online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 16
>
Tagi: #wojna #mgła #obława #okupacja

Mgły wojny

  Wdech, wydech. Wdech, wydech. Wdech. Wydech.

  Chwila wytchnienia. Wyproszony, wybłagany, wymodlony albo wręcz przeciwnie – brutalnie wydarty dniu moment spokoju. Choć o prawdziwym spokoju nie mogło być tu mowy – ten był raczej pobożnym życzeniem, nieosiągalnym i upragnionym bardziej niż cokolwiek innego na świecie. Uciekinierzy mogli liczyć zaledwie na nędzną i kruchą jego namiastkę. Jednak to musiało wystarczyć.

  Kobieta odkleiła z twarzy mokry od potu kosmyk włosów, który najwyraźniej nie zamierzał utrzymać się za uchem. Raz jeszcze odetchnęła głęboko i mocno przytuliła wychudzone dziecko, uczepione jej ramienia tak mocno, że trudno było ocenić, gdzie kończy się jej ciało, a zaczyna jego. Siedzieli pod obdrapaną z tynku ścianą, plecami do zimnego ceglanego muru.

  – Mamo, chce mi się pić – rzekł chłopiec słabym głosem, wlepiając w matkę błagalne spojrzenie.

  – Już niedługo, synku, jak dotrzemy na miejsce, dostaniesz cały kubek – odpowiedziała kobieta, maskując kłamstwo delikatnym uśmiechem. Gdy tylko wypowiedziała te słowa, odwróciła głowę, czując, że jej oczy zaczynają szklić się od łez.

  – Daleko to jeszcze, mamo? Już jestem zmęczony – nie odpuszczał malec.

  Matka nie odpowiedziała. Nie pozwalała jej na to puchnąca w szybkim tempie gula w gardle.

  Musiała się trzymać. Być silna za ich oboje. Nie mogła dopuścić do tego, żeby synek zobaczył, jak się łamie. Rodzic powinien być dla dziecka oparciem, powinien zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa. Nie chciała, żeby chłopiec oglądał ją w stanie emocjonalnego rozczłonkowania. I tak dzień w dzień patrzył na obraz nieszczęścia, jaki prezentowała. Widział też tyle okrucieństwa. „Boże”, myślała, „to dziecko widziało w swoim króciutkim życiu taką ilość plugastwa, że z powodzeniem mogłoby obdzielić nim kilka dorosłych osób, a i tak jeszcze by zostało”. Niektóre obrazy wsiąkły w niewinną duszę tak głęboko, że choćby człowiek dysponował wszystkimi szpachelkami tego świata, nie byłby w stanie ich z niej zeskrobać.

  Kobieta zmierzwiła tylko czuprynę chłopczyka, balansując na krawędzi pozornej stabilności domku z kart i całkowitego stopienia mentalnego rdzenia.

  – Mamo, słyszysz? Daleko musimy jeszcze iść? Mamo?

  – Ćśś. – Matka przyłożyła palec do ust i spojrzała na dziecko z uspokajającym uśmiechem, który kosztował ją więcej, niż zakładała, że to możliwe.

  Malec spuścił wzrok i odetchnął ciężko. „Całe szczęście”, pomyślała, wiedząc, że każde kolejne wypowiedziane słowo może rozbić kruchą bańkę spokoju, którą udało jej się otoczyć.

  Siedzieli, milcząc, w śmierdzącej wilgocią piwnicy. Chłopiec, któremu chciało się pić i kobieta, która od miesięcy nie była pewna kolejnych pięciu minut.

  Kapiąca z biegnącej wzdłuż sufitu rury woda odmierzała sekundy. Dźwięk, który wielu mogłoby uznać za irytujący, na tę zagubioną dwójkę działał kojąco. Stanowił miłą odmianę od wystrzałów, wybuchów, jęków cierpiących i agresywnych pokrzykiwań polujących na niedobitków oprawców. Przypominał o dobrych czasach, gdzie do największych problemów człowieka należał przeciekający kran, mandat za nieprawidłowe parkowanie czy złamany obcas. Jeśli tylko istniałaby możliwość powrotu do przeszłości lub choćby wysłania do niej syna, kobieta poświęciłaby wszystko, by do tego doprowadzić. Niestety, życie to nie koncert życzeń. Było to widoczne szczególnie w ostatnich miesiącach – odkąd tylko rozpętało się piekło.

  Kap, kap, kap. Rura roniła ciężkie, mętne łzy, jedną po drugiej. Zdawało się, że będzie tak płakać bez końca. Albo do końca.

  Matka spojrzała na dziecko. Chłopiec miał zamknięte oczy, a jego pierś podnosiła się i opadała miarowo. „Zasnął”, pomyślała z ulgą, ale za chwilę oplotły ją śliskie macki lęku. „A co, jeśli znów będzie śnił koszmary?”, „A co, jeśli tym razem się nie obudzi?”. Przytuliła delikatnie syna i czule pocałowała go w głowę.

  – Śpij, maleńki – szepnęła – mam nadzieję, że będziesz miał dobre sny.

  Obserwowała przez chwilę dziecko, słuchając miarowego: „kap, kap”, aż niepostrzeżenie sama wpadła w przepastne objęcia Morfeusza.

 

 ***

 

  Ze snu wyrwał ją rozpaczliwy krzyk i gwizd rykoszetującej kuli w uliczce obok. Kobieta gwałtownie podniosła głowę, boleśnie uderzając potylicą w mur, o który się opierała. Mocniej przytuliła dziecko i znieruchomiała, nasłuchując. Z ust wyrwał jej się tylko cichy, krótki syk, mający na celu uciszyć zbudzonego nagle, jęczącego ze strachu chłopca.

  W pierwszym odruchu miała ochotę zrugać samą siebie za błąd, jakim było spanie w nieznanym miejscu. Jednak wiedziała, że w takich okolicznościach złość skierowana ku sobie w niczym by nie pomogła, mogłaby jedynie osłabić czujność i doprowadzić do kolejnego błędu. A Pani Wojna nie należała do takich, którzy tolerują potknięcia i chwile słabości.

  Matka poleciła małemu zostać na miejscu a sama, powoli i najciszej jak tylko się dało, podeszła do niewielkiego, mocno przybrudzonego okna wychodzącego na ulicę. Skuliła się mimowolnie, chowając głowę w ramiona, kiedy na zewnątrz odezwał się karabin, prując serią po ścianach. Wyciągnęła rękę w kierunku chłopca, by go uspokoić i jednocześnie nakazać mu pozostać na miejscu. Dziecko na szczęście zdążyło się już nauczyć, że strach lepiej przeżywać w ciszy.

  Kobieta dyskretnie wyjrzała przez zachlapaną błotem szybę. Jako że znajdowali się w piwnicy, okno umieszczone było tuż nad ziemią. Błyskawicznie odsunęła się na bok, gdy zobaczyła w oddali zbliżającą się w ich stronę sylwetkę żołnierza. Człowiek tonął w wiszącej nad brukowaną ulicą mgle, jednak był widoczny na tyle, by dało się rozpoznać kształt hełmu i karabinu, który dzierżył w dłoniach.

  Przywarła do ściany tuż obok okna i szybkim gestem przywołała do siebie syna. Malec wkleił się w nią najmocniej jak potrafił i oboje z zamkniętymi oczami, niemal wstrzymując bicie serca, czekali aż zagrożenie się oddali. Kroki dwóch, może trzech osób rozbrzmiały przy ich kryjówce, ale od razu zaczęły się też oddalać. Widocznie ścigali kogoś innego – dwójka uciekinierów na razie była bezpieczna.

  Podskoczyli jeszcze oboje – matka i syn – kiedy z niedalekiej odległości doleciało do nich szczekanie karabinów zakończone okrzykiem triumfu. „Dopadli kolejnego, skurwysyny” – przeklęła w myślach kobieta i zagryzła wargę, starając się stłumić ponownie rosnącą w gardle gulę.

  Wiedziała, że nie mogą zostać tu dłużej. Była pewna, że to tylko kwestia czasu, kiedy ktoś zajrzy do piwnicy i ich znajdzie. Znajdzie i zabije. Po prostu.

  Wyciągnęła z kieszeni kawałek suszonej kiełbasy i wręczyła go dziecku. Twarde jak kamień mięso nie było łatwe do przeżucia, jednak wymagające zadanie odgryzienia i przeżucia kęsa jedzenia było w stanie zająć chłopca na jakiś czas i skierować myślenie na inne tory. Choćby na chwilę. Malec wyraźnie zmagał się w kiełbasą, bardziej ssąc niż gryząc ciemnobrązowy, pomarszczony kawałek mięsa. Matka miała tylko nadzieję, że nie połamie sobie mleczaków. Jednak ryzyko, które podjęła, było w pełni świadome.

  Plan zadziałał i podczas gdy chłopiec próbował oddzielić kęs jedzenia od reszty, matka gorączkowo zastanawiała się nad dalszymi krokami. Pierwszym było opuszczenie aktualnej kryjówki, drugim znalezienie nowej, oddalonej od centrum. I tyle – na tym się kończyło. W świecie, w którym to ogień i ołów sprawują rządy, nie można planować zbyt wiele. To lekkomyślne. Celem było na razie tylko dotarcie na obrzeża. Dalej można zaszyć się gdzieś lesie, może uda się spotkać innych ocalałych? Byłoby wspaniale, bo według smutnej prawdy, z cierpieniem jest tak, jak z zabawą – w grupie raźniej.

  Kobieta ponownie wyjrzała przez okno. Ulica była pusta, odgłosy kroków ucichły. Uznała, że zaczekają jeszcze trochę, a potem wyruszą.

 

 ***

 

  Poczuła, że ktoś ciągnie ją za rękaw.

  – Mamo, mamo! Chce mi się siusiu! – szeptał chłopiec i szarpnął ponownie.

  Kobieta omiotła otoczenie szybkim spojrzeniem, usiłując wyłowić z otoczenia szczegóły, które pomogłyby jej w określeniu, gdzie razem z małym się znajdują. Po chwili, gdy rozpoznała wilgotne wnętrze piwnicy i usłyszała znajome „kap, kap”, uczucie otumanienia minęło. Zastąpiła je irytacja.

  – Jasna cholera! – zaklęła i po chwili, już ciszej, mruknęła do siebie przez zaciśnięte zęby: – Znowu zasnęłam.

  – Mamo, ja naprawdę muszę… – prosił chłopiec.

  – Już, kochany, już. Chodź, załatwisz się tu, w kąciku.

  Podczas gdy mały opróżniał pęcherz, kobieta zerknęła na okienko. Na zewnątrz było ciemno – okolicę rozświetlał jedynie księżyc. Wyjęła z kieszeni wysłużony posrebrzany zegarek z rozbitą szybką – pamiątkę po ojcu, której jakimś cudem udało jej się nie zgubić w całym tym zamieszaniu. Wytężyła wzrok, by lepiej zobaczyć wskazówki. Wyglądało na to, że przespała co najmniej sześć godzin. Rozmasowała zesztywniały od spania w niewygodnej pozycji kark. Pomogła chłopcu wciągnąć koszulę w spodnie i poprawiła poluzowany węzeł w jednym z dziecięcych bucików. Przykucnęła przy synu i spojrzała mu w oczy.

  – Synku – powiedziała poważnym tonem – za chwilę ruszamy dalej. Ściemnia się, więc to dobra pora. Będziemy najmniej widoczni.

  Matka dziękowała w duszy za to, że miasto leżało nad rzeką. Poranna i wieczorna mgła była tu normą. Kamuflaż, jaki dawała, umożliwiał w miarę dyskretne przemieszczanie się od ściany do ściany, od murku do murku, od krzaka do krzaka. Była pewna, że gdyby nie mgła, już dawno jeden z kryjących się po oknach snajperów miałby na kolbie karabinu wyskrobane bagnetem dwie kolejne kreski – jedną za nią, drugą za dziecko.

  – Dobrze, mamo. Ale jesteśmy już blisko, tak? Będziemy bezpieczni, tak? Mamo?

  Nadzieja w spojrzeniu chłopca sprawiła, że oczy kobiety ponownie wypełniły się łzami, ale jednocześnie jej serce zasiliła kolejna dawka woli walki.

  – Tak, synku, jesteśmy coraz bliżej – skłamała prosto w niewinne błękitne oczy.

  Ruszyli. Kobieta uchyliła ostrożnie wiszące już tylko na jednym zawiasie drzwi. Krzywiła się z lękiem na każdy niepożądany dźwięk – jedno skrzypnięcie, szurnięcie czy przypadkowy trzask mogły ściągnąć na nich uwagę któregoś z przebywających w pobliżu żołnierzy. Bo tego, że czyhali za rogiem była wręcz pewna. Wróg przejął miasto, teraz już tylko starał się wykurzyć niedobitków z nor, w których siedzieli i stłumić opór tych, którzy byli na tyle głupi, by myśleć, że nadal jest nadzieja.

  Wyszli na ulicę. Kobieta, zgięta niemal w pół, sunęła wzdłuż ściany, bardziej ciągnąc, niż prowadząc malca za rękę. Tego wieczoru mgła była wyjątkowo gęsta, co uciekinierka poczytała za dobry znak.

  Przemieszczali się od muru do muru, od wnęki do wnęki. Gdzieś daleko, możliwe, że kilometry od ich pozycji, słychać było przytłumione dźwięki wystrzałów, co jakiś czas przebijał się przez nie bardziej donośny huk eksplozji. Jednak w mieście panowała cisza. Nie widziała po drodze żadnego żołnierza, żadnego patrolu czy strażnika. Bacznie obserwowała ziejące czernią okna z powybijanymi szybami, wypatrując obserwatorów z karabinami wyborowymi. Bezskutecznie – zdawało się, że miasto nagle opustoszało.

  W pewnej chwili, gdzieś z tyłu, rozległ się głośny syk. Matka mocniej złapała syna i rzuciła się na ziemię, ciągnąc go za sobą. Nie wiedziała, co wydało taki dźwięk, ale to nie miało znaczenia. Instynkt przetrwania i tak nakazał się ukryć.

  Podpełzli do pobliskiego budynku z wyważonymi drzwiami wejściowymi. Szybki rzut oka w ciemną wnękę musiał wystarczyć. Kobieta poderwała się na nogi i wzięła dziecko na ręce. Zawirowało jej w głowie. Osłabiona, niedożywiona i odwodniona, zatoczyła się na ścianę, ale dzielnie walczyła z grawitacją i jakimś cudem ustała na nogach. Prędko zeszła po schodach i ukryła w jednej z piwnicznych komór. Wnętrze było splądrowane, podłoga usłana fragmentami połamanych półek, rozbitych drzwi i różnego rodzaju śmieciem. Jednak wystrój pomieszczenia stanowił najmniejszy problem. Ważne, że zeszli z widoku.

  Kobieta posadziła chłopca na jednej z ocalałych skrzyń, a sama podeszła do wybitego okna z widokiem na ulicę. W napięciu obserwowała okolicę, spodziewając się przemykającego patrolu. Nie zobaczyła jednak nikogo. Tylko mgła była jakby gęstsza. Uznała, że zaczekają jeszcze chwilę i ruszą dalej pod osłoną mlecznych oparów. Nagle usłyszała drżący głos synka:

  – Mamo, boję się…

  Podeszła do malca i mocno go przytuliła. Nie wiadomo, który to już raz.

  – Już niedługo, kochany, już jesteśmy blisko. Zobaczysz, znajdziemy swoich i wszystko się ułoży.

  Chłopczyk nie odpowiedział. Westchnął tylko ciężko i pociągnął nosem.

  Matkę znów ścisnęło w gardle. Nie potrafiła pocieszyć własnego dziecka. Wiedziała, że mimo młodego wieku, mały jest inteligentny i z pewnością potrafi już interpretować wydarzenia i wyciągać trafne wnioski. To tylko jeszcze bardziej ją przybiło.

  – Mamo, a co to? – zapytał chłopiec i pokazał palcem na okno. Z zewnątrz wlewała się przez nie mgła.

  Kobieta spojrzała na to niecodzienne zjawisko. Po chwili całe jej ciało przeszył lodowaty dreszcz. Miała nadzieję, że rozwiązanie zagadki, które podsuwał jej zmęczony umysł, nie jest prawdą – że to na pewno tylko głupia, nielogiczna myśl. Wynik zmęczenia i stresu.

  Po chwili rzeczywistość to zweryfikowała.

  Na ulicy dało się słyszeć coraz wyraźniej ciche stukanie i chrapliwy oddech. Kobieta chwyciła dziecko i przycisnęła jego głowę do swojego ramienia. Odsunęli się pod ścianę, jak najdalej od wejścia do pomieszczenia. Dźwięki dobiegały już z korytarza. Pulsująca w uszach krew nie była w stanie ich zagłuszyć.

  W drzwiach piwnicy stanął rosły owczarek. Zwierzę zastygło w progu i zaczęło się badawczo przyglądać uciekinierom. To znaczy kobiecie zdawało się, że pies się im przygląda – nie widziała jego oczu. Przeszkadzały w tym okrągłe, ciemne szkiełka maski przeciwgazowej, którą owczarek miał na łbie.

  Zwierz zawarczał i zaczął szczekać, a każdy wydany przez niego dźwięk, tłumiony był przez filtr maski, co nadawało mu jeszcze bardziej upiornego brzmienia.

  Chłopiec, którego matka przez cały czas mocno przyciskała do siebie, zaczął szlochać. Po chwili jednak płacz zastąpił gwałtowny, urywany kaszel.

  Matka oparła się o ścianę i osunęła na ziemię, głaszcząc duszącego się synka po główce. Śmiercionośna mgła wpełzała leniwie do komory piwnicznej przez wybitą szybę. Opary wypełniały wnętrze. Pies stał w progu i ujadał.

  Płynące strumieniami z oczu kobiety łzy odebrały jej zdolność wyraźnego widzenia. Gardło paliło żywym ogniem, płuca przestały efektywnie pracować. Wstrząsnęły nią niekontrolowane spazmy. „A więc to tak się umiera”, pomyślała.

  Dziecko przestało kaszleć i znieruchomiało. Zasnęło. A przynajmniej tak sobie wmawiała.

  Kobieta pękła, wyrzucając z siebie nagromadzone tygodniami emocje. Czuła ogromny żal i ulgę zarazem. W końcu pozwoliła sobie na płacz. Ten ostatni.

  Nie słyszała już psa. Nie widziała już mgły. Przestała się bać.

  Dla niej i chłopca wojna kończyła się tu i teraz.

14860 zzs

Liczba ocen: 3
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: obyczajowe

Liczba wejść: 31

Opis:

Taka tam miniaturka ćwiczebna. Pewno znajdzie się jeszcze coś to okrojenia.

Dodano: 2021-09-05 01:37:38
Komentarze.
*Hiraeth 11 d.
Uszanowanko,

takie czepialstwo na początek. Bardzo rzuciło mi się w oczy nagromadzenie wszelkiego rodzaju „jej” np. tutaj:
* odwróciła głowę, czując, że jej oczy zaczynają szklić się od łez

* Nie pozwalała jej na to puchnąca w szybkim tempie gula w gardle

* Jako że znajdowali się w piwnicy, okno umieszczone było tuż nad ziemią. Błyskawicznie odsunęła się na bok, gdy zobaczyła w oddali zbliżającą się w ich stronę sylwetkę żołnierza. Człowiek tonął w wiszącej nad brukowaną ulicą mgle, jednak był widoczny na tyle, by dało się rozpoznać kształt hełmu i karabinu, który dzierżył w dłoniach.

Zobacz ile jest tu „się”.

Ładna historia, podobało mi się szczególnie zakończenie. Choć momentami miałam wrażenie, że zbytnio spowalniasz wszelką akcję, rozwlekasz na mnóstwo podniosłych fraz, które miały zobrazować nędzne położenie bohaterów, gdy jako czytelniczka widziałam to od początku.

Odpowiedz
!CptUgluk 10 d.
Hiraeth Jest i ona!

Tak, wrzucając tekst, byłem w pełni świadomy, że na pewno się znajdzie coś do okrojenia. Czytając przytoczone zdania, sam widzę, że jest do poprawy. Przyjrzę się sprawie dokładniej w wolnej chwili i postaram się ociosać. Dzięki za wytknięcie

Tak, co do częstego podkreślania beznadziejności sytuacji - przyznaję się. Jednak tak od początku sobie to opko umyśliłem. W ogóle po raz pierwszy chyba osadziłem w głównej roli kobietę. A że to przy okazji matka i to w takiej a nie innej sytuacji, chciałem podkreślić jej przeżycia. Może przesadziłem troszku, nie wiem.

Bardzo dziękuję za wizytę i koment Pozdro!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Ciekawie ...
Odpowiedz
!CptUgluk 10 d.
behemot48 Dziękuję
Odpowiedz
z dużym wykopem
Pełen emocji tekst panie Ugluku
Odpowiedz
Adelajda o, dziękuję uprzejmie, tak miało być miło, żeś wpadła!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Hej, hej! Zbierałem się do przeczytania i zebrać nie mogłem, bo prawie 15 tys. zzs to już jest wyzwanie czasoprzestrzenne Jednak z racji, że pewnie już za chwilę zaczytam się w opkach na TW, to nie mogłem dalej zwlekać.

No i tak... Moim zdaniem bardzo dobre. Były momenty, że trochę się dłużyło, ale przy budowaniu emocji i napięcia chyba nie da się inaczej. Wszystko musi iść małymi kroczkami, kręcić łezkę w oku powolutku, pomaluśku, aż stanie się na tyle duża i ciężka, że oderwie się niczym jabłko od gałęzi. Także jest jak najbardziej OK.

Być może jedna rzecz sprawiłaby, że emocje w moim sercu zadrgałyby bardziej - większa personalizacja. Gdyby kobieta i jej syn mieli imiona, może staliby się mi bliżsi. W trakcie lektury nie wiedziałem jeszcze, czy planujesz pociągnąć ten temat w jakiejś dłuższej formie (powieść), pomyślałem więc, że jeśli tak, to bohaterowie muszą mieć jakieś imiona. Ostatecznie na tym opowiadaniu chyba się skończy, więc bezimienni bohaterowie też działają na emocje.

Rozwalił mnie owczarek w masce. Zastanawiałem się, co to w ogóle za pomysł. Ale szybko wygooglałem i okazało się, że takie numery to już podczas I WŚ miały miejsce. Nie wiedziałem, wstyd mi

A z uwag technicznych, jednej literki zabrakło:

Dalej można zaszyć się gdzieś lesie --> Dalej można zaszyć się gdzieś [w] lesie
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.