieco przyduże buty na białym kożuchu, których nie znosił. Nie było się do czego przyczepić. Pradawne normy obchodzenia się z zimą nie zostały złamane.

 Przestała rozjeżdżać parowym żelazkiem koszulę męża i podeszła do okna.

 Niebo było wolne od burzowych chmur, jednak śnieg w dalszym ciągu padał. Tak jak przez ostatnie dni. Miarowo i niespiesznie. Jakby chciał zabarwić bielą cały znany im świat. Głos działającego niekiedy radia twierdził, że główne autostrady są jeszcze przejezdne, jednak od totalnej izolacji dzieliły ich najwyżej dwa dni opadów.

 Ida przeniosła wzrok na gęsty, świerkowy las. Jak wszystko tutaj przykryty czapą śniegu. Ogarnęła ją refleksja, choć jak sama by powiedziała, nie tęsknota.

 (Sami wybraliśmy sobie taki los).

 Od najbliższego dużego miasta Poorvo, dzieliło ich ponad czterdzieści mil. Z lekką nutą nostalgii wspomniała swe dawne życie.

 

 *

 Poorvo było, drugim po Turku, najstarszym miastem kraju. Mieszkać tam, to jak cofnąć się w czasie o dwieście lat. Drewniane domki o fantastycznych kształtach. Jeden niepodobny do drugiego. Przepiękna starówka, zwłaszcza jeżeli zlać ją wrześniowym słońcem. Cisza, spokój i nade wszystko prostota.

 Do rzeczywistości przywołał ją zniecierpliwiony głos syna. Wzdrygnęła się.

  — Mamo. Kończą nam się zapasy. Wrócę, nim będzie ciemno.

 … nim będzie ciemno… będzie ciemno… C I E M N O…

  — Noo — dodał zniecierpliwiony i Ida nie wiedziała jak go zatrzymać. Jak sprawić, by nigdzie nie szedł.

  — Obudźmy tatę. Niech on zadecyduje.

 Czemu to powiedziałam? Bo chyba nie po to, żeby podzielić winę, gdyby coś mu się stało.

 (ty mu pozwoliłeś, a teraz on nie żyje. Spójrz na jego główkę. Zobacz, jak wycieka z niej...)

  — Chodziłem już setki razy łowić. — Irytacja. Pierwsza jej oznaka.

  — Wracaj szybko i...

 (Wybiegł).

 ... uważaj na siebie.

 

 Stanęła w drzwiach, obserwując, jak ciągnie sanki, walcząc ze śniegiem. Kiedy zniknął w połaci leśnej zieleni, zamknęła drzwi.

 Christian spał otulony szczelnie kocami. To dobrze. Sen pozwalał mu zapomnieć o bólu. Zabierał go. Kochała męża, pomimo iż zgorzkniał ostatnio. W ogóle odkąd stracił nogi przy wyrębie lasu w ich domu trwało nieustanne piekło. Istne jezioro depresji. Wiele wykrzyczanych słów w gniewie i żalu. Wiele awantur o nic. Godziny tłustych łez.

 Przeniosła wzrok na Carite, dziewczynka jednak nie spała. Dwie małe rączki, wielkości strączków fasoli, wystawały ze zdobnie wykonanej kołyski. Miniaturowe piąstki zaciskały się i rozwierały na przemian. Tak bardzo chętne pochwycić magię zaklętą w poruszanych wiatrem dzwoneczkach.

 Widok ten oblał balsamem radości jej serce. Wróciła do prasowania.

 

 *

 Wyobraźnia.

 Istotą gry, jej ideą, jest wyobraźnia. Mając ją „bujną”, możesz przejść tysiąc razy tym samym lasem i za każdym razem ujrzeć coś innego. Możesz stoczyć setki bitew, nie wychodząc ze swojego pokoju. Wyobraźnia jest jak nektar dla duszy. Jest biletem działającym zawsze i wszędzie. Mając ją lub „dobrze z nią żyjąc”, możesz po prostu zamknąć oczy i wybrać.

 Miejsce. Czas. Wszystko jest w twym zasięgu.

 Wyobraźnia ma jednak swą drugą naturę. Źle pokierowana, zdolna jest do strasznych rzeczy. Potrafi rozmiękczyć nawet najbardziej odpornego zawodnika, a szkolnego osiłka zdegradować do roli trzęsącej się galarety. Jest w stanie zatruć dusze zmartwieniami. Potrafi zabić mocą pochopnego wniosku, jak i wpędzić w szaleństwo.

 Żyjcie dobrze ze swoją wyobraźnią. Karmcie ją i rozwijajcie. Nigdy jednak, ale to naprawdę przenigdy, jej nie lekceważcie.

 Chłopiec miał dobre stosunki ze swoją wyobraźnią. Można powiedzieć, że była mu przyjacielem. Wiernym druhem. Zawsze gotowa służyć. Niezmordowana w tworzeniu smoków, demonów i złych rycerzy, których on z całą sumiennością pokonywał.

 Oczywiście kilkakrotnie próbowała się wyrwać spod kontroli...

 (…Mikka, tata miał wypadek…)

 … jednak zawsze jakoś zdołał ją okiełznać.

 Ostatnio jednak wyobraźnia zaczęła się robić niesforna. Irytowała go.

 Nie było dnia, żeby przynajmniej kilka razy nie szeptała mu do ucha. Zazwyczaj przy pomocy domowych kłótni i wszędobylskiego smutku. Siadała mu wtedy na ramieniu i gryzła. Najbardziej bezczelna okazywała się w nocy (czyż nie jest tak zawsze?), kiedy to niejednokrotnie potrafiła zmusić go do łez.

 I na to znalazł jednak sposób.

 Ostatnio odeszła, kiedy naciął sobie brzuch czterokrotnie.

 Teraz także czuł jej obecność. Przewijała się wśród ośnieżonych świerków i równie mocno zasypanych, strzelistych sosen. Ukrywała się w gałęziach, tworząc ułudne istoty. Będąc w komitywie z mrokiem, wydłużała cienie. Doskonale znając się z wiatrem, straszyła dźwiękami, próbując napędzić mu stracha.

 Sama wędrówka okazała się wyczerpująca z kilkoma bardzo przyjemnymi momentami. Oto bowiem po doczłapaniu się na wzgórze następował moment błogiego zjazdu w dół.

 Zjazdu, podczas którego trzeba było być wyjątkowo czujnym i mieć doskonały refleks. Osiągana prędkość oraz gęstość lasu powodowały, że w ten sposób mógł się poruszać tylko prawdziwy mistrz sań.

 Chłopak zjeżdża.

 Radzi sobie wyśmienicie.

 Właśnie zdobył olimpijskie złoto.

 Wyobraźnia mu służy.

 

 II

 Jezioro okazało się pokryte większą grubością śniegu, niż przypuszczał i wędrowanie po nim było trudne. Zanim jednak zrobił pierwszy krok, spędził ponad pięć minut, stojąc i obserwując.

 Obserwując. Przyglądając się. Patrząc.

 Aurora Borealis powiedziałby nauczyciel, Frans Tukko, z czasów, kiedy jeszcze mieszkali w mieście. Dawno temu, zanim ojciec dostał „ciepłą” posadkę przy wyrębie lasu i postrzelił matkę z wyobraźni.

  — Będziemy żyli z naturą kochanie. Wrócimy do korzeni.

 Aurora Borealis. Północne Światło. Przepiękna zielonobiała poświata, zalewająca całe niebo. Szkarłat miesza się z fioletem, niemal żyjąc, pląsając po niebie i tańcząc.

  — Stąd właśnie pochodzicie, prawda potwory? To tu lądują wasze statki. Stąd nas porywacie na swe niewolnicze plantacje. Drżyjcie. Agent Mikka położy temu kres.

 Odpowiedział mu tylko powiew wiatru, jednak od czego miał ją. Wierna, choć niesforna wyobraźnia, bez trudu rozkodowała te świsty.

 „Nie dostaniesz nas” — brzmiały.

 Niska temperatura i spora warstwa śniegu, spowodowały, że nie potrzebował sprawdzać grubości lodu. Zrobił to jednak mechanicznie, bo tak zwykł mawiać mu ojciec.

  — Strzeżonego Pan Bóg strzeże, Mikka. Zapamiętaj!

 Zapamiętaj!

  Zapamiętaj!

  Zapamiętaj!

 (A gdzie: Uwaga, drzewo, tato! Albo: Uwaga, leci! Gdzie?)

 Nie psuj mi wyprawy – pomyślał chłopiec i ruszył.

 

 III

 — Mam iść go poszukać? — spytał, wyrzucając to z siebie z tak wielką złością, z takim rozgoryczeniem, że Ida po prostu pękła i odwróciwszy się w kierunku kuchni, wybuchła płaczem. Nie chciała na niego patrzeć. Słuchać go. Nie chciała, by widział jej łzy. Lakko otarł się lekko o jej nogę, merdając ogonem. Zawsze wyczuwał, kiedy jego pani była smutna. Ostatnio czuł to codziennie.

 Stała tak dłuższą chwilę, pozwalając łzom na oschnięcie. Potem usiadła na wysokim stołku i nalała sobie pełną szklanę kompotu. Za oknem śnieg zgęstniał, przyspieszył. Jakby nagle ktoś wyznaczył mu czas na zalanie całej ziemi swoim białym robactwem. Patrzyła w okno.

 Christian wspiął się na rękach i głośno jęcząc, przedostał jakoś na wózek. Drewniane koła zaterkotały o deski.

  — Mikka to dobry chłopak. Bystry. Setki razy wychodził łowić sam.

 Pociągnęła nosem. Ton jego głosu, jak i dotykająca jej ręka, spowodowały, że chciała się wyżalić. Wykrzyczeć, że przecież nie tak miało być. Zamiast powrotu do natury, czuła odosobnienie. Zamiast romantyzmu, samotność. Wykrzyczy mu to teraz, nie bacząc na jego stan. Tu i teraz.

  — Zaraz będzie ciemno — szepnęła i tylko na tyle było ją stać.

 Spodziewała się wybuchu agresji. Oskarżeń rzucanych w półsłówkach. Christian jednak wzmocnił tylko uścisk i wtedy właśnie poczuła, że powraca. Teraz może być już tylko dobrze, pomyślała i odważyła się zaryzykować.

  — Powinniśmy wrócić, Chris. Wrócić do dawnego życia.

 Pięć minut później bardzo żałowała tych słów.

 

 IV

 Lód był piekielnie gruby i wyżłobienie w nim dziury zajęło chłopcu ponad czterdzieści minut. Pracował z zapałem godnym kopalnianego ratownika, zupełnie nie zwracając uwagi na upływający czas.

 Północne światło i śnieżna biel skutecznie rozwiewały mrok, zakłamując prawdziwą porę. W końcu przebił się po raz szósty i ostatni. Teraz wystarczyło tylko dociąć okrąg. Mała ręczna piłka ślizgała się w dłoniach, jednak po kolejnych piętnastu minutach mógł rozpoczynać.

 W tym czasie niebo zgęstniało. Pojawiły się chmury o grubych rysach, które skojarzyły się chłopcu z wrogością.

 Po chwili jednak Mikka zarzucił wędkę i usiadł, otulony śnieżną ścianą. W tej mistyce kolorów przeplatanych absolutną ciszą czaiło się coś złego. Coś, czego nie można nazwać, ponieważ nikt, kto to spotkał, nie przeżył, by móc nadać temu imię.

 Walczył z realnością tych doznań. Czyżby to znów wyobraźnia robiła mu psikusa? Nie. Wyobraźnia siedziała cicho. Przerażona tak samo, jak on.

 Na pierwszą zdobycz nie musiał długo czekać. Wszystko stało się tak niespodziewanie, że przez chwilę myślał, iż zaraz utraci wędkę. Szarpnął zaskoczony, a wtedy żyłka pękła, jednak pokaźnych rozmiarów ryba spadła na śnieg.

 Arktyczny pstrąg numer jeden – powiedział w myślach do siebie. – W końcu, po dwóch tygodniach, coś innego niż zupa.

 

 V

 Tysiąc słów. Żadne nie do cofnięcia.

 Kaleka.

 Przez ciebie.

 Dziwka.

 Do niczego się nie nadajesz.

 Nienawidzę cię.

 Żadne nie do odwołania.

 Siedząc przy kuchennym stole, zastanawiała się, kiedy wyschną jej łzy? Ile ich ma? Czy podróżując przez pustynię, mogłaby napoić nimi spragnionych? Tak. Jeżeli on byłby z nią, to by mogła.

 W całej izbie panował bałagan. Rozgardiasz, jakiego nie pamiętały te ściany. Przewrócona serwantka wyrzygała setki porcelanowych odłamków. Stół połamany i ciśnięty w kąt. Pobite lustra i kuchenne naczynia. Płacz dziecka. Cichy, choć bardzo bolący. I On. Śpiący lub tylko udający, że śpi.

 Patrzyła w okno. Tak bardzo przeświadczona, że gdzieś tam dzieje się coś niedobrego. Coś bardzo, bardzo złego.

10678 zzs

Liczba ocen: 5
95%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 56

Folder: 23 starocie
Opis:

2011 jakoś, może nawet 2010 – jeden z pierwszych tekstów, który został opublikowany w... wtedy jeszcze, kurde, w gazecie :)

Dodano: 2021-07-15 21:18:10
Komentarze.
*marok 2 m.
z dużym wykopem
No pamiętam, pamiętam, coś było
Odpowiedz
marok jak to? 🤔
Odpowiedz
O ja cię. Opis atmosfery panującej w domu, gdy rodzice się kłócą - mega prawdziwy. Chyba każdy kiedyś czegoś takiego doświadczył. Mroźny klimat i to nie tylko że względu na porę roku i położenie.
Odpowiedz
szopciuszek staroć, ale się go nie wstydzę. Na razie wrzucam same trupy, potem się zobaczy 😏
Dziękuję
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
z dużym wykopem
Jezu, to jest to opowiadanie... 😍🥺❤️
Odpowiedz
Ritha jak to, aaa, pamiętam 👉💀
Odpowiedz
z dużym wykopem
Świetne… czekam na cz2
Odpowiedz
jacek79 🙃 trzymam się planu, jutro wrzucę 😏
Odpowiedz
~jotka 2 m.
Daj następny odcinek!
Odpowiedz
jotka ndz madam
Odpowiedz
Gratulacje!!!
Odpowiedz
jacek79 nie wiedziałem czemu te gratulacje, ale już wiem. Dziękuje

Odpowiedz
coś ma
Smutne i subtelne opowiadanie. W niektórych momentach zbytnio chaotyczne, ale rozumiem, że to cześć twojego stylu. Pozdrawiam
Odpowiedz
MarekAdamGrabowski przynajmniej 10 lat ma tekst, ale możliwe, że chaos jest częścią mojego stylu
Odpowiedz
Dużo emocji przelane na papier (elektroniczny w tym wypadku). Dobre, wciąga, nie nudzi i sprawia, że chce się wiedzieć (a zarazem nie chce), jak to wszystko się skończy. Na pewno polecę dalej
Odpowiedz
CptUgluk Abo to mnie miło. Fruń Ugluku przez opkowy bezkres
Odpowiedz
z dużym wykopem
nie dziwię się że Cię drukowali we wtedy jeszcze kurde gazetach
Odpowiedz
Dracovolantus aaaa, stare czasy
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.