online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW #8 — Śmierć gorąca jak lód
<
TW #6 — On zawsze wróci
>

Opis:

Inspirowane piosenką Sea - BTS. Znaki: 11985

Tagi: #TW #Kalia #wilk #ocean #pustynia

TW #7 — Miraż pustyni

 Postać: Wilk

 Zdarzenie: Wojna w piaskownicy

 Efekt: 54. Osoby obecne na losowaniu podają po jednym rzeczowniku – użyj ich w tekście.

 Oto one: rezerwuar, kawior, biurko, zużyta prezerwatywa, gnat

 

 I

 

 Piach palił moje stopy. Ogniste płomienie przesiewały się między palcami, a pomarańczowe ziarna zasypywały mnie do kostek. Drążyłem dół, mimo że ogień wchłaniał skórę, mięśnie i kości jak wodę. Głaskałem pustynię, przekonany, że im głębiej, tym bliżej wyczekiwanego błękitu. Wkrótce palce natrafią na ciecz i ugaszą pożar.

 Wyruszyłem z nadzieją i dostałem nadzieję. Po prostu na początku nie określiłem dobrze jej definicji.

 Dostałem to, co chciałem.

 Naga skóra smażyła się, brązowiejąc, stała się czarna niczym cień, który przysłaniał mi głowę. Roztapiała się, prawie jak masło i wchodziła do piasku ostrym tasakiem. Namib kopała mój grób.

 Ale dlaczego nie miałem na sobie ubrań? Nie pamiętałem.

 Ciemność nade mną okazała się tylko zamkniętymi oczami. Przebłyski słońca agresywnie wsuwały się pod powieki i kazały patrzeć, jak szybko dobijały mnie promieniami. Pustynia nie pozwoliła mi oddalić się umysłem. Uwięziła ciało na zawsze, czułem zapach palonego mięsa. Nałożyła kajdany nadziei, co jakiś czas spryskując twarz kropelkami wody.

 To nie woda. To tłuszcz i pot.

 Zobaczyłem ocean. Majaczył jedynie kilka centymetrów przed oczami i oddalał się, gdy próbowałem go przywołać. Widziałem twarze. Pochylały się obok i rozmazywały swoje kolory na pięknym, atlantyckim pejzażu.

 To nie ocean, to niebo.

 

 II

 

 Ciemność nie odpuściła. Spędziłem w niej na pewno dłużej, niż mi się wydawało, mając do dyspozycji jaśniejsze światło w dzień i całkowity mrok w nocy. Z żalem starałem się unieść powieki, żeby zobaczyć, co tak miękkiego otulało moje ciało, ale były za ciężkie. Nie chciałem narzekać. Moje życie wypełniało ciepło i nieznane uczucie bliskości. Czułem, jak bez przerwy ktoś się o mnie ocierał. Z każdej strony. A potem musiałem odpychać ich ze wszystkich sił, byle tylko dostać się do mlecznej cieczy, która utrzymywała mnie przy życiu.

 Nigdy też nie było cicho. Do uszu ze zdwojoną mocą dolatywały piski i skomlenie, a nawet czasem sam się na tym przyłapywałem. Dzikie warkoty i wycie drażniły mnie do tego stopnia, że próbowałem wcisnąć uszy w kłębiące się stado futer.

 I wreszcie zrozumiałem. Ten mleczny zapach nieraz połączony z czymś bardziej smakowitym i słodkim był moją matką. Nie tak ją zapamiętałem, jednak cieszyłem się, że wróciłem do bezpiecznego miejsca. Niepokój zniknął. Od kiedy tu jestem, nagle przestałem prowadzić w myślach zawziętych dyskusji, a skomplikowane sprawy, wiszące gdzieś z tyłu głowy, nawet do mnie nie docierały.

 Nie raz przepełniała mnie ochota, żeby się stamtąd wyrwać i skakać po innych ciałkach, tak jak robiły to one. Napędzająca ekscytacja mąciła w głowie, nie mogąc się doczekać, aż będę mógł zobaczyć świat.

 Ale gdy w końcu ślepia się otworzyły, niewiele się zmieniło. Wokół ogarniał mnie chłód, zapach zupełnie zniknął, a mrok przeistoczył się w gęstą trawę i szorstkie podłoże, do złudzenia przypominając kolory dawnego stanu. Trzęsłem się z zimna. Nie do tego byłem przyzwyczajony. Moja matka rozpłynęła się w powietrzu. Co gorsza, żołądek świdrował skurczami i drążył bolesną dziurę.

 Zawsze byłem samotny, ze wzrokiem czy bez.

 

 III

 

 Głód zmusił mnie do długich marszów. Miotanie się po zalesionych obrzeżach w poszukiwaniu jedzenia zaczęło przypominać mi o wyprawach na Namib. Zapach wilgotnej ściółki kiełkował w mojej głowie z bryzą oceanu. To dziwne, że dokładnie czułem jego powiew, kiedy nawet nie zdążyłem tam dotrzeć. Z jakiegoś powodu to wszystko zmieniało się w pustynny piasek, a opuszki łap zagrzewał żar, tak znajomy, jak gdybym stąpał po ruszcie. Pamiętałem. Pamiętałem, jak pragnąłem przemierzyć tony złocisto pomarańczowych gór i zobaczyć Atlantyk.

 Musiałem wrócić. Za wszelką cenę. Baza z pewnością była daleko, a ja oddaliłem się od kompanów.

 Zwiesiłem łeb, mokry od niuchania ziemi i nagle zaczerpnięcie powietrza stało się wyzwaniem. Płuca wydały z siebie świst, zakaszlałem i otrzepałem się z otwartym pyskiem. Coraz ciężej podnosiłem nogi, więc spocząłem na kamienistej drodze, czekając, aż oddech wróci do normy. To coś zabijało mnie od środka. Sprawiało, że widok zawężał się do jednego celu, zaciemniając resztę. Przed oczami roztaczał się błękit, choć trwała noc. Mój brzuch miał zaraz eksplodować.

 Potruchtałem w stronę żaru.

 

 IV

 

 Bruk pachniał zmiażdżonymi resztkami jajka i pomidorów, wytartych w plamę, oblaną sokiem z cytryny. Natrafiłem też na coś kwaśnego, lepkiego i ciepłego, wyczuwając jakieś żywe stworzenie. Ale nie miałem innych możliwości niż tylko oprzeć się dwiema łapami o kontener, patrząc błagalnie w górę. Nie dosięgałem, nawet wspomagając się podskokami. Przez pokrywę przenikało tyle cudownych woni, ale potrafiłem jedynie nią potrząsnąć. Żołądek skandował głośniej i głośniej, uznając, że go torturuję. Nigdy nie wiedziałem, że zdobycie jedzenia mogło być takie trudne. Mój wysiłek zawsze ograniczał się do pójścia do sklepu, a na wyprawach, sięgnięcia po zapakowany prowiant.

 Zaskomlałem. Zgadywałem, że nie miałem przy sobie pieniędzy.

 — Szukasz czegoś, szczeniaku? — Czarny łebek wychylił się zza kontenera. Zastygłem w dosyć niezręcznej pozycji, zdziwiony obcą twarzą i natychmiast ucichłem.

 Nieznajomy z podłużną szczęką był cały czarny prócz jaśniejszych plamek przy nosie i uszach. Niemal identyczny do Rickiego, z którym zazwyczaj pakowałem się na wyjazdy. Zapamiętałem jego radosne spojrzenie i energiczny sposób bycia, zabawiający całą grupę podczas zwiedzania.

 — Rick!

 Rzuciłem się na niego, chcąc wlecieć prosto w miękkie ramiona, a kolega, robiąc unik, skazał mnie na gruchnięcie w podgniły karton. Prychnąłem. Może nadal był zły za podmienienie żelu z pastą do zębów?

 — Widać, że młodzik — parsknął Rick. — Przekręciłeś moje imię. A zresztą jak wszyscy.

 Spojrzał na kontener, na mnie, tkwiącego do góry nogami w kartonie i sprawnie się otrzepał. Przeturlałem się na bruk. Znów nie tą stroną co trzeba, przez co obserwowałem jego kudły zwisające z brzucha i zniekształconą mordkę.

 — Rick, ty—

 — Rob. Mam na imię Rob. — Zdawał się przewracać oczami. — A ciebie jak zwą, szczeniaku?

 Głos miał zupełnie inny niż kiedy ostatnim razem gawędziliśmy. Oczy również zmieniły kolor z oliwkowego na orzechowy, a do tego wypierał się swojego imienia. Popatrzyłem na niego z ukosa, najdogłębniej, jak tylko mogłem, jednak wciąż wydawało mi się, że to Rick we własnej osobie. Przecież przed chwilą przemierzaliśmy razem Namib, opowiadając jeden drugiemu, ile stopni może mieć piasek w najgorętszych miejscach.

 Na pewno robił sobie żarty.

 — Nic nie mów — przerwał, gdy otwierałem usta. — Niech no zgadnę. Pimpuś? Burek? Dobry piesek? A może Wynocha mi stąd?

 Wybuchnąłem śmiechem.

 — To ja. Ben. Benjamin Ascorel. Podróżnik i poszukiwacz wrażeń. Entuzjasta oceanów — przedstawiłem się, jak na naszym pierwszym spotkaniu.

 Rick skrzywił się i wywalił język z pyska.

 — Czyli szczeniak, dobra. Głodny?

 Zaprowadził mnie do małego zakątka, kilka ulic dalej, a po drodze postanowił obwąchać moje tyły. Nie protestowałem, bo nos wiódł wspaniały wachlarz zapachów. Zdecydowanie więcej śmietników i zdecydowana większość z nich została już obalona. Kompani Rickiego delektowali się wyszarpanymi przysmakami.

 — Może i nie mamy kawioru, ale zawsze trafi się jakiś smaczny kąsek — zaświergotał biały niczym mleko koleś. Wysoki i chudy. Ten wyglądał kropka w kropkę jak Nick. — Częstuj się, młody.

 Podsunął mi nie pierwszej świeżości gnat, jednak wciąż ziała od niego krwista woń. W sam raz dla mojego żołądka.

 — To jest właśnie Dobry piesek. — Rick zaczął opowiadać o zajadającym czerwoną papkę z kośćmi białym.

 Nie, to na pewno był Nick. Przyjaciel od wspólnych wieczorków przed konsolą. Świetnie też orientował się w terenie i służył jako kompas.

 Uczta nie trwała długo. Tuż po wzajemnym zapoznaniu i próby przekonania ich, że byliśmy paczką najlepszych przyjaciół, którzy muszą dostać się na Namib, przerwał mi zapach, jaki przyniósł wiatr.

 Piasek. Gorący piach. Pot i skwar lejący się z nieba, a to z kolei zapowiadało zimną, niebieską bryzę. Otulała moje nozdrza, a przed oczami zamajaczyły mi wspomnienia oceanu. Był blisko. Tak blisko.

 — Namib — szepnąłem. — Wiecie, że zawsze chciałem zobaczyć Atlantyk z perspektywy samego krańca pustyni? Nie, chciałem ją przejść o własnych nogach.

 Nick kichnął przez kurz, parskając w tę samą stronę, gdzie wpatrywałem się z nadzieją na przyszłość. Z daleka rozpościerał się piaskowy krajobraz.

 — Nie zwracaj na niego uwagi, ględzi już tak od godziny. Pewnie najadł się halucynek, biedaczysko — mruknął Rick. — Poza tym, szczeniaku, lepiej uważaj. Tam to idzie prawdziwa wojna.

 — Co?

 — Wojna. Tam o, widzisz? — Wskazał oczyma na dźwigi i czubki maszyn. — To wielka piaskownica. Rządzą nią koty i szykują się do wojny między klanami. Będzie krwawo.

 

 V

 

 — To wilk, idioto — zazgrzytała kłami Miri. Kocica cudem pozwoliła nam wejść na teren wielkiej piaskownicy. — Przyprowadziliście wilka!

 Czekaj, czekaj. Kot?

 — Jaki wilk? To szczeniak jest.

 Miri naprawdę była kotem. Rude futro przecinały białe prążki, pysk okalały wąsy, a jej oczy przenikały mnie z wyjątkową nienawiścią. Nie, nie mogła być zwierzęciem. Zwierzęta nie mówią.

 Przez cały ten czas mój umysł spowijała czarna kurtyna i przysłaniała rzeczywistość. Widziałem Ricka i Nicka jako moich kumpli, jako ludzi, ale gdy opadła, oczom ukazały się zwykłe psy. Kurtyna zaczęła mrugać, migotać i bawić się ze mną pomiędzy fikcją a światem. Straciłem grunt pod łapami.

 Miałem ich cztery.

 Miri próbowała mi wmówić, że byłem wilkiem, jednak jak mógłbym być, skoro czułem pot przelewający się po skórze i myśli targały mną tak intensywnie? Wilki nie myślą.

 Wciąż znajdowałem się na pustyni. Przede mną rozpościerały się piaskowe wydmy, pojedyncze uschnięte drzewa i piach, który przelewał się między moimi butami. Słońce prażyło twarz w symfonii jęków towarzyszy. Błękit wisiał tuż nade mną.

 I wtedy go zobaczyłem. Soczysta, niebieska woda wołała napływającymi falami. Chciała mnie pochłonąć, zgładzić, jak umoczony piach, który piana zabierała ze sobą.

 Natrafiłem na śliski, biały głaz. W miarę kopania, odgarniając pomarańczowe grudy, kurtyna znów zaatakowała.

 To nie szlachetny kamień. To prezerwatywa. I to zużyta. Zużyta prezerwatywa.

 Wyplułem ją, trafiając w łeb burego kocura.

 Kot. Nie. To omamy. Byłem na Namib i dręczyły mnie omamy z temperatury.

 — Nie jestem wilkiem — warknąłem. Z mojego gardła wydobyło się jeszcze kilka donośnych warknięć.

 Zwierzęcych.

 Obok Miri pojawiła się cała gromada, taksując mnie podłymi uśmiechami, przekrzywiając swoje miękkie karki. Pragnąłem je ukręcić.

 Zasłaniały Atlantyk. Stały mi na drodze.

 Nie powstrzymywałem wyć, szczeknięć ani warczenia, kiedy taranowałem spłoszone, futrzane ciałka. Gryzłem uszy, łapałem za ogony w szale i zapadłem się w piasku, nadrywając pierwszy łeb. Kły wchodziły w ich gardełka jak nóż w masło. Kurz zasłaniał pole widzenia i nie miałem pojęcia, na co się rzucałem. Wątroba i nerki, wypadające z rozprutego brzucha kocicy smakowały tak samo. Tak samo też krew rozlewała się po moim pysku z kolejnymi mięśniami i obrzydliwe dobrymi sercami. Ocean był blisko. Oślepił mnie.

 Kupa drewna przypominająca biurko spadła na kręgosłup następnego. Gazeta zatopiła się w piasku, ale wytłuszczony nagłówek nie zakryła mi nawet spływająca po czole strużka.

 „Nie żyje jeden z uczestników wyprawy na pustynię Namib. Benjamin Ascorel…”.

 Nie żyłem. Byłem wilkiem.

 Ale jakie to miało znaczenie, kiedy ocean był tak blisko?

 Futro zapychało przełyk, dławiłem się pozostałościami mięsa, gdy coś ostrego wbiło mi się plecy.

 — Jakiś rezerwuar? — szyderczy skowyt zaraz potem przeciął szramę przez moje oko. Padłem na piach, tarzałem się, żeby zmiażdżyć jego ciało, ale pazury przebiły się przez skórę.

 Własna czerwień obryzgała gałkę oczną. Widziałem już tylko błękit, odcień szumiącej wody płynął tuż tuż. Roztaczał się naprzeciwko, za ostatnią złotą wydmą, rozcinając granicę między Namib a Atlantykiem.

 Wyciągnąłem łapy, całe chude ciało rozpostarło się w skoku. I zamiast wody, oblała mnie fala ulgi. Nie poczułem nic, prócz metalu, przebijającego się kilka cali nad sercem.

 Ani śladu po oceanie.

 To zawsze była pustynia.

 Piaskownica.

 Inne życie.

12396 zzs

Liczba ocen: 3
71%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Kalia
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 49

Dodano: 2021-07-25 23:25:28
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
Rozpoczynamy głosowanie w obecnej edycji TW!

Serdecznie zapraszamy do oddania głosu:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Pozdrawiamy
Zespół TW
Odpowiedz
~oidrin 2 m.
z wykopem
Hm, inspiracje muzyczne zawsze na plus i zestaw zdecydowanie niełatwy. Aczkolwiek zakręciłam się w meandrach tego strumienia świadomości tak mocno, że nie do końca umiałabym powiedzieć, o czym jest ten tekst. Niemniej masz tu dużo bardzo mocnych obrazów i opisów oddziałujących na wyobraźnię, co jest sporą zaletą.
Odpowiedz
~Kalia 2 m.
oidrin Hej, dziękuję. Zestaw nie był w sumie taki trudny, od razu pojawił mi się w głowie pomysł, kiedy go dostałam.
Odpowiedz
Hej,
trudny zestaw, zwłaszcza ta lista rzeczowników.
Stworzone obrazy bardzo plastyczne i nasycone emocjami, plus za to
Brak wyraźnej fabuły oraz przeskoki pomiędzy lokacjami/bohaterami sprawił, że się pogubiłem.
Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
~Kalia 2 m.
KluczDoPiwnicy Hej, szczerze mówiąc drugi raz z tym efektem, rzeczowniki dobrze się dopasowały, nie miałam z tym problemu.
Też pozdrawiam i dziękuję!
Odpowiedz
Cześć Kalia,
Bardzo zgrabnie wybrnęłaś z niełatwego zestawu. Podoba mi się przemiana w wilka, bądź też rodzaj urojenia. Właśnie nie jestem pewna.
Klimat opowiadania bardzo fajny, piach i żar. Jestem zadowolona z lektury.
Pozdrawiam
Odpowiedz
~Kalia 2 m.
Olciatka Cześć, dziękuję. Bohater przemienił się w wilka w wyniku reinkarnacji.
Odpowiedz
z wykopem
Uciekła mi ocena:-)
Odpowiedz
Początkowo trochę to wszystko było jakby rozmyte, niemniej pewne przesłanki co do bohatera dało się zauważyć właściwie od samego początku. Podoba mi się, jak ugryzłaś ten zestaw, fajnie, że nieco zabawiłaś się konwencją i pomysłem. Dodatkowym plusem jest obrazowość tej historii - można się było poczuć jak na pustyni, bardzo dobrze zadziałało na wyobraźnię.
Odpowiedz
~Kalia 2 m.
alfonsyna Hej, dziękuję!
Odpowiedz
z wykopem
Hej! Kalia, przepraszam, ale muszę to powiedzieć: pierwsze trzy części Twojego opowiadania strasznie mi się dłużyły. Czekałem na jakiś wietrzyk, który przełamie stagnację fabuły i narracji. Prawdę mówiąc, miałem nawet problem z ustaleniem, o co w fabule chodzi. Być może właśnie dlatego mi się dłużyło. Potem było już lepiej. Coś zaczęło się dziać, pojawiły się jakieś drogowskazy, które ułatwiały orientację. No i podsumowując, opowiadanie jest dobre, widać, że miałaś fajną koncepcję, mocno oniryczną, a więc z założenia niełatwą w odbiorze. Przymykając oko na to, co napisałem we wstępie, uważam, że coraz lepiej władasz słowem, próbujesz się nim bawić. I o to w tym wszystkim chodzi
Odpowiedz
~Kalia 2 m.
Zdzislav Hej, dziękuję. Muszę przyznać, że limit trochę pokrzyżował mi plany i jakoś tak wszystko skróciłam, bo początku szkoda mi było burzyć.
Odpowiedz
Bardzo dobrze udało Ci się wykorzystać trudny zestaw. Rzeczowników użyłaś w bardzo naturalny sposób, nie ma w tym nic wymuszonego. Tekst intryguje i powoli odkrywa karty.
Odpowiedz
~Kalia 2 m.
szopciuszek Dziękuję!
Odpowiedz
Świetny tekst. Bardzo oniryczny, pięknie zaciera granicę między tym co jest, a tym co było.
Odpowiedz
~Kalia 2 m.
pkropka Dziękuję!
Odpowiedz
Hm, w ciekawy sposób ugryzłaś niełatwy zestaw. Miałem jednak momentami wrażenie chaosu i nieuporządkowania. Jednak historia jest o tym, że zmarły członek ekspedycji budzi się w ciele wilka (w wyniku reinkarnacji, tak to przynajmniej interpretuję) i sam nie może się odnaleźć w tej sytuacji. Nic więc dziwnego, że narracja jest nieco chaotyczna, skoro takie są myśli i emocje bohatera. Brutalna i krwawa końcówka trochę mnie zaskoczyła. Interesująca, choć momentami trudna do ogarnięcia fabularnie, lektura Pozdro!
Odpowiedz
~Kalia 2 m.
CptUgluk Hej, to najlepsza interpretacja, coś podobnego miałam w głowie. Dziękuję!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.