online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 13
<
TW#6 – Fala świadomości
>
Tagi: #diabeł #autobus #piekło #treningwyobrazni

TW#7 – Gorąca linia

 Postać: Diabeł siedzący przy oknie

 Zdarzenie: Ulica pełna cekinów

 Efekt: 30. Jedna z postaci maniakalnie uwielbia gadać o seksie.

 

  Autobus niespiesznie wtoczył się na przystanek. Nieznośny syk otwieranych drzwi obudził na chwilę tych pasażerów, którzy zmorzeni podróżą przysypiali z głowami opartymi o szyby. Tym, którzy nie spali, dźwięk nie zrobił wielkiej różnicy. Siedzieli na wytartych fotelach ze spękanej imitacji skóry i patrzyli obojętnie w przestrzeń za oknami.

  Po schodkach skrabała się, sapiąc i narzekając pod nosem, babuleńka w przydużej pikowanej kurtce i wściekleróżowym moherowym berecie na głowie. Z ramienia zwisała jej nieforemna torba o gabarytach tak wielkich, że zdawało się, iż kobiecina mogłaby tam swobodnie zmieścić cały swój druciano-wełniany dorobek.

  Babinka obrzuciła ciekawskim spojrzeniem siedzenia i zajmujących je pasażerów. Wyćwiczony w trakcie wieloletniego podglądania sąsiadów wzrok szybko namierzył wolne fotele. Pojazd ruszył, ale nawet nagłe szarpnięcie nie było w stanie wytrącić kobiety z kursu. Jeszcze nigdy, od czasu przejścia na emeryturę, nie musiała stać w autobusie i tym razem nie mogło być inaczej.

  Miała do wyboru dwie opcje. Pierwszą było siedzenie obok ekstremalnie otyłego, śpiącego faceta o świecącym niczym topiący się wosk czole. Bramka numer dwa przewidywała towarzystwo schludnie ubranego mężczyzny w meloniku. Wybór wydawał się oczywisty.

  Babuleńka z impetem opadła na siedzenie.

  – O Jezu… – jęknął nagle mężczyzna siedzący przy oknie, a twarz wykrzywił mu grymas bólu. – To znaczy do licha.

  Kobieta syknęła przepraszająco i popatrzyła współczująco spod podkreślonych kredką brwi.

  – Przepraszam pana, nie zauważyłam – bąknęła, po czym umalowane brwi zmarszczyły się ponownie, tym razem jednak nie było w owym marszczeniu cienia współczucia. – Mógłby pan jednak uważać, gdzie pan kładzie ogon. Ludzie też chcą usiąść, proszę pana.

  Pasażer zaczął rozmasowywać przyciśnięte ciężkawym pośladkiem ogonisko.

  – Tak, prawda – wycedził. Można było odnieść wrażenie, że jego czerwone tęczówki na ułamek sekundy zapłonęły żywym ogniem. Opanował się jednak błyskawicznie i odparł już uprzejmiej: – Będę bardziej uważał.

  Babka krytycznie spojrzała na wyrastające mu z czoła rogi. Przez chwilę siedziała w ciszy, jednak w pewnym momencie pociągnęła współpasażera za rękaw.

  – Proszę pana, chciałabym usiąść przy oknie, jeśli to nie problem. Inaczej zasypiam, zawsze tak mam.

  Diabeł stanowczo pokręcił głową.

  – Przykro mi, ale nie. To moje miejsce i nie zwykłem się przesiadać.

  – Phi – prychnęła kobieta, po czym niby do siebie, ale tak, żeby wszyscy w autobusie słyszeli, mruknęła: – Mówią prawdę, że kultura zanika.

  Rogaty zignorował uwagę i siedział wpatrzony w uciekający za oknem krajobraz.

  Kilka minut później pojazd znów się zatrzymał. Syknęły drzwi, a do środka wsiadł niedbale uczesany mężczyzna ubrany w zbyt luźny, źle skrojony garnitur. Facet miał nonszalancko rozpięty kołnierzyk koszuli i roztaczał wokół siebie obezwładniający zapach absurdalnie taniej wody po goleniu.

  Ignorując pogardliwe spojrzenie moherowej babinki, zajął miejsce na fotelu obok przysypiającego grubasa, tuż za diabłem i kobietą.

  – Przepraszam – rzekł, trącając babkę w ramię i próbując zwrócić jej uwagę. – Halo, słodziutka, przepraszam!

  Współpasażerka udawała, że nie słyszy i wlepiła wzrok w okno. Facet, zupełnie niezrażony reakcją kobiety, zmienił obiekt zainteresowania i zaczął trącać siedzącego przy oknie diabła.

  – Halo, proszę pana, halo!

  Rogaty obejrzał się przez ramię.

  – Tak?

  – Orientuje się pan, ile to się jedzie? Tam, gdzie mamy dojechać, ile czasu?

  Diabeł spojrzał na zegarek.

  – Na pewno jeszcze około pół godziny.

  – Na pewno to chłop w szpitalu umarł, proszę pana – rzucił pachnący i roześmiał się, dumny z żartu.

  – Chyba na oko – nie wytrzymała babka, przegrywając z instynktem nakazującym jej być najmądrzejszą w towarzystwie.

  – Na oko, złociutka, to Kopernik nie żyje – zripostował mężczyzna i zarechotał.

  – A idź pan… – zaczęła babka, ale przerwała w połowie zdania. Nie miała widocznie siły na przepychanki słowne, a więc tylko pokręciła głową i zacmokała z irytacją.

  – A gdzie? Z panią mogę wszędzie – rzucił prowokacyjnie pachnący. Takie sytuacje były jak woda na jego młyn.

  – Proszę państwa, proszę o spokój. Głowa mnie boli, rogi się wyżynają – wyjaśnił, wskazując dłonią opuchliznę wokół wystających z czoła wypustek. – Niedługo dojedziemy, będziecie państwo mogli się kłócić do woli.

  – Niech się pan rozchmurzy, podobno tam, gdzie jedziemy, jest cieplutko, panienki na każde skinienie, ach, żyć, nie umierać!

  Babuszka prychnęła z oburzeniem. Leon Zapachowiec – bo tak przezwał go w myślach diabeł – zdawał się nie odczytywać sygnałów dezaprobaty płynących kaskadowo od współpasażerki. Był podekscytowany, nabuzowany wręcz. Przysunął się do siedzącej przed nim pary. Uczepiwszy się fotela z przodu, kościstym tyłkiem ledwo muskał swoje siedzenie. Zdawało się, że w rogatym znalazł potencjalnego rozmówcę. A na pewno słuchacza.

  – Bo wie pan – ciągnął – ja to sobie muszę, że tak powiem, zamoczyć raz na jakiś czas, nie ma bata. Inaczej mnie rozerwie!

  – Skandal… oburzające… – mruczała babka z przedniego siedzenia, mechanicznie kręcąc głową.

  – A pani – pachnący przerzucił zainteresowanie na kobietę – to co? Taka święta? Nigdy nic? Żadnego fiku miku?

  – Na litość boską… – rzucił diabeł, ale szybko się zreflektował. – Znaczy niech to licho! Proszę państwa, naprawdę nie mam nastroju, żeby wysłuchiwać przekomarzań.

  – Aj, i pan wrażliwy taki… Może pan też powinien trochę, wie pan, spuścić z krzyża czy coś.

  Leon wyglądał na ekstremalnie zadowolonego z siebie.

  – Niech pan… – zaczął, ale urwał. Postanowił zmienić strategię. I przy okazji temat. – Wiecie w ogóle państwo, gdzie jedziemy?

  – No, tak nie do końca, szanowny panie. Ale jeśli tacy, jak niektórzy tu – babka zrobiła pauzę i kiwnęła głową, dyskretnie (a przynajmniej tak się jej wydawało) wskazując uczepionego jej fotela „dżentelmena” – też się tam wybierają, to chyba powinnam zmienić kierunek jazdy.

  – Nie bądź taka sztywna, kobieto! Chociaż może właśnie coś sztywnego by ci się przydało.

  – No wie pan!

  – Ludzie – przemówił stanowczo diabeł, wstając, a w autobusie jakby pociemniało. W opary wody kolońskiej wbiły się wyraźne nuty siarki. – Prosiłem chyba wystarczająco wyraźnie. Tam, gdzie jedziemy, nie lubią przekomarzań. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.

  – No, więc gdzie jedziemy, panie mądralo? Słyszałem to czy tamto, ale z tego co widzę, pan tu jesteś specjalistą.

  Diabeł wziął głęboki oddech i usiadł ponownie na obdrapanym fotelu. Zamyślił się na moment, pokręcił głową, ale w końcu uśmiechnął się pod nosem. Właściwie to lubił „zabawiać” pasażerów, a każdy „pusty” przejazd był dla niego przejazdem straconym. Dziś ból głowy stępił nieco jego entuzjazm. Rogaty pomyślał jednak, że może to dobry sposób na poradzenie sobie z nieprzyjemnymi dolegliwościami. Zwłaszcza, że barwna para pasażerów siedziała w oczekiwaniu.

  Obrócił się bokiem w fotelu, żeby widzieć oboje. Odchrząknął.

  – Dobrze, opowiem coś państwu. Jeżdżę tą linią regularnie do pracy. A państwo – zaczął, choć wcale nie musiał pytać, doskonale znał odpowiedź – jak mniemam, siedzą w tym autobusie po raz pierwszy?

  – Tak, szanowny panie, pierwszy i ostatni, przynajmniej jeśli o mnie chodzi – przemówiła kobieta obrażonym tonem.

  – Ja też, nawet nie pamiętam, jak do tego doszło. – Przyznał Leon i nerwowo zachichotał. – Nie mam nawet biletu. Wstałem, poszedłem na przystanek. No i jestem.

  – No tak, oczywiście. – Rogaty wyrozumiale pokiwał głową, po czym zwrócił się do mężczyzny. – Pamięta pan, co pan robił wcześniej?

  Pachnący poskrobał się za uchem.

  – Ee, niedokładnie. Byłem chyba u… dziewczyny. Piliśmy coś, a potem zrobiło się gorąco, jeśli wie pan, o czym mówię. – Nie czekając na potwierdzenie, a właściwie celowo je uprzedzając, zawołał: – Seks!

  Babinka złapała się za głowę.

  – Tak, zdaje się, że tak było. Jednak proszę sobie przypomnieć, czy ten… akt odbył się za obopólną zgodą? Czy nie za mocno zacisnął pan dłonie na szyi towarzyszki?

  Mężczyzna zdawał się nieco zbity z pantałyku.

  – No… ona lubi ostro, wie pan… – tłumaczył bełkotliwie.

  – A pani – diabeł zwrócił się do babinki – pamięta pani, co robiła wcześniej?

  – Na pewno nie dusiłam żadnych ladacznic! – szczeknęła z oburzeniem w oczach.

  – No, ladacznic może nie. A te pieski i kotki, które uczyła pani pływać… – diabeł zrobił pełną napięcia pauzę – w workach? Z zaklejonymi pyszczkami? Całe mioty szczeniaków, zdaje się. A może mam nieprawidłowe dane?

  Twarzy kobiety upodobniła się kolorystycznie do beretu.

  – Szanowny panie, ja ze wsi jestem – zaczęła tłumaczyć pełnym przejęcia głosem. Rogaty jednak wiedział, że umiała nieźle grać. – Co ja bym z tymi wszystkimi zwierzakami… A tak przynajmniej głodne nie chodziły…

  Diabeł pokiwał głową z udawaną wyrozumiałością.

  – Z pewnością, z pewnością, szanowna pani. Ale dość o tym. Nie będę państwa, jakby to ująć, eksploatował zawczasu. Zwróćcie proszę uwagę na widok za oknem.

  Leon i babka z otwartymi ustami obserwowali to, co się dzieje za szybą. Autobus nie toczył się już asfaltówką, a zdawał się szybować kilometr nad ziemią.

  – Co to… – wydusiła kobieta, podziwiając rzekę jarzących się w dole punkcików. – Takie piękne! Wygląda jak ulica pełna cekinów.

  – Jak płynne złoto – dodał pachnący, spoglądając nad przylepionym do szyby grubasem.

  Diabeł z satysfakcją przyglądał się twarzom współpasażerów. Lubił te momenty, uwielbiał się nimi napawać.

  – Piękne, nieprawdaż? Poczekajcie państwo, za chwilę przyjrzycie się z bliska.

  Autobus zaczął powoli opadać. Para wręcz pożerała wzrokiem niecodzienny, wolno przesuwający się w dole obraz. W końcu jednak pojazd obniżył swój kurs na tyle, że można było dostrzec szczegóły rzeki „płynnego złota” i usłyszeć generowany przez nią dźwięk. Zachwyt na twarzach babki i Leona Zapachowca został wyparty przez przerażenie.

  Pod nimi płynęła rzeka płonących żywym ogniem postaci. Skóra topiła się na każdej z nich, a powietrze młóciły agonalnie powykręcane członki. Wszystko to przy akompaniamencie kakofonii przejmujących wrzasków i jęków cierpienia.

  – Co… to… do diabła? – wydusiła kobieta słabym głosem. Jej towarzysza zatkało na tyle, że nie był w stanie wycedzić nawet sylaby.

  – Proszę uważać na słowa. To, drodzy państwo, nieszczęśnicy, którym będziecie towarzyszyć w ostatniej podróży – wyjaśnił rogaty i zwrócił się do pachnącego: – Nie wiem, jak z tymi panienkami na każde skinienie, ale cieplutko będzie na pewno. O, akurat dojeżdżamy.

  Jak na zawołanie koła autobusu ponownie dotknęły ziemi, a pojazd stanął. Drzwi otworzyły się ze znajomym sykiem, a z zewnątrz dobiegła wyraźnie już słyszalna mieszanina wrzasków i potępieńczego pojękiwania.

  – Przystanek „Piekło” – przemówił rogaty i szeroko się uśmiechnął. – Wysiadamy.

  Do autobusu weszło kilkoro czerwonoskórych rogaczy w czarnych koszulkach z maleńkim logo przedstawiającym płonące widły na piersi. Nie zważając na opór stawiany przez pasażerów, głusi na błagania i groźby, przedstawiciele Piekła zaczęli wyciągać ludzi z pojazdu. Każdemu ze skazanych na potępienie przykładano do przedramienia pieczątkę z numerem, a następnie bezpardonowo wpychano ich do rzeki ognia, gdzie nieszczęśnicy rozpoczynali podróż.

  Diabeł towarzyszył pachnącemu i babince w ostatnim spacerze.

  – Proszę pana, na pewno nie da się inaczej? Błagam – prosiła kobieta.

  – Nie. To koniec pewnego etapu. Jednakże pamiętajcie państwo, że każdy koniec jest jednocześnie jakimś początkiem – tłumaczył diabeł, podczas gry jeden z pracowników stemplował jego „podopiecznych”.

  – Początkiem czego? – zapytał Leon, a warga trzęsła mu się tak, że rogaty ledwo zrozumiał.

  – Początkiem końca – odparł z szerokim uśmiechem czerwonoskóry. – Muszę was jednak zmartwić: końca końca raczej nie uświadczycie.

  Diabeł pchnął oburącz zaskoczoną babuszkę i przerażonego pachnącego, którzy już po chwili dołączyli do rzeki topiących się z gorąca ciał.

  Rogaty pokiwał głową z zadowoleniem. Zauważył, że ból minął, jak ręką odjął.

  – No, to teraz czas popracować – rzekł i ruszył do przebieralni, narzucić na siebie czarną koszulkę z logo wideł na piersi.

12490 zzs

Liczba ocen: 9
77%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~CptUgluk
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 82

Opis:

ilość znaków: 11984

Dodano: 2021-07-20 16:38:11
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
~CptUgluk 13 d.
TreningWyobrazni Zrobione, panie szefie!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Ahoj Cpt!
Bardzo fajne i zabawne opowiadanko.
Podobało mi się zwłaszcza to, jak przed czytelnikiem powoli zostaję odsłonięta niecodzienność tej niby zwykłej podróży autobusem.
Gdybym miała się przyczepić to może do tego, że nagle okazuje się, że narracja jest prowadzona bardziej z punktu widzenia diabła, ale to taka tam tycia uwaga.
Fajny też pomysł, że Piekło to takie korpo pełną gębą.
Odpowiedz
~CptUgluk 12 d.
szopciuszek ahoj!
Ależ czepiaj się, jeśli znajdziesz coś, czego czepić się warto. Nie zwróciłem uwagi na tę narrację, przyjrzę się sprawie i spróbuję wyciągnąć wnioski, dzięki
Dziękuję pięknie za dobre słowo i komentarz. I powiem Ci w tajemnicy (no dobra, nie całkiem w tajemnicy), że nie tylko przed czytelnikiem powoli odsłaniała się niecodzienność autobusowej jazdy – ze mną było podobnie
Fajno, żeś wpadła! Pozdro!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Ahoj, szczury lądowe!

"– O Jezu… – jęknął nagle mężczyzna przy siedzący oknie, a twarz wykrzywił mu grymas bólu." - coś tu się zadziało z kolejnością wyrazów, warto byłoby zmienić na: "... mężczyzna siedzący przy oknie..."

Opowiadanie lekkie i przyjemne, ze szczyptą absurdu, co w Twoim przypadku nie jest zaskoczeniem. Zawsze z uśmiechem zaglądam do Twoich opowiadań TW, zastanawiając się, cóż za piękna katastrofa czeka nas tym razem. A ta kobitka w autobusie... ach niech bym taką tylko dorwała w swoje ręce... wkurzająca baba, ale to też plus, bo tak miało być. Jedyne co mogłoby jeszcze ulepszyć opowiadanie, to może jeszcze bardziej przerysowane postacie. Jak szaleć, to szaleć i na całego.

PA!
Odpowiedz
~CptUgluk 10 d.
MHSchaefer Ahoj

Ajaj, faktycznie szyk w tym zdaniu jest karygodny, musiałem coś mącić podczas korekty, dzięki za zwrócenie uwagi.

Bardzo mi miło, że zaglądasz do mnie z uśmiechem Cieszę się, że i tym razem znalazłaś drogę pod moje opko! Słusznie prawisz, można było jeszcze bardziej "przyprawić" bohaterów. Jednak tańcowałem na krawędzi limitu i myślę, że gdybym bardziej przyabsurdził, mógłbym się nie zmieścić w ilości znaków. Coś za coś jak to się mówi

Dzięki, że wpadłaś, miło było gościć!
Odpowiedz
~oidrin 9 d.
z wykopem
Najpierw czepiando:
" Po schodkach skrabała się" - literówka

Podoba mi się motyw z autobusem do piekła i interakcje pomiędzy bohaterami, wiesz jak dobrze odmalować charakter w jednej krótkiej wypowiedzi, co się chwali. Czytało się lekko i przyjemnie.
Odpowiedz
oidrin z tą literówką to pewnie chodzi Ci o "skrabała"? "Skrabać się", w sensie włazić, wspinać się z trudem. Teraz już nie wiem sam, czy to nie jakiś archaizm :P

Bardzo mi miło, że dobrze Ci się czytało. Cieszę się, że wspomniałaś o bohaterach - zawsze się staram nadać postaciom życie poprzez takie małe drobiazgi. Fajnie, że zostało to dostrzeżone
Piękne dzięki za wizytację i dobre słowo. Pozdro!
Odpowiedz
~oidrin 9 d.
CptUgluk hm,hm, nie wiem, czy archaizm, ale ja pierwsze czytam (bo nie słyszę). Tak czy siak, fajnie też się czegoś nowego nauczyć. Pozdrawiam!
Odpowiedz
z wykopem
Cześć CptUgluk,
Dostałeś bardzo fajny zestaw. Diabeł jest moją ulubioną postacią, więc to na nim skupiłam się najbardziej. Podoba mi się to, jak go przedstawiłeś. Dostrzegam kontrast między nim a pasażerami, którzy się sprzeczają, a on siedzi w ciszy, cierpiąc na ból głowy.
Świetny pomysł na autobus do piekła, ale muszę się przyczepić, bo uważam, że mogłeś bardziej poszaleć. Dlaczego autobus unosi się nad ziemią? Skoro piekło to powinni się zapaść pod ziemię. Fajny moment, gdy w autobusie ciemnieje i czuć siarkę, ale ja bym coś tu jeszcze dodała dla większego efektu. W końcu Diabła boli głowa, tak? A pasażerowie go irytują.
Ubolewam też, że cekiny nie pojawiły się dosłownie.
Zgadzam się z szopciuszkiem, co do narracji.
Uważam, że to opowiadanie jest lepsze niż poprzednie.
Czepiam się, ale wiesz, to tylko moje odczucia. Bierz co chcesz dla siebie.
Pozdrawiam
Odpowiedz
Olciatka Hejo! Co do cekinów, potraktowałem je metaforycznie, bo uznałem, że lepiej tak, niż wciskać je na siłę, zwłaszcza, że nie miałem na nie dobrego pomysłu
Autobus unosi się nad ziemią, ale w zamyśle (tzn. w mojej głowie) jego trasa przebiegała już pod ziemią, jednak wysoko nad piekłem i rzeką potępieńców. Nie umiem tego w tej danej chwili sensowniej opisać, w każdym razie rozumiem, że mój zamysł, a odbiór czytelnika mogą się znacząco różnić.
Mogłem poszaleć bardziej, nie ma wątpliwości. Pewnie gdyby to rozwinąć już bez limitu, dałoby się wycisnąć więcej?
Oj tak, zdecydowanie uważam, że to opko jest lepsze niż poprzednie. Nie uważam, że jest idealne, o nie, ale nawet lepiej mi się pisało niż tamto.
Twoje odczucia są dobre, bo są Twoje Biorę wszystko do siebie i wyciągam wnioski. Wielkie dzięki za wizytę i komentarz. Pozdro!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Autobusik do „raju” … bardzo ciekawe i z humorem opowiadanie
Odpowiedz
jacek79 Hehe, może i ktoś by tam swój raj odnalazł Dzięki za wizytę i dobre słowo
Odpowiedz
z dużym wykopem
Diabeł dojeżdżający do pracy autobusem? Po prostu piękne Po kilkutygodniowej wakacyjnej przerwie wracam do TW i od razu zrobiło mi się jakoś tak błogo Świetne opko, koncepcja autobusu i diabła dla mnie bomba. Zawsze lubiłem czytać Twoje teksty, ale długa przerwa spowodowała chyba, że to opowiadanie czytało mi się wyjątkowo dobrze. Czysta, piekielna przyjemność

Z perełek, które wprowadziły mnie w szczególnie dobry nastrój:

"Wyćwiczony w trakcie wieloletniego podglądania sąsiadów wzrok szybko namierzył wolne fotele"

"Nie będę państwa, jakby to ująć, eksploatował zawczasu."




Odpowiedz
Zdzislav Hello! Bardzo się cieszę, że dobrze Ci się czytało i jeśli mogłem tym tekstem umilić Ci pourlopowy czas - tym lepiej!
Fajno, żeś wrócił i zostawił ślad Czekam na Twoje kolejno opo! Pozdro
Odpowiedz
Rozpoczynamy głosowanie w obecnej edycji TW!

Serdecznie zapraszamy do oddania głosu:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Pozdrawiamy
Zespół TW
Odpowiedz
~jotka 7 d.
Przeczytałam. Co mi przeszkadzało: drobiazgowe opisy ubrań, wyglądu niewiele wnoszące do fabuły. Mam na myśli coś takiego; „Syknęły drzwi, a do środka wsiadł niedbale uczesany mężczyzna ubrany w zbyt luźny, źle skrojony garnitur. Facet miał nonszalancko rozpięty kołnierzyk koszuli i roztaczał wokół siebie obezwładniający zapach absurdalnie taniej wody po goleniu.“ Absurdalnie pasuje tutaj jak pięść do nosa niestety, a skoro luźny to myślę, że i w domyśle niedopasowany. Można by z pwoodzeniem ciachnąć niektóre zdania.
Co na plus: dialogi. Są żywe, tekst, pomijając te zapychacze, nie jest przegadany, dużo takich smaczków w wypowiedziach. Postać diabła zabawna, babulenka infantylna, czyli taka jaka miała być. W ogólnym rozrachunku: lekkie, przyjemne, rozluźniające. Ale! Trochę refleksji między tymi śmieszkami też się wkradło.
Odpowiedz
jotka Hello! Hm, szanuję Twoją opinię, ale nie zgodzę się z tym, że opis mężczyzny był zbyt dokładny. To znaczy oczywiście mogłem go pominąć, ale chciałem, żeby czytelnik otrzymał obraz faceta i mógł już sobie zacząć układać w głowie, jakie z niego "ziółko", zanim jeszcze ten otworzył usta Co do "Absurdalnie taniej wody", przyznaję, że może nie jest to najbardziej trafne określenie, ale chciałem się trochę pobawić słowami i taka hiperbola mi wyszła. Jednak tak jak wspomniałem, szanuję Twoją opinię i zgadzam się, że mogło Ci to akurat nie przypasować
Dzięki za opinię, zarówno za krytykę, jak i za pochwałę. Do dialogów przywiązuję zawsze dużą wagę i cieszę się, że dobrze wyszły A jeśli też jakąś refleksję znalazłaś między wierszami - tym fajniej!
Pozdrowionka!
Odpowiedz
~jotka 3 d.
CptUgluk
Rozumiem. Pozdrawiam !
Odpowiedz
~Manta 6 d.
Hejka zawsze mam problem jeżeli w tekście pojawia się sporo czasowników w dialogu typu: prychnęła, syknęła, jęknęła, wydusiła, etc. Wyobraźmy sobie jakbyśmy mieli odegrać ten dialog na scenie byłoby ciekawie. Niemniej u Ciebie to wpisuje się w całą konwencję opowiadania, które ma być zabawne, wywołać uśmiech. Dlatego opisy postaci, które mogłyby w innym tekście wydać się przerysowane, czy te narracje o których wspomniałam, tutaj miały absolutne prawo wystąpić.
Przyjemnie mi się czytało, fajna historia. Do pełni zabrakło mi tylko reakcji innych podróżujących w autobusie. Wiaodmo, ze tekst krótki wiec skupiłeś się na dwóch grzesznikami podróżujących do piekła, ale nie wierzę, że w momencie oderwania się autobusu od ziemi gruby czy inny pasażer by się nie odezwał Tylko, że to tez jest trudne - wprowadzenie wielu postaci do jednej sceny i zaplanowaniu nad nimi, żeby odbiór by właściwy i czytelnik nie miał zamętu w głowie 😀
Bardzo dobry tekst Ugluku!
Odpowiedz
Manta Aj, no może rzeczywiście czasem przesadzę w dialogach Staram się, żeby były wiarygodne, ale i obrazowe. Czasem więc może się zdarzyć, że prychania będzie dużo
Ojj tak, tu mnie trafiłaś prosto w środeczek – obawiam się wprowadzania zbyt wielu postaci w dialogach, żeby: a). nie namieszać w głowie czytelnikowi, zasypując go gradem wypowiedzi kilku różnych bohaterów; b). żeby samemu się nie pogubić Muszę to chyba poćwiczyć w jakimś kolejnym tekście.
Dzięki pięknie za feedback i dobre słowo!
Odpowiedz
*marok 4 d.
z wykopem
No i jestem. Tekst jest udany i w pewnych momentach, szczególnie na końcu uśmiechnąłem się. Nadal uważam, że zestaw traci z tym efektem, bo mam w głowie ciągle ten zarys pomysłu, który mi wpadł i dałem ci zestaw. Ale nie mogę oceniać tekstu bo jest inny niż w mojej głowie. Dlatego biorąc na to poprawkę uważam, że opko jest skrojone bardzo dobrze, jest historia, nie ma ucięcia końcówki, nie znalazłem żadnych większych dłużyzn. Dialog robi robotę. Płynie się przez niego. Ogólnie, nie ma wstydu, przeżyjesz, na razie
Odpowiedz
marok Dziękuję, panie Marok! Jak już wspomniałem w którejś odpowiedzi powyżej - lubię dialogi i wkładam w nie sporo serduszka. Cieszę się, że jest to doceniane
Efekty traktuję jak wyzwanie i staram się zawsze z nich korzystać. Raz tylko świadomie odrzuciłem efekt, bo wymagał, żeby pisać, nie przejmując się, jak wyjdzie. A tak bym nie potrafił, a fe!
Uff, już się bałem obawiałem najwyższego wymiaru kary!
Odpowiedz
Z całą pewnością mam poszanowanie do Twojego zapisu. Jest autentyczny nawet w fantastyce.
Przypomniało mi się
Chris Rea - The Road To Hell
https://www.youtube.com/watch?v=abZlWqVeLzg
Co do opowiadania, raczej gorsze z Twoich.
Ja swojego nie ukończyłem, a miałem i mam świetną space opera.
Z pewnych względów musiałem porzucić pisanie.
Osobiste!
Odpowiedz
Alchemik autentyczność to coś, na co bardzo zwracam uwagę, cieszę się, że to widać.
Szkoda, że opowiadanie nie przypadło Ci do gustu, ale cóż, nie wszystko się musi każdemu podobać. Biorę to na klatę! Mam jednak nadzieję, że się specjalnie nie umęczyłeś podczas lektury?
Różnie się w życiu układa, różne są priorytety, czasem trzeba wybierać. Mam nadzieję, że kolejne TW uda Ci się dokończyć.
PS dzięki za link, spoko utwór i do tego elegancko pasuje do opka
Odpowiedz
z dużym wykopem

Siema.
Poczucia nadokreśleń opisowych nie mam nawet na jotę. Wszystko w tej materii odbyło się bardzo zacnie i zostało skrojone z wyczuciem.
Z drugiej strony, gdyby nawet coś takiego zaistniało, to i z takiej przesadnej dbałości można uczynić narzędzie literackiego warsztatu. Ellis w American Psycho zrobił to doskonale.

Jak mówię, pomysł tak zacny, co łatwy do rozczytania. To nie przytyk. Nie każde opko ma na celu trzymać w napięciu do ostatniej kropki.

Trochę przyjrzałbym się różnym dookreśleniom, które stosujesz w myśl zachowania założonej melodyki.
Czasem nadpisujesz przez to i wychodzą semi-duble.
Np.

"Autobus zaczął powoli opadać. Para wręcz pożerała wzrokiem niecodzienny, wolno przesuwający się w dole obraz. W końcu jednak pojazd obniżył swój kurs na tyle" - powoli i wolno.

Całość zacna.
Się mi kojarzyło z grupą Darwin - Piekło 2.0
Odpowiedz
Canulas Ano siema!
Przesadna dbałość to coś, z czym mogę się borykać
Rety, nigdy bym tego powoli-wolno sam nie wychwycił, w ogóle nie zwróciłem uwagi na taki szczegół. Znaczy się - muszę patrzeć dokładniej. Dzięki!
Darwinów coś kojarzę, ale tego, co wspomniałeś, akurat nie. Jak nie zapomnę, obczaję
Dzięki bardzo za wizytację i komenta!
Odpowiedz
Boba opowiadanie, takie na zrelaksowanie.
Następnym razem, jak spotkam w autobusie taką siedzeniową babcię, pomyślę o tobie
Odpowiedz
pkropka ha, nie wiem, czy to dobrze, że będę Ci się kojarzył z autobusowymi babciami, ale biorę, co dają i nie marudzę
Dzięki bardzo za wizytę i komentarz
Odpowiedz
CptUgluk to dlatego, że za dobrze ją opisałeś
Odpowiedz
z wykopem
Dzień dobry!

ciekawe i atrakcyjne motywy: autobus do piekła, kara za zło (za te kotki i pieski to sam bym do kotła wrzucił), leciutki twist gdzieś w środku historii.
Zastanawiam się czy więcej bohaterów albo pójście bardziej w kierunku absurdu (jak wskazywała MHSchaefer) nie zrobiłyby jeszcze lepszej roboty.
No i kilka takich niedpowiedzeń, które nie przeszkadzały w odbiorze, ale wzbudzają moją ciekawość - dlaczego diabeł był w autobusie, jak umarli podróżni, dlaczego akurat autobus wiózł ich do piekła...
Pozdrawiam!
Odpowiedz
KluczDoPiwnicy Hej ho!
Na pewno zwiększenie liczby postaci i potężniejsze "zabsurdalizowanie" tekstu mogłoby się mu przysłużyć, ale zabrakło znaków Hm, kurka, może by jednak było jednak rozwinąć nieco pomysł i ukleić obszerniejsze opowiadanko? Pomyślę nad tym.
Niedopowiedzeń było sporo, przyznaję, w sumie można powiedzieć, że tekst się na nich opierał. Hm, serio teraz myślę, żeby to rozbudować
Dzięki bardzo za odwiedziny i komentarz. Pozdro!
Odpowiedz
Lubię tę dawkę przekory i poczucia humoru, którą bardzo często u Ciebie znajduję - dla mnie już same opisy właśnie taką szczyptą, która dopełnia akcję. Mnie też, tak jak Mancie, trochę zabrakło innych podróżnych - bo jednak uwaga skupiła się na dość wąskim gronie, ale z drugiej strony wiadomo, że przy limitach czasem trzeba nieco trzymać się w ryzach, żeby opowiadanie nie poszło za daleko. Jestem natomiast fanką samego tego pomysłu - w zasadzie nie spodziewałam się tego, ja bym zapewne poszła w całkiem innym kierunku z tym zestawem. A diabła polubiłam, było mi go nawet trochę żal i chętnie dowiedziałabym się jeszcze nieco więcej o jego obowiązkach w piekle. Dobrze wybrnąłeś, to takie pozornie lekkie opowiadanie, a jednak ocierające się o sprawy bardzo poważne - zawsze lubiłam takie połączenia.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.