online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW#1 – Dobry człowiek
<
TW#5 – Los na loterii
>
Praca Wyróżniona

TW#8 – Transfer

 Postać: Trener robotów

 Zdarzenie: Wielka wygrana

 Efekt: Zainspiruj się kulturą Chin.

 

 Na świetlistym tronie, górującym nad całym stworzeniem, zasiadał Nefrytowy Cesarz, władca Niebios, pan wszystkiego, co żyło i tego, co daru życia nie było godne.

 Nefrytowy Cesarz miał dziesięciu synów, a każdy chciał być równy ojcu.

 

 *

 

 28.11.2013 r. Centrum Startowe Satelitów Xichang. Pawilon VII. Sekcja Yutu.

 

 – Dzień dobry, profesorze Ying! – Dyrektor Xingrui pojawił się znikąd wraz z grupką oficjeli w białych fartuchach. – Czy udało się panu poprawić interpretację przestrzenną naszego zucha?

 – Dzień dobry. – Sędziwy profesor wyprostował się i odwrócił do niespodziewanych gości. – Tak, to już właściwie końcówka. Maluch będzie wymijał kratery z gracją baletnicy, a z regolitu będzie lepił figurki Buddy.

 – Buddy? – Zaniepokoił się mężczyzna w wojskowym mundurze.

 – Przepraszam generale. – Profesor ukłonił się nieznacznie. – To tylko żart, proszę o wybaczenie.

 – Profesor Ying jest nie tylko wybitnym specjalistą w dziedzinie robotyki, ale słynie również z wybornego poczucia humoru – wyjaśnił pospiesznie dyrektor, starając się nie narazić ważnym gościom.

 – Oczywiście! – Zaśmiał się generał Li. – Chińska armia zna się na żartach jak mało kto. Miło nam poznać sławnego trenera robotów. – Uścisnął dłoń profesora.

 – Czemu zawdzięczam wizytę panów?

 – Nasi drodzy goście, którzy pofatygowali się tutaj z samego Pekinu. – Dyrektor dołożył szczególnej dbałości, by słowo Pekin wybrzmiało z należytą mocą. – Pragną się upewnić, czy dotrzymamy terminu.

 – Innymi słowy – wtrącił najniższy z gości, trzymający się z tyłu grupki – chcemy sprawdzić, czy nie ma powodów, do uruchomienia dodatkowych zachęt. – Głupkowaty, a zarazem groźny wyraz twarzy mężczyzny skojarzył się profesorowi z funkcjonariuszem politycznym, z którym lepiej nie zadzierać. Poza tym twarz wydała mu się dziwnie znajoma.

 – Jesteśmy gotowi. – Profesor wiedział, czym pachną zachęty z Pekinu.

 – Doskonale! – Ucieszył się generał. – Start za trzy dni! A jutro zapraszam wszystkich na uroczystą kolacją.

 

 *

 

 Chcąc dorównać potędze ojca, synowie Nefrytowego Cesarza zamienili się w rozpalone słońca. Gdy dziesięć ognistych kul otoczyło Ziemię, niczym wataha wilków samotną ofiarę, żywy ogień rozlał się na pola, ogrody, lasy. Płomienie bezdusznie pożerały ludzi, zwierzęta i rośliny.

 Nefrytowy Cesarz nie potrafił powstrzymać synów, kochał ich bowiem i nienawidził zarazem.

 

 *

 

 Profesor obserwował oddalającą się grupę. Mężczyzna o znajomych rysach wywołał niepokój zmieszany z irytacją. Odczucia były o tyle silniejsze, że gość był wyraźnie bardziej zainteresowany osobą profesora, niż stanem prac.

 – Czyli to już za trzy dni? – Asystent wyrwał Yinga z zamyślenia.

 –Tak, Chen. – Profesor rozpromienił się. – Ta misja, jeśli się powiedzie, będzie moją osobistą wielką wygraną. Kontynuujmy testy, chłopcze.

 Sześciokołowy łazik ruszył po makiecie imitującej powierzchnię Księżyca. Wszystkie wypukłości, kratery, uskoki, miały nauczyć autonomiczny system sterujący radzenia sobie z potencjalnymi przeszkodami, jakie mogły spotkać go na bazaltowej równinie Sinus Iridum. Yutu poruszał się nad wyraz zgrabnie. Profesor na bieżąco aktualizował i korygował dane w połączonym z pojazdem terminalu, dopracowywał algorytmy. Łazik był zawodnikiem, biorącym udział w międzynarodowej kosmicznej sztafecie, a on był jego trenerem.

 – Profesorze, do czego służy ten moduł? – Wskazał zaciekawiony, ale i zmieszany Chen. – Wczoraj go nie było?

 – To udogodnienie. Wyjaśnię ci... później. – Ying nie odrywał oczu od ekranu, dając do zrozumienia, że nie chce drążyć tematu.

 – Oczywiście. – Chen zrozumiał aluzję i delikatnie ukłonił się na znak podporządkowania wobec starszego kolegi i mistrza.

 Serce profesora zabiło szybciej, bo każda myśl o module, który był ewidentną konstrukcyjną samowolką, sprawiała, że wzmagały w nim uczucia tęsknoty i miłości, z których ta pierwsza już wkrótce miała się zakończyć, a ta druga rozkwitnąć na nowo.

 

 *

 

 Nefrytowy Cesarz poprosił o pomoc Hou Yi, nieśmiertelnego łucznika, którego celne oko było znane w każdym zakątku Niebios. Kazał mu ukarać krnąbrnych synów, choć jednocześnie nie wskazał, jakiego rodzaju kary oczekuje. Hou Yi, gdy ujrzał cierpienie ludzi, wpadł w gniew i zestrzelił dziewięć słońc. Dziesiątego syna oszczędził, by od tej pory oświetlał i ogrzewał Ziemię.

 Cesarz, gdy tylko dowiedział się o czynie łucznika, wpadł w furię. Nikt nie wiedział, czy wywołała ją śmierć synów, czy fakt, że Hou Yi darował życie jednemu z nich. Postanowił ukarać mistrza łuku. Wygnał go z Niebios wraz z żoną, piękną Chang'e. Odtąd pozbawieni nieśmiertelności małżonkowie mieli żyć wśród ludzi.

 

 *

 

 29.11.2013 r. Restauracja QiongHai TeSe ShaoKao w Xichang.

 

 Wielkie okrągłe stoły uginały się od bogactwa potraw. Na obrotowych szklanych blatach odbijała się cała kulinarna różnorodność Chin.

 – Partia dba o dobro nauki! – Grzmiał generał Li, zwracając się do specjalistów, którzy przez ostatnie miesiące pracowali nad najnowszym projektem kosmicznym sygnowanym czerwoną flagą z pięcioma gwiazdami. – Zatem jedzcie i pijcie! – Po czym, podnosząc kieliszek do góry podkreślił: zwłaszcza pijcie!

 Wódka lała się strumieniami, a tytoniowy dym ograniczył widoczność do minimum. Naukowcy, stroniący na co dzień od polityki, odkryli, że dobra zabawa pod okiem partii jest możliwa. Niektórzy uznali, że nawet wskazana. Wielu z nich udzieliła się wylewna odmiana patriotyzmu, która materializowała się w bełkotliwych toastach:

 – Za chińską drogę!

 – Za przewodniczącego Jinpinga!

 – Za Armię Ludowo-Wyzwoleńczą!

 Atmosfera biesiady rozpuszczała się w alkoholu jak tłuszcz w occie. Głośne śmiechy i poufałe poklepywania po plecach nie miały końca. Ktoś wyciągnął zestaw do gry w madżong, ktoś uruchomił karaoke z pieśniami rewolucyjnymi.

 Tylko dwie osoby nie uczestniczyły w zabawie. Pierwszą był profesor Ying, który myślami całkowicie oderwał się od czasoprzestrzeni, goszczącej jego stare ciało. Drugą był pan Sun, funkcjonariusz IX Biura Ministerstwa Bezpieczeństwa, który niemal od początku kolacji, całą swoją uwagę skupił na nieobecnym duchowo profesorze. Ying tylko raz zwrócił na niego uwagę, gdy w końcu przypomniał sobie, skąd go zna.

 

 *

 

 Życie Hou Yi i Chang'e wypełniała ciężka, codzienna praca. Żyli biednie, poznali smak chorób i głodu, ale mieli coś, czego Nefrytowy Cesarz nie mógł im odebrać – miłość.

 Z czasem jednak zatęsknili za dawnym życiem. Choć pisany im był żywot znacznie dłuższy od ludzkiego, tylko nieśmiertelność dawała nadzieję, że kiedyś los się odmieni. Hou Yi wyruszył w podróż do pałacu Xi Wang Mu, która, jako jedyna na Ziemi, znała tajemnicę wiecznego życia. Otrzymał od niej fiolkę z eliksirem nieśmiertelności, z zastrzeżeniem wszak, że jest on przeznaczony dla dwóch osób. Wypicie całości przez jedną osobę miało sprawić, że wzniesie się ona do nieba jako pełnoprawny nieśmiertelny.

 

 *

 

 29.11.2013 r. Hotel dla personelu Centrum Startowego Satelitów Xichang.

 

 Ying wrócił do pokoju wcześniej niż reszta biesiadników. Od razu zorientował się, że nie jest sam.

 – Co kombinujesz, profesorku? – Głos, wynurzający się z ciemności nie był obcy. I nie chodziło o to, że należał do pana Suna.

 Ying odnalazł włącznik światła, ale lampa nie zareagowała.

 – Wykręciłem żarówkę, starcze. – Szyderczy śmiech wypełnił pokój.

 – Znam cię… – Profesor przełknął ślinę – … Feng.

 – Mistrzu… – W głosie mężczyzny nie było szacunku. – Tyle lat minęło. Nawet imię zmieniłeś.

 – Jak śmiesz stawać przede mną?!

 – Mój Pan się martwi. – Tym razem głos nabrał powagi. – Dawno temu bardzo go rozczarowałeś, pamiętasz?

 – Twój Pan?

 – Służyłem mu jeszcze zanim zacząłem udawać twojego ucznia. – Mężczyzna pokręcił głową. – Tyle lat, a ty nadal nie rozumiesz, mój biedny mistrzu. Jestem tu wyłącznie po to, by strzec praw, które On ustanawia.

 – Zdrajco!

 – O, nie, nigdy nie zdradziłem swojego Pana. W przeciwieństwie do ciebie i twojej suki. A teraz czuję, że znowu chcesz zrobić coś wbrew Jego woli.

 Ying zaczął powoli cofać się w kierunku szafy. W jej wnętrzu wymacał przedmiot, którego od tak dawna nie używał, choć zawsze zabierał ze sobą przy każdej przeprowadzce. Był już stary i zmęczony, ale nadal potrafił się nim posługiwać. Nawet w ciemnościach.

 

 *

 

 Hou Yi i Chang'e postanowili spożyć eliksir tuż po odpoczynku, na który udał się zmęczony podróżą łucznik. Jednak, gdy zasnął, do domu zakradł się Feng Meng, młodzieniec, którego Hou Yi uczył strzelania z łuku. Widząc śpiącego mistrza, postanowił zmusić Chang'e do obdarzenia go swoimi wdziękami. Próbowała uciec, wpadła w panikę. Śpiący kamiennym snem Hou Yi nie słyszał krzyków żony. Chang'e w akcie desperacji chwyciła fiolkę z eliksirem i wypiła całą zawartość. Moc nieśmiertelności, która wypełniła kobietę, zaczęła unosić ją do góry i przez świetlik w dachu wznosić ku niebu. Tam bowiem było miejsce bóstw, do których grona od teraz należała.

 

 *

 

 Poranek większość naukowców programu księżycowego rozpoczęła od walki z koszmarnym kacem. Generał Li odczuwałby z tego powodu pewną satysfakcję, gdyby nie dwa incydenty, stawiające pod znakiem zapytania nie tylko jego karierę, ale i powodzenie całego projektu.

 Pierwszym było odnalezienia ciała Hu Suna, przygwożdżonego do drzwi dwoma drewnianymi strzałami, których kunszt wykonania nadawał zbrodni tajemniczości i szlachetności zarazem. Drugim było ciało Fan Yinga, które odnaleziono w pawilonie VII, tuż przy łaziku Yutu. Martwy profesor siedział na krześle, opierając się bezwładnym ciałem na klawiaturze terminalu. Na głowie miał naciągnięty elastyczny czepek z podpiętymi licznymi elektrodami i poskręcanymi kablami. Nikt, włącznie z asystentem, nie potrafił wyjaśnić przedśmiertnych zamiarów profesora. Enigmatyczny napis, „TRANSFER KOMPLETNY”, na wyświetlaczu terminala wprowadzał więcej pytań niż odpowiedzi. Do wyjaśnienia przyczyn samej śmierci postanowiono podejść bardziej konwencjonalnie, wpisując w karcie zgonu „zawał”.

 Mimo nerwowej atmosfery zdecydowano, że nie zaistniały istotne przesłanki, skłaniające do odwołania planowego startu rakiety.

 Tego samego dnia wieczorem Chen zajrzał do notatnika, opatrzonego tytułem „Przesył jaźni”, który znalazł w pokoju profesora. Z wypiekami na twarzy czytał odręcznie spisane teorie, wnioski i uwagi, w tym te dotyczące tajemniczego modułu łazika. Kładł się spać z bólem głowy. Wiedział, że jako lojalny obywatel, powinien poinformować o odkryciu przełożonych. Powinien?

 

 *

 

 Gdy Hou Yi się obudził, jego żona była już zbyt wysoko, aby mógł cokolwiek zaradzić. Feng Meng zniknął, ratując głowę. Chang'e zdążyła tylko wykrzyczeć imię zdrajcy, by na zawsze zostało napiętnowane, a potem już tylko wznosiła się coraz wyżej i wyżej. Jako wygnane bóstwo nie mogła wrócić do Niebios. Aby nie utonąć w nicości, ku której zmierzała, chwyciła się powierzchni Księżyca i zrozumiała, że tutaj spędzi resztę swojej nieśmiertelności.

 Od tego dnia Hou Yi nie przestał szukać sposobu, aby odnaleźć ukochaną żonę.

 

 *

 

 14.12.2013 r. Mare Ibrium, Księżyc

 

 Kilka godzin po lądowaniu, rampa Chang’e 3 bezgłośnie opadła na powierzchnię Księżyca. Yutu majestatycznie opuścił wnętrze lądownika i zjechał na pokryty pyłem skalisty grunt.

 25 grudnia inżynierowie na Ziemi zdecydowali, że na czas nocy księżycowej, wprowadzą Yutu w stan hibernacji. Udało się im to tylko pozornie, ponieważ łazik wcale nie zasnął. Wbrew przekonaniu techników, ruszył przed siebie.

 Po kilku kilometrach zatrzymał się i wysłał sygnały, których adresatem nie była jednak Ziemia. Cyfrowe neurony zamknięte w tajemniczym module, zaczęły pracować na pełnych obrotach, wybudzając po kolei nadzieję, determinację, miłość. Jaźń.

 Gdy ostatnie promienie Słońca zniknęły za horyzontem, a odległe gwiazdy rozświetliły się pełnym blaskiem na czarnej płachcie bezkresu, blada, delikatna dłoń dotknęła chłodnego pancerza łazika.

 – Hou Yi, w końcu znalazłeś sposób, mój kochany. – Głos, który nagle rozniósł się po cyfrowych obwodach, nawet teraz, przetworzony przez miliony elektrycznych impulsów, wydał mu się najpiękniejszym dźwiękiem, jaki zrodził wszechświat.

 – Tak, Chang’e, znalazłem.

12294 zzs

Liczba ocen: 9
98%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Zdzislav
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 77

Dodano: 2021-08-15 22:19:59
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
z dużym wykopem
" Nasi drodzy goście, którzy pofatygowali się tutaj z samego Pekinu – dyrektor dołożył szczególnej dbałości, by słowo Pekin wybrzmiało z należytą mocą – pragną się upewnić, czy dotrzymamy terminu." - tutaj chyba kropka i Dyrektor z wielkiej.

Ok, ostatnie opko i rzutem na taśmę wywraca moje postrzeganie o punktacji.

Kapitalny tekst, doszlifowany opór i klimatyczny jak tylko. Nie mam pytań.
Bravo.

Odpowiedz
Canulas, o rany, dzięki Miłe to bardzo, coś napisał.

Fajnie, że zajrzałeś. Korekta już poleciała do realizacji.

Pozdrawiam serdecznie!


Odpowiedz
z dużym wykopem
No, Panie, to pojechałeś, rzeczywiście
Świetny tekst, dopracowany i łączący dwa odległe pozornie światy w porywający sposób. Kilka smaczków jak żart z Buddą, czy karaoke na imprezie, też bardzo mi przypadło do gustu. Czapki z głów!
Odpowiedz
KluczDoPiwnicy, wielkie dzięki za dobre słowo. Zawsze przyjemnie czytać takie rzeczy. Mówiąc szczerze smaczków było odrobinę więcej, ale pod koniec pisania zorientowałem się, że ze względu na limit muszę obciąć 7 tys. znaków. To po pierwsze zabolało, a po drugie nieco utemperowało smakowitość. Ale i tak fajnie, że to, co się ostało nadaje się do konsumpcji. Dzięki za wizytę. Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Jakbym czytał Szulkina w wersji chińskiej ( oczywiście to komplement)… świetny tekst !!!!
Odpowiedz
jacek79, bardzo dziękuję! Cieszę się, że się spodobało. Szulkin już co prawda się nie wypowie, ale wcale bym się nie obraził, gdyby jemu też przypadło do gustu Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
z wykopem
Cześć Zdzislav,
Nie jestem fanką romantycznych opowieści. Mimo to doceniam intrygę oraz nawiązania do kultury Chin.
Podoba mi się klimat i warsztat, językowo naprawdę dobre.
Natomiast za dużo czasowników "być" jak dla mnie.

Pozdrawiam
Odpowiedz
Olciatka, ja też nie jestem fanem romantycznych opowieści, ale co zrobić, jak się samo napisało?
Dzięki za odwiedziny i dobre słowo Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
~oidrin 1 m.
z dużym wykopem
Cześć, Zdzislavie!
Muszę powiedzieć, że bardzo ładnie to wszystko posklejałeś. Duży plus za wykorzystanie tej legendy, chociaż osobiście wolę wersję, w której jest wątek z królikiem. Bywa tak, że pomysł robi cały tekst i tak też było w tym wypadku.
Pozdrawiam
Odpowiedz
oidrin, wersja z królikiem jest bardzo fajna, ale tym razem uszatego nie mogłem go obsadzić w scenariuszu Cieszę się, że się podobało. Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Kurka pieczona, nie przypuszczałbym, że w taki sposób rozegrasz ten zestaw! Wyszło świetnie. Legenda pisana kursywą doskonale przeplata się z właściwą treścią. Wydaje mi się, że tekst powinno się przeczytać co najmniej dwa razy, żeby wszystko sobie dobrze poukładać w głowie (i w żadnym razie nie jest to zarzut! Wręcz przeciwnie). Napisane bardzo sprawnie językowo, nie ma się do czego przyczepić. Gratuluję!
Odpowiedz
CptUgluk, wyszła taka bajka w bajce, które łączą się w nową bajkę Cieszę się, że przypadło Ci do gustu. Dzięki, że zajrzałeś. Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
~jotka 1 m.
z dużym wykopem
Wow.
Do Ciebie to już uderza się bez obaw. Zawsze klimatycznie!
Odpowiedz
jotka, ależ miło czytać takie komentarze Wielkie dzięki! Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
z dużym wykopem
I to jest Zdzichu, o którego nic nie robiłam, a którego potrzebowałam!
Wybacz, że jestem spóźniona, no, ale trudno.
Opowiadanie naprawdę zacne, kreatywnie podszedłeś do zestawu - może mogłabym się nieco przyczepić tych Chińczyków, u których wódka lała się strumieniami, ponieważ nie dość, że alkohol mają fatalny (ponoć), to jeszcze rzadko jest to coś na bazie spirytusu -ot, troszku inna kultura. Ale to serio pierdoła i chciałam po prostu zabrzmieć "merytorycznie".
A tak? Troszku to wszystko pędzi, ale i tak jest świetne.
Odpowiedz
Hiraeth, Ha! Co tam spóźnienie, grunt, że dotarłaś Z tym strumieniem może rzeczywiście trochę przesadziłem, ale okazja była, także... no, sama rozumiesz Chińczycy wódkę robią – na tyle na ile wyczytałem – głównie z sorgo, przynajmniej tę najpowszechniejszą, ale co do mocy owego trunku, wiedzy nie mam. Natomiast dałem do wiwatu z paleniem, bo o ile kiedyś paliło się tam na potęgę, wszędzie i przy każdej okazji, to bodajże od 2011 r. mają spore ograniczenia (ustawa antynikotynowa) i w miejscach publicznych zdaje się nie wolno. No, ale, jak już wspomniałem, okazja była
A akcja się rozpędziła, bo tekst się skrócił. Pierwotnie było o jakieś 7 tys. znaków więcej, bom się zagalopował. Trza było ciąć, przez co fabuła dostała odrzutu. No i wyszło, jak wyszło. Cieszę się, że znośnie. Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
Gratulacje!!!
Odpowiedz
jacek79, dzięki, Jacku!
Odpowiedz
anonim 1 m.
nie zachwyca
Na początku autor pisze:
Efekt: Zainspiruj się kulturą Chin.
Dla mnie efekt kojarzy się z wynikiem jakiegoś działania.
Przyznaję nie czytałem dalej. Efektu nie będzie.
Odpowiedz
Grain, o rany, powiem szczerze, nie wiem o co kaman. Ale decyzję szanuję, choć zakładam, że zaszło tutaj jakieś nieporozumienie. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
anonim 1 m.
Już napisałem. Gdyby autor napisał np. Zakładany efekt, oczekiwany efekt, albo oczekiwania - nie czepiałbym się.
Odpowiedz
Grain, rozumiem. W takim razie wyjaśniam Tekst powstał w ramach zabawy literackiej Trening Wyobraźni, która odbywa się regularnie na tym portalu. Zasady zabawy zostały opisane w linku niżej:

https://t3kstura.eu/TW/?id_TW=1

Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
anonim 1 m.
Nie kupuję, o ile rozumiesz.
Odpowiedz
Grain, ciężka sprawa, ale OK. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
*marok 1 m.
Grain może Zdzuslav się nie obrazi że się wtrącam, ale nie wiem czy dobrze zrozumiałeś. Efekt jest zadaniem która ma wykorzystać autor w tekście. Tu nie chodzi o czytelnika
Odpowiedz
marok, jasne, że się nie obrażę Dzięki i pozdrawiam
Odpowiedz
Grain Na Twoim miejscu wstrzymałabym się z wystawianiem ocen tekstom, jeśli nie tylko nie znasz zasad zabawy, wedle której zostały stworzone, ale i nie zadałeś sobie trudu, aby je przeczytać. Co to ma być, "przeczytałem cztery słowa, nie zrozumiałem, po co to jest, więc dam temu wyraz w komentarzach"?
Jeśli nie potrafisz merytorycznie uzasadnić opinii, to się wstrzymaj; ot, odrobina kultury.
Odpowiedz
Grain zgadzam się z Hiraeth, panie kolego. Warto dowiedzieć się, o co chodzi, zanim się wystawi ocenę. Pozdro
Odpowiedz
Grain przedmówcy już klarownie wyjaśnili Ci, o co chodzi i mają też słuszność w sprawie oceny. Zasada numer jeden - żeby móc coś ocenić, wypada wpierw zadać sobie trud, żeby się z tym dokładnie zapoznać. Chyba nie chciałbyś, żeby ludzie przychodzili do Ciebie i zostawiali ocenę bez zapoznania się z tekstem? Postaw się na miejscu autora, wszak również nim jesteś.
Odpowiedz
anonim 1 m.
Nie dla mnie takie zabawy, bez logiki już na wstępie, proszę koleżeństwa. Bo gdyby w sąsiednich Indiach zabrakło cebuli to mogłoby być nawet po nirvanie. Nic tu po mnie, na tym portalu.
Odpowiedz
Grain to, że ktoś nie widzi gdzieś logiki, nie oznacza, że jej tam nie ma. Ja np. nie widzę logiki w ocenianiu czegoś bez zapoznania się z tym, a niektórzy tak czynią i co poradzisz? Polecam trochę dystansu do siebie, nie każdy musi mieć do wszystkiego takie samo podejście.
Odpowiedz
Grain, moim zdaniem tu nie o logikę chodzi, a o odrobinę dobrej woli. Twojej woli. Bo jeśli koniecznie o logice chcemy rozmawiać, to sprawdź, proszę, najpierw znaczenia słowa "efekt" w "Słowniku języka polskiego". Do Ciebie należy decyzja, czy to zrobisz – i tak już wywołałeś burzę w szklance wody – niemniej weź pod uwagę w przyszłości, że ludzie na tym portalu starają się stworzyć miłe, przyjazne i po prostu fajne miejsce na Ziemi – nie psujmy tego uwagami, które nie są do końca przemyślane. Wolałbym, żebyś po przeczytaniu mojego tekstu powiedział wprost, że jest do dupy (ponieważ...), zamiast strzelać focha, bo nie spodobały Ci się zasady, skądinąd, bardzo fajnej zabawy. Niezależnie od wszystkiego, pozdrawiam Cię serdecznie
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.