online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Wątki ulotne #1 – Kurtyna nocy
<
Wspomnienie wiosny
>

Opis:

Napisane na spontanie kilka miesięcy temu, kiedy pierwszy raz przeczytałem o lubelskim portalu do Wilna. Była to tylko próba resetu mózgu po napisaniu zbyt wielu horrorów, ale może komuś się tu spodoba.

Z innego świata

 Olbrzymie, wyglądające na kamienne koło, z lśniącą ledowym blaskiem powierzchnią w środku zaskoczyło Marcina w drodze do pracy. Zanim poszedł na urlop, jeszcze go tam nie było. W końcu zaspany wciąż umysł podsunął mu odpowiedź.

 „Portal! Gwiezdne wrota na Litwę. Wszystkie media o tym mówiły!”

 Zadowolony z siebie i swojej wnikliwej analizy spojrzał znowu na połyskliwą taflę ekranu. Była na nim dziewczyna. Wysoka, śliczna, z długimi blond włosami upiętymi wysoko w końską kitę. Była wyraźnie rozbawiona i patrzyła się wprost na niego. Marcin zrobił się nagle czerwony, uzmysławiając sobie, jak musiał wyglądać, stojąc przed portalem z palcem przyciśniętym do ust, co robił zawsze kiedy się nad czymś głowił, i zapatrzony tępo… prosto na piękną Litwinkę. Bo chociaż tak naprawdę patrzył się w przestrzeń, to ona przecież nie mogła tego wiedzieć.

 Marcin w popłochu uniósł ręce i pomachał rozczapierzonymi dłońmi, starając się dać jej do zrozumienia, że to wcale nie tak, jak ona myśli. Dziewczyna wybuchnęła niemym śmiechem, zakrywając usta koniuszkami palców. Po chwili pomachała do niego przyjaźnie, popukała palcem w kartonowy kubek z kawą, który niosła w drugiej dłoni i puściła Marcinowi oczko. Mężczyzna zaśmiał się i nie wiedząc, co zrobić ani jak jej przekazać, że nie pija kawy, tylko pokiwał głową z lewa na prawo, w geście ni to zgody, ni to niezdecydowania.

 Litwinka ponownie uniosła dłoń, tym razem pomachała mu na pożegnanie, prostując i zaciskając palce, po czym zdecydowanym krokiem ruszyła poza oko portalu. Marcin odmachał, mimo że wiedział, iż robi to o wiele za późno. Stał tam jeszcze przez chwilę, ale kiedy uzmysłowił sobie, jak bardzo jest spóźniony, a także poczuł ciekawe spojrzenia mijających go ludzi, czmychnął czym prędzej.

 

 ***

 

 Następnego dnia już z daleka wpatrywał się chciwie w ekran, mając nadzieję, że dojrzy na nim podskakujący energicznie złoty, długi kucyk.

 „Głupek…” – skarcił w myślach sam siebie.

 Zwalniał krok, odwlekając przejście koło portalu i zostawienie go za plecami, jednocześnie złoszcząc się na siebie coraz bardziej. W ostatniej jednak chwili zobaczył, nie warkocz, a kurtkę z czerwonej skóry, dokładnie tę samą, którą dziewczyna miała na sobie dzień wcześniej. Skoczył szybko do tyłu, żeby jej pomachać, ale zdążyła zniknąć już gdzieś poza zasięgiem elektronicznego oka.

 

 ***

 

 Od tamtego czasu Marcin zawsze przekraczając plac Litewski, w drodze do pracy przyglądał się portalowi, mając nadzieję, że ujrzy w nim znajomą postać, sprężystym krokiem podążającą w jego stronę. Z początku często mu się to udawało. Machał wtedy już z daleka, a dziewczyna wznosiła w jego stronę kubek z kawą jak do toastu.

 Nieco później zaczął pilnować, żeby zawsze mijać „Gwiezdne wrota” równo o godzinie szóstej czterdzieści i od tej pory widywali się codziennie. Witali krótkim pozdrowieniem i ruszali dalej ze swoim dniem. Trwało to tygodniami.

 Raz Marcin zaspał. Gnał do pracy jak wariat, w drodze połykając łapczywie kromkę suchego chleba. Kiedy przebiegał koło portalu, jakiś ruch przyciągnął jego uwagę. Była tam. Stała przy samym ekranie, ze swoim nieodłącznym kubkiem i machała. Marcinowi opadła szczęka, nie spodziewał się, że będzie czekać.

 „Przecież ona teraz również będzie spóźniona” – przeszło mu przez myśl.

 Podszedł do „Wrót”, a Litwinka wyciągnęła przed siebie rękę, popukała palcem w zegarek na nadgarstku i pokręciła głową z dezaprobatą. Marcin złożył dłonie jak do modlitwy i pokornie się skłonił. Nagle wpadł na pomysł. Ręce podłożył pod policzek, przechylił głowę i zamknął oczy. Chwilę później szybko je otworzył, przysunął dłoń przed twarz, spojrzał na zegarek, rozwarł usta w wyrazie zdumienia i chwycił się za głowę. Popatrzył na swoją rozmówczynię, szukając w jej twarzy jakiegoś znaku, że zrozumiała jego pantomimę. Tupnęła nogą i wzięła się pod boki, ale na jej buzi wciąż gościł uśmiech. Marcin jeszcze raz złożył dłonie i się ukłonił. Litwinka pokręciła głową, podniosła w górę kubek z kawą, popukała wymownie w plastikowe wieczko i pomachała mu na pożegnanie.

 

 ***

 

 Wyrzuty sumienia gryzły Marcina cały dzień.

 „Spóźniła się przeze mnie”. – Po chwili jednak zawsze pojawiała się druga myśl. – „Czekała na mnie!”. W nocy mężczyzna długo nie mógł zasnąć, trawiąc obydwa fakty. Wtedy do głowy przyszedł mu pomysł. Kolejnego dnia stanął przed samym portalem już o wpół do siódmej. Był ubrany elegancko, w marynarkę i białą koszulę. Tym razem nie przejmował się już, że każdy, kto mijał plac Litewski tego ranka, patrzył na niego jak na wariata. Denerwował się czymś zupełnie innym.

 W końcu ją wypatrzył, a ona od razu zobaczyła jego. Przywołał ją do siebie gestem ręki. Podeszła, z wyrazem zaciekawienia malującym się na twarzy. Marcin sięgnął w dół poza portal i podniósł dwa kubki kawy. Wręczył jej jeden, przykładając go do ekranu. Zaśmiała się i wyciągnęła dłoń, w której trzymała własny napój, udając, że przyjmuje go od niego. Przyłożyła lewą dłoń do piersi i kiwnęła głową, dziękując. Marcin odłożył jeden kubek na ziemię, z drugiego upił mały łyk, koncentrując się z całych sił, żeby się nie skrzywić. Dziewczyna już podnosiła rękę, żeby pomachać mu na pożegnanie, ale zatrzymał ją gestem dłoni. Ponownie sięgnął poza oko kamery i wyciągnął czerwoną różę. Litwinka przyłożyła dłoń do ust zdumiona, tym razem zupełnie szczerze. Otrząsnęła się jednak po sekundzie, nachyliła i udała, że wącha kwiat. Wyprostowała się i dygnęła iście po dworsku. Marcin odłożył różę i włożył dłoń do wewnętrznej kieszeni marynarki. Wyciągnął z niej złożoną na cztery kartkę, rozgiął ją szybko i odwrócił w jej stronę. Na całej powierzchni wielkimi literami zapisano tylko jedno słowo:

 „MARCIN”.

 Dziewczyna uśmiechnęła się na ten widok, odstawiła kawę i szybko zaczęła grzebać w torebce. Wyciągnęła długopis, a chwilę później pokazała mu napis, który wykonała na lewej dłoni:

 „MILDA”

 Wystawiła rękę w jego stronę jak do powitania. A on ukłonił się, udając, że ją całuje. Kiedy znów na nią spojrzał, przewróciła oczami i powachlowała się jak postać z filmów kostiumowych, która ma zaraz omdleć. Roześmiał się, a ona pomachała mu na do widzenia.

 

 ***

 

 Na pierwszy lunch umówili się tydzień później. Marcin przyniósł kolejną kartkę, z napisem „LUNCH?”, a Litwinka zapisała na swojej dłoni „10:30?”. Zjedli wspólnie kanapki w przerwie śniadaniowej i od tamtego dnia zawsze widywali się codziennie. Czasem nawet dwa razy dziennie. Wkrótce, zaczęli umawiać się pod portalem nawet w weekendy.

 Marcinowi nie raz chodziło po głowie, żeby napisać na kartce swój adres e-mail albo numer telefonu, ba!, chociaż nazwisko, żeby mogli się odnaleźć na portalu społecznościowym. Nigdy tego jednak nie zrobił, zawsze zmieniając zdanie w ostatniej chwili.

 „I co, zaczniemy ze sobą pisać jak nastolatki?” – myślał.

 Nie mógł sobie tego wyobrazić. Nie mógł przeżyć, że ich znajomość stałaby się taka jak wszystkie inne.

 „A jeżeli nie mówimy w tym samym języku? Może ona miała w szkole niemiecki lub francuski zamiast angielskiego? Albo rosyjski?” – rozważał bez końca.

 Wiedział jednak, że na dłuższą metę nie mógł widywać Mildy jedynie przez ekran portalu. Kiedy po niedzielnej kolacji z nią wracał do domu, przechodząc obok stacji PKP, przyszedł mu do głowy pomysł. Wyciągnął telefon z kieszeni, szukał w nim czegoś przez chwilę, a kilka godzin później siedział już w autobusie jadącym do Wilna.

 

 ***

 

 Chwilę przed szóstą czterdzieści rano, trzymając dwie kawy, stanął przed portalem po drugiej stronie. Spojrzał krótko na Lublin i odwrócił się do niego plecami czekając na Mildę. Co chwila zerkał na zegarek. Minęło dziesięć minut, piętnaście, dwadzieścia. Nigdzie jej nie było.

 „Dzisiaj?” – krzyczał w myślach sam do siebie, denerwując się coraz mocniej.– „Akurat dzisiaj nie przyjdzie?!”

 Rozejrzał się jeszcze raz dookoła. Nagle dotarło do niego, że przypatruje mu się wiele osób i pokazując go sobie palcami śmiejąc się.

 „Nie wyglądam chyba aż tak dziwnie?” – zaniepokoił się.

 Od tłumu oderwał się jakiś wyraźnie rozbawiony mężczyzna i ruszył prosto w stronę Marcina. Podszedł do niego, bezceremonialnie chwycił go za barki i obrócił w stronę „Gwiezdnych wrót”. Po drugiej stronie była Milda. Czerwona na twarzy, z rękami w górze. Musiała machać i skakać, próbując zwrócić jego uwagę. Dyszała ze zmęczenia. Na jego widok rozłożyła ręce i pokręciła z niedowierzaniem głową. Oboje stali i patrzyli się na siebie długą chwilę, nie wiedząc, co zrobić. W końcu Marcin, nie mając lepszego pomysłu, tylko po to, by nie dać się ogarnąć rozczarowaniu i bezsilności, wyciągnął w jej stronę jeden z kubków. Litwinka pacnęła się w czoło, schyliła i również podniosła dwie kawy.

 Zaczęli się śmiać. Równo jak na komendę. Histerycznie. Bez opamiętania. Śmiali się tak długo, aż obydwojgu poleciały łzy z oczu i rozbolały ich brzuchy. Kiedy się uspokoili, Milda wyciągnęła długopis i naskrobała coś na dłoni. Pokazała mu.

 „SUWALKI?”

 Marcin pokiwał głową, a ona uśmiechnęła się do niego. Żadne z nich jednak nie ruszyło się spod portalu jeszcze bardzo długo.

 

 

9091 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Nazareth
Kategoria: romans

Liczba wejść: 36

Dodano: 2021-08-24 09:51:14
Komentarze.
Wszelki duch! Doznałam szoku na widok Twojego nicku, wrócę, jak się otrząsnę.
Odpowiedz
alfonsyna Oj, przestań
Odpowiedz
z wykopem
Trochę mi to zajęło, ale dotarłam!
I przeczytawszy, tak sobie pomyślałam, że tekst ma w sobie sporo uroku, lekkości. Czytało się przyjemnie i szybko, sam pomysł jakoś tak pozytywnie mnie nastroił. Dobrze czasem coś takiego przeczytać, dla mnie to miła odmiana.
Odpowiedz
alfonsyna miło mi, chociaż to taki sobie tekścik, o. Napisany w parę godzin, żeby odpocząć od ciężkiego klimatu horrorów. Zdaję sobie sprawę, że ma mnóstwo niedociągnięć, mało opisów, scen, w których można poznać i poczuć postaci. Nawet myślałem chwilę, czy go nie podrasować, ale doszedłem do wniosku, że jest mało rozwojowy.
Dzięki, że przeczytałaś
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.