online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
W balecie zimowych noży
<
Nie ma słońca
>
Tagi: #koniec #gwiazdaspadła

Płaskie kamyki nie potrafią latać

 

 — Nie chcę umrzeć zimą. Gleba jest twarda i ludzie się namęczą przy kopaniu. Poza tym będzie mi zimno. Nie chcę, by było zimno. Chłód jest straszny.

 — Pij!

 Upiła łyk i on też upił łyk. Żytnia – dwadzieścia z groszami. Litrowa cola – nieco poniżej pięciu. Paczka czipsów kupiona jedynie po to, żeby móc w jakimś akcie podziać ręce. Trzydzieści złotych na dodanie odwagi. Jedno z najtańszych siodeł dla dwóch osób.

 W pokoju zimno i poza pokojem zimno. "Tysiąc Panoramicznych" leżące na stoliku obok nich. Marzenia o całym świecie zredukowane do próby wygrania mikrofalowej kuchenki lub kuchennego robota. Okruch zmęczonego ołówka na podorędziu.

 Kiedy brała następnego grzdyla, miał ochotę wbić jej ten ołówek prosto w krtań. Ubranie litości w nagły akt zaskoczenia wydało mu się nader trafnym pomysłem. Nie zrobił tego, choć przeląkł się autentycznością zamiaru.

 Skończyli butelkę w ciszy.

 

 *

 — Więc jak chcesz, żeby to było? — zapytała już nieźle porobiona. — Jak chcesz, żeby tego, no wiesz?

  W akompaniamencie półszeptu reklam grającego nieopodal telewizora wyjął ze szlufki spodni długi, płaski śrubokręt z czerwoną rączką. Zrozumiał również, że nie powinni brać tych pieprzonych czipsów ani coli, tylko jeszcze po ćwiartce.

 — Tym?

 Pytanie nie było wypowiedziane oschle, ozięble, sztywnie, z rezerwą, polemicznie, wrogo czy nienawistnie. Było demonem. Właśnie pytał go demon.

 — Naostrzyłem.

 Była gwiazdą, która spadała szybciej, niż on marzył, więc nie prosił o spełnianie życzeń. Poprosił tylko o jedno. O to, by była na niebie. Tyle że ona już zaczęła spadać.

 Widząc jego wahanie, dodała;

 — To się stało, zaczęło. Już nawet nie umiem podrobić własnego podpisu.

 — Kurwa mać. Jebane niebo — rzucił, próbując opanować drżenie dłoni. Brak drugiej połówki wódki i brak drugiej połówki. Śmieć, śmiech i śmierć. Zakreśl jedno i czekaj.

 Odparła spokojnie, żeby przestał się mazać.

 — Istnieję tylko wtedy, kiedy na mnie patrzysz. Za mało jestem napity. Poczekaj, skoczę na dół i wezmę jeszcze po małpce.

 Pokręciła głową.

 — Pali się moje nazwisko. A miłość, o którą tak mnie podejrzewasz, to tylko brak nienawiści. Po prostu zacznij robotę i nie wydziwiaj. Nie dramatyzuj mi tu. Łzy nie pasują do niebieskich oczu.

 Ujął jej nagą dłoń. Następnie bez słowa przeciągnął dwukrotnie wzdłuż. Sporo włożonej mocy. Od łokcia, aż do nadgarstka.

 Jęknęła.

 Powtórzył czynność z równie brutalną siłą. Następnie odwrócił ręce, by cała krew skapywała do miski. Zabrał portfel i wyszedł.

 Kiedy wrócił, zrozumiał, że twierdza padła, nie doczekawszy nawet oblężenia. Refleksja przyszła znienacka.

 Umiera się zawsze z dnia na dzień.

 

 *

 Urodzony w ciszy zaciśniętych zębów. Twardy i niezłamany, trwał w przekonaniu, że w drewnianym konfesjonale z ludzkich oczu wstyd rozliczy Boga.

 Każdy rok kosztował go więcej, ale siedział.

 Ciągle siedział. Trwał.

 Gdzieś na zewnątrz korony drzew przegrywały walkę z uporczywym wiatrem.

 Siedział.

 Spał, budził się, wychodził z jeziora uboższy o wodę i siedział.

 Trwał.

 Raz trafił do szpitala. Tam badali mu słuch, pytając, czy słyszy. Odparł, że tak, lecz nie powiedział im co.

 Wrócił do domu.

 Trwał.

 Któregoś razu, tak się jakoś złożyło, że internet i wiecie... taka jedna.

 Zaprosił ją do siebie. Przyjechała.

 Pierwszym razem parzyli się jak liście herbaty, lecz już po wszystkim zrozumiał, że na spotkanie przyszła opalona słońcem Photoshopa. A skoro kłamała, odczuwała wstyd. A wstyd jest słabością.

 Nie umiał żyć ze słabością, bo wtedy zabijał.

 — Jesteśmy mniej warci, niż pięć minut życia — krzyczał, ganiając ją po domu ze śrubokrętem. — To tylko każdy oddech resetuje zegar.

  Dopadł ją w przedpokoju i zadźgał.

 Walizkę sprzedał na targu.

 

 *

 Po tym zdarzeniu zrozumiał, że przeciwieństwa losu atakują jak stadne zwierzęta. Nigdy pojedynczo.

 Zaczął rozmawiać z Bogiem, wyrzucając Stwórcy, że ten nie stworzył imion, bo były przed słowem. I, że jeśli się przysłuchać, po końcowym "amen" jest dalsza modlitwa. Zasypiał, śniąc o ratunkowych kołach zrobionych z kajdan. A kiedy przetaczał się przez zagracony pokój, niczego tak się nie bał, jak wyschniętych kawałków pomarańczy.

 Często w świecie swoich wyobrażeń zasiadał przy stole, oglądając ślad odcisku jej ręki jedynie przez pamięć.

 Bolał go wąski chodnik, giął dym z papierosów.

 Coraz częściej odchodził już tak daleko od samego siebie, że jego czyny przedstawiał narrator. Było zimno, ciemno i wszystko jedno.

  Któregoś dnia nakreślił więc list, używając tego szpetnego ogryzka od krzyżówki. List do swych martwych krewnych, w którym przepraszał ich za to, że nie jest szczęśliwy.

 — Chciałbym zostać odkrywcą lingwistą, by szukać języka bez czasu przeszłego — wyjaśniał zmurszałym cegłom wyglądającym spod obdrapanego tynku. — Ale to już koniec. Nie przełamie się opłatku z cieniem.

 Wziął śrubokręt i kurtkę przeciwdeszczową.

 Wyszedł.

 

4856 zzs

Liczba ocen: 4
96%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 49

Folder: Brudne Noir
Opis:

Jeden ze starszych noirów

Dodano: 2021-08-20 20:28:25
Komentarze.
z dużym wykopem
Bardzo dobre. Napisane świetnie, ale że pisać umiesz to już wiem. Fabuła mocna, mocny przekaz. Tekst o wstydzie - świetny. "Bolał go wąski chodnik, giął dym z papierosów." Zdanie perełka. No, ogólnie jest gites.
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
RebelMac dziękuje za wgląd w kolejny ze starszy noir. Kłaniam się.
Odpowiedz
z dużym wykopem
to jak wspomnienie Kuby R....mocny tekst
Odpowiedz
i dodam że tytuł tu robi swoje...perełka!!!
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
jacek79 z tytułem było kiedyś sporo zawirowań, ale - tak, jak często jestem dość, eee, spolegliwy, tak w tej materii pozostałem przy swoim i ten dziwny tytuł pozostał. Dzięki.
(Ps. Widziałem karty Twoje. Jezus Maria, jakie piękne.)
Odpowiedz
z dużym wykopem
Ciekawie ...
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
behemot48 dzięki
Odpowiedz
Bardzo liryczny-oniryczny tekst, w którym warsztat gra pierwsze skrzypce. Ożywia sceny, maluje światłocieniem zawoalowane metafory rzeczywistości. Jestem pod wrażeniem.
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
Nazareth nooo, kurdex, Ciebie nie łatwo "podwrazić". Jestem pod wrażeniem z Twojego podwrażenia. Cieszę się
Odpowiedz
z dużym wykopem
Mocny tekst. Klimatyczne opisy, ciekawe przemyślenia i dobrze wykreowany psychopata.
"Bolał go wąski chodnik, giął dym z papierosów.
Coraz częściej odchodził już tak daleko od samego siebie, że jego czyny przedstawiał narrator." - bardzo mi się spodobał ten fragment

"— Chciałbym zostać odkrywcą lingwistą, by szukać języka bez czasu przeszłego — wyjaśniał zmurszałym cegłom wyglądającym spod obdrapanego tynku. — Ale to już koniec. Nie przełamie się opłatku z cieniem.
Wziął śrubokręt i kurtkę przeciwdeszczową.
Wyszedł." - I ciekawe zakończenie. Można sobie wyobrazić kolejne wydarzenia


Odpowiedz
*Canulas 27 d.
aniamarzycielka taaa, in medias res często ucinam. Dzięki pięknie za wizytę 🙃
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.