online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 15
<
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 13
>
Tagi: #stalker #zona #czarnobyl #anomalia #mutant #artefakt

S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 14

 Link do części 13: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=8444&am

 

 

  To, o czym mówił profesor, miało dużo sensu. Zonę chciałem odwiedzić praktycznie od momentu jej powstania, dopiąłem swego i nie żałuję. Jednak nie podobała mi się wizja, w której zaczęłaby ona pożerać coraz większe połacie terenu, bo to po prostu nie mogło skończyć się dobrze. Być może zaplanowana przez „Falochron” akcja miała szansę powodzenia, ale nie mnie to oceniać. To Ilczuk jest naukowcem z tęgą mózgownicą, on będzie się martwić, co zrobić z tym cennym znaleziskiem. Jak tylko uda mi się bezpiecznie wrócić. Od początku nurtowało mnie jednak jedno pytanie.

  – Rozumiem, brzmi to sensownie. Ale chciałbym wiedzieć, dlaczego wybraliście do tego zadania akurat mnie? Dla Instytutu pracuje wielu stalkerów. Są najemnicy, którzy podejmą się przeróżnych misji za odpowiednią kasę. W której kategorii ja zwyciężyłem?

  – Jesteś doświadczony, w Zonie byłeś wiele razy. Nie licząc twoich nieodpowiedzialnych akcji, byłeś dobrym i użytecznym pracownikiem. Poza tym – Ilczuk wbił we mnie swój wzrok – ufam ci Dawidzie, mimo wszystko. Wiem, że masz niespokojną duszę, ale czuję, że to dobra dusza. Chcę wyciągnąć do ciebie rękę.

  – Dziękuję za zaufanie, zrobię, co się da. Ale… mam iść tam sam? – Nie powiem, trochę się bałem. Zona nie należała do bezpiecznych miejsc, a po tym, czego się dowiedziałem, wnoszę że diabeł jest jeszcze straszniejszy, niż go malują. – Nie lepiej puścić większą ekipę? Łatwiej by było odpierać ewentualne ataki.

  – Od momentu mojego powrotu i odebrania w Instytucie raportu od Pikova dwie grupy naszych stalkerów weszły do Strefy – odezwał się Sorokin. – Z jedną straciliśmy kontakt praktycznie od razu, nie upłynęły nawet dwie godziny. Nie mamy pojęcia, co się stało. Drugi zespół, który wyruszył na poszukiwania, także nie wrócił. Otrzymaliśmy tylko wysłany z PDA jednego z naszych kod alarmowy, oznaczający starcie z mutantami. Nic więcej. Żadnych konkretów, meldunków. Tylko tyle. Po tym jednym komunikacie wszelki kontakt się urwał.

  – To byli nasi najbardziej doświadczeni ludzie, Dawidzie – dodał Ilczuk. – Większym zespołom nie udało się nawet zbliżyć do realizacji zakładanych celów. Nie mamy pojęcia czy w ogóle przeżyli… Nie chcemy też angażować nikogo z zewnątrz, gdyż stawka jest zbyt wysoka, by ryzykować. Jurij chętnie podjąłby się zadania, ale sam widzisz, że jego stan zdrowia go dyskwalifikuje. Chcemy postawić na, jak to się mówi, najpewniejszego konia.

  Przetwarzałem te wszystkie informacje w milczeniu. Minę musiałem mieć chyba mocno zatroskaną, bo Ilczuk po chwili rzucił mi pozytywną (dla odmiany) wiadomość.

  – Wracając do twojego pytania: nie przejmuj się, nie będziesz sam. Będzie ci towarzyszył nasz zaufany współpracownik, Mychajło. Ma nieco mniejsze doświadczenie terenowe niż ty, ale można na nim polegać. Nie będziesz go musiał prowadzić za rękę, zapewniam. – Ilczuk wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer. – Są jeszcze kwestie formalne, które musimy poruszyć, przepraszam na chwilę.

  Uczony poprosił telefonicznego rozmówcę o przyjście do sali konferencyjnej, po czym zakończył połączenie. W oczekiwaniu na tajemniczego gościa wyjaśnił mi, iż jako że jeszcze przed chwilą siedziałem za kratami, ludzie z Instytutu musieli podjąć środki ostrożności, żebym nie czmychnął gdzieś w przysłowiowe krzaki, jak tylko zniknę im z oczu. A w Zonie wcale nie byłoby to trudne. Profesor zapewnił, że mimo zaufania, które sam do mnie żywił, władze Instytutu nie chciały i nie mogły ryzykować puszczenia mnie bez żadnego „kagańca”. Zresztą spodziewałem się tego. Z jednej strony uczucie trzymania na smyczy trochę mnie kłuło w boku, ale z drugiej strony doskonale wiedziałm, że sam sobie ściągnąłem ten bałagan na głowę. Z pokorą pogodziłem się więc ze złem koniecznym w postaci elektronicznej bransolety, którą lada chwila miałem otrzymać.

  Nie musiałem mieć jednak dyplomu naukowego, żeby dojść do wniosku, że podarowana mi bransoleta będzie działała tylko w jedną stronę – Graal miał przecież zaburzać działanie wszelkich elektronicznych urządzeń. Jak tylko uda mi się go przechwycić, nadajnik stanie się tylko brzydką, bezużyteczną biżuterią. Moi nowi pracodawcy też mieli tego świadomość, nie było zatem sensu ukrywać czy pomijać tego faktu przy odprawie. Każdy z nas wiedział, że gdy artefakt będzie już w moich rękach, to wszystko będzie zależeć ode mnie i mojej uczciwości. No i rzecz jasna od tego, czy dożyję, by udowodnić czystość moich intencji. Instytut nie mógł tego uznać za wystarczające. Domyśliłem się więc, że oprócz tego, że mnie zaobrączkowali jak dużego ludzkiego gołębia, ten cały Mychajło nie będzie jedynie moim asystentem – wystąpi dodatkowo w roli „opiekuna”. Jak to się mówi, przezorny zawsze ubezpieczony i taką maksymą kierowali się również moi zleceniodawcy. Nie było rady, jeśli taki był wymóg zarówno władz więziennych, u których się ostatnio gościłem, jak i grubych ryb z Instytutu Naukowego to pozostało mi tylko ten fakt zaakceptować.

  Gdy profesor kończył swoją wypowiedź, rozległo się pukanie do drzwi salki.

  – Proszę wejść – rzekł Ilczuk.

 Do środka wszedł pracownik więzienia i na oko czterdziestoletni brodacz o bystrym spojrzeniu. Ilczuk wskazał na mnie ręką i zwrócił się do brodatego gościa:

  – Mychajło, oto twój partner.

  – Mychajło Iwanow – przedstawił się mój nowy towarzysz, podając mi rękę.

  – Dawid Pietrowicz, miło poznać.

  Facet nie odpowiedział i usiadł na wskazanym przez Ilczuka miejscu przy stole. Potem odbyła się uroczystość nałożenia mi elektronicznej bransolety, co musiało być dokonane w obecności strażnika i pracowników Instytutu, żeby wszystko przebiegło „na legalu”. Ustrojstwo przypominało trochę sprzęt, jaki można często zobaczyć w filmach sensacyjnych z więźniami (często uciekającymi, a jakże) w roli głównej. Moja opaska była jednak nieco dyskretniejsza i mniej klocowata niż w telewizji, przez co nie uwierała, nie rzucała się w oczy i nie przeszkadzała w swobodnym poruszaniu się. Wiadomo, że wolałbym z takiej ozdoby zrezygnować, niestety nie była to kwestia gustu ani poczucia estetyki.

  Gdy na mojej kostce zawisło już urządzenie lokalizacyjne, Ilczuk, Sorokin i facet, który odeskortował mnie tu z więzienia, wyszli z sali, by dopełnić niezbędnych formalności. Profesor, zanim wykuśtykał o lasce z pomieszczenia, zalecił żebyśmy do czasu ich powrotu porozmawiali sobie z Mychajłem i trochę się poznali.

  Mój nowy kolega z początku tylko łypał na mnie nieufnie. Pewnie myślał, że przy najbliższej okazji będę chciał wywinąć jakiś brzydki numer. Na początku był małomówny, jednak po chwili udało się nam nawiązać dialog.

  Z tego, co się dowiedziałem, Mychajło od pewnego czasu współpracował z ekologami i naukowcami, w terenie najczęściej obstawiając i eskortując ekspedycje naukowe – był legalnym stalkerem tak jak ja kiedyś. Pogadaliśmy, a facet trochę się rozluźnił i uspokoił, gdy przekonał się, że nie jestem zatwardziałym kryminalistą, a w sumie równym gościem, który wpadł podczas zakończonej tragiczną porażką akcji na boku. Nadal trzymał mnie na dystans, ale szło się dogadać.

  W trakcie rozmowy z nim dowiedziałem się też, że w Strefie Mychajło był nie raz i radził sobie w różnych sytuacjach. Byłem więc spokojny, że nie będzie upierdliwą kulą u nogi, którą będę musiał pytać o pozwolenie na podrapanie się po dupie, a równorzędnym, choć występującym w roli kontrolującego „anioła stróża” partnerem i użytecznym towarzyszem podróży. Jego zadaniem miało być, tak jak się już zdążyłem domyślić, nie tylko nadzorowanie moich działań, ale i ochrona zarówno mojej skromnej osoby, jak i – co istotniejsze – błyskotki, na której tak bardzo zależało moim łaskawym zleceniodawcom. Myślę, że się dogadamy, Mychajło wydał mi się porządnym chłopem i cieszyłem się, że będziemy brodzić w tym bagnie razem.

 Po jakichś dwudziestu minutach Sorokin i Ilczuk wrócili do salki i zaczęliśmy rozmawiać o strategii działania. Plan wyprawy i droga do pokonania były już, jak się przekonałem, w dużym stopniu ustalone. Sorokin zaczął wprowadzać mnie w szczegóły.

  – Wejdziecie przez Kordon. Oficjalnie jesteście oczywiście wysłani przez Instytut. Jakby ktoś się interesował, to badacie pola anomalii, zbieracie próbki i tak dalej. Wersja prawdopodobna, tym bardziej w obliczu ostatnich wydarzeń. Obierzecie kierunek na wyznaczone współrzędne, wyznaczymy wam też mniej więcej trasę i punkty kontrolne. Wzięliśmy pod uwagę zwiększenie częstotliwości Emisji, dlatego droga będzie biegła przez miejsca, w których będziecie mogli szukać potencjalnego schronienia, żeby tam bezpiecznie przeczekać. Dostaniecie też współrzędne skrytek, gdzie będziecie mogli uzupełnić zapas wody, jedzenia i leków. O ile oczywiście nikt ich do tej pory nie splądrował. Nie możemy podrzucić was w żaden sposób w głąb, loty śmigłowcami są zawieszone ze względu na bardzo gęste i chaotyczne rozmieszczenie anomalii, pojawiających się nawet wysoko ponad ziemią. Pojazdy naziemne również nie wchodzą w grę – było kilka incydentów, w wyniku których wysłane do Strefy transportery nie powróciły do bazy. Zbyt duże ryzyko strat w ludziach i w sprzęcie, zbyt duże ryzyko niepowodzenia misji. Normalne, standardowe wejście na pieszo będzie przy okazji bardziej dyskretne. Teren Kordonu Zona jak na razie potraktowała łagodniej i najbezpieczniej będzie zacząć właśnie tam.

  – Ale współrzędne, do których mamy dotrzeć wskazują na punkt mocno oddalony od Kordonu – zauważyłem, patrząc na rozłożoną na stole mapę. – Nie lepiej będzie, jak wejdziemy na przykład od strony Jantaru albo coś? Będzie bliżej, szybciej dotrzemy na miejsce.

  – Mówię ci, że nie da rady. Kordon jest w tej chwili najspokojniejszy i najpewniejszy. Wiem, że będzie dalej, ale lepiej wybrać trasę dłuższą, a bezpieczniejszą. Od strony Jantaru byłoby najwygodniej, ale ryzyko jest ogromne, za dużo tam anomalii, za dużo mutantów się namnożyło.

  – Zaufaj nam, Dawidzie, Kordon to najlepsze wejście – przekonywał Ilczuk. – Żołnierze na posterunku dostaną rozkazy, wy będziecie mieli oficjalne przepustki, przejdziecie bezpiecznie i bez problemu.

  Sorokin kontynuował:

  – Od tej pory będziecie zdani na siebie. – Stalker spojrzał na mnie. – Możesz skorzystać ze swoich ewentualnych kontaktów z czasów wędrówek do Zony, jeśli takie posiadasz. Dostaniesz nasze notatki, ale nie zaszkodzi, żebyś też zasięgnął informacji od stałych bywalców. Dawno cię tam nie było, a Strefa…

  – Wiem, zmienia się.

  – Otóż to.

  Ilczuk przeszedł do podsumowania.

  – Tylko pamiętaj, cel jest tajny, nic nie wiesz o Graalu, z nikim nie możesz dzielić się informacjami o artefakcie. To bardzo ważne, Dawidzie. Wiem, że wśród stalkerów są porządni ludzie, ale spójrzmy prawdzie w oczy, wielu z nich to szemrane typy. To nieprzewidywalni kryminaliści, którzy do Strefy uciekli przed więzieniem. Albo ludzie, którzy chcą wzbogacić się na nielegalnej sprzedaży artefaktów. A zdaję sobie sprawę, że na niektórych można nieźle zarobić. Zresztą na pewno o tym wiesz. – Spojrzał na mnie znacząco, aż musiałem spuścić wzrok. – Skąd wiesz, że nie strzeliłby ci taki w głowę po całej akcji, żeby zagarnąć dla siebie Graala? Zbyt duże ryzyko, Dawidzie, a na podobne pomyłki nie mamy ani miejsca, ani tym bardziej czasu.

  – Rozumiem. Spróbujemy może zacząć od wizyty u handlarza w Wiosce Kotów na Kordonie? – Spojrzałem na Mychajła, który kiwnął twierdząco głową. – Sidorowicz za odpowiednią opłatą może rzucić nam garść informacji o tym, co aktualnie się w Zonie dzieje.

  – Świetnie. Chcielibyśmy, żebyście wyruszyli jutro z samego rana. Teraz damy wam czas na przejrzenie planu, zapoznanie się z mapą i pozostałymi szczegółami. O godzinie szesnastej spotkamy się w tej sali, żeby podsumować wytyczne i rozwiązać ewentualne problemy, które wam się do tej pory nasuną. Potem dostaniecie sprzęt i bardzo bym chciał, żebyście brali czynny udział w kompletowaniu instrumentarium. Dobrze. To by było na tyle. Mychajło, wracaj do siebie. Ciebie, Dawidzie, Jurij zaprowadzi do pokoiku w drugim budynku, gdzie będziesz mógł w spokoju się przygotować. Skorzystaj z naszej stołówki, prześpij się. Jutro ważny dzień.

  Zrobiłem, jak zalecił uczony. Zawitałem do stołówki, zjadłem solidną porcję ciepłego, sycącego bograczu, po czym Sorokin poprowadził mnie do wyznaczonego dla mnie pokoiku.

  Teczkę z otrzymanymi dokumentami rzuciłem na biurko i usiadłem na tapczanie. Przebiegło mi przez myśl, że cała ta sytuacja przypomina fabułę co trzeciego przeciętnego filmu sensacyjnego. Więzień dostaje drugą szansę, bo tylko on może gdzieś tam iść, coś tam zrobić i wrócić, a w zamian otrzyma rękę księżniczki i pół królestwa. W tym przypadku wolność. Lektor w mojej głowie recytował zapowiedzi hitów Polsatu, które kiedyś oglądało się wieczorami. „Tylko jeden człowiek może powstrzymać inwazję, najazd czy tam koniec świata” – niepotrzebne skreślić. Nigdy w swoim umiarkowanie długim życiu nie przypuszczałem, że stanę się bohaterem taniego akcyjniaka. Życie pisze jednak strasznie oklepane scenariusze. Ale co, darowanemu koniowi i tak dalej… Zawsze to lepsze – a już na pewno ciekawsze – niż kiblowanie w celi. Mam dość siedzenia, myślenia i rozpamiętywania, dobrze, że moja głowa będzie mogła zająć się w końcu czymś innym.

  Przejrzałem notatki, prześledziłem mapę i punkty kontrolne. Wyznaczona droga była mi w pewnym stopniu znana – ostatecznie chodziło się tędy i owędy. Od ostatniej wycieczki minął jednak kawał czasu, a że Zony bagatelizować nie wolno, musiałem się dobrze przygotować.

 

 

 Link do części 15: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=8510&am

13688 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 27

Dodano: 2021-07-31 14:46:51
Komentarze.
"Ilczuk wbił we mnie swój wzrok" - ten "swój" jest tu całkiem zbędny;
W istocie końcowa refleksja Dawida fajnie podsumowuje ten fabularny punkt zaczepienia. Tyle że w tym przypadku istnieje wielka mnogość możliwych wałków, które mogłyby odmienić bieg tej historii - i o to w tym chodzi, bo mnie się zdaje, że to nie jest wszystko takie proste... Cóż, poczekamy, zobaczymy.
Odpowiedz
alfonsyna ach, dookreślenia, moja baja
Fajnie, że nie wyszło tak prosto, jednotorowo, mam nadzieję, że dalej też nie będzie rozczarowania
Dzięki za wizytę, wrzucę kolejne niebawem, jakbyś miała chęć zajrzeć, to zapraszam!
Odpowiedz
^Ozar 4 d.
z wykopem
Poruszyłeś tu ciekawy i można powiedzieć odwieczny problem dowódców. Czy wysłać większą grupę, która ma wiele zalet, ot choćby większą siłą ognia, czy mniejszą lub nawet jednego człowieka. Obie opcje mają zalety i wady, ale jak piszesz, że były wysyłane większe grupy i zaginęły to rzeczywiście jedyną opcją jest jeden człowiek. Jego największą zaletą jest poza oczywiście doświadczeniem fakt, że łatwiej mu się ukryć, zniknąć itd., a do tego polega tylko na sobie co też jest atutem.
Napisałeś „Lektor w mojej głowie recytował zapowiedzi hitów Polsatu, które kiedyś oglądało się wieczorami" – to jakos mi nie styka z Zoną, Stalkerami itd. Wywalił bym ten Polsat, bo za bardzo takie nasze, polskie a przecież jesteśmy na Ukrainie. Może by wystarczyło tak "Lektor w mojej głowie recytował zapowiedzi hitów telewizji, które kiedyś oglądało się wieczorami".
No to zaczyna się zabawa. Wiesz co? To, że mam takie zaległości jest wielką zaletą, bo mam odcinek za odcinkiem hahahahaha i nie muszę czekać na następny.
Odpowiedz
Ozar Sam miałem zagwozdkę, czy puścić bohatera w większej grupie czy raczej bardziej kameralnie, ale - jak widać - zwyciężyła druga opcja Pomyślałem, że będzie to bardziej uzasadnione, biorąc pod uwagę fiasko poprzednich ekspedycji.
Tego Polsatu to w sumie użyłem z dwóch powodów. Po pierwsze bohater część życia spędził na Ukrainie, ale też sporą część w Polsce, więc uznałem, że nie będzie to jakieś uchybienie. I drugi powód, ważniejszy - pomyślałem, że dzięki takiemu zabiegowi czytelnik będzie w stanie lepiej identyfikować się z Dawidem. Że pokaże, iż bohater to człowiek z krwi i kości, bo korzysta z dóbr, które zna każdy z nas Może i obyło by się bez użycia nazwy stacji, ale jakoś tak wydało mi się, że nada to realizmu całej historii.
Cieszę się, że płyniesz przez kolejne części. Dzięki!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.