online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Kopuła
<
Karmazynowe nadzienie
>
Tagi: #cod

Hobby i żołnierzyki

 TW 1.0

 Edycja 3

 Osoba: Bóg

 Miejsce: Front

 Zdarzenie: Dekorator wnętrz..ności

 

 *****

 Widziałem Boga. Facet siedział na skórzanym fotelu z rozkładanym podnóżkiem. Miał na sobie sprane jeansy i flanelową koszulę w kolorach złotej jesieni. Białe, przybrudzone tenisówki zasznurowane na supełki poruszały się miarowo razem ze stopami w lewo, w prawo. Trzymał w dłoni kubek, może z kawą, a może z zakazanym afrodyzjakiem, od którego śmiertelnik wyciągnąłby nogi po jednym łyku. Takiego Boga nikt z was nie widział. Nie, żebym posądzał was od jakieś nadprzyrodzone zdolności i posiadanie kluczy do niebios. Po prostu to nie był dziadek z brodą patrzący litościwie na swoje dziateczki, ani to symboliczne oko łypiące z trójkąta na wszystko. Zwyczajny facet, którego mógłbym widywać codziennie na stacji benzynowej, zamawiając hot doga z sosem czosnkowym i promocyjną kawą w poniedziałki oraz piątki. Ale faktem było, że z gęby podobny zupełnie do nikogo. Lekko przyprószony siwizną koleś przed pięćdziesiątką. Uśmiechał się, ale na pewno nie do mnie. To był uśmiech do sytuacji, w której się znalazłem. Obok rozerwanych ciał, na ziemi przesiąkniętej krwią, pod niebem zabrudzonym oparami walki. Rzucili mnie i moich kumpli w sam środek jakiegoś bliżej nieokreślonego konfliktu. My mieliśmy być ci dobrzy, tamci – źli. W ogólnym rozrachunku wszyscy jesteśmy siebie warci.

 

 ****

 

 

 Być może chcecie wiedzieć coś więcej. Co to za konflikt, kogo w nim odgrywam, czy jeszcze żyję, a może to tylko fala świadomości na moście prowadzącym do innego świata? Na większość z tych pytań nie odpowiem. Dla was jedynym potrzebnym faktem jest, że żyję. Na razie. Mam się dobrze, o ile można tak nazwać gościa siedzącego za wrakiem auta, słyszącego tylko świst kul i wystrzał artylerii w oddali. Nie zdziwcie się, że zostawię was na trochę. Dzielę robotę narratora tej pożal się... opowieści z tym, od którego wszystko się zaczęło. Już czeka, żeby przejąć pałeczkę. Poprawia kołnierz flanelowej koszuli, odstawia kubek i wchodzi za trzy... dwa...

 

 

 ****

 

 Zacznijmy już. Nie muszę się wam przedstawiać. Mój przedmówca już to uczynił. Co prawda nikt mu nie powiedział, że nienawidzę jak mówią na mnie Bóg, ale większość z was tego nie wie. Aż do teraz. Tyle możliwości, imion, przezwisk, kryptonimów, a oni od lat wałkują jedno i to samo. To tylko jedna z wielu rzeczy, które mnie wkurwiają. I nawet tego nie wypikam, bo serio miarka się przebrała. Nie pierwszy raz i dlatego potrzebuję... tego.

 

 Tacy jak ja, ci z wyższych sfer zawsze podnoszą poprzeczkę wysoko. Za każdym razem coraz wyżej. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. A istota boska z założenia posiada boski apetyt. Wojny toczą się na świecie nieustannie. To jeden z fundamentów jego istnienia. Czy wam się to podoba, czy nie, wojna jest niewidzialnym filarem, który sprawia, że ludzkość jeszcze nie zwariowała w swoim towarzystwie. Ale wielkie konflikty mają to do siebie, że są schematyczne. Niczym nie zaskakują. Potrzebowałem czegoś... wyjątkowego. Może nie odkrywczego, ale ze szczyptą zaskoczenia. Dlatego wybrałem losową lokalizację, losowych ludzi jako mięso armatnie, a potem rzuciłem tam rękami losu ludzi, którzy mają walczyć o to kto jest faktycznie dobry. Opowiem wam o tej „małej” wojnie.

 

 Ale nie od początku. I nie w wymiarze ogółu. Ten konflikt należy odbierać przez pryzmat pojedynczej jednostki i jej koligacji z innymi zagubionymi duszami, które pragnął już nie walczyć o swoje, tylko wrócić do domu i wierzyć, że zapomną. Nigdy nie zapominają. A jeśli nawet... już ja się postaram, żeby sobie przypomnieli. Bo widzicie, to jest ta specyficzna wersja świata, w której mam pełnię władzy i korzystam z niej dowolnie. Piotrek, nasz drugi narrator obecnie pruje seriami z automatu w losowych kierunkach. Najważniejsze, że przed siebie. Coś krzyczy, niezrozumiały bełkot, adrenalina podpowiada mu, żeby zwiększył siłę natarcia. Obok niego siedzi Darek. Facet jest o krok od podjęcia ważnej decyzji, brzemiennej w skutkach. Ma ostatnie kilka sekund na przyklepanie wszystkich druczków w głowie. W końcu staje na równe nogi i rozkłada ręce. Zastyga w pozie, jakby przygotowywał się do skoku z trampoliny. Unosi głowę, która w następnej sekundzie eksploduje kawałkami czaszki i w mózgu. Wszystko w polewie z krwi i płynu mózgowo-rdzeniowego.

 Dla jego towarzyszy trwa to chwilę, jedno mrugnięcie. Ja widzę to inaczej. Gdy pocisk dopada celu i pierwsza mgiełka krwi wraz z urywkami czaszki wzlatują w powietrze, układam je w odpowiedni sposób, planuję trajektorię. Dwa największe odłamki mają musnąć twarz Piotrka, kilka skrawów mózgu uderzy w ścianę kamienicę za nimi i tak do ostatniego kawałka. Nie pojmie tego żaden śmiertelny umysł, że jednocześnie trwa to milisekundy i jakby całą wieczność.

 — O kurwa, o kurwa, nie on! — To Piotrek. Chyba jest na mnie zły. Chciałby to wam powiedzieć osobiście, ale nie może. Jeszcze nie.

 Pewnie myślicie, że zaprogramowałem tego żołdaka, który dostrzelił Darka. Albo lepiej, zamieszałem samemu zainteresowanemu w głowie tak bardzo, że facet dla świętego spokoju postanowił wybrać bilet w jedną stronę. Zdziwię was, ale nie po to dałem wam wolną wolę, żeby kreować wasze działania na swoją modłę. Każdy kopie sobie grób w swoim tempie i swoim szpadlem.

 Teraz widzę coś jeszcze. Kobieta. W kamienicy. Rana postrzałowa w lewy bark i o wiele za duży deser w postaci rozerwanego brzucha. Jelita wypływają ze swojej bezpiecznej jamy jak rozdrażnione intruzem węże, gotowe pokąsać wspólnie wroga. W takich chwilach moje miłosierdzie jest szczególne. Modli się do mnie. Prosi o łaskę, o koniec, o spokój, wytchnienie. Nie chcę żyć. Nie łudzi się, że ześlę jej magiczne bandaże, które zagoją ranę w kilka minut.

 — Kończ waść... — szepcze, plując porcjami krwi.

 Jak by tu... wiem! Bazooka! Po tamtej stornie barykady mają kilka na stanie. Mówiłem wam, że nie steruje ludzkimi wyborami? Nie słyszeliście tego ode mnie.

 Żołnierz posłusznie celuje tam, gdzie kieruje jego wzrok. Ściana kamieni, pierwsze piętro, tuż obok ostatniego okna z lewej. Strzał. Przyłożenie. Wybuch. Kobieta wraz z odłamkami ściany siłą odrzutu szybuje przed siebie zdezorientowana. Jej wnętrzności w powietrzu układają się bez ładu i składu. Krew tryska w losowych kierunkach. STOP. Mam wizję, jestem architektem, dekoratorem wnętrzności. Układam je w odpowiedni sposób. Robię stop-klatkę rzeczywistości i napawam się mym dziełem. Potem ustalam trajektorię, a kiedy kobieta pada na podłogę, po moim dziele zostają tylko krwawe ochłapy w czerwone plamie, przygniecione resztą ciała. Zrzut pamięci pozostaje w umyśle. Dodaje go do kolekcji, obszernej i jedynej prawdziwej, jaką posiadam.

 

 Dalej historia toczy się podobnie. Piotrek ciągle próbuje przeżyć, jego kompani kolejno pękają pod naporem chaosu, w jakim się znaleźli. To może być ostatni moment, żeby dodał coś od siebie. Nie jest na żadnej bezpiecznej liście ocalałych. Jeśli chce może dostać dwie kulki naraz.

 

 ****

 

 Mówił do was prawda? Opowiedział wam niezłą historię, albo chociaż jej skrawek. Wspomniał o Darku? Na pewno. Biedak leży z rozwaloną głową obok mnie. Krew już nie tryska, wypłynęło, co miało wypłynąć. Patrzę na to truchło z żalem, ale i lekkim obrzydzeniem. Nie wiem dlaczego. Może ten chaos tak na mnie działa. Zaczynam wątpić, że Darek chciał to ugrać. On tu był w jednym celu i dopiął swego. Wykruszamy się. Powoli, ale miarowo. U nich też się nie przelewa. Nie dajemy im wytchnienia, choć moje serie zapewne popieściły gruzowiska kamienic naprzeciwko, a nie jebane aorty tych zasrańców. Wspomniał o tym? Nie odpowiadajcie. Wiem, że tak. O dziwo, nikt tu nie krzyczy. Każdy jakby istniał we własnym świecie i z niego kontrolował swoje ciało w tym bałaganie. Pewnie nie dostanę już drugiej szansy. Mam nadzieję, że wpisał mnie, chociaż na listę bezpiecz...

 

 ****

 

 Nie, nie wpisałem. W moich grach nie ma taryfy ulgowej. We wszystkich bez wyjątku, ze szczególnym uwzględnieniem ŻYCIA.

 

 

 Link do pierwszej wersji - https://www.opowi.pl/tw-3-bajka-o-zniszczonej-nadz

 

8013 zzs

Liczba ocen: 2
81%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *marok
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 17

Opis:

(cod#7) To już niowiutki tekst. Od teraz będę wstawiał w ramach codziennostrzału teksty na podstawie zestawów TW. Są to zestawy niewykorzystane w przeciągu całego mojego uczestnictwa w zabawie. Nazbierało się tego całkiem sporo. Dodatkowo dobrałem kilka zestawów, które były według mnie ciekawe, a z których nie wybroniłem się dobrze, raczej na pół gwizdka. Zobaczymy jak będzie szło :))

Dodano: 2021-08-31 23:03:42
Komentarze.
!jacek79 15 d.
z dużym wykopem
Dobre to!!! Masz jakis zbiór swoich opowiadań wydany? Chętnie bym nabył
Odpowiedz
*marok 15 d.
jacek79 jeszcze nie miałem przyjemności wydać
Odpowiedz
!jacek79 15 d.
marok daj znać jak będzie coś na rzeczy..… wole jednak na papierze czytac..
Odpowiedz
*marok 15 d.
jacek79 też lubię papier. E booki na razie mnie nie przekonały
Odpowiedz
!jacek79 15 d.
marok mam czytnik e-boków .. jest on dobry w podróży bo nie wazy dużo a można zmieścić dużo książek gazet i rzeczy które są w jednym miejscu choć papier to papier.. i tu się nie przekonam żeby całkowicie się przerzucić
Odpowiedz
*Canulas 11 d.
z wykopem
Dobrze skadrowane. Zwłaszcza początek. Ładny zabieg.
Faktycznie, przaśne nie jest. Nie uciekłeś od swoich przywar, ale na tyle nasączyłeś narratora przegniciem, nasączyłeś smutkiem i nostalgią, że faktycznie nadało mu to oryginalnego sznytu.

"Ale nie od początku. I nie w wymiarze ogółu. Ten konflikt należy odbierać przez pryzmat pojedynczej jednostki i jej koligacji z innymi zagubionymi duszami, które pragnął już nie walczyć o swoje, tylko wrócić do domu i wierzyć, że zapomną." - pragną (Czeski błąd przeinaczający kontekst. W tekstach, które chcemy utrzymać w pewnej gamie odczuć nie może występować).

"A jeśli nawet... już ja się postaram, żeby sobie przypomnieli. Bo widzicie, to jest ta specyficzna wersja świata, w której mam pełnię władzy i korzystam z niej dowolnie." - pełnię władzy ludzkiej w oparciu o zmiany moralności doskonale obrazuje Pierścień Gygesa. Może chcący, pewnie nie, ale lubię takie zabiegi.

Czytając, nie bardzo mogę się skupić na wyłapaniu emocji, ale nie dlatego, że ich nie ma. Dlatego, że zastosowałeś bardzo dziwnego, ale zarazem ciekawego narratora. Jestem w połowie, a dalej nie mam pewności czy jest on wszechwiedzący, czy nie. Teoretycznie nie jest, ale jego kliniczne wręcz podejście i to w obliczu skrajnie niebezpiecznej sytuacji, sugeruje, że nie obawia się on o zdrowie ani życie, co mu nadaje niemal nadnaturalnych przywar.

" Strzał. Przyłożenie. Wybuch. " - tutaj świetny przykład owej bezkompromisowej kliniczności. Matematyczny, beznamiętny zapis robi robotę. Udany zabieg.

Tekst faktycznie nieco poważniejszy. Krok w ciekawą stronę i na pewno poza nawias Twych charakterystycznych tekstów.


Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.