online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW#8 – Opowieść Johnsona Roacha
<
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 14
>

Opis:

kolejna część

Tagi: #stalker #zona #czarnobyl #anomalia #mutant #artefakt

S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 15

 Link do części 14: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=8445&am

 

 

  Dziesięć minut przed wyznaczonym przez Ilczuka spotkaniem zebrałem się i ruszyłem w kierunku znanej mi już sali konferencyjnej. Okazało się, że wszyscy czekali w środku. Narada nie trwała długo, omówienia wymagało jedynie kilka kwestii kosmetycznych. Cel naszej wycieczki był jasny – mieliśmy dotrzeć do punktu wyznaczonego przez precyzyjnie określone współrzędne, zabrać stamtąd konkretną, bardzo cenną rzecz oraz szybciutko i bezpiecznie dostarczyć ją do bazy. No i rzecz jasna nie dać się zabić. Tylko tyle i aż tyle zarazem.

  Kiedy wszystkie niejasności zostały odpowiednio oświetlone, wraz z Mychajłem udaliśmy się do pomieszczenia, w którym mieliśmy otrzymać niezbędne do naszej wyprawy wyposażenie – PDA, detektory, dozymetry, zestaw medykamentów, racje żywnościowe i pozostałe graty, bez których trudno się w Zonie obejść.

  Jeśli chodzi o wyposażenie to zawsze, przed każdym wypadem przygotowywałem je sobie bardzo skrupulatnie. Robiłem listę, pakowałem, odhaczałem i potem jeszcze trzy razy sprawdzałem, czy wszystko jest. Mam coś takiego, że niby staram się nie przegiąć z objętością ekwipunku, żeby nie tracić sił na dźwiganie niepotrzebnych gratów i zachować możliwie dużą mobilność, ale zawsze korci mnie, żeby wziąć coś tak „w razie czego”. Na obozach przetrwania potrafiłem ograniczyć się do niezbędnego minimum, ale już na poważne wyjścia w Zonę stos gratów do spakowania zawsze niebezpiecznie się powiększał. Za każdym razem karciłem się w myślach i za każdym razem kończyło się tak samo – upychaniem zbyt wielu pierdół po kieszonkach i ładownicach. Podobnie ze znalezionymi skarbami, zawsze szkoda mi było zostawić coś na pastwę Zony. Ciężko na sercu jak zostawię, ciężko na plecach jak zabiorę, nie ma lekkiego rozwiązania. Ten wypad miał być jednak nieco inny, bardziej niebezpieczny, więc teraz takich dylematów powinienem się wystrzegać.

  Kolejny przystanek – „zbrojownia”. Muszę przyznać, że pomieszczenie pod względem zawartości prezentowało się imponująco – było w czym przebierać. Czułem się jak dzieciak na odpuście. Ku mojej uciesze okazało się, że mieliśmy z Mychajłem otrzymać lekko zmodyfikowane kombinezony SSP-99M. Był to wysokiej klasy sprzęt, który nosili stalkerzy ochraniający ekspedycje naukowe, szczególnie w głębszych rejonach Zony. Te, które mieliśmy nosić, różniły się od standardowych SSP-ków tym, że zamiast zintegrowanej przesłony zakrywającej całą twarz miały dołączone maski przeciwgazowe z bocznymi filtrami przypominające te typu MP-5, nadal jednak była możliwość przewodowego podłączenia maski bezpośrednio do kombinezonu. Dzięki temu w razie potrzeby można było uzyskać obieg zamknięty, tak samo, jak w pierwotnej wersji. Według mnie było to o wiele bardziej wygodne i przemyślane rozwiązanie. Poza tym ubranko dawało bardzo dobrą ochronę przed radiacją i czynnikami chemicznymi, a specjalnie wzmocniona konstrukcja zapewniała zwiększoną ochronę przed kulami i odłamkami. Super sprzęt.

  W kwestii doboru broni mieliśmy większą swobodę. Zbrojownia była nadzwyczaj dobrze wyposażona – pamiętam, że za czasów mojej pracy dla naukowców nie było aż takiego wyboru pukawek. Pewnie ze względu na ostatnie wydarzenia Instytut został pod tym kątem „zasilony”. „Falochron” działał pełną parą w laboratoriach, ale bez zapewnienia odpowiednich narzędzi stalkerom pracującym w terenie, jajogłowi mieliby jeszcze twardszy orzech do zgryzienia, jeśli chodzi o badanie czy próby przewidywania wybryków Zony.

  W kwestii krótkiej broni bocznej zależało mi przede wszystkim na takich parametrach jak duża pojemność magazynka, poręczność i niska waga. Spośród kilku dostępnych modeli pistoletów zdecydowałem się więc na znanego mi dobrze Walthera P99. Broni tej używać będę (choć mam nadzieję, że okazji do tego będzie jak najmniej) na bliskim dystansie, więc skromna długość linii celowania nie powinna być tu problemem. Dodatkowo za moim wyborem przemawiał fakt, że pistolet ten używa naboi 9x19mm, czyli bardzo powszechnej amunicji, którą w razie potrzeby bez trudu powinienem dostać u handlarzy lub przy odrobinie szczęścia natknąć się na nią w jakimś schowku.

  Na danie główne wybrałem sobie karabin szturmowy LR 300 z celownikiem kolimatorowym. Co prawda nie miałem okazji wcześniej postrzelać z tej broni, ale parę razy trzymałem w swoich łapach M4, którego mój wybraniec był unowocześnioną wersją. Składana kolba, poręczność, niski odrzut i niewielka waga i sprawiły, że postawiłem na ten właśnie karabin. Był dość uniwersalny, można go było używać w trybie ognia ciągłego i pojedynczego, ale producenci przewidzieli również możliwość strzelania trójpociskowymi seriami. LR-ka dobrze leżała w rękach i mam nadzieję, że równie dobrze będzie mi służyć podczas misji.

  No dobra, wybieranie gratów ukończone. Sprzęt przygotowany na jutrzejsze poranne wyjście. Można się zbierać do pokoiku, spróbować wypocząć i naładować do pełni akumulatory, bo najbliższe dni mogą być po brzegi wypełnione stresem, zmęczeniem, uczuciem napięcia i dyskomfortu.

  Wyszedłem ze zbrojowni i ruszyłem w kierunku mojego tymczasowego lokum. Nie zdążyłem jednak zajść zbyt daleko, bo nagle usłyszałem, jak ktoś woła mnie po imieniu. Odwróciłem się i ujrzałem profesora Ilczuka, który podpierając się laską, zmierzał pospiesznie w moim kierunku. Machał do mnie wolną ręką. Ruszyłem w jego kierunku, żeby zaoszczędzić mu trudu.

  – Dobrze, że zdążyłem cię złapać, Dawidzie – powiedział lekko zasapany mężczyzna. Widziałem, że z jakiegoś powodu bardzo zależało mu na spotkaniu ze mną, zanim oddalę się do pokoju. – Chciałem zamienić z tobą jeszcze kilka słów, zapraszam cię do mojego gabinetu.

  Ruszyłem za uczonym w milczeniu, zastanawiając się, cóż to może być za pilna sprawa.

  Gdy dotarliśmy na miejsce, Ilczuk poprosił mnie, żebym usiadł, a sam zamknął drzwi na klucz i ciężko opadł na fotel po drugiej stronie biurka. Widziałem, że coś go gryzło – wyglądał, jakby próbował zebrać myśli przed ciężkim wyznaniem. Jak za chwilę miałem się przekonać, wcale się mocno nie myliłem w przypuszczeniach.

  – Dawidzie, chcę ci o czymś powiedzieć. Jest to dla mnie bardzo trudne, ale mam poczucie, że uczciwie będzie ci to wyznać, zanim wyruszysz i zaryzykujesz własne życie.

  Brzmiał tak poważne, że niemal można było poczuć ciężar jego słów.

  – Tak, profesorze?

  – Widzisz, jestem chory. Śmiertelnie chory. Rak kości, złośliwy – rzekł, błądząc nieobecnym wzrokiem po pokoju.

  – Bardzo mi przykro – odparłem po chwili. Czułem w kościach (jak na ironię…), że ta jego laseczka nie jest tylko fanaberią mającą dodawać mu akademickiej powagi. Współczułem Ilczukowi, zawsze go szanowałem i miałem za porządnego gościa.

  – Nie chcę się żalić na zdrowie. Chodzi o coś innego. Rzecz w tym, Dawidzie, że… ta misja jest naprawdę ważna, rozumiesz? To najważniejsze zadanie od chwili rozpoczęcia działalności przez Instytut. Dla mnie z kolei jest szansą, być może ostatnią… – zawiesił na chwilę głos. – Szansą na zatrzymanie Zony i odpokutowanie za moje winy.

  – Jak to? Co ma pan na myśli?

  – Nie tylko ty, Dawidzie zmagasz się z wyrzutami sumienia. Nie tylko tobie ciążą uczynki z przeszłości. Chciałbym, żeby to co zaraz ci powiem, pozostało między nami. Dochowasz tajemnicy?

  Robiło się interesująco. Potwierdziłem skinieniem głowy.

  – Mówię ci to, bo mimo że kiedyś zawiodłeś moje zaufanie, żywię do ciebie sympatię i wiem, że dobry z ciebie człowiek. Dlatego oczekuję, że zrozumiesz… – Ilczuk zrobił pauzę i wziął głęboki wdech. – Jestem współodpowiedzialny za stworzenie Zony.

 

 

 Link do części 16: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=8623&am

7716 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 19

Dodano: 2021-08-11 16:31:03
Komentarze.
Widać tu kawał researchu i dobre przygotowanie, za co należy się ogromne uznanie. Aczkolwiek ja, oczywiście, zafiksowałam się przede wszystkim na końcówce, która okazała się doskonale denerwującym cliffhangerem. Lubię takie rzeczy, bo to zawsze podkręca ciekawość. Dawaj następny odcinek, niechże się dowiem prędzej niż później!
Odpowiedz
alfonsyna A dziękuję, research rzeczywiście był rzetelny (taką przynajmniej mam nadzieję).
Ha, wiedziałem, że końcówka zagra, jak należy Cieszę się, że ciekawi Cię dalszy przebieg. Jutro może wrzucę kolejną cząstkę. Bo Zona coraz bliżej!
Odpowiedz
^Ozar 4 d.
z wykopem
W tym odcinku kolejny problem czyli wyposażenie. Cóż kiedy człowiek ma wszystko dźwigać na plecach to z jednej strony chce zabrać jak najmniej a z drugiej jak najwięcej. To normalne, szczególnie w czymś takim jak Zona, gdzie praktycznie bazujesz tylko na tym co masz przy sobie.
Końcówka zajebista bo wręcz zmusza do zajrzenia dalej hahahahaha. To jakby zobaczyć na wózku jak wiozą do ciebie przykładowo schabowego z ziemniakami, buraczkami i co tam jeszcze. Coraz ciekawiej się zapowiada. Podnosisz poprzeczkę coraz wyżej, co jest i dobre i złe, bo dalej musi być tylko lepiej. Kolejny fajny odcinek.
Odpowiedz
Ozar Właśnie, nie uświadczysz w Zonie bazarku czy Żabki, w której w razie potrzeby uzupełnisz zapasy Trzeba sobie radzić. Dobre przygotowanie to podstawa!
Haha, no, pomyślałem, że zawieszenie akcji w takiej chwili będzie idealną zanętą Cieszę się nieodmiennie, że masz dobre odczucia! Dzięki!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.