online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Ukryję ciebie przed złem — Czyl 23 Starocie (15)
<
Wyobraźnia (1z2) — Cykl 23 Starocie (13)
>
Tagi: #chata #głusza #diabeł #bóg

Wyobraźnia (2z2) — Cykl 23 Starocie (14)

 Wyobraźnia — część II

 

 VI

 Cztery duże ryby w mniej niż kwadrans. Trzy dorodne pstrągi i jedna, która mogła (choć nie musiała) być sielawą. Cztery ryby umiejące skutecznie odwrócić uwagę od nieba. Od świateł. Od lasu.

 Jeszcze jedna, góra dwie i wracamy, pomyślał chłopiec. Na tę komendę wędka na powrót ożyła, niemal pociągając go za sobą, lecz tym razem nie dał się zaskoczyć. Nie szarpał, tylko miarowo podcinał, usiłując zmęczyć nieco rybę. Po oporze, jaki stawiała, musiała być gigantyczna. Zatracił się całkowicie, zdobywając nad przeciwnikiem kolejne metry przewagi.

  — W ostatniej fazie pozwól jej myśleć, że wygrywa. — Mógłby przysiąc, że usłyszał słowa ojca. Popuścił więc z żalem ponad metr, a następnie zaparł się i szarpnął. W pierwszej chwili myślał, że coś w konstrukcji wędki nie wytrzyma, ta jednak zatrzeszczała tylko. Upadł na plecy. Nad nim zaś przeleciało coś wielkości psa.

 Momentalnie zerwał się na nogi w poszukiwaniu zdobyczy. Zobaczył ją podrygującą na śniegu. Ogromną. Przypominającą lśniące łuską koło o malutkim pyszczku i wielkich oczach. Nie znał jej z nazwy. Wiedział tylko, że ważyła z dwanaście kilo.

 Wtedy dopiero zrozumiał, że lód zaczyna pękać.

 

 VII

 Miarowe, głośne chrapanie rozchodziło się na całą izbę, całkowicie zagłuszając jej płacz. Usnął. Tyle czasu samotności. Dźwigania tego wszystkiego. Zamartwiania się, podczas kiedy ta druga strona potrafiła tylko powiedzieć: „Jakoś będzie”. Albo: „Ułoży się”.

 I co? Ułożyło się? Popatrzyła z pogardą na męża, a potem z jeszcze większą na siebie. Poprzez lustrzaną pajęczynę pęknięć dostrzegła spuchniętą twarz. Zrezygnowana, ponownie wyjrzała przez okno.

 (Mój syn nie wróci, prawda?)

 Brak odpowiedzi. Dla niej to jednak odpowiedź. Wahała się jeszcze przez chwilę, jakby toczyła ze sobą straszny bój. Później wstała i ruszyła w kierunku drzwi, gwiżdżąc na psa.

 Kiedy tylko przekroczyła próg chaty, coś w mroku, w powietrzu, a nade wszystko w zimnie, przekonało ją, że jej dziecko nie żyje. Tylko matki potrafią odbierać tak straszne fale. Coś jak sprzężenie dwóch dusz na bardziej niż elementarnym poziomie. To ją upewniło, że wybrała słusznie. Są tylko jedne drzwi do lepszego świata.

 

 VIII

 Bezmiar przerażenia.

 Napływające zewsząd fale strachu. Każde z kolejnym pęknięciem zbliżającego się lodu. Bliska śmierć.

 Chłopiec chciał rzucić się do ucieczki, jednak TO zbliżało się z każdej strony. Już nie czuł się nieustraszonym agentem Mikką, zawsze gotowym, by tropić zło i występek. Czuł się tak, jak powinien czuć się dziewięciolatek będący w skrajnie niebezpiecznej sytuacji. Być może na kilka sekund przed straszną śmiercią w odmętach czarnego jeziora. Śmiercią potworną i bardzo, bardzo bolesną.

 Nie stracił jednak zimnej krwi i rzucił się pędem w stronę brzegu. W pierwszych kilkunastu metrach cudem unikał pochłonięcia przez żywioł, przeskakując, jakby był jakimś cyrkowym akrobatą. Już nie było absolutnie cicho. O nie. Wszystko wokół niego pękało z trzaskiem, a lodowate macki wystrzeliwały tylko po to, by go pochłonąć.

 Kolejne przebyte metry utwierdziły go w tym, że da radę. Wyrwie się z objęć śmierci i przeżyje.

 Wtedy limit cudów się wyczerpał.

 Kiedy lodowata woda zapraszała go do siebie, miał żal.

 Żal, że go nie ostrzegła, że spała.

 Niewdzięczna, wredna wyobraźnia.

 

 IX

 Nie mogła. Po prostu nie umiała tego zrobić. Za każdym razem, kiedy unosiła siekierę, pies merdał wesoło ogonem. Zupełnie nieświadomy, że tym razem to nie będzie spacer. To nie będą łakocie. Kolejny raz uderzyła w ostatniej chwili, zmieniając ułożenie nadgarstka. Siekiera gładko weszła w pieniek drzewa. Lakko odskoczył i znowu do niej pomerdał. Zmieniła zdanie.

  — Idź Lakko. Idź. Poszukaj Mikki.

 Pies nie zrozumiał jej słów. Ponownie machnął ogonom i polizał ją z lubością po ręku. Był psem. Dla niego wyjście z chaty równało się ze spacerem.

 Zastanawiała się chwilę co robić. Pozwolić mu się tułać? Męczyć się? Czy zabrać ze sobą do miejsca, gdzie wszystko jest dużo lepsze?

 Nagle, w przypływie desperackiej odwagi, uniosła siekierę nad głowę i opuściła. Skowyt przeszył jej ucho. Śnieg zbroczyła krew, wżerając się w nią jak kwas.

 Wróciła do domu, niemal biegnąc. Miała świadomość, że jeśli chce to zrobić, musi działać szybko. Jak najprędzej. Zanim ta chwilowo dana jej moc, zaniknie. Stanęła okrakiem nad mężem i znów uniosła siekierę.

 Nie spał. Próbował coś powiedzieć. Chyba pytał, czy postradała rozum. Co miała zrobić? Odpowiedzieć, że tak? Powiedzieć, że oszalała z troski o syna? Wykrzyczeć, że ma dość takiego życia? Że pragnie ich zabrać tam, gdzie wiecznie będą szczęśliwi?

 Zamiast cokolwiek wyjaśniać, uderzyła. Czterokrotnie. Za każdym razem śmiertelnie. Za każdym razem wkładając w to całą siebie.

 By było już po wszystkim.

 By już nie cierpiał.

 By ona już nie cierpiała.

 Tam, gdzie jeszcze przed chwilą była twarz Christiana, widniała teraz szkarłatna breja. Biel zębów mieszała się z krwią, włosami i czymś, czego rozumny człowiek używa, grając w szarady. Jedna oczna gałka wypłynęła i wisiała teraz na nerwach. Wszędzie była krew przemieszana z wodnistymi cieczami. Ona także była w niej skąpana.

 

 X

 Nieważne jak bardzo wydajesz się dorosły. Jak bardzo jesteś zamknięty w sobie czy oczytany. Możesz mieć najgłębsze pokłady uczuć lub wrażliwość godną Chopina albo Rembrandta. Możesz mieć najlepsze oceny w szkole i zupełnie nie dogadywać się z rówieśnikami.

 Jeżeli masz dziewięć lat, nie masz prawa wiedzieć, co czuje się, umierając.

 Do tej akurat wiedzy, nie masz prawa.

 Jak to jest, kiedy umysł akceptuje to, że przegrywa ciało?

 Kiedy, tak jak w twoim przypadku, właśnie zabiera je woda?

 Nie powinieneś poznać tego bólu, jaki towarzyszy zalewającym się płucom.

 Tych kilku minut wszechogarniającej paniki, która szarpie tobą i wije.

 Tej ciemni, która cię ściąga w dół. Zabiera.

 Nie powinieneś nic nigdy z tego zaznać, młody chłopcze.

 Ty jednak tego zaznałeś, prawda? Spróbowałeś śmierci. Ugryzłeś jej.

 A jednak nie umarłeś, prawda?

 Co sprawiło, że żywioł postanowił cię oszczędzić?

 Czemu lodowata woda cię nie pożarła?

 Czemu, młody chłopcze?

 

 XI

 Kiedy wszystkie sprawy zostały załatwione, Ida wstawiła wodę. Teraz już wiedziała, że nie ma odwrotu, więc nie musiała się spieszyć. W pierwszej chwili myślała o napisaniu listu, nie wiedziała jednak, co mogłaby w nim zawrzeć. Kiedy zagwizdał czajnik, przelała wrzątek do dużej drewnianej balii i wykąpała się cała, zraszając przy tym obficie perfumami. Dość długo trwał wybór ubioru na tę ostatnią podróż, ale w końcu zdecydowała się na prostotę.

 Bawełniane spodnie i burgundowa kamizelka wydawały się odpowiednie. Tak odświeżona i przebrana przerzuciła sznur do bielizny przez umieszczoną pod sufitem poprzeczną belkę. Założenie pętli nie było łatwe. Sznur wplątał się jej we włosy, jakby chciał zamanifestować, że owszem, mokre spodnie i bluzki to jedno, ale to, to już zupełnie, co innego.

 W końcu jednak ustąpił i Ida weszła na krzesło, splatając jednocześnie dłonie z tyłu.

 Ciekawe jak tam jest, pomyślała.

 

 XII

 Widział wszystko przez gęstą zasłonę mgły, a płuca paliły żywym ogniem. Nie krzywił się jednak na ból. Przeciwnie. Pragnął go. Pożądał. Ból oznaczał czucie. A od czucia tylko jeden mały kroczek do przeżycia. Leżał w śniegu dobre dziesięć metrów od wody, która nie wiedzieć, w jaki sposób nagle ożyła i omal go nie zabiła. Pamiętał każde z tych uczuć, kiedy tonął. Szczerze wątpił, czy je kiedyś zapomni.

 Co dziwne, ból ustępował szybko. Zanikał. Nie czuł nawet zimna i w pierwszej chwili ogarnęła go panika. Strach, że ciągle tam jest, że to tylko jego umysł tworzy projekcję bezpieczeństwa, buntując się przed tak okrutnym losem.

 Potem zorientował się, że nie jest sam.

 Odwrócił się szybko, nie pozwalając gęsiej skórce osiąść na rękach i karku.

 Odwrócił się i popatrzył.

 Mężczyzna stał około trzech metrów od niego z przyklejonym do twarzy miłym uśmieszkiem. Mógł być sześćdziesięciolatkiem, choć sylwetkę miał prostą i prężną. Twarz pociągła, naznaczona kilkoma bliznami, jakie zwykle pozostawia czas lub zmartwienia. Gęste włosy i broda, równie białe, jak śnieg.

 Także strój mężczyzny był niezwykły. Dwurzędowy, mlecznobiały garnitur zapięty na wielkie złote (nie, świecące czy żółte, tylko złote) guziki.

 Jednak najbardziej nierealne było to, że starzec po prostu świecił. Włosy sterczały mu we wszystkie strony, jakby był naelektryzowany, a z wielkich, niebieskich oczu nie dało się nic wyczytać.

 Pierwsze skojarzenia, jakie wyprodukował chłopięcy mózg były takie, że starzec jest druidem lub Mikołajem. Oba abstrakcyjne. Absurdalne. Ale czyż sytuacja taka nie była?

 Kiedy się odezwał, Mikka stwierdził, że gdyby staruszek zechciał, mógłby karmić z ręki dzikie zwierzęta. Głos miał kojący niczym oceaniczne fale. Przy tym melodyjny i dźwięczny.

  — Przybyłem w samą porę, Mikka — powiedział nestor, a wyobraźnia chłopca ożyła i dodała słowo. — „Agencie”. „Agencie Mikka”.

 Słuchając go, nie sposób było się czegokolwiek obawiać. O nic martwić. I kiedy tylko nieznajomy zbliżył się, wyciągając dłoń, chłopiec odpowiedział tym samym. Świetlisty błysk odebrał mu na chwilę wzrok. Zatrzymał czas. Czuł, że obcy staruszek go dobrze zna, że wszystkich zna bardzo dobrze. Jakby był kimś z rodziny. Dalekim krewnym, o którym wszyscy wiedzą, że istnieje, ale nikt nie odważy się o nim mówić, ze strachu przed...

 ... no właśnie, przed czym?

 Ruszyli.

 

 Nie wiedział, jak długo szli ani dokąd, dopóki nie rozpoznał swego domu. Wtedy stary człowiek się zatrzymał i chłopca ogarnęło przygnębienie. Strach, że mężczyzna odejdzie, że go zostawi, był straszniejszy od czerni wody z jeziora.

  — Dlaczego mi pomogłeś?

 Człowiek w bieli zastanowił się chwilę, jakby ważąc odpowiedź.

  — Nieraz lubię interweniować — odrzekł. — A teraz idź!

 Nie chciał. Miał jeszcze milion pytań i był pewien, że nieznajomy zna odpowiedzi na wszystkie.

 Poczuł się oszukany, opuszczony, zdradzony.

 Kiedy jednak pozostał sam, na powrót ożyły w nim wcześniej znane uczucia. Tęsknota za domem, za rodzicami. A najbardziej oczywiście za Lakko.

 Oj tak. Miał coś do opowiedzenia. Coś niebanalnego i niezwykłego zarazem. A do tego coś, co wydarzyło się naprawdę. Nawet jeżeli ich śmiertelnie wystraszy, a ojciec nałoży na niego karę, musi to zrobić. Do licha, ta historia była tego warta.

 

 Epilog

 

 Malec zbliża się do domu. Jest zziębnięty, ale bardzo radosny, bo oto wyrwał się z objęć śmierci i inaczej patrzy teraz na świat.

 Drzewa nie są już tylko drzewami, a śnieg już tylko śniegiem. Dom nie wydaje się odludny. Nie straszy prostotą. Jest najcudowniejszym miejscem, zamieszkiwanym przez najukochańsze istoty.

 Teraz wszystko się zmieni – myśli chłopczyk – nie zauważając ciała swego czworonożnego przyjaciela. Teraz wszystko będzie już zawsze dobrze.

 Ma zamiar położyć zimną rączkę na klamce, kiedy na zaparowanej szybie dostrzega gotyckie litery.

 Zatrzymuje się. Czyta.

 „Też nieraz lubię interweniować” – znaczą słowa.

 Chłopiec nic nie rozumie, jednak nie przeszkadza mu to w dalszym uśmiechu.

  — Mamo, tato, nie uwierzycie… — zaczyna i wbiega do środka.

 Chwilę później jego krzyki kruszą najtrwalszy lód.

11085 zzs

Liczba ocen: 3
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 35

Folder: 23 starocie
Opis:

2011 jakoś, może nawet 2010 – jeden z pierwszych tekstów, który został opublikowany w... wtedy jeszcze, kurde, w gazecie :)

Dodano: 2021-07-18 22:25:28
Komentarze.
Ty okrutniku ty jeden
Odpowiedz
szopciuszek eee, tam
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
z dużym wykopem
❤️❤️❤️
Odpowiedz
Ritha oo, jaky serduszkowy komecioch
Odpowiedz
z dużym wykopem
Trudno by mi wybrać która cz ciekawsza ale jako całość jestem pod ogromnym wrażeniem .. !!!
Odpowiedz
Wg mnie tytuł można by zmienić a wyobraźnia to działa jak się czyta… swoją droga świetny materiał na komiks
Odpowiedz
jacek79 masz rację, kiedyś tytuł był inny, ale jaki, kurdee, nie pamiętam
Odpowiedz
~jotka 2 m.
z dużym wykopem
Brr...
Końcówka. Ostatnie zdanie. 🥰
Odpowiedz
jotka taaaa i ta kropka po nim
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.