online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Przedstawienie
<
Biedronki i ćma
>

Zimowa opowieść cz 1

  w noc polarnych duchów

  trzej wędrowcy

  przemierzają śnieżne góry

  w poszukiwaniu światów

  gdzie nigdy nie gaśnie słońce

 

 

  Mała Ginger Sherlon wpatrywała się w ponurą scenerię panującą za oknem. Jedynym źródłem światła była stara lampa migająca na uboczu. Stała tutaj jeszcze zanim wybudowano dom dziewczynki i resztę posiadłości w okolicy. Wyłaniające się z gęstej mgły drzewa przypominały armię upiorów, która jak co noc, posłusznie objęła wartę.

 

  — Nie pada — wymruczała.

  Ludzie mówili, że nie będzie śniegu. Ale mała Ginger uważała, że się mylą (nawet ten sympatyczny, gruby pan z telewizji, który doskonale znał się na pogodzie). Czuła, że śnieg spadnie i święta na pewno będą białe.

  W oddali dostrzegła chłopca. Za każdym razem, kiedy do widziała, zastanawiała się, czy nie jest mu zimno. Był mróz, a on miał na sobie tylko limonkowy sweter. Przy jego nodze maszerował brązowy jamnik. Musieli mieszkać w okolicy. Pomachała im a wtedy chłopiec posłał jej ciepły uśmiech a Bernard (bo tak mówiła na psa nieznajomego) wesoło podskoczył.

  — Na co ty tam patrzysz? — Do okna podeszła szczupła i elegancka brunetka, mama Ginger.

  — Na chłopca w limonkowym swetrze i jego psa Bernarda.

  — Przecież nikogo tam nie ma. — Stwierdziła, kierując wzrok na otuloną mrokiem ulice.

  — Faktycznie. — Posmutniała. — Musieli sobie już pójść.

  Dziewczynka chciała zaprosić ich do domu, pokazać swój pokój, przedstawić zabawki, ale wiedziała, że rodzice się nie zgodzą. Nie pozwalali jej zapraszać znajomych.

 

  — Jak dobrze, że nie ma śniegu — rzuciła po chwili kobieta.

  — Ale…

  — To bardzo dobrze — ciągnęła dalej — przynajmniej nie będę musiała rezygnować z chodzenia w swoich ulubionych szpilkach. Poza tym wystarczy już, że jest zimno, jak na biegunie północnym, wyobraź sobie jaka okropna byłaby to zima, gdyby jeszcze spadł śnieg. Brrrr, na samą myśl o tym mnie telepie.

  — Ja lubię śnieg.

  — Bo jesteś dzieckiem. Myślisz, że ja w twoim wieku nie lubiłam? Tak jak ty, ślęczałam w szybie, wypatrując białych śnieżynek. Ale zima to nie tylko lepienie bałwana i robienie orzełków na śniegu. Trzeba kupić węgiel i drewno, trzeba wymienić opony w samochodzie. Kupić kurtki, rękawiczki i czapki. A to kosztuje.

  Dziewczynka posłusznie pokiwała głową, dając znać, że rozumie.

  — Mamo, dokąd idziesz?

  — Do teatru. — Przejrzała się w lusterku. Wyglądała ładnie. Brązowe cienie na powiekach podbiły kolor jej oliwkowych tęczówek. Bordowa szminka na ustach idealnie komponowała się z lakierem na paznokciach w tym samym kolorze.

  — W lodówce masz makaron z sosem, odgrzej sobie.

  — Mogę iść z tobą?

  Zmierzyła córkę wzrokiem.

  — Żartujesz sobie? Jak ty wyglądasz? Znowu taplałaś się w jakimś błocie, tak? — Wskazała na zabrudzone nogawki jej ogrodniczek.

  — Nooo. — Pokiwała głową.

  — I te włosy?

  — Co z nimi nie tak?

  — Wyglądasz jak chłopiec. Ach! Gdyby nie ta guma, wcale nie musielibyśmy ich obcinać. Teraz byłby ładne i długie. Mogłabym ci robić warkocze.

  — Myślałam, że ci się podobają.

  — A ręce? — ciągnęła dalej.

  — Malowałam — przyznała ze spuszczoną głową.

 

  Pod dom podjechał samochód. Mała Ginger już go kojarzyła. W środku siedział chudy pan. Miał na sobie czarną, skurzaną kurtkę i zawsze palił papierosa. Przyjeżdżał do nich kilka razy w tygodniu, ale nigdy nie wchodził do środka, nie witał się.

  — Ginger, muszę już iść — rzuciła kobieta widząc stojące pod domem auto. — Nie zapomnij, że w lodówce masz makaron.

  — Ale mamo…

  Do oczu napłynęły jej łzy.

  — Tylko mi tu nie becz.

  Dziewczynka nie lubiła, kiedy mama wychodziła. Nie mogła zrozumieć czemu nie może pójść razem z nią. Czy naprawdę chodziło tylko o to jak wyglądała? Miała w szafce kilka ładnych sukienek, może… gdyby ubrała którąś to wtedy mama by ją zabrała?

  — Ginger proszę… — Z małej, zamszowej torebki wyciągnęła chusteczkę. — Nie płacz już.

  — Dobrze.

  Wtuliła się w puchaty płaszcz mamy. Jeszcze mocniej poczuła jej perfumy. Świeże, kwiatowe z nutą pieprzu.

  — Zjedz makaron.

  Poprawiła w lustrze burzę brązowych loków. Wyszła.

 

  Ginger wyjrzała przez okno. Kiedy tylko kobieta wsiadła do samochodu, mężczyzna w skórzanej kurtce zgasił papierosa. Odpalił silnik.

  Odjechali.

 

  *

 

  — Gdzie matka?

 Zapytał zachrypniętym głosem ojciec dziewczynki. Stał niestabilnie, jakby zaraz miał się wywrócić. Przetarł rękami podkrążone oczy. Śmierdział potem, fajkami i alkoholem.

  — Mama wyszła do teatru.

  — Do teatru?! — roześmiał się.

  — Tatusiu może lepiej usiądź.

  Bała się, że upadnie. Tak jak ostatnio. Kiedy wychodził z domu, był trzeźwy, powiedział, że idzie do sklepu po bułki na śniadanie. Długo nie wracał, Ginger pomyślała, że w markecie była kolejka. Cierpliwie siedziała przy stole i na niego czekała. Mama wypiła tylko kawę "Nie czekaj naiwnie na ojca. Przyczołga się dopiero wieczorem, nawalony w trzy trupy" powiedziała. Miała rację. Wrócił późnym wieczorem. Nie utrzymał równowagi. Upadł na szafkę z butami.

 

  — Poszła się pieprzyć, córeczko! Zapamiętaj, to sobie. — Złapał ją za rękę.

  — Tato to boli.

  — Twoja matka jest dziwką!

  — Puść mnie, proszę. — Po jej rumianym pliczku spłynęło parę łez.

  — Jest dziwką, i… ty też taka będziesz!

  Dziewczynka nie do końca wiedziała co znaczy słowo "dziwka". Po reakcji taty, wywnioskowała tylko, że nie jest to nic dobrego.

  — Zostaw ją! — Do pokoju wbiegła pani Sherlon. Mała Ginger patrzyła ze zdziwieniem. Zazwyczaj, kiedy jej mama wychodziła z domu wieczorem, wracała dopiero nad ranem.

  — O proszę, już się spektakl w teatrze skończył? — Roześmiał się głośno, wciąż ściskając córkę za rękę.

  — Puszczaj ją!

  Sięgnęła po stojący za szafką kij bejsbolowy.

  — Hahahaha, bo co? Pobijesz mnie? Nie odważysz się!

  — Chcesz się przekonać? Zajebie cię tym kijem! Będę cię tłukła, aż zdechniesz!

  W oczach miała szał. Wzięła zamach.

  — Tatusiu, proszę. — Próbowała się wyrwać.

  Puścił…

  Mała Ginger pobiegła do mamy. Mężczyzna niepospiesznie ubrał kurtkę. Na "do widzenia" rzucił jeszcze paroma wyzwiskami, po czym wyszedł z domu.

  — Wróciłam, bo zapomniałam portfel.

  — Cieszę się, że wróciłaś, mamusiu. — Wtuliła się w jej puszysty płaszcz. Zdążył już przesiąknąć dymem i chłodem.

 

 

6267 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Mia123a
Kategoria: inne

Liczba wejść: 21

Dodano: 2021-07-16 10:52:49
Komentarze.
"Stała tutaj jeszcze zanim wybudowano jej dom i resztę posiadłości w okolicy." - to brzmi tak, jakby lampie wybudowano dom
"posłusznie objęła warte." - wartę
"wyobraź sobie jaka okropna była by to zima," - byłaby
"jak na biegunie północny," z północnym
" na samą myśl o tym mnie telepię." - telepie
"Przyjrzała się w lusterku" - przejrzała, nie wiemy też, czy zrobiła to dziewczynka czy jej mama
"gdyby ubrała któraś to wtedy mama by ją zabrała?" - którąś
"Poprawiła w lustrze burze brązowych loków" - burzę
"Hahahaha, do teatru?! — roześmiał się" - widząc "hahahaha" wiemy już że się roześmiał, więc nie trzeba tego powtarzać, pisząc, że się roześmiał. Albo wyrzucić "hahaha"
"Zostaw ja!" - ją
"Mężczyzna nie pospiesznie ubrał kurtkę." - niespiesznie
Brakuje przecinków np. przed "że" i zdarzyło się parę powtórzeń, głównie przy limonkowym swetrze

Hm, matka się dziwnie zachowuje. Zostawia córkę, wiedząc, że pijany ojciec wróci, ale potem przegania go kijem.
Tak poza tym smutna historia, przydałoby się zadzwonić po opiekę społeczną.
Odpowiedz
~Mia123a 18 d.
szopciuszek jeju ile baboli, zaraz popoprawiam. To jakieś starsze opko, trochę niedorobione i przydługie, teraz chce je ogarnąć. Dziękuję pięknie
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.