online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Zaułki pustej duszy
<
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 15
>

Opis:

Tekst nawiązuje do napisanego przeze mnie kiedyś opowiadania o detektywie Dicku Roach'u. Jakby ktoś miał ochotę, zapraszam do zapoznania się: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=6734

Tagi: #opowieść #karaluch #DickRoach #bakteria

TW#8 – Opowieść Johnsona Roacha

 Postać: Odważny szeregowy

 Zdarzenie: Wizyta w muzeum bakterii

 Efekt: Twój główny bohater nie może być człowiekiem

 

  Chitynowy pancerzyk zatrzeszczał, gdy mały Ben skoczył na kolana Johnsona Roacha. Malec złapał mężczyznę za górne odnóża i wlepił w niego błagalny wzrok.

  – Tato, tato! Opowiedz mi jeszcze raz historię o wuju Dicku! – zawołał chłopiec i widząc zmarszczone brwi ojca, przekręcił głowę i dodał: – Proszę!

  Jako że Johnson lubił droczyć się z synem, przez dłuższą chwilę cmokał i udawał, że głęboko się zastanawia nad spełnieniem dziecięcego życzenia. Jednak gdy zobaczył jak Ben coraz bardziej wysuwa dolną wargę, a jego buzia zaczyna przybierać płaczliwy grymas, mężczyzna wyszczerzył zęby w uśmiechu, a wtedy twarz malca również się rozchmurzyła.

  – Dobrze już, dobrze, opowiem – rzekł i poczochrał jasne włosy dziecka. – Ale którą? Tę o tygrysich zaprzęgach? Czy o tym, jak pomagałem mu tropić kaczkę, co uciekła ze szpitala?

  – He! Lubię tą historię – przyznał malec, szeroko się uśmiechając. – Ale dzisiaj chcę posłuchać o tym, jak wujek Dick uratował świat! Tą o muzeum!

  – Ach, tę opowieść – odpowiedział ojciec i rozłożył bezradnie ręce. – No dobrze! Niech będzie. Tylko słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał! – dodał surowym głosem i zrobił poważną minę.

  Chłopiec z początku spojrzał na mężczyznę z przestrachem, ale za chwilę obydwaj się roześmiali. I ojciec, i syn wiedzieli, że to nieprawda – Johnson wielokrotnie opowiadał o losach swojego brata i był pewien, że jeszcze nie raz będzie zabawiał małego Bena podobymi historyjkami. Ku pamięci Dicka Roacha, detektywa, który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach podczas rozwiązywania jednej ze spraw.

  Johnson posadził synka na dywanie przed swoim fotelem, poprawił wgnieciony pancerzyk, a dłonią przeczesał czułki. Potem rozpoczął opowieść.

  – Było to w czasach, kiedy wujek Dick pełnił służbę w wojsku. Był wtedy szeregowym.

  – I miał karabin! Puff, puff! – krzyknął chłopiec i wypalił do ojca z niewidzialnej broni. – I mundur!

  – Z mundurem były problemy, ciężko było go wcisnąć na karaluchowy pancerzyk. Wujo opowiadał, że musieli dla niego uszyć trochę większe ubranie. Ale tak, był mundur. Karabin też, ale nie na co dzień, tylko na ćwiczeniach wujek strzelał.

  – No tak… Ale po co wujkowi ten strój robala był? I tobie po co? – Malec zmarszczył brwi.

  – Tłumaczyłem ci już, Benny. Zakład to zakład.

  – No doobra. Opowiadaj dalej!

  Mężczyzna odchrząknął i kontynuował.

  – Pewnego dnia kompania wujka została wyznaczona do wykonania specjalnego zadania. Musieli pojechać do Muzeum Bakterii i zabezpieczyć obiekt.

  – Jaki obiekt?

  – No, budynek. Tak się mówi po wojskowemu – wyjaśnił Johnson z miną znawcy.

  – To my też mieszkamy w obiekcie!

  – Nie, to nie… chociaż… – Ojciec podrapał się w zamyśleniu za uchem, ale po chwili potrząsnął głową. – Nieważne! Wróćmy do opowieści. No więc wujek Dick był jednym z żołnierzy, których wysłano, żeby obstawiali budynek Muzeum. Było ono akurat zamknięte dla zwiedzających. Nie powiedziano im jednak, o co dokładnie chodzi. Myśleli, że może przyjechał jakiś nowy cenny eksponat i trzeba przypilnować, żeby nikt go nie ukradł. Ale to nie było to. Okazało się, że…

  – W Muzeum był potwór! Roarrr! – ryknął Benny, podnosząc ręce i starając się wyglądać przerażająco. Może by i się udało, gdyby nie to, że krzycząc, opluł sobie całą brodę.

  – Nie wyprzedzaj faktów, Ben! Chyba, że sam chcesz opowiadać dalej?

  – Nie no, już dobrze, mów – rzekł przepraszająco chłopiec i przetarł podbródek rękawem.

  – No! A więc okazało się, że w Muzeum trzymano normalne eksponaty, czyli różne rodzaje bakterii. Były wśród nich bakterie prehistoryczne, takie jak szablozębny Mycobacterium Tuberculosis, średniowieczne, jak niesławna Yersinia Pestis, a także te bardziej współczesne. Jednak pod muzeum znajdowało się tajne laboratorium, gdzie naukowcy przeprowadzali straszne i niebezpieczne eksperymenty.

  – Ooo… – jęknął malec. Patrzył na ojca z rozdziawioną z ekscytacji buzią.

  – Właśnie tak, mój mały, właśnie tak. I okazało się, że Muzeum Bakterii było zamknięte nie z powodu przyjazdu nowych okazów, o nie. Było zamknięte, bo w środku… – Johnson zrobił pauzę, żeby to, co miało wybrzmieć za chwilę, wybrzmiało jeszcze mocniej. – W środku grasowała krwiożercza Bakteria!

  Benny zasłonił buzię rączkami i wydał zduszony okrzyk. Choć słyszał tę historię już z piętnaście razy, zawsze reagował tak samo żywiołowo.

  – Okazało się – ciągnął ojciec – że podczas tych tajnych eksperymentów w laboratorium pod Muzeum coś poszło nie tak. Jedna z bakterii zareagowała na promienie gamma w nieoczekiwany sposób i zmutowała, zwiększając swoje rozmiary. Urosła tak, że była większa niż dorosły człowiek.

  – Większa nawet niż ty? – zapytał chłopiec i wstał, nie mogąc usiedzieć w miejscu z nadmiaru emocji.

  – Tak, większa nawet niż ja. Tak przynajmniej opisywał ją wujek Dick. Ale to nie wszystko! Nie dość, że przypominała ogromny, składający się z kilku elementów sznur korali, to jeszcze wyrosły jej nogi, na których mogła się przemieszczać i witki, którymi mogła pochwycić człowieka! Jednak i tak nie to było najgorsze. Najgorsze były wielkie, zębate paszcze, które wyrosły na każdym z, hm, paciorków stwora.

  Chłopiec podbiegł do leżącego nieopodal pluszaka, chwycił go za ucho i pociągnął za sobą na dywanik. Usiadł i mocno tuląc maskotkę, ponownie wlepił w ojca głodne kolejnych wrażeń spojrzenie.

  – No więc dowódca kompanii wezwał do siebie kilku żołnierzy, w tym wujka Dicka. Usiedli w małej, ciemnej sali, gdzie stary profesor opowiedział im pokrótce o tym, z czym mają do czynienia. Ludożerną bakterią była Enterococcus Faecalis, przebiegła istota, która nie obawiała się niczego i nikogo. Naukowcy i pracownicy muzeum ledwo uszli z życiem, kiedy wydostała się z pojemnika. Zamknęli ją w laboratorium. Całe szczęście, że szyby były bardzo grube i bestia nie mogła ich łatwo stłuc. Niektórzy podobno przyglądali się mutantowi przez szkło, ale nawet najdzielniejsi nie byli w stanie długo patrzeć na tą obrzydliwą abominację.

  Malec przymknął na chwilę buzię, a na jego czole pojawiła się zmarszczka.

  – Albominację?

  – No, obrzydliwość znaczy się – wyjaśnił ojciec, nieco wybity z rytmu.

  – Czyli obrzydliwą obrzydliwość? – nie odpuszczał dzieciak.

  – Tak, właśnie tak. Bakteria była tak obrzydliwa, że niektórym od patrzenia na nią aż przewracało się w żołądku!

  – Blee! – Na twarz Bena wpełzł grymas odrazy i chłopiec udawał, że wymiotuje. Tak się wczuł, że w pewnej chwili naprawdę mu się cofnęło. Przestraszony, od razu poniechał dalszych symulacji i wrócił do słuchania opowieści ojca.

  – Na końcu swojego wykładu profesor powiedział, że jest tylko jeden sposób, aby unieszkodliwić stwora. Trzeba było zbliżyć się do niego i wrzucić mu do paszczy kapsułkę ze specjalnym płynem.

  – A nie mogli strzelić do niego z karabinu? Puff, puff!

  – Nie mogli, bo potwór miał bardzo grubą osłonkę, o wiele grubszą niż moja chityna. Przez taki pancerz nie dało się go skrzywdzić. Nie było wyjścia, ktoś musiał zbliżyć się do Enterococcusa i nakarmić go kapsułką. To był jedyny sposób.

  – A wtedy zgłosił się wujek! – krzyknął chłopiec, nic sobie nie robiąc z chronologii wydarzeń.

  – Tak, ale nie od razu. Najpierw dowódca wyznaczył jednego z żołnierzy do wykonania tej arcytrudnej i niebezpiecznej misji. Jednak tamten chłopak odmówił, za bardzo się bał. Wujek opowiadał, że wskazany żołnierz cały się trząsł ze strachu i nie był w stanie ustać na nogach. Wtedy dowódca się zdenerwował i zaczął krzyczeć na nieposłusznego podwładnego. Dick nie mógł tego słuchać i…

  – I sam się zgłosił do tego zadania! – dokończył zdanie Benny.

  Johnson pokiwał głową.

  – Tak – przyznał i zapatrzył się gdzieś w dal. Na jego twarz wpełzł delikatny uśmiech. – Podobno dowódca był zaskoczony. Powiedział: „Świetnie, synu. Wojsko to doceni”, a gdy wujek szykował się do wejścia do niebezpiecznej strefy, przełożony zapytał go jeszcze: „Szeregowy Roach, a czy ten strój karalucha nie będzie wam przeszkadzał? Dlaczego nie mielibyście go zdjąć, my go tu dla was przypilnujemy?”. A wtedy wuj odparł…

  – „Zakład to zakład” – dokończył Ben, a w oku błysnęła mu łza dumy.

  Mężczyzna roześmiał się szczerze i nachylił w kierunku syna, by zmierzwić mu włosy.

  – Dokładnie tak, Benny. Tak było. – Johnson czuł, że ze wzruszenia może łamać mu się głos, odkaszlnął więc, aby dać sobie chwilę na uspokojenie. – Tak więc wujek Dick Roach z ampułką w dłoni ruszył do laboratorium. Świetlówki pod sufitem migały złowieszczo, jakby za pomocą alfabetu Morse’a próbowały ostrzec go przed śmiertelnym zagrożeniem. Wuj opowiadał, że kiedy tylko znalazł się w pomieszczeniu, poczuł potworny smród, taki, od którego aż szczypią oczy i kręci się w głowie. Nic dziwnego, w końcu Enterococcus Faecalis potocznie jest zwany paciorkowcem kałowym. Wyobraź sobie, synku, jak tam musiało śmierdzieć.

  – Jak w tym drewnianym kiblu na wsi u dziadka! – krzyknął chłopiec i złapał się za nos.

  – Wujek Dick mówił, że znacznie gorzej – rzekł mężczyzna i sam zrobił kwaśną minę. – Jednak dla niego to nie było istotne. Dla wuja ważne było wykonanie zadania. Chowając się za półkami, szafkami i aparaturą nieznanego przeznaczenia, poruszał się w kierunku dźwięku szurania, który dochodził gdzieś z głębi sali. A im bliżej był źródła hałasu, tym potworniejszy smród czuł. Powiedział mi potem, już po wszystkim, że nigdy wcześniej tak się nie bał.

  – I co było dalej? – dopytywało dziecko.

  – Dick, ściskając w dłoni kapsułkę, przemieszczał się coraz dalej i dalej, wyszedł zza jednej z szafek i wtedy… – Johnson wiedział, w którym miejscu robić efektowne pauzy. – Wtedy stanął oko w oko ze stworem!

  Benny zapiszczał.

  – Istota rzuciła się na wujka, owinęła go długimi brązowymi witkami i próbowała przyciągnąć do siebie. Wszystkie paszcze kłapały, wysuwając długie oślizgłe jęzory i starając się dosięgnąć Dicka.

  – O raju, nie wytrzymam… – jęczał chłopiec.

  – Tak było, nie kłamię! Jednak wuj nie pozwolił, by przerażenie wzięło nad nim górę. Walka była ciężka i brutalna. Wujek wywijał się szczękom jak piskorz, bezustannie okładając przerośniętą bakterię pięściami. W pewnej chwili chwycił wolną ręką leżący na jednym ze stołów palnik, uruchomił go i przypalił potwora dokładnie między paciorkami!

  – Tak, tak, pokaż mu, wujku! – dopingował żywo chłopiec.

  Johnson sam poczuł, że z ekscytacji nie może usiedzieć w fotelu. Wstał i opowiadał dalej.

  – Kiedy mutant został przypalony, każda z jego rozlicznych paszcz rozwarła się, wydając z siebie ogłuszający ryk. Wujek wykorzystał tę okazję i błyskawicznie cisnął kapsułką wprost w cuchnącą otchłań gardzieli stwora! Następnie odepchnął go i pędem ruszył do wyjścia!

  – Uważaj na plecy, wujkuuu! – krzyknął Benny, który pamiętał dalszy przebieg historii.

  – Stwór skoczył za nim! Antidotum zaczynało działać, ale mutant miał jeszcze dość siły, by rzucić się na uciekiniera i ukąsić go jedną z paszcz. Wujek krzyknął, ale zdołał się odwrócić i mocnym kopnięciem posłać potwora pod jeden ze stołów. Dickowi udało się cudem ujść z życiem. Po tamtym dniu zostały na jego pancerzyku te blizny, które kiedyś pokazywał, pamiętasz? Ślady po ostrych jak szable kłach zmutowanego Enterococcusa Faecalisa.

  Ben przytaknął.

  – A co z potworem?

  – Wuj opowiadał, że osłabiona działaniem leku bakteria została złapana i uwięziona przez naukowców. Dalszych jej losów nie znamy. Wszystko to było utajnione i nawet wujek, bohater tamtego dnia, nie miał dostępu do późniejszych danych.

  Chłopiec uśmiechnął się i popatrzył na ojca.

  – Ech, wujek to był bohater. Dziękuję, tatusiu, za tę wspaniałą opowieść.

  – Proszę bardzo, kochany. Szkoda tylko, że wujek sam nie mógł ci jej opowiedzieć. Ta sprawa z Poliszą Nelem… – powiedział smutno Johnson Roach.

  – Wiem, tato. Ale nie martw się. Mam dobre przeczucie. Pamiętaj, że wujek jest detektywem. Może jakimś cudem sam się znajdzie? – powiedział chłopiec i uśmiechnął się do ojca.

  Mężczyzna przytulił syna, uważając, by nie pogiąć sobie odnóży.

  – Może i tak, Benny. Bardzo chciałbym w to wierzyć.

12266 zzs

Liczba ocen: 8
77%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 75

Dodano: 2021-08-12 11:12:19
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
TreningWyobrazni dokonało się
Odpowiedz
z dużym wykopem
Nie czytałem wspomnianego detektywa ale to opowiadnie zachęca … wrzucę w kolejkę … bardzo podobało mi sie
Odpowiedz
jacek79 pięknie dziękuję, cieszę się, bo tym razem ciężko mi było ten zestaw ogarnąć
Zapraszam serdecznie w wolnej chwili, detektyw Dick Roach na pewno będzie rad
Odpowiedz
z wykopem
Dobry tekst, sprawne pióro. I tyle ode mnie. Pozdrawiam
Odpowiedz
RebelMac Cześć, RebelMacu! Miło, że wpadłeś! I dziękuję za dobre słowo Pozdro!
Odpowiedz
z wykopem
Hej!

Z bzdur, co do których mogłabym się przyczepić, to jest gdzieś w środku taki fragment, w którym bohater mówi, że bakteria była większa nawet od człowieka, a chwilę później dzieciak pyta się, czy była ona nawet większa od ojca. Wiadomo, że skoro ojciec jest karaluchem czy jakimś innym robakiem, to człowiek jest od niego większy, a co za tym idzie, bakteria większa od człowieka na pewno była większa od ojca. No ale to już czepianie level hard, bo jakby nie patrzeć mamy doczynienie z małym dzieckiem, a te często pletą jakieś głupoty.

Osobiście nie przepadam za opowiadaniami opartymi na opowiadaniu opowiadań, ale to tylko moje osobiste preferencje, a twojemu opowiadaniu naprawdę nie można nic zarzucić.

Gratulacje!

PA!
Odpowiedz
MHSchaefer hejo! Hm, może powinienem był uprzedzić, że przed czytaniem TW warto znać opko z Dickiem Roachem, które było pisane w konwencji bizarrycznej, a przynajmniej tak miało wyjść. Chodzi o to, że zarówno Dick, jak i jego brat Johnson nie są stricte robalami, obydwaj noszą "kostiumy" karalucha. Ogólnie całe to "uniwersum" ma poutykane większe lub mniejsze dziwności, no ale zdaję sobie sprawę, że jeśli nie czytałaś wspomnianego opka, możesz po prostu tego wiedzieć. Być może za mocno hermetycznie pojechałem w tej edycji.

Postanowiłem tym razem potrenować taką konwencję, w której ktoś komuś coś opowiada. Ot tak, w ramach ćwiczenia różnych podejść

Dzięki bardzo za wizytację! Pozdrawiam
Odpowiedz
CptUgluk pewnie nadrobię wcześniejsze opowiadanie i może wtedy coś mi zaskoczy.

W pełni popieram, jeśli ciągle piszemy to samo to nie ma mowy o rozwoju. Sama dzisiaj albo jutro dodam TW, które nie do końca będzie w moim stylu, choć zestaw był idealny do mojej ulubionej konwencji i gatunku, no ale...

Odpowiedz
MHSchaefer Spoko, nie ma ciśnienia. Po prostu przeczytanie wspomnianego tekstu może rozjaśnić pewne sprawy i wprowadzić w klimat świata przedstawionego

Właśnie, TW służy do treningu pisania, warto wychodzić poza bezpieczne ramy i uczyć się nowych rzeczy Zajrzę z pewnością pod Twoje TW i zostawię ślad, jak zawsze! Pozdro!
Odpowiedz
Uszanowanko,

przyszłam się czepiać. Tak dla zasady tylko:

– Jednak gdy zobaczył jak Ben coraz bardziej wysuwa dolną wargę, a jego buzia zaczyna przybierać płaczliwy grymas, mężczyzna wyszczerzył zęby w uśmiechu, a wtedy twarz malca również się rozchmurzyła. – wiem, że taki zabieg, ale jednak wedle starej, dobrej szkoły bicia dzieci i przeistaczania ich w zaburzonych dorosłych, unikałabym mieszania czasów.

– Trochę nagromadziło się w zdaniach „ > i <”

– i wlepił w niego błagalny wzrok.
troszku dalej jest:
i widząc zmarszczone brwi ojca, przekręcił głowę i dodał
a potem: i rozłożył bezradnie ręce. – No dobrze! Niech będzie. Tylko słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał! – dodał surowym głosem i zrobił poważną minę.
Przeczesałabym opowiadanie pod tym względem

– W środku grasowała krwiożercza Bakteria! – czy nazwa własna krwiożerczej bakterii brzmi „bakteria”?

Może taka drobnostka, ale trochę nie pasowało mi to, że „robacza kultura” nie wypracowała systemu imion czy nazw na swój rodzaj albo jakichkolwiek niepowtarzalnych zachowań. Bo tak wyszło, że – no niby bohaterami nie są ludźmi – ale, mryg mryg, jednak są. Mam świadomość, że to częsty zabieg i łatwy sposób na „wybrnięcie” z sytuacji, ale go one, czasem trzeba zaszaleć – a kto, jak nie ty? I ( ;> )

Odpowiedz
Hiraeth Hejo! Czepiaj się, jeśli jest czego

Ach, mieszanie czasów bywa moją piętą achillesową. Muszę zwracać na to większą uwagę. W sprawie tych "i" też przeczeszę tekst, ale jestem teraz średnio czasowy, ogarnę temat w późniejszym terminie. Dzięki za zwrócenie uwagi!

Co do "robaczej kultury" – zerknij w moją odpowiedź na komentarz MHSchaefer, tam wyjaśniałem tę kwestię Zbyt hermetyczne opo zrobiłem, dlatego Wasze wątpliwości są w pełni uzasadnione.

Dzięki za koment, Hir! Pozdro!
Odpowiedz
CptUgluk Kurde, buc ze mnie, coś czułam, że za tymi kostiumami coś kryje się większego - ale bardziej szłam w kierunku elementu humorystycznego, że np. pchła założyła kostium karalucha. To przepraszam za pustą uwagę ;x
Odpowiedz
Hiraeth Nie no, spoczko, mogłem pewnie wyraźniej zaznaczyć w opisie, że znajomość wspomnianego opka może być bardzo pomocna Jakby co, zapraszam do "Dicka Roacha", będzie mu miło, jak wpadniesz z wizytą
Odpowiedz
z wykopem
Fajnie, że Dick powrócił, bo już przy okazji poprzedniego opowiadania przypadł mi do gustu Podobnie, jak MHSchaefer nie przepadam za konwencją opowiadania w opowiadaniu, choć - jakby nie patrzeć - najwięksi gracze też korzystają z takich form narracji (że wspomnę choćby Kinga w "Wiatr przez dziurkę od klucza". Niezależnie od tego, dobrze sobie poradziłeś z tą formą. Jak zwykle u Ciebie, przyjemnie się czytało, bo po prostu poniżej pewnego wysokiego poziomu już nie schodzisz. Jednak w mojej ocenie, to nie jest Twój topowy tekst.
Odpowiedz
Zdzislav Aj, dziękuję, szanowny Zdzislavie, miło mi, że uważasz, iż poziom się trzyma Cieszę się też, że kojarzysz Dicka, przypuszczam, że dzięki temu lepiej odnalazłeś się w powyższym tekście.
Też nie jestem zwolennikiem takiej konwencji, ale, jak wyżej wspomniałem przy którejś odpowiedzi, potraktowałem to jako trening i próbowanie czegoś nowego.
A że nie top - zdaję sobie sprawę Miałem nieco inny pomysł na zestaw - bardziej dramatyczny i poważny, ale jednak efekt zepchnął mnie na inne tory, no i tym sposobem poniosło mnie aż do dziwnego świata detektywa Dicka. No i rzekłem sobie: "A niech tam"!
Dzięki za wizytę, pozdro!
Odpowiedz
CptUgluk, Dick jest (był) naprawdę spoko bohaterem i ogólnie to pierwsze opko z nim w roli głównej było świetne. Co zaś tyczy się Twojego pomysłu "bardziej dramatycznego i poważnego", to liczę, że w przyszłej edycji pojawią się też takie Twoje teksty. Potrafisz doskonale oddawać emocje i sterować emocjami (chociażby świetna "Ofiara Piołunu". Twoje pełne humoru oblicze znam już bardzo dobrze i zawsze udziela mi się Twoje poczucie humoru, ale raz na jakiś czas z chęcią odświeżę sobie oblicze Kapitana śmiertelnie poważnego, być może nawet chwytającego za serce

Odpowiedz
Po "Ofiara Piołunu" miał być zamykający nawias, w buźkę mi wstawiło. Wyszło dziwnie.
Odpowiedz
a buźkę mi wstawiło
Odpowiedz
Zdzislav Bardzo mi miło, że wspomniałeś "Ofiarę Piołunu", bo jest to opowiadanie, do którego mam szczególny sentyment i uważam, że udało mi się w nie włożyć emocje o silnym natężeniu. To chyba mój najbardziej emocjonalny tekst. Na pewno będę chciał wzbudzić podobnie wyraźne uczucia jednym z kolejnych opowiadań. Cóż, mam nadzieję, że się uda (jak już przemienię słowo w czyn ). Pozdróweczka, Zdzichu!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Idąc muszym klasykiem: Dobre gówno.
Kontentym. Bardzo fajne opko, choć gdybym miał się do czegoś przyczepić, to bardziej "udzieckował" bym wypowiedzi dziecka. W większości jest ok, te radosne zachwyty i emocje, ale np:
" – Nie no, już dobrze, mów – rzekł przepraszająco chłopiec i przetarł podbródek rękawem." - tu bym mocniej przydzieckował.

Ale to takie rysy na grubym szkle.
Zacne opko. Pióro się wyostrza.
Odpowiedz
Canulas O, dzięki bardzo, cieszę się, że miałeś dobry odbiór. Nie byłem pewien czy Johnson stanie na wysokości zadania (), ale jak widzę, udało mu się raczej udźwignąć ciężar odpowiedzialności.
Dziękuję za sugestię oraz dobre słowo. Pozdro!
Odpowiedz
*marok 2 m.
z wykopem
Jestem Kapitanie.
Tekst fajny, ale dla mnie nie twój topowy. Motyw kiblowy zawsze na propsie, a sam pomysł też nie od czapy, byle coś skleić, jednak nie urzekł mnie jakoś szczególnie. Nie męczyłem się , więc robota wykonana tym razem dobrze, choć do efektu wow trochę zabrakło. Daruj
Odpowiedz
marok taa, motywy kiblowe silnie się mnie trzymają w tym sezonie
Spox, daruję bez oporu, spodziewam się, że tekst obok topki nawet nie leży, cieszę się jednocześnie, że nie ma wstydu Pozdro, Marocco!
Odpowiedz
z wykopem
Siema, ciekawy tekst. Udało Ci się zachować dynamikę opowieści, mimo, że opowiadał ją ojciec. Wstawki smrola całkiem udane, takie nawet zabawne, myślę, że wyszło bardzo dobrze, a łatwo na pewno nie było.
Absurd przebija, sg=trój karalucha nieco dziwi, ale generalnie wszystko pozytywnie
Odpowiedz
KluczDoPiwnicy "Smrola", fajne
Dzięki serdeczne za dobre słowo, cieszę się, że danie było zjadliwe Nuty absurdu były nie do uniknięcia ze względu na genezę całości, która w dziwności skąpana była nieco bardziej. Jakbyś miał chęć i przy okazji nadmiar wolnego czasu, zapraszam do opka, od którego wszystko się zaczęło (link w opisie). Pewne sprawy mogą się rozjaśnić
Pozdróweczka!
Odpowiedz
z wykopem
Hejka. Jeszcze wczoraj czytałam jakieś teksty naukowe o bakteriach odpornych na promieniowanie gamma, a tu z rana siadam do czytania TW i wjeżdża Twój tekst ze zmutowanym Enterococcusem xD. Tekst bardzo mi się podoba. Mimo smrodu, czytało się przyjemnie (z rana węch na szczęście trochę szwankuje). Zastanawia mnie tylko o co był ten zakład, ale odpowiedź pewnie znajdę w opowiadaniu, o którym wspomniałeś w opisie, zgadza się?

No nic. Świetna robota
Odpowiedz
MagdalenaElJot Haha, no to się ładnie złożyło Taak, poranny katarek może być w pewnych przypadkach mile widziany
Hm, kwestia zakładu jest owiana pewną tajemnicą, ale przeczytanie podlinkowanego opowiadania może nieco rozjaśnić sprawę, albo chociaż zarysować kontekst
Dzięki bardzo, miło, żeś wpadła
Odpowiedz
Witam,
Kawał fajnej opowieści
Dobre te efektowne pauzy - w najciekawszych momentach - bo czytając sama je też robiłam
Brakowało mi tu troszku jakiegoś mocnego, nieoczekiwanego zakończenia, ale... to może tylko moja chora wyobraźnia zgłosiła takie zapotrzebowanie
Opko jest ok
Pozdrowionka
Odpowiedz
Agnieszka Hejo! O widzisz, musiałem te pauzy powtykać podświadomie, ale ważne, że zrobiły robotę
Hmm, jak wspomniałaś o zakończeniu, to przed oczami stanęła mi scena jak ktoś nagle puka do mieszkania Johnsona i jego syna, oni otwierają drzwi, a w progu stoi... Dick Ej, potencjał na ciekawy cliffhanger jest, dzięki Tobie
Dzięki za wpadunek, pozdro!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.